Przejdź do treści
Egzotyka

Alanya Co Zjeść - 10 Najlepszych Lokalnych Przysmaków i Adresów

Odkryj 10 najlepszych lokalnych przysmaków w Alanyi i sprawdź adresy, gdzie ich spróbujesz. Zamiast hotelowego bufetu poznaj prawdziwe smaki Turcji.

Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

Co zjeść w Alanyi zamiast hotelowego bufetu - 10 dań, które pokochasz od pierwszego kęsa

Hotelowe bufety w Alanyi bywają kuszące, ale prawdziwa Turcja zaczyna się poza ich murami. Zamiast codziennie nakładać te same makarony i sałatki, wystarczy wyjść na miasto i spróbować dań, które miejscowi jedzą od pokoleń. Na początek koniecznie zamów menemen - to nie jest zwykła jajecznica, tylko jajka duszone na maśle z pomidorami i papryką, podane w małym garnuszku. Do tego świeża acma, czyli puszysty, sezamowy rogal, i mocny, parzony w piasku turecki ayran. Tak wygląda śniadanie, które starcza do obiadu.

W porze obiadowej warto odłożyć na bok myślenie o kebabie w wersji fast food. W Alanyi znajdziesz tandoor kebab - mięso powoli pieczone w glinianym piecu, tak kruche, że rozpada się pod widelcem. Do tego koniecznie weź piyaz, czyli białą fasolę w cebulowo-pietruszkowej zalewie z jajkiem na twardo. Jeśli wolisz coś lżejszego, poszukaj saç kavurma - drobno pokrojonej jagnięciny smażonej na woku z papryką i pomidorami. Do tego pide, czyli turecka pizza w łódeczce z ciągnącym się serem, i lahmacun, cieniutkie ciasto z mielonym mięsem, które składasz z pietruszką i cytryną.

Wieczorem koniecznie spróbuj meze. W restauracjach przy porcie w Alanyi dostaniesz kilkanaście miseczek z pastami, grillowanymi warzywami i owocami morza. Hibeş to pasta z tahini i pieczonej papryki, a sama tahini pojawia się też w deserach. Na słodko zamów katmer - cienkie ciasto nadziewane pistacjami i śmietanką, które kroi się na gorąco. Jeśli siedzisz na tarasie z widokiem na zamek Alanya lub Czerwoną Wieżę, a w tle słychać szum morza z plaży Kleopatry, to danie smakuje jeszcze lepiej.

Nie daj się zwieść myśleniu, że w Alanyi jada się głównie kebaby. Lokalne restauracje serwują gözleme, czyli cienkie placki z farszem (szpinak, ser, ziemniaki), które kobiety rozwałkowują na blacie. W weekendy warto zajrzeć na dom Ataturka - w okolicy znajdziesz knajpki z domowym jedzeniem, gdzie za kilka lir dostaniesz talerz pełen smaków, których nie powtórzy żaden bufet. Alanya to miasto, które jada się zmysłami - wystarczy chcieć spróbować.

Najlepsze śniadanie w Turcji nie czeka w hotelu - adresy w Alanyi z widokiem na morze

Hotelowe bufety w Alanyi kuszą różnorodnością, ale prawdziwe tureckie śniadanie z widokiem na Morze Śródziemne znajdziesz poza ich murami. Poranna pora w tym mieście to rytuał, który warto przeżyć od początku do końca, najlepiej na tarasie restauracji przy plaży Kleopatry. Zamiast szwedzkiego stołu dostajesz tu talerz zastawiony małymi miseczkami: kremową hibeş z tahini i pastą z pieczonej papryki, kremowy ser, oliwki i świeże pieczywo. Do tego koniecznie poproś o menemen - jajecznicę z pomidorami i papryką, doprawioną ostrym, zielonym chili. Jeśli wolisz coś słodkiego na start, katmer z pistacjami i kajmakiem, podawany na gorąco, rozpadnie się w ustach, a widok na Czerwoną Wieżę sprawi, że śniadanie zamieni się w chwilę, którą zapamiętasz na długo.

Szukając miejsca na poranny posiłek, skieruj się w stronę portu w Alanyi. Wąskie uliczki kryją małe lokale, gdzie lokalni mieszkańcy zaczynają dzień od acmy - puszystego, sezamowego bajgla, który zanurzają w misce z ayranem lub świeżo parzoną herbatą. To proste, tanie i niezwykle sycące śniadanie, które pozwoli ci poczuć rytm miasta. Turyści często wybierają restauracje z widokiem na jaskinię Damlataş, gdzie oprócz klasycznego zestawu śniadaniowego dostaniesz też piyaz - sałatkę z fasoli, cebuli i tahini, idealną na lekkie rozpoczęcie dnia. Ceny w takich lokalach są zaskakująco niskie, zwłaszcza jeśli oddalisz się od głównego deptaku przy plaży, a jakość składników, zwłaszcza oliwy i świeżych warzyw, stoi na najwyższym poziomie.

Jeśli masz ochotę na coś bardziej treściwego, na śniadanie możesz zamówić gözleme - cienkie ciasto nadziewane szpinakiem, serem lub mięsem, smażone na blasze na twoich oczach. W Alanyi znajdziesz je często w małych bufetach tuż przy zamku Alanya, skąd rozpościera się widok na całe miasto i morze. Warto też spróbować pide w wersji śniadaniowej, z jajkiem i pastą z tahini, która nadaje mu orzechowego, słodkiego posmaku. Nie popełnisz błędu, wybierając lahmacun - cienkie, chrupiące ciasto z mięsem mielonym, które miejscowi jedzą na zimno jako szybki, poranny posiłek. Popij to wszystko ayranem, a poczujesz, że śniadanie w Alanyi to nie tylko jedzenie, ale też sposób na poznanie tureckiej gościnności i kultury od samego rana.

Kebab to za mało - mięsne specjały Alanyi, o których nie przeczytasz w katalogu

Szybki kebab na mieście to w Alanyi opcja awaryjna, a nie kulinarny cel. Prawdziwe mięsne śniadanie znajdziesz w lokalnych jadłodajniach, gdzie od rana parują kociołki z saç kavurma - drobno pokrojonej jagnięciny smażonej na płaskim, żeliwnym talerzu z papryką i pomidorami. Podają ją prosto z patelni, często z białą fasolą piyaz i kromką chleba do maczania w tłuszczu. To danie, które w hotelowym bufecie zobaczysz rzadko, a właśnie ono pokazuje, jak Turcy naprawdę jedzą mięso.

W porcie, tuż przy marinie, trafisz na piekarniki oddzielone od stolików szybą. Tam powstaje tandoor kebab - koźlina lub baranina duszona godzinami w glinianym piecu, aż rozpada się na włókna. Nie zamawiaj go w turystycznych uliczkach, tylko przy Czerwonej Wieży, gdzie zapach wędzonego mięsa miesza się z bryzą od morza. Do tego koniecznie poproś o hibeş - pastę z tahini, czosnku i cytryny, która przełamuje ciężkość mięsa. Zupełnie inne doznanie niż suchy kebab z budki.

Jeśli masz ochotę na coś lżejszego, ale nadal mięsnego, poszukaj pide z jagnięciną i warzywami. To turecka odpowiedź na pizzę, tylko cieńsza i bardziej chrupiąca. W Alanyi robią ją w piecach na drewno, a w środku znajdziesz drobno siekane mięso, cebulę i ostrą paprykę. Zjedz ją w ogródku restauracji z widokiem na Zamek Alanya, popijając ayranem - słonym jogurtem, który orzeźwia lepiej niż cola.

Na koniec dnia, już po zmroku, warto wybrać się na Plażę Kleopatry, gdzie małe rodzinne knajpki serwują lahmacun - cieniutkie placki z mielonym mięsem, które składają się jak naleśniki i je rękami. Turyści często przechodzą obok, bo szyldy są małe, a krzesła plastikowe. Ale to właśnie tam smakuje się Alanya najbardziej autentycznie.

Uliczny zawrót głowy - street food Alanyi za mniej niż 15 zł

Alanya ma swoją duszę nie w eleganckich lokalach z widokiem na marinę, ale na ulicy - tam gdzie zapach przypraw miesza się z dymem z rusztów, a za 30 lirów, czyli jakieś 10-12 złotych, dostajesz obiad, który pamięta się dłużej niż niejedno danie w restauracji. Wystarczy skręcić w boczną uliczkę od plaży Kleopatry, żeby natknąć się na stragan z gözleme - cienkim, kruchym plackiem nadziewanym szpinakiem, serem lub ziemniakami, smażonym na blasze na twoich oczach. Turystki z Polski często biorą go na śniadanie, bo jest lżejszy niż tradycyjne menemen, choć i to jajeczne danie z pomidorami i papryką warto spróbować prosto z patelni, posypane tylko pieprzem i solą.

Prawdziwym królem ulicznego jedzenia jest jednak kebab, ale nie ten z fast foodów znany z Europy. W Alanyi szukaj tandoor kebab - mięsa pieczonego w glinianym piecu, które rozpada się pod palcami, podawanego w cienkim lawaszu z pomidorem, cebulą i odrobiną sumaku. Za 40 lirów dostajesz porcję, która spokojnie zastępuje obiad, a do tego koniecznie ayran - słony, orzeźwiający jogurt pitny, który gasi pragnienie lepiej niż cola. Jeśli wolisz coś z patelni, saç kavurma to siekane mięso jagnięce z warzywami, serwowane w małej miedzianej miseczce - jesz palcami, maczając w nim kawałki chleba.

Na słodko warto zatrzymać się przy katmer - cieście filo nadziewanym pistacjami i kajmakiem, posypanym cukrem pudrem. To deser, który w cukierni przy Czerwonej Wieży kosztuje około 25 lirów i smakuje najlepiej popijany mocną, parzoną herbatą z małej szklaneczki. Nie daj się też skusić na owoce morza w centrum - świeże ryby i kalmary jada się w porcie, gdzie ceny są uczciwe, a widok na morze i zamek Alanyi dodaje smaku. Po całym dniu zwiedzania jaskini Damlataş i Domu Atatürka nie ma lepszego zakończenia niż spacer bulwarem z porcją pide - tureckiej pizzy w kształcie łódki, wypełnionej serem, szpinakiem i jajkiem, która kosztuje tyle co kebab, a syci na dwa posiłki.

Nie tylko baklava - desery, po które ustawia się kolejka w alanyjskich cukierniach

Kiedy myślisz o tureckich słodkościach, pierwsze co przychodzi ci do głowy to baklava. Owszem, znajdziesz ją w Alanyi bez problemu, ale miejscowi podpowiedzą ci coś znacznie ciekawszego. W cukierniach przy port w Alanyi i w okolicach Czerwonej Wieży króluje katmer - cienkie, maślane ciasto składane w warstwy, nadziewane pistacjami i śmietanką, a potem podgrzewane na blasze, aż zrobi się chrupiące i lekko karmelizowane. To deser, który jada się na ciepło, często popijając mocną herbatą. W przeciwieństwie do przesłodzonej baklavy, katmer ma bardziej zbalansowany smak - orzechy przełamują słodycz, a konsystencja przypomina coś pomiędzy francuskim croissantem a bliskowschodnim ciastem filo.

Jeśli wolisz coś lżejszego, poszukaj hibeş. To deser z tahini, czyli pasty sezamowej, wymieszanej z melasą z winogron lub chlebem świętojańskim. Nie jest przesadnie słodki, ma kremową, aksamitną strukturę i często podaje się go z plasterkiem cytryny, żeby podkreślić smak. W Alanyi hibeş znajdziesz w małych, rodzinnych lokalach koło Jaskini Damlataş - tam przygotowują go według starych receptur, bez ulepszaczy i zagęstników.

Warto też zwrócić uwagę na śniadaniowe słodkości, które w Alanyi serwuje się przez cały dzień. Acma, czyli puszyste drożdżowe bułeczki posypane sezamem, często nadziewane są kremem pistacjowym lub czekoladą. Nie pomyl ich z simitem - acma jest znacznie bardziej miękka i delikatniejsza. Turyści często myślą, że to zwykłe bułki, ale po pierwszym kęsie zmieniają zdanie. W cukierniach na Plaża Kleopatry ustawiają się po nie kolejki już od wczesnego ranka.

I na koniec - nie daj się skusić na desery w turystycznych restauracjach z widokiem na morze. Lepiej wejść do zwykłej cukierni przy bocznej uliczce za Zamkiem Alanyi, gdzie ceny są dwa razy niższe, a porcje dwa razy większe. Zapytaj o katmer z lodami - to połączenie, które w Polsce jest praktycznie nieznane, a w Turcji uznawane za klasyk. Jeśli masz ochotę na coś naprawdę lokalnego, poproś o ayran do deseru. Brzmi dziwnie? Słony jogurtowy napój świetnie balansuje słodycz i sprawia, że możesz zjeść więcej bez mdłości.

Gdzie miejscowi jedzą ryby i owoce morza - portowe knajpy z cenami prosto z kutra

Port w Alanyi to jedno z tych miejsc, gdzie zapach morza miesza się z aromatem grillowanych ryb i cytryny. Jeśli szukasz autentycznego smaku, omijaj restauracje przy deptaku i skieruj się w stronę łodzi rybackich - tam, gdzie miejscowi. W knajpach tuż przy nabrzeżu dostaniesz świeże połowy dnia: doradę, leszcza czy barwenę, prosto z kutra na ruszt. Ceny są o 30-40 procent niższe niż w śródmiejskich lokalach, a porcje hojne. Do tego talerz meze z pikantnym sosem z tahini i sałatką piyaz z fasoli - to klasyk, który tutaj smakuje najlepiej.

W takich miejscach nie ma kart menu w kilku językach. Kelner często podchodzi z tacą surowej ryby, pokazuje, co złowili rano, i pyta, jak chcesz przyrządzić. To zupełnie inna jakość niż w turystycznych punktach z mrożonkami. Warto spróbować saç kavurma - duszonego mięsa z warzywami w płytkim glinianym naczyniu, które podają z chlebem pide. Albo tandoor kebab, pieczony w glinianym piecu, który rozpad się na języku. Do tego ayran, słony jogurtowy napój, idealnie chłodzący po ostrych daniach.

W porcie znajdziesz też małe bufety, gdzie od rana serwują menemen - jajecznicę z pomidorami i papryką, często z dodatkiem lokalnego sera. Do tego acma, drożdżowy rogalik, i filiżanka herbaty. To śniadanie, które jedzą rybacy przed wypłynięciem. Jeśli masz ochotę na słodki finał, zamów katmer - cienkie, chrupiące ciasto z pistacjami i śmietaną, albo hibeş, pastę z sezamu i tahini, którą smaruje się chleb. Z widokiem na Czerwoną Wieżę i góry smakuje jeszcze lepiej.

Nie daj się zwieść knajpom z neonami i kelnerami na ulicy. Prawdziwe jedzenie w Alanyi znajdziesz tam, gdzie stoły są plastikowe, a obok krzątają się miejscowi. W porcie, przy łodziach, z widokiem na morze i zamek. To nie jest miejsce na elegancką kolację - to miejsce, żeby zjeść jak turecki rybak. I właśnie dlatego warto tam pójść.

Meze to nie przystawka - jak zamówić turecką ucztę i nie zbankrutować

W Alanyi jedzenie to osobna atrakcja, a meze to nie jest zwykła przystawka. W tureckich restauracjach dostajesz je na stół jako zestaw małych talerzyków, które mają otworzyć apetyt, ale łatwo się na nich przejeść, zanim dotrzesz do dania głównego. Lokalni kelnerzy często wnoszą tacę z kilkunastoma miseczkami, a ty wskazujesz palcem, co cię interesuje. Problem w tym, że w turystycznych miejscach przy plaży Kleopatry czy w okolicy portu w Alanyi bywa, że każda z tych miseczek jest liczona osobno. Dlatego zanim kiwniesz głową na hibeş albo piyaz, zapytaj wprost, czy meze wchodzą w cenę dania głównego. W sprawdzonych knajpach, gdzie jedzą sami Turcy, dostajesz je za darmo jako gest gościnności.

Kebab w Alanyi to nie to samo co w Berlinie czy w polskim barze. Tandoor kebab, czyli mięso pieczone w glinianym piecu, rozpływa się w ustach, ale trzeba na niego czekać nawet dwadzieścia minut. Jeśli nie masz tyle czasu, weź saç kavurma - szybko smażone kawałki jagnięciny z warzywami, podawane prosto na rozgrzanej patelni. Do tego ayran, czyli słony jogurt pitny, który na początku dziwi, ale po dwóch dniach w upale ratuje życie. Unikaj restauracji, które mają zdjęcia potraw na zewnątrz i kelnera krzyczącego po polsku. Lepiej poszukaj miejsca przy bocznych uliczkach za Czerwoną Wieżą, gdzie w porze obiadowej siedzą miejscowi. Tam za zestaw zupy, dania głównego i sałatki zapłacisz 150-200 lir, a nie jak na deptaku 400.

Na śniadanie w Alanyi zapomnij o jajecznicy i parówkach. Tureckie kahvaltı to osobne przeżycie: na stole ląduje kilkanaście miseczek z oliwkami, serem, miodem, kajmakiem i domowym dżemem. Do tego acma, czyli puszysty bajgiel posypany sezamem, i menemen - jajka sadzone na maśle z pomidorami i papryką. W porcie w Alanyi są knajpy, które serwują takie śniadanie z widokiem na morze, ale ceny potrafią być dwa razy wyższe niż dwie ulice dalej. Jeśli chcesz zjeść jak miejscowy, idź w stronę Domu Atatürka - tam w małych jadłodajniach dostaniesz gözleme, czyli cienkie placki nadziewane szpinakiem i serem, robione na twoich oczach. Za 50 lir masz sycący posiłek, który spokojnie starczy za obiad.

Deserów w Alanyi nie traktuj po macoszemu. Katmer, czyli cienkie ciasto przełożone pistacjami i kajmakiem, zapiekane na blasze, to lokalny specjał, którego nie znajdziesz w Stambule. W cukierniach przy ulicy prowadzącej do Jaskini Damlataş podają go na ciepło, posypanego cukrem pudrem. Do tego zamów tahini z melasą - gęstą pastę sezamową, którą macza się w chlebie. To nie jest deser dla każdego, bo słodycz uderza od razu, ale po ostrym kebabie działa jak reset. A jeśli wolisz coś lżejszego, sięgnij po turecką pizzę lahmacun. Wbrew nazwie to cienkie, chrupiące ciasto z mielonym mięsem i warzywami, które składasz jak naleśnik i jesz z pietruszką i cytryną. Za 30 lir masz sycący lunch, który nie obciąży portfela, a pozwoli ci spróbować kuchni, która w Alanyi smakuje lepiej niż w przewodnikach.

Wege w mieście kebabu - zaskakujące adresy z roślinną kuchnią turecką

Alanya to dla wielu turystów synonim mięsa z rożna, ale gdy na kilka dni odejdzie ci ochota na kebaba albo po prostu szukasz lżejszych opcji, miasto potrafi pozytywnie zaskoczyć. Wystarczy zejść z głównej promenady przy plaży Kleopatry i skręcić w boczną uliczkę, żeby trafić na miejsca, gdzie warzywa i roślinne dodatki grają pierwsze skrzypce. Wbrew pozorom kuchnia turecka ma w zanadrzu sporo dań, które nie potrzebują mięsa, żeby zachwycać smakiem. Przykład? Piyaz - fasolowa sałatka z tahini, która idealnie sprawdza się jako sycący lunch w upalny dzień. Albo hibeş, czyli pasta z tahini i jogurtu, którą często podają jako przystawkę w małych, rodzinnych lokalach w okolicy portu w Alanyi.

W okolicach Czerwonej Wieży znajdziesz restauracje, które serwują wegańskie wersje tradycyjnych meze - duszony bakłażan z pomidorami, pieczone papryki nadziewane ryżem czy krem z soczewicy z odrobiną cytryny. To właśnie tam, z widokiem na morze, warto zamówić talerz kilku różnych przystawek i jeść je powoli, popijając ayranem. Jeśli masz ochotę na coś bardziej treściwego, poszukaj lahmacun bez mięsa - cienkie ciasto z warzywnym farszem, często z dodatkiem granatu i pietruszki. W niektórych lokalach przy zamku Alanya robią też pide z warzywami i serem, które smakuje o niebo lepiej niż przeciętny fast food.

Na śniadanie zrezygnuj z hotelowego bufetu i wybierz się do miejsca, gdzie podają menemen z dużą ilością papryki i pomidorów, a do tego świeże acma z sezamem. W wielu tureckich jadłodajniach znajdziesz też katmer - cienkie ciasto z pistacjami i śmietanką, które jest deserem, ale bez problemu zastąpi słodkie śniadanie. W okolicy Jaskini Damlataş działa kilka ogródków, gdzie można dostać placki gözleme z ziemniakami i szpinakiem, robione na oczach gości. To jedzenie proste, ale właśnie w tej prostocie tkwi cały urok.

Alanya pokazuje, że dieta roślinna w Turcji nie musi oznaczać wyrzeczeń ani szukania po omacku. Wystarczy wiedzieć, gdzie zajrzeć - i nie bać się zamówić czegoś, czego nazwy nie umiesz wymówić. W lokalach przy Domu Ataturka i w okolicach portu często trafisz na dania, które nie są reklamowane jako wegańskie, a naturalnie takie są. Grillowane warzywa z sosem z tahini, pieczona dynia z orzechami czy sałatka z kaszy bulgur z miętą - to dopiero prawdziwa kuchnia turecka, bez udawania.

Piwo, herbata i rakija - gdzie napić się w Alanyi jak lokals

W Alanyi łatwo trafić na restaurację z widokiem na plażę Kleopatry i menu po angielsku, ale żeby poczuć prawdziwy klimat miasta, warto usiąść tam, gdzie po pracy przystają Turcy. Zamiast szukać miejsca przy samym porcie w Alanyi, skręć w boczne uliczki między Czerwoną Wieżą a domem Ataturka. Znajdziesz tam maleńkie lokale, w których goście są na ty, a kelnerzy nie przynoszą karty dań, tylko pytają, na co masz ochotę. Jeśli chcesz napić się jak lokals, zamów ayran do jedzenia albo poproś o herbatę w charakterystycznej tulipanowej szklance - to napój, który towarzyszy każdej rozmowie, niezależnie od pory dnia.

Kebab w Alanyi to nie to samo co w Europie. Lokalne wersje, jak tandoor kebab czy saç kavurma, serwuje się często w małych, rodzinnych jadłodajniach bez szyldów, gdzie mięso piecze się na oczach gości. Jeśli wolisz coś lżejszego, spróbuj piyaz - sałatki z fasoli z tahini, która idealnie pasuje do grillowanych potraw. A na deser? Katmer z pistacjami albo sezamowy hibeš posypany cukrem pudrem. Większość turystów idzie do knajp z widokiem na morze, ale to właśnie w tych mniej oczywistych miejscach, przy uliczkach w pobliżu Jaskini Damlataş, smakuje się Alanyę najbardziej.

Jeśli chcesz spróbować alkoholu, wybierz rakiję - turecki anyżówkę, która zmienia kolor po dolaniu wody. Pije się ją powoli, do meze, często w ogródkach z widokiem na zamek Alanya. W dzielnicy portowej znajdziesz bary, gdzie nalewają miejscowe piwo, ale prawdziwi lokalsi wolą siedzieć przy stolikach na chodniku, zamawiać menemen na śniadanie i popijać go herbatą. Nie szukaj wystawnych wnętrz - najlepsze smaki kryją się w knajpach, które wyglądają niepozornie, a kucharz zna się na swoim fachu od lat. W Alanyi jedzenie to pretekst do spotkania, a nie tylko posiłek.

Twój plan kulinarny na 3 dni - sprawdzone trasy od śniadania po późną kolację

Jeśli masz w Alanyi tylko trzy dni, lepiej zaplanuj posiłki z głową, żeby nie wracać z poczuciciem, że ominęło cię coś ważnego. Zacznij dzień od śniadania w miejscu, gdzie serwują prawdziwy turecki ser kahvaltı, a nie hotelowy bufet. Szukaj lokalnych knajpek, w których na stole ląduje acma, menemen i miseczka z hibeş - to pasta z tahini i pieczonej papryki, którą znajdziesz głównie w tym regionie. Do tego ayran, ale taki gęsty, domowy, nie z kartonu. Idealnym punktem startowym jest okolica portu w Alanyi, gdzie poranne słońce nagrzewa kamienne uliczki, a zapach świeżego pieczywa miesza się z bryzą od morza.

Na obiad wybierz się w stronę Czerwonej Wieży albo Zamku Alanya - nie tylko dla widoku, ale też dla jedzenia. W knajpach pod murami zamku dostaniesz tandoor kebab, który różni się od zwykłego street foodowego mięsa tym, że jest wolno pieczony w glinianym piecu. Jeśli wolisz coś lżejszego, weź pide, czyli turecką pizzę z serem i jajkiem, albo lahmacun - cieniutkie, chrupiące ciasto z mięsem mielonym. Do tego koniecznie poproś o piyaz, czyli sałatkę z fasoli z tahini i jajkiem na twardo. To danie idealnie gasi pragnienie i nie obciąża żołądka, więc po obiedzie możesz spokojnie zejść na plażę Kleopatry.

Wieczorem warto przesunąć się w stronę bardziej turystycznych uliczek, ale nie daj się zwieść neonowym szyldom. Prawdziwe jedzenie znajdziesz tam, gdzie kelnerzy nie stoją przed wejściem i nie zaczepiają przechodniów. Zamów saç kavurma - mięso smażone na stalowej tacy z warzywami, podawane prosto z ognia. Jeśli jesteś nad morzem, spróbuj owoców morza, ale sprawdź cenę przed zamówieniem, bo w sezonie bywa różnie. Na deser weź katmer - cienkie ciasto z pistacjami i kaymakiem, które rozpływa się w ustach. Do tego filiżanka mocnej tureckiej herbaty, najlepiej z widokiem na morze z tarasu w pobliżu Jaskini Damlataş. Po takiej kolacji spacer wzdłuż portu w Alanyi zakończy dzień dokładnie tak, jak powinien - spokojnie i smacznie.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski