Peloponez bez tłumów - 10 miejsc, które naprawdę warto sprawdzić w 2026 roku
Peloponez kojarzy ci się głównie z Mykenami, Olimpią i Kanałem Korynckim? To dobrze, bo te miejsca rzeczywiście robią wrażenie. Ale jeśli chcesz poczuć prawdziwy klimat półwyspu bez stania w kolejkach do biletów, musisz skręcić w boczne drogi. Weźmy chociażby starożytne miasto Tiryns, które leży rzut beretem od Nafplio. Jego potężne, cyklopowe mury robią większe wrażenie niż te w Mykenach, a turystów jest tam może kilku. Albo Heraion w Perachorze - ruiny świątyni Hery nad Zatoką Koryncką, gdzie możesz być praktycznie sam, patrząc na wodę i góry. To nie są miejsca z plakatów, tylko kawałki prawdziwej, surowej Grecji.
A jeśli masz ochotę na coś więcej niż kamienie, jedź w stronę Półwyspu Mani. Zapomnij o modnych kurortach. Wioska Petrochori albo miasteczko Kyparissia oferują to, czego brakuje w przewodnikach: spokojne plaże, lokalne tawerny i widoki, które zapamiętasz na lata. W Kyparissii, na wzgórzu nad miastem, stoi stary zamek - wejście jest darmowe, a panorama na Morze Jońskie i okoliczne góry rekompensuje każdy metr podejścia. Podobnie działa Voidokilia - plaża w kształcie idealnej podkowy, którą znajdziesz niedaleko Pylos. Nie ma tam leżaków, nie ma barów, jest tylko złoty piasek, krystaliczna woda i zielone wzgórza wokół. Idealne miejsce, żeby odpocząć od tłumu.
Nie zapomnij też o jaskiniach. Diros na południu Peloponezu to system podziemnych korytarzy, którymi pływa się łódką. W środku panuje cisza, a stalaktyty tworzą kształty, które trudno opisać słowami. To zupełnie inna strona Grecji - podziemna, wilgotna i tajemnicza. Jeśli wolisz widoki z góry, wjedź na zamek Palamidi w Nafplio. Wejście liczy prawie tysiąc schodów, ale nagrodą jest widok na miasto, zatokę i góry Argolidy. Nafplio samo w sobie jest perełką - weneckie kamienice, wąskie uliczki i port, przy którym wieczorem tętni życie. To miasto, w którym historia miesza się z codziennością, a nie z komercyjnym blichtrem.
Na koniec zostawiam ci coś dla wytrwałych. Świątynia Apollona w Bassaj, wpisana na listę UNESCO, stoi samotnie na górze, z dala od szlaków. Dojazd jest kręty, droga wąska, ale gdy staniesz przed tymi kolumnami, zrozumiesz, dlaczego starożytni wybrali właśnie to miejsce. Peloponez w 2026 roku nie musi być powtórką z wakacyjnych katalogów. Wystarczy odbić od głównej trasy, żeby znaleźć własne ruiny, własną plażę i własną historię.
Mykeny i skarbiec Atreusa - czy to faktycznie kolebka cywilizacji, czy turystyczna pułapka?
Mykeny to jedno z tych miejsc na Peloponezie, które budzi skrajne emocje. Z jednej strony wpisane na listę UNESCO, z drugiej - dla wielu turystów okazuje się rozczarowaniem. Wjeżdżasz na wzgórze, widzisz Lwią Bramę, kilka kamiennych bloków i zastanawiasz się, gdzie jest ta cała potęga starożytnych. Klucz tkwi w przygotowaniu. Jeśli przyjedziesz bez kontekstu, zobaczysz tylko ruiny. Jeśli wcześniej przeczytasz o Agamemnonie, o skarbcu Atreusa i o tym, jak Schliemann kopał tutaj złoto - nagle te głazy zaczynają mówić. Skarbiec Atreusa, czyli grobowiec tholosowy, robi wrażenie przede wszystkim konstrukcją. Kopuła z kamiennych bloków, ułożonych bez zaprawy, przetrwała prawie 3500 lat. To nie jest turystyczna pułapka, tylko miejsce, które trzeba umieć czytać.
W okolicy masz kilka opcji, żeby przedłużyć starożytny nastrój. Tiryns, drugie miasto mykeńskie, leży kilkanaście kilometrów dalej i często jest pomijane przez wycieczki. A szkoda, bo mury cyklopowe robią tam jeszcze większe wrażenie niż w samych Mykenach. Możesz też pojechać do Argos, które ma własne ruiny i muzeum, ale przede wszystkim żyje normalnym greckim życiem - bez tłumów i biletów za 12 euro. Jeśli szukasz bardziej spektakularnego widowiska, koniecznie wrzuć do planu Epidauros. Teatr z IV wieku p.n.e. to akustyczny majstersztyk, a w sezonie odbywają się tam przedstawienia. Wstęp kosztuje około 12 euro, ale możesz też wejść za darmo w ostatnią niedzielę miesiąca, jak w większość greckich muzeów.
Nafplio to naturalna baza wypadowa na cały wschodni Peloponez. Urocze miasto z weneckim zamkiem Palamidi na wzgórzu i portem, gdzie jesz świeże ryby. Wspinaczka na Palamidi to 999 schodów, ale widok na Zatokę Argolidzką wynagradza każdy krok. Z Nafplio łatwo skoczyć też do Myken, Epidauros, a nawet na plażę w okolicy. Jeśli masz więcej czasu, warto pojechać dalej na południe, w stronę Kalamaty i plaży Voidokilia, która wygląda jak z pocztówki - idealny łuk piasku, z jednej strony laguna, z drugiej Morze Jońskie. Po drodze zahacz o starożytną Mesenę, mało znaną, ale świetnie zachowaną, albo jaskinie Diros, które zwiedza się łódką. Peloponez to nie tylko historia, ale też dzikie góry, wąskie drogi i oliwki rosnące tuż przy ruinach.
Twierdza Palamidi w Nafplio - ile stopni trzeba pokonać i co widać ze szczytu
Zanim wyruszysz na podbój twierdzy Palamidi w Nafplio, przygotuj się na konkretny wysiłek. Na szczyt prowadzi 913 stopni wykutych w skale, a pokonanie ich w pełnym słońcu to nie lada wyzwanie. Mówi się, że najszybsi turyści wbiegają w kwadrans, ale przeciętny zwiedzający potrzebuje około 30-40 minut z przerwami na złapanie oddechu. Dla porównania, wejście na Wawel w Krakowie to zaledwie 44 stopnie - tutaj masz ponad dwadzieścia razy więcej. Jeśli nie czujesz się na siłach, możesz podjechać samochodem lub taksówką pod boczną bramę, ale stracisz wtedy sporą część przygody i satysfakcji.
Nagrodą za wysiłek jest widok, który zapiera dech w piersiach. Z murów twierdzy rozpościera się panorama na całe Nafplio, zatokę Argolidzką i okoliczne góry. Przy dobrej pogodzie dostrzeżesz nawet ruiny starożytnych Myken na wzgórzach, a po drugiej stronie - masyw Parnonu. Najlepiej wybrać się tu późnym popołudniem, gdy światło jest złote, a słońce nie praży tak mocno. Wtedy też możesz obserwować, jak promienie padają na dachy Starego Miasta, tworząc idealne warunki do zdjęć.
Sama twierdza to potężna cytadela z początku XVIII wieku, wzniesiona przez Wenecjan w ekspresowym tempie - podobno w zaledwie trzy lata. Składa się z trzech bastionów połączonych murami, a jej nazwa pochodzi od greckiego słowa palamidi, oznaczającego rodzaj muszli. W środku zobaczysz dawne cele, magazyny prochu i kaplicę, ale główną atrakcją pozostają tarasy widokowe. Spacerując po murach, łatwo wyobrazić sobie oblężenia i bitwy, które rozgrywały się tu w czasach, gdy Nafplio było stolicą nowożytnej Grecji.
Planując wycieczkę, pamiętaj o wygodnych butach i zabraniu wody - na szczycie nie ma sklepów, a słońce potrafi dać się we znaki. Bilet wstępu kosztuje około 8 euro, a kasa czynna jest do zachodu słońca. Jeśli masz więcej czasu, połącz wizytę w Palamidi z popołudniowym spacerem po nadmorskiej promenadzie Nafplio lub rejsem na wyspę Bourtzi. To jedno z tych miejsc na Peloponezie, które udowadnia, że historia i krajobraz mogą iść w parze bez żadnych sztucznych dodatków.

Starożytny teatr w Epidauros - test akustyki, który robią wszyscy (i działa po 2,5 tysiąca lat)
Kiedy wchodzisz na górne rzędy kamiennych siedzeń w Epidauros, pierwsze, co rzuca się w oczy, to idealna symetria. Teatr wycięty w zboczu wzgórza pomieścił kiedyś około 14 tysięcy widzów, a jego akustyka do dziś robi wrażenie na inżynierach i zwykłych turystach. Większość ludzi od razu testuje to na własnej skórze - staje na środku okrągłej orchestry, rzuca monetę albo klaszcze w dłonie, a ktoś na najwyższej ławce słyszy to tak, jakby stał obok. Nie ma tu mikrofonów ani nagłośnienia, a jednak każdy szept niesie się po kamiennych stopniach bez zniekształceń. To nie magia, tylko precyzyjnie dobrany kąt nachylenia widowni i materiał, z którego ją zbudowano - wapień działa jak naturalny rezonator.
Epidauros to nie tylko popis starożytnej inżynierii. Całe sanktuarium Asklepiosa, boga medycyny, było swego rodzaju uzdrowiskiem. Grecy przyjeżdżali tu leczyć ciało i duszę, a teatr stanowił część terapii - wierzono, że dobrze napisana tragedia oczyszcza emocje. Dziś w lipcu i sierpniu odbywa się tu festiwal sztuki, ale nawet poza sezonem możesz wejść na teren za 12 euro i posiedzieć w ciszy, wyobrażając sobie aktorów w maskach. Warto połączyć to z wizytą w pobliskim Nafplio - pierwszej stolicy nowożytnej Grecji, skąd masz rzut beretem do Myken z Lwią Bramą i grobowcem Agamemnona. Jeśli planujesz objazdówkę po Peloponezie, Epidauros świetnie wpada między Kanał Koryncki a starożytną Olimpię.
Nie licz jednak na pustkę - to jedno z najpopularniejszych miejsc w Grecji, więc przyjeżdżaj wcześnie rano albo pod koniec dnia. Po wyjściu z teatru masz jeszcze szansę zobaczyć ruiny świątyń i małe muzeum z rzeźbami, które przetrwały trzęsienia ziemi i rabunki. Dla kontrastu, godzinę dalej czeka dzika plaża Voidokilia w kształcie idealnej litery Omega - tam zamiast historii masz turkusową wodę i wydmy. Epidauros to punkt obowiązkowy, ale nie jedyny na Peloponezie, który potrafi zaskoczyć.
Kanał Koryncki - spektakularny przekop, który możesz przeciąć na bungee lub statku
Kanał Koryncki to jeden z tych punktów na mapie Grecji, który robi wrażenie nawet na osobach, które nie przepadają za historią inżynierii. Przekopany przez wąski przesmyk łączący Peloponez z resztą kraju, ma zaledwie 6,3 kilometra długości, ale jego ściany wznoszą się na 90 metrów w górę. To robi wrażenie, gdy stoisz na moście i patrzysz w dół na wąską wstęgę wody. Sam kanał nie jest już dziś intensywnie wykorzystywany przez duże statki, ale dla żeglarzy i turystów to wciąż atrakcja numer jeden na trasie z Aten na półwysep. Możesz go przepłynąć rejsowym statkiem, co jest spokojną opcją, albo - jeśli masz odwagę - skoczyć z mostu na bungee. To jedna z nielicznych okazji na świecie, by zawisnąć głową w dół nad starożytnym przekopem.
Zanim jednak ruszysz dalej w głąb Peloponezu, warto zatrzymać się na chwilę przy samym kanale. Parkingi po obu stronach mostu są darmowe, a widok z góry na pionowe skały i turkusową wodę to klasyka greckich pocztówek. Jeśli masz więcej czasu, zjedź na niższy poziom, gdzie cumują małe łódki - stamtąd widać skalne warstwy i ślady dawnych prób przekopania tej cieśniny. Bo pomysł łączenia Zatoki Korynckiej z Sarońską pojawił się już w starożytności. Periander, tyran Koryntu, podobno planował kanał w VII wieku p.n.e., ale technologia mu nie pozwoliła. Zamiast tego zbudowano drogę, po której przeciągano statki po lądzie. Dziś, jadąc nowoczesną trasą, mijasz te same miejsca, które 2000 lat temu były centrum handlu i wojen.
Kanał to też naturalna brama do reszty Peloponezu. Zaraz za mostem czeka na ciebie Korynt z jego starożytnymi ruinami i muzeum, ale to dopiero przedsmak. Jeśli jedziesz dalej na południe, w stronę Myken, Nafplio czy Olimpii, mijasz po drodze miejsca, które definiują historię Grecji. Zamek Palamidi w Nafplio, teatr w Epidauros o niesamowitej akustyce, ruiny Myken z Lwią Bramą - to wszystko jest w zasięgu kilkudziesięciu minut od kanału. I choć sam przekop to dzieło XIX-wiecznej inżynierii, jego okolica to skarbnica starożytnych zabytków wpisanych na listę UNESCO. Warto więc potraktować Kanał Koryncki nie tylko jako punkt na mapie, ale jako symboliczne wejście do świata, gdzie historia, morze i góry mieszają się w jednym, malowniczym miejscu.
Starożytna Olimpia - gdzie zapalić znicz i poczuć ducha pierwszych igrzysk
Starożytna Olimpia to jedno z tych miejsc na Peloponezie, gdzie historia dosłownie wychodzi ci naprzeciw z każdego kamienia. Nie chodzi tylko o to, że stanąłeś na arenie, po której biegali pierwsi olimpijczycy. Chodzi o to, że wciąż czuć tam atmosferę rywalizacji, ale też świętości. Głównym punktem jest oczywiście stanowisko archeologiczne z ruinami świątyni Zeusa i Hery. To właśnie w tym drugim miejscu, skromniejszym, ale starszym, co cztery lata zapalany jest znicz olimpijski. Warto przyjechać wcześnie rano, zanim pojawią się tłumy autokarów. Wtedy masz szansę usłyszeć tylko wiatr i własne myśli, a to robi ogromne wrażenie.
Obok starożytnego stadionu znajduje się muzeum archeologiczne, które często bywa pomijane przez osoby nastawione na szybkie zwiedzanie. A szkoda, bo przechowuje prawdziwe perełki, jak chociażby słynną marmurową rzeźbę Hermesa z małym Dionizosem, dłuta Praksytelesa. Po wyjściu z muzeum możesz przejść się wśród gajów oliwnych, które otaczają to miejsce. To nie są przypadkowe drzewa - niektóre z nich mają setki lat i nadal rodzą oliwki. Jeśli trafisz na sezon zbiorów, zobaczysz, jak lokalni rolnicy pracują dokładnie tak, jak ich przodkowie.
Dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko wykopalisk, okolice Olimpii oferują spokojniejsze atrakcje. W pobliskiej wiosce znajdziesz małe tawerny, gdzie podają domowe dania, a wino leją prosto z beczki. Nie spodziewaj się jednak wielkiego miasta - to raczej baza wypadowa do dalszych wycieczek na południe Peloponezu. Z Olimpii blisko jest do Kalamaty, ale też do mniej znanych miejsc jak Kyparissia czy Marathopolis, gdzie plaże są niemal puste. Warto więc potraktować Olimpię jako przystanek na dłuższej trasie, a nie cel sam w sobie. Wtedy zobaczysz, że ten kawałek Grecji ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko starożytne ruiny.
Półwysep Mani - kamienne wieże, dzikie wybrzeże i największa cisza w Grecji
Półwysep Mani to jedno z tych miejsc na Peloponezie, które trudno porównać z czymkolwiek innym w Grecji. Zamiast wypolerowanych na błysk kurortów czekają tu kamienne wieże, suche wzgórza i morze, które potrafi być zarówno lazurowe, jak i groźne. To region, w którym historia nie została zamknięta w muzealnych gablotach, tylko wciąż mieszka wśród ruin kamiennych domów i opuszczonych wiosek. Jadąc z Kalamaty w stronę przylądka Tenaro, szybko zapomnisz o zatłoczonych plażach znad Zatoki Sarońskiej. Im dalej na południe, tym więcej ciszy, a wiatr niesie zapach tymianku i soli.
Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu są tu wieże - strome, wąskie budowle, które od wieków służyły lokalnym rodom do obrony i pokazywania statusu. Wioski takie jak Vathia czy Kita wyglądają jak z innej epoki, a ich kamienne mury niemal zlewają się ze skałami. To nie jest miejsce dla kogoś, kto szuka greckiej wersji all inclusive. Mani nagradza tych, którzy lubią piesze wędrówki po suchych zboczach, kąpiele w małych, żwirowych zatoczkach i obserwowanie, jak słońce zachodzi nad pustym horyzontem. W przeciwieństwie do rozreklamowanego Nafplio czy komercyjnego Koryntu, tutaj turystów jest niewielu, a autentyczność bije z każdego zakamarka.
Nie można pominąć jaskiń Diros, które są jedną z największych atrakcji regionu. Rejs łodzią po podziemnej rzece między stalaktytami robi wrażenie nawet na osobach, które widziały już niejedno greckie stanowisko archeologiczne. Z kolei plaża Voidokilia, choć leży nieco na zachód od Mani, w stronę Kyparissii, to obowiązkowy przystanek w drodze powrotnej. Jej idealnie okrągły kształt i turkusowa woda wyglądają jak kadr z filmu, a w sezonie letnim warto przyjechać tu wcześnie rano, zanim pojawią się tłumy. Mani to dowód na to, że Peloponez wciąż skrywa miejsca, gdzie historia, natura i cisza tworzą mieszankę, której nie znajdziesz w żadnym przewodniku pisanym na szybko.
Jaskinie Diros - podziemna trasa łodzią po jeziorze sprzed milionów lat
Jaskinie Diros, a konkretnie Glyfada i Alepotrypa, to jedno z tych miejsc na Peloponezie, które kompletnie zmieniają perspektywę. Zamiast kolejnych ruin starożytnych miast czy średniowiecznych zamków, dostajesz podziemną podróż łodzią po jeziorze, którego początki sięgają milionów lat. Wsiadasz do małej łódki, kask na głowie, i płyniesz wąskim korytarzem, gdzie nad tobą zwisają stalaktyty, a pod tobą jest woda tak przejrzysta, że widzisz dno na kilkanaście metrów w głąb. To nie jest zwykłe zwiedzanie - to jak wejście do wnętrza planety, gdzie cisza i chłód kontrastują z greckim słońcem na zewnątrz.
Wielu turystów przyjeżdża na Peloponez, żeby zobaczyć Mykeny, Epidauros czy Kanał Koryncki, ale Diros to perełka, która często umyka. A szkoda, bo to doświadczenie zupełnie inne niż oglądanie zabytków UNESCO. Podczas gdy w Olimpii czy Nafplio podziwiasz monumentalność starożytnych budowli, tutaj natura pokazuje swoją siłę przez tysiąclecia. Trasa łodzią trwa około 20-30 minut, ale wrażenie zostaje na dłużej. Woda w jeziorze ma stałą temperaturę, a formacje skalne przybierają kształty, które każdy interpretuje inaczej - jedni widzą smoki, inni twarze.
Co ciekawe, jaskinie Diros są położone niedaleko malowniczego miasteczka Areopolis, a sama wycieczka świetnie komponuje się z wizytą na plaży Voidokilia czy w zamku Palamidi. Jeśli planujesz podróż po Peloponezie, warto zarezerwować na to pół dnia. Bilety kosztują około 20-25 euro od osoby, a w sezonie letnim lepiej przyjechać wcześniej, bo kolejki potrafią być długie. To miejsce, które udowadnia, że Grecja to nie tylko słońce i morze, ale też fascynująca podróż w głąb ziemi, gdzie historia i geologia spotykają się w jednym punkcie.
Plaża Voidokilia - dlaczego ten idealny łuk piasku uznaje się za jedną z najpiękniejszych w Europie
Kiedy myślisz o idealnej plaży, pewnie wyobrażasz sobie biały piasek i turkusową wodę. Voidokilia na Peloponezie to właśnie to, ale w wersji, która zapiera dech w piersiach od pierwszego wejrzenia. Ten półksiężyc piasku otoczony wydmami i wzgórzami to jedno z tych miejsc, które trudno opisać słowami - musisz zobaczyć je na własne oczy. Plaża leży niedaleko Pylos, w zachodniej części półwyspu, i stanowi część rezerwatu przyrody. Woda jest tu krystalicznie czysta, a łagodne zejście sprawia, że świetnie nadaje się do pływania. Co więcej, całe otoczenie tworzy unikalny ekosystem - w okolicy spotkasz żółwie morskie, a latem nad zatoką przelatują rzadkie ptaki.
Do Voidokilii nie dojedziesz autem bezpośrednio na piasek - trzeba zostawić samochód na parkingu i przejść około 10-15 minut pieszo. Ta krótka wędrówka przez wydmy i łąki to już pierwsza nagroda, bo widoki zapierają dech. Z jednej strony masz Morze Jońskie, z drugiej - lagunę Gialova, która jest jednym z najważniejszych obszarów podmokłych w Grecji. To idealne miejsce na całodzienną wycieczkę: zabierz ze sobą prowiant, parasol i dobre kremy z filtrem, bo słońce potrafi być bezlitosne. W sezonie letnim bywa tłoczno, ale w maju, czerwcu lub wrześniu masz szansę cieszyć się plażą prawie tylko dla siebie.
Historia też ma tu swoje ślady. Na wzgórzu nad plażą znajdziesz ruiny zamku z czasów średniowiecza, a na przeciwległym brzegu laguny - starożytne miasto Pylos, które w mitologii greckiej było siedzibą Nestora. Jeśli interesujesz się kulturą, połącz wizytę nad wodą z krótkim spacerem do jaskini Nestora, gdzie według legendy ukrywał się bohater wojny trojańskiej. Dla fanów starożytnych zabytków to świetna okazja, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko muzea i ruiny - Voidokilia łączy naturę z historią w sposób, który rzadko udaje się spotkać gdzie indziej. To miejsce, które na długo pozostaje w pamięci, i nie bez powodu regularnie pojawia się na listach najpiękniejszych plaż nie tylko w Grecji, ale i w całej Europie.
Gdzie spać i co jeść na Peloponezie - sprawdzone hotele, tawerny i lokalne ceny 2026
Planując nocleg na Peloponezie w 2026 roku, postaw na mieszankę historii i wygody. W Nafplio, urokliwym mieście pod zamkiem Palamidi, znajdziesz butikowe hotele w odrestaurowanych kamienicach, gdzie ceny zaczynają się od 250-350 zł za noc w sezonie. Jeśli wolisz spokój, wybierz willę z widokiem na zatokę w okolicy Voidokilii - to wydatek rzędu 400-500 zł, ale masz plażę niemal na wyłączność. W Kalamacie i okolicach, które słyną z oliwek i górskich widoków, polecam agroturystykę: za 200-300 zł dostaniesz pokój z domowym śniadaniem i winem od gospodarza. Dla oszczędnych - w miastach takich jak Argos czy Kyparissia działa mnóstwo małych pensjonatów za 150-200 zł, zwłaszcza poza głównym szlakiem turystycznym.
Jeśli chodzi o jedzenie, nie szukaj miejsc przy samych ruinach Myken czy Epidauros - turyści przepłacają za przeciętny gyros. Zamiast tego wjedź do Tirynsu albo Petrochori, gdzie w rodzinnych tawernach za 10-12 zł dostaniesz talerz souvlaki z frytkami i sałatką. W Nafplio polecam tavernę na bocznej uliczce od portu: miejscowa musaka (około 30 zł) czy grillowany ośmiornik (40-45 zł) smakują lepiej niż w centrum. Koniecznie spróbuj lokalnego sera feta z Kalamaty - w sklepie spożywczym kupisz go za 8-10 zł za pół kilo, a na plaży z pomidorem i oliwą zrobisz sobie obiad za grosze. W Olimpii i Bassaj, gdzie jest mniej opcji, warto zjeść w gospodzie przy drodze - porcja jagnięciny z ziemniakami to około 35-40 zł, a wino z beczki w cenie.
Pamiętaj o cenach w 2026 roku: w popularnych miejscach jak Korynt czy Kanał Koryncki zapłacisz więcej, ale już 20 km dalej, w Perachorze albo Marathopolis, ceny spadają o 20-30%. Na wybrzeżu wokół Filiatry i Poros znajdziesz tanie tawerny rybne - za świeżą rybę z grilla i sałatkę grecką zapłacisz 50-60 zł, a widok na Morze Jońskie masz w gratisie. Jeśli planujesz wycieczki w góry, np. na zamek w Kyparissii albo do jaskiń Diros, zabierz ze sobą prowiant - w tamtejszych sklepikach ceny są wyższe, a wybór mniejszy. Na koniec: w Nafplio i okolicach działa kilka winotek, gdzie za 20-25 zł kupisz butelkę lokalnego agiorgitiko - idealne na wieczór po dniu pełnym zwiedzania.