Przejdź do treści
Europa

Klify i zatoki Costa Brava - 10 miejsc, które musisz zobaczyć

Odkryj 10 najlepszych atrakcji Costa Brava: od dzikich klifów i zamków na wodzie po urokliwe zatoki. Sprawdź, co koniecznie zobaczyć na hiszpańskim wybrzeżu.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Zamki na wodzie i klify, od których kręci się w głowie - pierwsze kroki na Costa Brava

Wybrzeże Costa Brava to nie tylko plaże, ale przede wszystkim dzikie klify i zatoczki, które zaskakują na każdym kroku. Zamiast od razu rzucać się w tłum na głównej promenadzie w Lloret de Mar, lepiej zacząć od Camí de Ronda - nadmorskiego szlaku łączącego Blanes z Sant Feliu de Guíxols. Idąc wzdłuż urwisk, zobaczysz prawdziwe oblicze regionu: dzikie plaże, do których nie prowadzi asfalt, i zatoki jak Cala Sa Tuna, gdzie woda ma kolor butelkowej zieleni. W Tossa de Mar zamek na wodzie Vila Vella robi piorunujące wrażenie o wschodzie słońca, kiedy nie ma jeszcze turystów, a fale rozbijają się o mury obronne.

Jeśli masz więcej niż jeden dzień, koniecznie odbij w głąb lądu. Figueres i dom-muzeum Salvadora Dalí to obowiązkowy punkt, ale prawdziwą perełką jest Cadaqués - miasteczko, które malarz uwielbiał za światło i surowość krajobrazu. Stamtąd już rzut beretem do rezerwatu Cap de Creus, gdzie wiatr wygina sosny, a skały przybierają formy rodem z surrealistycznego obrazu. Warto też zajrzeć do Pals lub Peratallady - średniowiecznych miasteczek z wąskimi uliczkami, które zatrzymały się w czasie, i w których nie ma ani jednego sklepu z pamiątkami.

Na koniec dnia polecam Empuriabravę - miasto kanałów, gdzie zamiast samochodów pływają łodzie, a hotele mają bezpośredni dostęp do wody. Jeśli wolisz spokój, wybierz Calella de Palafrugell lub Begur, gdzie znajdziesz małe, rodzinne restauracje z kuchnią katalońską - koniecznie spróbuj suquet de peix (gulaszu rybnego) z widokiem na morze. Costa Brava to nie tylko plaże, ale przede wszystkim kontrasty: od dzikich zatok w rezerwacie po ogród botaniczny Marimurtra w Blanes, gdzie rośliny z całego świata rosną tuż nad klifem. Każda cala, każda ruina zamku i każdy szlak to osobna historia, którą warto odkryć na własnych nogach.

Tossa de Mar bez tłumów - jak trafić na pustą plażę między murami twierdzy

Większość turystów zna Tossa de Mar z pocztówkowych ujęć - złoty piasek, błękit wody i potężne mury Vila Vella górujące nad wybrzeżem. Problem w tym, że w lipcu i sierpniu na głównej plaży trudno zmieścić nawet ręcznik. Jeśli chcesz poczuć magię tego miejsca bez szturchania łokciami, musisz zmienić strategię. Kluczem jest godzina - przyjdź na Playa Gran tuż po szóstej rano, gdy słońce dopiero podbarwia mury na różowo, a morze jest idealnie gładkie. O tej porze masz plażę praktycznie dla siebie, a później zdążysz jeszcze na śniadanie w jednej z kawiarni przy promenadzie.

Alternatywą są mniejsze zatoczki w zasięgu spaceru. Camí de Ronda, szlak biegnący wzdłuż wybrzeża, prowadzi do kilku ukrytych cal, które omijają nawet wycieczkowicze. Cala Pola i Cala Giverola to dzikie, kamieniste plaże otoczone sosnami, gdzie woda jest krystalicznie czysta, a jedyne dźwięki to cykady i uderzające fale. Jeśli wolisz piaszczysty brzeg, kieruj się na południe, w stronę Sant Feliu de Guíxols - tamtejsze plaże są szersze, a ludzi zdecydowanie mniej, zwłaszcza po godzinie siedemnastej.

Sama Tossa ma jednak do zaoferowania więcej niż tylko kąpiele. Wąskie uliczki starego miasta, wchodzące w skład średniowiecznej twierdzy, są warte porannego spaceru, zanim słońce zacznie prać. Wejście na mury kosztuje kilka euro, ale widok z góry na zatokę i okoliczne wzgórza rekompensuje każdą złotówkę. Warto też zajrzeć do Muzeum Miejskiego, gdzie znajduje się niewielka kolekcja prac Salvadora Dalí - artysta bywał tu często, a jego związki z wybrzeżem są silniejsze, niż się powszechnie sądzi.

Jeśli planujesz dłuższy pobyt, rozważ nocleg nie w samym centrum, ale w okolicznych miejscowościach, takich jak Blanes czy Lloret de Mar. Hotele są tam tańsze, a do Tossy dojedziesz autobusem w 20 minut. Dzięki temu unikniesz tłoku na plaży i hałasu do późnej nocy, a jednocześnie będziesz mieć łatwy dostęp do wszystkich atrakcji Costa Brava - od Figueres z muzeum Dalí po dzikie zatoki Cap de Creus.

Szlak Cami de Ronda pieszo - odcinki, które naprawdę warto przejść (i które sobie odpuścić)

Piesze przejście fragmentu Camí de Ronda to jeden z najlepszych sposobów, by zobaczyć prawdziwe oblicze Costa Brava. Ten nadmorski szlak łączy ze sobą plaże, klify i ukryte zatoczki, które z drogi asfaltowej są praktycznie niewidoczne. Nie ma sensu maszerować całej trasy od Blanes do Portbou - nie po to przyjeżdżasz na wakacje, żeby robić sobie przymusowy marsz. Lepiej wybrać konkretne odcinki, które dadzą ci najwięcej satysfakcji przy minimalnym wysiłku.

Najbardziej spektakularny fragment wiedzie z Lloret de Mar do Tossa de Mar. To około dwóch godzin spaceru z widokami, które zapierają dech: z jednej strony morze, z drugiej sosny i dzikie skały. Po drodze trafisz na małe, kamieniste plaże - idealne na przerwę, żeby ochłodzić się w wodzie. Jeśli masz tylko jeden dzień na pieszą wędrówkę, postaw właśnie na ten odcinek. Kończysz w Tossa de Mar, gdzie możesz wejść na ruiny zamku i zjeść obiad z widokiem na zatokę.

Odcinek, który możesz sobie spokojnie odpuścić, to ten między Roses a Cadaqués. Brzmi kusząco, bo prowadzi przez rezerwat przyrody Cap de Creus, ale w praktyce to męcząca trasa po nagrzanych słońcem skałach, bez cienia i bez możliwości zejścia do wody. Zamiast tego wybierz się do Cadaqués samochodem albo autobusem i pospaceruj po miasteczku, które zachwyciło Salvadora Dalí. Sam dom artysty w Portlligat jest tuż obok i warto go zobaczyć - to bardziej intymne doświadczenie niż wielkie muzeum Dalí w Figueres.

Dla miłośników przyrody i spokoju polecam odcinek od Pals do Begur. Prowadzi przez płaskie, piaszczyste plaże i sosnowe lasy, a po drodze mijasz średniowieczne miasteczka, które wyglądają jak żywcem wyjęte z kart historii. Peratallada, z wąskimi uliczkami i kamiennymi domami, to miejsce, gdzie czas naprawdę się zatrzymał. Na koniec dnia możesz zatrzymać się w Empuriabravie - to miasteczko na wodzie, pełne kanałów i jachtów, zupełnie inny klimat niż dzikie plaże Costa Brava.

Tranquil coastal scene with rocky cliffs and calm sea at Sicilì, Italy.
Zdjęcie: merwak. raw

Cadaqués i Cap de Creus - tam, gdzie Dalí ładował baterie i gdzie kończy się asfalt

Cadaqués to jedno z tych miejsc na Costa Brava, które trudno porównać z Lloret de Mar czy Blanes. Białe domy wciskające się w skaliste zbocza, wąskie uliczki bez samochodów i światło, które przyciągało Salvadora Dalí - tu artysta spędzał dzieciństwo i wracał przez całe życie. Właśnie w Cadaqués znajduje się dom, w którym mieszkał z Galą, dziś przekształcony w muzeum Dalí, znacznie kameralniejsze od tego w Figueres. Samo miasto ma specyficzną atmosferę: spokojniejszą, bardziej artystyczną, mniej komercyjną niż sąsiednie kurorty. Jeśli szukasz miejsca, gdzie morze i widoki łączą się z historią, a nie tylko z leżakami i hotelami, trafiłeś idealnie.

Nad każdym, kto wyjedzie z Cadaqués w kierunku półwyspu Cap de Creus, zapada znajome pytanie: dokąd właściwie prowadzi ta droga? Aż do końca. Asfalt urywa się przy latarni morskiej, a przed tobą rozpościera się dziki, wietrzny krajobraz - pierwszy w Hiszpanii morski park przyrody. To tutaj Dalí znajdował inspirację do swoich najbardziej surrealistycznych obrazów: skały powykręcane przez wiatr i sól wyglądają jak z innej planety. Cap de Creus to nie plażowanie, tylko wędrówki. Szlak nadmorski Camí de Ronda prowadzi między ukrytymi zatoczkami, takimi jak Cala Sa Tuna czy dzikie plaże w okolicy Roses. Nie licz na leżaki i bary na każdej cali - właśnie o to chodzi.

Jeśli masz więcej czasu, warto pociągnąć dalej na południe, w stronę Sant Feliu de Guíxols, albo skręcić w głąb lądu, do średniowiecznych miasteczek takich jak Pals, Begur czy Peratallada. To zupełnie inna twarz Katalonii: kamienne uliczki, zamki na wzgórzach, winnice i gaje oliwne. Kontrast między wybrzeżem a wnętrzem jest uderzający - z jednej strony dzikie zatoczki i wiatr, z drugiej ufortyfikowane miasteczka, które przetrwały wieki. Dla miłośników przyrody i widoków to idealne uzupełnienie wakacji nad morzem. Po spacerze w Cap de Creus czy w ogrodzie botanicznym w Blanes nie ma nic lepszego niż kolacja z kuchnią katalońską w jednej z kamiennych knajpek w Peratalladzie.

Girona poza kadrem z serialu - dzielnice, bary i mosty, których nie znajdziesz na pocztówkach

Girona to nie tylko plan filmowy „Gry o tron” i kolorowe domy nad Onyarem. Owszem, katedra robi wrażenie, a mosty Eiffela przyciągają tłumy, ale prawdziwe miasto zaczyna się, gdy zejdziesz z utartego szlaku. Zamiast stać w kolejce do wejścia na schody, skręć w wąskie uliczki żydowskiej dzielnicy El Call. To jedno z najlepiej zachowanych gett w Europie, gdzie labirynt kamiennych przejść i cichych dziedzińców opowiada historię sprzed wieków. Wieczorem, zamiast obiadu na głównym placu, poszukaj barów w okolicy Rambli de la Llibertat. Przy lampce wina i talerzu patatas bravas z lokalnym sosem aioli zobaczysz, jak żyją gironczycy, a nie tylko turyści z aparatami.

Jeśli masz ochotę na widoki bez sztucznego kadrowania, wejdź na mury obronne Passeig de la Muralla. Spacer wzdłuż fortyfikacji daje panoramę miasta, której nie uchwyci żadna pocztówka z kramu. Zobaczysz dachy, wieże i wzgórza w oddali, a przy okazji trafisz na ukryte ogrody i małe tarasy, gdzie można usiąść z książką. Dla odmiany, zejdź nad rzekę i przejdź się mostem Pont de les Peixateries Velles, ale nie po to, by zrobić zdjęcie - poszukaj tabliczek z historią powodzi, które ukształtowały miasto. Girona ma w sobie coś z surowości, której nie znajdziesz w wygładzonych kurortach Costa Brava.

A skoro już jesteś w regionie, nie zamykaj się w jednym mieście. Girona to doskonała baza wypadowa na całe wybrzeże. Godzinę drogi stąd leży Figueres z muzeum Dalí, ale to oczywisty wybór. Lepiej wybierz się do Cadaqués i zobacz dom artysty w Portlligat - to tam, a nie w muzeum, poczujesz jego świat. Albo skieruj się na północ do rezerwatu Cap de Creus, gdzie dzikie plaże i wiatr układają krajobraz jak z surrealistycznego snu. Wracając, zatrzymaj się w Peratalladzie lub Pals - średniowiecznych miasteczkach bez biletów wstępu, z kamiennymi uliczkami i ciszą, która kontrastuje z gwarem Lloret de Mar. Kuchnia katalońska też nie kończy się na paelli - spróbuj suquet de peix (gęstej zupy rybnej) w Sant Feliu de Guíxols albo grilla w Begur. Girona i okolice to nie jeden kadr, a cała seria niespodzianek.

Ukryte calas - 3 zatoki, do których nie prowadzi żaden parking

Znasz to uczucie, gdy na mapie widzisz plażę oznaczoną jako „cala”, a podjazd kończy się szlabanem i dziesiątkami aut zaparkowanych w krzakach? Na Costa Brava da się tego uniknąć, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Trzy zatoki, które opisałem niżej, łączy jedno: nie dojedziesz do nich samochodem. To nie jest wada, tylko największa zaleta.

Pierwsza to Cala S’Alguer niedaleko Cadaqués. Dojście zajmuje około 20 minut ścieżką w dół, ale nagroda jest konkretna - małe kamieniste wybrzeże, przy którym stoją charakterystyczne, białe rybackie domki z niebieskimi oprawami okien. To miejsce jest tak fotogeniczne, że często pojawia się na pocztówkach, a mimo to w sezonie nie ma tam tłoku, bo ludzie odpadają na etapie szukania parkingu w Cadaqués. Dalej na południe, w okolicy Lloret de Mar, ale już poza zasięgiem wzroku masowej turystyki, leży Cala Boadella. To dzika plaża otoczona sosnami, do której prowadzi stromy, piaszczysty szlak. Nie ma tam leżaków, barów ani ratownika - tylko morze i cisza przerywana szumem fal. Idealne miejsce, żeby zapomnieć o hotelowym basenie.

Trzecia propozycja to Cala del Senyor Ramon w rejonie Begur. To maleńka, żwirowa zatoczka ukryta pod klifem, dostępna wyłącznie pieszo z Camí de Ronda. Zejście jest strome i wymaga ostrożności, ale widok na turkusową wodę i formacje skalne Cap de Creus wynagradza trudy. Wokół nie ma żadnej infrastruktury - bierzesz ze sobą wodę, jedzenie i parasol. W zamian dostajesz kawałek wybrzeża, który wygląda tak samo jak sto lat temu. Jeśli szukasz autentycznego kontaktu z przyrodą i chcesz uniknąć plażowych kurortów, te trzy calas są dokładnie tym, czego potrzebujesz. Pakuj wygodne buty i ruszaj na szlak.

Figueres i Pubol - trójkąt Dalego bez kolejki i w godzinę od wybrzeża

Większość turystów na Costa Brava ogranicza się do jednego, obowiązkowego punktu na trasie śladami Salvadora Dalí - Figueres. I słusznie, bo Teatre-Museu Dalí to spektakl sam w sobie. Ale jeśli masz samochód i choć pół dnia więcej, zrobisz sobie pętlę, która da ci znacznie więcej niż zdjęcie pod jajkami na dachu. Z Figueres do Pubol (właściwie to Púbol) jedzie się niespełna 20 minut. To właśnie tam Dalí kupił dla Gali średniowieczny zamek - Gala Dalí Castle w Púbol. I tu jest kluczowa różnica: podczas gdy w Figueres oglądasz spektakl wykreowany przez artystę na pokaz, w Pubol wchodzisz do jego prywatnej, intymnej przestrzeni. Gala mieszkała tu sama, a Dalí mógł ją odwiedzać wyłącznie za pisemnym zaproszeniem. W środku zobaczysz jej suknie, meble, ogród pełen posągów i basen z głową lwa. To miejsce jest znacznie spokojniejsze niż Figueres - rzadko tworzą się tu gigantyczne kolejki, a parking znajdziesz bez problemu.

Figueres to jednak absolutna podstawa, zwłaszcza jeśli przyjeżdżasz z wybrzeża. Z Lloret de Mar, Tossa de Mar, Blanes czy Roses dojedziesz tu w około godzinę autostradą AP-7 (płatna, ale oszczędza czas) lub dłuższą, ale malowniczą drogą krajową przez winnice Empordà. W samym muzeum nie chodzi tylko o obrazy - to totalne dzieło sztuki, od dziedzińca z Cadillakiem po słynną salę Mae West. Bilet normalny kosztuje około 15 euro, ale jeśli planujesz zwiedzać w lipcu lub sierpniu, kup go online z wyprzedzeniem. W sezonie kolejka potrafi ciągnąć się przez pół godziny.

Po obejrzeniu obu miejsc masz jeszcze jeden bonus - możesz wrócić na wybrzeże przez Cadaqués, gdzie Dalí miał swój dom w Portlligat. To już jednak dodatkowa godzina jazdy krętymi drogami przez park Cap de Creus, ale za to widoki, które zapamiętasz na długo. Cały ten trójkąt - Figueres, Pubol i ewentualnie Portlligat - to gotowy plan na jeden dzień z dala od plaż, który nie wymaga wstawania o świcie. A jeśli akurat trafisz na deszczowe popołudnie na Costa Brava, to tym bardziej nie ma nad czym się zastanawiać.

Średniowieczne wioski z kamienia - Pals, Peratallada i Monells na jednej pętli

Jeśli szukasz na Costa Brava miejsca, gdzie czas naprawdę zwalnia, wybierz się na pętlę przez Pals, Peratalladę i Monells. To trzy średniowieczne wioski położone zaledwie kilka kilometrów od siebie, a każda z nich wygląda, jakby wyjęto ją z kart historii. W Pals spacerujesz wąskimi, brukowanymi uliczkami, które prowadzą na wieżę widokową - stąd rozciąga się panorama na pola ryżowe i morze w oddali. To jedno z tych miejsc, gdzie atrakcje nie krzyczą głośno, ale po prostu są: kamienne mury, ciche place i zapach jaśminu z przydomowych ogródków.

Zaledwie 10 minut dalej leży Peratallada, którą miejscowi nazywają „miastem wykutym w skale”. Cała wioska stoi na litej skale, a jej ulice to naturalne szczeliny w kamieniu. Nie ma tu biletów wstępu ani komercyjnych atrakcji - po prostu schodzisz w dół do rynku, siadasz w cieniu pod arkadami i patrzysz, jak życie toczy się tu od wieków. Zamek z suchą fosą robi wrażenie, ale prawdziwą magię czujesz, gdy znikasz w bocznej uliczce i nagle trafiasz na widok na winnice.

Monells, trzecia wioska na trasie, jest mniejsza i spokojniejsza. Jej centralny punkt to plac z kamiennym krużgankiem i studnią - idealne miejsce na kawę po południu. Wszystkie trzy wioski łączy to, że nie ma w nich tłumów jak w Lloret de Mar czy Tossa de Mar. To przeciwieństwo plażowego zgiełku - miejsce, gdzie zwiedzanie zamienia się w spacer bez celu. Jeśli połączysz tę pętlę z wizytą w Figueres u Dalíego lub w rezerwacie Cap de Creus, dostaniesz dzień pełen kontrastów: od dzikich widoków nadmorskich po kameralny spokój katalońskich wiosek.

Lloret de Mar inaczej - ogrody, klify i miejsca, które omijają imprezowicze

Lloret de Mar kojarzy się głównie z głośnymi klubami i plażami pełnymi leżaków. Ale wystarczy skręcić w boczną uliczkę lub podejść kawałek pod górę, żeby odkryć całkiem inne oblicze tego miejsca. Na początek warto wybrać się do Ogrodu Botanicznego Pinya de Rosa, gdzie na zboczach porośniętych kaktusami i egzotycznymi roślinami można spokojnie odetchnąć od kurortowego zgiełku. Stamtąd już blisko na szlak Camí de Ronda, który prowadzi wzdłuż klifów, między ukrytymi zatoczkami i dzikimi plażami, jak Cala Boadella czy Cala Morisca. To właśnie te trasy, a nie deptaki z pamiątkami, pokazują prawdziwe wybrzeże Katalonii.

Jeśli masz ochotę na więcej spokoju i widoków, które zapierają dech, koniecznie zobacz ruiny zamku Sant Joan na wzgórzu nad miastem. Zamek jest częściowo odbudowany, ale to właśnie te stare mury i panoramiczny widok na zatokę robią największe wrażenie, szczególnie o zachodzie słońca. W okolicy znajdziesz też mniej znane, ale równie malownicze miejscowości, jak Tossa de Mar z jej średniowiecznym miasteczkiem na cyplu, czy spokojniejszy Sant Feliu de Guíxols, gdzie nadmorski bulwar tętni życiem, ale bez tłumów.

Dla miłośników przyrody i pieszych wędrówek prawdziwym rajem jest rezerwat przyrody Cap de Creus, który zaczyna się już za Roses i sięga aż do Cadaqués. To dzikie, wietrzne wybrzeże z granitowymi skałami i małymi zatoczkami, gdzie nie ma hoteli ani sklepów, tylko ścieżki i morze. Warto też wjechać na chwilę w głąb lądu, do Girony, albo do Figueres, gdzie w Muzeum Dalí można zobaczyć, jak surrealista przekształcił zwykłe miasto w teatr swoich wizji. A jeśli wolisz klimat średniowiecznych kamiennych uliczek, koniecznie zobacz Peratallada lub Pals, które wyglądają jak żywcem wyjęte z kart historii.

Na koniec dnia, zamiast wracać do zatłoczonego centrum, poszukaj lokalnych tawern w okolicach Begur lub Palafrugell. Kuchnia katalońska to nie tylko paella, ale przede wszystkim świeże ryby, kalmary z grilla, suquet (gęsta zupa rybna) i butelka wina z regionu Empordà. To właśnie te smaki i widoki, a nie głośne kluby, sprawiają, że Costa Brava naprawdę zostaje w pamięci.

Kuchnia, która zostaje w głowie dłużej niż plaża - co zjeść i gdzie za mniej niż 15 euro

Katalonia to nie tylko widoki z Camí de Ronda i dzikie zatoczki wokół Cap de Creus. To też zapach smażonej sepii na plaży w Roses i poranna kolejka po chleb z pomidorem w Lloret de Mar. Jeśli myślisz, że na wakacjach nad Costa Brava najważniejsze jest morze, spróbujesz raz pa amb tomàquet z lokalną kiełbasą butifarrą i zmienisz zdanie. W każdej miejscowości - od Blanes po Cadaqués - znajdziesz bary tapas, gdzie za 10-12 euro dostaniesz talerz ośmiornicy po galicyjsku albo miskę suquet de peix, czyli gęstej rybnej zupy, która smakuje lepiej niż niejeden obiad w hotelu z widokiem na plażę.

W Tossa de Mar i Sant Feliu de Guíxols warto odbić od promenady i wejść w boczne uliczki. Tam, w knajpkach bez widoku na zamek, ceny spadają o jedną trzecią. Obiad dnia (menu del día) kosztuje zwykle 13-14 euro i obejmuje przystawkę, drugie danie, deser i napój. Zazwyczaj dostajesz coś takiego jak grillowane warzywa z romesco, a potem kawałek dorsza w sosie z migdałów. W Figueres po zwiedzaniu muzeum Dalí wpadniesz na butelkę wina z DO Empordà - w supermarkecie zapłacisz za nią 5-6 euro, w restauracji dwa razy tyle, ale nadal taniej niż w Gironie. Jeśli szukasz czegoś bardziej surowego, w Begur i Pals trafisz na małe winnice, które organizują degustacje za 10-15 euro od osoby.

Nie daj się nabrać na turystyczne pułapki przy marinie w Empuriabravie. Zamiast tego idź do Peratallady albo do Palafrugell, gdzie w bodegach serwują esqueixadę - sałatkę z dorsza, pomidorów i cebuli - za jakieś 9 euro. W Calella de Palafrugell i Cala Sa Tuna znajdziesz też stoiska z empanadami i lokalnymi serami. Prawdziwą perełką jest domowe crema catalana w małej piekarni w Roses, którą zapamiętasz dłużej niż widok z zamku w Tossa. Kuchnia katalońska na Costa Brava nie potrzebuje gwiazdek Michelin - wystarczy otwarty umysł i 15 euro w kieszeni.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski