Pula na weekend czy dwa tygodnie - ile czasu naprawdę potrzebujesz
Zastanawiasz się, czy na Pulę wystarczy weekend, czy lepiej zarezerwować dwa tygodnie? Prawda leży gdzieś po środku i zależy od twojego stylu podróżowania. Jeśli masz tylko dwa, trzy dni, spokojnie zdążysz zobaczyć największe hity: rzymski amfiteatr Puli, który robi wrażenie o każdej porze dnia, Łuk Sergiusza i Świątynię Augusta na starym Forum. To trio zabytków to esencja rzymskiej historii w pigułce. W centrum szybko ogarniesz też Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i resztki antycznych bram. Wieczorem warto pospacerować po wąskich uliczkach i zjeść kolację z widokiem na port. Weekend wystarczy, by poczuć klimat miasta, ale nie licz na relaks na plaży.
Na dłuższy pobyt, tydzień lub dwa, Pula odsłania drugie oblicze. To nie tylko zabytek, ale brama do całego półwyspu Istria. Masz wtedy czas, by popłynąć do Parku Narodowego Brijuni - archipelagu z rzymskimi willami, safari i śladami wojny światowej. Możesz też ruszyć wzdłuż wybrzeża: plaże w okolicy Puli są kamieniste i urokliwe, a w pobliżu znajdziesz miasteczka takie jak Rovinj czy Poreč. Dla miłośników historii morskiej obowiązkowy punkt to Muzeum Historyczne Morskie, które opowiada o dawnych bitwach i życiu na Adriatyku. W dłuższej perspektywie Pula ma też sporo do zaoferowania rodzinom z dziećmi - amfiteatr organizuje pokazy dla najmłodszych, a w parkach wokół twierdzy można spokojnie spędzić popołudnie.
Jeśli chodzi o praktyczne sprawy, hotele w centrum są droższe, ale oszczędzają czas na dojście do atrakcji. Bilety do amfiteatru Puli lepiej kupić z wyprzedzeniem w sezonie, bo kolejki bywają długie. Co więcej, dłuższy pobyt pozwala wejść głębiej w lokalny rytm: skosztować oliwy i wina z Istrii, posiedzieć na targu przy ratuszu, a nawet wybrać się na jednodniową wycieczkę do Wenecji promem. Pula nie jest kurortem all inclusive, ale miastem z duszą. Weekend to przedsmak, dwa tygodnie to prawdziwe poznanie. Wybór należy do ciebie, ale jedno jest pewne - niezależnie od czasu, słońce, morze i historia zostaną z tobą na długo.
Amfiteatr, który nie jest Koloseum - co wyróżnia Arenę na tle innych rzymskich budowli
Arena w Puli to jeden z najlepiej zachowanych rzymskich amfiteatrów na świecie - i choć często porównuje się ją do Koloseum, różni się od niego w kilku kluczowych kwestiach. Przede wszystkim, jako jedyna z wielkich rzymskich aren zachowała w całości cztery boczne wieże i trzy kondygnacje arkad. To sprawia, że bryła budowli jest bardziej zwarta, a jej obwód mniejszy niż w Rzymie, za to widzowie siedzą bliżej areny. W starożytności mogło tu zasiąść około 23 tysięcy widzów, czyli prawie cała ówczesna ludność miasta. Dziś amfiteatr w Puli wciąż żyje - latem odbywają się w nim koncerty, festiwale filmowe, a nawet przedstawienia, które nawiązują do walk gladiatorów. W przeciwieństwie do Koloseum nie jest otoczony betonową dżunglą, tylko porośnięty sosnami, a z jego najwyższych rzędów widać morze i dachy starego miasta.
Zwiedzanie areny warto zacząć od podziemi, gdzie niegdyś przygotowywano zwierzęta i gladiatorów do walk. Dziś mieści się tam wystawa poświęcona uprawie oliwek i winnej latorośli w starożytnej Istrii - nietypowy, ale bardzo lokalny akcent. Na górze, po wejściu na górny poziom, dostajesz wgląd w to, jak inżynierowie rzymscy radzili sobie z odprowadzaniem deszczówki i organizacją tłumu. Jeśli masz dzieci, warto pokazać im rekonstrukcje machin oblężniczych ustawione na dziedzińcu - można wejść do środka i poczuć się jak legionista. Bilety kosztują około 70-80 kun (ok. 40-50 zł), a ulgowe dla uczniów i studentów są o połowę tańsze. Lepiej przyjść wczesnym popołudniem, bo słońce wtedy oświetla wnętrze areny, a cienie pod arkadami tworzą świetne tło do zdjęć.
Tuż obok amfiteatru zaczyna się deptak prowadzący do centrum Puli, więc po wyjściu z areny możesz od razu ruszyć na spacer. W ciągu kilkunastu minut miniesz Łuk Sergiusza - triumfalną bramę wzniesioną przez zamożną rzymską rodzinę - oraz Świątynię Augusta, która stoi na dawnym forum i do dziś robi wrażenie idealnie zachowanym portykiem. W okolicy jest też Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, której fundamenty sięgają IV wieku, a dzwonnica oferuje widok na całe wybrzeże. Jeśli wolisz coś bardziej kameralnego, wstąp do Muzeum Historycznego Morskiego Istrii, mieszczącego się w austro-węgierskiej twierdzy na wzgórzu - to dobre miejsce, żeby zrozumieć, dlaczego Pula przez wieki była portem wojennym i jak zmieniała się pod rządami Wenecji, Austrii i Włoch. Po zwiedzaniu czeka na ciebie jeszcze park wokół areny, gdzie wieczorem miejscowi grają w szachy na ogromnych planszach, a zapach oliwy i wina unosi się z okolicznych konob.
Stare miasto bez tłumów - trasa spacerowa po centrum, o której nie piszą w przewodnikach
Zapomnij o standardowej trasie, która prowadzi prosto od amfiteatru do Forum. Zamiast tego zacznij od północnej strony areny, przy ulicy Scalierovej, i skręć w wąską Ulicę Svetog Ivana. To tutaj, z dala od głównego strumienia turystów, zobaczysz prawdziwe miasto: suszącą się na sznurkach pościel, zapach oliwy i wina sączący się z otwartych drzwi piwnic, a na rogu mural upamiętniający dawnych rybaków. Po kilku minutach dojdziesz do małego placyku Portarata, gdzie w cieniu drzew miejscowi piją poranną kawę. Stąd masz rzut beretem do bramy Herkulesa, najstarszej w Puli, z której korzystali jeszcze Rzymianie. To właśnie ta część miasta, między twierdzą a portem, zachowała autentyczny duch Istrii - bez udawanych sklepów z pamiątkami i drogich restauracji.
Kieruj się dalej na wschód, w stronę wzgórza Kaštel, ale nie wchodź od razu na górę. Lepiej obejdź je od strony południowej, ulicą Kandlerovą, gdzie znajdziesz małe Muzeum Historyczne Morskie. To często pomijana perełka - w środku zobaczysz modele dawnych statków, mapy i opowieści o bitwach morskich, które decydowały o losach półwyspu. Jeśli masz dzieci, to właśnie tutaj spędzą najwięcej czasu, oglądając makietę rzymskiej galery. Po wyjściu skręć w uliczkę Sergijevaca i zatrzymaj się przy Łuku Sergiusza. Nie rzuca się w oczy jak amfiteatr, ale to właśnie ten rzymski monument był inspiracją dla wielu weneckich budowli, które zobaczysz potem w samej Wenecji.
Kolejny przystanek to Świątynia Augusta na Forum. Większość turystów robi tu zdjęcie i idzie dalej. Ty wejdź do środka - bilet kosztuje grosze, a w środku czeka cię niespodzianka: mała wystawa kamiennych rzeźb i fragmentów starożytnych inskrypcji, które opowiadają historię miasta o wiele ciekawiej niż suchy przewodnik. Stamtąd przejdź na tyły Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, gdzie znajdziesz mały, zacieniony park z ławkami. To idealne miejsce na przerwę, zanim ruszysz w stronę wybrzeża. W pobliżu czeka na ciebie jeszcze jeden sekret - dawny klasztor franciszkanów, w którym dziś mieści się galeria sztuki współczesnej. Wstęp jest często bezpłatny, a widok z krużganków na morze i Brijuni zapiera dech.
Na koniec zejdź w dół do portu, ale nie idź główną promenadą. Skręć w lewo, za targ rybny, i spaceruj wzdłuż nabrzeża, gdzie cumują prywatne łodzie. Stąd masz najlepszy widok na amfiteatr z perspektywy morza. Jeśli trafisz na zachód słońca, zobaczysz, jak arena zmienia kolor z białego na pomarańczowy i złoty. To właśnie ta trasa, którą omijają wycieczki z przewodnikami, pokazuje ci Pulę taką, jaka jest naprawdę - miasto, które żyje nie tylko zabytkami, ale i codziennym rytmem Istrii.
Plaże z prądem i bez - gdzie się kąpać, żeby nie żałować wyboru

Plaże w Puli to dwie różne historie. Masz wybór między kąpielą wprost w centrum miasta a spokojną zatoką na uboczu. Jeśli nie chcesz tracić czasu na dojazdy, plaża w amfiteatralnym cieniu Areny to żaden pomysł - w centrum nie ma naturalnego wejścia do morza. Najbliżej zabytków, bo tuż obok rzymskiego Forum i Świątyni Augusta, znajdziesz kilka betonowych platform, ale to raczej opcja na ochłodę po zwiedzaniu niż na leniwy dzień z książką. Prawdziwe kąpielisko zaczyna się dopiero na półwyspie, wzdłuż wybrzeża Istrii.
Dla rodzin z dziećmi najlepszym wyborem są plaże w pobliżu parku Brijuni, czyli na południowym krańcu miasta. Woda wchodzi tam łagodnie, a w tle masz widok na zielone wyspy. W sezonie działa tu małe molo, skąd odpływają łodzie na wycieczki - ale jeśli wolicie zostać na miejscu, znajdziecie cień pod sosnami i spokojniejsze fale niż przy samym porcie. Z kolei miłośnicy historii i adrenaliny powinni sprawdzić wejścia do morza koło Twierdzy, gdzie skały i głębsza woda przypominają, że to wybrzeże widziało gladiatorów, a potem okręty z obu wojen światowych.
Jeśli szukasz miejsca z prawdziwą plażą, musisz wyjechać poza miasto. W stronę półwyspu Istria, w okolice przystani jachtowych i małych zatoczek, znajdziesz żwirkowe plaże otoczone gajami oliwnymi i winnicami. Tam słońce grzeje mocniej, a wstęp jest bezpłatny - w przeciwieństwie do płatnych kąpielisk przy hotelach w centrum. Bilety na leżaki w sezonie kosztują około 10-15 euro, ale jeśli przyniesiesz własny ręcznik, zaoszczędzisz i znajdziesz miejsce wśród skał. Pamiętaj tylko, że w lipcu i sierpniu woda w zatoce może być cieplejsza niż w otwartym morzu - warto sprawdzić prognozę, zanim wybierzesz się z dziećmi na dłużej.
Brijuni z perspektywy zwykłego turysty - czy warto płacić za rejs do parku narodowego
Rejs na Brijuni to jedna z tych atrakcji, które albo się kocha, albo uznaje za przereklamowaną. Bilet wstępu do parku narodowego kosztuje około 100 zł od osoby, a do tego dochodzi opłata za statek z Puli. Dla rodziny z dziećmi to wydatek rzędu 400-500 zł za jeden dzień. Czy to się opłaca? Zależy, czego szukasz.
Na wyspy płynie się około 20 minut z portu w Puli. Na miejscu czeka na ciebie przede wszystkim przyroda: gęste lasy, dzikie zwierzęta i krystalicznie czyste morze. To dobre miejsce, jeśli masz dość tłumów na plażach Istrii i chcesz odpocząć od słońca w cieniu sosen. Ale nie licz na długie spacery po zabytkach - Brijuni to przede wszystkim park przyrodniczy, a nie drugie centrum Puli z amfiteatrem czy rzymskim forum. To, co zobaczysz, to pozostałości willi rzymskich, stary park z egzotycznymi roślinami i małe muzeum historyczne morskie. Dla kogoś, kto przyjechał do Chorwacji dla Areny czy Świątyni Augusta, Brijuni mogą wydać się nudne.
Jeśli masz dzieci, warto rozważyć rejs. Na wyspie jest zoo z oswojonymi zwierzętami, a plaże w pobliżu przystani są bezpieczne i płytkie. Dorośli docenią możliwość wypicia oliwy z lokalnych gajów albo kieliszka wina w cieniu drzew. Pamiętaj jednak, że bilety na statek trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, zwłaszcza w lipcu i sierpniu. W sezonie kolejki do kas w porcie potrafią być długie, a łodzie odbijają co godzinę. Alternatywą jest zostanie w Puli i poświęcenie tych pieniędzy na zwiedzanie podziemi Amfiteatru Puli albo spacer po twierdzy na wzgórzu. Brijuni to świetny pomysł na jeden dzień, ale nie oczekuj, że zobaczysz tam coś, czego nie ma na wybrzeżu Istrii - to po prostu ładny park na wyspie z historią Tity i wojny światowej w tle.
Rt Kamenjak i inne dzikie zakątki - wypad za miasto, który zapamiętasz na długo
Kiedy największe atrakcje Puli masz już odhaczone - amfiteatr, forum, łuk Sergiusza - warto wygospodarować dzień na coś zupełnie innego. Wystarczy przejechać kilkanaście kilometrów na południe, a znajdziesz się na półwyspie Kamenjak, czyli w jednym z najdzikszych miejsc na całym wybrzeżu Istrii. To nie jest kolejny park z wytyczonymi alejkami i tabliczkami informacyjnymi. To surowy, wapienny cypel, gdzie ścieżki wydeptują głównie miejscowi, a słońce i wiatr robią tu prawdziwą pogodę.
Wjazd na teren parku kosztuje kilka euro, a za te pieniądze dostajesz dostęp do kilkunastu małych zatoczek, które często są zupełnie puste, nawet w lipcu. Nie ma tu hotele ani tłumów z plaż w centrum miasta. Zamiast tego czeka na ciebie woda tak czysta, że widać dno na kilka metrów w głąb, i klify, z których skaczą odważniejsi. To świetna opcja na wypad z dziećmi, jeśli macie dość miejskiego zgiełku i chcecie poczuć, jak pachnie dzika natura - mieszanka sosny, oliwy i morskiej soli. Zabierzcie ze sobą zapas jedzenia i wody, bo w pobliżu nie ma żadnych sklepów, a wino i lokalną oliwę lepiej kupić wcześniej na targu w Puli.
Jeśli wolicie coś pomiędzy amfiteatrem a dziką plażą, wybierzcie się do wioski Brijuni - a właściwie na wyspy Brijuni, bo to archipelag, który leży zaledwie kilka kilometrów od Puli. Rejs łodzią z portu zajmuje około kwadransa. To miejsce, które łączy w sobie historię, przyrodę i odrobinę luksusu. Na głównej wyspie, Veliki Brijun, znajdziesz pozostałości rzymskiej willi, muzeum historyczne morskie i safari park, gdzie pasą się zebry i antylopy - to spuścizna po czasach, gdy wyspę odwiedzał Josip Broz Tito. Bilety nie są tanie, ale spacer po zadbanym parku w cieniu starych drzew, z widokiem na morze, to zupełnie inna jakość niż zwiedzanie zabytków w mieście. Na koniec dnia warto wrócić do Puli, usiąść w porcie i popatrzeć, jak słońce zachodzi nad areną. Wtedy dopiero czujesz, że Istria to nie tylko muzea i twierdze, ale przede wszystkim miejsce, gdzie czas płynie wolniej.
Konkretne ceny w Puli 2026 - parking, jedzenie, bilety i pułapki na turystów
Planując budżet na wyjazd do Puli w 2026 roku, warto wiedzieć, że ceny są tu nieco niższe niż w popularniejszych Dubrowniku czy Splicie, ale w sezonie potrafią zaskoczyć. Za bilet wstępu do samej Areny - rzymskiego amfiteatru Puli, gdzie walczyli gladiatorzy - zapłacisz około 10-12 euro. Jeśli chcesz połączyć zwiedzanie z muzeum historycznym morskim w twierdzy, lepiej kupić bilet łączony za mniej więcej 15 euro. Dzieci do lat 7 wchodzą za darmo, a dla studentów są zniżki. Uwaga na parkingi w okolicy centrum: w sezonie stawki przy samym Forum i rzymskiej świątyni Augusta sięgają 2-3 euro za godzinę, a bliżej wybrzeża i plaż znajdziesz strefy płatne nawet do 8 euro za cały dzień, ale trzeba zaparkować kawałek dalej.
Jedzenie w Puli to osobna historia. Obiad w porządnej konobie w okolicy Łuku Sergiusza czy starego miasta to wydatek 15-25 euro od osoby, ale jeśli skusisz się na dania z oliwą i winem z Istrii, rachunek może być wyższy. Lokalne bary serwują oliwę i wino w przystępnych cenach - kieliszek dobrego malvaziji kupisz za 3-4 euro. Pułapka na turystów? Restauracje tuż przy Arenie i na głównym placu mają wyższe ceny i mniejsze porcje. Lepiej skręcić w boczne uliczki w kierunku Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny - tam znajdziesz tańsze opcje. Pamiętaj też o lodach: kula kosztuje około 2 euro, ale w turystycznych punktach przy bramach miasta potrafią doliczyć dopłatę za „obsługę”.
Jeśli planujesz dłuższy pobyt, rozważ zakup karty miejskiej, która obejmuje wstęp do kilku zabytków: Świątyni Augusta, Muzeum Historycznego Morskiego oraz amfiteatru Puli. Kosztuje około 25 euro na dwa dni i pozwala ominąć kolejki. Unikaj kupowania biletów u naganiaczy przy wejściu do parku Brijuni czy na przystani promowej - ceny bywają zawyżone nawet o 30 procent. Lepiej rezerwuj online z wyprzedzeniem, zwłaszcza jeśli podróżujesz z dziećmi i chcesz uniknąć stania w słońcu. Pula nie jest droga, jeśli trzymasz się z dala od największych pułapek przy samym porcie i pamiętasz, że w małych sklepikach z oliwą i winem na Starym Mieście zapłacisz mniej niż w marketach przy plażach.
Gdzie spać w Puli - dzielnice, klimatyzacja i odległość od morza bez ściemy
Wybór noclegu w Puli to w dużej mierze decyzja między życiem w zabytkowym centrum a spokojem na obrzeżach w pobliżu plaż. Jeśli zależy ci na tym, żeby po wyjściu z hotelu od razu wpaść między rzymskie zabytki - arenę, Świątynię Augusta, Łuk Sergiusza czy Forum - szukaj kwater na starym mieście. Jest tu gęsto od knajpek, a do morza masz 10-15 minut spacerem przez park lub wzdłuż portu. Minus? W sezonie bywa głośno, a w kamienicach często brak windy i bywa ciasno. Za to w odrestaurowanych pałacykach znajdziesz klimatyzację, która latem ratuje skórę, bo w mieście potrafi być duszno.
Rodziny z dziećmi i osoby szukające ciszy częściej wybierają okolice Verudeli, Stoji lub samego półwyspu, gdzie ciągną się piaszczyste plaże i zatoczki. Stąd do centrum trzeba podjechać autobusem lub rowerem, ale zyskujesz bezpośredni dostęp do morza, ścieżki wśród sosen i bliskość Parku Narodowego Brijuni - rejs statkiem to atrakcja, którą dzieci zapamiętają na długo. Hotele w tej części często mają baseny, place zabaw i własne leżaki, więc nie musisz martwić się o ręczniki i bilety wstępu na miejskie kąpieliska.
Jeśli przyjeżdżasz na dłużej albo chcesz poczuć lokalny klimat, rozważ nocleg w dzielnicach takich jak Šijana czy Monte. To już nie kurort, ale prawdziwa Istria - z targiem, małymi piekarniami i zapachem oliwy i wina w powietrzu. Do areny dojdziesz pieszo w 20 minut, a wieczorem masz spokój od turystycznych tłumów. Warto sprawdzić, czy w pensjonacie jest parking - w sezonie znalezienie miejsca w okolicach rzymskiego amfiteatru graniczy z cudem.
Osobna sprawa to klimatyzacja. W Puli latem słońce grzeje ostro, a w kamiennych budynkach bez chłodzenia temperatura robi się nie do zniesienia, zwłaszcza na poddaszach. Zawsze pytaj wprost, czy jednostka działa w sypialni, a nie tylko w salonie. I nie daj się nabrać na hasło „blisko morza” - w reklamach to często oznacza widok na dachy z odległością kilometra od wody. Sprawdzaj mapę i czytaj recenzje gości, którzy piszą konkretnie o dojściu na plażę. W Puli różnica między hotelem przy samym porcie a kwaterą przy ruchliwej ulicy za Twierdzą to dwie różne wakacje.
Pula z dzieckiem albo psem - weryfikujemy obiegowe opinie o rodzinnym charakterze miasta
Pula to jeden z tych chorwackich kurortów, który w przewodnikach zawsze dostaje łatkę „miasta dla każdego”. Postanowiłem sprawdzić, ile w tym prawdy, zwłaszcza gdy podróżuje się z dzieckiem albo z psem. Na pierwszy rzut oka centrum rzeczywiście wydaje się przyjazne - szerokie deptaki wokół Forum i wąskie uliczki w pobliżu Łuku Sergiusza nie przytłaczają tłumem nawet w szczycie sezonu. Spacer z wózkiem wzdłuż rzymskich murów twierdzy czy pod Świątynią Augusta jest spokojny, ale uwaga: kostka brukowa w okolicach Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nie wybacza małych kółek. Lepiej wybrać trasę od strony portu, gdzie nawierzchnia jest gładsza.
Jeśli chodzi o atrakcje z dziećmi, największym hitem okazuje się nie Amfiteatr Puli, choć arena robi wrażenie na każdym, kto pierwszy raz staje na jej murawie. Maluchy bardziej ciągnie do Parku na półwyspie, gdzie jest cień i plac zabaw, a starsze dzieciaki wkręcają się w opowieści o gladiatorach. W Muzeum Historycznym Morskim w twierdzy można dotknąć eksponatów, co ratuje zwiedzanie przed nudą. Dla rodzin z psem Pula bywa wyzwaniem - plaże w obrębie miasta są w większości skaliste i betonowe, a te piaszczyste trzeba szukać na Istrii, w okolicach parku Brijuni. Na szczęście wędrówki po centrum z czworonogiem nie sprawiają problemu, pod warunkiem że omijacie ścisłe centrum w porze obiadu.
Warto zobaczyć, że Pula to nie tylko zabytki, ale też zapach oliwy i wina na straganach oraz słońce, które grzeje do późnego wieczora. Hotele w okolicy amfiteatru często oferują zniżki na bilety dla rodzin, a niektóre mają osobne wejścia dla gości z psami. Ostatecznie opinia o rodzinnym charakterze miasta jest prawdziwa, ale z zastrzeżeniem: lepiej sprawdza się dla dzieci w wieku szkolnym, które już ogarniają historię, niż dla niemowlaków. Dla psów - trzeba polować na mniej oczywiste zakątki wybrzeża.
Jedzenie na Istrii - od trufli po cevapi, czyli czego spróbować, a co omijać szerokim łukiem
Wybrzeże chorwackiej Istrii przyciąga nie tylko widokami, ale też zapachami. Jadąc w okolice Puli, szybko przekonasz się, że miejscowa kuchnia to mieszanka wpływów włoskich i bałkańskich, a jej jakość potrafi zaskoczyć zarówno na plus, jak i na minus. Po całym dniu zwiedzania - od rzymskiego amfiteatru, przez Świątynię Augusta i Łuk Sergiusza, po wąskie uliczki wokół Forum - naturalnie robi się głodno. I tu pojawia się pierwsza pułapka: knajpy w samym centrum, tuż przy zabytkach, często serwują przeciętne jedzenie po zawyżonych cenach. Omijaj szerokim łukiem miejsca z kolorowymi zdjęciami dań na zewnątrz i kelnerami nawołującymi przechodniów. Zazwyczaj dostaniesz tam odgrzewaną pizzę lub rozgotowany makaron, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą Istrią.
Czego więc szukać? Przede wszystkim trufli. Półwysep Istria słynie z białych i czarnych trufli, które znajdziesz w pastach, sosach do mięs, a nawet w oliwie. Prawdziwy rarytas kupisz w małych sklepikach z lokalnymi produktami, ale w restauracji warto zamówić makaron lub risotto z truflami - to danie, które pamięta się długo. Do tego kieliszek lokalnego wina (malvazija lub teran) i jesteś w niebie. Jeśli wolisz coś prostszego, spróbuj cevapi - małych, grillowanych wałeczków mięsnych podawanych z cebulą i lepinją (rodzaj chleba). To klasyk bałkańskiej ulicy, sycący i tani. Unikaj za to dań, które na karcie nazywają się „owoce morza po istryjsku” - często to mrożona mieszanka zalać sosem pomidorowym. Prawdziwe, świeże ryby i kalmary jada się w portowych miasteczkach z dala od głównego placu.
Dla rodzin z dziećmi dobrym wyborem będą konoby (tawerny) w okolicach parku Brijuni lub przy plażach na wybrzeżu. Znajdziesz tam proste grillowane mięsa, frytki i sałatkę, a dzieci nie będą narzekać na nudne menu. Jeśli zwiedzasz Pulę z dziećmi, po wejściu na arenę i do muzeum historycznego morskiego warto skoczyć do jednej z piekarni na burek - to placek z serem lub mięsem, który uratował niejednego głodnego turystę w drodze między twierdzą a ratuszem. Pamiętaj też o oliwie z oliwek - Istria produkuje jedną z najlepszych na świecie. Lokalna oliwa z pierwszego tłoczenia, skropiona na chleb z pomidorem i czosnkiem, to prostszy i tańszy obiad niż w knajpie przy rzymskim forum. A na deser? Fritule - małe pączki z rodzynkami i aromatem cytryny, które sprzedają na straganach w pobliżu bram miejskich.