Przejdź do treści
Europa

10 Zaskakujących Ciekawostek O Sarandzie, Które Musisz Poznać

Odkryj 10 zaskakujących ciekawostek o Sarandzie, które zmienią Twój sposób patrzenia na to albańskie miasto. Dowiedz się, skąd wzięła się jego nazwa i co kryje

A serene view of Saranda, Albania cityscape and coastline at dusk with a distant television tower. Pozdrowienia z: Europa Par avion

Dlaczego Saranda nazywa się Saranda, choć dawniej nosiła zupełnie inną nazwę

Starożytny Onchesmos, ważny port na szlaku z Epiru do Italii, z czasem zniknął z map. Dzisiejsza Saranda wzięła nazwę od bizantyjskiego klasztoru Agioi Saranda, czyli Czterdziestu Świętych. Jego ruiny wciąż stoją na wzgórzu na północ od centrum i to właśnie stąd pochodzi współczesna nazwa miasta. Prosta historia, ale zaskakująco mało znana wśród turystów, którzy przyjeżdżają tu głównie dla plaż i widoków.

Zmiana nazwy nie była dziełem przypadku. Po upadku Cesarstwa Bizantyjskiego Onchesmos stracił na znaczeniu, a nowa osada zaczęła się rozwijać wokół klasztoru. Dziś Saranda to tętniące życiem centrum riwiery albańskiej. Promenada wzdłuż Morza Jońskiego ożywa wieczorem, gdy mieszkańcy wychodzą na xhiro, czyli tradycyjny spacer. Z portu odpływa prom na Korfu, a w sezonie miasto pęka w szwach. Koniecznie wejdź na zamek Lëkurësi na wzgórzu - stamtąd masz najlepszy widok na zatokę i zachód słońca. To jeden z tych punktów, które trzeba wpisać na swoją listę.

Saranda to też brama do dwóch największych atrakcji regionu. Park archeologiczny w Butrincie, wpisany na listę UNESCO, leży 20 minut autem od centrum. Greckie ruiny mieszają się tam z rzymskimi i weneckimi, a woda w kanale oddzielającym park od Korfu ma niesamowity kolor. Drugi obowiązkowy punkt to Blue Eye - źródło krasowe tak przejrzyste, że dno widać na kilkanaście metrów w głąb. Pogoda sprzyja od maja do października, a kamieniste plaże w Ksamilu czy w samej Sarandzie oferują leżaki i spokojną wodę. Nocleg znajdziesz w każdej cenie - od apartamentów w centrum po ciche kwatery na wzgórzach. Dojazd z Tirany zajmuje około 4 godzin autem albo autobusem, ale widoki na Morze Jońskie rekompensują każdą minutę drogi.

Skąd wzięły się schrony na plaży, czyli mniej znana historia bunkrów z czasów dyktatury

Spacerując po albańskich plażach, szczególnie w okolicy Sarandy, natkniesz się na betonowe kopuły wrośnięte w piasek. To bunkry z czasów dyktatury Envera Hoxhy, który w latach 70. i 80. kazał wybudować ich ponad 700 tysięcy w całym kraju. Albania miała być wtedy fortecą otoczoną wrogami - gotową na inwazję z lądu, morza i powietrza. Dziś te schrony, stojące tuż obok leżaków i parasoli, są niemym świadectwem paranoi i izolacji, które ukształtowały współczesny krajobraz riwiery.

Niektóre bunkry widać z promenady w centrum Sarandy albo w drodze na wzgórze Lëkurësi. Inne, mniej dostępne, czekają na plażach w Ksamil czy przy parku archeologicznym Butrint. Większość to małe, betonowe grzybki - ledwie metrowej średnicy, zaprojektowane dla jednego żołnierza. Po upadku komunizmu próbowano je wyburzać, ale beton okazał się twardszy niż system, który go zlecił. Dlatego trafiasz na nie w najmniej spodziewanych miejscach: na kamienistych plażach, przy wejściu do Błękitnego Oka, a nawet na dziedzińcach hoteli.

Część bunkrów zmieniła funkcję. W Tiranie przerobiono je na kawiarnie, galerie czy schrony dla bezdomnych kotów. W Sarandzie i okolicach wciąż stoją nietknięte, wtapiając się w tło wakacyjnych zdjęć. Dla turystów to ciekawostka, dla Albańczyków - element codzienności, który przypomina, jak szybko kraj przeszedł drogę od izolacji do otwartości. Warto o tym pamiętać, wybierając się na wycieczkę z Sarandy do Butrint czy na prom na Korfu. Bunkry to nie tylko atrakcja, ale lekcja historii, którą dostajesz za darmo, bez biletu wstępu.

Zamek Lëkurësi o zachodzie słońca to nie tylko widok, ale też menu z dziczyzną

Jeśli myślisz, że w Sarandzie najpiękniejszy widok czeka na promenadzie lub w porcie, czas zweryfikować te założenia. Zamek Lëkurësi na wzgórzu tuż nad miastem oferuje panoramę, która zapiera dech - zwłaszcza o zachodzie słońca. W przeciwieństwie do zatłoczonego centrum czy kamienistych plaż w Ksamilu, tutaj możesz usiąść na tarasie z lampką lokalnego wina i patrzeć, jak słońce chowa się za Morzem Jońskim. Widoki są główną atrakcją, ale to kuchnia robi różnicę. W menu znajdziesz dziczyznę - coś, czego próżno szukać w nadmorskich restauracjach przy promenadzie. Duszony dzik w sosie z jałowcem czy pieczona kuropatwa smakują lepiej, gdy w tle widać światła Korfu.

Dojazd na zamek nie jest skomplikowany, ale wymaga odrobiny wysiłku. Możesz wjechać samochodem wąską, asfaltową drogą albo wybrać pieszą wycieczkę ze starego centrum - spacer zajmuje około 20 minut pod górę, ale nagroda w postaci widoku na zatokę i port jest tego warta. Jeśli planujesz wakacje w Albanii, zarezerwuj sobie wieczór właśnie tutaj, szczególnie w szczycie sezonu, gdy słońce zachodzi późno, a tarasy zamku wypełniają się ludźmi szukającymi spokojniejszej alternatywy dla gwarnego xhiro.

Iconic view of Gjirokaster Fortress featuring the Albanian flag and a clock tower under a blue sky.
Zdjęcie: Oscar M

Zamek Lëkurësi, choć mniej znany niż park archeologiczny w Butrincie czy Błękitne Oko, ma własną historię. Został wzniesiony przez Turków w XVI wieku i przez lata pełnił funkcję strategicznego punktu obronnego. Dziś z oryginalnych murów zostały głównie ruiny, ale odrestaurowana część zamku zamieniła się w klimatyczną restaurację i punkt widokowy. To dobre miejsce na przystanek przed wycieczką promem na Korfu lub po dniu spędzonym na Riwierze Albańskiej. W przeciwieństwie do Monastyru 40 Świętych, który zachwyca ciszą i historią, Lëkurësi łączy wypoczynek, jedzenie i jeden z najlepszych zachodów słońca w okolicy. Jeśli masz w planach nocleg w Sarandzie, nie pomiń tego wzgórza - to nie zwykła atrakcja, ale punkt, z którego miasto wygląda zupełnie inaczej.

Park Archeologiczny Butrint to miasto-widmo, które połykało kolejne cywilizacje przez 2500 lat

Park Archeologiczny Butrint to nie kolejne ruiny oglądane zza płotu. To miejsce, gdzie greckie kolumny wyrastają wprost z albańskiej ziemi, a weneckie mury splatają się z rzymskimi mozaikami. Gdy wchodzisz przez główną bramę, od razu czujesz, że to nie jest zwykły skansen. Przez 2500 lat to miasto połykało kolejne cywilizacje - każda zostawiała tu swój ślad, ale żadna nie zdołała go całkowicie podbić. Spacerując alejkami wyłożonymi kamiennymi płytami, trafisz na teatr z III wieku p.n.e., gdzie akustyka wciąż działa tak dobrze, że przewodnicy urządzają tu krótkie próby głosu. Kilkadziesiąt metrów dalej leżą pozostałości rzymskich łaźni z systemem ogrzewania podłogowego, który działał na długo przed tym, jak Europa Zachodnia wymyśliła centralne ogrzewanie.

Największe wrażenie robi skala. Butrint nie jest małym wykopaliskiem, które obejdziesz w pół godziny. To pełnowymiarowe miasto, w którym możesz zgubić się na kilka godzin. Świątynia Asklepiosa, baptysterium z wczesnochrześcijańską mozaiką, wenecka twierdza na wzgórzu - każdy zakątek opowiada inną historię. Do tego dochodzi otoczenie. Park leży na półwyspie otoczonym wodami kanału Vivari, więc między oglądaniem starożytnych murów możesz złapać oddech, patrząc na łodzie rybackie i zielone wzgórza po drugiej stronie. To połączenie archeologii z naturą sprawia, że Butrint jest zupełnie inny niż wykopaliska w Tiranie czy Durrës.

Jeśli planujesz wakacje w Sarandzie, Butrint to obowiązkowy punkt wycieczki. Z centrum dojedziesz autobusem w 20 minut, a bilety kosztują około 10 euro. Lepiej przyjechać wcześnie rano, zanim pojawią się grupy zorganizowane z promu z Korfu. Wtedy masz szansę usłyszeć tylko wiatr i ptaki. Po wyjściu z parku warto skoczyć na pobliską plażę w Ksamilu - kamieniste plaże i turkusowa woda Morza Jońskiego to idealne uzupełnienie poranka wśród antycznych kamieni. Butrint to nie tylko zabytek UNESCO. To dowód na to, że Albania miała swoją cywilizacyjną potęgę na długo przed tym, jak ktokolwiek wymyślił riwierę albańską.

Blue Eye poza sezonem: co zobaczysz, gdy zejdziesz ze ścieżki dla turystów

Blue Eye poza sezonem to zupełnie inne doświadczenie niż w szczycie lata. W czerwcu czy sierpniu najpierw czeka cię kilkadziesiąt minut w kolejce do bramki, a potem przepychanie się między ludźmi, żeby zrobić jedno zdjęcie turkusowej wody. Jeśli wybierzesz się tam pod koniec maja albo we wrześniu, masz szansę zobaczyć to miejsce tak, jak wyglądało, zanim stało się obowiązkowym punktem na mapie riwiery. Wtedy możesz spokojnie usiąść na drewnianej kładce i patrzeć, jak z głębokości kilkunastu metrów bije czysta, lodowata woda - bez tłumu, bez krzyków, tylko ty i ten niesamowity odcień błękitu.

Większość turystów kończy przygodę z Blue Eye na głównej platformie widokowej i wraca do autokaru. Jeśli masz trochę czasu i ochotę na spacer, zejdź ścieżką w górę strumienia, który wypływa ze źródła. Po kilkuset metrach trafisz na mniejsze, dzikie oczka wodne, gdzie woda ma równie intensywny kolor, a wokół rosną gęste zarośla. To idealne miejsce, żeby usiąść na kamieniu i posłuchać szumu wody - bez zaplecza gastronomicznego i leżaków, za to z poczuciem, że odkrywasz coś, czego nie ma w folderach.

Poza sezonem masz też szansę zobaczyć, jak lokalni mieszkańcy traktują to źródło. Rano przychodzą nabrać wody do plastikowych butelek - mówią, że ma właściwości zdrowotne. I faktycznie, woda smakuje inaczej niż ta z kranu w Sarandzie: jest bardzo miękka, prawie destylowana. Jeśli masz przy sobie pustą butelkę, nabierz trochę i spróbuj. To drobny szczegół, ale takie rzeczy zostają w pamięci bardziej niż setne zdjęcie błękitnej wody z filtra w Instagramie.

Pamiętaj tylko, że poza głównym sezonem (od połowy czerwca do końca sierpnia) pogoda bywa kapryśna. W maju czy wrześniu temperatura wody w źródle nie przekracza 10 stopni, więc nie licz na kąpiel. Ale nie o to chodzi - Blue Eye to miejsce do oglądania, słuchania i wąchania, a nie do pływania. Poza lipcowym szczytem masz szansę zobaczyć je takim, jakie jest naprawdę: dzikim, cichym i niesamowicie głębokim.

Ile naprawdę kosztuje leżak na plaży w Ksamil i dlaczego ceny potrafią zaskoczyć

Leżaki w Ksamil to temat, który potrafi rozgrzać emocje do czerwoności. Na pierwszy rzut oka ceny wyglądają niewinnie - standardowy zestaw parasol i dwa leżaki to wydatek rzędu 15-20 euro za cały dzień. Brzmi nieźle, prawda? Problem w tym, że w szczycie sezonu, w lipcu i sierpniu, te same miejsca kosztują 25-30 euro, a na najlepszych plażach, jak Ksamil Beach czy Plazhi i Ksamilit, właściciele potrafią dopisać dodatkową opłatę za rezerwację - czyli za to, że leżaki stoją od rana. Jeśli przyjdziesz po 11, możesz nie znaleźć wolnego miejsca, a ci, którzy przyszli wcześniej, płacą tyle samo, ale mają wybór.

Zaskoczenie przychodzi, gdy porównasz to z Sarandą. W samym mieście, na promenadzie i w porcie, leżaki są tańsze - 10-12 euro za komplet, ale plaże są kamieniste, a woda przy brzegu szybko robi się głęboka. W Ksamil masz za to piach, ciepłe morze i widok na wyspy, ale cena często nie obejmuje podstawowych udogodnień. Wiele miejsc nie ma własnych toalet ani pryszniców, a za skorzystanie z nich zapłacisz dodatkowe 1-2 euro. Jeśli planujesz całodzienną wycieczkę z Sarandy do Ksamil, weź ze sobą gotówkę - na miejscu bywa problem z płatnością kartą, szczególnie w mniejszych punktach.

Ciekawostka: lokalni mieszkańcy rzadko korzystają z leżaków. Wolą rozłożyć ręcznik na plaży publicznej, na przykład przy wejściu w okolicy restauracji Lëkurësi. To oszczędność rzędu 50-100 złotych dziennie na osobę, a przy tygodniowym pobycie robi się z tego spora suma. Jeśli zależy ci na budżecie, sprawdź, które plaże w Ksamil mają darmowe wejścia i własny ręcznik - woda jest ta sama, a widok na Morze Jońskie równie piękny. Pamiętaj tylko, że w sezonie turystycznym lepiej przyjść przed 9 rano, żeby znaleźć kawałek miejsca bez leżaków.

Jak dostać się do Sarandy promem z Korfu i nie przepłacić za bilet w szczycie sezonu

Dojazd promem z Korfu do Sarandy to jeden z najwygodniejszych sposobów na rozpoczęcie wakacji na albańskiej riwierze. Rejs trwa około 30-40 minut, a w sezonie kursy są naprawdę częste. Problem zaczyna się, gdy kupujesz bilet na ostatnią chwilę w lipcu lub sierpniu - ceny potrafią skoczyć nawet dwukrotnie. Żeby nie przepłacić, zarezerwuj bilet online z wyprzedzeniem, najlepiej na stronie przewoźników takich jak Finikas Lines czy Ionian Seaways. Bilet w jedną stronę w szczycie sezonu kosztuje zwykle 25-30 euro, ale jeśli kupisz go wcześniej, złapiesz prom za 18-20 euro. Pamiętaj też, że w weekendy i w okolicy połowy sierpnia cena rośnie, a miejsca na pokładzie szybko znikają.

Z Korfu do Sarandy pływają zarówno szybkie katamarany, jak i wolniejsze, większe promy. Katamaran jest droższy, ale oszczędzasz czas. Jeśli jedziesz z rowerem lub większym bagażem, wybierz klasyczny prom - ma więcej miejsca i niższą cenę. Sprawdź, czy w cenie biletu masz już opłatę portową - niektóre firmy doliczają ją osobno, co podbija koszt. Dobrym trikiem jest kupno biletu powrotnego od razu - często wychodzi taniej niż dwie osobne rezerwacje. I jeszcze jedna rzecz: na promie nie ma rezerwacji miejsc siedzących, więc przyjedź na terminal 20-30 minut przed odpłynięciem, żeby zająć dobre miejsce z widokiem na Morze Jońskie.

Po dopłynięciu do Sarandy jesteś od razu w centrum - port znajduje się tuż przy promenadzie i głównej plaży. To ogromna zaleta, bo nie tracisz czasu na dojazd. Z portu widać zamek Lëkurësi na wzgórzu, a spacerem dojdziesz w 10 minut do najważniejszych restauracji i noclegów. Jeśli planujesz wycieczkę do Ksamil, Blue Eye czy parku archeologicznego Butrint, to właśnie z Sarandy masz najlepszy dojazd. Prom z Korfu to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też świetny wstęp do zwiedzania - z pokładu zobaczysz zarówno greckie wybrzeże, jak i albańskie góry. Wieczorem, po całym dniu na plaży, możesz wrócić na promenadę w Sarandzie na zachód słońca i xhiro - wieczorny spacer, który tutejsi traktują jak świętość.

Grecka kawa, albańska gościnność i ryba z grilla, czyli czego nie zamówisz w menu nad promenadą

W Sarandzie nie zamówisz tylko jedzenia. Zacznij poranek od macchiato w jednej z knajpek przy promenadzie, ale zanim kelner przyniesie rachunek, spodziewaj się kilku minut rozmowy o tym, skąd jesteś i czy podoba ci się Albania. To nie nachalność, tylko lokalny standard - gościnność, która działa tu jak dodatek do kawy. W menu nad morzem znajdziesz głównie rybę z grilla i owoce morza, ale prawdziwy smak miasta poznasz, gdy wyjdziesz poza deptak i trafisz do rodzinnej tawerny na wzgórzu Lëkurësi. Tam zobaczysz zachód słońca nad Korfu, a za talerz grillowanych sardeli zapłacisz tyle, co za kawę w centrum.

Jeśli masz ochotę na coś więcej niż leżaki na kamienistych plażach, rusz w głąb lądu. Park archeologiczny w Butrint, wpisany na listę UNESCO, to ruiny opowiadające historię od starożytnych Greków po Wenecjan - i w przeciwieństwie do zatłoczonego centrum, w maju albo wrześniu możesz mieć je prawie dla siebie. Blue Eye, czyli Błękitne Oko, to źródło o intensywnie turkusowej wodzie, które robi wrażenie, ale przyjeżdżaj wcześnie rano, bo w sezonie tłumy potrafią zepsuć magię miejsca. Z Sarandy łatwo też skoczyć promem na Korfu - to godzina rejsu, a greckie wyspy kuszą innym tempem życia i inną kawą.

Wieczorem wróć na promenadę, ale nie szukaj tam noclegu - lepiej wynajmij apartament kilkaset metrów od portu, gdzie zapłacisz mniej i nie obudzi cię muzyka z knajp. W Sarandzie pogoda sprzyja wakacjom od maja do października, a w lipcu i sierpniu temperatura wody w Morzu Jońskim przypomina letni prysznic. Jeśli planujesz wycieczkę z miasta, zobacz Monastyr 40 Świętych na wzgórzu - to punkt, z którego widać całą zatokę, a przy okazji unikniesz tłoku na plaży. Dojazd z Tirany zajmuje około czterech godzin autobusem, ale widoki na Riwierę Albańską wynagradzają trzęsienie się na zakrętach. W Sarandzie nie ma wielkich supermarketów ani sieciówek - zamiast tego są małe sklepy z oliwą, domowe wina i synagoga, która przypomina, że to miasto od zawsze było skrzyżowaniem kultur.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski