Ile dokładnie gotówki spakować na greckie wyspy w 2026 roku
Planując wakacje w Grecji w 2026 roku, największym wyzwaniem nie jest wybór między Santorini a Kretą, tylko oszacowanie realnych wydatków. Jeśli celujesz w all inclusive, sprawa jest prosta - zapłacisz od 4000 do 7000 zł za osobę za tydzień w czterogwiazdkowym hotelu na Rodos lub Zakynthos. Gorzej, gdy chcesz swobody i samodzielnego zwiedzania. Wtedy kluczowe staje się pytanie: ile fizycznej gotówki wrzucić do koperty przed wyjazdem, a ile zostawić na karcie.
Na Krecie czy Korfu obiad w tawernie dla dwojga z kieliszkiem wina i owocami morza to wydatek rzędu 35-50 euro. Na Mykonos ta sama przyjemność może kosztować już 70-80 euro, bo wyspa żyje z markowego luksusu. Piwo (0,5 l) w sezonie na Santorini to 5-6 euro, podczas gdy w Atenach czy mniej obleganych zakątkach Rodos zapłacisz 3,50-4 euro. Różnice są ogromne, dlatego lepiej nie sugerować się średnią krajową, tylko konkretnym kierunkiem.
Jeśli podróżujesz z dziećmi i liczysz na darmowe atrakcje, masz szczęście. Wstęp na Akropol w Atenach kosztuje około 20 euro, ale od listopada do marca w pierwszą niedzielę miesiąca jest bezpłatny. Podobnie działa pałac Knossos na Krecie. Bilety ulgowe dla studentów i dzieci poniżej 18. roku życia często są o połowę tańsze. Z kolei codzienne życie - zakupy w tanich sklepach spożywczych - nie zrujnuje portfela: bochenek chleba to 1,20 euro, a litr mleka 1,50 euro. W porównaniu z Polską różnica nie jest szokująca, ale za to wino w kartoniku (1,5 l) kupisz już za 3 euro.
Najlepszym terminem na oszczędności jest maj lub wrzesień. Wtedy ceny lotów first minute do Aten czy na Kretę zaczynają się od 300 zł w obie strony, a noclegi w apartamentach są o 30-40% tańsze niż w szczycie sezonu. Last minute na Zakynthos czy Korfu potrafi dać rabat nawet 50%, ale ryzykujesz ograniczonym wyborem. Gotówki na tydzień dla dwóch osób lepiej wziąć minimum 600-800 euro na jedzenie, transport lokalny i wejściówki, a resztę płacić kartą. W 2026 roku Grecja nadal będzie przyjazna dla budżetu, pod warunkiem że nie dasz się skusić widokówkom z Santorini za wszelką cenę.
Gdzie spać tanio, ale z widokiem na morze - noclegi bez pośredników
Na własnej skórze przekonałem się, że największym mitem o Grecji jest stwierdzenie, że tanie noclegi z widokiem na morze nie istnieją. Owszem, w lipcu na Santorini apartament z basenem i kalderą to wydatek rzędu 800-1200 euro za dobę, ale to wyjątek, a nie reguła. Prawdziwe okazje znajdziesz, gdy odłożysz na bok Booking i Agodę i wejdziesz w lokalne kanały. Na Krecie, w okolicach Plaki albo wschodniego wybrzeża w pobliżu Sitii, ceny noclegów prywatnych potrafią być cztery razy niższe niż w hotelach. W 2026 roku, przy prognozowanym wzroście kosztów o 15-20%, oszczędność na prowizji pośrednika (często 15-20% ceny) robi ogromną różnicę. Wystarczy napisać do gospodarza na Facebooku lokalnej grupy albo zadzwonić pod numer z tabliczki przy tawernie.
Na Rodos i Korfu hotele all inclusive w sezonie wysokim (lipiec, sierpień) zaczynają się od 500 zł za osobę za dobę, ale jeśli zrezygnujesz z wyżywienia i zamienisz pokój hotelowy na studio z aneksem kuchennym, zapłacisz 180-250 zł. To kluczowa różnica, bo ceny w tawernach w 2026 roku mają wzrosnąć - obiad dla dwóch osób (sałatka grecka, danie główne, woda) to wydatek 35-50 euro, a na Mykonos nawet 70 euro. Gdy masz kuchnię, na śniadanie wydasz 5 euro na lokalne produkty z lidla, a nie 15 euro w hotelowej restauracji. Wyjątkiem jest Zakynthos, gdzie nadal znajdziesz gospodarzy wynajmujących apartamenty za 60-80 euro za noc w cieniu oliwek, 200 metrów od plaży - bezpośrednio, bez marży.
Najlepszym terminem na taki budżetowy urlop z widokiem jest przełom maja i czerwca albo wrzesień. Wtedy na Krecie czy Rodos nie walczysz o leżaki, a ceny spadają o 30-40% w porównaniu do sierpnia. W Atenach z kolei nie szukaj widoku na morze w centrum, bo zapłacisz horrendalnie - lepiej wynająć mieszkanie w dzielnicy Koukaki za 50-70 euro za dobę i dojść pieszo na Akropol. Lifehack: jeśli lecisz na dłużej niż tydzień, negocjuj z gospodarzem zniżkę. Grecy cenią stałych gości i często dają 10-15% rabatu za gotówkę, zwłaszcza poza głównymi wyspami.
Tawerna czy gotowanie samemu - realny koszt jedzenia na miejscu
Wakacje w Grecji w 2026 roku to wydatek, który da się sporo zoptymalizować, ale pod warunkiem że wiesz, na czym oszczędzasz. Jedzenie w tawernie na Rodos czy Krecie to nie tylko kwestia smaku, ale przede wszystkim pieniędzy. Obiad dla dwóch osób z winem i przystawkami to wydatek rzędu 40-50 euro. Za te same pieniądze w lokalnym supermarkecie kupisz zapas makaronu, warzyw, sera feta i oliwek na trzy dni. Różnica jest więc spora, ale nie chodzi tylko o sam rachunek - chodzi o to, co tracisz, rezygnując z tawerny.
Jeśli wybierasz all inclusive w hotelu, sprawa jest prosta: jesz na miejscu i nie martwisz się o budżet. Gorzej, gdy planujesz city break w Atenach albo wypad na Santorini, gdzie ceny w turystycznych knajpach potrafią zaskoczyć. Porcja gyrosa w centrum Mykonos kosztuje 12-15 euro, podczas gdy w małej tawernie na Zakynthos zapłacisz 7-8 euro. Właśnie dlatego warto sprawdzić lokalne sklepy. Greckie piekarnie oferują świeży chleb i pitę za 1-2 euro, a wątrobiane specjały z targu są o połowę tańsze niż w restauracji. Gotowanie na wynajętym apartamencie daje też kontrolę nad tym, co jesz - szczególnie ważne, gdy podróżujesz z dziećmi i potrzebujesz prostych, bezpiecznych posiłków.
Z drugiej strony, tawerna to nie tylko jedzenie, ale całe greckie doświadczenie. Obiad w cieniu winorośli, z widokiem na morze i miską owoców morza za 20 euro - to wspomnienie, którego nie kupisz w markecie. Piwo w Grecji kosztuje w knajpie 3-5 euro, w sklepie 1,5 euro, ale różnica w atmosferze jest nie do przeliczenia. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest miks: śniadania i lunch robisz sam z lokalnych produktów (tanie sklepy jak Lidl czy Sklavenitis są w każdym mieście), a kolację spędzasz w tawernie. W ten sposób realny koszt jedzenia na wakacjach spada o 30-40% w porównaniu z jedzeniem na mieście trzy razy dziennie, a ty nie tracisz ani smaku, ani klimatu.
Leżak, parasol i wstęp na plażę - ukryte opłaty, które zaskakują
Leżak i parasol na greckiej plaży brzmią jak synonim beztroskiego wypoczynku, ale w 2026 roku mogą być źródłem niemałego zaskoczenia. Na popularnych wyspach, takich jak Mykonos czy Santorini, ceny za zestaw leżak plus parasol sięgają nawet 60-80 euro za dzień. To koszt, który dla czteroosobowej rodziny potrafi zjeść dzienny budżet na jedzenie w tawernie. Co gorsza, wiele plaż jest podzielonych na prywatne strefy, gdzie wejście jest darmowe, ale już postawienie własnego koca na piasku bywa kwestionowane przez obsługę. Warto przed wyjazdem sprawdzić, które plaże są w pełni publiczne - na Krecie czy Rodos znajdziesz jeszcze miejsca, gdzie zapłacisz tylko 10-15 euro za dwa leżaki, zwłaszcza poza głównym sezonem.
Na Zakynthos i Korfu sytuacja wygląda nieco lepiej, ale i tam pojawiły się opłaty za wejście na najbardziej oblegane plaże, takie jak Navagio. Lokalne gminy coraz częściej wprowadzają „opłaty klimatyczne” lub bilety wstępu do rezerwatów przyrody, które są sprzedawane jako ochrona wybrzeża. Przykładowo, na Rodos za dostęp do plaży z widokiem na zatokę zapłacisz 5 euro od osoby, a na Santorini za samo zejście na słynną Czerwoną Plażę - 3 euro. To drobne kwoty, ale w połączeniu z cenami za leżaki potrafią zaskoczyć turystów przyzwyczajonych do darmowych kąpielisk w Polsce.
Jeśli planujesz urlop z dziećmi, sprawdź, czy hotel oferuje własną plażę z leżakami w cenie all inclusive. Wiele obiektów na Krecie i Rodos reklamuje „prywatny dostęp”, ale w praktyce bywa, że parasole kończą się o 16:00, a później trzeba dopłacać. Alternatywą są mniej znane wyspy, jak Paros czy Naxos, gdzie ceny za leżaki rzadko przekraczają 20 euro, a plaże są mniej zatłoczone nawet w szczycie sezonu. Pamiętaj też, że w Grecji obowiązuje zakaz wnoszenia własnych parasoli na niektóre plaże z certyfikatem Błękitnej Flagi - mandat potrafi wynieść 50 euro. Lepiej więc przed wyjazdem zorientować się w lokalnych zwyczajach, bo oszczędność kilku euro na leżaku może skończyć się wyższym rachunkiem.
Transport między wyspami - promy, busy i skutery bez przepłacania
Przemieszczanie się między greckimi wyspami potrafi zjeść spory kawałek wakacyjnego budżetu, zwłaszcza gdy w grę wchodzi kilka przystanków. W 2026 roku ceny biletów na promy znów poszły w górę, ale da się nimi sterować, jeśli odpowiednio wcześniej zaplanujesz podróż. Rezerwacja online na popularnych trasach, na przykład z Pireusu na Santorini czy z Krety na Rodos, potrafi obniżyć koszt nawet o 20-30 procent w porównaniu z zakupem w kasie na godzinę przed odpłynięciem. Warto też sprawdzić oferty firm takich jak Blue Star Ferries czy Hellenic Seaways - często mają zniżki dla osób kupujących bilety z wyprzedzeniem, a w 2026 roku pojawiły się też nowe promy z niższymi cenami dla pieszych pasażerów, co jest dobrą wiadomością dla tych, którzy wolą zostawić samochód na stałym lądzie.
Na miejscu, zwłaszcza na wyspach takich jak Kreta czy Zakynthos, królują busy i lokalne autobusy. Bilet za kilka euro zabierze cię z lotniska do centrum lub między miasteczkami, a w sezonie kursują nawet co godzinę. Jeśli planujesz częste przeskakiwanie między plażami, wynajem skutera lub małego quada może być tańszy niż codzienne taksówki - na Rodos czy Korfu stawki zaczynają się od 25-30 euro za dobę, choć w szczycie sezonu ceny potrafią skoczyć do 40. Uważaj jednak na ukryte opłaty: ubezpieczenie i kaucję lepiej dogadać na piśmie, bo niektórzy wypożyczający próbują doliczać koszty za najmniejsze rysy.
Na Santorini i Mykonos, gdzie wszystko jest droższe, transport publiczny to wybawienie dla portfela. Autobus z Firy do Oia kosztuje około 2 euro, podczas gdy taksówka na tej samej trasie to już 25-30. Jeśli lecisz na city break do Aten, metro i tramwaj ogarną cię za grosze - bilet 90-minutowy to niecałe 1,50 euro, a karnet na 5 dni wyjdzie taniej niż dwie przejażdżki taksówką. W 2026 roku warto też polować na promy łączące wyspy w pakietach, na przykład Rodos z Symi lub Kreta z Santorini - niektóre linie oferują zniżki przy zakupie biletu powrotnego, co przy dłuższym urlopie z dziećmi robi realną różnicę w budżecie.
Która wyspa pożera budżet, a która daje urlop za pół ceny
Grecja w 2026 roku to kraj trzech prędkości turystycznych. Na Santorini i Mykonos ceny noclegów potrafią być dwukrotnie wyższe niż na Krecie czy Rodos, a różnica w kosztach obiadu w tawernie sięga nawet 10-15 euro. Jeśli twoim priorytetem jest all inclusive w hotelu z basenem i widokiem na kalderę, musisz liczyć się z wydatkiem rzędu 800-1200 euro za osobę za tydzień w sezonie. Ale jeśli zależy ci na autentycznej kuchni greckiej, plażach bez tłoku i budżecie poniżej 600 euro na osobę, postaw na Korfu, Zakynthos lub mniej obleganą część Krety.
Kluczowa różnica leży w transporcie i atrakcjach. Bilet na prom między wyspami greckimi to wydatek 30-50 euro, ale loty na Rodos lub Kretę w first minute 2026 mogą kosztować mniej niż 400 zł w dwie strony. W Atenach zwiedzanie Akropolu to 20 euro, ale bilety ulgowe dla studentów i dzieci obniżają tę kwotę o połowę. Darmowy wstęp do wielu muzeów w pierwszą niedzielę miesiąca to realna oszczędność - wystarczy sprawdzić kalendarz przed wyjazdem. W porównaniu z Polską ceny artykułów spożywczych w greckich supermarketach są zbliżone, ale owoce morza i piwo w tawernie oddalonej od głównego deptaku kosztują o 30-40 procent mniej.
Planując urlop z dziećmi, warto wybrać Kretę z pałacem Knossos i piaszczystymi plażami, gdzie tawerny serwują obiad za 10-12 euro od osoby. Na Zakynthos i Korfu znajdziesz więcej zieleni i spokojniejszych zatok, a ceny noclegów w apartamentach z kuchnią pozwalają gotować własne posiłki. Santorini i Mykonos to z kolei raj dla fanów city breaku i Instagrama, ale rachunek za tydzień może przyprawić o zawrót głowy - zwłaszcza jeśli wybierzesz hotel z widokiem na morze. Najlepsze terminy to czerwiec i wrzesień, gdy ceny spadają o 20-30 procent, a pogoda wciąż pozwala na kąpiele.
Zabytki i atrakcje - co warto zobaczyć i jak ominąć kolejki
Zwiedzanie Grecji w 2026 roku to nie tylko kwestia wyboru plaży czy hotelu. Coraz więcej osób planuje urlop tak, by zobaczyć najsłynniejsze zabytki, a przy tym nie stać godzinami w słońcu. W Atenach bilet na Akropol kosztuje około 20 euro, ale jeśli jedziesz z rodziną, sprawdź bilety ulgowe - studenci i osoby do 25. roku życia z krajów UE często płacą połowę. W sezonie letnim kolejki potrafią zająć nawet godzinę, dlatego warto kupić bilet online z wyprzedzeniem lub przyjść tuż po otwarciu o 8 rano. Jeśli budżet jest napięty, w pierwszą niedzielę miesiąca od listopada do marca wstęp na wiele stanowisk archeologicznych jest darmowy - to świetna opcja na city break poza głównym sezonem.
Na Krecie pałac Knossos to absolutny must-see, ale podobnie jak w Atenach, bez wcześniejszej rezerwacji możesz stracić pół dnia w ogonku. Lepiej połączyć zwiedzanie z porannym spacerem po okolicy i zajść do tawerny na obiad za 12-15 euro od osoby. Na Santorini i Mykonos ceny atrakcji są wyższe - wejście na stanowiska archeologiczne to wydatek rzędu 10-12 euro, a za widok na kalderę zapłacisz głównie w restauracji, ale same punkty widokowe są darmowe. Na Rodos czy Zakynthos znajdziesz więcej spokoju: zamek rycerzy w mieście Rodos kosztuje 8 euro, a bilety łączone z innymi zabytkami pozwalają zaoszczędzić parę euro.
Jeśli podróżujesz z dziećmi, wiele muzeów i stanowisk archeologicznych oferuje darmowy wstęp dla najmłodszych do 18. roku życia. W Korfu czy na Krecie znajdziesz też plaże z ruinami w tle, gdzie za leżaki zapłacisz 5-10 euro, a wstęp na samą plażę jest bezpłatny. Kluczowa rada: unikaj zwiedzania w środku dnia, kiedy temperatury sięgają 35 stopni, a kolejki są najdłuższe. Lepiej zaplanować atrakcje na poranek lub późne popołudnie, a resztę dnia spędzić na plaży lub w tawernie przy piwie za 4 euro i owocach morza za 10-15 euro. Dzięki temu urlop będzie mniej stresujący, a budżet nie pęknie przez niepotrzebne wydatki na fast foody w turystycznych punktach.
All inclusive czy samodzielny objazd - porównanie kosztów na tydzień
Decyzja między all inclusive a samodzielnym zwiedzaniem Grecji to w dużej mierze kalkulacja, która przy cenach z 2026 roku ma już konkretne liczby. Za tygodniowy pobyt w hotelu all inclusive na Krecie czy Rodos zapłacisz od 4500 do 7000 złotych za osobę, w zależności od standardu i terminu. W tej cenie masz nocleg, wyżywienie i podstawowe napoje, ale tracisz kontakt z lokalnym życiem. Jadąc na własną rękę, za nocleg w przyzwoitym apartamencie na Zakynthos czy Korfu zapłacisz około 200-300 złotych za dobę, a obiad w tawernie z owocami morza i kufel lokalnego piwa to wydatek 60-80 złotych. Różnica robi się wyraźna, gdy liczysz całość: samodzielny tydzień dla dwóch osób może zamknąć się w 5000-6000 złotych, podczas gdy all inclusive dla pary to już 9000-14 000 złotych.
Kluczowe jest to, co faktycznie chcesz robić na wakacjach. All inclusive ma sens, gdy twoim celem jest plaża, basen i zero logistyki, szczególnie z dziećmi, gdzie każdy posiłek i napój masz pod ręką. Za to przy samodzielnym objazdzie zyskujesz elastyczność: możesz zjeść obiad w tawernie na Santorini z widokiem na kalderę, kupić świeże owoce na lokalnym targu albo wypić kawę za 3 euro w Atenach po zwiedzaniu Akropolu. Bilety wstępu do pałacu Knossos czy na Akropol to wydatek około 15-20 euro, a wiele muzeów oferuje darmowy wstęp w określone dni. Transport między wyspami promem lub tanimi lotami to dodatkowe 50-150 euro za osobę, ale daje ci możliwość zobaczenia Mykonos i Rodos w jednym tygodniu.
Z praktycznego punktu widzenia warto porównać ceny artykułów spożywczych w Grecji z polskimi. W 2026 roku za podstawowe zakupy w tanich sklepach jak Lidl czy lokalne markety zapłacisz podobnie jak w Polsce, a czasem taniej: chleb to 1 euro, ser feta 4 euro za kilogram, a butelka dobrego wina 5-7 euro. Obiad w tawernie poza turystycznymi uliczkami, na przykład w mniejszych miasteczkach na Krecie, kosztuje 12-15 euro za osobę, czyli tyle co przeciętny lunch w Warszawie. Jeśli planujesz urlop w lipcu lub sierpniu, all inclusive może być wygodniejsze, ale ceny lotów first minute i last minute do Grecji często różnią się tylko o 200-300 złotych, więc warto polować na promocje. Dla aktywnych podróżników samodzielny objazd daje więcej za mniej, zwłaszcza gdy omijasz sezon i wybierasz maj lub wrzesień, kiedy ceny noclegów spadają o 30 procent, a plaże nie są oblegane.
Sezonowe pułapki - kiedy lecieć, żeby nie przepłacić za tłok i upał
Lipiec i sierpień to w Grecji szczyt sezonu, ale też okres, w którym ceny szybują w górę, a plaże na wyspach greckich, zwłaszcza tych popularnych jak Santorini, Mykonos czy Zakynthos, są zastawione leżakami gęściej niż promenada w Sopocie. Jeśli zastanawiasz się nad wakacjami w 2026 roku, warto od razu spojrzeć na terminy poza głównym oknem. Ceny hoteli w sierpniu potrafią być nawet dwukrotnie wyższe niż w czerwcu, a za obiad w tawernie na Krecie czy Rodos zapłacisz 40-50 zł za osobę zamiast 30-35 zł w maju. Do tego dochodzi upał - przy 40 stopniach w cieniu zwiedzanie Akropolu w Atenach czy pałacu Knossos to już nie przyjemność, a próba wytrzymałości.
Najlepszym kompromisem między pogodą a budżetem jest przełom maja i czerwca albo wrzesień. Wtedy woda w morzu ma już przyjemne 24-25 stopni, plaże nie są jeszcze oblężone, a ceny noclegów spadają o 20-30 procent w porównaniu z sierpniem. Jeśli planujesz city break, na przykład do Aten, unikaj weekendów z długimi lotami czarterowymi - bilety lotnicze w tygodniu bywają tańsze nawet o 300-400 zł. Dla rodzin z dziećmi świetnie sprawdza się pierwsza połowa czerwca: szkoły w Polsce jeszcze się nie skończyły, więc na Korfu czy Krecie jest luźniej, a hotele all inclusive oferują promocje first minute z rabatem sięgającym 30 procent.
Uważaj też na lokalne pułapki. Na Mykonos i Santorini ceny piwa w knajpce na nabrzeżu sięgają 8-9 euro za małe, podczas gdy w zwykłej tawernie na Rodos zapłacisz 4 euro. Podobnie z jedzeniem - owoce morza na turystycznej promenadzie są dwa razy droższe niż w tej samej miejscowości, ale dwie ulice dalej. Warto też pamiętać o darmowym wstępie do muzeów publicznych w pierwszą niedzielę miesiąca - to oszczędność rzędu 10-15 euro na osobę, szczególnie jeśli planujesz zwiedzanie Akropolu. Porównanie cen Polska - Grecja pokazuje, że artykuły spożywcze w tanich sklepach jak Lidl czy AB Vasilopoulos są często tańsze niż u nas, zwłaszcza oliwa, sery i wino, więc jeśli masz kuchnię w apartamencie, możesz sporo zaoszczędzić na wyżywieniu.
Portfel Polaka w Grecji - na co naprawdę wydasz więcej niż nad Bałtykiem
Zanim zaczniesz planować budżet na greckie wakacje 2026, warto od razu rozbić jeden mit: nie wszystko w Grecji jest tańsze niż w Polsce. Owszem, tawerny na Krecie czy Rodos potrafią zaskoczyć cenami, ale już codzienne zakupy spożywcze w supermarkecie potrafią być droższe niż w twoim lokalnym Biedronce. Za podstawowe produkty - mleko, chleb, ser feta - zapłacisz podobnie lub nieco więcej, a piwo w Grecji (zwłaszcza to markowe, nie lokalne Mythos) bywa droższe niż w polskim sklepie. Kluczowa różnica leży w tym, co jesz na mieście: obiad w tawernie na Zakynthos to wydatek rzędu 40-60 zł od osoby, podczas gdy nad Bałtykiem za rybę z frytkami zapłacisz 70-80 zł i to bez widoku na morze.
Największym ciosem dla portfela w 2026 roku będą noclegi, zwłaszcza na wyspach takich jak Santorini czy Mykonos. Za pokój w hotelu w sezonie (lipiec - sierpień) na Santorini zapłacisz średnio 800-1200 zł za noc, podczas gdy na Krecie czy Korfu znajdziesz przyzwoity nocleg za 350-500 zł. Jeśli planujesz all inclusive, przygotuj się na wydatek od 600 zł za osobę za dobę w hotelu 4-gwiazdkowym - to często tańsza opcja niż samodzielne kupowanie obiadów i śniadań, zwłaszcza gdy podróżujesz z dziećmi. Warto też pamiętać, że ceny wakacji w Grecji w 2026 roku mogą wzrosnąć przez inflację i nowe podatki turystyczne, dlatego first minute (zakup do końca lutego) to naprawdę dobry pomysł, by zaoszczędzić 20-30% w porównaniu z last minute w lipcu.
Transport to kolejna pułapka, na którą łatwo się nabrać. Loty z Polski do Aten czy na Kretę w szczycie sezonu kosztują od 1200 do 2000 zł w obie strony, ale jeśli wybierzesz city break w maju lub wrześniu, bilety spadają do 600-800 zł. Na miejscu za prom między wyspami (np. z Santorini na Mykonos) zapłacisz 150-250 zł od osoby, a autobus z lotniska w Atenach do centrum to tylko 5-6 zł. Zamiast wynajmować samochód na Rodos (ok. 250 zł za dobę z pełnym ubezpieczeniem), sprawdź lokalne busy - są tanie i dojeżdżają do większości plaż.
Jeśli chodzi o atrakcje, nie daj się naciągnąć na drogie bilety. Akropol w Atenach kosztuje 90 zł, ale z biletem łączonym za 150 zł wejdziesz też na inne stanowiska archeologiczne. Pałac Knossos na Krecie to wydatek około 70 zł, a dzieci do 5. roku życia wchodzą za darmo. Wiele muzeów oferuje darmowy wstęp w pierwszą niedzielę miesiąca, a plaże na Zakynthos czy Korfu są bezpłatne, jeśli nie potrzebujesz leżaków (para leżaków z parasolem to 30-50 zł). Zamiast przepłacać za wycieczki zorganizowane, samodzielnie wybierz się do tawerny z dala od głównego deptaku - tam za obiad z owocami morza i kieliszkiem wina zapłacisz 50-70 zł, a nie 120 zł jak w centrum turystycznego miasteczka.