Przejdź do treści
Europa

10 Najlepszych Plaż i Atrakcji Costa Brava w 2026

Poznaj 10 najlepszych atrakcji i plaż Costa Brava w 2026 roku. Sprawdź, jak zwiedzać wybrzeże bez samochodu, korzystając z autobusów i pociągów.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Costa Brava bez samochodu - jak zwiedzać wybrzeże autobusem i pociągiem

Wynajem auta na Costa Brava jest wygodny, ale wcale nie musisz z niego korzystać. Bez problemu zaplanujesz podróż komunikacją publiczną, a przy okazji ominiesz korki w Lloret de Mar i szukanie miejsca na parkingu w wąskich uliczkach Tossa de Mar. Najlepiej zrobić bazę w Barcelonie lub Gironie - z obu miast dojedziesz pociągiem do Blanes, skąd ruszają autobusy wzdłuż wybrzeża. Linia kolejowa kończy się właśnie w Blanes, dalej musisz przesiadać się na busy, ale to żaden problem, bo kursują regularnie.

Z Blanes jedziesz do Lloret de Mar, a stamtąd dalej do Tossa de Mar - to obowiązkowy punkt na mapie ze względu na średniowieczne mury i urokliwą plażę Platja Gran. Jeśli masz więcej czasu, autobusem dotrzesz do Calella de Palafrugell i malowniczych zatoczek w okolicy. To właśnie tam, a nie w zatłoczonym kurorcie, poczujesz klimat dzikiego wybrzeża. W sezonie letnim lepiej unikać podróży w weekendy - autobusy bywają zapchane, a ty stracisz czas na czekanie. Najlepszy czas na zwiedzanie bez auta to maj, czerwiec i wrzesień, gdy tłumów jest mniej, a pogoda wciąż pozwala na relaks na plaży.

Osobną wyprawę warto zrobić do Figueres pociągiem z Barcelony lub Girony. To godzina jazdy, a na miejscu czeka Teatr-Muzeum Salvadora Dalego - jedno z najdziwniejszych i najbardziej osobistych muzeów w Hiszpanii. Jeśli masz ochotę na więcej sztuki i dzikiej przyrody, z Figueres autobusem dojedziesz do Cadaqués i Parku Przyrody Cap de Creus. To kraina białych domków, wąskich uliczek i surowych klifów, gdzie Dali szukał inspiracji. Spacer po skalistym wybrzeżu i widok na morze z latarni morskiej to coś, czego nie zapomnisz.

Na koniec dnia wróć do Barcelony pociągiem regionalnym - jedziesz około 1,5 godziny z Blanes. Po drodze masz czas na katalońskie jedzenie: w miasteczkach przy plaży spróbujesz świeżych ryb, patatas bravas i lokalnego wina. Podróż autobusem i pociągiem nie jest tak szybka jak samochód, ale daje swobodę - nie martwisz się o parking, a widoki z okna często są lepsze niż te z kierownicy.

Tossa de Mar i Lloret de Mar - porównanie dwóch kultowych kurortów bez lukru

Tossa de Mar i Lloret de Mar dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów, ale różni je prawie wszystko. Lloret to miasto, które nie udaje, że jest ciche. Jeśli szukasz miejsca, gdzie życie toczy się na plaży do późna, a wieczorem przenosi się do klubów i barów, trafiłeś idealnie. Plaże w Lloret są szerokie, piaszczyste i doskonale przygotowane na przyjęcie tłumów - leżaki, parasole, sporty wodne i atmosfera wielkiego kurortu. Z kolei Tossa de Mar to zupełnie inna bajka. Jej wizytówką jest średniowieczna twierdza Vila Vella, która góruje nad zatoką i nadaje miasteczku klimat rodem z pocztówki. Plaże w Tossie są mniejsze, bardziej kameralne, a woda w zatoczkach bywa spokojniejsza. To wybór między energią a spokojem, między komercyjnym rozmachem a historycznym urokiem.

Nie chodzi jednak tylko o charakter plaż. Lloret de Mar to centrum rozrywki, które przyciąga młodych i tych, którzy chcą się bawić do rana. Znajdziesz tu aquaparki, dyskoteki i mnóstwo turystów z całej Europy. Tossa jest bardziej rodzinna i romantyczna - wąskie uliczki, restauracje z tarasami na starym mieście i spokojniejsze tempo. Co ciekawe, oba kurorty łączy jedno: leżą na Costa Brava, a więc masz stąd blisko do największych atrakcji Katalonii. W pół godziny dojeżdżasz do Girony z jej żydowską dzielnicą i katedrą, a godzinę dalej czeka Figueres i Teatr-Muzeum Salvadora Dalego. Jeśli wolisz dziką naturę, wybierz się na Cap de Creus lub do parku przyrody w okolicy Cadaqués - to tam, gdzie wybrzeże jest skaliste, a widoki wręcz zapierają dech.

Kiedy jechać? Sezon w Lloret i Tossie startuje w czerwcu i kończy się we wrześniu. Lipiec i sierpień to szczyt - temperatura wody przyjemna, ale i tłumów najwięcej. Jeśli chcesz uniknąć ścisku, wybierz maj lub wrzesień. Wtedy słońce jeszcze grzeje, a ceny noclegów spadają. Warto też pamiętać o jedzeniu - kuchnia katalońska w tej okolicy to nie tylko paella. Spróbuj suquet de peix (gulasz rybny) lub escudellę, a do tego popij miejscowym winem z regionu Empordà. Tossa i Lloret to dwa różne światy na jednym wybrzeżu - oba mają swój urok, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie, o ile wie, czego szuka.

Plaże, które omijają tłumy - 5 zatoczek dostępnych tylko pieszo lub od strony morza

Costa Brava kojarzy się przede wszystkim z zatłoczonymi kurortami jak Lloret de Mar i Tossa de Mar, ale prawdziwe plażowanie na tym wybrzeżu wygląda zupełnie inaczej, jeśli zejdziesz z utartego szlaku. Większość turystów ląduje na głównych, piaszczystych odcinkach w Blanes lub na centralnych plażach w Calella Palafrugell, podczas gdy kilkaset metrów dalej czekają zupełnie puste zatoczki, do których prowadzą tylko wąskie ścieżki albo można dopłynąć kajakiem. Weźmy choćby Platja de Castell w okolicy Palamós - dzika, otoczona sosnami i wydmami, bez żadnego hotelu w zasięgu wzroku. Dojście pieszo zajmuje kwadrans, a w sezonie to właśnie ten kwadrans odsiewa 90 procent plażowiczów. Podobnie jest z Cala Estreta niedaleko Begur, gdzie skały tworzą naturalne baseny, a jedynym dźwiękiem jest szum fal i cykady. Jeśli szukasz miejsca, gdzie nie usłyszysz hiszpańskiego disco, wybierz się na Cap de Creas, do zatoki Cala Culip - to już teren parku przyrody, więc infrastruktura jest żadna, ale widoki na klify i przejrzystą wodę wynagradzają brak leżaków.

W okolicach Cadaqués, miasteczka, które Salvador Dalí wybrał na swoje letnisko, znajdziesz jeszcze bardziej kameralne miejsca. Plaża sa Conca, ukryta między willami, ma zaledwie 30 metrów długości i dostęp tylko od strony morza lub przez prywatną posesję (nikt nie robi problemów, jeśli grzecznie poprosisz). Z kolei w parku naturalnym Montgrí, niedaleko L’Escala, jest Cala Montgó - długa na kilometr, ale pusta, bo nikt nie chce iść 20 minut w upale. W praktyce wygląda to tak: bierzesz wodę, kapelusz, buty do wody i idziesz na piechotę, a potem masz całą zatokę dla siebie. Nawet w sierpniu, gdy Girona i Figueres pękają w szwach od turystów, te zatoczki pozostają spokojne. Warto wziąć pod uwagę, że część z nich to kamieniste plaże, więc lepiej mieć matę neoprenową lub klapki do wody.

Po całym dniu na takiej dzikiej plaży masz ochotę na coś konkretnego, a nie na fast food z deptaka. I tu dochodzi kwestia jedzenia - w małych miasteczkach jak Calella Palafrugell czy Pals znajdziesz rodzinne restauracje, gdzie podają surowe krewetki z grilla i escalivadę. W przeciwieństwie do Barcelony, gdzie za prosty tapas zapłacisz 20 euro, tutaj za dwudaniowy obiad z winem dasz 12-15 euro. Jeśli planujesz tydzień na Costa Brava, najlepiej zrobić bazę w spokojniejszym miasteczku (polecam okolice Begur lub Pals) i stamtąd jeździć na piesze wyprawy do zatoczek. Unikniesz w ten sposób tłumów, które od czerwca do września okupują Lloret i Tossa, a przy okazji zobaczysz prawdziwą Katalonię - tę z zapachem rozgrzanych sosen, cykad i soli. Sezon na takie wyprawy to maj, czerwiec i wrzesień, gdy woda jest już ciepła, a ścieżki nie parzą w stopy.

Trójkąt Dalego na własną rękę - Figueres, Cadaqués i Púbol bez wycieczek zorganizowanych

Tranquil coastal scene with rocky cliffs and calm sea at Sicilì, Italy.
Zdjęcie: merwak. raw

Jeśli chcesz zrozumieć Katalonię nie tylko przez pryzmat plaż, ale i sztuki oraz historii, zaplanuj dzień lub dwa na podróż śladami Salvadora Dalego. Najlepiej zrobić to na własną rękę, bez pośpiechu i bez wycieczkowych autokarów. Trójkąt Dalego to trzy punkty: Figueres z jego surrealistycznym Teatrem-Muzeum, Cadaqués - senne miasteczko, gdzie artysta mieszkał latami, oraz zamek w Púbol, który podarował swojej muzie Gali. W Figueres warto zarezerwować co najmniej trzy godziny, bo samo muzeum to labirynt iluzji i absurdów, a wokół niego znajdziesz przyjemne kawiarnie z kuchnią katalońską, np. esqueixadę (sałatkę z dorsza) lub botifarrę z fasolą.

Cadaqués to zupełnie inna prędkość. Białe domki, wąskie uliczki i widok na zatokę Cap de Creus sprawiają, że chcesz tu zostać na dłużej. Spacerem dojdziesz do domu-muzeum Dalego w Portlligat - lepiej kupić bilety online z wyprzedzeniem, bo miejsca rozchodzą się szybko. Jeśli masz ochotę na dzikie wybrzeże, wybierz się na szlak wokół Cap de Creus, gdzie wiatr i skały tworzą krajobraz jak z obrazów mistrza. Z kolei Púbol to kameralny zamek z ogrodem pełnym rzeźb słoni i żyraf - idealny na popołudniowy relaks, z dala od tłumów.

Samochód to najwygodniejszy wybór, ale jeśli podróżujesz z Barcelony, możesz skorzystać z pociągu do Figueres (ok. 55 minut), a stamtąd lokalnym autobusem do Cadaqués (trasa malownicza, ale kręta). Najlepszy czas na taką wyprawę to maj, czerwiec lub wrzesień - wtedy nie ma skwaru, a miasteczka nie są oblężone. Unikaj sierpnia, bo w Cadaqués trudno o stolik w knajpie. Po drodze między miastami warto zahaczyć o park naturalny Cap de Creus - to właśnie tam znajdziesz najbardziej surowe, dzikie wybrzeże z zatoczkami, gdzie morze ma turkusowy odcień. Jeśli masz więcej czasu, wróć na plaże Costa Brava w okolicy Tossa de Mar lub Lloret de Mar - ale to już inna historia, bardziej o wypoczynku niż sztuce.

Średniowieczne wioski w głębi lądu - Pals, Peratallada i Monells przed sezonem

Jeśli myślisz o Costa Brava tylko w kategoriach plaż i zatoczek, to tracisz to, co nadaje temu wybrzeżu prawdziwy charakter. Wystarczy skręcić z drogi w głąb lądu, kilkanaście minut od Tossa de Mar czy Lloret de Mar, a trafiasz do świata, w którym czas zatrzymał się gdzieś w średniowieczu. Pals, Peratallada i Monells to trzy miasteczka, które pokazują zupełnie inną twarz Katalonii - cichą, kamienną i zaskakująco pustą, zwłaszcza jeśli odwiedzisz je przed sezonem, zanim ruszą główne fale turystów.

Pals to przede wszystkim widok. Wspinając się wąskimi uliczkami na wzgórze, trafiasz na punkt, z którego rozpościera się panorama na całe wybrzeże - od Blanes po Cap Creus. Same domy z surowego kamienia i kwiaty na balkonach tworzą scenerię, która wygląda jak żywcem wyjęta z pocztówki. Z kolei Peratallada to czysta esencja średniowiecza. Spacerujesz po brukowanych uliczkach, które pamiętają czasy, gdy nikomu nie śniły się jeszcze wakacje nad morzem. W maju czy czerwcu masz to miejsce niemal dla siebie - możesz usiąść na placu przed kościołem i po prostu słuchać ciszy. Monells jest jeszcze mniejsze, ale to właśnie tam znajdziesz jeden z najpiękniejszych placów w całej Katalonii, otoczony kamiennymi arkadami, gdzie miejscowi piją popołudniową kawę.

To nie są atrakcje dla kogoś, kto szuka muzeów na miarę Figueres czy teatru-muzeum Dalego. To raczej kontrapunkt dla gwaru Barcelony i plaż Lloret de Mar. Warto zarezerwować sobie na te miasteczka całe popołudnie, najlepiej w dzień, gdy nie ma targu ani lokalnego święta. Wtedy nie tylko zobaczysz architekturę, ale też poczujesz, jak wygląda prawdziwe, spokojne życie w głębi lądu. A jeśli wcześniej objadłeś się kuchnią katalońską na wybrzeżu, tutaj znajdziesz małe, rodzinne restauracje, gdzie podają domowe dania bez turystycznej oprawy. To właśnie te chwile, gdy siedzisz w cieniu kamiennej ściany i patrzysz na pusty rynek, zostają w pamięci dłużej niż którykolwiek z widoków z zatoczek.

Szlaki piesze z widokiem na klify - od Camí de Ronda po Cap de Creus

Camí de Ronda to nie tylko szlak - to sposób na poznanie Costa Brady od zupełnie innej strony. Zamiast stać w kolejce do muzeum w Figueres czy przepychać się plażą w Lloret Mar, możesz ruszyć pieszo wzdłuż klifów, gdzie morze rozbija się o skały kilkadziesiąt metrów niżej. Trasa łączy miasteczka takie jak Blanes, Tossa Mar i Calella Palafrugell, a po drodze trafisz na ukryte zatoczki, które w sezonie omijają tłumy. To właśnie tutaj, między sosnami a turkusową wodą, widać prawdziwe dzikie wybrzeże Katalonii - bez parasoli, bez głośnej muzyki, tylko szum fal i wiatr.

Kawałek dalej na północ czeka Cap de Creus, park przyrody, który wygląda jak rzeźba wyrzeźbiona przez wiatr i sól. To kraina, gdzie Salvador Dalí szukał inspiracji - i trudno się dziwić, bo te poszarpane klify, wrzosowiska i samotne zatoki mają w sobie coś surrealistycznego. Możesz tu spędzić cały dzień, łącząc spacer z kąpielą w naturalnych basenach, a wieczorem wpaść do Cadaqués - miasteczka, które artysta kochał najbardziej. Warto zaplanować wizytę poza głównym sezonem, najlepiej w maju lub wrześniu, kiedy słońce jeszcze grzeje, ale na szlakach nie trzeba się mijać łokciami.

Jeśli masz więcej czasu, połącz piesze wędrówki z odkrywaniem średniowiecznych miasteczek w głębi lądu. Girona z jej wąskimi uliczkami i murami obronnymi to świetny punkt wypadowy, a po drodze możesz zajrzeć do Figueres, by zobaczyć Teatr-Muzeum Dalego. Ale prawdziwą nagrodą po całym dniu marszu jest wieczór w którejś z lokalnych tawern - kuchnia katalońska na Costa Brdzie to nie tylko paella, ale przede wszystkim świeże ryby, suquet (gęsta zupa rybna) i butelka wina z regionu Empordà. Smakuje lepiej, gdy zamówisz ją ze zmęczonymi nogami i widokiem na zachód słońca nad platją.

Girona w jeden dzień - trasa, knajpy i miejsca, które wypadają z przewodników

Zaczynając dzień w Gironie, masz wrażenie, że czas zwalnia. To nie Barcelona - tutaj nie gonisz za tłumem, tylko za klimatem. Najlepiej rzucić auto na jednym z parkingów przy starym mieście i od razu wbić w labirynt wąskich, średniowiecznych uliczek. Większość turystów idzie prosto do katedry, ale ty skręć w stronę dzielnicy żydowskiej. Kamienne schody, cisza i zapach kawy z małych budek sprawiają, że czujesz się jak w filmie. Koniecznie wejdź na mury obronne - widok na dachy i rzekę Onyar jest lepszy niż na pocztówkach. Na obiad nie szukaj restauracji przy głównym placu. Lepiej wejść w boczną uliczkę, gdzie miejscowi jedzą canelony w stylu katalońskim, a rachunek nie przyprawia o ból głowy. Porcja mięsa z warzywami i kieliszek wina za 12 euro? To się zdarza, ale trzeba wiedzieć, gdzie.

Po południu, zamiast wracać na plażę, zrób pętlę w stronę Figueres. To ledwie 40 minut drogi, a zmieniasz epokę. Teatr-Muzeum Salvadora Dalego to nie jest zwykłe muzeum. To spektakl, w którym sam budynek krzyczy absurdem. Różowe wieże, gigantyczne jajka na dachu i wnętrze, które miesza sny z rzeczywistością. Nawet jeśli nie jesteś fanem sztuki, wejdziesz i na godzinę wypadniesz z rzeczywistości. Bilet kosztuje około 15 euro, a kolejki bywają długie, więc warto kupić online dzień wcześniej. Jeśli masz więcej czasu, dorzuć przystanek w Cadaqués - to białe miasteczko nad zatoką, do którego Dalí przyjeżdżał szukać ciszy. Uwaga: droga jest kręta, ale widoki na Cap de Creus wynagradzają każdy zakręt.

Na koniec dnia wróć na wybrzeże, ale nie do zatłoczonego Lloret de Mar. Postaw na Tossa de Mar albo Calella de Palafrugell. Tam znajdziesz dzikie zatoczki, w których w lipcu nadal da się położyć ręcznik bez wciskania się łokciami. W Tossie masz średniowieczne ruiny na wzgórzu i plażę Platja Gran - szeroką, piaszczystą, z czystą wodą. W Calelli z kolei chodzi się po skałach między małymi plażami, a wieczorem słychać tylko szum fal i brzęk kieliszków z lokalnego bara. Kuchnia? Koniecznie zamów suquet de peix - gęstą rybną zupę, która smakuje lepiej niż paella u straganiarzy. I pamiętaj, że najlepszy czas na Costa Brava to wrzesień: morze jeszcze ciepłe, ale tłumów już nie ma, a ceny spadają.

Parki przyrody zamiast leżaka - Aiguamolls de l’Empordà i strefa wulkaniczna Garrotxa

Costa Brava kojarzy się głównie z plażowaniem w Tossa de Mar, Lloret de Mar czy Blanes. Jeśli jednak masz dość leżaków i szukasz czegoś więcej niż tylko morza, Katalonia oferuje dwie wyjątkowe strefy przyrodnicze, które warto zobaczyć podczas wakacji. Zamiast walczyć o miejsce na zatłoczonej platja, spędź dzień w Parku Przyrody Aiguamolls de l’Empordà. To jedno z najważniejszych mokradeł w Hiszpanii, gdzie wiosną i jesienią zatrzymują się tysiące ptaków wędrownych. Spacer drewnianymi kładkami wśród trzcin i lagun to całkowicie inny klimat niż relaks na plaży - cisza, wiatr i widoki, które zapamiętasz na dłużej.

Druga propozycja to Park Naturalny Strefy Wulkanicznej Garrotxa, położony niedaleko Girony i Figueres. Jeśli myślisz, że wulkaniczne krajobrazy to tylko Islandia, jesteś w błędzie. Garrotxa kryje około 40 stożków wulkanicznych i malownicze średniowieczne miasteczka, jak Castellfollit de la Roca, które dosłownie wisi na krawędzi bazaltowego urwiska. To świetna odskocznia od tłumów w Cadaqués czy przy Teatrze-Muzeum Salvadora Dalego. Spacer po lesie bukowym w kraterze wulkanu Santa Margarida albo wędrówka wśród pól lawy porośniętych dziką przyrodą to coś, czego nie znajdziesz na żadnej pocztówce z wybrzeża.

Po całym dniu na szlaku warto spróbować lokalnej kuchni katalońskiej. W okolicach Olot, stolicy Garrotxy, znajdziesz restauracje serwujące fasolę po katalońsku, dziczyznę czy sery z górskich pastwisk. Z kolei w okolicy Aiguamolls, w miasteczkach takich jak Castelló d’Empúries, można zjeść świeże ryby i owoce morza prosto z Cap de Creus. To nie tylko wypoczynek, ale prawdziwa podróż smaków i widoków, która nie wymaga rezygnowania z morza - po prostu dodajesz do swoich wakacji w Barcelonie, Blanes czy Tossa de Mar odrobinę dzikiego wybrzeża i przyrody. Najlepszy czas na takie wycieczki to maj, czerwiec lub wrzesień, gdy nie ma tłumów, a pogoda sprzyja spacerom.

Noclegi na Costa Brava - w których miasteczkach spać, żeby nie przepłacić

Costa Brava ma długą linię brzegową, a ceny noclegów potrafią się różnić nawet o kilkaset złotych za dobę w zależności od tego, gdzie postawisz walizkę. Najdrożej jest oczywiście w kurortach, które każdy zna z pierwszych stron wyszukiwarki, czyli w Lloret de Mar i Tossa de Mar. W Lloret zapłacisz za pokój w sezonie około 400-600 zł za noc, ale dostajesz w zamian życie nocne, szerokie plaże i tłumy turystów z całej Europy. Tossa Mar jest spokojniejsza, bardziej malownicza, ale ceny hoteli i apartamentów są tam równie wysokie, zwłaszcza w okolicy starego miasta i średniowiecznych murów.

Jeśli chcesz spać taniej, a jednocześnie mieć blisko do morza i atrakcji, postaw na Blanes albo Calella Palafrugell. W Blanes zaczniesz dzień od spaceru po ogrodzie botanicznym Marimurtra, a wieczorem zejdziesz na jedną z mniej obleganych zatoczek. Noclegi w Blanes są średnio o 20-30% tańsze niż w Lloret, a do Barcelony dojeżdżasz pociągiem w niecałe półtorej godziny. Calella Palafrugell to już zupełnie inna bajka - białe domki, wąskie uliczki i klimat dawnej rybackiej wioski. Nie ma tu wielkich hoteli, za to znajdziesz kameralne pensjonaty, gdzie za pokój z widokiem na morze zapłacisz 300-400 zł. To dobra baza, jeśli planujesz zwiedzać park przyrody Cap de Creus i Cadaqués, czyli miasteczko, które uwielbiał Salvador Dalí.

Największą oszczędność znajdziesz jednak nie na samym wybrzeżu, ale w miastach w głębi lądu, w okolicach Girony i Figueres. Nocleg w Gironie kosztuje 250-350 zł za dobę, a masz tam wszystko: katedrę, żydowską dzielnicę, pyszne jedzenie i klimat średniowiecznego miasta. Dojazd samochodem na plaże Costa Bravy zajmuje 30-40 minut, więc nie tracisz dostępu do morza, ale zyskujesz spokój i niższe rachunki. Figueres to z kolei must-see dla fanów surrealizmu - teatr-muzeum Dalí robi ogromne wrażenie, a ceny noclegów są jeszcze niższe niż w Gironie. Jeśli podróżujesz samochodem, taka opcja ma sens: rano zwiedzasz muzeum i ruiny zamków, po południu jedziesz na platję, a wieczorem wracasz do taniego, cichego mieszkania.

Najlepszy czas na tani wypoczynek na Costa Brava to czerwiec i wrzesień. W lipcu i sierpniu ceny szybują w górę, a na plażach w Lloret i Blanes ciężko znaleźć wolny ręcznik. Poza sezonem, w maju lub październiku, klimat wciąż sprzyja spacerom i zwiedzaniu, a za nocleg zapłacisz nawet o połowę mniej. Szukaj noclegów w miejscowościach takich jak Palamós czy Begur - mają dzikie wybrzeże, mniej turystów i dostęp do tych samych zatoczek, co drogie kurorty. Wybierając mądrze, zaoszczędzisz na spaniu, a wydasz więcej na lokalną kuchnię katalońską - i to jest najlepsza strategia na udane wakacje.

Kuchnia katalońska na wybrzeżu - czego spróbować i gdzie jeść z dala od turystycznych pułapek

Kuchnia katalońska na wybrzeżu Costa Brava to coś więcej niż tylko tapas i paella. Owszem, znajdziesz je w każdej knajpie w Lloret de Mar czy Tossa de Mar, ale prawdziwy smak regionu poznasz dopiero wtedy, gdy zejdziesz z głównego deptaku. W małych miasteczkach, takich jak Calella de Palafrugell czy Cadaqués, lokalne bary serwują suquet de peix, czyli gęstą zupę rybną z ziemniakami i szafranem. To danie, które idealnie komponuje się z chłodnym wieczorem po całym dniu zwiedzania Figueres i muzeum Dalego. Jeśli wolisz coś lżejszego, poszukaj esqueixady - sałatki z suszonego dorsza, pomidorów, cebuli i czarnych oliwek. W Blanes warto zajrzeć do portowych tawern, gdzie na grillu przyrządzają świeże sardynki, a do tego podają zimne piwo Estrella Damm.

Unikaj miejsc z menu w pięciu językach i zdjęciami dań na ścianach. Zamiast tego wybierz knajpę wypełnioną miejscowymi, gdzie kelner ledwo mówi po angielsku, a na tablicy wypisane są dania dnia. W takich lokalach w okolicy Girony czy w średniowiecznych miasteczkach jak Pals zamówisz botifarrę z białej fasolą lub mięso z grilla z sosem romesco. Ceny są niższe, porcje większe, a smak autentyczny. Pamiętaj też, że w Katalonii lunch to główny posiłek dnia. Większość restauracji serwuje menu del día w godzinach 13:00-16:00, które kosztuje około 12-15 euro i składa się z przystawki, drugiego dania, deseru i napoju. To najlepszy sposób, by spróbować kilku lokalnych specjałów bez przepłacania.

Na deser koniecznie weź crema catalana, czyli kataloński krem o smaku cytrusów i cynamonu, z chrupiącą warstwą karmelu. W Cadaqués, tuż przy porcie, znajdziesz małą cukiernię, która robi ją według tradycyjnej receptury od pokoleń. Jeśli wybierasz się do parku przyrody Cap de Creus, spakuj do plecaka lokalny ser, np. formatge de l’Empordà, i kawałek chleba z pomidorem (pa amb tomàquet). To proste, ale genialne połączenie smakuje najlepiej na dzikim wybrzeżu, z widokiem na zatoczki i Morze Śródziemne. Kuchnia katalońska to właśnie ta mieszanka prostoty, świeżości i morskiego klimatu. Nie pozwól, by turystyczne pułapki w Lloret czy Tossie odebrały ci tę przyjemność.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski