Przejdź do treści
Wakacje Nad Morzem

Styczeń 2026: 10 najcieplejszych kierunków na zimowe wakacje

Szukasz pomysłu na ciepłe wakacje w styczniu 2026? Poznaj 10 najlepszych kierunków, gdzie słońce grzeje naprawdę, a nie tylko udaje.

Pozdrowienia z: Wakacje Nad Morzem Par avion

Gdzie w styczniu jest naprawdę ciepło - bez oszukiwania na wyspach kanaryjskich

Styczeń potrafi dać w kość, zwłaszcza gdy za oknem szarość i mróz. Wtedy pojawia się myśl: może na tydzień gdzieś, gdzie słońce grzeje naprawdę, a nie tylko udaje? Większość od razu poleci Wyspy Kanaryjskie, bo niby blisko i bezpiecznie. Tylko że w styczniu na Teneryfie czy Gran Canarii temperatura powietrza oscyluje wokół 20-22 stopni, a woda ma około 19. Na plaży leżakować można, ale do kąpieli trzeba się zmuszać, chyba że ktoś lubi orzeźwienie. Nie ma co udawać, że to pełnoprawne tropiki. Jeśli szukasz czegoś, gdzie wchodzisz do morza bez dreszczy, musisz spojrzeć dalej.

Prawdziwe ciepło w styczniu znajdziesz tam, gdzie lato trwa cały rok. Tajlandia, konkretnie Phuket i okolice, oferuje wtedy suchą porę z temperaturami w okolicach 30 stopni i wodą jeszcze cieplejszą. Podobnie Dominikana i Punta Cana - pogoda jest stabilna, słońce pewne, a all inclusive działa na pełnych obrotach. Zanzibar też nie zawodzi, choć trzeba liczyć się z tym, że styczeń to tam szczyt sezonu, więc ceny idą w górę. Jeśli wolisz coś między Afryką a Bliskim Wschodem, Egipt, a zwłaszcza Marsa Alam, daje przyzwoite 25 stopni w dzień i Morze Czerwone nagrzane do 23-24. To wciąż bezpieczniejsza opcja niż Kanary, zwłaszcza gdy zależy ci na pływaniu.

Z kolei Meksyk, a szczególnie Cancún i Riviera Maya, to w styczniu prawdziwy raj dla kogoś, kto chce połączyć plażowanie ze zwiedzaniem. Temperatura powietrza sięga 28 stopni, woda jest przyjemnie ciepła, a do tego masz dostęp do kultury Majów i dżungli. Zjednoczone Emiraty Arabskie, czyli Dubaj i okolice, to z kolei wybór dla tych, którzy wolą suchy, pustynny klimat z temperaturą w okolicach 24 stopni. Woda w Zatoce Perskiej ma około 22 stopnie, więc kąpiel jest możliwa, ale bez szału. No i jest jeszcze opcja last minute: czasem w styczniu trafisz wyjazd do Dominikany czy Tajlandii w cenie niższej niż standardowa oferta na Kanarach. Warto sprawdzić, bo różnica w komforcie bywa ogromna, a urlop zimą ma sens tylko wtedy, gdy faktycznie czujesz to ciepło na własnej skórze.

Tajlandia bez tłumów - dlaczego styczeń to ostatni moment przed chińskim nowym rokiem

Styczeń w Tajlandii to jeden z tych momentów, kiedy pogoda gra na twoją korzyść, a plaże jeszcze nie pękają w szwach. Temperatura powietrza oscyluje w okolicach 30 stopni, woda w morzu ma przyjemne 27-28°C, a wilgotność jest niższa niż w miesiącach letnich. To oznacza, że słońce grzeje, ale nie dusi - idealne warunki, żeby spędzić cały dzień na piaszczystych plażach Phuket albo zwiedzać zabytki bez oblewania się potem.

Kluczowa różnica między styczniem a lutym czy marcem tkwi w tłumach. Chiński Nowy Rok, który wypada najczęściej pod koniec stycznia lub na początku lutego, ściąga do Tajlandii setki tysięcy turystów z Azji. Ceny hoteli szybują wtedy w górę, a na popularnych plażach w Krabi czy na Koh Samui ciężko znaleźć wolny leżak. Dlatego jeśli myślisz o zimowym urlopie w tym egzotycznym kierunku, pierwsze trzy tygodnie stycznia to ostatni moment, żeby złapać spokój i niższe ceny.

Co ciekawe, Tajlandia w styczniu oferuje coś więcej niż tylko all inclusive przy basenie. Owszem, kurorty na wyspach jak Phuket czy Koh Phi Phi są świetnie przygotowane na turystów, ale warto wyjść poza resort. W styczniu możesz bez problemu popłynąć na jednodniowe wycieczki do Zatoki Phang Nga albo zobaczyć dzikie małpy w dżungli na Koh Samui. Pogoda sprzyja też nurkowaniu - widoczność pod wodą jest wtedy najlepsza w roku. Jeśli więc szukasz miejsca, które łączy ciepło, słońce i autentyczną kulturę bez stania w kolejkach, styczeń w Tajlandii to strzał w dziesiątkę. Sprawdź tylko, czy twoje terminy nie wchodzą w okres chińskiego nowego roku - różnica w cenie i atmosferze bywa ogromna.

Dominikana all inclusive: ile kosztuje tydzień z przelotem i czego nie widać w folderach

Tydzień all inclusive na Dominikanie w styczniu to wydatek rzędu 5-8 tysięcy złotych od osoby z przelotem z Warszawy. W tej cenie dostajesz nie tylko lot i transfer, ale przede wszystkim jedzenie i picie bez ograniczeń, co na miejscu robi różnicę - obiad w restauracji poza hotelem to wydatek 100-200 zł, a woda z butelki w sklepiku kosztuje tyle co w Polsce. Hotele w Punta Cana czy na wybrzeżu La Romana oferują piaszczyste plaże i baseny, ale to, czego nie zobaczysz w folderach, to fakt, że w styczniu woda w oceanie bywa chłodniejsza niż w Egipcie - ma około 26 stopni, podczas gdy w Marsa Alam czy nad Morzem Czerwonym sięga 28. Dochodzi do tego wilgotność i wiatr, które sprawiają, że odczuwalna temperatura powietrza (około 28-30 stopni) jest przyjemna, ale nie aż tak gorąca jak w Tajlandii czy Zanzibarze.

Z drugiej strony Dominikana to nie tylko leżenie na leżaku. W przeciwieństwie do kurortów w Cancún czy Riviera Maya, gdzie w styczniu trafiasz na suchą porę i spokojne morze, tutaj możesz liczyć na mocniejsze fale, co dla jednych jest atrakcją, dla innych przeszkodą. Warto sprawdzić lokalizację hotelu - te od strony Atlantyku (np. Puerto Plata) mają bardziej kapryśną pogodę, a te od strony Morza Karaibskiego (Punta Cana) są stabilniejsze. Jeśli szukasz all inclusive z gwarancją ciepła i słońca, Dominikana wypada podobnie jak Meksyk czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, ale różni się kulturą i otoczeniem - zamiast sztucznych wysp w Dubaju dostajesz dziką przyrodę i możliwość zwiedzania parków narodowych, co w styczniu ma sens, bo nie pada deszcz.

Problem w tym, że w folderach nie zobaczysz, jak wygląda codzienność w hotelu - kolejki do bufetu, hałas przy basenie czy stan pokoi w niższej kategorii. Last minute na Dominikanę w styczniu to rzadkość, bo to szczyt sezonu, więc lepiej rezerwować z wyprzedzeniem. Jeśli zależy ci na idealnych warunkach - sucho, słonecznie, woda ciepła - i nie przeszkadza ci dystans (lot trwa 11-12 godzin), to kierunek jest dobry. Ale jeśli wolisz krótszą podróż i podobną cenę, Egipt czy Wyspy Kanaryjskie dadzą ci porównywalną pogodę bez jet lagu i z tańszym all inclusive.

Zanzibar w styczniu - słońce, przypływy i hotele, które nie pokazują zdjęć plaży o 14:00

blue ocean water during daytime
Zdjęcie: yucar studios

Styczeń to na Zanzibarze pora, gdy słońce grzeje solidnie, a termometry pokazują około 32 stopnie w cieniu. Woda w oceanie ma stabilne 27-28°C, więc kąpiel jest przyjemna o każdej porze dnia. Jest jednak jeden haczyk, o którym mało kto mówi przed wyjazdem - przypływy i odpływy. W wielu miejscach w ciągu dnia morze cofa się na setki metrów, odsłaniając muliste dno i rafy koralowe. Jeśli marzysz o wskoczeniu do wody wprost z leżaka, musisz sprawdzić, gdzie i o której godzinie woda jest najwyższa. Hotele w pasie od Nungwi po Kendwa na północy wyspy mają to lepiej - tam plaże są szersze, a przypływ nie znika na całe popołudnie.

Wybierając nocleg, nie daj się zwieść zdjęciom zrobionym o 10 rano, gdy ocean jest tuż pod parasolem. Po 14:00 w wielu kurortach na wschodnim wybrzeżu, jak Paje czy Jambiani, woda może być oddalona o 200 metrów. To świetna okazja, żeby pospacerować po odsłoniętej rafie i pooglądać rozgwiazdy, ale jeśli twoim celem jest pływanie bez przerw, wybierz hotel z basenem albo celuj w północny kraniec wyspy. Ceny w styczniu są jeszcze przystępne, bo to początek sezonu, ale w drugiej połowie miesiąca robi się tłoczniej, zwłaszcza w okolicach Stone Town.

Poza plażowaniem Zanzibar oferuje mnóstwo atrakcji, które wynagrodzą ci te pływowe manewry. Wyprawa do Parku Narodowego Jozani, gdzie wśród mangrowców biegają czerwone małpy colobus, to konkretny kontakt z dziką przyrodą, a nie tylko kolejne zdjęcie na Instagramie. Wieczorem warto wybrać się na kolację na dachu w Stone Town - widoki na ocean o zachodzie słońca i mieszanka aromatów goździków, cynamonu i grillowanej ryby robią robotę. Jeśli szukasz spokojniejszego rytmu, znajdziesz go w mniejszych pensjonatach na wschodzie, gdzie życie toczy się wokół przypływów i lokalnych łódek dhow. Styczeń na Zanzibarze to nie jest typowy all inclusive z drinkami przy basenie - to bardziej surowa, afrykańska egzotyka z domieszką arabskich wpływów, która wymaga odrobiny elastyczności, ale odwdzięcza się autentycznością.

Meksyk (Jukatan) za 5500 zł - konkretny plan na 10 dni z cenami z Warszawy

Meksyk w styczniu to nie tylko ucieczka od polskiej zimy, ale konkretna opcja za około 5500 złotych od osoby z wylotem z Warszawy. Za tę kwotę dostajesz 10 dni w regionie Jukatan, który w styczniu oferuje to, czego szukasz: suchą i słoneczną pogodę z temperaturą powietrza oscylującą wokół 28 stopni. Woda w morzu ma przyjemne 26-27 stopni, więc kąpiele są czystą przyjemnością. Co ważne, styczeń to pora sucha, więc deszcz praktycznie ci nie zagrozi, a upał nie jest męczący jak w środku lata.

W tej cenie znajdziesz oferty last minute do Cancún lub Riviera Maya. Hotele w segmencie all inclusive to standard, ale szukaj raczej tych z wyższej półki w niższej cenie, bo styczeń to w Meksyku szczyt sezonu. Oszczędzisz, jeśli zrezygnujesz z turystycznych kurortów w typie Punta Cana i postawisz na mniejsze miejscowości w okolicy Tulum. To nie tylko piaszczyste plaże i turkusowa woda, ale też dostęp do kultury Majów - Chichén Itzá czy cenoty są na wyciągnięcie ręki. W przeciwieństwie do Egiptu czy Dominikany, tutaj masz więcej do zwiedzania niż tylko leżenie na leżaku.

Jeśli chcesz, żeby twój zimowy urlop miał konkretny program, a nie tylko leżenie na plaży, Jukatan daje ci to za rozsądną cenę. Sprawdź oferty z przesiadką w Europie - wtedy 5500 zł spokojnie wystarczy na lot i tydzień w dobrym hotelu. Pamiętaj tylko, że woda w oceanie może być chłodniejsza niż na przykład na Zanzibarze, ale za to masz gwarancję idealnych warunków do nurkowania i brak komarów, które dokuczają w Tajlandii o tej porze roku. To raj dla kogoś, kto chce połączyć relaks z przygodą.

Egipt zimą - Hurghada czy Marsa Alam: gdzie woda jest cieplejsza o 3 stopnie

Gdy w Polsce styczeń oznacza szarość i mróz, Egipt kusi słońcem i przyjemnym ciepłem. Wybór między Hurghadą a Marsa Alam to dla wielu turystów pierwsza decyzja przy planowaniu styczniowych wakacji. Różnica w temperaturze wody w tych dwóch miejscach potrafi zaskoczyć - w Marsa Alam Morze Czerwone bywa cieplejsze nawet o 3 stopnie. Dla kogoś, kto marzy o długim pływaniu bez dreszczy, to konkretny argument, by sprawdzić oferty z południowego wybrzeża. W styczniu temperatura powietrza w obu kurortach oscyluje wokół 22-24 stopni, ale woda w Marsa Alam utrzymuje się na poziomie 25-26°C, podczas gdy w Hurghadzie spada do 22-23°C. To robi różnicę, zwłaszcza gdy planujesz spędzać godziny na piaszczystych plażach i w wodzie.

Hurghada ma jednak swoje atuty - to lepiej rozwinięta baza hotelowa z opcjami all inclusive, więcej restauracji i wieczornych atrakcji. Jeśli jedziesz z rodziną i szukasz wygody, a niekoniecznie rekordów temperatury, Hurghada sprawdzi się idealnie. Z kolei Marsa Alam to spokojniejszy wybór, bliższy naturze. Rafy koralowe zaczynają się tu tuż przy brzegu, więc do snorkelingu nie potrzebujesz łodzi. W styczniu woda jest tak przejrzysta, że widać dno na kilka metrów. Dla par lub osób szukających ciszy to prawdziwy raj, zwłaszcza że kurortów jest mniej, a plaże rzadziej zatłoczone.

Warto też pamiętać, że oba miejsca oferują last minute w rozsądnych cenach. Jeśli zależy ci na ciepłej wodzie i dzikszych rafach, wybierz Marsa Alam. Jeśli wolisz mieć pod ręką bary, sklepiki i animacje - postaw na Hurghadę. W obu przypadkach styczeń w Egipcie to gwarancja słońca i odpoczynku od zimowej szarugi, ale te 3 stopnie różnicy potrafią zdecydować, czy wrócisz z urlopu opalony i zrelaksowany, czy jednak lekko zmarznięty po kąpieli. Sprawdź prognozy i hotele - różnica w cenie między tymi kierunkami często bywa minimalna, a komfort pływania - nie do przecenienia.

Dubaj i ZEA: styczeń to 24 stopnie, a nie 40 - który emirat wybrać poza Dubajem

Styczeń w Dubaju to zupełnie inna bajka niż w środku lata. Zamiast 40 stopni w cieniu i wilgoci, która wyciska siódme poty, dostajesz przyjemne 24 stopnie. Słońce grzeje, ale nie parzy, więc spokojnie spędzisz cały dzień na mieście, a wieczorem przyda się lekka kurtka lub bluza. Woda w Zatoce Arabskiej ma około 22 stopni - orzeźwiająco, ale bez dreszczy. To komfort, którego w lipcu po prostu nie doświadczysz. Problem w tym, że Dubaj w styczniu przyciąga tłumy, a ceny hoteli i lotów szybują w górę. Na all inclusive liczysz głównie w kurortach poza miastem, ale jeśli szukasz spokoju i niższych kosztów, warto spojrzeć na inne emiraty.

Ras Al Khaimah to prawdziwa perełka na zimowy urlop. Góry Hajar podchodzą tu prawie pod same plaże, a krajobraz wygląda jak z pocztówki. Temperatura jest podobna jak w Dubaju, ale kurorty są tańsze, a piaszczyste plaże znacznie rzadziej zatłoczone. Wiele hoteli oferuje all inclusive, co w styczniu ma sens, bo wieczory bywają chłodniejsze i nie zawsze masz ochotę szukać restauracji poza resortem. Jeśli marzy ci się zwiedzanie, ale bez chaosu, postaw na Szardżę. Ma własną, spokojniejszą duszę, a do Dubaju jedziesz autem w 40 minut. Z kolei Abu Zabi, stolica, zachwyca architekturą i kulturą - Meczet Szejka Zajida robi wrażenie o każdej porze roku, ale w styczniowym słońcu wygląda wręcz magicznie. Pamiętaj tylko, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich styczeń to sezon, więc bilety last minute zdarzają się rzadko. Lepiej polować na oferty z wyprzedzeniem, a jeśli zależy ci na idealnych warunkach do plażowania bez upału, wybierz właśnie ten miesiąc.

Wyspy Zielonego Przylądka - 25 stopni w styczniu i 6 godzin lotu z Polski

Jeśli szukasz sprawdzonego kierunku na wakacje w styczniu, a lot z Polski nie może trwać dłużej niż 6 godzin, Wyspy Zielonego Przylądka to opcja, którą warto poważnie rozważyć. Temperatura powietrza utrzymuje się tam w okolicach 25 stopni, a woda w oceanie ma podobne wartości, co daje idealne warunki do kąpieli i leniuchowania na piaszczystych plażach. W przeciwieństwie do Egiptu czy Marsa Alam, gdzie w styczniu bywa chłodniej, tutaj ryzyko chłodnego wiatru jest dużo mniejsze, a słońce grzeje stabilnie przez cały dzień.

Na archipelagu nie znajdziesz typowego all inclusive w stylu dominikańskim czy meksykańskim, ale hotele w kurortach na wyspie Sal i Boa Vista oferują wysoki standard i bezpośredni dostęp do plaży. To dobra alternatywa dla osób, które chcą uniknąć tłumów z Cancún czy Punta Cana, a jednocześnie nie chcą lecieć 12 godzin. Co ważne, w styczniu nie ma tu pory deszczowej, więc pogoda jest przewidywalna - świeci słońce, a temperatura powietrza rzadko spada poniżej 22 stopni nawet wieczorem.

Jeśli znudzi ci się leżenie na plaży, możesz wybrać się na zwiedzanie wulkanicznych krajobrazów, które przypominają trochę suchsze rejony Wysp Kanaryjskich, tyle że z bardziej afrykańskim klimatem i kulturą. W przeciwieństwie do Zanzibaru, gdzie w styczniu bywa parno, tutaj wieje lekki oceaniczny wiatr, który sprawia, że upał jest przyjemny. Sprawdź oferty last minute - często pojawiają się w atrakcyjnych cenach, bo kierunek nie jest jeszcze tak oblegany jak Tajlandia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dla kogoś, kto marzy o ciepłym styczniu, ale nie chce przepłacać za lot i hotel, Wyspy Zielonego Przylądka to rozsądny kompromis między egzotyką a logistyką.

Kuba bez pośredników - jak wygląda styczeń na Varadero i co z kartą turystyczną

Styczeń na Varadero to jeden z tych momentów, kiedy pogoda naprawdę robi robotę. Temperatura powietrza w ciągu dnia oscyluje w okolicach 26-28 stopni, a woda w Zatoce Meksykańskiej ma przyjemne 24-25°C, więc do wody wchodzi się bez zastanowienia. Słońce grzeje mocno, ale nie tak bezlitośnie jak w lipcu, a wieczory są na tyle ciepłe, że wystarczy lekka kurtka lub długa koszula. To idealne warunki, żeby połączyć leniwe plażowanie z aktywnym zwiedzaniem.

Jeśli organizujesz wyjazd na własną rękę, kluczową sprawą jest karta turystyczna. Bez niej nie wpuszczą cię na Kubę, a kupowanie jej na lotnisku w Hawanie to ostatnia deska ratunku - lepiej załatwić ją wcześniej online lub przez biuro podróży, które nie pakuje cię w grupowy wyjazd. Na Varadero znajdziesz głównie duże hotele all inclusive, ale jeśli szukasz czegoś bardziej kameralnego, warto sprawdzić prywatne kwatery w miasteczku. Ceny są niższe, a kontakt z lokalną kulturą dużo bardziej autentyczny.

Styczeń na Kubie to też dobry moment, żeby oderwać się od plaży i pojechać do Hawany. Jest mniej tłoczno niż w sezonie letnim, a klimat sprawia, że spacery po starym mieście nie męczą tak jak w upały. Pamiętaj tylko, że styczeń to wciąż sucha pora roku, więc deszcz raczej cię nie zaskoczy. Jeśli zestawisz to z innymi kierunkami - na przykład z Egiptem, gdzie w styczniu bywa chłodniej, albo z Dominikaną, gdzie ceny są wyższe - Kuba wypada bardzo korzystnie, zwłaszcza jeśli liczysz każdą złotówkę.

Styczeń na Malediwach - suchy sezon, ceny niższe niż w grudniu i 3 wyspy dla normalnych ludzi

Styczeń na Malediwach to nie tylko luksus za grube miliony. Owszem, kojarzą się z resortami za 10 tysięcy za noc, ale prawda jest taka, że suchy sezon, który wypada właśnie od grudnia do kwietnia, daje tu idealne warunki do wypoczynku bez ryzyka tropikalnych ulew. Temperatura powietrza trzyma stabilne 28-30 stopni, a woda w oceanie ma około 27°C - nie ma ani za gorąco, ani za chłodno. Co ważne, ceny w styczniu są wyraźnie niższe niż w szczycie grudniowym, bo kończy się już świąteczno-noworoczny szał. Jeśli nie musisz lecieć akurat między Sylwestrem a Trzema Królami, spokojnie znajdziesz oferty last minute z all inclusive w rozsądnej cenie.

Nie daj się zwieść obrazkom z samych prywatnych willi na wodzie. Malediwy to 26 atoli i setki zamieszkałych wysp, z czego tylko część to kurorty. Dla normalnych ludzi, którzy nie chcą wydawać oszczędności życia na tydzień, polecam trzy konkretne kierunki: Maafushi, Thulusdhoo i Rasdhoo. To lokalne wyspy, gdzie znajdziesz piaszczyste plaże, czystą wodę i hotele w standardzie 3-4 gwiazdki za ułamek ceny resortów. Na Maafushi działa kilkadziesiąt pensjonatów, a z plaży masz bezpośredni widok na rafę - wystarczy maska i fajka, żeby w pięć minut pływać z żółwiami. Do tego łodzie motorowe za 20-30 dolarów dowożą cię na bezludne wyspy czy na snorkeling z mantami.

Styczeń to też najlepszy moment na zwiedzanie stolicy Malé - nie ma tam plaż, ale jest za to kultura, meczet Hukuru Miskiy z XVII wieku i targ rybny, gdzie o świcie rozładowują tuńczyki wielkości małego dziecka. Jeśli wolisz spokój, po prostu leżysz na hamaku między palmami i patrzysz, jak ocean zmienia kolor z turkusowego na granatowy. Malediwy w styczniu to raj, który nie musi być drogi - wystarczy wybrać mniej znaną wyspę i nie dać się nabrać na marketing resortów. Sprawdź oferty na lokalnych wyspach, a przekonasz się, że styczniowe wakacje mogą być egzotyczne bez bankructwa.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski