Przejdź do treści
Europa

Peloponez Atrakcje - 10 Najlepszych Miejsc Na Wakacje 2026

Odkryj 10 najlepszych atrakcji Peloponezu na wakacje 2026. Poznaj trasę, która łączy historię, plaże i urokliwe miasteczka bez pośpiechu.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Peloponez w 7 dni - trasa, która ogarnia grecką esencję bez pośpiechu

Peloponez w 7 dni to zadanie dla kogoś, kto chce poczuć Grecję, a nie tylko odhaczać punkty na mapie. Sekret tkwi w dobrej bazie wypadowej. Najlepiej sprawdza się Nafplio - miasteczko, które samo w sobie jest atrakcją. Weneckie kamienice i twierdza Palamidi na wzgórzu robią wrażenie, a stąd możesz skoczyć do Myken, Tirynsu i Epidauros bez codziennego pakowania walizek. Z lotniska w Atenach jedzie się tu niecałe dwie godziny autem, a po drodze czeka Kanał Koryncki - przystanek na kwadrans, żeby zobaczyć inżynieryjny majstersztyk z XIX wieku.

Drugi dzień przeznacz na starożytności. Mykeny z Lwią Bramą i grobem Agamemnona to absolutna podstawa, ale nie omijaj Tiryns - mniej znane, a cyklopowe mury robią równie duże wrażenie. Po południu ruszaj do Epidauros, gdzie teatr ma taką akustykę, że z najwyższego rzędu usłyszysz spinkę upuszczoną na scenę. Wieczorem wracasz do Nafplio, wdrapujesz się na Palamidi (999 schodów, ale widok na zatokę Argolidy wynagradza wszystko) i jesz gyrosa w tawernie przy porcie.

Trzeci dzień przesuwa cię na południe. Kierunek Kalamata, ale nie samo miasto - zatrzymaj się w Marathopolis albo Filiatrze, gdzie plaże są puste, a woda czysta jak kryształ. W okolicy znajdziesz jaskinie bez kolejek i ruiny zamku Kyparissia z widokiem na Morze Jońskie. Wodospad Polilimnio schowany w górach to świetna przerwa od słońca - weź klapki, bo kamienie bywają śliskie.

Czwarty dzień to opcja dla fanów mostów i wysp. Most Rio-Antirio łączy Peloponez z lądem, ale jeśli skręcisz w stronę Poros, promem przepłyniesz w 30 minut i trafisz na wyspę bez tłumów. Piąty dzień wracasz w głąb lądu - Argos, jedno z najstarszych zamieszkanych miast Europy, i zamek Larissa, gdzie historia miesza się z widokiem na oliwki ciągnące się po horyzont. Ostatnie dwa dni spędź w Koryncie (starożytne ruiny i muzeum) albo po prostu na plaży - w końcu po to tu przyjechałeś.

Ważna rada: wypożycz samochód z lotniska w Atenach, bo autobusy jeżdżą, ale tracisz elastyczność. Nocleg rezerwuj z wyprzedzeniem, zwłaszcza w Nafplio, które latem jest oblegane. Kuchnia grecka na Peloponezie to nie tylko souvlaki - spróbuj pastitsio w Kalamacie i świeże oliwki z lokalnych gajów. W 7 dni ogarniesz najważniejsze zabytki UNESCO, zobaczysz góry i morze, a przy odrobinie szczęścia znajdziesz plażę tylko dla siebie.

Mykeny i Tyryns - wchodzisz do świata Agamemnona za 12 euro

Zanim na własne oczy zobaczysz Lwią Bramę, wejście do Myken wykutych w zboczu wzgórza, warto wiedzieć jedno - to nie są kolejne ruiny do odhaczenia. Bilet wstępu kosztuje 12 euro i otwiera drzwi do miejsca, które przez wieki inspirowało Homera i archeologów. Stojąc na dziedzińcu, gdzie dawniej rozgrywały się dramaty rodowe Atrydów, łatwo poczuć ciężar tej historii. Nie spacerujesz po zwykłych kamieniach - konfrontujesz się z fundamentami europejskiej cywilizacji, gdzie legenda miesza się z faktem. W porównaniu z zatłoczonymi muzeami Aten, Mykeny dają ci przestrzeń do własnej interpretacji, a widok na okoliczne góry i oliwne gaje sprawia, że od razu rozumiesz, dlaczego akurat to miejsce wybrano na stolicę potężnego królestwa.

Ledwie 15 kilometrów dalej leży Tiryns, często pomijane przez turystów, a szkoda. Za ten sam bilet 12 euro dostajesz wstęp do obu stanowisk archeologicznych. Twierdza w Tiryns, z cyklopowymi murami z głazów ważących nawet 13 ton, robi wrażenie, które trudno opisać - to czysta inżynieria na granicy fizyki i wiary. Podczas gdy Mykeny przyciągają tłumy i słynną maskę Agamemnona, Tiryns pozostaje dziksze, mniej oblegane, bardziej surowe. To idealne uzupełnienie dla kogoś, kto chce poczuć autentyczną potęgę mykeńskiej Grecji bez stania w kolejkach. Wspinaczka po stromych schodach do pałacu nagradza cię panoramą na zatokę Argolidy, a jeśli trafisz na pusty poranek, usłyszysz tylko wiatr i szelest traw.

Epidauros - akustyka, która działa lepiej niż Twój domowy soundbar

Gdyby starożytni architekci mieli konto na TikToku, Epidauros byłoby ich największym viralem. Mowa o teatrze, który powstał w IV wieku p.n.e., a jego akustyka do dziś wprawia w osłupienie inżynierów i turystów. Siadasz na ostatnim, dwudziestym siódmym rzędzie kamiennych ław, a z orkiestry słyszysz wyraźnie upadek monety na scenę. Żaden nowoczesny soundbar nie odtworzy tak czystego dźwięku bez kabli i prądu. To nie magia, tylko precyzyjne nachylenie widowni i materiał - wapień, który tłumi echa, ale nie połyka głosu. W sezonie letnim odbywają się tu spektakle i festiwale, więc jeśli trafisz na przedstawienie, masz szansę sprawdzić to na własnych uszach.

Sam kompleks Epidauros to jednak nie tylko teatr. Leży na wschodnim skraju Peloponezu, w regionie Argolidy, który obfituje w starożytne miasto Mykeny, twierdzę Tiryns i urokliwe Nafplio. To właśnie stamtąd najwygodniej ruszyć na zwiedzanie - wypożyczalnia samochodów w Nafplio działa sprawnie, a drogi wiją się przez gaje oliwne i góry. W samym sanktuarium Asklepiosa, wpisanym na listę UNESCO, oprócz teatru zobaczysz ruiny świątyń, łaźni i stadionu. Starożytni Grecy przyjeżdżali tu leczyć ciało i ducha, a dziś przyjeżdżasz Ty, by poczuć, że historia wciąż gra pierwsze skrzypce.

Po intensywnym dniu wśród zabytków warto skoczyć nad morze. Plaże w okolicy, jak te pod Kalamatą czy w Marathopolis, oferują spokój i czystą wodę, idealne na ochłodę. Jeśli masz więcej czasu, zjedź na południe - zamek Kyparissia góruje nad miastem, a wodospad w górach Tajget to dobra odskocznia od starożytnych kamieni. Kuchnia grecka też nie zawodzi: w tawernach przy porcie w Nafplio zamów świeże oliwki, grillowaną rybę i chleb maczany w lokalnej oliwie. Smakuje lepiej, gdy w tle słychać cykady, a nie klaksony samochodów.

Epidauros to punkt obowiązkowy na mapie Peloponezu - miejsce, które łączy historię z fizyką i sprawia, że czujesz się jak widz na premierze sprzed dwóch tysięcy lat. Nie potrzebujesz biletu do filharmonii, wystarczy bilet wstępu za kilkanaście euro i odrobina wyobraźni.

Nafplio - miasto, w którym zakochasz się przed pierwszą kawą

Discover the stunning aerial view of Monemvasia's historic architecture framed by the serene Mediterranean Sea.
Zdjęcie: Adrien Olichon

Kiedy pierwszy raz stajesz na nabrzeżu Nafplio, trudno uwierzyć, że to miasto istnieje naprawdę. Weneckie kamienice w odcieniach ochry i błękitu, wąskie uliczki Starego Miasta i widok na mury twierdzy Palamidi - to wszystko składa się na miejsce, które ma w sobie coś z włoskiego portu, greckiego spokoju i baśniowej scenerii. Nafplio przez lata pełniło funkcję stolicy nowożytnej Grecji, zanim palmę pierwszeństwa przejęły Ateny, i ten historyczny sznyt czuć tu na każdym kroku. Spacer po placu Syntagma, gdzie pod platanami toczy się leniwe życie towarzyskie, to najlepszy wstęp do zwiedzania.

Zanim jednak usiądziesz na kawę, warto pokonać 999 schodów prowadzących na Palamidi. Brzmi jak katorga, ale widok z góry na Zatokę Argolidzką, dachy miasta i góry Peloponezu wynagradza każdy krok. Jeśli nie masz ochoty na wspinaczkę, pod twierdzę podjedziesz samochodem - trasa wiedzie przez wąskie zakręty, ale panorama i tak zapiera dech. W samym Nafplio czeka też stary port z małym fortem Bourtzi na wyspie, do którego kursują łodzie. To idealny punkt na popołudniowy rejs, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy światło maluje kamienie na złoto.

Nafplio to także doskonała baza wypadowa na Peloponez. Zaledwie 20 minut autem dzieli cię od starożytnego Epidauros z jego niesamowitym teatrem, który mieści 14 tysięcy widzów i ma tak doskonałą akustykę, że z ostatniego rzędu słychać szelest monety upuszczonej na scenie. W drugą stronę, kwadrans drogi, leżą Mykeny - ruiny cywilizacji, która rządziła regionem na długo przed klasyczną Grecją. Lwia Brama i grobowce w kształcie uli to punkty obowiązkowe dla każdego, kto chce poczuć starożytną moc tego miejsca. Jeśli wolisz coś lżejszego, w okolicy znajdziesz też plaże - od piaszczystych łach w Tolo po ustronne zatoczki w okolicy Marathopolis.

Wieczorem Nafplio zmienia rytm. Restauracje na starym mieście serwują kuchnię grecką w najlepszym wydaniu: grillowane ośmiornice, sałatki z lokalnym serem feta i oliwki prosto z okolicznych gajów. Wypożyczalnia samochodów w mieście działa bez problemu, więc jeśli przyjechałeś samolotem na lotnisko w Kalamacie, możesz od razu ruszyć w trasę. Prom z Pireusu do Poros to też opcja, ale samochód daje swobodę - zwłaszcza gdy chcesz zobaczyć Tiryns, zamek Kyparissia czy most Rio-Antirio. Nafplio nie jest największym miastem Grecji, ale ma to, czego szukają turyści: historię, smak i widoki, które zostają z tobą na długo po powrocie.

Kanał Koryncki - 6 kilometrów inżynierskiego szaleństwa nad przepaścią

Zanim w ogóle dotkniesz palcem mapy Peloponezu, zatrzymaj się na chwilę przy Kanale Korynckim. To nie jest zwykły przystanek w trasie - to sześć kilometrów czystego inżynierskiego szaleństwa, które od 1893 roku przecina stały ląd na pół. Stoisz na moście, spoglądasz w dół na wąską, turkusową wstęgę wody, a ściany kanionu opadają pionowo 80 metrów w dół. Statek przepływający pod tobą wygląda jak zabawka. To jedno z tych miejsc, które robią wrażenie nie wiekiem, ale czystą brawurą pomysłu. Most Rio-Antirio, który łączy Peloponez z resztą Grecji, to z kolei nowsza historia - gigant wantowy, który wytrzymuje trzęsienia ziemi i silne wiatry. Oba te dzieła pokazują, że region od zawsze próbował okiełznać geografię.

Gdy już nacieszysz oczy widokiem przepaści, kieruj się w głąb półwyspu. Kanał Koryncki to tylko przedsmak. Kilkanaście kilometrów dalej leży starożytny Korynt - miasto, które świetnie pokazuje, jak warstwy historii nakładają się na siebie. Tuż obok nowożytnej zabudowy stoją kolumny świątyni Apollina, a na wzgórzu góruje Akrokorynt, potężna twierdza z widokiem na Zatokę Koryncką. To miejsce ma w sobie coś surowego, nieoszlifowanego - w przeciwieństwie do wypolerowanych ateńskich muzeów. Zwiedzanie Koryntu zajmuje góra dwie godziny, a daje poczucie, że dotykasz fundamentów cywilizacji, która handlowała, walczyła i budowała na tym skrawku ziemi przez tysiąclecia.

Starożytna Olimpia - miejsce, gdzie ogień igrzysk nie gaśnie od 3 tysięcy lat

Starożytna Olimpia to jedno z tych miejsc na Peloponezie, które działa na wyobraźnię nawet jeśli na co dzień nie interesujesz się historią. Leży w malowniczej dolinie, u stóp zalesionych wzgórz, a jej atmosfery nie da się podrobić. To właśnie tutaj przez ponad tysiąc lat co cztery lata spotykali się Grecy, by rywalizować w igrzyskach ku czci Zeusa. Dziś spacerujesz między ruinami świątyń, łaźni i stadionu, a pod nogami masz tę samą ziemię, po której stąpali atleci sprzed naszej ery. Warto zobaczyć doskonale zachowaną palestrę, gdzie trenowali zapaśnicy, oraz warsztat Fidiasza - twórcy jednego z siedmiu cudów świata.

Nie chodzi jednak tylko o kamienie. Olimpia ma w sobie coś niemal namacalnego - energię miejsca, które przez wieki było sercem greckiej tożsamości. Muzeum Archeologiczne to absolutny must-see na trasie zwiedzania, bo znajdują się tam oryginalne rzeźby ze świątyni Zeusa, w tym słynna Hermes z małym Dionizosem. W przeciwieństwie do Myken czy Tirynsu, które robią wrażenie surowością i potęgą, Olimpia jest bardziej otwarta, spokojna, wręcz refleksyjna. Możesz usiąść na trybunach starożytnego stadionu i wyobrazić sobie tłumy krzyczące z emocji - to doświadczenie, które zostaje na długo.

Dla podróżujących po Peloponezie Olimpia świetnie wpisuje się w trasę łączącą inne atrakcje regionu. Z Koryntu i Kanału Korynckiego jedzie się tu około dwóch godzin, podobnie z Nafplio czy Epidauros. W okolicy znajdziesz też mniej oczywiste miejsca, jak twierdza Palamidi czy zamek Kyparissia, ale to właśnie Olimpia nadaje całej podróży głębszy sens. Po intensywnym zwiedzaniu warto spróbować lokalnej kuchni greckiej w jednej z tawern w sąsiednim miasteczku - oliwki, świeży chleb i grillowane mięsa smakują tu wyjątkowo. Nocleg można znaleźć zarówno w nowoczesnych hotelach, jak i rodzinnych pensjonatach, a jeśli masz własny samochód, łatwo połączysz wizytę z wycieczką nad morze do Marathopolis lub do jaskiń w okolicy Filiatry.

Mani - kamienne wieże i krajobraz, który wygląda jak plan filmowy

Mani to półwysep na południu Peloponezu, który wygląda jak sceneria z filmu fantasy. Zamiast białych domków i błękitnych kopuł znajdziesz tu surowe, kamienne krajobrazy, dzikie plaże i charakterystyczne wieże obronne - pyrgoi. To miejsce, gdzie historia i natura mieszają się w sposób niemal teatralny. Kiedy jedziesz krętą drogą z Kalamaty w stronę Areopolis, góry schodzą prosto do morza, a wioski wyglądają jakby zamieszkiwał je ktoś, kto nie lubi turystów. I słusznie - Mani długo było regionem odciętym od świata, zamieszkanym przez dumne rody, które budowały te kamienne fortyfikacje, żeby bronić się przed piratami i sąsiadami.

Warto zobaczyć wsie takie jak Vathia - opuszczoną, ale niesamowicie fotogeniczną, gdzie wieże stoją puste, a wiatr hula między murami. To nie jest miejsce dla kogoś, kto szuka all inclusive. To raczej atrakcja dla podróżników, którzy chcą zobaczyć Grecję bez retuszu. Zatrzymaj się w małym pensjonacie w Areopolis, wypożycz samochód (bez niego ani rusz) i jedź na południe, aż do przylądka Tenaro - to najdalej wysunięty punkt stałego lądu, gdzie według mitów znajdowało się wejście do Hadesu. Po drodze czekają na ciebie jaskinie, jak ta w Diros - zwiedzasz ją łódką, a nad głową zwisają stalaktyty, które tworzą atmosferę jak z groty wikingów.

Kuchnia grecka w Mani to osobna historia. Nie spodziewaj się souvlaki z każdego rogu. Tutaj jedzą prosto: mięso pieczone w glinianym piecu, lokalny ser, oliwki z drzew rosnących na skalistych zboczach. W tawernach w Limeni, tuż nad wodą, zamów syglino - wędzoną wieprzowinę z pomarańczami. Smakuje lepiej niż większość dań w zatłoczonych kurortach. I nie zapomnij o noclegu w kamiennej wieży - wiele z nich przerobiono na klimatyczne pokoje. To nie jest zwykłe zwiedzanie. To podróż w czasie, gdzie każdy kamień ma swoją historię, a morze jest tak czyste, że widać dno z brzegu. Mani to region, który na długo zostaje w pamięci - i nie chodzi tylko o widoki, ale o to uczucie, że trafiłeś w miejsce, gdzie Grecja jest prawdziwa.

Półwysep Methana - wulkan, siarkowe kąpiele i zero tłumów

Methana to jeden z tych zakątków Peloponezu, o którym nawet bywalcy Grecji często słyszą pierwszy raz. A szkoda, bo ten mały, wulkaniczny półwysep oferuje coś, czego nie znajdziesz w zatłoczonych kurortach: prawdziwą, surową naturę i ciszę przerywaną tylko szumem morza. W przeciwieństwie do sąsiednich wysp, jak Poros, Methana nie żyje z masowej turystyki. To miejsce dla tych, którzy chcą zejść z głównego szlaku i poczuć inną energię.

Główną atrakcją są gorące źródła siarkowe. Nie znajdziesz tu jednak wymyślnych spa - kąpiele odbywają się w prostych, kamiennych basenach tuż przy brzegu, gdzie woda ma około 40 stopni. Miejscowi wierzą w ich zdrowotne właściwości, a ty zyskujesz możliwość relaksu z widokiem na morze i bez tłumów. To zupełnie inna bajka niż zwiedzanie starożytnych ruin w Mykenach czy Epidauros - tutaj historia to nie tylko wykopaliska, ale też siła natury, która wciąż kształtuje krajobraz.

Po kąpieli warto wybrać się na pieszą wycieczkę na wulkan. Nie, nie zobaczysz lawy ani dymu - to uśpiony stożek, ale spacer na szczyt daje panoramę na Zatokę Sarońską i sąsiednie wyspy. A jeśli masz ochotę na coś bardziej cywilizowanego, wsiądź na prom do Poros albo skocz samochodem do Nafplio. To miasteczko, z jego wenecką twierdzą Palamidi i urokliwymi uliczkami, stanowi świetne uzupełnienie dzikiego charakteru Methany.

Praktycznie rzecz biorąc: na Methanę najlepiej dojechać z lotniska w Atenach lub Kalamacie. Wypożyczalnia samochodów to podstawa - bez auta trudno ogarnąć półwysep. Nocleg znajdziesz w prostych pensjonatach w porcie, a wieczorem koniecznie spróbuj lokalnej kuchni. Oliwki, świeże ryby i greckie sałatki smakują tu lepiej niż w komercyjnych knajpkach. Methana to dowód na to, że na Peloponezie wciąż można znaleźć miejsce bez turystów, gdzie największą atrakcją jest spokój.

Zatoka Voidokilia - plaża w kształcie omegi, którą rozpoznasz z lotu ptaka

Zatoka Voidokilia to jedna z tych plaż, które zapamiętujesz na długo po powrocie z wakacji. Leży na południowo-zachodnim krańcu Peloponezu, niedaleko miejscowości Pylos, i robi wrażenie nawet na turystach, którzy widzieli już niejedno greckie wybrzeże. Jej charakterystyczny, idealnie symetryczny kształt przypominający grecką literę Omega najlepiej widać z lotu ptaka - ale nie musisz wynajmować helikoptera, żeby to sprawdzić. Wystarczy wejść na wydmy lub pobliskie wzgórze z ruinami zamku w Pylos, a widok zapiera dech w piersiach: złoty piasek, turkusowa woda i błękitne niebo układają się w pocztówkę, której nie trzeba poprawiać w żadnym edytorze.

Sama plaża jest długa na około kilometr, ale płytka i osłonięta od wiatru, więc woda nagrzewa się szybko i jest bezpieczna nawet dla małych dzieci. Z jednej strony zatokę zamyka laguna Gialova - ważny rezerwat ptaków, gdzie można spotkać flamingi, a z drugiej strome wydmy porośnięte dziką roślinnością. Nie ma tu leżaków, parasoli ani barów, więc jeśli szukasz miejsca z pełną infrastrukturą, Voidokilia może cię rozczarować. To raczej raj dla tych, którzy chcą poczuć się jak na bezludnej wyspie, choć w sezonie letnim turystów przybywa sporo - warto przyjechać wcześnie rano albo późnym popołudniem.

Historia tego miejsca też ma swój smak. Tuż nad zatoką, na wzgórzu zwanym Koryfasion, znajduje się jaskinia Nestora - według mitów to właśnie w niej pasterz przechowywał bydło legendarnego króla Pylos. W okolicy są też ruiny starożytnego miasta Pylos i pozostałości twierdzy z czasów weneckich. Możesz więc połączyć kąpiel z krótką wycieczką w przeszłość, co na Peloponezie zdarza się na każdym kroku. Jeśli planujesz zwiedzanie regionu, warto wynająć samochód - z lotniska w Kalamacie dojedziesz tu w około godzinę, a po drodze miniesz gaje oliwne, wąwozy i małe miasteczka, gdzie kuchnia grecka smakuje najlepiej. Nocleg znajdziesz w Nafplio, Marathopolis albo w samej Pylos - każda z tych baz wypadowych ma swój urok i dostęp do innych atrakcji półwyspu.

Grecka kuchnia na Peloponezie - 5 smaków, dla których warto nadłożyć trasy

Oliwa z oliwek na Peloponezie to nie dodatek, a podstawa wszystkiego. Lokalne tłocznie, szczególnie w okolicach Kalamaty, produkują olej o intensywnym, trawiastym smaku, który kupisz na targu za około 8-10 euro za litr. Warto spróbować go na świeżym chlebie z pomidorem i fetą - to danie, które smakuje lepiej niż niejedna restauracyjna pozycja. Do tego dochodzą oliwki Kalamon, duże, mięsiste, o fioletowej skórce, które marynuje się z oregano i czosnkiem. Jeśli jedziesz z Nafplio w stronę Monemvasii, zatrzymaj się przy przydrożnym straganie - często sprzedają je w plastikowych wiaderkach po 2-3 euro.

Drugim smakiem, który zapamiętasz na długo, jest souvlaki z wieprzowiny z grilla. Na Peloponezie robią je inaczej niż na wyspach - mięso marynują w occie winnym i ziołach przez całą noc, a potem pieką na węglu drzewnym. W małych miasteczkach jak Filiatra czy Marathopolis dostaniesz porcję za 3-4 euro, z pitą, pomidorem, cebulą i sosem tzatziki. Różnica w stosunku do wersji z turystycznych kurortów? Ogromna - czuć tu dym, zioła i to, że mięso nie leżało w zamrażarce.

Trzeci obowiązkowy punkt to moussaka, ale nie ta z supermarketu. Na Peloponezie gospodynie w domowych tawernach (szukaj tabliczek „μαγειρείο”) robią ją z bakłażanem, ziemniakami i mięsem jagnięcym, a wierzch posypują grubą warstwą beszamelu pieczonego do złota. W Argos czy przy twierdzy Palamidi w Nafplio znajdziesz porcje za 7-9 euro, które nasycą cię na cały dzień. Do tego koniecznie weź grecką sałatkę - pomidory tutaj pachną tak, jakby dopiero zerwano je z krzaka, a nie jak w Polsce w styczniu.

Czwarty smak to świeże ryby i owoce morza. W portowych miasteczkach jak Kyparissia czy w okolicy mostu Rio-Antirio łodzie przywożą dzienny połów. Grilled octopus (ośmiornica z grilla) kosztuje około 12-15 euro, a krewetki smażone z czosnkiem i cytryną - 10-12 euro. Różnica w stosunku do mrożonek z dużych sieciówek? Niebo a ziemia. Warto też spróbować lokalnych małży z zatoki Korynckiej, które są słodkie i mięsiste.

Piąty, najmniej oczywisty smak, to desery. Na Peloponezie króluje loukoumades - małe pączki polewane miodem i posypane cynamonem, które dostaniesz na straganach w Nafplio za 3-4 euro. Ale prawdziwym rarytasem jest galaktoboureko - budyniowe ciasto w cieście filo, nasączone syropem. W Kalamacie znajdziesz je w cukierni przy porcie, gdzie jedna porcja kosztuje 2,50 euro i smakuje jak esencja greckiego lata. Do tego popij grecką kawą z fusami - mocną, słodką i gęstą, która stawia na nogi lepiej niż espresso.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski