Przejdź do treści
Europa

Genua Opinie 2026 - Czy Warto Jechać? Sprawdzamy Fakty

Zastanawiasz się, czy Genua w 2026 roku jest warta odwiedzenia? Sprawdzamy fakty, opinie turystów i porównujemy atrakcje, by pomóc Ci podjąć decyzję.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Czy Genua to faktycznie „czarny koń” włoskich city breaków, czy miasto przereklamowane przez blogerów

Genua potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy przeczytali już setki przewodników. Z jednej strony masz tu port, jeden z największych w Europie, który tętni życiem od rana do wieczora. Z drugiej - średniowieczne zakamarki, gdzie wąskie uliczki wbiegają na zbocza wzgórz, a nad dachami widać morze. Blogerzy często piszą o Genui jako o mieście niedocenionym, ale prawda jest taka, że to miejsce ma bardzo konkretny klimat, który nie każdemu podpasuje. Jeśli liczysz na idealnie wypolerowane uliczki jak w Sienie czy Florencji, możesz się zdziwić. Genua jest surowa, głośna, pełna kontrastów - i to właśnie czyni ją autentyczną.

Serce miasta to Piazza Ferrari i okolice. Stąd łatwo trafić do katedry San Lorenzo, która swoją czarno-białą fasadą przypomina gotyckie katedry z północy Włoch, a nie liguryjskie kościoły. Kilka kroków dalej znajduje się Stary Port Porto Antico, czyli dawna dzielnica doków, którą Renzo Piano zamienił w przestrzeń dla ludzi. To tutaj stoi słynne Akwarium, jedno z największych w Europie, ale też nowoczesne muzea i punkty widokowe. Warto jednak zejść z głównego traktu. Via Garibaldi i Via Settembre to nie tylko eleganckie pałace - Palazzo Rosso, Palazzo Bianco, Palazzo Duca - ale też dowód na to, że Genua była potęgą handlową. Te rezydencje wpisane na listę UNESCO to nie muzealne eksponaty, tylko żywe świadectwo bogactwa republiki morskiej.

Największym zaskoczeniem bywa jednak spacer w górę. Windą na Castelletto albo pieszo przez schody wśród kamienic - stamtąd rozciąga się widok na całe miasto, port i morze. I właśnie wtedy Genua przestaje być tylko zlepkiem zabytków i atrakcji. Zobaczysz, jak miasto opada tarasami w stronę wody, a w oddali majaczy Portofino albo Cinque Terre. I choć wielu turystów wpada tylko na jeden dzień w drodze nad morze, to właśnie w tych widokach i w klimacie Starego Miasta kryje się prawdziwy potencjał. Dom Krzysztofa Kolumba? Owszem, jest, ale bardziej jako ciekawostka niż obowiązkowy punkt. Genua nie jest przereklamowana - pod warunkiem że dasz jej czas i pozwolisz, by pokazała się od swojej surowej, morskiej strony.

Gdzie leży haczyk - 3 rzeczy, które w Genui irytują nawet zakochanych w Ligurii turystów

Genua potrafi zachwycić, ale nie licz na to, że od razu się w niej zakochasz. Pierwsza irytacja czeka cię, gdy spróbujesz przejść ze stacji Genova Piazza Principe w okolice Starego Miasta. Nawigacja w telefonie wariuje, bo uliczki są wąskie, a część z nich to strome schody. Centrum, które teoretycznie jest na wyciągnięcie ręki, oddziela od ciebie plątanina wiaduktów i tuneli. Spacer z dworca do via Garibaldi czy via Settembre potrafi zająć 20 minut, z czego połowę spędzisz na szukaniu przejścia pod jezdnią. To miasto nie jest przyjazne dla pieszych, którzy nie znają lokalnych skrótów.

Druga bolączka to ceny w dzielnicy portowej i w bocznych uliczkach wokół katedry San Lorenzo. Porto Antico, czyli Stary Port, wygląda świetnie na zdjęciach, a Akwarium to jedna z największych atrakcji w całych Włoszech. Problem w tym, że za zwykłą pizzę na wynos zapłacisz tam dwa razy więcej niż 15 minut dalej, w okolicy Piazza Ferrari. Podobnie jest z kawą przy stoliku z widokiem na morze. Turystyczny klimat ma swoją cenę, a kelnerzy bywają opryskliwi, gdy zamawiasz tylko jedno espresso. Warto więc obejść palazzo Rosso, Bianco i Ducale, a potem uciec na obiad w bocznej uliczce za via Garibaldi.

Trzecia rzecz, która potrafi zepsuć nastrój, to chaos komunikacyjny. Genua jest jednym z największych miast Ligurii, ale jej układ urbanistyczny to koszmar dla kierowców i mieszkańców. Nawet jeśli podróżujesz pociągiem, przygotuj się na to, że do Boccadasse, urokliwej dzielnicy rybackiej, dojedziesz tylko pieszo lub autobusem, który tkwi w korku. Tłumy turystów zmierzających do Portofino czy Cinque Terre przeciskają się przez wąskie ulice, a punkty widokowe na wzgórzu Castelletto są często zapchane. Jeśli szukasz spokoju, lepiej wybierz spacer po Strada Nuova, czyli via Garibaldi, wcześnie rano, zanim ruszy lawina turystów. Genua to miasto kontrastów - średniowieczne pałace UNESCO sąsiadują z brudnymi zaułkami, a dom Krzysztofa Kolumba stoi w cieniu nowoczesnych biurowców. Irytuje, ale właśnie za to się ją kocha.

Ile dni naprawdę potrzebujesz, żeby poczuć Genuę, a nie tylko odhaczyć zabytki

Genuę często traktuje się po macoszemu - dzień, góra dwa, a potem pędem do Cinque Terre albo Portofino. To błąd, bo w tym mieście Ligurii nie chodzi tylko o odhaczenie kilku perełek UNESCO, ale o złapanie specyficznego klimatu, który buduje się warstwami. Żeby naprawdę poczuć Genuę, potrzebujesz minimum trzech dni. Pierwszy dzień warto poświęcić na starówkę i port - nie tylko na szybki spacer przez Piazza Ferrari i rzut oka na katedrę San Lorenzo. Wejdź do środka, zobacz, jak światło przebija się przez witraże, a potem skręć w labirynt wąskich uliczek. Stary port, Porto Antico, to nie tylko akwarium, chociaż ono jest jednym z największych w Europie. To także punkt, z którego widać, jak miasto żyje morzem.

Drugi dzień to must-see dla fanów architektury. Via Garibaldi, czyli Strada Nuova, to nie jest zwykła ulica - to muzeum pod gołym niebem, gdzie Palazzo Rosso i Palazzo Bianco stoją obok siebie jak dwie siostry, które rywalizują o twoją uwagę. Jeśli masz ochotę na coś bardziej kameralnego, wstąp do Palazzo Ducale. I nie daj się zwieść - dom Krzysztofa Kolumba to bardziej symbol niż atrakcja, ale warto go zobaczyć, żeby poczuć historyczny ciężar tego miejsca. Trzeciego dnia odpuść sobie centrum i wsiądź w windę na Castelletto. Stamtąd rozciąga się widok, który zapiera dech w piersiach - dachy, kopuły i morze w jednym kadrze.

Wieczorem koniecznie zejdź do Boccadasse, dawnej wioski rybackiej, która teraz jest dzielnicą Genui. To tam, a nie przy głównych atrakcjach, poczujesz prawdziwy klimat miasta. Siedząc nad wodą, z dala od tłumów na Via Settembre, zrozumiesz, dlaczego Genua to jedno z najciekawszych miast we Włoszech. Nie jest tak wysterylizowana jak inne włoskie perełki, ma w sobie surowość portowego miasta i elegancję pałaców jednocześnie. Daj jej trzy dni, a odwdzięczy się wspomnieniami, które nie mieszczą się w ramce zdjęcia zrobionego w biegu.

Stare Miasto bez filtra - labirynt, w którym zgubisz się celowo (i co z tego wyniknie)

An elegant neoclassical building facade with Italian flag in Genoa, Italy.
Zdjęcie: Diogo Silva

Stare Miasto w Genui to nie jest kolejna pocztówka z Włoch, którą odhaczysz w godzinę. To labirynt wąskich, ciemnych uliczek zwanych caruggi, które wiją się między średniowiecznymi kamienicami tak gęsto, że słońce ledwo przedziera się na bruk. Właśnie w tym chaosie tkwi prawdziwy klimat miasta. Zamiast biec od razu do Palazzo Ducale czy pod Katedrę San Lorenzo, warto dać się ponieść przypadkowi - skręcić w pierwszą lepszą bramę i sprawdzić, co kryje się za rogiem. Często trafisz na mały, zapomniany placyk z praniem suszącym się nad głową albo na warsztat rzemieślnika, który wygląda tak samo jak sto lat temu. To nie jest atrakcja dla turystów, tylko codzienność Genueńczyków.

Jeśli potrzebujesz oddechu od ciasnoty, wyjdź na Piazza Ferrari. To nowoczesne centrum miasta, gdzie spotykają się biznes, historia i komunikacja. Stąd masz rzut beretem do Via Garibaldi, czyli słynnej Strada Nuova. Znajdziesz tam jedne z największych perełek wśród włoskich pałaców - Palazzo Rosso, Palazzo Bianco i Palazzo Doria Tursi. Razem tworzą muzeum, które pokazuje, jak potężna i bogata była kiedyś Genua. Fasady są monumentalne, ale wejdź do środka, żeby zobaczyć sufity pokryte freskami i obrazy, które pamiętają czasy, gdy to miasto rządziło morzem. Cała dzielnica pałaców jest wpisana na listę UNESCO, ale nie traktuj jej jak muzealnego eksponatu - ludzie wciąż tu mieszkają i pracują.

Z Via Garibaldi łatwo skręcisz w Via XX Settembre, główną handlową arterię. To dobry moment, żeby przejść się pod arkadami, posłuchać gwaru i zajrzeć do cukierni na pesto, bo w Genui smakuje inaczej niż gdziekolwiek indziej. A potem obowiązkowo kieruj się w stronę portu. Porto Antico, czyli Stary Port, to zasługa architekta Renzo Piano, który tchnął nowe życie w to miejsce. Stoi tu słynne Akwarium Genui - jedno z największych w Europie i świetna opcja, jeśli podróżujesz z dziećmi. Ale nawet bez biletu warto pospacerować po nabrzeżu, popatrzeć na jachty i poczuć morski wiatr.

Z portu zobaczysz też charakterystyczną kopułę Biosfery i most wiszący, który łączy starą część z nową. Jeśli masz ochotę na jeszcze więcej widoków, wsiądź w windę albo wdrap się na wzgórze Castelletto. Stamtąd Genua wygląda jak miasto z innej epoki - dachy, wieże kościołów i w oddali morze. A gdy znudzi ci się centrum, wsiądź w autobus i jedź do Boccadasse. To dawna wioska rybacka, dziś część miasta, ale wciąż ma klimat małego portu z kolorowymi domkami i plażą. Właśnie tam, siedząc z lodem w ręku, zrozumiesz, że Genua nie jest ani łatwa, ani oczywista - ale każdy, kto da jej szansę, zakochuje się w niej na dobre.

Porto Antico kontra reszta miasta - dlaczego nie warto utknąć przy akwarium

Większość turystów, którzy przyjeżdżają do Genui, zatrzymuje się w okolicy Porto Antico. Kupują bilet do Akwarium, robią zdjęcie przy panoramicznym kole, zjadają focaccię na ławce i uznają, że miasto widzieli. To błąd, który pozbawia cię dziewięćdziesięciu procent tego, co w Genui najlepsze. Stary port, owszem, robi wrażenie - ma morski klimat, nowoczesną architekturę i jest świetnym punktem startowym. Ale jeśli nie oderwiesz się od nabrzeża, nie zobaczysz, dlaczego Genua od 2006 roku figuruje na liście UNESCO. Prawdziwe miasto czeka kilkaset metrów dalej, w górę, w labiryncie wąskich uliczek i na reprezentacyjnych placach.

Wejdź w via Garibaldi, dawniej zwaną Strada Nuova, a znajdziesz się w sercu największego w Europie zespołu renesansowych pałaców. Palazzo Rosso, Palazzo Bianco i Palazzo Doria Tursi to nie są muzea do odhaczenia - to świadectwo potęgi genueńskich rodów, które rywalizowały ze sobą na bogactwo i rozmach. Gdy staniesz na Piazza Ferrari, zobaczysz teatr, giełdę i fontannę, ale prawdziwy majestat miasta czeka w Katedrze San Lorenzo. Jej czarno-białe pasy i gotycka fasada przypominają, że Genua była kiedyś morską republiką, której flota pływała dalej niż flota Wenecji. A jeśli masz ochotę na coś bardziej kameralnego - poszukaj domu, w którym podobno mieszkał Krzysztof Kolumb. To nie jest efektowna atrakcja, tylko zwykły, średniowieczny budynek wciśnięty między inne, co świetnie oddaje charakter miasta.

Spacer z Porto Antico w górę, w stronę Castelletto, to najlepsza decyzja, jaką możesz podjąć w Genui. Wjedź windą i zobaczysz panoramę portu, dachów i morza z lotu ptaka. Potem zejdź na via XX Settembre, główną ulicę handlową, i poczuj, jak miasto łączy XIX-wieczne arkady z codziennym życiem. Jeśli starczy ci czasu, wsiądź w pociąg i jedź kwadrans na wschód - do Boccadasse, małej rybackiej zatoki, która wygląda jak zapomniana wersja Portofino, tyle że bez luksusowych butików i tłumów. Genua nie jest miastem, które od razu pokazuje wszystkie karty. Trzeba się przedrzeć przez kilka warstw, żeby zrozumieć, dlaczego Cinque Terre i Portofino to tylko przystanki w drodze do stolicy Ligurii.

Via Garibaldi i Rolli Palace - bilety, kolejki i sposób na zwiedzanie bez tłumu w 2026

Genua to miasto, które potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy myślą, że widzieli już wszystko w Italii. Jej stare centrum, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, to labirynt wąskich uliczek, które nagle otwierają się na rozległe place. Jednak prawdziwą perłą jest Via Garibaldi, dawniej zwana Strada Nuova. To tutaj w XVI wieku najbogatsze rody Ligurii rywalizowały o to, kto wybuduje okazalszy pałac. Dziś można tu wejść do Palazzo Rosso, Palazzo Bianco czy Palazzo Doria Tursi w ramach jednego biletu. I właśnie ten bilet, nazywany Rolli Palace, to wasz klucz do uniknięcia kolejek. W sezonie przed kasami ustawiają się długie ogonki, ale jeśli kupicie wejściówkę online z wyznaczoną godziną, omijacie większość tłumu. Warto celować w poranne godziny w dni powszednie, najlepiej zaraz po otwarciu o 9:00.

Samo zwiedzanie nie polega na gonitwie od sali do sali. Każdy z pałaców ma inny klimat: Palazzo Rosso zachwyca freskami i widokiem na dachy z tarasu, a Palazzo Bianco skupia się na malarstwie genueńskim i flamandzkim. Łącznie w skład kompleksu wchodzą trzy budynki, ale spokojne przejście przez nie zajmuje około dwóch godzin. Jeśli macie więcej czasu, warto dorzucić do planu Palazzo Ducale, który znajduje się w pobliżu Piazza Ferrari. To właśnie ten plac stanowi serce nowoczesnego centrum, skąd łatwo trafić do katedry San Lorenzo. Jej czarno-biała fasada robi wrażenie, ale jeszcze ciekawsze jest wnętrze, gdzie przechowywany jest podobno Święty Graal.

Po intensywnym zwiedzaniu pałaców dobrze jest zmienić otoczenie. Wystarczy zejść w dół w kierunku Porto Antico, czyli starego portu. To miejsce, które Renzo Piano przeprojektował z myślą o turystach, ale atmosfera pozostała autentyczna. Akwarium w Genui to jedna z największych atrakcji w całej Europie, ale jeśli nie macie ochoty na kolejki, wybierzcie spacer wzdłuż nabrzeża. Stąd widać też windę, która zabiera was na wzgórze Castelletto. To punkty widokowe, z których rozpościera się panorama na miasto i morze. A jeśli szukacie ucieczki od zgiełku, wsiądźcie w autobus do Boccadasse - dawnej wioski rybackiej, gdzie czas płynie wolniej. Genua to nie tylko brama do Portofino czy Cinque Terre, ale samo w sobie miasto z charakterem, które trzeba przeżyć na własnych nogach.

Boccadasse, Nervi i plaże miejskie - gdzie szukać liguryjskiego luzu 20 minut od centrum

Gdy w centrum Genui robi się zbyt głośno, a kamienne pałace przy via Garibaldi zaczynają przytłaczać, wystarczy dwadzieścia minut, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie. Wsiadasz w autobus lub jedziesz nadmorską drogą na wschód i trafiasz do Boccadasse - dawnej wioski rybackiej, która do dziś opiera się turystycznej uniformizacji. To nie jest kolejna atrakcja z pocztówki, tylko miejsce, gdzie miejscowi wciąż zrzucają buty i siadają na kamieniach, patrząc na zachód słońca nad morzem. Wąskie, pastelowe uliczki, łodzie wyciągnięte na żwir i zapach smażonej ryby sprawiają, że czujesz się, jakbyś trafił do liguryjskiego luzu w czystej postaci.

Kawałek dalej, w Nervi, czeka na ciebie coś równie cennego - długi, wysadzany palmami deptak nad samym brzegiem, idealny na spacer, który nie wymaga wspinania się po średniowiecznych schodach. To właśnie tam, wśród willi i ogrodów botanicznych, genueńczycy odpoczywają od zgiełku porto antico i gwaru piazza Ferrari. Jeśli masz dosyć zwiedzania kolejnych palazzo i muzeów, Nervi oferuje prostą przyjemność: ławeczkę z widokiem na klify, lody w ręku i szum fal. W przeciwieństwie do zatłoczonego centrum, tutaj możesz odetchnąć bez poczucia, że zaraz ktoś wpadnie na ciebie z aparatem.

Nie zapominaj też o miejskich plażach, które choć nie dorównują tym z Cinque Terre czy Portofino, mają swój urok. W sezonie bywają zatłoczone, ale poza szczytem sierpnia znajdziesz kawałek miejsca na ręcznik między skałami. Dla mnie największym odkryciem okazały się baseny wbudowane w skały w okolicy Nervi - naturalne, morskie kąpieliska, gdzie woda jest krystalicznie czysta, a wejście kosztuje kilka euro. To zupełnie inna Genua niż ta z przewodników: bez kolejek do katedry San Lorenzo i bez tłumów przed Domem Krzysztofa Kolumba. Wystarczy 20 minut, żeby zrozumieć, dlaczego mieszkańcy tak bardzo kochają swoje miasto.

Focaccia, pesto i frytki w cieście - konkretny adres zamiast listy 10 knajp

W Genui nie jesz się na szybko - jesz się na poważnie. I dobrze, bo to miasto ma do zaoferowania znacznie więcej niż przeciętne włoskie menu. Owszem, focaccia al formaggio z furgońskiej piekarni przy via San Luca to obowiązkowy punkt startowy, ale prawdziwa przyjemność zaczyna się wtedy, gdy siadasz przy stole w miejscu, które zna każdy Genueńczyk. Jeśli masz ochotę na coś konkretnego, idź do Sa Pesta przy via Galata 65. To knajpa bez fajerwerków, za to z najlepszym pesto w okolicy - robionym na miejscu, z bazylią z liguryjskich wzgórz i orzechami piniowymi, które tu smakują inaczej niż w sklepie. Zamów trofie al pesto i patrz, jak kelner nie patrzy na zegarek, tylko sprawdza, czy makaron jest al dente. To nie jest miejsce dla turystów z przewodnikiem w ręku - to jest adres, który zapamiętasz na długo.

A gdy już masz dość makaronu, zrób sobie przysługę i skieruj się w stronę starówki, gdzie na via di Porta Soprana znajdziesz Antica Sciamadda. Mała, niepozorna budka, w której od dekad smażą frytki w cieście - tak, to lokalny specjał. Panissa, czyli ciecierzycowe frytki, podawane w papierowym rożku, idealnie pasują do spaceru wąskimi uliczkami między palazzo Ducale a katedrą San Lorenzo. Nie kombinuj z mapą - idź za zapachem smażonego ciasta i głosem rozmów przy stolikach na chodniku.

Na deser - jeśli starczy ci miejsca - wpadnij do Pasticceria Liquirizia na via Garibaldi. To nie jest cukiernia z lukrowanymi babeczkami, tylko miejsce, gdzie tiramisu robią według przepisu starszej pani z sąsiedztwa. I tu właśnie widać, o co chodzi w genueńskim jedzeniu: nie o listę dziesięciu knajp z TripAdvisora, ale o jeden konkretny adres, który poleci ci miejscowy. Bo w Genui nie chodzi o to, żeby zobaczyć wszystkie atrakcje z przewodnika, tylko o to, żeby poczuć miasto przez smak. I uwierz - pesto z Sa Pesty i panissa z Antica Sciamadda mówią o tym mieście więcej niż wszystkie palazzo Rosso i Bianco razem wzięte.

Katedra San Lorenzo, Piazza De Ferrari i inne punkty, które wypadają lepiej po zmroku

Katedra San Lorenzo, z charakterystycznymi czarno-białymi pasami na fasadzie, robi piorunujące wrażenie o każdej porze dnia, ale dopiero po zmroku jej gotycka sylwetka nabiera prawdziwie teatralnego charakteru. Podświetlona z dołu, góruje nad wąskimi uliczkami starego miasta, a Ty masz wrażenie, że oglądasz średniowieczną grafikę ożywioną światłem. Podobnie jest z Piazza De Ferrari - za dnia to tętniące centrum, skrzyżowanie dróg i tramwajów, ale wieczorem, gdy fontanna gra w kolorach, a ruch samochodów słabnie, plac zamienia się w salon Genui. To idealny moment, żeby usiąść na schodach przed Teatrem Carlo Felice i po prostu patrzeć, jak miasto zwalnia.

Jeśli masz ochotę na coś bardziej kameralnego, wybierz się w stronę starego portu Porto Antico. Latarnie odbijające się w wodzie, ciszej szumiące morze i rozświetlone Akwarium tworzą niemal filmowy klimat. W przeciwieństwie do Via Garibaldi czy Via XX Settembre, które wieczorem opustoszewają i robią się nieco surowe, port tętni życiem turystów i miejscowych. To też dobry moment, żeby zobaczyć Palazzo Ducale z zewnątrz - bez kolejek i tłumów, za to z możliwością uchwycenia go w świetle reflektorów. A jeśli masz ochotę na spacer z widokiem, wjedź windą na Castelletto i spójrz na miasto rozświetlone od strony morza.

Zaskakująco dobrze po zmroku wypada też Boccadasse - dawna wioska rybacka wciśnięta między klify. Za dnia przyciąga tłumy, ale wieczorem, gdy kolorowe domki są tylko delikatnie podświetlone, a fale rozbijają się o kamienie, czuć tu prawdziwy duch liguryjskiego wybrzeża. To zupełnie inna atmosfera niż w centrum, bliższa sielskiemu Portofino niż miejskiemu zgiełkowi Genui. Warto też pamiętać, że Palazzo Rosso, Palazzo Bianco i pozostałe pałace Strada Nuova (wpisane na listę UNESCO) po zachodzie słońca tracą funkcję muzeów, a stają się po prostu imponującymi elementami miejskiego krajobrazu - nie musisz wchodzić do środka, żeby poczuć ich wielkość.

Genua jako baza wypadowa - czy warto spać w mieście, czy uciekać na noc do Santa Margherita

Genua to miasto, które wielu traktuje po macoszemu - zatrzymują się tu na kilka godzin w drodze do Cinque Terre lub Portofino, a na nocleg wybierają Santa Margherita. Problem w tym, że tracą wtedy to, co w stolicy Ligurii najlepsze: wieczorny klimat, gdy ucichną tłumy, a stare miasto zaczyna oddychać własnym rytmem. Spacer Via Garibaldi przy zachodzie słońca, gdy pałace Unesco złocą się w ostatnich promieniach, albo kolacja w portowej dzielnicy Porto Antico - to doświadczenia, które trudno zastąpić dojazdem z sąsiedniego miasteczka.

Santa Margherita Ligure ma swój urok: spokojniejsze tempo, widoki na morze i bliskość Portofino. Ale jeśli liczysz na autentyczny włoski klimat, a nie kurortową atmosferę, to Genua daje więcej. Po godzinach zamknięcia muzeów i akwarium miasto nie zasypia - na Piazza Ferrari i wzdłuż Via XX Settembre ciągle coś się dzieje. Do tego dochodzi kwestia logistyki. Z Genui pociągi do Cinque Terre kursują regularnie, a dojazd zajmuje około godziny. Z Santa Margherity też jest blisko, ale tracisz czas na przesiadki i nerwy przy szukaniu miejsca parkingowego.

Jeśli wybierasz nocleg w Genui, postaw na okolice Starego Miasta lub Castelletto - punkty widokowe stąd zapierają dech, a do Dworca Brignole czy Principe masz rzut beretem. Oczywiście, Santa Margherita ma swoje atuty - ciszę, bezpośredni dostęp do plaży, łatwy spacer do Boccadasse. Ale to właśnie Genua, z jej średniowiecznymi uliczkami, Palazzo Rosso i Palazzo Bianco, a także domem Krzysztofa Kolumba, oferuje coś więcej niż tylko bazę wypadową. To miasto, które warto poznać po zmroku, gdy katedra San Lorenzo i Strada Nuova nabierają zupełnie innego charakteru.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski