Costa Brava bez filtra: co naprawdę działa na nerwy i jak tego uniknąć
Costa Brava na Instagramie wygląda jak sen: turkusowe zatoczki, białe miasteczka, śródziemnomorskie lenistwo. Na miejscu szybko okazuje się, że różnica między zdjęciem a rzeczywistością bywa spora. W lipcu i sierpniu plaże w Lloret de Mar i Tossa de Mar zamieniają się w ludzkie mrowisko, a znalezienie wolnego leżaka graniczy z cudem. Zamiast spokojnego spaceru Cami de Ronda czeka cię slalom między turystami z selfie stickami. Nie daj się jednak zniechęcić - to wciąż jedno z najpiękniejszych wybrzeży Hiszpanii, trzeba tylko wiedzieć, jak je ograć.
Klucz tkwi w wyborze bazy. Zamiast zatłoczonego Lloret czy Blanes postaw na Cadaqués albo Calella de Palafrugell. W Cadaqués, gdzie Salvador Dalí spędzał wakacje, wąskie uliczki i białe domy tworzą klimat, który oparł się masowej turystyce. Calella de Palafrugell to z kolei idealne miejsce, by rano popłynąć kajakiem do ukrytych zatoczek, a po południu usiąść w porcie z kieliszkiem wina. Jeśli szukasz widoków bez tłumów, wybierz się na szlak Cap de Creus - dzikie skały i wiatr od morza przypominają koniec świata. Gdy upał daje w kość, schowaj się w Ogrodzie Botanicznym w Blanes, gdzie cyprysy i kaktusy dają cień i spokój.
Największym błędem jest planowanie Costa Bravy jako jednego wielkiego zwiedzania. Próba zobaczenia Girony, Figueres i wszystkich miasteczek w trzy dni skończy się frustracją. Girona zasługuje na własny dzień - spacer po średniowiecznych murach, mosty nad Onyarem i katedra, która pojawiła się w „Grze o tron”. Figueres to teatr-muzeum Dalego, gdzie surrealizm wylewa się na ulice. Zamiast gonić za każdą atrakcją, wybierz dwa, trzy miejsca i pozwól sobie na leniwe popołudnie na plaży Sa Tuna albo w Peratalladzie, średniowiecznej wiosce bez komercyjnego szumu. Wtedy Costa Brava przestaje być turystycznym katalogiem, a staje się twoim własnym odkryciem.
Którą część wybrzeża wybrać? Porównanie 4 odsłon Costa Brava
Costa Brava to nie jedno miejsce, tylko cztery różne światy w odległości kilkunastu kilometrów od siebie. Planując wakacje w Hiszpanii, od razu postaw sobie pytanie: czy chcę spać w mieście z dyskotekami i tłumem na plaży, czy w kamiennej ciszy średniowiecznego miasteczka? Lloret de Mar i Tossa de Mar dzieli tylko kwadrans drogi, a różnica w klimacie jest kolosalna. Lloret przyciąga młodzież, głośne hotele i kluby, podczas gdy Tossa to urokliwa warownia z plażą Sa Tuna i spokojniejszym, rodzinnym charakterem. Blanes, choć większe i bardziej miejskie, ma ogród botaniczny Marimurtra, który latem ratuje przed upałem - to jedna z tych atrakcji, które robią wrażenie nawet po tygodniu na leżaku.
Jeśli szukasz czegoś pomiędzy, postaw na Calella de Palafrugell albo Cadaqués. To miejsca bez wielkich hoteli, za to z białymi domami, wąskimi uliczkami i sztuką. Cadaqués to dawna przystań Dalego, więc artystyczny klimat czuć na każdym rogu, a widoki na Cap de Creus zapierają dech. W Calelli znajdziesz Cami de Ronda - szlak turystyczny, którym dojdziesz do ukrytych zatoczek i plaż niedostępnych dla samochodów. To zupełnie inna jakość wypoczynku niż w komercyjnym Roses czy Empuriabravie z kanałami i jachtami. Peratallada i Pals to średniowieczne miasteczka w głębi lądu - idealne na popołudniowy spacer, ale nie na bazę wypadową, jeśli zależy ci na morzu.
Którą część wybrać? Jeśli jedziesz na tydzień i chcesz mieć wszystko pod ręką - Blanes albo Lloret. Jeśli szukasz spokoju, widoków i lokalnego klimatu - Cadaqués, Calella albo Tossa. Dla rodzin z dziećmi lepsze będą piaszczyste plaże w Roses albo w okolicach Pals. A jeśli marzy ci się mieszanka zwiedzania i plażowania, wybierz Gironę jako punkt wypadowy - do Barcelony masz 40 minut pociągiem, a na Costę Brava dojeżdżasz w pół godziny. Bezpieczeństwo na wybrzeżu jest wysokie, ale w Lloret i Roses latem zdarzają się kieszonkowcy - to standard w turystycznych miastach. Najlepszy czas na wyjazd to czerwiec i wrzesień, gdy temperatura wody jest przyjemna, a kolejki do muzeów i parków rozrywki krótsze.
Camí de Ronda dla normalnych ludzi: odcinki, które przejdziesz w 2 godziny
Camí de Ronda, dawna ścieżka strażników celnych, to dziś jeden z największych atutów Costa Brava. Łączy ze sobą kolejne zatoczki i miasteczka, ale nie daj się zwieść opowieściom o wielodniowych wyprawach. Jeśli masz tylko dwie godziny i chcesz zobaczyć coś naprawdę efektownego, postaw na odcinek między Lloret de Mar a Tossa de Mar. To około 6 kilometrów wzdłuż klifów, z widokiem na dzikie calas i turkusową wodę. Po drodze miniesz plażę Sa Tuna, która jest mała, kameralna i zdecydowanie mniej oblegana niż główne kąpieliska w Lloret. Spacer nie jest trudny, ale warto wziąć buty z dobrą przyczepnością - miejscami ścieżka jest skalista i wąska.
Drugi odcinek, który spokojnie ogarniesz w dwie godziny, prowadzi z Cadaqués do przylądka Cap de Creus. To już zupełnie inny klimat: surowy, wietrzny, z widokiem na białe domki i morze, które potrafi zmienić kolor w ciągu kilku minut. To właśnie te okolice inspirowały Dalego - jeśli masz w planach Figueres i jego muzeum, warto dopełnić wrażenia spacerem po krajobrazie, który malarz miał za oknem. Nie szukaj tu tłumów ani leżaków; to miejsce dla ludzi, którzy chcą poczuć surową atmosferę wybrzeża i zrobić zdjęcia, jakich nie znajdziesz na pocztówkach z Blanes czy Roses.
Jeśli wolisz coś lżejszego i bliżej cywilizacji, przejdź się od ogrodu botanicznego w Blanes w stronę Calella Palafrugell. Ten kawałek Camí de Ronda jest bardziej oswojony - mijasz małe plaże, knajpki i hotele, ale wciąż masz morze po jednej stronie i sosny po drugiej. To dobry wybór, gdy podróżujesz z rodziną albo chcesz połączyć spacer z popołudniowym obiadem w porcie. Nie musisz rezerwować całego dnia, nie potrzebujesz przewodnika - wystarczy mapa atrakcji Costa Brava w telefonie i chęć na ruch na świeżym powietrzu.
Plaże, które nie są pułapką turystyczną - od zatoczek po szerokie piaszczyste pasy
Jeśli myślisz o wakacjach na Costa Brava, pierwsze skojarzenia często prowadzą do tłumów na głównych plażach Lloret de Mar. Tymczasem prawdziwy urok tego wybrzeża kryje się w miejscach, które wymagają odrobiny wysiłku - ale odwdzięczają się spokojem i widokami, jakich nie znajdziesz na folderach biur podróży. Zamiast szturmować centralny punkt w Blanes, skręć w stronę małych zatoczek, zwanych calas. Weź pod uwagę plażę Sa Tuna w okolicy Begur - wąski pas złotego piasku otoczony sosnami i krystalicznie czystą wodą, gdzie zamiast głośnych barów słychać tylko szum fal. To właśnie tam, a nie na komercyjnych odcinkach, poczujesz, czym naprawdę jest katalońskie wybrzeże.
Nie każda plaża musi być dzika. Jeśli potrzebujesz wygody i przestrzeni dla dzieci, postaw na szerokie piaszczyste pasy w Roses lub Empuriabrava. W Roses znajdziesz długą promenadę, a woda jest łagodna i płytka, co docenią rodziny. Empuriabrawa to nie tylko plaża, ale też kanały - możesz wynająć łódkę i zwiedzać okolicę z wody, co jest nietypową atrakcją nawet jak na standardy Costa Brava. Pamiętaj jednak, że w szczycie sezonu, czyli w lipcu i sierpniu, nawet te większe plaże bywają zatłoczone. Dlatego jeśli masz elastyczny grafik, wybierz wczesny czerwiec lub wrzesień - pogoda wciąż dopisuje, a miejscowi wracają do codziennych zajęć, więc plaże pustoszeją.
Aby uniknąć turystycznej pułapki, warto zejść z utartego szlaku między Lloret a Tossa de Mar. Właśnie tam ciągnie się słynny Cami de Ronda - nadmorski szlak pieszy, który łączy zatoczki i ukryte plaże. Spacerując nim, trafisz na Cala Bona czy Cala Giverola, gdzie woda ma intensywnie turkusowy kolor, a jedynym towarzyszem bywa kilku żeglarzy. To zupełnie inne doświadczenie niż leżenie na ręczniku obok setek innych turystów. Pamiętaj tylko o odpowiednim obuwiu - klapki na kamienistych odcinkach to proszenie się o kontuzję.
Jeśli znudzi ci się samo wylegiwanie, Costa Brava ma do zaoferowania coś więcej niż tylko piasek. Po porannej kąpieli w Calella de Palafrugell wsiądź w samochód i jedź do Peratallady - średniowiecznego miasteczka z kamiennymi uliczkami, gdzie czas zatrzymał się kilkaset lat temu. Albo wstąp do ogrodu botanicznego w Blanes, Marimurtra, który zawieszony jest nad samym morzem - to miejsce łączy widoki na wybrzeże z egzotyczną roślinnością. Nawet jeśli nie jesteś fanem muzeów, nie pomijaj Figueres i domu-muzeum Salvadora Dalí - surrealistyczne wnętrza zaskakują nawet tych, którzy zwykle omijają zabytki szerokim łukiem. Na Costa Brava wakacje nad wodą idą w parze z odkrywaniem katalońskiej duszy, która kryje się nie tylko na plaży, ale i w kamiennych murach Girony czy Cadaqués.
Girona, Figueres i Cadaqués: trójkąt, dla którego warto oderwać się od morza
Kiedy słońce nad Costa Brava robi się zbyt ostre, a plażowanie zaczyna nużyć, warto wybrać się w głąb lądu. Girona, Figueres i Cadaqués tworzą trójkąt, który pokazuje, że Katalonia to nie tylko zatoczki i koktajle. Girona zachwyca labiryntem wąskich uliczek i kolorowymi domami nad rzeką Onyar - to miasto, które ma duszę. Możesz spędzić tu pół dnia na spacerze wśród katedralnych schodów, które pamiętają czasy rzymskie, a potem usiąść w jednej z knajpek na żydowskim call i patrzeć, jak świat zwalnia. Nie ma tu tłoku jak w Barcelonie, jest za to autentyczność i spokój, który docenisz po gwarze plaż.
Z Girony do Figueres jedzie się niecałe czterdzieści minut pociągiem. To miasto to jedno wielkie muzeum Salvadora Dalí. Jego Teatro-Museo to nie tylko zbiór obrazów, ale też przestrzeń, która sama w sobie jest dziełem sztuki - od ogromnych jaj na dachu po surrealistyczne instalacje w środku. Nawet jeśli nie jesteś fanem malarstwa, wejdziesz i poczujesz, że ten facet miał pomysł na siebie. Figueres to też dobry przystanek na tapas przed dalszą drogą, bo knajpki wokół muzeum serwują porządne patatas bravas i lokalne wino.
Cadaqués to wisienka na torcie tej wycieczki, ale w pozytywnym sensie. To białe miasteczko nad samym morzem, które Dalí kochał tak bardzo, że wybudował tu dom. Dojazd z Figueres zajmuje około pół godziny krętą drogą przez wzgórza, ale widoki na Cap de Creus wynagradzają każdy zakręt. W Cadaqués czas płynie inaczej - wąskie uliczki, błękitne okiennice i port, przy którym cumują łodzie rybackie. To miejsce idealne na popołudnie z książką i kawą, z dala od komercyjnych kurortów. Jeśli masz siłę, wejdź na wzgórze do kościoła Santa Maria - stamtąd rozciąga się panorama, która zostaje w głowie na długo.
Noclegi 2026: od apartamentów za 250 zł po hotele z widokiem na klif
Wybór noclegu na Costa Brava w 2026 roku to w dużej mierze decyzja między ceną a widokiem, bo jedno z drugim rzadko idzie w parze. Za około 250 zł za dobę znajdziesz przyzwoity apartament w Lloret de Mar lub w Tossa de Mar, zwłaszcza jeśli zarezerwujesz go z wyprzedzeniem, poza głównym sezonem. W tej cenie dostajesz zwykle kuchnię, balkon i lokalizację w odległości 10-15 minut spacerem od plaży. To opcja dla kogoś, kto planuje całe dnie spędzać na zwiedzaniu: na przykład na Camí de Ronda między Calellą a Palafrugell, w ogrodzie botanicznym w Blanes albo w Figueres, w muzeum Dalego. Nocleg traktujesz wtedy jako bazę, a nie cel sam w sobie.
Jeśli jednak szukasz czegoś więcej, warto postawić na hotel położony bezpośrednio na klifie. W Roses, Cadaqués albo w okolicach Cap de Creus znajdziesz miejsca, w których śniadanie jesz z widokiem na zatoczki i błękitną wodę. Cena rośnie wtedy do 400-600 zł za dobę, ale dostajesz za to spokój, prywatny dostęp do małej cali i często basen wkomponowany w skały. W takich hotelach nie chodzi tylko o spanie, ale o samo bycie na miejscu. Widok na morze o poranku, kiedy słońce wstaje nad Empuriabravą albo nad średniowiecznymi murami Pals, robi różnicę między dobrymi wakacjami a tymi, które wspominasz latami.
Co ciekawe, w 2026 roku rosnącą popularnością cieszą się noclegi w małych, średniowiecznych miasteczkach w głębi lądu, jak Peratallada czy okolice Girony. To rozwiązanie dla tych, którzy chcą połączyć plażowanie w Blanes lub na plaży Sa Tuna z wieczornym spacerem po wąskich uliczkach i kolacją w kamiennej knajpie. Ceny są tam niższe niż nad samym morzem, a dojazd do największych atrakcji Costa Bravy - od Barcelony po zabytki w Figueres - zajmuje maksymalnie godzinę. Bezpieczeństwo w regionie stoi na wysokim poziomie, więc nie musisz martwić się o pozostawione w apartamencie rzeczy, nawet jeśli wybierzesz tańszy wariant. Klucz to tylko dobrze wybrać termin: maj, wrzesień albo październik to miesiące, w których dostajesz więcej za te same pieniądze.
Tossa de Mar, Lloret, Blanes - który kurort pasuje do twojego stylu podróży
Tossa de Mar, Lloret i Blanes leżą obok siebie na Costa Brava, ale każde z tych miast ma zupełnie inny charakter. Jeśli planujesz wakacje w Hiszpanii i zastanawiasz się, które wybrzeże będzie dla ciebie najlepsze, kluczowe jest dopasowanie miejsca do własnych oczekiwań. Blanes przyciąga przede wszystkim Ogród Botaniczny Marimurtra - to jedno z najpiękniejszych miejsc na całym wybrzeżu, a spacer po nim zajmie ci co najmniej dwie godziny. Jest tu też spokojna plaża Sa Tuna, choć trzeba uważać, bo sama nazwa bywa mylona z inną zatoczką w okolicy. Z kolei Lloret de Mar to typowy kurort dla osób szukających życia nocnego, tłumów i szerokiej oferty hoteli. Nie brakuje tam zabytków - warto zobaczyć zamek i modernistyczne cmentarze - ale główną atrakcją pozostaje plaża główna i klimat imprezowy.
Jeśli natomiast szukasz czegoś pomiędzy spokojem a rozrywką, Tossa de Mar będzie strzałem w dziesiątkę. To miasto łączy urok średniowiecznej starówki z murami obronnymi i zamkiem na wzgórzu z dostępem do piaszczystych plaż i malowniczych zatoczek. Spacerując po Cami de Ronda, trafisz na widoki, które zapamiętasz na długo - klify, krystalicznie czysta woda i cisza przerywana tylko szumem morza. W Tossie nie ma aż tylu hoteli co w Lloret, ale noclegi są zazwyczaj bardziej kameralne i położone bliżej natury. Dla fanów Salvadora Dalí okolica to gratka - z Tossy łatwo dojechać do Figueres, Cadaqués czy Portlligat, gdzie artysta mieszkał i tworzył.
Costa Brava to jednak nie tylko te trzy miasta. Jeśli masz samochód, koniecznie zjedź w głąb lądu do Peratallady czy Pals - średniowiecznych miasteczek, które zachowały autentyczny klimat. Na samym wybrzeżu warto zahaczyć o Calella de Palafrugell, Roses z widokiem na Cap Creus albo Empuriabravę, znaną z kanałów i jachtów. Każde z tych miejsc oferuje inne atrakcje - od muzeów i parków po dzikie zatoczki dostępne tylko pieszo. Kiedy jechać na Costa Brava? Najlepiej od maja do października, ale jeśli zależy ci na spokoju i niższych cenach noclegów, wybierz wrzesień. Morze jest wtedy jeszcze ciepłe, a plaże mniej zatłoczone. Bezpieczeństwo na Costa Brava stoi na wysokim poziomie, ale jak wszędzie - pilnuj rzeczy na zatłoczonych plażach w Lloret i Blanes.
Jadłospis Costa Brava: co zamówić, gdy masz dość tapas i paelli
Po kilku dniach na Costa Brava talerz z paellą czy miseczka patatas bravas przestają cieszyć. Na szczęście kuchnia Katalonii ma o wiele więcej do zaoferowania, zwłaszcza gdy siedzisz w porcie w Roses albo w knajpce nad zatoczką w Calella Palafrugell. Zamiast standardowych tapas zamów esqueixadę - sałatkę z dorsza, cebuli, pomidorów i oliwek. To lekkie danie idealnie pasuje do upałów, które często towarzyszą wakacjom nad morzem. W Lloret Mar czy Blanes znajdziesz je w barach z widokiem na plażę, a smak jest o niebo świeższy niż rozgrzany olej z frytek.
Jeśli wybierasz się na spacer po Tossa Mar lub Cadaqués, koniecznie spróbuj suquet de peix - gęstej zupy rybnej z ziemniakami i szafranem. To danie, które miejscowi gotują od pokoleń, a w restauracjach przy porcie serwują je w glinianych garnkach. W Figueres, po zwiedzaniu muzeum Dalego, warto zamówić trinxat - placek z ziemniaków, kapusty i boczku, podsmażany na chrupko. To sycąca opcja, gdy po całym dniu oglądania zabytków w Gironie albo spaceru po średniowiecznym Peratalladzie dopada cię głód.
Na deser nie sięgaj po crème brûlée. W Katalonii króluje crema catalana - lżejsza, z cynamonem i skórką cytryny, często podawana w glinianej miseczce. W Empuriabravie czy Pals trafisz na wersję z lokalnym miodem. A jeśli wolisz coś na wynos na plażę Sa Tuna, kup coca de recapte - płaski chleb z pieczoną papryką, bakłażanem i anchois. To lepsze niż kanapka z szynką i nie wymaga lodówki. Po takim jedzeniu nawet długi szlak Cami de Ronda z Lloret do Blanes przejdziesz z uśmiechem.
Logistyka bez stresu: parkingi, busy wodne i wypożyczalnie sprzętu
Zanim wyruszysz na eksplorację zatoczek i miasteczek Costa Brava, warto pomyśleć o logistyce, która uratuje ci nerwy i czas. Największym wyzwaniem bywa zaparkowanie w sezonie. W Lloret de Mar i Tossa de Mar latem znalezienie miejsca na ulicy graniczy z cudem - lepiej od razu celować w płatne parkingi strzeżone (ok. 15-25 zł za dobę) lub w system Park & Ride na obrzeżach Blanes i Roses. W Cadaqués i Calella de Palafrugell sprawa jest jeszcze trudniejsza, bo wąskie uliczki nie wybaczają błędów; zostaw auto na dużym parkingu przy wjeździe do miasta i resztę pokonaj pieszo. Jeśli planujesz zwiedzanie Girony, Figueres czy Pals, szukaj parkingów podziemnych w centrum - kosztują podobnie, ale dają gwarancję miejsca i cienia.
Kluczowym patentem na Costa Brava są busy wodne, które łączą najważniejsze miejscowości i plaże. Z Lloret do Tossa de Mar kursują regularne łodzie (bilet w jedną stronę to ok. 35 zł, rejs trwa 30 minut), a z Roses możesz dopłynąć do Cadaqués i zobaczyć Cap de Creus od strony morza. To oszczędność czasu i szansa na unikalne widoki klifów i zatoczek, które z lądu są niedostępne. W Blanes warto skorzystać z małych promów dowożących turystów do oddalonych cali, jak Cala Sa Tuna - to wygodniejsze niż szukanie parkingu w wąskich uliczkach.
Wypożyczalnie sprzętu wodnego znajdziesz praktycznie na każdej większej plaży. W Lloret i Roses bez problemu wynajmiesz kajak, deskę SUP albo małą motorówkę na godziny (od 50 do 150 zł za godzinę, w zależności od sprzętu). Pamiętaj, że w sezonie (lipiec - sierpień) lepiej rezerwować online dzień wcześniej, bo popularne modele znikają szybko. Jeśli chcesz pływać wzdłuż wybrzeża i odkrywać ukryte groty, wybierz poranek między 8:00 a 10:00 - morze jest spokojniejsze, a słońce nie pali jeszcze tak mocno. Dla rodzin z dziećmi polecam wypożyczenie rowerów wodnych w Empuriabravie, gdzie kanały i spokojna woda dają bezpieczne warunki do zabawy.
7 dni na Costa Brava - gotowy plan, który nie wyciska z ciebie ostatnich sił
Masz przed sobą siedem dni na Costa Brava i chcesz zobaczyć to wybrzeże tak, żeby nie zwariować od przeskakiwania z plaży na parking. Dobra wiadomość: da się to zrobić bez pośpiechu i bez stania w korkach. Plan jest jeden, ale elastyczny - dostosujesz go do pogody i własnego tempa.
Zacznij od Tossa de Mar. To miasto ma to do siebie, że od razu czujesz się jak na wakacjach - wąskie uliczki, stary mur i widok na morze z wieży. Spacerujesz po plaży, potem wchodzisz na wzgórze zamkowe, a po południu idziesz kawałek Camí de Ronda w kierunku Lloret de Mar. Nie musisz iść całego odcinka - wystarczy pierwsze pół godziny, żeby zobaczyć dzikie zatoczki i złapać oddech. Lloret zostaw na wieczór, jeśli masz ochotę na kolację przy plaży i trochę życia. Drugiego dnia jedziesz do Blanes, ale nie na samą plażę - idź do Ogrodu Botanicznego Marimurtra. To miejsce, gdzie rośliny z całego świata schodzą tarasami prosto do morza. Widoki są lepsze niż z niejednego punktu widokowego, a przy okazji masz spokój przed tłumem.
Trzeci dzień to wypad w głąb lądu. Girona jest godzinę drogi od wybrzeża i daje ci zupełnie inny klimat - średniowieczne mury, katedra, mosty nad rzeką. Zjesz tam obiad na starówce i wrócisz przed wieczorem. Kolejne dwa dni możesz poświęcić na północną część Costa Brava. Roses i Cadaqués to już zupełnie inna bajka. W Roses masz szeroką plażę i przystań, ale prawdziwe perełki czekają dalej - Cadaqués, bielone domy i wąskie uliczki, którymi chodził Dalí. Jeśli masz ochotę na coś extra, wstąp do Figueres do muzeum Dalí. Nawet jeśli nie jesteś fanem surrealizmu, sama architektura robi wrażenie. W drodze powrotnej zatrzymaj się w Cap de Creus - to koniec lądu, skały i wiatr, ale widoki są warte przystanku.
Ostatnie dwa dni zaplanuj na luz. Pojedź do Calella de Palafrugell i zobacz, jak wygląda wakacyjne życie bez tłumów. Możesz stamtąd przejść spacerem do Llafranc albo podjechać do Peratallady - średniowiecznej wioski, która wygląda jak plan filmowy. Nie zapomnij o plaży Sa Tuna, małej zatoczce z krystalicznie czystą wodą, gdzie leżysz na skałach zamiast na piasku. Jeśli zostało ci czasu, wpadnij do Empuriabravy - to miasto kanałów, można popatrzeć na jachty i zjeść lody. I pamiętaj: Costa Brava to nie tylko plaże, ale też szlaki, widoki, zabytki i jedzenie. Nie próbuj zaliczyć wszystkiego - lepiej wrócić i zobaczyć więcej, niż zwiedzać na siłę i zapamiętać tylko zmęczenie.