Przejdź do treści
Europa

Peloponez Co Warto Zobaczyć - 15 Najlepszych Atrakcji 2026

Odkryj 15 najciekawszych atrakcji Peloponezu w 2026 roku. Zaplanuj trasę, by zobaczyć najważniejsze miejsca bez pośpiechu i cieszyć się niezapomnianą podróżą.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Peloponez bez pośpiechu - jak zaplanować trasę, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca i nie zwariować

Peloponez to nie jest miejsce, które zwiedzisz w trzy dni. Możesz oczywiście spróbować, ale wtedy zobaczysz głównie kanał Koryncki z mostu, przejedziesz obok Myken i zdążysz zrobić zdjęcie teatrowi w Epidauros, zanim zamkną bramy. Szybka wycieczka po Argolidzie to taki klasyk, który każdy biuro podróży wrzuca do oferty, ale prawda jest taka, że półwysep zasługuje na więcej. Jeśli masz tydzień, lepiej wybrać dwa regiony i zostawić resztę na kolejny raz. Nafplio, dawna stolica Grecji, to idealna baza na pierwsze dni - stąd masz blisko do twierdzy Palamidi (999 schodów, ale widok z góry rekompensuje wszystko), do Tirynsu, do Argos, a nawet na wyspę Poros. To miasto ma klimat, którego nie znajdziesz w żadnym kurorcie all inclusive.

Kiedy już nasycisz się starożytnymi ruinami, warto skręcić na południe. Mesenia i Lakonia to zupełnie inna prędkość podróżowania. Tam nie chodzi o odhaczanie zabytków z listy UNESCO, tylko o konkretne miejsca, które robią wrażenie nawet po dziesiątej obejrzanej świątyni. Plaża Voidokilia, widziana z góry jako idealny półksiężyc, jest lepsza niż jakiekolwiesz zdjęcie w internecie. Dalej na południe czekają jaskinie Diros - zwiedzasz je łodzią, a w środku jest tak cicho, że słychać tylko krople wody. I tu pojawia się problem logistyczny: między Olimpią a Kalamatą nie ma autostrady, a drogi wiją się przez góry. Dlatego lepiej nie planować więcej niż jednego większego przystanku dziennie. Most Rio-Antirio łączy północ z południem, ale to wciąż kawał drogi.

Jeśli ktoś powie ci, że Peloponez to tylko ruiny i morze, zapytaj go, czy był w Bassaj. Świątynia Apolla znajduje się na odludziu, w górach, na wysokości ponad 1100 metrów. Dojazd krętą drogą przez las, a na miejscu - cisza, wiatr i betonowe rusztowania, które chronią starożytne kolumny. To jedno z tych miejsc, które nie pojawia się na pierwszych stronach przewodników, a robi większe wrażenie niż niejeden przereklamowany zabytek. Podobnie jest z Herajonem Perachory - mało kto tam dociera, bo trzeba zjechać z głównej trasy, ale widok na Zatokę Koryncką i resztki świątyni przy plaży to czysta przyjemność.

Nie popełnij błędu, który popełnia większość turystów: nie próbuj zobaczyć wszystkiego. Lepiej spędzić dwa dni w jednym miejscu, posiedzieć na plaży przy Marathopolis, wejść na zamek w Kyparissii i zjeść obiad w knajpie, gdzie nie ma menu po angielsku. Peloponez to półwysep, który nagradza tych, którzy zwalniają. I uwierz mi - widok z Palamidiego o zachodzie słońca jest wart tego, żeby odpuścić sobie jedną starożytną ruinę więcej.

Mykeny i Tiryns - nie tylko lwia brama, czyli czego nie mówią ci przewodniki

Mykeny to jedno z tych miejsc, które każdy kojarzy z Lwią Bramą i grobem Agamemnona, ale prawdziwa siła tego stanowiska tkwi w szczegółach, które łatwo przeoczyć. Gdy staniesz na szczycie cytadeli i spojrzysz w dół na dolinę Argolidy, zrozumiesz, dlaczego właśnie tutaj powstał jeden z najpotężniejszych ośrodków epoki brązu. To nie tylko kamienne mury - to świadectwo logistyki i władzy, która kontrolowała szlaki handlowe między Peloponezem a resztą Grecji. Większość turystów robi zdjęcie przy lwach i ucieka dalej, ale jeśli poświęcisz choćby kwadrans na spacer wokół murów cyklopich, dostrzeżesz ślady dawnych warsztatów, cystern i bram, które nie doczekały się rekonstrukcji. W Tiryns, oddalonym zaledwie kilka kilometrów od Nafplio, sytuacja jest podobna - olbrzymie bloki kamienne układane bez zaprawy robią wrażenie, ale to akustyka w dawnym megaronie albo kąt padania światła w korytarzach sprawiają, że czujesz się jak odkrywca.

Wielu przewodników skupia się na mitach, a zapomina o tym, że Mykeny i Tiryns to przede wszystkim doskonałe punkty widokowe na okolicę. Z murów Tiryns widać zatokę Argolidzką aż po wyspę Poros, a przy dobrej pogodzie dostrzeżesz nawet zarys Kanału Korynckiego. Jeśli planujesz wycieczkę po Peloponezie, warto wrzucić te dwa miejsca na jeden dzień - są blisko siebie, a bilety łączone pozwalają zaoszczędzić. Po zwiedzaniu polecam skoczyć do Nafplio, gdzie w porcie znajdziesz tawerny z oscyloskopem widokowym - dosłownie siedzisz przy stoliku i patrzysz na twierdzę Palamidi, która góruje nad miastem. To miasto jest idealną bazą wypadową nie tylko na Mykeny i Tiryns, ale też do Epidauros, starożytnego Koryntu czy jaskiń Diros.

Nie daj się zwieść tym, którzy mówią, że Tiryns to „mniejsze Mykeny” - to osobna historia, z własnym układem urbanistycznym i unikalnymi detalami, jak choćby rampa dla rydwanów. Jeśli masz więcej czasu, z Tiryns możesz pojechać do Argos, gdzie ruiny starożytnego teatru i agory są praktycznie nietknięte przez komercję. A wieczorem, z tarasu w Nafplio, popatrz na wzgórza, które skrywają jeszcze nieodkopane grobowce i osady - Peloponez ma w zanadrzu więcej tajemnic, niż kiedykolwiek zdradzą ci przewodniki.

Monemvasja - bizantyjski Gibraltar, do którego wjeżdżasz przez tunel w skale

Gdyby ktoś powiedział mi, że na Peloponezie znajdę miasto, do którego wjeżdża się przez tunel wydrążony w skale, pomyślałbym, że przesadza. Monemvasja to jednak miejsce, które wymyka się standardowym kategoriom. Na pierwszy rzut oka widzisz tylko ogromny, samotny głaz wystający z morza - wyspę połączoną wąską groblą z lądem. Dopiero gdy podjeżdżasz pod skalną ścianę, dostrzegasz niski otwór. Kilkadziesiąt metrów ciemności i nagle otwiera się przed tobą zupełnie inny świat. To właśnie dlatego nazywają ją bizantyjskim Gibraltarem - ale w przeciwieństwie do tego słynnego Skały, Monemvasja jest żywa, zamieszkana i pełna wąskich, kamiennych uliczek, które pamiętają czasy cesarzy.

Dolne miasto, które wita cię po wyjściu z tunelu, to labirynt odrestaurowanych kamienic, małych knajpek i sklepików z lokalnym winem. Większość turystów zostaje właśnie tutaj, ale prawdziwą nagrodą jest wejście na górę. Ścieżka wije się stromo między ruinami domów i cystern, a po około dwudziestu minutach marszu docierasz do Górnego Miasta. To, co po nim zostało, to przede wszystkim fundamenty i łuki dawnych kościołów, ale widok z samej góry na błękit zatoki i linię brzegową Lakonii rekompensuje każdy wysiłek. Wiatr wieje tam tak mocno, że trudno utrzymać równowagę, ale właśnie wtedy czujesz, że stoisz na czymś wyjątkowym - na skale, która przez wieki była twierdzą nie do zdobycia.

W przeciwieństwie do innych starożytnych miejsc na Peloponezie, jak Mykeny czy Epidauros, Monemvasja nie oferuje monumentalnych kolumn ani teatrów. Jej siłą jest atmosfera i fakt, że wciąż tętni życiem. Możesz spać w kamienicy z XIII wieku, zjeść kolację na tarasie z widokiem na morze, a rano, jeszcze przed falą przyjezdnych, przejść się pustymi uliczkami, słysząc tylko własne kroki na kamieniach. To zupełnie inna podróż w czasie niż zwiedzanie wykopalisk - bardziej intymna i namacalna. Jeśli planujesz wycieczkę po Peloponezie, koniecznie zarezerwuj na Monemvasję przynajmniej jedną noc. To jedno z tych miejsc, które zapada w pamięć na długo po powrocie.

Mani - kamienne wieże, dzikie wybrzeże i miejsce, gdzie asfalt się kończy

Iconic blue dome church in Santorini with a stunning view of the Aegean Sea.
Zdjęcie: Diego F. Parra

Mani to część Peloponezu, o której rzadko mówią przewodniki, a szkoda. Gdy większość turystów kieruje się do Nafplio, Olimpii albo na plażę Voidokilia, tutaj asfalt faktycznie się kończy. Wjeżdżasz w wąskie, kamienne wioski, gdzie domy przypominają fortece, a uliczki są tak ciasne, że trudno minąć się z drugim samochodem. To nie są wystylizowane skanseny - ludzie wciąż tu mieszkają, a na dachach suszą się oliwki i pomidory. Zamiast tłumów masz ciszę, wiatr i widok na morze, które w słońcu mieni się na intensywny błękit.

Wschodnie wybrzeże Mani to dzikie zatoki i plaże, do których nieraz trzeba schodzić po stromych ścieżkach. Zachodnia strona jest bardziej surowa, skalista, z małymi kościółkami ukrytymi wśród gór. Jeśli szukasz autentycznej Grecji, bez hotelowych basenów i klubowych plaż, trafiłeś idealnie. Warto zahaczyć o Jaskinie Diros - płynie się tam łódką pod ziemią, między stalaktytami, a woda jest tak czysta, że widać dno na kilka metrów w głąb. To zupełnie inny wymiar zwiedzania niż standardowe muzea i ruiny.

Z Mani łatwo skoczyć do Kalamaty na oliwę i owoce, albo w głąb Mesenii, gdzie leżą zapomniane starożytne miasteczka. Ale największą nagrodą jest po prostu stanie na cyplu Tenaro - najdalej na południe wysuniętym punkcie kontynentalnej Grecji. Stamtąd widać tylko morze i słychać fale. Żadnych kiosków, żadnych tłumów. Tylko ty, wiatr i poczucie, że dotarłeś na koniec świata. I właśnie to sprawia, że Mani zostaje w głowie na długo po powrocie.

Starożytna Olimpia - co zobaczyć poza stadionem i gdzie szukać cienia w upał

Olimpia to nie tylko stadion i świątynia Zeusa. Większość turystów kieruje się od razu w stronę głównych ruin, ale jeśli masz choć kilka godzin więcej, warto zejść z utartej ścieżki. Na przykład muzeum archeologiczne w Olimpii to jedno z najlepiej zorganizowanych tego typu miejsc w Grecji. Zobaczysz tam oryginalne frontony świątynne, posąg Hermesa Praksytelesa i przedmioty codziennego użytku sprzed dwóch i pół tysiąca lat. W środku panuje klimatyzacja, co w szczycie sezonu ma znaczenie nie mniejsze niż same eksponaty. Po wyjściu z muzeum nie szukaj cienia pod gołym niebem w samo południe - lepiej przeczekaj gorące godziny w pobliskiej tawernie przy oliwkach i frappe, a na zwiedzanie terenu wykopalisk wybierz się po 16:00. Wtedy słońce nie pali tak mocno, a światło nadaje marmurom złocisty odcień.

Jeśli masz samochód, po Olimpii warto pojechać dalej na południe, w stronę Mesenii. Kalamata to miasto, które często traktuje się tylko jako przystanek w drodze na plaże, ale ma swój urok - zwłaszcza stare miasto z zamkiem na wzgórzu i nadmorska promenada. Dalej, na półwyspie Peloponez, czekają jaskinie Diros, które robią wrażenie nawet na osobach niezainteresowanych speleologią. Płynie się tam łódką podziemnym kanałem między stalaktytami, a temperatura wewnątrz oscyluje wokół 16 stopni - zbawienie w upalne popołudnie. Jeszcze dalej znajdziesz plażę Voidokilia, idealnie okrągłą zatokę z turkusową wodą i białym piaskiem, która wygląda jak z folderu turystycznego, ale wciąż nie jest zatłoczona.

Z kolei jeśli wolisz starożytności bez tłumów, jedź do Bassaj. Świątynia Apollina Epikuriosa stoi samotnie na górskim zboczu, z dala od głównych szlaków. Dojazd krętą drogą zajmuje trochę czasu, ale nagrodą jest kompletny, rzadko odwiedzany zabytek UNESCO, przy którym możesz być prawie sam. W drodze powrotnej wstąp do Kyparissii, małego miasteczka z portem, gdzie życie toczy się wokół tawern i wieczornego volta. To zupełnie inna Grecja niż ta z katalogów biur podróży.

Epidauros - sprawdź akustykę amfiteatru i zobacz, gdzie leczyli się starożytni

Kiedy myślisz o antycznej Grecji, wyobrażasz sobie marmurowe kolumny i posągi bogów. Epidauros to jednak miejsce, które uderza w inny zmysł - słuch. Teatr z IV wieku p.n.e. ma tak genialną akustykę, że z najwyższego rzędu słychać szelest papieru na scenie. Nie wierzysz? Siądź na kamiennej ławie, poproś kogoś, by stanął w centrum orchestry i upuścił monetę. Dźwięk dotrze do ciebie krystalicznie czysty, bez żadnych wzmacniaczy. To nie magia, tylko precyzyjna matematyka starożytnych architektów, którzy ustawili 55 rzędów pod idealnym kątem. Wpisane na listę UNESCO, to jedno z tych miejsc na Peloponezie, gdzie historia naprawdę cię otacza.

Ale Epidauros to nie tylko teatr. W cieniu sosen kryje się ogromne stanowisko archeologiczne - Asklepiejon, czyli starożytne sanatorium. Grecy przybywali tu z całego półwyspu, by leczyć ciało i duszę. Leczenie wyglądało inaczej niż dzisiaj: pacjenci spali w świątyni, a we śnie mieli rzekomo otrzymywać wskazówki od boga Asklepiosa. Dla sceptyków - w muzeum na miejscu zobaczysz kamienne tablice z opisami udanych terapii, od uleczeń ślepoty po usunięcie pasożytów. To fascynujący wgląd w medycynę sprzed 2500 lat, która łączyła wiarę z praktyką. Warto poświęcić na zwiedzanie co najmniej dwie godziny, bo teren jest rozległy, a słońce na wzgórzu potrafi dać się we znaki.

Z Epidauros łatwo zaplanować dalszą podróż po Peloponezie. Zaledwie 30 kilometrów dzieli cię od Nafplio, jednego z najładniejszych miast w Grecji, z wenecką twierdzą Palamidi górującą nad portem. Możesz też pojechać na północ, do Koryntu, i stanąć nad słynnym Kanałem Korynckim - wąską szczeliną, która dzieli ląd na pół. Albo skierować się w głąb lądu, do Myken, gdzie ruiny lwiej bramy i grobowce Agamemnona mówią o potędze sprzed Homera. Każdy z tych kierunków to osobna historia, ale to właśnie Epidauros zostaje w pamięci na dłużej - bo dotykasz tu nie tylko kamieni, ale i ciszy, która rozbrzmiewa od dwóch i pół tysiąca lat.

Półwysep Methana - wulkany, siarkowe kąpiele i trekking bez tłumów

Grecja to nie tylko Peloponez z Mykenami, Olimpią i teatrem w Epidauros. Jeśli masz już dość tłumów na plaży Voidokilia czy pod twierdzą Palamidi w Nafplio, skręć w stronę Półwyspu Methana. To jedno z tych miejsc na mapie, gdzie historia, geologia i spokój mieszają się w naturalny, niesztampowy sposób. Methana to wulkaniczny cud - ostatnia erupcja miała tu miejsce w III wieku p.n.e., ale ziemia wciąż daje o sobie znać. Gorące siarkowe źródła, bulgoczące gdzieś między skałami a morzem, to coś, czego nie znajdziesz w żadnym muzeum w Argolidzie. Możesz się w nich zanurzyć za darmo, patrząc na wyspę Poros po drugiej stronie zatoki.

Trekking na Methanie to zupełnie inna bajka niż spacery po zamku w Argos czy wokół Kanału Korynckiego. Szlaki wiją się przez gaje oliwne, wzdłuż stromych zboczy dawnego krateru, a na szczycie czeka na ciebie widok, który przebija nawet panoramę z mostu Rio-Antirio. Wioski są kameralne, bez nachalnej komercji - w Kyparissii czy Marathopolis kupisz świeże oliwki od gospodarza, a nie w plastikowym opakowaniu. Jeśli lubisz archeologię, ale masz już dość standardowych ruin, w Methanie też coś znajdziesz. Ruiny starożytnego miasta i pozostałości murów cyklopich, podobne do tych w Tirynsie, ale bez kolejek i biletów.

A gdy siarka i wulkan ci się znudzą, w godzinę dojedziesz do Jaskiń Diros w Lakonii albo do świątyni Apollina w Bassaj - wpisanej na listę UNESCO, a wciąż zaskakująco pustej. Methana to baza, z której możesz ruszyć na podbój Mesenii, Kalamaty czy nawet starożytnego Koryntu. Ale to właśnie na samym półwyspie, bez pośpiechu, poczujesz, czym jest grecka podróż bez stad turystów i turkusowych parasoli.

Najlepsze plaże Peloponezu - Voidokilia, Simos i kilka miejsc, o których nie przeczytasz w katalogu

Wyobraź sobie plażę idealną: biały, sypki piasek, woda mieniąca się odcieniami turkusu i błękitu, a z tyłu wydmy porośnięte dziką roślinnością. Tak właśnie wygląda Voidokilia na półwyspie Mesenia. To miejsce, które często pojawia się na okładkach greckich folderów, ale w rzeczywistości robi jeszcze większe wrażenie. Dojdziesz do niej pieszo przez wydmy albo podjedziesz bliżej od strony laguny Gialova. Warto zabrać ze sobą prowiant i parasol, bo w sezonie cienia pod oliwkami szukają wszyscy. Jeśli chcesz uniknąć tłoku, przyjedź wczesnym rankiem albo późnym popołudniem, gdy słońce maluje wodę na złoto.

Kawałek dalej na południe, w Lakonii, czeka Simos - plaża podzielona na dwie zatoki wąskim pasmem piasku. To raj dla rodzin i osób szukających spokoju, bo woda jest tu płytka i ciepła, a od strony lądu ciągną się gęste lasy. W przeciwieństwie do Voidokilii, która jest dzika i otwarta na wiatry, Simos oferuje więcej osłony i możliwość wypożyczenia leżaka. Ale prawdziwe perełki znajdziesz tam, gdzie nie docierają autokary. Na przykład w okolicy Marathopolis, gdzie długie, kamieniste plaże przeplatają się z małymi, żwirowymi zatoczkami dostępnymi tylko pieszo. Albo w Kyparissii, gdzie morze jest wzburzone, ale za to możesz mieć odcinek wybrzeża tylko dla siebie. Na Peloponezie nie chodzi o to, by odhaczać kolejne punkty z listy, ale o znalezienie swojego kawałka wybrzeża, który zapamiętasz na lata.

Klasztory zawieszone w skałach - od Mega Spileo po Filosofou, duchowa strona półwyspu

Peloponez to nie tylko starożytne ruiny i piaszczyste plaże. To także miejsce, gdzie sacrum dosłownie wrasta w skały, a klasztory wydają się wyrastać wprost z pionowych urwisk. Jadąc z Koryntu w stronę gór, trafiasz na Mega Spileo - jeden z najstarszych klasztorów w Grecji, wbudowany w ogromną jaskinię. Do środka prowadzi długa, wąska ścieżka wykuta w skale, a w środku czeka na ciebie ikona Matki Boskiej, którą według tradycji namalował sam święty Łukasz. Miejsce robi wrażenie nie tylko ze względu na religijny charakter - widok z tarasu na wąwóz Vouraikos zapiera dech w piersiach.

Kawałek dalej, w dzikich górach Lakonii, kryje się klasztor Filosofou, który bardziej przypomina orle gniazdo niż ludzką siedzibę. Położony na stromym zboczu, otoczony lasem i ciszą, praktycznie nie istnieje w standardowych przewodnikach. Dojście do niego wymaga dobrego buta i odrobiny kondycji, ale nagrodą jest autentyczne poczucie odcięcia od świata. W przeciwieństwie do zatłoczonych Meteory, te klasztory na Peloponezie wciąż pozostają poza głównym szlakiem turystycznym - nie ma tu kolejek, biletów ani straganów z pamiątkami.

Jeśli planujesz wycieczkę z Nafplio w stronę Mesenii, warto zahaczyć o okolice Kalamaty, gdzie na wzgórzach nad miastem też znajdziesz kilka mniejszych, zapomnianych monasterów. Często są otwarte tylko kilka godzin dziennie, a opiekują się nimi pojedynczy mnisi. Nie ma w nich muzealnego sznytu ani wystaw dla turystów - jest za to zapach kadzidła, trzeszczące podłogi i absolutna cisza. To zupełnie inna strona Peloponezu niż ta od starożytnych teatrów czy rzymskich agor.

W drodze powrotnej, jadąc w stronę mostu Rio-Antirio, możesz zajrzeć do klasztoru Osios Lukas w Beocji, ale to już opowieść na inną podróż. Na samym półwyspie najważniejsze jest to, że te miejsca nie są atrakcją - są żywym fragmentem greckiej duchowości, który wciąż funkcjonuje tak samo jak przed wiekami. Warto poświęcić im dzień, nawet kosztem kolejnych ruin czy plaż.

Peloponez od kuchni - gdzie kupić oliwę prosto z tłoczni i co zamówić w tawernie

Oliwa z oliwek na Peloponezie to nie produkt w supermarkecie, ale lokalny rytuał. W Mesenii, w okolicach Kalamaty, znajdziesz małe rodzinne tłocznie, gdzie dostajesz oliwę prosto z bieżnika - często w plastikowej butelce po wodzie mineralnej, za 10-12 euro za 5 litrów. W Argolidzie, tuż przy drodze z Nafplio do Epidauros, stoją drewniane budki z ręcznie pisanymi kartkami „λάδι”. Warto wcisnąć hamulec i kupić litr od rolnika, który zbierał oliwki tydzień wcześniej. Smak jest pieprzny, z wyraźną goryczką - to znak świeżości, nie wady.

W tawernach na wybrzeżu, od Kyparissii po Marathopolis, zamawiaj to, czego nie ma w karcie dla turystów. Poproś o „horta” - dzikie zioła ugotowane na parze, skropione cytryną i oliwą z tłoczni. W Lakonii, w górskich wioskach nad jaskiniami Diros, dostaniesz „syglino” - wędzoną wieprzowinę z pomarańczą i tymiankiem. W Mesenii, po dniu spędzonym na plaży Voidokilia, szukaj tawerny, która podaje „kokoretsi” - baranie wnętrzności owinięte w jelita, pieczone na rożnie. Brzmi ekstremalnie, ale to jedno z najsmaczniejszych dań, jakie zjesz na półwyspie.

Unikaj miejsc z widokiem na Kanał Koryncki czy Most Rio-Antirio - tam płacisz za fotkę, nie za jedzenie. Prawdziwe życie toczy się w głąb lądu. W Argos, tuż obok ruin starożytnego teatru, jest tawerna bez szyldu, gdzie starsza pani przynosi talerz z grillowanym haloumi i domowym chlebem. W Olimpii, po zwiedzaniu strefy UNESCO, skręć w boczną uliczkę - znajdziesz piec opalany drewnem, w którym gospodarz piecze jagnięcinę przez sześć godzin. Zamów, usiądź pod winoroślą i patrz na zachód słońca nad górami.

Na Peloponezie jedzenie to przedłużenie krajobrazu. Oliwa smakuje inaczej, gdy widziałeś drzewa na zboczach nad Tirynsem. Sery z Lakonii mają w sobie sól z jaskiń Diros. Nie szukaj menu w języku angielskim - pokaż palcem na to, co je sąsiad przy stoliku. I zawsze pytaj: „Ti exete simera?” - co macie dzisiaj? To otwiera drzwi do spiżarni, której nie znajdziesz w żadnym przewodniku.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski