Przejdź do treści
Europa

Prowansja Mapa Atrakcji - Kompletny Przewodnik Po Najlepszych Miejscach

Odkryj Prowansję bez samochodu! Sprawdź naszą mapę atrakcji i zaplanuj podróż komunikacją lub rowerem do najpiękniejszych miejsc regionu.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Prowansja bez samochodu - czy da się zobaczyć największe atrakcje komunikacją i rowerem

Większość przewodników po Prowansji zakłada, że wynajmiesz auto. I faktycznie - bez samochodu łatwo utknąć w kurzu na poboczu drogi do Gordes albo stać w korku przed mostem Pont du Gard. Ale prawda jest taka, że Prowansja bez auta to nie tylko możliwe, ale często przyjemniejsze doświadczenie, pod warunkiem że odpowiednio zaplanujesz trasę.

Najlepszym punktem startowym jest Aix-en-Provence albo Avignon. Z obu miast bez problemu dojedziesz pociągiem TER do Arles, Saint-Rémy-de-Provence czy nawet do Awinionu, skąd autobusy kursują do Baux-de-Provence i Pont du Gard. Klucz tkwi w wyborze bazy - jeśli zatrzymasz się w jednym z większych miast, wsiadasz rano w pociąg, zwiedzasz miasteczko, a po południu wracasz na kolację. W ten sposób zobaczysz rzymskie zabytki w Arles, ślady Van Gogha w Saint-Rémy i średniowieczne uliczki Gordes bez nerwowego szukania miejsca parkingowego.

Rowerem po Luberonie to zupełnie inna bajka. Wypożyczasz elektryka w Apt albo w Coustellet i jedziesz przez winnice i gaje oliwne do Roussillon, gdzie szlak ochry mieni się odcieniami pomarańczu i czerwieni. Dalej, polnymi drogami, docierasz do Gordes - kamiennego miasteczka wiszącego nad doliną. To około 20 kilometrów, które na rowerze elektrycznym robisz bez zadyszki, a przy okazji mijasz pola lawendy, które w lipcu pachną tak intensywnie, że masz wrażenie, jakbyś płynął w fioletowym morzu. Z kolei nad Jezioro Sainte-Croix i Kanion Verdon dojeżdżasz autobusem z Castellane albo z Digne-les-Bains - spacer wzdłuż wąwozu, kąpiel w turkusowej wodzie i powrót tego samego dnia to realny plan.

Oczywiście nie zobaczysz wszystkiego. Zapomnij o jednodniowym rajdzie po Lazurze Wybrzeżu i polach lawendy - to dwa różne światy. Ale jeśli masz tydzień i nie boisz się przesiadek, zobaczysz więcej, niż gdybyś spędził go w korkach. Prowansja na rowerze i pociągu to wolniejsze tempo, ale właśnie w nim tkwi jej smak - dosłownie, bo na lokalnym rynku w Aix kupisz oliwę prosto od plantatora, a w winnicy w Luberonie spróbujesz wina bez obawy, że musisz prowadzić.

Które miasteczko wybrać na bazę wypadową - porównanie Aix-en-Provence, Avignon i Arles

Planowanie bazy wypadowej w Prowansji to decyzja, która wpływa na cały wyjazd. Każde z trzech miast ma inny charakter i oferuje dostęp do innych atrakcji Prowansji. Aix-en-Provence to elegancja i sztuka, Avignon to historia i brama do Luberonu, a Arles to rzymskie dziedzictwo i ślad Van Gogha. Wybór zależy od tego, co chcesz zwiedzać i jakim tempem podróżujesz.

Aix-en-Provence sprawdzi się, jeśli stawiasz na miejskie życie, kawiarniane klimaty i wyrafinowane prowansalskie smaki. Stąd blisko do winnic Côtes de Provence, a także do pól lawendy w regionie Valensole - to około godziny drogi. Mapa atrakcji Prowansji wokół Aix obejmuje także masyw Sainte-Victoire, który inspirował Cézanne’a. Miasto ma własny rynek prowansalski, fontanny i tętniące życiem uliczki. Minus? Do Luberonu i najpiękniejszych wiosek, takich jak Gordes czy Roussillon, trzeba jechać około 40 minut, a do kanionu Verdon jeszcze dalej.

Avignon to idealna baza, jeśli planujesz intensywne zwiedzanie Prowansji wzdłuż Rodanu. Blisko stąd do mostu Pont du Gard, do Arles (20 minut pociągiem) i do miasteczek takich jak Saint-Rémy-de-Provence. Z Avignon szybko dotrzesz do pól lawendy wokół Sault, a także do Luberonu. Samo miasto oferuje pałac papieski, mury obronne i wspaniałe targi. To dobra opcja, gdy chcesz łączyć zabytki z wycieczkami w głąb regionu, ale musisz liczyć się z większym tłokiem w sezonie.

Arles to najbardziej kameralna z trzech opcji, idealna dla miłośników rzymskich zabytków i szlaku artystów. Areny, teatr antyczny i termy są w zasięgu spaceru, a ślady Van Gogha znajdziesz na każdym rogu. Z Arles szybko dojedziesz do Baux-de-Provence, do pól lawendy wokół Saint-Rémy i do winnic w okolicy. Minusem jest mniejszy wybór zakwaterowania i mniej bezpośrednich połączeń z górskimi atrakcjami, jak kanion Verdon. Jeśli jednak szukasz spokojniejszej atmosfery i chcesz zanurzyć się w prowansalskim rytmie, Arles będzie strzałem w dziesiątkę.

Lawendowe pola bez tłumów - gdzie i kiedy jechać, żeby nie stać w korku do zdjęcia

Największym błędem przy planowaniu wyprawy na pola lawendy jest założenie, że wystarczy wjechać w region Prowansji i od razu trafi się na fioletowe dywany. Prawda jest taka, że najsłynniejsze plantacje wokół Gordes czy Roussillon w lipcu zamieniają się w place budowy, gdzie głównym zajęciem jest omijanie autokarów i czekanie w kolejce do idealnego kadru. Jeśli chcesz uniknąć rozczarowania, kluczowa jest nie tylko data, ale konkretne miejsce na mapie Prowansji.

Zamiast szturmować zatłoczone punkty widokowe na płaskowyżu Valensole, warto skręcić w boczne drogi w okolicach Luberonu. Miasteczka takie jak Saint-Rémy-de-Provence czy Baux-de-Provence oferują dostęp do mniej znanych pól, gdzie lawenda rośnie tuż przy kamiennych murach i gajach oliwnych. Lokalni rolnicy często nie mają nic przeciwko spacerom, o ile nie wchodzi się w same rzędy. To właśnie tam, a nie przy głównej trasie, znajdziesz magię Prowansji bez turystycznego zgiełku.

Jeśli chodzi o termin, przełom czerwca i lipca to złoty środek. Lawenda w niższych partiach zaczyna kwitnąć, a w wyższych, jak wokół Gordes, dopiero nabiera koloru. Dzięki temu rozkładasz zwiedzanie na cały tydzień, a nie gonisz za jednym szczytem sezonu. W sierpniu większość pól jest już ścięta, więc przewodnik Prowansji poleca raczej wtedy skupić się na winnicach i szlaku ochry w Roussillon, gdzie upał nie przeszkadza, a kolory skalnych formacji robią wrażenie nie mniejsze niż lawendowe pejzaże.

Aerial view of Gordes, a beautiful village in Provence, France with lush landscapes and historic architecture.
Zdjęcie: Bingqian Li

Gorges du Verdon dla zwykłych śmiertelników - trasy, wypożyczalnie kajaków i parkingi bez stresu

Gorges du Verdon brzmi jak coś dla himalaistów, ale w rzeczywistości to jedno z najbardziej przystępnych miejsc w Prowansji. Kanion, który często pojawia się na mapie atrakcji Prowansji jako turkusowa żyła wśród skał, możesz zobaczyć na dwa sposoby: z góry i z poziomu wody. I żaden z nich nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani wieloletniego treningu.

Jeśli chcesz podziwiać widoki bez wysiłku, wystarczy samochód i kilka przystanków. Najpopularniejsza trasa wiedzie drogą D71 i D952. Zaparkujesz bez problemu na jednym z dużych parkingów przy Point Sublime - stąd rozpościera się widok, który widzisz na wszystkich pocztówkach. Dalej jedziesz do Balcons de la Mescla, gdzie most wiszący nad przepaścią robi wrażenie nawet na osobach, które zwiedzały już Lazurowe Wybrzeże i kamienne miasteczka Prowansji. Nie polecam podjeżdżać tam w lipcu w samo południe - lepiej rano albo po 17, gdy słońce nie pali i jest mniej turystów.

Dla aktywnych najlepszą opcją jest spływ kajakiem. Wypożyczalnie w miejscowościach La Palud-sur-Verdon i Castellane oferują kajaki na 2-3 godziny albo na cały dzień. Koszt około 25-35 euro od osoby za krótki odcinek. Nie musisz rezerwować z wyprzedzeniem poza szczytem sezonu, ale w sierpniu lepiej zrobić to dzień wcześniej przez internet. Najłatwiejszy odcinek zaczyna się w Pont de Galetas i prowadzi do jeziora Sainte-Croix. To około dwóch godzin leniwego płynięcia, bez bystrzy, z widokiem na klify i turkusową wodę. W sezonie lawendowym, gdy pola wokół Luberonu i Gordes pachną najintensywniej, ten kontrast kolorów - fioletu lawendy, błękitu wody i żółci ochry - zostaje w pamięci na lata.

Pamiętaj tylko o jednym: zabierz buty do wody, bo kamienie przy brzegu są ostre. I nie licz na to, że znajdziesz w kanionie prowansalski rynek z serem i winem - to dzika natura, a nie Aix-en-Provence z jego fontannami. Za to po powrocie czeka na ciebie prawdziwy przysmak: wino z okolicznych winnic i oliwa z gajów oliwnych, które kupisz w wiejskich sklepikach po drodze.

Roussillon, Gordes i kamieniołomy ochry - jednodniowa pętla po najpiękniejszych wioskach Luberonu

Zaczynasz w Roussillon, które wygląda jakby ziemia krwawiła na pomarańczowo. To nie metafora - miejscowe skały i budynki mają intensywny, ciepły kolor ochry, wydobywanej tu od XIX wieku. Najlepiej od razu skierować się na Szlak Ochry (Sentier des Ocres), czyli pętlę wśród dawnych kamieniołomów. To jakieś 30-40 minut spaceru, ale wrażenie robi ogromne: czerwone, żółte i pomarańczowe klify kontrastują z zielenią sosen i błękitem nieba. Po drodze wstąpisz na rynek prowansalski (jeśli trafisz w czwartek rano) albo do jednej z galerii z lokalnym rękodziełem. Z Roussillon do Gordes jedzie się kwadrans, ale to zupełnie inny świat.

Gordes to kamienne miasteczko wznoszące się tarasowo na wzgórzu - jeden z tych widoków, które lądują na pocztówkach z Prowansji. Zamiast ochry masz tu wapienne bloki, wąskie uliczki i renesansowy zamek, w którym dziś mieści się muzeum. Jeśli masz ochotę na bardziej niszowe miejsce, zjedź kilometr niżej do opactwa Sénanque - romańskiego klasztoru otoczonego polami lawendy. Ujęcie z rzędami fioletu i szarą fasadą zakonników to klasyk, ale na żywo robi większe wrażenie niż na Instagramie. W Gordes warto też po prostu usiąść na placu przed kościołem, zamówić pastis i patrzeć, jak słońce przesuwa się po dachach.

Ostatnim punktem tej pętli jest Roussillon - tak, wracasz do punktu wyjścia, ale możesz zrobić pętlę przez dolinę, zahaczając o mniejsze wioski jak Goult czy Ménerbes. Jeśli jednak chcesz przedłużyć dzień, dodaj Baux-de-Provence, które leży nieco na południe, ale wciąż w zasięgu 40 minut. To miasteczko na skale, z ruinami zamku i widokiem na Alpilles. Łącząc Roussillon, Gordes i ochrę, masz dzień pełen kontrastów: od surowego kamienia po rozgrzaną słońcem ziemię. Pamiętaj tylko, żeby w sezonie (lipiec - sierpień) wyjechać przed 9 rano - inaczej utkniesz w korku na wąskich drogach, a miejsca parkingowe znikają w mgnieniu oka.

Prowansalskie winnice od kuchni - które otwarte są dla gości bez zapisów i ile kosztuje degustacja

Pomysł, żeby po prostu wpaść do winnicy w Prowansji i liczyć na degustację, może się udać, ale tylko w wybranych miejscach. Wiele renomowanych posiadłości, szczególnie tych w apelacjach Côtes de Provence czy Côtes du Rhône, przyjmuje wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji. Na szczęście istnieje sporo mniejszych, rodzinnych gospodarstw, które nie wymagają zapowiedzi. Wystarczy wjechać w polną drogę w okolicach Luberonu albo na zboczach niedaleko Aix-en-Provence i zobaczyć tabliczkę „Dégustation - Vente directe”. W takich miejscach za kieliszek trzech win zapłacisz od 5 do 10 euro, a butelkę dobrego różowego lub czerwonego dostaniesz już za 8-15 euro.

Jeśli chcesz połączyć zwiedzanie Prowansji z winem, celuj w winnice wokół Saint-Rémy-de-Provence lub w masywie Maures, bliżej Lazurowego Wybrzeża. Często oferują one degustację w cenie 8-12 euro od osoby, a przy zakupie kilku butelek doliczają ją gratis. W większych posiadłościach, jak Château d’Estoublon w Fontvieille, zwiedzanie piwnic z profesjonalnym sommelierem kosztuje około 25 euro, ale trzeba je wcześniej umówić. Dla spontanicznych podróżników lepiej sprawdzą się małe winiarnie w Gordes albo nad brzegami jeziora Sainte-Croix, gdzie często spotkasz samego właściciela, który opowie ci o zbiorach i pokaże gaje oliwne obok winnic.

Warto pamiętać, że prowansalskie wino to nie tylko różowe. Region słynie też z lekkich czerwonych win z Grenache i Syrah oraz białych z Rolle. Koszt degustacji rzadko przekracza 15 euro, a w wielu miejscach dostaniesz darmową próbkę przy zakupie dwóch lub trzech butelek. Jeśli planujesz trasę po kamiennych miasteczkach, jak Baux-de-Provence czy Roussillon, połącz wizytę w winnicy z popołudniem na rynku prowansalskim - smak oliwek, lawendowego miodu i sera doskonale uzupełni kieliszek lokalnego wina.

Rzymskie dziedzictwo w pigułce - Arles, Nîmes i Orange na jednym bilecie

Rzymianie mieli w Prowansji prawdziwe eldorado. I zostawili po sobie coś więcej niż tylko ruiny - ich dziedzictwo w miastach Arles, Nîmes i Orange to żywe lekcje historii, które można obejrzeć niemal bez kolejki, często w cieniu palm i przy szumie fontann. Zamiast gonić za lawendowymi polami, które kwitną tylko dwa miesiące w roku, warto zaplanować dzień lub dwa na przejechanie pętli między tymi trzema miastami. To dystans ledwie 30-40 kilometrów, idealny na własne auto albo regionalny pociąg. W Arles van Gogh malował swoje najsłynniejsze obrazy, ale to rzymski amfiteatr z I wieku naszej ery robi największe wrażenie - wciąż działa, latem odbywają się w nim walki byków i koncerty. Jeśli masz ochotę na coś mniej oczywistego, skręć w wąskie uliczki, gdzie na każdym rogu trafisz na kamienne portale i średniowieczne krużganki, które pamiętają czasy trubadurów.

W Nîmes dostaniesz drugą odsłonę tego samego spektaklu: Maison Carrée, świątynia stojąca w centrum miasta od ponad dwóch tysięcy lat, wygląda jakby właśnie wyszła z rąk budowniczych. Amfiteatr w Nîmes jest nawet lepiej zachowany niż ten w Arles, a w podziemiach znajdziesz multimedialną wystawę, która tłumaczy, jak działała machina widowiskowa Imperium. Orange z kolei to wisienka dla fanów akustyki - rzymski teatr ma ścianę sceniczną wysoką na 36 metrów, która do dziś zapewnia idealny dźwięk podczas letniego festiwalu operowego. Spacerując po tym miejscu, czujesz się jak statysta w filmie historycznym, tylko bez kostiumu i upału.

Jeśli planujesz zwiedzanie Prowansji, te trzy miasta możesz ogarnąć jednym biletem łączonym - oszczędzasz wtedy około 15-20 euro na osobie i omijasz kasy biletowe. W Arles koniecznie zajrzyj na poranny rynek prowansalski, gdzie sprzedawcy oferują mydła lawendowe, miód z garrigue i oliwki w ziołach. W Nîmes nie pomiń Ogrodów Fontanny - to idealne miejsce na przerwę w cieniu platanów. A w Orange po wyjściu z teatru wdrap się na wzgórze Saint-Eutrope, skąd rozciąga się widok na dolinę Rodanu i pola winnic. To właśnie ten rodzaj podróży, w którym historia spotyka się z codziennym życiem, a kamienie opowiadają historie lepiej niż niejeden przewodnik turystyczny.

Gdzie spać w Prowansji, żeby budził cię widok na gaje oliwne - przegląd gospodarstw agroturystycznych

Budzenie się w Prowansji to nie tylko zapach lawendy, ale przede wszystkim poranna kawa wypita na tarasie z widokiem na srebrzyste gaje oliwne. Prawdziwy klimat regionu poczujesz nie w hotelowym lobby, a w kamiennym gospodarstwie agroturystycznym, gdzie czas płynie wolniej, a śniadanie pachnie świeżym chlebem i lokalnym miodem. Takie miejsca znajdziesz rozsiane po całym regionie, ale najwięcej urokliwych ofert czeka w sercu Prowansji, między Luberonem a Alpilles.

W okolicach Gordes i Roussillon, gdzie ziemia ma kolor ochry, a wąskie uliczki wiją się między kamiennymi domami, gospodarstwa oferują nie tylko nocleg, ale i możliwość degustacji własnego wina lub oliwy. Jeśli chcesz mieć blisko do najsłynniejszych pól lawendy, wybierz agroturystykę na płaskowyżu Valensole - widok wschodu słońca nad fioletowym dywanem to coś, czego nie zapomnisz. Z kolei w okolicach Saint-Rémy-de-Provence, na szlaku van Gogha, znajdziesz miejsca, gdzie do dziś czuć atmosferę, która inspirowała artystów. To świetna baza wypadowa do zwiedzania Baux-de-Provence i rzymskiego akweduktu Pont du Gard.

Ceny w agroturystykach zaczynają się od około 350 zł za noc w sezonie, ale w zamian dostajesz spokój, przestrzeń i często dostęp do basenu z widokiem na winnice. W przeciwieństwie do zatłoczonego Lazurowego Wybrzeża, tu nie ma tłumów, a największą atrakcją jest cisza przerywana tylko cykaniem cykad. Wiele gospodarstw oferuje też warsztaty kulinarne - prowansalskie smaki, od tapenady po ratatouille, łatwiej docenisz, gdy samodzielnie zerwiesz pomidora z krzaka. Jeśli planujesz dłuższe zwiedzanie, mapa atrakcji Prowansji przyda się do zaplanowania dnia, ale wieczorem i tak wrócisz w to samo miejsce, gdzie czeka na ciebie kieliszek różowego wina i widok na gaje oliwne.

Targi, na które warto wstać o 6 rano - najlepsze prowansalskie marché według dnia tygodnia

Żeby zrozumieć Prowansję, musisz poczuć ją nosem i podniebieniem. I nie ma na to lepszego sposobu niż poranny targ. O szóstej rano, gdy słońce dopiero podgrzewa kamienne uliczki, a zapach lawendy miesza się z wilgocią po nocnym zraszaniu, miejscowi już wybierają sałatę. Dla turysty to spektakl, dla Provence - codzienność. Każde miasteczko ma swój dzień, a jeśli dobrze zaplanujesz trasę, złapiesz rytm regionu.

Wtorek i czwartek to dzień Aix-en-Provence. Tu nie idziesz na targ, ty w niego wpadasz. Rozłożony wzdłuż Cours Mirabeau, pod platanami, ma wszystko - od miodu lawendowego po mydło z Aleppo. Ale prawdziwych twardzieli poznasz po tym, że o 7 rano stoją w kolejce po soczyste, pomarańczowe cantaloupy od rolnika spod Cavaillon. W środę przenieś się do Saint-Rémy-de-Provence, gdzie targ wypełnia całe miasto, a zapach oliwek i pieczonego kurczaka ciągnie się aż do kliniki Saint-Paul-de-Mausole. Tam właśnie Van Gogh malował swoje najsłynniejsze obrazy. Irysy i gwieździste noce? One zaczynały się na tym właśnie targu, od światła i koloru warzyw.

Weekend to zupełnie inna liga. W sobotę Arles robi się szalone. Targ rozlewa się bulwarami, a wokół rzymskiego amfiteatru sprzedają sery kozie, które dojrzewają w popiele. Jeśli trafisz na pierwszą niedzielę miesiąca, nie szukaj niczego innego - jedź do L’Isle-sur-la-Sorgue. To największy targ staroci w całej Prowansji, ale obok antyków znajdziesz też świeże ostrygi i różowe wino. Czwartek z kolei to Lourmarin w Luberonie, gdzie po zakupach wsiadasz w góry i jedziesz oglądać ochrowe skały w Roussillon albo kamienne domy w Gordes. A w piątek? W piątek nie ma wyboru - jedziesz na targ do Baux-de-Provence. Mały, kamienny, średniowieczny, ale oliwa z tutejszych gajów oliwnych to jedna z najlepszych we Francji.

Pamiętaj tylko jedno: nie idź po kawę przed zakupami. Prowansalskie marche to nie galeria handlowa. Tu najpierw wybiera się ser, potem rozmawia z hodowcą o pogodzie, a dopiero potem pije espresso. I jeśli zobaczysz stoisko z soczystymi, prosto spod słońca pomidorami - bierz od razu. Bo o 10 rano, gdy przyjadą autokary z plaż Lazurowego Wybrzeża, po najlepszych rzeczach zostanie już tylko zapach.

Prowansja z dzieckiem - place zabaw, kąpieliska i atrakcje, przy których dorośli też nie zasną

Prowansja to region, który na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z wakacjami z dzieckiem. Większość przewodników pokazuje pola lawendy, winnice i kamienne miasteczka, gdzie ciszę przerywa tylko cykanie świerszczy. Tymczasem okazuje się, że to jeden z lepszych pomysłów na rodzinny wyjazd we Francji. Klucz tkwi w odpowiednim doborze atrakcji i tempie zwiedzania. Zamiast pędzić z mapą prowansji od zabytku do zabytku, warto zaplanować dzień tak, by przeplatać kulturę z prawdziwym odpoczynkiem na łonie natury.

Największym hitem dla dzieci są naturalne kąpieliska. Kanion Verdon to nie tylko widoki dla dorosłych, ale też plaże nad jeziorem Sainte-Croix, gdzie woda jest czysta, spokojna i bezpieczna. Można wynająć kajak albo po prostu spędzić kilka godzin na dmuchanym materacu. Podobnie działa Lazurowe Wybrzeże, ale jeśli zależy ci na ciszy, lepiej wybrać mniejsze zatoczki w okolicy Cassis niż zatłoczone plaże w Nicei. Po południu, gdy słońce grzeje najmocniej, świetnie sprawdza się szlak ochry w Roussillon - dzieciaki uwielbiają te intensywne, pomarańczowe kolory, a spacer w cieniu sosen nie męczy tak jak chodzenie po rzymskich amfiteatrach w Arles.

Place zabaw w Prowansji to często zaskoczenie nawet dla rodziców. W Aix-en-Provence park Jas de Bouffan ma ogromny, nowoczesny plac z linami i zjeżdżalniami, a obok stoi kawiarnia, gdzie zamówisz kawę i obserwujesz bawiące się dzieci. W Gordes i Baux-de-Provence place są mniejsze, ale wkomponowane w średniowieczny klimat - dzieciaki mogą biegać po kamiennych murach, a ty masz chwilę, by spojrzeć na lawendowe pola z góry. Wieczorem, gdy temperatura spada, warto wybrać się na któryś z prowansalskich rynków. W Saint-Rémy-de-Provence albo w Luberon znajdziesz stoiska z lawendowym lodami, oliwkami i świeżym chlebem, a dzieci mogą spróbować lokalnych serów lub napić się lemoniady. To nie jest zwykłe zwiedzanie, tylko żywa lekcja smaków, przy której dorośli też przestają myśleć o zabytkach i po prostu cieszą się chwilą.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski