Przejdź do treści
Europa

Marsylia Ciekawostki - 15 Zaskakujących Faktów O Mieście

Odkryj 15 zaskakujących faktów o Marsylii, najstarszym mieście Francji. Poznaj niezwykłą historię, greckie korzenie i sekrety, które skrywa Stary Port.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Marsylia to najstarsze miasto Francji - i ma na to twarde dowody

Marsylia ma coś, czego nie może udowodnić żadne inne miasto we Francji: konkretną datę urodzenia. Założyli ją greccy żeglarze z Fokai około 600 roku p.n.e., nadając jej nazwę Massalia. To czyni ją najstarszym miastem w kraju, starszym nawet od Paryża. Dziś ten fakt czuć wszędzie - w kamiennych murach Starego Portu, w wąskich uliczkach dzielnicy Panier i w zapachu świeżych ryb na porannym targu. Spacerując po centrum, dosłownie stąpasz po warstwach historii, które układają się jedna na drugiej jak w geologicznym przekroju.

Najlepszym punktem, żeby to wszystko ogarnąć wzrokiem, jest Bazylika Notre-Dame de la Garde. Stoi na wzgórzu i góruje nad miastem, a z jej tarasu rozciąga się widok na Morze Śródziemne, port, archipelag Frioul i wyspę, na której znajduje się słynny Zamek If. To właśnie to więzienie, opisane przez Aleksandra Dumasa w „Hrabim Monte Christo”, przyciąga turystów, którzy chcą zobaczyć celę legendarnego Edmonda Dantèsa. Zamek to jednak nie jedyny fort w okolicy - Fort Saint-Nicolas strzeże wejścia do portu od XVII wieku i do dziś robi wrażenie swoją masą.

Jeśli szukasz atrakcji, które łączą historię z nowoczesnością, koniecznie zajrzyj do Mucem - Muzeum Cywilizacji Europejskiej i Śródziemnomorskiej. Ten betonowo-szklany sześcian wisi nad wodą jak futurystyczny statek. Tuż obok znajduje się katedra La Major, zbudowana w stylu bizantyjsko-romańskim, która swoją wielkością bije na głowę większość francuskich świątyń. Z kolei w dzielnicy Panier, najstarszej części Marsylii, odkryjesz kolorowe kamienice, małe galerie i knajpki, gdzie mieszkańcy wciąż mówią z charakterystycznym akcentem.

Nie zapomnij o przyrodzie. Park Narodowy Calanques to unikalny system wapiennych zatoczek, które wcinają się w linię brzegową między Marsylią a Cassis. Można tam dotrzeć pieszo, rowerem albo łodzią. Dla turystów spragnionych widoków to prawdziwy raj - turkusowa woda, białe skały i cisza przerywana tylko krzykami mew. W Marsylii natura i historia żyją obok siebie, a ty masz szansę zobaczyć je wszystkie w jeden dzień, o ile dobrze zaplanujesz spacer z przewodnikiem albo własną mapą.

Stary Port nie był portem, a Notre-Dame de la Garde uchodzi za świętą ochronę marynarzy

Marseille od razu pokazuje swoją prawdziwą twarz. Główną osią tego portowego giganta jest Stary Port (Vieux-Port), który wbrew nazwie nigdy nie był typowym portem handlowym. To właśnie tutaj w VI wieku p.n.e. greccy żeglarze z Fokai założyli osadę Massalia - najstarsze miasto Francji. Przez setki lat basen służył głównie rybakom i lokalnym statkom, a prawdziwy przeładunek towarów odbywał się w nowszych częściach nabrzeża. Dziś to tętniące życiem centrum, gdzie rano króluje słynny targ rybny, a wieczorem spacerują zarówno mieszkańcy, jak i turyści. Stąd widać charakterystyczną sylwetkę fortu Saint-Nicolas, który przez wieki pilnował wejścia do akwenu, a z drugiej strony fort Saint-Jean, dziś wkomponowany w nowoczesne muzeum Mucem.

Jeśli chcesz zobaczyć miasto z góry i poczuć jego ducha, jedź do bazyliki Notre-Dame de la Garde. Ta neobizantyjska świątynia z XIX wieku znajduje się na najwyższym wzniesieniu w okolicy i od lat uchodzi za świętą opiekunkę marynarzy. Jej dzwonnica z pozłacaną figurą Madonny jest widoczna z każdego zakątka Marsylii. W środku zobaczysz setki wotywnych tabliczek i modeli statków - to dowód, że miejscowi naprawdę wierzą w jej moc. Z tarasu rozciąga się niesamowity widok na całe miasto, morze Śródziemne i pobliskie wyspy, w tym słynny archipelag Frioul i zamek If, gdzie według Dumasa więziono hrabiego Monte Christo. Warto też zejść do dzielnicy Panier, najstarszej części Marsylii, pełnej wąskich uliczek, murali i lokalnych knajp, albo ruszyć na południe do parku narodowego Calanques - jedynego takiego miejsca w Europie, gdzie wapienne klify wpadają wprost do lazurowej wody.

Marsylianka nie powstała w Marsylii - rewolucyjny hymn ma zupełnie inne pochodzenie

Panoramic view of the city of Marseille with a clear view of the Mediterranean Sea and nearby islands.
Zdjęcie: Elijah Cobb

Marsylia od początku swojego istnienia była tyglem kultur i języków. Założona około 600 roku p.n.e. przez greckich żeglarzy z Fokai jako Massalia, przez wieki pozostawała jednym z najważniejszych portów Morza Śródziemnego. To stąd rzymskie statki woziły zboże, a w średniowieczu krzyżowcy wyruszali do Ziemi Świętej. Dziś w Starym Porcie wciąż czuć ten dawny rytm - o poranku rybacy sprzedają świeży połów, a turyści piją pastis w kawiarnianych ogródkach. Właśnie tutaj, w sercu miasta, znajduje się najstarsza dzielnica Panier, gdzie wąskie uliczki pamiętają jeszcze czasy greckich osadników. To jedyne miejsce w centrum, gdzie nowoczesność miesza się z historią tak naturalnie, że trudno oddzielić jedno od drugiego.

Największym symbolem Marsylii jest bazylika Notre-Dame de la Garde, górująca nad miastem ze wzgórza. Mieszkańcy nazywają ją „La Bonne Mère” i traktują jak swoją opiekunkę. Z punktu widokowego przy bazylice rozciąga się panorama na całe miasto, port i archipelag Frioul. To stąd najlepiej zobaczyć, jak ogromny jest to port - największy we Francji i jeden z najważniejszych w całej Europie. W dole widać też potężny fort Saint-Nicolas, który przez wieki strzegł wejścia do portu, oraz katedrę La Major, zbudowaną w stylu bizantyjsko-romańskim. Zamek If, słynne więzienie z powieści Dumasa, znajduje się na jednej z wysp archipelagu Frioul i można do niego dopłynąć statkiem ze Starego Portu.

Marsylia to jednak nie tylko zabytki. Miasto ma swoją dziką stronę, którą najlepiej poznać w parku narodowym Calanques. To jedyne w Europie miejsce, gdzie na tak małym obszarze spotykają się wapienne klify, turkusowa woda i śródziemnomorska roślinność. Dla turysty, który chce zobaczyć coś więcej niż pocztówkowe widoki, obowiązkowym punktem jest Muzeum MUCEM - nowoczesny budynek połączony betonowym mostem z XVII-wiecznym fortem Saint-Jean. W środku znajdziesz wystawy o cywilizacjach śródziemnomorskich, ale sam widok z tarasu muzeum na morze i miasto zapiera dech w piersiach. To fakt, który często umyka w przewodnikach: Marsylia to miasto kontrastów, gdzie obok luksusowych jachtów cumują rybackie kutry, a zapach lawendy miesza się z solą morską.

Calanques to nie tylko widoki - kryją podwodne jaskinie i prehistoryczne malowidła

Większość turystów kojarzy marsylskie calanques z zapierającymi dech w piersiach widokami na turkusową wodę i wapienne klify. To prawda, te zatoczki między Cassis a dzielnicą Luminy to raj dla piechurów i kajakarzy. Ale pod powierzchnią morza śródziemnego kryje się coś, o czym nie przeczytasz w standardowym przewodniku. W kilku jaskiniach podmorskich, dostępnych tylko dla doświadczonych nurków, archeolodzy odkryli prehistoryczne malowidła naskalne. To jedyny taki zabytek w całej północnej części basenu Morza Śródziemnego - dowód na to, że ludzie zamieszkiwali te wybrzeża na długo przed tym, jak Fokajczycy założyli Massalię, dając początek dzisiejszej Marsylii.

Calanques to nie tylko przyroda, ale też historia pisana na skale. W przeciwieństwie do zatłoczonego Starego Portu czy monumentalnej bazyliki Notre-Dame de la Garde, tutaj faktycznie możesz poczuć się jak odkrywca. Spacerując szlakiem od wioski Méjean, trafisz na pozostałości starych kamieniołomów, z których wydobywano bloki do budowy fortów i nabrzeży. Dla mieszkańca Marsylii to codzienność, ale dla turysty - lekcja, jak bardzo to miasto jest związane z morzem. W przeciwieństwie do sztucznie wykreowanych atrakcji, calanques oferują autentyczne doświadczenie: ostre słońce, zapach soli i ciszę przerywaną tylko krzykiem mew.

Jeśli planujesz wyprawę, nie popełnij błędu początkujących. Nie idź w samo południe, gdy słońce pali najmocniej, a szlaki są oblężone. Najlepszy punkt widokowy znajdziesz nad zatoką Sugiton, ale żeby go zobaczyć bez tłumów, musisz ruszyć o świcie. W drodze powrotnej wstąp do dzielnicy Panier - najstarszej części miasta, gdzie wąskie uliczki pamiętają czasy greckich żeglarzy. I pamiętaj: calanques to nie jest miejsce na szybkie selfie. To fragment wybrzeża, który wymaga szacunku i czasu. Zostaw w domu buty na cienkiej podeszwie, weź ze sobą zapas wody i przygotuj się na widok, który zmieni twoje wyobrażenie o Francji.

Bouillabaisse narodziła się z resztek ryb, których nie chcieli kupić bogaci

Bouillabaisse, dziś symbol eleganckiej kuchni śródziemnomorskiej, wywodzi się z biedy i codziennej zaradności rybak z Marsylii. W XVII wieku, po sprzedaniu najlepszych ryb zamożnym klientom, do rodzinnego garnka trafiały resztki: skorpeny, rozdymki, kury morskie i inne gatunki, których nikt nie chciał kupić. Gotowano je w morskiej wodzie z czosnkiem, szafranem i koprem włoskim, a całość zagęszczano kawałkami czerstwego chleba. Dziś bouillabaisse to jedna z głównych atrakcji kulinarnych w Starym Porcie, gdzie turyści płacą nawet 60 euro za porcję, choć prawdziwy smak historii znajdziesz w małych bistro przy rue de la République, z dala od turystycznych pułapek.

Związek tej zupy z miastem jest tak silny, że marsylczycy do dziś spierają się o jej autentyczną recepturę. Prawdziwa bouillabaisse musi zawierać co najmniej cztery gatunki ryb z Morza Śródziemnego, a serwuje się ją w dwóch talerzach: osobno zupę, osobno rybę z ziemniakami. W żadnym innym miejscu we Francji nie znajdziesz takiego rytuału. Jeśli wybierzesz się na spacer wzdłuż nabrzeża w dzielnicy Panier, zobaczysz, jak miejscowi w południe zasiadają do tego dania, popijając je białym wytrawnym winem z Prowansji. To nie jest danie dla niecierpliwych - gotowanie trwa godzinę, a jedzenie wymaga cierpliwości i znajomości lokalnych zwyczajów.

Ciekawostka, która zaskakuje większość turystów: bouillabaisse nie ma nic wspólnego z rybną zupą, którą podają w restauracjach na nabrzeżu przy bazylice Notre-Dame de la Garde. Ta prawdziwa, według tradycji, była gotowana w ogromnych żeliwnych kotłach na plażach archipelagu Frioul, gdzie rybacy przybijali po nocnym połowie. Dziś możesz spróbować jej wersji w bistro przy Starym Porcie, ale ostrzegam - jeśli poprosisz o filetowane mięso bez ości, kelner spojrzy na ciebie jak na kosmitę. W Marsylii bouillabaisse je się tak, jak podało morze: z ościami, głowami i całym bogactwem smaków, które kiedyś były tylko resztkami.

To jedyne miasto w Europie z własnym, wciąż działającym tranzytowym więzieniem na wyspie

Zamek If to nie tylko literacka ikona z „Hrabiego Monte Christo”, ale przede wszystkim realne, funkcjonujące przez wieki więzienie na wyspie. Leży zaledwie 3,5 kilometra od Starego Portu w Marsylii, a jego historia sięga XVI wieku, kiedy to Franciszek I kazał go wybudować jako fort obronny. Szybko jednak zmienił przeznaczenie - zamiast chronić miasto przed wrogami, zaczął zamykać wrogów wewnętrznych: hugenotów, przeciwników politycznych i zwykłych przestępców. Dziś to jedyne miejsce w Europie, gdzie możesz zwiedzić autentyczne cele, w których przetrzymywano skazańców przed transportem na dalsze odsiadki, a sam zamek stanowi część archipelagu Frioul.

Marsylia, założona około 600 roku p.n.e. przez greckich żeglarzy z Fokai jako Massalia, od zawsze żyła morzem. Stary Port to nie tylko punkt widokowy pełen jachtów i łodzi rybackich, ale też najstarsze centrum miasta, gdzie od wieków tętni handel. Spacerując wzdłuż nabrzeża, trafisz na Fort Saint-Nicolas i Fort Saint-Jean, które strzegły wejścia do portu. To stąd odpływają promy na wyspę If - podróż trwa około 20 minut, a widok na miasto z pokładu robi piorunujące wrażenie. Zamek nigdy nie był więzieniem długoterminowym - pełnił funkcję tranzytową, co czyni go absolutnym unikatem na skalę całego kontynentu.

Jeśli planujesz zwiedzanie, połącz wizytę na If z rejsem po Calanques - wapiennych zatokach, które ciągną się na wschód od Marsylii. To naturalny kontrast dla miejskich atrakcji: bazyliki Notre-Dame de la Garde górującej nad dachami, katedry w stylu bizantyjskim czy Mucem, czyli Muzeum Cywilizacji Europejskiej i Śródziemnomorskiej. W dzielnicy Panier, najstarszej części Marsylii, zobaczysz wąskie uliczki i kamienice pamiętające czasy Massalii. Dla mieszkańca morze Śródziemne to codzienność, ale dla turysty - sceneria pełna kontrastów: od hałaśliwego Starego Portu po ciszę wyspy, gdzie przez wieki jedynym dźwiękiem był szum fal i szczęk kajdan.

Dzielnica Le Panier została w 1943 roku wysadzona w powietrze przez nazistów - na rozkaz Francuzów

Dzielnica Le Panier to najstarsza część Marsylii, ale jej historia to nie tylko urokliwe wąskie uliczki i kolorowe fasady. W styczniu 1943 roku niemieckie wojska, działając na wyraźne życzenie francuskiej administracji kolaboracyjnej, otoczyły kwartał i wysadziły go w powietrze. Pretekstem była walka z ruchem oporu, ale prawdziwy cel był inny: pozbycie się „niepożądanych” mieszkańców, głównie imigrantów i biedoty, którzy zamieszkiwali tę część miasta od wieków. Zniszczeniu uległo około 1500 budynków, a 20 tysięcy ludzi trafiło do obozów przejściowych, skąd wielu wywieziono do nazistowskich obozów zagłady. Dziś spacerując po Le Panier, trudno uwierzyć, że pod nogami kryje się aż tyle bólu.

To właśnie w tym miejscu, zaledwie kilka kroków od Starego Portu, znajdowała się pierwotna osada greckich żeglarzy z Fokai, którzy w VI wieku p.n.e. założyli Massalię. Le Panier przetrwało jako jedyna dzielnica z tak gęstą siecią uliczek, która oparła się wielkim przebudowom XIX wieku. Po wojnie teren odbudowano, ale architekci postawili na prostotę i funkcjonalność, przez co nowe kamienice wyraźnie różnią się od tych, które ocalały na obrzeżach. Dziś Le Panier tętni życiem artystycznym - to miejsce pełne galerii, pracowni i małych warsztatów, gdzie mural na ścianie opowiada często więcej niż oficjalny przewodnik.

Turyści, którzy docierają do Le Panier, zwykle szukają kontrastu między monumentalnymi atrakcjami Marsylii a codziennością jej mieszkańców. Z jednej strony masz potężną bazylikę Notre-Dame de la Garde na wzgórzu i nowoczesne MuCEM nad wodą, z drugiej - właśnie ten labirynt uliczek, gdzie pranie suszy się na balkonach, a zapach bouillabaisse miesza się z morską bryzą. Warto przyjrzeć się detalom: na fasadach wciąż widać ślady po kulach z czasów wojny, a w bramach kryją się podwórka, które pamiętają czasy, gdy Marsylia była jedynym wolnym portem w okupowanej Francji.

Najbardziej poruszającym faktem jest jednak to, że wysadzenie Le Panier nie było przypadkowym aktem wojennej brutalności, ale zaplanowaną akcją, którą francuscy urzędnicy uzgodnili z Niemcami na długo przed egzekucją. Dziś, gdy stoisz na skraju dzielnicy i patrzysz w stronę fortu Saint-Nicolas oraz zamku If na horyzoncie, łatwo pomyśleć, że historia tego miasta to nie tylko widoki z punktu widokowego na morze Śródziemne i archipelag Frioul. To także opowieść o tym, jak łatwo władza potrafi zniszczyć coś, co budowało się przez stulecia - i jak trudno potem odbudować zaufanie.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski