Przejdź do treści
Egzotyka

Poznaj Marsa Alam poza resortem - kompletny przewodnik

Poznaj prawdziwe Marsa Alam poza resortem. Kompletny przewodnik po największych atrakcjach, od parku Wadi Gemal po dzikie laguny i beduińskie wioski.

Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

Marsa Alam na własne oczy - co naprawdę zobaczysz po wyjściu z hotelu

Większość turystów kojarzy Marsa Alam z plażowaniem i all inclusive. Szkoda, bo prawdziwe życie zaczyna się poza resortem. Kilkanaście minut jazdy od centrum leży park narodowy Wadi Gemal, gdzie pustynia spotyka się z Morzem Czerwonym w sposób, jakiego nie znajdziesz w Hurghadzie czy Szarm el-Szejk. To nie kolejna wycieczka na wielbłądzie - to surowy, dziki krajobraz. Beduini wciąż tu żyją, a laguny są tak płytkie i przejrzyste, że widać każdy ruch płaszczek.

Pod wodą Marsa Alam gra w zupełnie innej lidze. Rafy koralowe są zdrowsze i mniej zniszczone niż w popularniejszych kurortach, bo turystów wciąż jest mniej. Najlepszy przykład to rafa Samadai, czyli Dolphin House - miejsce, gdzie stada delfinów żerują i odpoczywają przez cały rok. Żółwie czy krowy morskie? Nie musisz płynąć daleko. W Abu Dabbab manaty podpływają tak blisko brzegu, że widuje się je na głębokości dwóch metrów. W Sharm Luli możesz stanąć na piasku i patrzeć, jak pod stopami przepływają ryby w całym spektrum barw.

Nie zapominaj o miejscach łączących nurkowanie z historią. Marsa Mubarak to nie tylko rafa, ale też punkt, z którego ruszają rejsy do wraków i na dłuższe sesje w otwartej wodzie. Port Ghalib to nowoczesna marina, gdzie cumują jachty i łodzie nurkowe - stąd wypływa się na całodniowe wycieczki w okolice Wadi Gemal i dalej na południe. Mapa atrakcji Marsa Alam nie kończy się na plażach; obejmuje też pustynne oazy i starożytne kopalnie szmaragdów z czasów faraonów.

W praktyce: jeśli przyjeżdżasz tu tylko po basen i leżak, tracisz większość tego, co Egipt ma do zaoferowania poza standardem. Jeden rejs z maską i fajką wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego nurkowie z całego świata uznają te rafy za jedne z najpiękniejszych na Ziemi. Nie daj się zwieść pogodzie - nawet w upale woda jest przyjemnie chłodna, a życie pod powierzchnią tak intensywne, że zapominasz o wszystkim innym.

Plaże przy hotelach to dopiero początek - ranking dzikich zatok bez leżaków

Kiedy pierwszy raz wysiadasz w Marsa Alam, plaże przy hotelach robią dobre wrażenie - czysty piasek, turkusowa woda i leżaki ustawione równiutko jak w katalogu. Ale prawdziwe atrakcje zaczynają się kilkanaście kilometrów dalej, tam gdzie kończy się asfalt i zaczyna dzika pustynia. Wystarczy wynająć samochód z napędem 4×4 albo dołączyć do lokalnej wycieczki, żeby dotrzeć do zatok, o jakich nie śniło się gościom z Hurghady. Sharm Luli to pierwsze miejsce, które powinieneś zobaczyć - laguna z wodą tak przejrzystą, że widzisz własne stopy na głębokości kilku metrów, a pod powierzchnią rafa koralowa pełna życia. Nie ma leżaków, nie ma barów, jest tylko ty i Morze Czerwone w swojej najpiękniejszej odsłonie.

Kawałek dalej znajduje się Abu Dabbab, słynące z krowy morskie. Te łagodne olbrzymy podpływają blisko brzegu, żeby skubać trawę morską. To jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie możesz obserwować dugongi w ich naturalnym środowisku bez tłumu turystów. Jeśli interesuje cię nurkowanie, nie możesz ominąć Dolphin House w zatoce Samadai. Ta rafa w kształcie podkowy to dom delfinów, które regularnie przypływają odpocząć. Nawet bez certyfikatu nurka wystarczy maska i rurka - woda jest tak płytka, że większość raf koralowych możesz podziwiać przy samej powierzchni. Żółwie, papugoryby, a czasem nawet rekiny rafowe to codzienność, nie wyjątek.

Kolejnym punktem na twojej mapie atrakcji Marsa Alam powinien być park narodowy Wadi Gemal. To nie tylko rafy, ale też odcinek pustyni z beduińskimi osadami i starożytnymi kamieniołomami. Możesz spędzić cały dzień na eksploracji - rano rejs na rafę, po południu spacer wśród gór, wieczorem ognisko pod gwiazdami. Hotele w Marsa Alam, szczególnie te w okolicy portu Ghalib, oferują komfortowy wypoczynek, ale prawdziwy raj zaczyna się poza ich basenami. Jeśli szukasz miejsca, gdzie podwodnego świata nie przysłaniają tłumy, a na plaży liczy się tylko szum fal, właśnie tu znajdziesz to, czego inni szukają latami. Wystarczy kilka kilometrów w głąb pustyni, żeby odkryć, że Egipt wcale nie kończy się na hotelowym bufecie.

Rafy koralowe krok od brzegu - gdzie wchodzisz do wody i już jesteś w akwarium

W Marsa Alam nie musisz wynajmować łodzi ani płynąć na drugi koniec świata, żeby zobaczyć to, co pod wodą najlepsze. Wystarczy wejść do wody przy hotelu, a po kilku metrach masz przed sobą żywy obrazek z National Geographic. To nie przesada. Większość tutejszych kurortów stoi dosłownie na rafie. Niektóre hotele mają własne domki na palach i zejścia do laguny, gdzie woda jest tak przejrzysta, że widzisz dno na dwadzieścia metrów w głąb. Jeśli szukasz miejsca, gdzie nie trzeba walczyć z falą ani płynąć w siną dal, tylko po prostu zanurkować i od razu oglądać życie rafy koralowej - to właśnie tutaj.

Największe wrażenie robi House Reef w okolicy Marsa Mubarak. To jeden z tych odcinków wybrzeża, gdzie rafa zaczyna się praktycznie przy brzegu, a kończy dopiero na głębokości, przy której robi się ciemno. Rafy koralowe w tym rejonie są w znakomitym stanie, bo nie dotarła do nich jeszcze masowa turystyka z betonowymi deptakami. Zamiast tego masz spokój, ciszę i wodę pełną kolorów. Widać tu żółwie, które podpływają blisko, jakby były przyzwyczajone do nurków. Delfiny w Dolphin House, czyli w rejonie rafy Samadai, to klasyk - ale uwaga, to nie atrakcja dla każdego. Żeby popływać z nimi blisko brzegu, lepiej wybrać się wcześnie rano, zanim przypłyną pierwsze łodzie z turystami z Marsa Alam.

Jeśli masz ochotę na coś więcej niż hotelowe zejście do wody, warto rozejrzeć się za wycieczkami do Abu Dabbab. To miejsce, gdzie na płyciźnie spotkasz krowy morskie, czyli diugonie. Nie ma drugiego takiego punktu nad Morzem Czerwonym, gdzie te łagodne olbrzymy podchodzą tak blisko brzegu. Z kolei fani podwodnego życia, którzy chcą zobaczyć naprawdę dziką rafę, powinni wybrać się do Parku Narodowego Wadi Gemal. To obszar chroniony, gdzie natura rządzi się swoimi prawami. Rafy są tu nietknięte, a fauna bogatsza niż w wielu komercyjnych miejscach. Dojazd z Marsa Alam zajmuje około godziny, ale różnica w jakości podwodnego świata jest ogromna.

Warto też pamiętać, że Marsa Alam to nie tylko woda. Okolica oferuje wypoczynek na plażach, które nie są zatłoczone jak w Hurghadzie czy Szarm el-Szejk. Port Ghalib to nowoczesna marina z kawiarniami i przystanią dla jachtów, skąd wypływa większość rejsów na rafy. Jeśli masz mapę atrakcji w Marsa Alam, zobaczysz, że wszystko jest blisko siebie - od Sharm Luli z idealnym piaskiem po dzikie odcinki pustyni schodzące prosto do morza. To raj dla tych, którzy chcą mieć i plażę, i podwodny spektakl bez stania w kolejkach.

Krowy morskie w Abu Dabbab - jak trafić na spotkanie z dugoniem bez tłumów

A scenic view of a coastal town with a stunning mountain backdrop.
Zdjęcie: Vika Glitter

Abu Dabbab to jedna z tych zatok, które na dobre zapadają w pamięć każdemu, kto choć raz zanurkował w wodach Morza Czerwonego. Miejsce słynie przede wszystkim z dugoni, czyli krowy morskiej - łagodnych olbrzymów żerujących na łąkach trawy morskiej tuż przy brzegu. Większość turystów trafia tu w ramach zorganizowanych wycieczek z Marsa Alam, co niestety oznacza tłumy w godzinach przedpołudniowych. Jeśli chcesz uniknąć ścisku i mieć szansę na spokojne spotkanie z dugoniem, zaplanuj wizytę wczesnym rankiem, zaraz po otwarciu parku, albo późnym popołudniem, kiedy grupy z hoteli już odpływają.

Sama zatoka jest płytka i piaszczysta, więc do obserwacji krowy morskiej nie potrzebujesz zaawansowanego sprzętu - wystarczy maska, fajka i odrobina cierpliwości. Dugonie pojawiają się najczęściej w centralnej części laguny, gdzie trawa morska rośnie najgęściej. Ważne, żeby nie płynąć bezpośrednio nad zwierzęciem i nie robić gwałtownych ruchów. Krowy morskie są płochliwe, a zbyt nachalni nurkowie szybko je spłoszą. Lokalni przewodnicy często wiedzą, gdzie akurat żeruje dany osobnik, więc warto posłuchać ich rad, zamiast działać na własną rękę.

Abu Dabbab to jednak nie tylko dugonie. Rafa koralowa w tej okolicy, choć nie tak spektakularna jak w Marsa Mubarak czy w parku narodowym Wadi Gemal, ma swoje uroki. Można tu spotkać żółwie, a czasem nawet delfiny z pobliskiego Dolphin House. Jeśli masz więcej czasu, dobrym pomysłem jest połączenie wizyty w Abu Dabbab z rejsem w okolice Sharm Luli - tam rafa jest bardziej dzika, a turystów zdecydowanie mniej. W sezonie letnim, szczególnie w lipcu i sierpniu, warto przyjechać w tygodniu, bo weekendy przyciągają większe grupy z całego regionu, nawet z portu Ghalib.

Planując wypoczynek w Marsa Alam, masz do wyboru wiele hoteli, ale jeśli zależy ci na łatwym dostępie do Abu Dabbab, wybieraj te położone na południe od miasta. Dzięki temu zyskasz nie tylko bliskość do dugoni, ale też do innych atrakcji, jak Wadi Gemal czy Sharm Luli. Pamiętaj, że krowy morskie to zwierzęta dzikie - ich obecność nigdy nie jest gwarantowana. Ale właśnie ta niepewność sprawia, że spotkanie z dugoniem w Abu Dabbab smakuje lepiej niż oglądanie go na zdjęciach z wycieczki pełnej turystów.

Zatoka Delfinów w Sataya - dlaczego to lepszy wybór niż zatłoczone Sharm El Luli

Kiedy planujesz wakacje w okolicy Marsa Alam, szybko natkniesz się na nazwy Sharm El Luli i Zatoka Delfinów w Sataya. To dwa zupełnie różne światy, choć dzieli je zaledwie kilkanaście kilometrów. Sharm El Luli, reklamowane jako jedna z najpiękniejszych plaż Egiptu, to dziś przede wszystkim ofiara własnej popularności. W sezonie na wąskim pasie piasku ledwo znajdziesz wolne miejsce, a w wodzie unosi się więcej kremów przeciwsłonecznych niż ryb. Tymczasem Sataya, znana też jako Dolphin House, to prawdziwy dom delfinów, a nie ich turystyczna inscenizacja.

Zatoka Sataya leży na wodach Morza Czerwonego, około godziny rejsu z portu w Marsa Ghalib. To nie miejsce, do którego dojdziesz pieszo z hotelu. Wyprawa łodzią jest koniecznością, ale właśnie ta odległość działa jak naturalny filtr. Zamiast tłumów turystów, którzy na chwilę wskakują do wody w klapkach, trafiasz na spokojną lagunę, gdzie stado delfinów butlonosych żyje od lat. W przeciwieństwie do sztucznych atrakcji, gdzie zwierzęta są wabione jedzeniem, w Sataya to ty jesteś gościem. Delfiny podpływają same, bo taką mają trasę żerowania i odpoczynku. I choć nigdy nie masz gwarancji spotkania, statystyki mówią same za siebie - około 90% rejsów kończy się sukcesem.

Dla nurków i snorkelingowców różnica jest kluczowa. W Sharm El Luli podziwiasz głównie rafę koralową i ryby, ale widoczność często psują dziesiątki innych pływaków. Sataya oferuje coś więcej: możliwość obserwacji delfinów w ich naturalnym środowisku, bez pośpiechu i sztucznych barier. Jeśli masz szczęście, zobaczysz też żółwie albo krowy morskie, które pojawiają się w okolicy, bo rafy koralowe w Parku Narodowym Wadi Gemal są wyjątkowo zdrowe. To nie bajka dla początkujących - woda bywa głębsza, a prądy silniejsze, ale właśnie dlatego czujesz, że jesteś w prawdziwym podwodnym świecie, a nie w basenie z rybami.

Decyzja między Sharm El Luli a Satayą to wybór między wygodą a autentycznością. Jeśli twoim celem jest zrobienie zdjęcia na tle białego piasku i szybki powrót do hotelu, pierwsza opcja wystarczy. Ale jeśli chcesz poczuć, jak wygląda życie podwodnej fauny Morza Czerwonego bez tłumów i sztucznych dekoracji, rejs do Zatoki Delfinów będzie tym, co zapamiętasz na lata. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić na mapie atrakcji Marsa Alam, która z łodzi wypływa z portu w Marsa Ghalib - te dłuższe, bo łączące Satayę z Abu Dabbab, dają najlepszy balans między pływaniem z delfinami a oglądaniem żółwi.

Wrak Hamata i rafa Shaab Marsa Alam - trasy nurkowe dla tych, którzy szukają mocnych wrażeń

Nurkowanie w Marsa Alam to nie tylko spotkania z delfinami w Dolphin House czy leniwe pływanie nad rafą w Abu Dabbab w towarzystwie krowy morskiej. Dla tych, którzy mają już za sobą pierwsze zanurzenia i szukają czegoś więcej niż podziwiania kolorowych rybek z przewodnikiem, okolica oferuje prawdziwe wyzwania. Dwa miejsca, które zapadają w pamięć na długo, to wrak Hamata oraz rafa Shaab Marsa Alam. To nie atrakcje dla każdego turysty - raczej gratka dla doświadczonych nurków, którzy cenią sobie adrenalinę i nietkniętą ręką człowieka przyrodę.

Wrak Hamata leży na południe od Marsa Alam, w rejonie parku narodowego Wadi Gemal. Statek spoczywa na piaszczystym dnie na głębokości około 25 metrów, a jego konstrukcja porośnięta jest gąbkami i koralowcami. To miejsce, gdzie prądy bywają zdradliwe, ale nagroda jest ogromna - wrak zamieszkują barakudy, graniki i całe ławice lucjanów. Z kolei rafa Shaab Marsa Alam, położona dalej od brzegu, to jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania dryfowego w całym Egipcie. Prąd niesie cię wzdłuż ściany rafy, a ty mijasz ogromne gorgonie, spotykasz żółwie i rekiny rafowe. To raj dla miłośników podwodnego życia, ale wymaga też dobrej kondycji i umiejętności kontroli wyporności.

Oba miejsca dostępne są głównie z łodzi, a organizowane wycieczki z portu w Marsa Alam lub z Marin Ghalib to standard. Ceny rejsów wahają się od 40 do 70 euro za osobę w zależności od odległości i tego, czy w pakiecie jest lunch. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z nurkowaniem, lepiej odpuść te trasy i zostań przy płytszych rafach w okolicy Sharm Luli czy przy plażach w Marsa Mubarak. Ale jeśli masz już na koncie kilkadziesiąt zanurzeń i szukasz mocniejszych wrażeń, wrak Hamata i Shaab Marsa Alam to dwie perełki, które wynagrodzą ci każdą sekundę pod wodą. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić prognozę pogody i zabrać własny komputer nurkowy - prądy potrafią płatać figle, a bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Wadi El Gemal - park narodowy, w którym pustynia wpada prosto do morza

Wadi El Gemal to miejsce, w którym natura pokazuje swoją najbardziej surową i jednocześnie spektakularną twarz. Park narodowy rozciąga się na południe od Marsa Alam i łączy w sobie dwa skrajne światy: gorącą, kamienistą pustynię oraz krystalicznie czyste wody Morza Czerwonego. To właśnie tutaj, w przeciwieństwie do bardziej komercyjnych kurortów, możesz zobaczyć, jak wydmy i skaliste wadi opadają bezpośrednio do zatok pełnych życia. Dla wielu turystów to jedna z najpiękniejszych atrakcji w całym Egipcie, bo oferuje coś więcej niż tylko leżenie na plaży.

Gdy wypłyniesz na rejs z portu w Marsa Alam, szybko przekonasz się, że Wadi Gemal to prawdziwy raj dla miłośników podwodnego świata. Rafy koralowe w tej okolicy należą do najlepiej zachowanych w regionie, a ich różnorodność przyciąga nurków z całego świata. Nie musisz jednak być doświadczonym nurkiem, żeby cieszyć się tym bogactwem. W płytkich lagunach, takich jak Sharm Luli czy Marsa Mubarak, bez problemu spotkasz żółwie, a czasem nawet krowy morskie żerujące na łąkach trawy morskiej. Delfiny natomiast regularnie pojawiają się w Dolphin House w pobliżu wysepki Samadai, gdzie często organizowane są wycieczki z maską i fajką.

Oprócz życia pod wodą, park oferuje także unikalny wypoczynek na lądzie. Możesz wybrać się na wycieczkę w głąb pustyni, gdzie Beduini nadal prowadzą tradycyjny tryb życia, a krajobraz przypomina księżycową panoramę. To zupełnie inne doświadczenie niż typowe wakacje all inclusive w hotelach przy plaży. Wadi El Gemal uczy pokory wobec przyrody, bo w jednym miejscu widzisz, jak krucha jest granica między życiem a martwą skałą. Dla tych, którzy szukają autentyczności, a nie tylko basenów i koktajli, to obowiązkowy punkt na mapie atrakcji Marsa Alam.

Noc pod gwiazdami z Beduinami - kolacja na pustyni bez turystycznej tandety

Większość wycieczek na pustynię w Marsa Alam to niestety komercyjny standard: podwózka jeepem, szybkie zdjęcie na wydmie i powrót do hotelu. Zupełnie inaczej wygląda kolacja z Beduinami, jeśli trafisz na organizatora, który naprawdę zna pustynię, a nie tylko wozi turystów z mapy atrakcji. Zamiast hałaśliwego obozowiska z plastikowymi krzesłami dostajesz kameralne spotkanie przy ognisku, z dala od cywilizacji, gdzie słychać tylko trzask drewna i szum wiatru.

W okolicy Marsa Alam, zwłaszcza w kierunku Wadi Gemal czy w pobliżu pustynnych szlaków za portem Ghalib, znajdziesz ekipy organizujące wieczorne safari z prawdziwym posiłkiem pieczonym w ziemi. To nie bufet z frytkami, tylko powoli duszona jagnięcina i podpłomyki przygotowane na rozżarzonych kamieniach. Siedzisz na dywanach w namiocie z koziej sierści, a Beduini opowiadają o życiu na pustyni, szlakach handlowych i o tym, jak zmieniła się okolica od czasów, gdy pierwsze hotele dopiero powstawały.

Po kolacji kładziesz się na kocach i patrzysz w niebo. Bez świateł Marsa Alam widać Drogę Mleczną tak wyraźnie, że czujesz się, jakbyś leżał pod gigantyczną kopułą. To zupełnie inna skala niż komercyjne „oglądanie gwiazd” zorganizowane przy hotelowym basenie. Jeśli masz szczęście, gospodarze rozpalają małe ognisko i grają na prostych bębnach, a ty możesz po prostu siedzieć i słuchać, zamiast udawać, że bawisz się w pokazy taneczne dla turystów.

Warto zabrać ciepłą bluzę nawet latem - pustynia po zachodzie słońca gwałtownie się wychładza. Taka kolacja to też dobra okazja, żeby zobaczyć, jak wygląda życie poza pasem plaż i raf koralowych. Bo Marsa Alam to nie tylko nurkowanie z delfinami w Dolphin House czy żółwiami w Abu Dabbab, ale też surowy, piękny krajobraz, który w nocy nabiera zupełnie innego wymiaru.

Kair i Luksor jednego dnia - jak ogarnąć wycieczkę z Marsa Alam bez szaleństwa cenowego

Wielu turystów przyjeżdża do Marsa Alam po ciszę i rafy, ale gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl: „a może by tak zobaczyć piramidy?”. Problem polega na tym, że z Marsa Alam do Luksoru jest około 300 kilometrów, a do Kairu już 700. Organizacja takiej jednodniowej wycieczki na własną rękę to logistyczny koszmar, bo stracisz większość dnia na dojazdach i negocjacjach z taksówkarzami. Dlatego większość biur podróży oferuje gotowe pakiety łączone, które startują około 3 nad ranem i wracają po 22. Cena takiego maratonu waha się od 80 do 150 dolarów od osoby, w zależności od tego, czy lecisz samolotem, czy jedziesz klimatyzowanym busem. Drożej? Tak. Ale za to masz pewność, że nie utkniesz na pustyni z przebitym kołem.

Jeśli myślisz, że dasz radę tanio i po swojemu, spójrz na mapę atrakcji w okolicy. Z Marsa Alam najbliższe lotnisko krajowe to Port Ghalib, skąd czasem da się złapać tani bilet do Luksoru za 200-300 zł w jedną stronę. Problem w tym, że po wylądowaniu w Kairze czy Luksorze czeka cię kolejna przeprawa - taksówki, bilet wstępu do świątyń, przewodnik. Rachunek szybko robi się wyższy niż w biurze podróży, a ty dodatkowo tracisz nerwy na organizację. W praktyce, jeśli chcesz zobaczyć Dolinę Królów i piramidy w jeden dzień, lot jest jedyną sensowną opcją, bo busem po prostu nie zdążysz - podróż w jedną stronę zajmie ci 6-7 godzin.

Co zyskujesz, decydując się na zorganizowaną wycieczkę? Przede wszystkim czas. Większość pakietów z Marsa Alam obejmuje przelot czarterem do Luksoru, zwiedzanie z przewodnikiem, obiad i powrót. Często w cenę wliczony jest też transfer z hotelu na lotnisko. To sporo, ale masz gwarancję, że zobaczysz najważniejsze punkty - świątynię Hatszepsut, Kolosy Memnona i oczywiście same piramidy w Gizie. Bez tego samodzielnie pogubisz się w tłumie turystów i stracisz godziny na szukanie wejścia.

Ostatnia rada praktyczna: nie próbuj łączyć Kairu i Luksoru w jeden dzień na własną rękę, jeśli jedziesz z Marsa Alam. To fizycznie niemożliwe bez wynajęcia helikoptera. Zamiast tego wybierz jeden cel - albo Luksor z jego świątyniami, albo Kair z piramidami. Biura podróży oferują osobne wycieczki do każdego z tych miejsc, a ceny zaczynają się od 60-80 dolarów. To wciąż sporo, ale biorąc pod uwagę dystans i to, że nie musisz martwić się o jedzenie ani bilety, jest to najtańsza opcja bez ryzyka, że wrócisz do hotelu o 2 w nocy z pustym portfelem.

Mapa atrakcji na telefon - co zapisać offline, żeby nie zgubić najlepszych punktów

Zanim ruszysz w stronę plaż i raf, warto zgrać na telefon kilka kluczowych lokalizacji. Marsa Alam leży rozrzucone na długim odcinku wybrzeża, a między hotelami a dzikimi zatokami potrafi być kilkanaście kilometrów pustyni. Bez internetu łatwo minąć zjazd do Abu Dabbab czy przeoczyć punkt startowy do rejsu na Dolphin House. Zapisujesz w mapach offline nie tylko swój hotel, ale przede wszystkim wejścia na plaże - te publiczne, jak Sharm Luli czy Marsa Mubarak, często nie mają tablicy przy głównej drodze. Wrzuć też pinezkę na parking przy parku narodowym Wadi Gemal, bo stamtąd ruszają wycieczki w głąb pustyni i na dzikie rafy.

Nie zapomnij o marinie w Port Ghalib. To stąd odpływają statki na całodniowe nurkowania i rejsy na Samadai, czyli słynny dom delfinów. Jeśli planujesz wypoczynek z maską i rurką, oznacz sobie w aplikacji trzy rafy: Abu Dabbab (krowy morskie i żółwie), Dolphin House (spotkania z delfinami) oraz Elphinstone - tę znają wszyscy nurkowie z całego świata. W okolicy znajdziesz też mniej oblegane miejsca, gdzie rafy koralowe są równie bogate w faunę, ale nie ma tłumów turystów z autokarów. Warto ściągnąć mapę całego regionu Morza Czerwonego, bo zasięg komórki urywa się często między kurortami. Dzięki temu nie zgubisz drogi do Wadi Gemal ani nie przegapisz zjazdu na dziką plażę, która na mapie wygląda jak zwykła linia brzegu, a w rzeczywistości jest jednym z najpiękniejszych miejsc do podwodnego fotografowania.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski