Peloponez bez tłumów: 15 miejsc, które naprawdę warto zobaczyć
Peloponez potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy Grecję znają już dobrze. O ile Santorini czy Mykonos przyciągają tłumy, o tyle ten półwysep oferuje spokojniejszą, ale równie intensywną podróż w czasie. Większość turystów kojarzy Mykeny i Kanał Koryncki, ale prawdziwy charakter Peloponezu kryje się w szczegółach. W ciszy na wzgórzach starożytnej Olimpii, gdzie nie musisz przepychać się łokciami, by zobaczyć miejsce narodzin igrzysk. W teatrze Epidauros, gdzie akustyka działa tak samo dobrze, gdy jesteś jednym z dziesięciu widzów. Warto zejść z utartego szlaku i poświęcić dzień na Nafplio - miasto łączące wenecką twierdzę Palamidi z wąskimi, kolorowymi uliczkami, gdzie lokalne tawerny serwują świeże owoce morza bez turystycznej marży.
Jeśli szukasz połączenia historii z naturą, nie pomiń Tirynsu i zamku Kyparissia. Często umykają uwadze, a oferują surowe piękno ruin bez kolejek. Kanał Koryncki to oczywisty przystanek, ale zamiast stać na moście Rio-Antirio, lepiej przeprawić się promem i poczuć wiatr od morza. Dla miłośników starożytności prawdziwym skarbem jest Heraion w Perachorze - miejsce kultu Hery, gdzie rzadko spotkasz innych zwiedzających, a widok na Zatokę Koryncką zapiera dech. Z kolei Bassaj ze świątynią Apollina Epikurejskiego to jeden z najlepiej zachowanych zabytków UNESCO, często pomijany na rzecz bardziej znanych lokalizacji.
Peloponez to także plaże i góry w jednym. Voidokilia z idealnie okrągłą zatoką i białym piaskiem to raj dla szukających ciszy, zwłaszcza poza sezonem. W okolicy Marathopolis i Filiatry znajdziesz dzikie, piaszczyste wybrzeża, gdzie możesz spędzić cały dzień bez świadków. Jeśli wolisz górskie klimaty, Petrochori i okolice oferują szlaki prowadzące przez wioski, w których czas się zatrzymał. Na koniec dnia warto zatrzymać się w Kalamacie - nie tylko dla oliwek, ale dla autentycznego klimatu miasta, które żyje własnym rytmem, a nie tylko turystycznym zgiełkiem. Peloponez nie jest miejscem do odhaczania atrakcji - to przestrzeń, którą trzeba przeżyć, spacerując po ruinach, pływając w czystym morzu i słuchając opowieści lokalnych przewodników, którzy często znają każdy kamień z osobna.
Trasa po Peloponezie w 7 dni: od Kanału Korynckiego po Monemwazję
Zaczynasz w Koryncie, ale nie trać czasu na samo miasto - kluczowy punkt to Kanał Koryncki. Staniesz nad przepaścią głęboką na 80 metrów, a wąska tafla wody między skałami robi większe wrażenie, niż sugerują pocztówki. Zaraz potem kieruj się do Myken. Brama Lwów i grobowiec Agamemnona to nie tylko zdjęcia dla turystów, ale dowód na to, że cywilizacja mykeńska potrafiła zaskakiwać inżynierią na długo przed klasyczną Grecją. Nie pomijaj Tirynsu - często traktowanego po macoszemu, a przecież mury cyklopijne są tam jeszcze potężniejsze niż w Mykenach.
Drugi dzień warto poświęcić na Nafplio. To jedno z tych miast, gdzie nowoczesność i historia mieszają się bez wysiłku. Twierdza Palamidi góruje nad miastem, a wejście po 999 schodach to rytuał, który daje satysfakcję i panoramę na zatokę Argolidy. Z Nafplio masz blisko do Epidauros - teatr, który mieści 14 tysięcy widzów i ma akustykę tak precyzyjną, że z ostatniego rzędu usłyszysz szelest papieru na scenie. To nie legenda, to fizyka. Jeśli masz ochotę na odskocznię, wsiadaj na prom z portu w Galatas i popłyń na wyspę Poros - to tylko pół godziny, a zmieniasz całkowicie klimat.
Trzeci dzień to Olimpia i powrót do korzeni igrzysk. Stadion, gdzie biegano nago, świątynia Zeusa i warsztat Fidiasza - miejsce, gdzie powstał jeden z siedmiu cudów świata. Nie spodziewaj się monumentalnych ruin w stylu rzymskim, Olimpia jest subtelna, ale właśnie w tym leży jej siła. Potem skręć w stronę Bassaj. Świątynia Apollina to architektoniczny ewenement - ma wszystkie trzy porządki greckie w jednym budynku i stoi samotnie na górze, z dala od turystycznych szlaków. Na noc zatrzymaj się w Kalamacie, ale nie tylko po oliwki - miasto ma żywy klimat i dobre bazy wypadowe na plaże.
Kolejne dni to jazda wzdłuż wybrzeża. Voidokilia - plaża w kształcie idealnej litery omega, otoczona wydmami i laguną, gdzie żółwie składają jaja. Nie licz na leżaki, licz na dzikość. Obok masz zamek Kyparissia i Petrochori, a potem Filiatra i Marathopolis - miejsca, gdzie Grecy jeżdżą na weekend, a turyści rzadko trafiają. Jeśli lubisz jaskinie, w okolicy jest kilka wartych zejścia, choćby ta w Diros. Na koniec obowiązkowo Monemwazja - średniowieczne miasto-wyspa połączone groblą z lądem. Wąskie uliczki, bizantyjskie kościoły i wino Malvasia. To nie jest kolejne starożytne miasto, to zupełnie inna epoka, która zamyka trasę w spektakularny sposób.
Antyczne must-see: Mykeny, Epidauros i Korynt bez kolejki i zadyszki
Mykeny to absolutnie obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto chce zrozumieć, skąd wzięła się Europa, jaką znamy. Lwia Brama, grobowce w kształcie uli i potężne mury cyklopowe robią wrażenie nawet na osobach, które na co dzień nie przepadają za muzeami. Warto przyjechać tu wcześnie rano, zanim autokary z wycieczkami zaleją parking. Wtedy masz szansę poczuć tę niezwykłą ciszę między kamieniami i wyobrazić sobie Agamemnona wracającego spod Troi. Jeśli chcesz uniknąć tłoku, wybierz popołudnie w środku tygodnia - słońce jest wtedy łagodniejsze, a cienie podkreślają monumentalność ruin.
Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej czeka na ciebie teatr w Epidauros. To nie jest zwykła atrakcja - to architektoniczny majstersztyk, który działa bez mikrofonów i nagłośnienia. Stań na środku sceny, szepnij coś do siebie, a usłyszy cię osoba w ostatnim rzędzie. Dla mnie to dowód na to, że starożytni Grecy wiedzieli coś, czego my dziś nie potrafimy odtworzyć. Obok teatru warto zobaczyć muzeum z rekonstrukcjami narzędzi chirurgicznych - Asklepios, bóg medycyny, miał tu swoje największe sanatorium. Spacer po całym kompleksie zajmuje około dwóch godzin, ale jeśli masz dzieci, możesz skrócić wizytę do samego teatru i muzeum.
Kanał Koryncki to z kolei przystanek bardziej na selfie niż na kontemplację, ale ma swój urok inżynieryjnego szaleństwa. Wąska cieśnina wykuta w skale, mosty łączące Peloponez z resztą Grecji - robi wrażenie, zwłaszcza gdy przepływa pod tobą statek. Nie spodziewaj się jednak plaży ani knajpek z widokiem na wodę. To raczej punkt widokowy, na którym robisz pięć zdjęć i jedziesz dalej. Jeśli masz więcej czasu, skręć w stronę starożytnego Koryntu i Akrokoryntu - tamtejsze ruiny są mniej oblegane niż Mykeny, a widok z góry na Zatokę Koryncką wynagradza stromą wspinaczkę.
Planując dzień, postaw na logistykę: Mykeny rano, potem Korynt i kanał na szybki przystanek, a po południu Epidauros. Unikasz wtedy największych kolejek i słońca w zenicie. W sezonie bilety warto kupić online, zwłaszcza w weekendy. I pamiętaj - na terenie wykopalisk nie ma zbyt wiele cienia, więc kapelusz i woda to podstawa.
Nafplio na weekend: twierdza Palamidi, Bourtzi i wąskie uliczki
Nafplio to jedno z tych miast, które od razu zostaje w pamięci. Dawna stolica Grecji, dziś urokliwe miejsce na weekend, gdzie historia miesza się z leniwym tempem życia. Wąskie, brukowane uliczki starego miasta wiją się między neoklasycystycznymi kamienicami, a na każdym rogu czeka mała tawerna albo sklepik z lokalnymi oliwkami. Najlepiej po prostu dać się ponieść chaosowi uliczek i co chwilę zerkać w górę - na wzgórze, gdzie góruje twierdza Palamidi.
Wejście na Palamidi to 999 schodów, ale widok z góry wynagradza każdy krok. Z murów rozciąga się panorama na zatokę Argolidzką, wyspę Bourtzi i dachy Nafplio. Bourtzi, ta maleńka forteca na wyspie pośrodku portu, to drugi obowiązkowy punkt. Możesz dopłynąć tam motorówką w kilka minut - spacer po kamiennych bastionach i powrót z wiatrem we włosach to czysta przyjemność. Po zejściu z twierdzy warto skręcić w nabrzeżne promenady, gdzie wieczorem całe miasto siada na kawę albo jedzenie.
Jeśli masz więcej niż jeden dzień, Nafplio świetnie sprawdza się jako baza wypadowa. Do Myken, gdzie ruiny pałacu Agamemnona wciąż robią wrażenie, jedzie się stąd niecałe 30 minut. Z kolei w drugą stronę, przez most Rio-Andirio, możesz błyskawicznie dostać się na zachodni Peloponez, do Olimpii albo do Kalamaty. Samo miasto ma też swoją spokojniejszą stronę - plaże w okolicy, jak Arvanitia tuż pod Palamidi, pozwalają ochłonąć po zwiedzaniu. Nafplio nie krzyczy, nie epatuje tłumem - po prostu jest i czeka, żebyś się w nim zatrzymał.
Mani i Monemwazja: surowe piękno kamiennych wież i bizantyjskiego Gibraltaru
Mani to kraina, w której czas zatrzymał się na dobre. Na pierwszy rzut oka widać surowość tego miejsca - nagie, wapienne skały schodzące wprost do lazurowego morza i gdzieniegdzie sterczące kamienne wieże. To właśnie te wieże, zwane pyrgoi, są znakiem rozpoznawczym półwyspu Mani. Budowali je w XVIII i XIX wieku lokalne klany, które przez pokolenia toczyły między sobą krwawe spory. Dziś wiele z tych fortyfikacji stoi opuszczonych, ale część zamieniono w klimatyczne pensjonaty i muzea. Spacerując wąskimi uliczkami miasteczka Areopoli, czuć ducha dawnych wojowników, a w wiosce Vathia można zobaczyć najlepiej zachowany zespół wieżowców - dosłownie kamiennych wież mieszkalnych, które tworzą niepowtarzalny, dziki krajobraz.
Z Mani warto pojechać dalej na wschód, do Monemwazji. To miejsce często nazywa się bizantyjskim Gibraltarem i nie ma w tym cienia przesady. Średniowieczne miasto leży na skalistej wyspie połączonej groblą z lądem. Górne miasto, całkowicie opuszczone w XIX wieku, porastają dzikie zioła i maki. Można tam wejść stromą ścieżką, a nagrodą są zapierające dech w piersiach widoki na Morze Egejskie i otaczające wybrzeże. Dolne miasto tętni życiem - wąskie brukowane uliczki, małe cerkwie z niebieskimi kopułami, tawerny serwujące świeże ryby i lokalne wino z malwazji. To właśnie stąd, według legendy, pochodzi nazwa słynnego wina.
Mani i Monemwazja to dwie strony tego samego medalu - dzikiej, nieoszlifowanej Grecji, która nie stara się przypodobać turystom. Podczas gdy na Peloponezie znajdziesz tłumy pod teatrem w Epidauros czy przy wykopaliskach w Mykenach, tutaj możesz być praktycznie sam na sam z historią. Nie ma tu wielkich hoteli ani all inclusive, za to są kamienne domy z widokiem na morze i cisza przerywana tylko cykaniem cykad. Jeśli szukasz na Peloponezie autentyczności, a nie tylko pocztówkowych atrakcji, te dwa miejsca zapadną ci w pamięć na długo.
Plaże, które nie przegrywają z wyspami: Voidokilia, Simos i Egremni
Kiedy myślisz o greckich plażach, od razu widzisz pocztówki z Santorini czy Zakynthos. Półwysep Peloponez udowadnia jednak, że nie trzeba płynąć na wyspy, żeby znaleźć się na jednej z najpiękniejszych plaż świata. Voidokilia, zakrzywiona idealnym łukiem w kształcie greckiej omegi, to miejsce, które zapiera dech nawet u tych, którzy zwiedzili już kawał świata. Piasek jest tu tak biały i drobny, że przypomina mąkę, a woda po obu stronach cypla zmienia kolor od turkusu po głęboki błękit. W tle widać lagunę Gialova, gdzie zatrzymują się flamingi, a na wzgórzu góruje zamek Kyparissia i ruiny starożytnego miasta Pylos. To nie jest zwykłe kąpielisko - to krajobraz, który wygląda jak namalowany, a ty stoisz w jego środku.
Jeśli szukasz czegoś dzikszego i bardziej odosobnionego, Simos na półwyspie Mani to idealny wybór. Dwie zatoki rozdzielone wydmami porośniętymi jałowcem dają ci wybór między spokojniejszą, płytką laguną a otwartym morzem, gdzie fale są silniejsze. Plaża jest długa na kilkaset metrów, więc bez problemu znajdziesz swoje własne miejsce nawet w szczycie sezonu. Dojazd prowadzi przez wąskie, kręte drogi wśród gór, ale widoki na lazurowe wybrzeże i dzikie zatoki wynagradzają każdy zakręt. W okolicy warto też rzucić okiem na jaskinie w Diros i stare kamienne wieże w Areopoli, bo to region, gdzie historia i przyroda splatają się w jedną opowieść.
Z kolei Egremni na wyspie Poros to zupełnie inna bajka. Wyspa leży zaledwie kilka minut promem z Peloponezu, więc możesz połączyć zwiedzanie Kanału Korynckiego, Nafplio i Twierdzy Palamidi z popołudniem na plaży, która wygląda jak z filmu. Egremni otaczają strome klify porośnięte sosnami, a woda jest tak przejrzysta, że widać każdy kamyk na dnie. To nie są plaże z leżakami i barami - to miejsca, gdzie liczy się natura, a ty możesz w końcu odpocząć od zgiełku starożytnych ruin Myken, Olimpii czy Epidauros. Bo na Peloponezie atrakcje nie kończą się na zabytkach. Masz tu też góry, dzikie wybrzeża i morze, które nie ustępuje żadnej z greckich wysp.
Gdzie nocować na Peloponezie, żeby zwiedzać, a nie stać w korkach
Planując zwiedzanie Peloponezu, szybko przekonasz się, że to nie jest miejsce, które zwiedzisz z jednej bazy. Półwysep jest duży, a drogi, zwłaszcza te lokalne, potrafią być wąskie i kręte. Jeśli zamieszkasz w jednym hotelu na cały tydzień, stracisz mnóstwo czasu na dojazdy. Dużo lepszym rozwiązaniem jest podzielenie pobytu na dwie lub trzy lokalizacje. Na początek doskonale sprawdzi się okolica Koryntu lub Nafplio. Stąd masz blisko do Kanału Korynckiego, starożytnego Koryntu, twierdzy Palamidi, a także do Myken i Tirynsu. To serce archeologicznych skarbów i kultury mykeńskiej, które spokojnie ogarniesz w dwa, trzy dni bez nerwowego zrywania się o świcie.
Kolejny etap warto zaplanować w zachodniej lub środkowej części półwyspu. Olimpia, świątynia Apollina w Bassaj, a jeśli lubisz góry - okolice Arkadii. Nocleg w okolicy Pyrgos lub w mniejszych miejscowościach w pobliżu Olimpii to strzał w dziesiątkę. Unikniesz wtedy porannych korków i zdążysz na otwarcie stanowiska archeologicznego, zanim zrobi się tłoczno i gorąco. Jeśli wybierasz się na południe, w stronę Kalamaty i pustelniczych plaż jak Voidokilia czy Petrochori, zaplanuj osobny postój. Hotele w samej Kalamacie dają dostęp do miasta i portu, ale jeśli marzy ci się spokój, szukaj noclegu w Marathopolis lub Filiatrach. Stamtąd łatwo dojedziesz do jaskiń, zamku w Kyparissii i dziewiczych plaż.
Ostatnia strefa to wschodnie wybrzeże i okolice Epidauros. Teatr w Epidauros, a także malownicze miasteczko Nafplio i wyspa Poros to świetna baza na zakończenie podróży. W Nafplio znajdziesz zarówno hotele w samym centrum, jak i ciche apartamenty na obrzeżach. Most Rio-Antirio łączy północną część Peloponezu z resztą Grecji, więc jeśli planujesz wycieczkę z Peloponezu na przykład do Delf, warto rozważyć nocleg w okolicy Patras lub samego Rio. Planując w ten sposób, zobaczysz więcej, mniej stojąc w korkach, a więcej chodząc po starożytnych ruinach i muzeach.
Ile kosztuje tydzień na Peloponezie? Konkretne ceny noclegów, jedzenia i biletów
Tydzień na Peloponezie to wydatek, który możesz dopasować do własnego portfela, ale warto wiedzieć, gdzie szukać oszczędności, a gdzie lepiej nie ciąć kosztów. Nocleg w sezonie letnim w Nafplio lub w okolicy Kalamaty zaczyna się od 250-300 zł za dobę w przyzwoitym apartamencie dla dwóch osób. Jeśli chcesz spać bliżej plaży w Voidokilii albo w górskiej miejscowości jak Filiatra, ceny spadają nawet do 180-200 zł, ale za to musisz liczyć się z mniejszym wyborem restauracji i dłuższym dojazdem do głównych atrakcji. Za tydzień w średniej klasy hotelu z basenem zapłacisz więc od 1400 do 2100 zł od osoby, zakładając dzielenie pokoju.
Jedzenie na Peloponezie to jedna z tych rzeczy, która nie zrujnuje budżetu, jeśli tylko unikasz turystycznych pułapek w samym centrum Koryntu czy przy wejściu do Myken. W lokalnej tawernie w Marathopolis czy Petrochori za obiad dla dwojga z winem zapłacisz 80-100 zł. W Nafplio bywa o 20-30 procent drożej, ale wciąż taniej niż w Atenach. Śniadanie w kawiarni przy porcie to około 25 zł za kawę i rogalik, a gyros w ulicznym barze w Argos - jakieś 15 zł. Jeśli gotujesz sam w apartamencie, tygodniowe zakupy w supermarkecie (makaron, warzywa, oliwki, ser, lokalne wino) zamkną się w 200-250 zł na osobę.
Bilety wstępu to konkretny wydatek, który warto zaplanować z wyprzedzeniem. Wejście do wykopalisk w Olimpii i do muzeum kosztuje około 50 zł, podobnie w Mykenach i w Epidauros. Jeśli planujesz zwiedzić więcej niż trzy takie miejsca, opłaca się kupić pakiet łączony na najważniejsze stanowiska archeologiczne - wyjdzie około 130-150 zł za osobę i obejmuje między innymi Tiryns, Herajon w Perachorze i twierdzę Palamidi w Nafplio. Do tego dochodzi bilet na prom na wyspę Poros (około 30 zł w dwie strony) oraz ewentualny wstęp do jaskiń, jak słynna jaskinia w okolicy Kalamaty - za około 25 zł. Przejazd przez kanał Koryncki mostem Rio-Antirio jest bezpłatny, ale jeśli chcesz zobaczyć go z bliska na statku, licz 40-50 zł za krótki rejs. Tydzień z noclegiem, jedzeniem i biletami to realnie 2500-3200 zł od osoby, a jeśli zdecydujesz się na tańsze noclegi w górach koło Bassaj albo z dala od wybrzeża, możesz zejść poniżej 2000 zł.
Peloponez z dzieckiem: łagodne trasy, bezpieczne plaże i grecka gościnność
Peloponez to jeden z tych zakątków Grecji, który świetnie sprawdza się w rodzinnym wydaniu. Nie chodzi tylko o łagodny klimat, który pozwala uniknąć skwaru w szczycie sezonu, ale przede wszystkim o różnorodność atrakcji skrojonych na miarę dzieciaków. Zamiast gonić za dziesiątką ruin jednego dnia, lepiej skupić się na kilku miejscach, gdzie maluchy nie będą się nudzić, a wy odetchniecie. Przykład? Kanał Koryncki - widok z mostu wystarczy na dziesięć minut zachwytu, a potem można skoczyć na plażę w okolicy Loutraki. Podobnie działa starożytny teatr w Epidauros: dzieciaki szybko zaczynają biegać po widowni, sprawdzając akustykę, zamiast słuchać opowieści o dramaturgii. To normalne i w porządku.
Jeśli chodzi o bezpieczne kąpiele, wybrzeże Peloponezu ma ich pod dostatkiem. Zamiast zatłoczonych kurortów w Kalamacie, warto skręcić w stronę Marathopolis czy Filiatry - tam plaże są płytsze, a woda wchodzi łagodnie. Voidokilia to już klasyk, ale dla rodziny z małym dzieckiem bywa wyzwaniem ze względu na brak cienia. Lepiej postawić na osłonięte zatoczki w okolicy Petrochori albo na wyspie Poros, gdzie prom kursuje co chwilę i można zrobić jednodniową wycieczkę bez pakowania całego bagażu. Hotele w Nafplio czy w okolicy Olimpii często oferują place zabaw i baseny z brodzikami, więc wieczorny relaks po całym dniu zwiedzania nie jest mitem.
Grecka gościnność na Peloponezie działa na korzyść rodziców. W małych tawernach w okolicy Kyparissii czy w górskich wioskach wokół Bassaj kelnerzy sami proponują mniejsze porcje dla dzieci, a czasem przynoszą deser gratis. Warto też zaplanować przystanek w Mykenach - niekoniecznie po to, by oglądać Lwią Bramę przez godzinę, ale żeby dzieciaki mogły pobiegać po rozległym terenie i wyobrazić sobie, że są herosami. Zamek w Kyparissii czy twierdza Palamidi w Nafplio to kolejne punkty, gdzie historia nie nuży, bo można się wspinać i liczyć stopnie. Jeśli traficie na spokojniejszy dzień, jaskinie w okolicy Pyrgos Dirou zrobią wrażenie nawet na nastolatkach. Peloponez nie wymaga od rodziny heroicznych marszów - wystarczy dobra organizacja i gotowość na spontaniczne postoje przy widokach na morze.
Olimpiada i wodospady: 3 miejsca na Peloponezie, które pomijają przewodniki
Większość przewodników po Peloponezie prowadzi turystów utartymi ścieżkami: Mykeny, Kanał Koryncki, Teatr w Epidauros. I słusznie, bo to miejsca obowiązkowe. Ale jeśli masz ochotę zejść z głównego szlaku i poczuć coś więcej niż tylko tłum pod starożytną kolumnadą, warto skręcić w boczną drogę. Na przykład w stronę wodospadów Neda. To jedno z tych miejsc na Peloponezie, gdzie natura bierze górę nad historią, a woda spada z wysokości kilkudziesięciu metrów prosto do skalnych basenów. Neda to nie tylko atrakcja, ale też granica między dawnymi krainami - Mesenią i Elidą. Jeśli szukasz ochłody po zwiedzaniu Olimpii, to właśnie tutaj warto się skierować, zanim wrócisz do samochodu.
Podobnie ma się sprawa z górą Parnon. O ile Tajget przyciąga wspinaczy i widokówki z Kalamaty, o tyle Parnon pozostaje cichy, dziki i zaskakująco zielony. To właśnie tam, w okolicach wsi Kastanitsa i Leonidio, znajdziesz kamienne wioski, które wyglądają jak zatrzymane w czasie, oraz szlaki prowadzące przez lasy orzechowe. Nie ma tu muzeów z klimatyzacją ani kiosków z lodami, ale jest coś, czego w Nafplio czy przy twierdzy Palamidi nie doświadczysz - absolutna cisza i widok na morze z wysokości ponad tysiąca metrów. Dla wielu to najlepsza pamiątka z Peloponezu.
Trzecie miejsce, które rzadko pojawia się w standardowych planach wycieczek, to zatoka Voidokilia. Tak, jest na Instagramie, ale przewodniki często traktują ją jako przystanek między Olimpią a Pylos, a nie cel sam w sobie. Tymczasem to jedna z najpiękniejszych plaż w Grecji, otoczona wydmami i laguną. Dojście pieszo z parkingu zajmuje kilkanaście minut, a nagrodą jest nie tylko woda o turkusowym odcieniu, ale też widok na ruiny zamku w Petrovouni. Jeśli planujesz zwiedzanie Peloponezu samochodem, zrób pętlę: Kalamata, Voidokilia, Marathopolis, a potem w górę przez Filiatrę i Kyparissię. To właśnie w tych zakątkach, z dala od autokarów, najłatwiej zrozumieć, dlaczego półwysep Peloponez od wieków przyciągał ludzi szukających zarówno spokoju, jak i przygody.