Czy all inclusive w Hurghadzie to pułapka smaku, czy da się tam dobrze zjeść
Wielu turystów wybiera Hurghadę właśnie przez all inclusive. W hotelowym bufecie znajdziesz wszystko - makarony, frytki, grillowane kurczaki i budyń w trzech kolorach. Tylko że to nie ma nic wspólnego z Egiptem. Po tygodniu jedzenia tych samych sosów i odgrzewanych zapiekanek zaczynasz myśleć, że egipska kuchnia to mit. A prawda jest taka, że wystarczy wyjść za bramę resortu, żeby odkryć kompletnie inny świat smaków. Hurghada jako miasto żyje jedzeniem, i to nie tylko na potrzeby turystów.
Jeśli chcesz zjeść coś autentycznego, zapomnij o restauracjach przy marinie z widokiem na jachty. Tam zapłacisz jak w Warszawie, a dostaniesz mrożone ryby z patelni. Prawdziwe życie toczy się w lokalach przy ulicach El Nasr i Sheraton Street, gdzie Egipcjanie jedzą koshari, ta’amiyę i ful medames. Koshari, czyli mieszanka ryżu, makaronu, soczewicy i cebuli w sosie pomidorowym, kosztuje tu równowartość 5-10 złotych. To sycące, wegetariańskie danie, które jada się na śniadanie, obiad i kolację. Jeśli wolisz coś z mięsa, shawarma i kofta z grilla to standard, a do tego zawsze dostajesz aish baladi - płaski chleb pieczony na miejscu.
Największym zaskoczeniem bywają owoce morza. Morze Czerwone dostarcza świeże ryby, kalmary i krewetki, które w portowej dzielnicy Ad-Dahar przyrządzają na twoich oczach. Wybierasz sztuki z lady, mówisz, jak chcesz je mieć - grillowane, smażone, w zupie - i za 30-40 złotych jesz kolację z widokiem na kutry. To zupełnie inny poziom niż hotelowe krewetki odgrzewane z mrożonki. Do tego kawa egipska, gęsta i z kardamonem, albo desery egipskie, na przykład basbousa z kaszy manny nasączona syropem. Warto też spróbować ful medames na śniadanie - to duszona bób z oliwą, cytryną i czosnkiem, który Egipcjanie traktują jak narodowe danie.
Oczywiście trzeba uważać na bezpieczeństwo i transport. Nie jedz w miejscach, gdzie mijasz się z tłumem turystów wchodzących do autokarów - to przeważnie turystyczne pułapki. Sprawdź lokalne budżetowe knajpki, które wyglądają na obskurne, ale mają kolejkę miejscowych. Jeśli boisz się problemów żołądkowych, wybieraj dania podawane na gorąco i świeżo smażone. Hurghada to nie tylko all inclusive - to miasto, w którym jedzenie opowiada historię handlu, przypraw i pustyni. Wystarczy przestać bać się ulicy.
Ryby i owoce morza prosto z kutra, czyli gdzie w Hurghadzie pachnie Morzem Czerwonym
Kiedy zjesz już do syta koshari, ta’amiyi i ful medames, czas spróbować tego, czym Hurghada stoi od strony morza. Ryby i owoce morza to tutaj podstawa lokalnej kuchni, a ich świeżość przebija wszystko, co możesz znać z europejskich knajp. Większość popularnych restauracji w mieście serwuje je w dwóch wariantach: na wynos z prostych budek lub na miejscu, z widokiem na port. Jeśli szukasz autentycznego smaku Morza Czerwonego, omijaj hotele all inclusive i kieruj się w stronę targu rybnego albo knajpek w dzielnicy El Dahar.
To właśnie tam, przy straganach pełnych lodów i srebrzących się tuńczyków, możesz wybrać sobie świeżą rybę, a kucharz za kilka złotych usmaży ci ją na poczekaniu. Ceny są o połowę niższe niż w turystycznych dzielnicach, a smak nieporównywalnie lepszy. Popularne dania to grillowane filety z pargo lub krewetki w czosnku, ale prawdziwą perełką jest cała ryba zapiekana w soli - podaje się ją prosto z pieca, z chrupiącą skórką i delikatnym miąższem w środku. Do tego obowiązkowo aish baladi, czyli egipski chleb, i sałatka z tahini.
Jeśli chcesz połączyć jedzenie z wyjątkową atmosferą, wybierz restaurację na nabrzeżu w Marina Boulevard. Tam siedzisz przy stoliku, a pod nogami masz jachty i łodzie, które kilka godzin wcześniej przywiozły dzisiejsze połowy. W takich miejscach znajdziesz też egipskie specjały z mięsa, na przykład koftę czy shawarmę, ale to ryby są tu główną atrakcją. Ceny są wyższe niż na targu, ale wciąż rozsądne - za solidną porcję ryby z dodatkami zapłacisz około 60-80 złotych.
Pamiętaj o jednej ważnej wskazówce: sprawdź, czy restauracja ma widoczną lodówkę z rybami na lądzie. Jeśli nie, lepiej poszukaj innej. Lokalne knajpki często serwują to, co akurat złowiono, więc menu zmienia się z dnia na dzień. Dzięki temu każde wyjście na miasto to nowa kulinarna przygoda, a Ty możesz spróbować świeżych smaków, których nie znajdziesz w żadnym hotelowym bufecie.
Egipskie śniadanie poza hotelem - ful, taameya i co jeszcze na ulicach miasta
Zamiana all inclusive na poranne wyjście poza hotel to jedna z najlepszych decyzji, jakie możesz podjąć w Hurghadzie. Owszem, bufet serwuje wszystko, czego dusza zapragnie, ale prawdziwy poranny Egipt zaczyna się na ulicy, gdzie zapach smażonego na głębokim oleju ciasta miesza się z aromatem kawy i pyłem znad Morza Czerwonego. Zamiast omleta z jajek w proszku, dostajesz tu talerz ful medames - gęstej pasty z bobu, polanej oliwą, cytryną i kuminem, do której podaje się aish baladi, czyli płaski chleb wypiekany w glinianym piecu. To danie to kwintesencja kuchni egipskiej, sycące, tanie i dostępne dosłownie na każdym rogu. Obok niego zawsze czeka ta’amiya, czyli egipski falafel z bobu, o wiele lżejszy i bardziej puszysty od swojego ciecierzycowego kuzyna.
Nie daj się zwieść myśleniu, że street food w Hurghadzie to wyłącznie budżetowa opcja dla backpackerów. Wręcz przeciwnie, lokalne jadłodajnie często serwują świeże produkty, które trafiają na stół kilka godzin po wyłowieniu z Morza Czerwonego. Jeśli szukasz czegoś bardziej mięsnego, shawarma z soczystą jagnięciną lub wołowiną, zawinięta w cienki placek z dodatkiem kiszonek i sosu tahini, jest tu przygotowywana na oczach klienta, a jej smak bije na głowę wszystko, co znajdziesz w hotelowym bufecie. Pamiętaj tylko o jednej rzeczy: wybieraj miejsca, gdzie widzisz stały ruch. Pusta restauracja w porze lunchu to zły znak. Im więcej turystów i Egipcjan ustawia się w kolejce, tym większa szansa, że mięso i ryby są dzisiejsze, a nie wczorajsze.
Bezpieczeństwo kulinarne w Hurghadzie to kwestia zdrowego rozsądku. Unikaj surowych sałat, które mogły być myte wodą z kranu, ale nie bój się gorących potraw. Koshari, czyli makaron z ryżem, soczewicą i ostrym sosem pomidorowym, to jedno z najpopularniejszych dań ulicznych, które podaje się w setkach budek. Jest tanie, sycące i całkowicie bezpieczne, bo wszystko jest gotowane na miejscu. Do picia wybieraj herbatę z miętą (shai bi nana) lub kawę egipską, która jest gęsta i słodka jak syrop. Woda butelkowana to podstawa, ale w lokalach z dużym obrotem lód do napojów często pochodzi z fabrycznie zamkniętych worków, więc nie panikuj, gdy kelner wrzuci kilka kostek do szklanki. Transport między hotelem a miastem to zwykle kilka minut taksówką, a widok na Morze Czerwone podczas porannego posiłku na ulicy to widok, który zapamiętasz na dłużej niż jakikolwiek obiad w klimatyzowanej sali.
Koshari, molokhia i mahshi - 5 dań, bez których nie opuszczaj Egiptu

Kiedy przekroczysz próg swojej hurghadzkiej restauracji albo zatrzymasz się przy ulicznym straganie, pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolor i zapach. Ale zanim sięgniesz po coś znajomego, daj szansę koshari. To danie to esencja egipskiej kuchni - makaron, ryż, soczewica i ciecierzyca, wszystko polane ostrym sosem pomidorowym i posypane chrupiącą cebulką. Za jakieś 15-20 funtów dostajesz miskę, która nasyci cię na pół dnia. W Hurghadzie znajdziesz je w lokalnych jadłodajniach, z dala od hotelowych bufetów. All inclusive ma swoje zalety, ale prawdziwe smaki miasta są poza jego murami.
Jeśli masz ochotę na coś bardziej sycącego, poszukaj molokhii. To zupa z liści juty, często podawana z mięsem drobiowym albo królikiem. Ma konsystencję gęstego, lekko śliskiego kremu, a smak - zielony, ziemisty, z dodatkiem czosnku i kolendry. Egipcjanie jedzą ją z ryżem i kawałkami aish baladi, czyli lokalnego chleba. W Hurghadzie spróbujesz jej w restauracjach przy ulicy Sheraton albo w okolicy starego miasta. Uważaj tylko - molokhia nie lubi długiego stania, więc jedz od razu. Do tego warto wziąć mahshi, czyli nadziewane warzywa - paprykę, bakłażana, liście winogron. Farsz to mieszanka ryżu, ziół i czasem mielonego mięsa. To danie wymaga cierpliwości, bo przygotowanie go w domu trwa godzinami, ale w egipskich restauracjach dostajesz gotową porcję za około 30-40 funtów.
Nie zapomnij też o śniadaniu na mieście. Ful medames i ta’amiya to klasyki. Fasola gotowana na gładko z oliwą, cytryną i kminem, a obok falafel z bobu, nie z ciecierzycy. W Hurghadzie znajdziesz je w małych budkach w okolicy targu rybnego albo na przedmieściach. Za kilka funtów dostajesz porcję zawiniętą w chleb. A jeśli wolisz mięso, shawarma i kofta są wszędzie - na ulicy El Nasr i przy marinie. Kofta to mielone mięso z cebulą i przyprawami, pieczone na ogniu. Podają ją z chlebem, sałatką i tahini. Shawarma w Egipcie ma lżejszy sos niż ta w Europie - więcej cytryny, mniej majonezu.
Na koniec dnia, zwłaszcza po całym dniu nad Morzem Czerwonym, warto usiąść w restauracji z widokiem na port albo na przystań. Owoce morza w Hurghadzie to osobna historia - świeże ryby, krewetki, kalmary, wszystko z grilla albo w pikantnym sosie. Ceny wahają się od 80 do 150 funtów za porcję, w zależności od miejsca. Unikaj tych przy samym deptaku turystycznym - zapłacisz więcej, a jakość będzie przeciętna. Lepiej sprawdzić lokalne adresy polecane przez mieszkańców. Do tego kawa egipska, gęsta, z kardamonem, i deser - na przykład basbousa z semoliny albo om ali, czyli budyń z ciasta filo i orzechów. Bez tych smaków twoja podróż do Egiptu będzie niekompletna.
Street food w Hurghadzie bez rewolucji żołądkowych - co, gdzie i za ile
Większość turystów w Hurghadzie pierwszy kontakt z lokalnym jedzeniem ma w hotelu all inclusive. I to błąd, bo prawdziwe egipskie smaki znajdziesz na ulicy, a nie przy bufetowej linii z pizzą i frytkami. Owszem, ostrożność przy street foodzie ma sens, ale jeśli wiesz, gdzie i co zamówić, ryzyko rewolucji żołądkowej spada prawie do zera. Zacznij od koshari - to narodowe danie Egiptu, które w Hurghadzie dostaniesz za 20-30 funtów (około 5 zł). Makaron, ryż, soczewica, ciecierzyca i smażona cebula polane ostrym sosem pomidorowym i czosnkowym. Sycące, tanie i bezpieczne, bo składniki są gotowane na miejscu, a kolejka Egipcjan przed budką to najlepsza rekomendacja.
Jeśli masz ochotę na mięso, szukaj straganów z shawarmą lub koftą. Mięso jest grillowane na twoich oczach, więc widzisz, co trafia na talerz. Za porcję shawarmy w picie zapłacisz 30-40 funtów. Uważaj tylko na sosy - majonez czy tahini w upale szybko się psują, dlatego lepiej doprawić danie cytryną i ostrą papryką z dozownika. Do tego koniecznie weź aish baladi - egipski chleb wypiekany w glinianym piecu, który smakuje jak połączenie pity i podpłomyka. Za grosze (2-3 funty) dostaniesz go na każdym rogu, a jest o niebo lepszy od hotelowego pieczywa.
Poranki w Hurghadzie to czas na ful medames i ta’amiya. Ful, czyli duszony bób z oliwą i kminkiem, jada się na śniadanie od tysięcy lat. Ta’amiya to egipski falafel z bobu (nie z ciecierzycy) - lżejszy i bardziej puszysty niż ten znany z Izraela. Znajdziesz je w małych budkach w dzielnicy Ad-Dahar, z dala od promenady, gdzie ceny są wyższe dla turystów. Za zestaw z kilkoma kulkami ta’amiya, chlebem i sałatką zapłacisz 15-20 funtów. Pamiętaj tylko o jednym: nie pij wody z kranu, nawet w formie lodu w napojach. Wszystkie owoce i warzywa, które jesz na surowo, powinny być obrane lub umyte wodą butelkowaną.
Wieczorem warto sprawdzić ulicę Sheraton Road, gdzie między sklepami z pamiątkami kryją się małe, lokalne knajpki. Nie daj się skusić neonowym szyldom z napisem „seafood” - świeże ryby i owoce morza z Morza Czerwonego najlepiej smakują w miejscach, gdzie menu jest napisane odręcznie na tablicy, a nie wydrukowane w trzech językach. Za porcję grillowanej ryby z ryżem zapłacisz 60-80 funtów. Do deseru weź basbusę (ciasto z semoliny nasączone syropem) albo kawę egipską - gęstą, słodką i zaprawioną kardamonem. To nie jest kawa na wynos w papierowym kubku. Pijesz ją powoli, patrząc na zachód słońca nad Morzem Czerwonym. I wtedy rozumiesz, po co w ogóle wyjeżdżasz z hotelu.
Grill po egipsku - jak kofta i kebab smakują w lokalnych knajpach z dymem
Kofta i kebab na egipskim grillu to zupełnie inna liga niż to, co znasz z europejskich budek. W Hurghadzie mięso mielone na koftę robi się z mieszanki wołowiny i jagnięciny, doprawionej natką pietruszki, cebulą i kuminem. Formują je na długich, płaskich szpadlach i pieką nad żarem z drewna akacjowego. Dym z tego drewna nadaje charakterystyczny, lekko słodkawy posmak. Kebab z kolei, czyli cienko krojone plastry marynowane w jogurcie i czosnku, często serwują w lawaszu z dodatkiem pikantnej pasty z papryki. Jeśli trafisz do knajpy na przedmieściach, przy trasie do El Gouny, zobaczysz otwarte palenisko na środku lokalu. Goście sami podchodzą i wybierają kawałek mięsa, a właściciel kroi je na oczach wszystkich.
Lokalne knajpy z dymem, zwane po arabsku „grill house”, znajdziesz głównie przy ulicy Sheraton w dzielnicy Ad-Dahar. To nie są miejsca dla turystów z hoteli all inclusive - przychodzą tu Egipcjanie po solidny obiad za 60-80 funtów. W porównaniu do restauracji w kurorcie, gdzie dania są przystosowane do łagodniejszych podniebień, tutaj dostajesz ostrą, intensywną wersję. Do kofty podają aish baladi, czyli placek pszenny, i miskę tahiny z cytryną. Warto też zamówić grillowaną koftę z dodatkiem bakłażana i pomidorów zapiekanych na tej samej płycie.
Z dymem kojarzy się też shawarma, ale w Egipcie robią ją inaczej niż w Libanie. Mięso kręcone na pionowym rożnie kroi się nożem, a potem podsmaża jeszcze na patelni z masłem i czosnkiem. W jednej z budek przy marinie w Hurghadzie spróbujesz shawarmy z dodatkiem frytek i sosu mango - to lokalny wynalazek, który podbija podniebienia turystów. Cena to około 50 funtów za porcję, czyli mniej niż kawa w hotelowym lobby.
Pamiętaj o jednym: mięso w lokalnych knajpach jest świeże, bo rotacja towaru jest ogromna, ale jeśli masz wrażliwy żołądek, unikaj miejsc, gdzie kebab leży na blacie dłużej niż godzinę. Lepiej wybrać lokal, w którym widzisz ogień i dym - to znak, że jedzenie robią na bieżąco. Transport w Hurghadzie to głównie taksówki bez licznika, więc za przejazd z hotelu do Ad-Dahar zapłacisz około 30 funtów. Warto sprawdzić, czy knajpa ma otwartą kuchnię - wtedy masz pewność, że mięso nie pochodzi z przemysłowej mieszanki.
Restauracje z widokiem na marinę - gdzie talerz łączy się z zachodem słońca
Kiedy all inclusive w hurghadzie zaczyna nużyć, a hotelowe bufety przestają zaskakiwać, warto wybrać się na kolację do jednej z restauracji w marinie. To miejsce, gdzie egipskie smaki serwowane są z widokiem na jachty i zachodzące nad Morzem Czerwonym słońce. Nie chodzi tylko o romantyczny klimat - lokalne knajpki przy wodzie często oferują świeże ryby i owoce morza złowione tego samego dnia, czego w hotelu po prostu nie dostaniesz. Możesz sam wybrać kawałek tuńczyka, krewetki czy filet z lucjana, a kucharz przyrządzi go na grillu prosto przed tobą.
Jeśli jednak masz ochotę na coś lżejszego i tańszego, nie szukaj drogich lokali dla turystów. W bocznych uliczkach odchodzących od mariny znajdziesz małe budki i knajpki serwujące autentyczny street food. Za kilka egipskich funtów kupisz koshari - sycącą mieszankę ryżu, makaronu, soczewicy i cebulki polanej ostrym sosem pomidorowym. To danie jest tak popularne, że Egipcjanie traktują je jak narodowy comfort food. Rano z kolei sprawdź ta’amiya, czyli egipskie falafele z bobu, i ful medames - duszony bób z oliwą i cytryną, podawany z płaskim chlebem aish baladi.
W marinie znajdziesz też lokale, które łączą widok z bardziej mięsną kuchnią. Shawarma zawijana na miejscu z soczystej wołowiny czy kofta z grilla to pozycje, które zadowolą nawet tych, którzy nie przepadają za rybami. Pamiętaj tylko o jednej praktycznej wskazówce: zanim usiądziesz, zawsze sprawdź menu z cenami przy wejściu. W miejscach z widokiem ceny potrafią być zawyżone, a rachunek za kolację dla dwojga może przyprawić o zawrót głowy, zwłaszcza jeśli zamówisz owoce morza. Lepiej zapytać z góry o wagę ryby i koszt przygotowania.
Na deser koniecznie spróbuj czegoś słodkiego - kunafy czy basbousy nasączonej syropem. A do tego poproś o kawę egipską, parzoną z kardamonem. Siedząc na tarasie, czując bryzę z morza i obserwując, jak światła mariny odbijają się w wodzie, zrozumiesz, dlaczego to właśnie ta okolica jest kulinarnym sercem miasta. To nie tylko jedzenie - to podróż smaków, której nie znajdziesz w żadnym hotelowym menu.
Wegańskie lądowanie w Egipcie - zaskakujące opcje bez mięsa w Hurghadzie
All inclusive w Hurghadzie kusi bufetami z frytkami i makaronem, ale prawdziwa egipska kuchnia zaczyna się poza hotelem. Nawet jeśli na co dzień jesz mięso, warto oderwać się od basenu i sprawdzić, co miasto ma do zaoferowania w wersji wegańskiej. Lokalne jedzenie opiera się na roślinach strączkowych, warzywach i ziołach, więc nie będziesz głodny. Wręcz przeciwnie - odkryjesz smaki, które na co dzień umykają turystom z wykupionym pakietem.
Podstawą jest koshari, czyli mieszanka ryżu, makaronu, soczewicy i ciecierzycy, polana pikantnym sosem pomidorowym i posypana prażoną cebulką. To danie za kilka funtów, które znajdziesz w każdej budce na ulicy. W Hurghadzie polecam małą restaurację przy trasie Sheraton Road, gdzie koshari robią na oczach klientów z parujących kotłów. Do tego obowiązkowo ta’amiya - egipskie falafele z bobu, dużo bardziej wilgotne i aromatyczne niż te, które znasz z europejskich barów. Sprzedają je w bułce aish baladi z pastą tahini i sałatką, idealne na szybki lunch między plażowaniem.
Poranki w Hurghadzie warto zacząć od ful medames - duszonego bobu z czosnkiem, cytryną i kuminem, podanego z chlebem. To śniadanie robotników i taksówkarzy, ale też najlepszy dowód na to, że lokalne jedzenie nie potrzebuje mięsa, by być sycącym. Jeśli masz ochotę na coś bardziej wytrawnego, shawarma w wersji warzywnej jest rzadkością, ale w kilku miejscach zamiast kofty dostaniesz grillowane bakłażany i paprykę. Za to desery egipskie to już czysta przyjemność - basbousa z kaszy manny nasączona syropem różanym, a do tego kawa egipska z kardamonem, którą pijesz jak małe espresso.
Pamiętaj o bezpieczeństwie - unikaj lodu w napojach i myj owoce wodą butelkowaną. Transport po mieście to głównie taksówki bez licznika, więc ustal cenę przed wejściem. Jedzenie na ulicy jest bezpieczne, jeśli wybierasz miejsca pełne Egipcjan. W Hurghadzie nad Morzem Czerwonym nie musisz wydawać fortuny, żeby dobrze zjeść. Wystarczy wyjść z hotelu, skręcić w boczną uliczkę i poszukać miejsca, gdzie para z kuchni miesza się z dymem papierosów i głosami sprzedawców. To właśnie ta atmosfera sprawia, że podróż nabiera smaku.
Słodkie zakończenie dnia - od basbousy po umm ali, desery warte każdego funta
Po sycącym dniu pełnym kulinarnych odkryć w Hurghadzie przychodzi czas na deser. I tutaj kuchnia egipska wcale nie zwalnia tempa. Wiele osób myśli, że poza chałwą czy baklawą nie ma tu nic ciekawego, a to duży błąd. W lokalnych restauracjach, ale też w mniej oczywistych miejscach przy głównych ulicach miasta, znajdziesz desery, które naprawdę zapadają w pamięć. Jeśli masz dość hotelowego all inclusive i szukasz czegoś autentycznego, koniecznie sprawdź basbousę. To wilgotne ciasto z kaszy manny nasączone syropem, często z dodatkiem wiórków kokosowych lub migdałów. Jest słodkie, ale nie przesłodzone, a jego konsystencja to połączenie delikatności i lekkiej chrupkości. W Hurghadzie podają je w niewielkich porcjach, co pozwala cieszyć się smakiem bez przesytu.
Drugim deserem, który warto spróbować, jest umm ali. To egipski pudding chlebowy z rodzynkami, kokosem i orzechami, zapiekany z mlekiem i śmietanką. W odróżnieniu od basbousy jest bardziej kremowy i sycący. Często serwują go w restauracjach serwujących kuchnię egipską, ale trafisz na niego też w kawiarniach przy marinie, gdzie wieczorny widok na Morze Czerwone robi swoje. Cena takiego deseru to zwykle 30-50 funtów egipskich, czyli mniej więcej 5-8 złotych. Za tę kwotę dostajesz porcję, która spokojnie wystarczy dla dwóch osób, zwłaszcza po obfitym posiłku złożonym z kofty, koshari czy shawarmy.
Pamiętaj, że w Egipcie słodycze są generalnie bardzo tanie, jeśli omijasz miejsca nastawione wyłącznie na turystów. W małych piekarniach i lokalnych budkach ze street foodem znajdziesz też aish baladi w wersji na słodko, posypany cukrem i cynamonem. Nie spodziewaj się jednak wyrafinowanych deserów w stylu europejskim - egipskie słodkości są bezpośrednie, pełne aromatu i często zaskakująco proste. To właśnie w tej prostocie tkwi ich siła. Jeśli chcesz poczuć prawdziwy klimat miasta, zamów kawę egipską z kardamonem i do tego kawałek basbousy. Taki zestaw kosztuje około 20 funtów, a daje ci chwilę prawdziwego wytchnienia po dniu pełnym wrażeń. Wskazówka na koniec: unikaj deserów w hotelowych bufetach - te serwowane w mieście, w towarzystwie widoku na Morze Czerwone i lokalnych dźwięków, smakują zupełnie inaczej.
Kawa po egipsku i herbata na ulicy - gdzie w Hurghadzie usiądziesz jak miejscowy
Kawa w Hurghadzie to zupełnie inny rytuał niż espresso na wynos, które znasz z Polski. Jeśli chcesz poczuć się jak miejscowy, odpuść hotelowe bary all inclusive i wyjdź na ulicę. W Alejach Korsarzy albo przy bazarze w centrum miasta znajdziesz małe, często rodzinne lokale, gdzie kawę parzy się w tygielku na piasku. To tak zwana kawa po egipsku - gęsta, intensywna, z kardamonem, podawana w maleńkiej filiżance bez uchwytu. Nie spodziewaj się pianki ani latte art; to czysta, surowa przyjemność.
Jeszcze bardziej lokalnym doświadczeniem jest herbata. Sprzedawcy na ulicy, często z wielkim czajnikiem na tacy, nalewają ją do szklanek z miętą i ogromną ilością cukru. Taka herbata kosztuje grosze, a otaczająca atmosfera - gwar targowiska, zapach przypraw i dymu z grilla - jest bezcenna. To właśnie w takich miejscach, a nie w restauracjach dla turystów, zobaczysz prawdziwe miasto. Nie bój się siadać na plastikowych krzesłach obok straganów z owocami morza; to normalne.
Wielu podróżnych wpada w pułapkę all inclusive, ale prawda jest taka, że poza hotelami czeka cię kulinarna przygoda. W dzielnicy Ad-Dahar, gdzie życie toczy się własnym rytmem, znajdziesz knajpki serwujące ful medames na śniadanie albo ta’amiya jako szybki, uliczny posiłek. Do tego aish baladi - egipski chleb, który jesz z każdym daniem. Kawę czy herbatę możesz zamówić nawet w sklepie z shawarmą; nikt nie spojrzy na ciebie krzywo. Wskazówka: jeśli chcesz sprawdzić, gdzie jedzą miejscowi, szukaj lokali bez widoku na morze, ale za to z kolejką Egipcjan. Tam smaki są prawdziwe, a ceny - przyjazne dla budżetu. Transport? Spacerem albo taksówką za kilka złotych - całe miasto jest w zasięgu ręki.