Przejdź do treści
Europa

Costa Brava Opinie 2026 - Czy Warto Jechać? Sprawdzamy Fakty

Costa Brava 2026: sprawdzamy, czy warto jechać. Poznaj prawdziwe opinie turystów po sezonie i dowiedz się, które miejsca omijać, a które zachwycają.

Dramatic rocky cliffs meeting the azure sea in Costa Brava, Spain. Ideal summer escape. Pozdrowienia z: Europa Par avion

Costa Brava bez filtrów: co turyści naprawdę mówią po sezonie 2026

Zeszłoroczny sezon na Costa Brava zostawił kilka gorzkich lekcji, które turyści roztrząsali w recenzjach i na forach. Najważniejsza: jeśli planujesz wakacje w Lloret de Mar w sierpniu, szykuj się na ścisk, który bardziej przypomina miejski festiwal niż leniuchowanie nad Morzem Śródziemnym. Sporo urlopowiczów żałowało, że nie postawiło na spokojniejsze miejscówki, jak Calella Palafrugell czy Begur. Tam dzikie wybrzeże i drobne, kamieniste cala dają intymność, której w Lloret po prostu nie znajdziesz. Ceny też zaskoczyły - nie tyle samych hoteli, co leżaków na plaży. W Tossa de Mar za parasol i dwa leżaki płaciło się nawet 35 euro dziennie, a przy dwóch tygodniach urlopu robi to już konkretną różnicę w budżecie.

Pogoda w 2026 roku bywała kapryśna. Lipiec przyniósł fale upałów, które zmuszały do szukania cienia w gajach oliwnych albo klimatyzowanych muzeach. I właśnie wtedy wielu odkryło, że Katalonia to nie tylko plaże. Figueres z teatrem-muzeum Salvadora Dalí okazało się strzałem w dziesiątkę - turyści chwalili, że Dom Dalego w Cadaqués, choć mniejszy, daje bardziej osobiste wrażenia niż główny kompleks w Figueres. Girona z katedrą i wąskimi uliczkami żydowskiej dzielnicy zyskała opinię idealnego miasta na jeden dzień, zwłaszcza gdy pogoda nie sprzyja kąpielom.

Największym odkryciem po sezonie 2026 okazały się miejsca, których nie reklamują billboardy. Peratallada - średniowieczne miasteczko z kamienia, bez tłumów, gdzie można zjeść katalońską tunę za 12 euro - według wielu komentujących to prawdziwy skarb. Podobnie Pals, z widokiem na pola ryżowe i morze, oraz Sant Martí d’Empúries, gdzie spacer po greckich i rzymskich ruinach miesza się z zapachem sosny i soli. Cap Creus, najbardziej wysunięty na wschód punkt Półwyspu Iberyjskiego, zyskał status miejsca obowiązkowego nie tylko dla fanów fotografii, ale dla każdego, kto chce zobaczyć dziką twarz hiszpańskiego wybrzeża. Turyści podkreślali, że właśnie tam, a nie na zatłoczonej platja w Blanes, czuć prawdziwego ducha Costa Brava.

Ile kosztuje tydzień na Costa Brava w 2026 roku? Konkretne liczby

Tydzień na Costa Brava w 2026 roku to wydatek, który przy rozsądnym planowaniu zamkniesz w 2800-3500 złotych na osobę, jeśli lecisz z biurem podróży w czerwcu. W szczycie sezonu, czyli w lipcu i sierpniu, ceny potrafią skoczyć do 4500-5500 zł, zwłaszcza w popularnych miejscowościach jak Lloret de Mar czy Tossa de Mar. Samodzielna organizacja z wylotem z Polski i wynajmem mieszkania w mniej znanym kurorcie, na przykład w Begur lub Pals, może zmieścić się w 2200-3000 zł, ale wymaga polowania na promocje lotów i wcześniejszej rezerwacji noclegu. Do tego dolicz średnio 50-70 zł dziennie na jedzenie, jeśli gotujesz we własnym zakresie, albo 100-130 zł, gdy jadasz w restauracjach.

Na miejscu sporo atrakcji masz za darmo albo za symboliczną opłatą. Wejście do muzeum Salvadora Dalí w Figueres kosztuje około 50 zł, a dom Dalego w Portlligat to wydatek rzędu 40 zł. Zwiedzanie Girony z katedrą i żydowską dzielnicą to spacer za 0 zł, chyba że chcesz wejść na mury obronne - bilet to jakieś 15 zł. Największym kosztem bywa transport między miasteczkami - autobusy z Blanes do Cadaqués potrafią kosztować 20-30 zł za przejazd, a taksówki między kurortami to już 60-80 zł. Warto rozważyć wynajem auta na 3-4 dni za 150-200 zł za dobę, co daje swobodę dotarcia do dzikich zatoczek wokół Cap de Creus czy do urokliwego Calella Palafrugell.

Plaże są darmowe, ale leżaki z parasolem w Lloret de Mar kosztują około 30 zł za dzień. Jeśli wolisz spokój, szukaj cal na północ od Begur - tam rozkładasz ręcznik za darmo, a woda jest czystsza niż przy zatłoczonych promenadach. Pogoda w czerwcu i wrześniu to komfortowe 26-28°C, więc unikniesz najwyższych cen i tłumów, które w sierpniu potrafią zniechęcić nawet do spaceru po Platja d’Aro. Tygodniowy budżet na jedzenie, bilety i dojazdy dla jednej osoby to dodatkowe 700-1000 zł, więc całość zamknie się w 3500-4500 zł przy rozsądnym gospodarowaniu. Dla pary bez dzieci to już 5500-7000 zł, ale za to dostajecie dostęp do katalońskich miasteczek jak Peratallada czy Pals, które wyglądają jak żywcem wyjęte ze średniowiecza, i do widoków, które zapamiętasz na lata.

Tossa de Mar czy Lloret de Mar? Porównanie po 20 latach zmian

Gdy myślisz o wakacjach na Costa Brava, od razu przychodzą ci do głowy dwa nazwiska: Tossa de Mar i Lloret de Mar. Przez lata oba kurorty zmieniły się nie do poznania, a wybór między nimi to dziś nie tylko kwestia widoków, ale przede wszystkim stylu spędzania urlopu. Lloret wciąż jest centrum imprezowego życia, z zatłoczonymi plażami i klubami, które przyciągają młodych turystów z całej Europy. Tossa, choć też popularna, zachowała więcej spokoju i autentycznego katalońskiego klimatu, zwłaszcza w okolicy starego miasta z zamkiem na wzgórzu. Jeśli szukasz dzikiego wybrzeża i ukrytych cal, lepiej sprawdzi się okolica Begur albo Calella Palafrugell, ale jeśli chcesz mieć wszystko pod ręką, Lloret i Tossa oferują pełen wachlarz atrakcji.

Plaże w obu miejscowościach różnią się charakterem. W Lloret dominują szerokie, piaszczyste platje, które w sezonie są oblegane przez tłumy, ale masz tam też łatwy dostęp do infrastruktury, wypożyczalni sprzętu wodnego i promenad pełnych barów. Tossa ma mniejsze, bardziej kameralne zatoczki, a jej główna plaża, choć też popularna, jest otoczona zielenią i historycznymi murami. To miasto słynie też z wyjątkowego światła, które przyciągało artystów - w latach 30. mieszkał tu nawet Marc Chagall. Do dziś spacer wąskimi uliczkami wokół murów obronnych to jak podróż w czasie, zwłaszcza gdy porównasz to z komercyjnym centrum Lloret, gdzie co roku otwierają się nowe sklepy i kluby.

Jeśli planujesz urlop z rodziną i szukasz czegoś więcej niż tylko plażowania, Tossa wygrywa spokojem i możliwością łączenia wypoczynku z odkrywaniem historii. Z kolei Lloret to lepszy wybór, gdy chcesz być w centrum wydarzeń i nie przeszkadza ci gwar do późnej nocy. Pamiętaj jednak, że obie miejscowości to świetne bazy wypadowe do zwiedzania reszty regionu. Z Tossy blisko jest do Girony i jej słynnej katedry, a także do Cadaqués i domu Dalego w Portlligat. Z Lloret szybko dojedziesz do Blanes, gdzie znajdziesz słynne ogrody botaniczne Marimurtra, albo do Figueres, by zobaczyć muzeum surrealisty. Pogoda na Costa Brava dopisuje od maja do października, a morze Śródziemne nagrzewa się idealnie do kąpieli już w czerwcu. Wybór między Tossą a Lloret to tak naprawdę wybór między kameralnym klimatem a energią dużego kurortu - oba mają swój urok, a po 20 latach zmian każdy z nich oferuje coś unikalnego.

Plaże, które przegapiłeś, czyli calas dostępne tylko od strony wody

Costa Brava to nie tylko znane deptaki i szerokie plaże w Lloret de Mar czy Tossa de Mar. Owszem, te miejscowości mają swój urok i infrastrukturę, ale prawdziwy charakter tego katalońskiego wybrzeża poznasz dopiero wtedy, gdy zejdziesz z utartego szlaku. Mowa o calas - małych, kamienistych zatoczkach, do których nie dojedziesz samochodem ani nie dojdziesz wygodnym chodnikiem. Często jedynym sposobem, by się tam dostać, jest łódka albo długa wędrówka po skalistym brzegu. I właśnie ta niedostępność sprawia, że są tak wyjątkowe.

Aerial view of a bright, creative workspace featuring art supplies, plants, and a laptop.
Zdjęcie: AI25.Studio Studio

Weźmy na przykład okolice Cap de Creus, dzikiego półwyspu na północ od Cadaqués. Tam woda ma niesamowity, szmaragdowy kolor, a skały przybierają surrealistyczne kształty. Nic dziwnego, że Salvador Dalí, który mieszkał w Portlligat i uwieczniał te widoki na swoich płótnach, czerpał stąd inspirację. Dalej na południe, między Begur a Palafrugell, znajdziesz perełki takie jak Cala Aiguablava czy Cala Pedrosa. Do niektórych z nich, jak do dzikich zatoczek wokół Pals, trzeba spłynąć kajakiem z plaży lub przypłynąć małą motorówką. Turyści zorganizowani, którzy przyjeżdżają autokarem na główną plażę w Blanes, zwykle nie mają pojęcia, że kilkaset metrów dalej czeka na nich zupełnie inny świat - cichy, bez leżaków i bez głośnej muzyki.

Jeśli planujesz wakacje w tym regionie, warto poświęcić jeden dzień na wynajęcie łodzi (w Tossa de Mar czy Lloret bez problemu znajdziesz wypożyczalnie) i samodzielne odkrywanie wybrzeża. To zupełnie co innego niż siedzenie na zatłoczonej plaży w centrum. Możesz też wybrać się na piesze szlaki - na przykład ten z Calelli Palafrugell do Llafranc wiedzie wzdłuż klifów i co chwila odsłania nową, ukrytą zatoczkę. Pogoda na Costa Bravi latem sprzyja takim wyprawom, ale unikaj południa, gdy słońce pali najmocniej. Wcześnie rano albo pod wieczór masz szansę mieć całą calę dla siebie, a widoki na Morze Śródziemne o wschodzie słońca zapamiętasz na długo. Miejscowości takie jak Begur, Peratallada czy Pals słyną z kamiennych uliczek, ale to właśnie te dzikie plaże są ich naturalnym zapleczem - bez nich wycieczka na Costa Brava byłaby niekompletna.

Miejscowości, w których Hiszpanie spędzają własne wakacje

Kiedy myślisz o Costa Brava, pierwsze skojarzenia to pewnie Tossa Mar, Lloret Mar czy Blanes. I słusznie, bo to właśnie te miejscowości od dekad przyjmują najwięcej turystów z całej Europy. Ale jeśli chcesz zobaczyć, gdzie sami Hiszpanie, a zwłaszcza Katalończycy, uciekają od tłumów, musisz skręcić w boczne drogi. Zamiast wielkich hoteli znajdziesz tam kameralne miasteczka, dzikie plaże i klimat, który przypomina, że to wybrzeże Morza Śródziemnego wciąż potrafi zaskakiwać.

Weźmy na przykład Calella Palafrugell. To nie kurort w stylu all inclusive, tylko dawna wioska rybacka, gdzie białe domy schodzą prosto na plażę. Miejscowi przyjeżdżają tu na długie weekendy, żeby posiedzieć w porcie, popatrzeć na łodzie i zjeść świeżą tunę w jednej z knajpek przy platja. Albo Begur i Pals - miasteczka położone na wzgórzach, skąd rozciągają się widoki na dzikie wybrzeże i ukryte cali. W Pals wciąż czuć średniowieczny klimat, a wąskie uliczki z kamienia nie są jeszcze wykupione przez sieciowe sklepy. Jeśli szukasz autentycznego katalońskiego charakteru, to właśnie te miejsca.

Nie można pominąć Cadaqués i Cap de Creus. To kraina, która inspirowała Salvadora Dalí - jego dom w Portlligat to dziś muzeum, ale samo miasteczko żyje własnym rytmem. Turyści przyjeżdżają na jednodniowe zwiedzanie, a potem wracają do Lloret. A szkoda, bo wieczorem, gdy wycieczki odjeżdżają, Cadaqués oddycha spokojem, a widok na morze z białych, kocich łbów nabiera zupełnie innego wymiaru. Podobnie jest w Peratalladzie - średniowiecznej perełce, gdzie spacerujesz pustymi ulicami i słyszysz tylko własne kroki.

No i Girona. Nie leży bezpośrednio na plaży, ale to właśnie stąd Katalończycy ruszają na urlop. Miasto z katedrą i domem Dalego w Figueres to baza, z której w godzinę dojedziesz do każdej z tych miejscowości. Pogoda na Costa Brava sprzyja wakacjom od maja do października, ale prawdziwy klimat regionu poznasz dopiero, gdy odłożysz folder z Lloret i pojedziesz na północ, w stronę Sant Pere Pescador czy L’Escala. Tam plaże są dziksze, wiatr silniejszy, a woda czystsza. I właśnie tam Hiszpanie spędzają swoje własne wakacje - bez pośpiechu, bez tłoku, za to z widokiem na to, co w Katalonii najlepsze.

Gdzie spał Salvador Dali i dlaczego Cadaqués wciąż pachnie surrealizmem

Cadaqués to miejsce, które wygląda jak sen, tyle że prawdziwy. Leży na końcu drogi, na samym cyplu Półwyspu Iberyjskiego, gdzie Costa Brava zamienia się w dzikie wybrzeże pełne wiatru i słońca. To właśnie tutaj Salvador Dali spędzał lato w domu ojca, a później uciekał z Portlligat, żeby malować pejzaże, które potem trafiały na jego płótna. Dziś miasteczko wciąż pachnie surrealizmem - białe domy, wąskie uliczki, a nad wszystkim góruje kościół Santa Maria. Nie ma tu tłumów jak w Lloret de Mar czy Tossa Mar, choć turyści przyjeżdżają właśnie po ten spokój i widok na morze Śródziemne, które w Cadaqués jest wyjątkowo błękitne.

Jeśli planujesz urlop na Costa Brava, warto oderwać się od typowych kurortów i pojechać dalej na północ. Girona ze swoją katedrą i żydowską dzielnicą to obowiązkowy przystanek, ale prawdziwą perełką jest Figueres, gdzie znajduje się Teatre-Museu Dalí - jedno z najdziwniejszych muzeów w Hiszpanii. Sam Dali mówił, że to największe dzieło surrealizmu, i trudno się z nim nie zgodzić. Z kolei w Pals i Begur znajdziesz średniowieczne miasteczka na wzgórzach, a w Calella Palafrugell - małe zatoczki z żwirem zamiast piasku. Plaże tutaj nie są takie jak w Lloret czy Blanes, gdzie szerokie pasy piasku ciągną się kilometrami. Tu dominują cali - kameralne zatoki, do których schodzi się wąskimi ścieżkami.

Pogoda na Costa Brava sprzyja zwiedzaniu od maja do października, ale nawet w lipcu wieczory bywają chłodne, bo od Cap de Creus ciągnie morski wiatr. To wybrzeże nie jest jednolite - z jednej strony masz Platja d’Aro i Sant Antoni de Calonge pełne klubów i hoteli, z drugiej Peratallada, gdzie czas się zatrzymał. Jeśli szukasz miejsc z charakterem, wybierz któreś z małych miasteczek: Tossa Mar zachwyca starym miastem otoczonym murami, a Blanes słynie z ogrodu botanicznego Marimurtra. Dzikie wybrzeże Katalonii to nie tylko plaże, ale też ślady Dalego, które znajdziesz w każdym zakątku - od wystaw w Cadaqués po widoki, które malował przez całe życie.

Czy Costa Brava to nadal dzikie wybrzeże, czy już betonoza?

Costa Brava to jeden z tych regionów Hiszpanii, który wzbudza skrajne emocje. Z jednej strony słynie z dzikiego wybrzeża, ukrytych zatoczek i skalistych klifów, z drugiej - od lat kojarzy się z masową turystyką i betonowymi hotelami. Prawda leży gdzieś pośrodku i zależy od tego, którą miejscowość wybierzesz na swój urlop. Jeśli trafisz do Lloret de Mar w szczycie sezonu, zobaczysz tłumy, głośne bary i plaże wypełnione leżakami. Wystarczy jednak pojechać kilkanaście kilometrów dalej, do Tossa de Mar czy Calella Palafrugell, żeby poczuć zupełnie inny klimat - bardziej kameralny, z wąskimi uliczkami i autentycznym katalońskim charakterem.

To, co odróżnia Costę Bravę od innych hiszpańskich wybrzeży, to nie tylko plaże, ale przede wszystkim krajobraz. Region oferuje dziesiątki małych zatoczek, zwanych cala, do których nie dojedziesz samochodem - trzeba zejść pieszo lub dopłynąć łódką. Właśnie tam znajdziesz to, czego szukają turyści unikający betonozy: czystą wodę, ciszę i widoki na Morze Śródziemne bez wieżowców w tle. Najpiękniejsze przykłady to okolice Begur, Pals i Cap de Creus - półwyspu, który Salvador Dalí uwieczniał na swoich obrazach. Sam artysta mieszkał w Portlligat, a jego dom w Cadaqués to dziś jedno z ciekawszych muzeów w Katalonii.

Jeśli planujesz wakacje na Costa Brava, nie ograniczaj się tylko do plażowania. Warto zarezerwować dzień na Gironę - miasto z imponującą katedrą i średniowiecznym żydowskim gettem. Figueres z kolei to obowiązkowy przystanek dla fanów surrealizmu, bo tam znajduje się główne muzeum Dalego. Mniejsze miasteczka, jak Peratallada czy Pals, zachowały średniowieczny układ ulic i kamienne domy, które wyglądają jak z pocztówki. Pogoda w sezonie letnim gwarantuje upały i bezchmurne niebo, ale wiosną i jesienią wybrzeże jest przyjemnie ciepłe, a turyści są rozsiani po okolicy, a nie stłoczeni na jednej plaży.

Costa Brava nie jest już dzikim wybrzeżem w sensie dosłownym - infrastruktura jest rozwinięta, a w Lloret de Mar czy Blanes znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz na rodzinnym urlopie. Ale wciąż istnieją miejsca, gdzie natura bierze górę nad betonem. Kluczem jest wybór odpowiedniej bazy: zamiast dużego kurpostu postaw na mniejszą miejscowość, jak Tossa de Mar, Cadaqués albo Begur. Wtedy przekonasz się, że Costa Brava to nie tylko plaże i tłumy, ale też zapach sosen, szum fal uderzających o skały i smak świeżej tury w porcie w Calella Palafrugell.

Pogoda na Costa Brava: kiedy naprawdę warto jechać, żeby nie stać w korku

Trudno znaleźć drugie miejsce w Europie, które tak dobrze łączy dzikie plaże z bogatą kulturą jak Costa Brava. Kiedy myślisz o wakacjach w Hiszpanii, od razu przychodzi ci do głowy słońce i morze, ale ten kataloński region ma znacznie więcej do zaoferowania. Problem w tym, że w szczycie sezonu, czyli w lipcu i sierpniu, popularne miejscowości jak Lloret de Mar, Tossa de Mar czy Blanes zamieniają się w jeden wielki korek. Turyści walczą o miejsce na ręczniku, a temperatury sięgają 30 stopni, co dla wielu jest męczące, zwłaszcza przy wysokiej wilgotności znad Morza Śródziemnego. Dlatego naprawdę warto rozważyć termin maj - czerwiec lub wrzesień - październik. Wtedy pogoda na Costa Brava wciąż sprzyja plażowaniu, ale woda w zatokach jest już przyjemnie ciepła, a na dzikim wybrzeżu wokół Cap de Creus czy Cadaqués znajdziesz spokój i miejsce do parkowania bez szukania przez godzinę.

Jeśli chcesz połączyć leniwe dni na plaży ze zwiedzaniem, wybierz wczesną jesień. Girona z jej imponującą katedrą i wąskimi uliczkami żydowskiej dzielnicy robi ogromne wrażenie, gdy nie ma tłumów. Z kolei dla fanów sztuki Salvador Dalí to prawdziwa gratka - jego muzeum w Figueres oraz dom w Portlligat koło Cadaqués to dwa punkty obowiązkowe, które pokazują, jak bardzo krajobraz tego wybrzeża wpływał na jego twórczość. Wrzesień to też idealny czas na odkrywanie mniej znanych perełek, jak średniowieczne miasteczka Pals, Peratallada czy Begur, gdzie możesz spacerować kamiennymi uliczkami bez ulewy i upału. Kurorty takie jak Calella de Palafrugell czy Platja d’Aro oferują wtedy nie tylko dostęp do piaszczystych plaż i ukrytych cal, ale też niższe ceny i więcej miejsca na spokojny wypoczynek.

Nie daj się zwieść stereotypowi, że Costa Brava to tylko letnie imprezy i zatłoczone promenady. Ten kataloński region słynie z różnorodności - od dzikiego wybrzeża z klifami i widokami na zatoki, po urokliwe miasteczka, gdzie wciąż czuć lokalny klimat. Pogoda w maju czy październiku bywa kapryśna, ale kilka deszczowych dni to mała cena za możliwość zobaczenia Sant Feliu de Guíxols bez tłumów czy spacer po parku w Blanes, gdy kwitną ogrody botaniczne. Jeśli planujesz urlop, postaw na termin poza głównym sezonem - wtedy Costa Brava pokazuje swoje prawdziwe oblicze, a ty zyskujesz wakacje bez stresu i wielogodzinnych korków.

Girona i Blanes na jeden dzień: trasy, które ogarniesz bez samochodu

Girona i Blanes to dwa miejsca, które spokojnie możesz zwiedzić w jeden dzień, nawet bez auta. Z Tossa de Mar czy Lloret de Mar do Blanes dojedziesz autobusem w jakieś 20-30 minut. Blanes to przede wszystkim ogród botaniczny Marimurtra i porządna promenada, ale jeśli masz ochotę na coś więcej niż plażowanie, wsiadasz w pociąg i jedziesz do Girony. Podróż z Blanes do stolicy prowincji zajmuje niecałą godzinę, a wysiadasz praktycznie pod samym Starym Miastem. W Gironie nie chodzi o bieganie z listą w ręku - wystarczy wejść na most nad rzeką Onyar, popatrzeć na kolorowe kamienice odbite w wodzie i skręcić w wąskie uliczki żydowskiej dzielnicy. Katedra robi wrażenie, ale prawdziwą perełką jest klasztor Sant Pere de Galligants, gdzie rzadko zaglądają turyści zorganizowani.

Jeśli pogoda dopisuje, a ty wolisz widoki niż gotyckie sklepienia, z Blanes możesz ruszyć w drugą stronę - w kierunku dzikiego wybrzeża Costa Brava. Bez samochodu dotrzesz autobusem do Calella de Palafrugell albo Begur, ale to już wymaga przesiadki. Za to spacer z Blanes do Lloret de Mar brzegiem morza to około 10 kilometrów, które pokonasz w trzy godziny, mijając po drodze urocze małe zatoczki, takie jak Cala Sant Francesc. Nikt cię nie pogania, a widoki na Cap Creus są nagrodą samą w sobie. Pamiętaj tylko, że w szczycie sezonu autobusy kursują częściej, ale poza lipcem i sierpniem lepiej sprawdzić rozkład z wyprzedzeniem.

Girona to też świetna baza wypadowa dla fanów Salvadora Dalego. Z dworca autobusowego w Gironie pojedziesz do Figueres w 40 minut, gdzie czeka Teatre-Museu Dalí, czyli dom Dalego przerobiony na muzeum. Możesz też pojechać dalej do Cadaqués, ale to już pełna wyprawa na cały dzień. W Gironie samej w sobie znajdziesz spokojniejsze zakątki - na przykład ruiny rzymskiego forum czy spacer wzdłuż murów obronnych, skąd widać całe miasto i wzgórza Katalonii. Klimat regionu sprzyja takim wypadom: wiosną i jesienią nie ma upału, a turyści skupiają się głównie na plażach, więc wąskie uliczki Girony są prawie puste. Bez samochodu zyskujesz przede wszystkim swobodę - nie szukasz parkingu, nie martwisz się o winiety, a pociągiem dojeżdżasz pod samą katedrę.

Jedzenie, które zapamiętasz: od rybackich barów po winnice Empordy

Na Costa Brava jedzenie to nie tylko kwestia zaspokojenia głodu, ale prawdziwa podróż po lokalnej kulturze. W Lloret de Mar i Tossa de Mar znajdziesz bary rybackie, gdzie platja i zapach morza mieszają się z aromatem świeżo grillowanych sardyn. To właśnie w takich miejscach, zwłaszcza w Calella Palafrugell, warto zamówić suquet de peix - gęstą zupę rybną, która od pokoleń jest podstawą katalońskiej kuchni. Turyści często omijają te knajpki na rzecz bardziej turystycznych lokali, ale to właśnie w nich poczujesz prawdziwy klimat wybrzeża. W Begur i Pals, gdzie dzikie wybrzeże przeplata się z winnicami, lokalne wina z regionu Empordy idealnie komponują się z owocami morza.

Jeśli szukasz czegoś bardziej wyrafinowanego, warto wybrać się w głąb lądu, do Girony. Jej katedra i wąskie uliczki starego miasta skrywają restauracje, które łączą tradycję z nowoczesnością. W Figueres, gdzie znajduje się muzeum Salvadora Dalego, możesz zjeść lunch w miejscu, które samo w sobie jest dziełem sztuki - kataloński chleb z pomidorem i szynka iberyjska to klasyk, który nigdy się nie nudzi. Dali, który słynie z ekscentryczności, często jadał w prostych barach, więc nie bój się wejść do knajpki bez wystawnej dekoracji.

Największym sekretem regionu są miasteczka takie jak Peratallada czy Cadaqués. W tym ostatnim, nad samym morzem, w Cap Creus, znajdziesz restauracje serwujące arroz caldoso - wilgotne paella z owocami morza. Warto też spróbować lokalnych serów i wina z winnicy, która rozciąga się aż po Sant Feliu de Guíxols. Pogoda i klimat Katalonii sprawiają, że kolacje na świeżym powietrzu przy plaży to codzienność, a nie luksus. Każda miejscowość, od Blanes po Calella, oferuje coś innego - w Pals zjesz risotto z grzybami, w Begur skosztujesz tuńczyka, a w Tossa de Mar zamówisz tradycyjną escudellę. Jedzenie na Costa Brava to nie tylko posiłek, to część opowieści o tym, jak żyją tu ludzie.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski