Przejdź do treści
Europa

Fuerteventura Co Zobaczyć - 10 Najlepszych Atrakcji Wyspy

Odkryj 10 najlepszych atrakcji Fuerteventury, które możesz zobaczyć nawet bez auta. Sprawdź, dokąd dojedziesz autobusem i gdzie rower sprawdzi się doskonale.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Fuerteventura bez auta - dokąd dojedziesz komunikacją i gdzie rower daje radę

Wielu turystów zakłada, że bez samochodu na Fuerteventurze niewiele zobaczą. Owszem, auto daje największą swobodę, ale wyspa ma całkiem sprawną sieć autobusową, a w niektórych rejonach rower sprawdza się lepiej niż jakikolwiek inny pojazd. Głównym węzłem jest Puerto del Rosario - stąd busy rozjeżdżają się w niemal wszystkie strony. Jeśli planujesz zwiedzanie bez wypożyczonego auta, zatrzymaj się tam na kilka dni. Z dworca bez problemu dojedziesz do Corralejo, ale też na południe, do Morro Jable czy Caleta De Fuste. W sezonie kursy są częste, a bilety kosztują kilka euro, więc nie nadszarpniesz budżetu.

Z Corralejo najlepiej ruszyć pieszo lub rowerem w stronę wydm. Dunas Corralejo to część Parque Natural, gdzie piaszczyste pola ciągną się aż do oceanu. Autobus podjedzie blisko, ale warto zejść z głównej drogi i wejść między wydmy - wrażenie jest zupełnie inne niż oglądanie ich z okna. Jeśli masz kondycję, możesz stąd pojechać rowerem do El Cotillo, gdzie znajdziesz spokojniejsze plaże i miejsca dla surferów. Po drodze mijasz wulkan Calderon Hondo - wejście na krater zajmuje około godziny, a widoki na całą północną część wyspy i sąsiednią Lanzarote wynagradzają każdy krok.

Na południu bez auta też dasz radę, ale licz się z dłuższym czasem przejazdu. Z Morro Jable kursuje autobus do Cofete, droga jest kręta i zajmuje sporo czasu. Lepiej wybrać się tam zorganizowaną wycieczką albo wynająć rower górski - trekking po tych górach to prawdziwa przygoda, a widoki na ocean z miradorów zapierają dech. W okolicy Ajuy znajdziesz czarne jaskinie wykute w klifach, do których dojdziesz pieszo z przystanku autobusowego. To jedno z bardziej surowych i ciekawych miejsc na wyspie, gdzie widać jej wulkaniczną przeszłość.

Jeśli szukasz czegoś nietypowego, wsiądź w prom z Corralejo na Isla de Lobos. Rejs trwa kilkanaście minut, a na miejscu czeka pusta, dzika wyspa z jedną plażą i szlakiem na wulkan. Idealna opcja na jednodniową wycieczkę bez auta. Wśród atrakcji wartych zobaczenia bez własnego transportu są też Popcorn Beach - plaża z białymi, okrągłymi kamykami przypominającymi popcorn, miasteczko Betancuria z kościołem i muzeum w dawnej stolicy wyspy, a także La Oliva z ciekawą architekturą. Klimat sprzyja zwiedzaniu przez cały rok, a zachód słońca nad oceanem zobaczysz z każdej części wyspy - bez względu na to, czy przyjechałeś autem, autobusem, czy rowerem.

Plaże, które nie są jak z pocztówki - dzikie zatoki, czarny piasek i miejsca bez leżaków

Corralejo to nie tylko wydmy i turkusowa woda, którą zna każdy, kto choć raz przeglądał zdjęcia Fuerteventury. Gdy odsuniesz się od głównego pasa w Parque Natural, znajdziesz plaże, gdzie jedynym dźwiękiem jest szum oceanu i własny oddech. Weźmy El Cotillo - miejsce znane surferom od lat, ale omijane przez zwykłych turystów. Zamiast leżaków są tam tylko wulkaniczne skały, a woda zmienia kolor od butelkowej zieleni po granat w zależności od pory dnia. Jeśli potrzebujesz chwili totalnej ciszy, wybierz się na zachód wyspy, w rejon Cofete. Dojazd jest wyboisty, a widok z miradoru na dziką plażę i góry zapiera dech tak, że zapominasz o trzęsieniu w samochodzie.

Popcorn Beach, czyli Playa del Bajo de la Burra, to fenomen, który bardziej bawi niż zachwyca. Zamiast piasku masz tam maleńkie, białe kamyczki wyglądające jak prażona kukurydza. Nie jest to miejsce do kąpieli - woda bywa wzburzona, a wejście kamieniste. Ale jeśli lubisz nietypowe atrakcje i chcesz zrobić zdjęcie, które wywoła pytania znajomych, warto zobaczyć to na własne oczy. Dla kontrastu, czarny wulkaniczny piasek znajdziesz w Ajuy, gdzie jaskinie i klify opowiadają historię wyspy sprzed milionów lat.

Nie pomijaj też Lobos - maleńkiej wyspy, na którą prom z Corralejo płynie 15 minut. To rezerwat bez hoteli ani sklepów, tylko jedna plaża z białym piaskiem i laguna tak płytka, że brodzisz w wodzie po kostki. Klimat jest tu inny niż na głównej wyspie: bardziej dziki, wietrzny i surowy. Jeśli masz ochotę na trekking, wejście na wulkan Calderon Hondo w La Oliva zajmie ci godzinę, a nagrodą będzie widok na Lanzarote i całą północ Fuerteventury. Zachód słońca z tego miejsca to coś, czego nie oddadzą żadne filtry.

Wydmy Corralejo o świcie - jak wejść na najwyższą i nie spotkać tłumów

Najlepszy moment na zdobycie najwyższej wydmy w parku Dunas Corralejo to godzina tuż po wschodzie słońca. O piątej rano na wyspy Kanaryjskie pada jeszcze chłodne światło, a piasek nie zdążył się nagrzać. Większość turystów pojawia się około dziesiątej, przyjeżdżając autobusami z Puerto del Rosario lub Caleta De Fuste. Ty masz wtedy pustkę na horyzoncie. Wejście na najwyższą wydmę nie jest trudne, ale wymaga dobrego tempa - piasek sypie się pod butami, więc lepiej zdjąć klapki i iść boso. Gdy staniesz na szczycie, zobaczysz kontrast: z jednej strony turkusowy ocean, z drugiej - surowe góry Lanzarote na horyzoncie. To jeden z tych widoków, które zapamiętujesz na lata.

Jeśli masz więcej czasu, warto połączyć wizytę w Corralejo z rejsem na Lobos - małą wyspę wulkaniczną, gdzie znajdziesz dzikie plaże i lagunę idealną do snorkelingu. Prom odpływa z portu kilka razy dziennie, a bilet kosztuje około 20 euro w dwie strony. Po powrocie możesz ruszyć w głąb północnej części Fuerteventury - koniecznie zobacz El Cotillo, gdzie surferzy łapią fale, a na klifach stoją opuszczone wieże strażnicze. Zachód słońca stamtąd to czysta magia, zwłaszcza gdy słońce chowa się za oceanem.

Dla fanów geologii i trekkingu polecam Calderon Hondo - uśpiony wulkan z kraterem, na który wejdziesz w około 40 minut. Szlak zaczyna się w La Oliva, tuż obok starego kościoła i muzeum tradycyjnego rzemiosła. Po drodze miniesz plantacje aloesu i suche koryta rzek. Jeśli wolisz coś bardziej nietypowego, skieruj się na południe, do Ajuy i Cofete - tam znajdziesz czarne jaskinie wyrzeźbione przez fale oraz dziką plażę Popcorn, czyli Popcorn Beach, gdzie zamiast piasku leżą maleńkie, białe otoczaki przypominające prażoną kukurydzę. Morro Jable i Betancuria (dawna stolica) to z kolei ciekawe miasta z kolonialną architekturą i klimatycznymi knajpkami. Dojazd po wyspie jest prosty - wypożyczalnie aut w Puerto del Rosario oferują małe SUV-y za około 30 euro na dobę, a klimat sprzyja jeżdżeniu z opuszczonym dachem przez większą część roku.

Wioski, w których czas się zatrzymał - od Betancurii po kamienne domy w Pájara

Betancuria, dawna stolica wyspy, leży wśród zielonych wzgórz i suchych gór, zupełnie jakby ktoś wyciął ją z innego świata. XVI-wieczny kościół Santa María wciąż góruje nad kamiennym rynkiem, a wąskie uliczki prowadzą do muzeum archeologicznego, które opowiada historię podbojów i wulkanicznych kataklizmów. Spacerując tu, czuć spokój, którego próżno szukać w zatłoczonym Corralejo czy przy plażach El Cotillo. Wizyta w Betancurii to nie tylko lekcja historii, ale też okazja, by zrozumieć, jak Fuerteventura wyglądała, zanim na dobre zadomowili się surferzy i turyści.

Kawałek dalej, w Pájara, czas płynie jeszcze wolniej. Główną atrakcją jest kościół z misternie rzeźbionym portalem, który - jak mówią niektórzy - nawiązuje do motywów azteckich, choć nikt nie wie, skąd dokładnie wzięły się te wzory na środku oceanu. Wokół rozciągają się białe domy, a nad wszystkim góruje wulkan Calderón Hondo, do którego warto podejść o świcie, zanim słońce zrobi się zbyt ostre. Widoki z krateru na okoliczne doliny i ocean zapierają dech, a przy odrobinie szczęścia można tam spotkać tylko lokalnych biegaczy i parę kóz.

Jeśli masz ochotę na coś jeszcze bardziej surowego, skieruj się do Cofete na zachodnim wybrzeżu. To nie miejsce dla kogoś, kto szuka parasoli i leżaków - raczej dla podróżników, którzy chcą stanąć twarzą w twarz z potęgą oceanu. Droga wiedzie przez góry, a na końcu czeka dzika plaża, wiatr i tajemnicza willa Wintera, której historia do dziś rozpala wyobraźnię. Z kolei w Ajuy, małej rybackiej wiosce, znajdziesz czarne jaskinie wulkaniczne, do których można wejść podczas odpływu - to jedna z najciekawszych atrakcji geologicznych na wyspie, zupełnie inna niż wydmy w Parque Natural Dunas Corralejo.

Na koniec warto zajrzeć do La Oliva, gdzie stoi dawna rezydencja gubernatorów Casa de los Coroneles, a wokół rozciągają się wulkaniczne pustkowia. To miasto jest też świetną bazą, by ruszyć na trekking w głąb wyspy lub podjechać na mirador z widokiem na Lanzarote. Fuerteventura to nie tylko plaże i wiatr - to wyspa, która nagradza tych, którzy zjadą z głównej drogi i dadzą się zaskoczyć ciszy.

Calderón Hondo - marsz na krawędź wulkanu bez tłoku i biletów

Wielu turystów na Fuerteventurze szuka wrażeń, które nie wymagają stania w kolejkach ani kupowania biletów wstępu. Jeśli chcesz poczuć prawdziwy charakter wyspy, wybierz się do Calderón Hondo. To jeden z najlepiej zachowanych kraterów wulkanicznych na archipelagu, położony w północnej części wyspy, niedaleko miejscowości La Oliva i Corralejo. W przeciwieństwie do Parku Narodowego Timanfaya na Lanzarote, tutaj nie ma asfaltowych ścieżek ani komercyjnej oprawy - jest tylko surowy krajobraz, wiatr i widok, który zapiera dech.

Wejście na szczyt zajmuje około 20-30 minut i nie wymaga specjalnego przygotowania. Szlak prowadzi przez teren porośnięty suchą roślinnością, a im wyżej, tym bardziej otwiera się panorama na okoliczne góry, ocean i sąsiednie wyspy. Z góry widać nie tylko całe Corralejo i wydmy Dunas Corralejo, ale także Isla de Lobos i w oddali Lanzarote. To świetne miejsce na trekking, który nie zabiera całego dnia, a daje poczucie obcowania z prawdziwą, dziką Fuerteventurą.

Calderón Hondo to nie jedyny wulkan w tej okolicy. Warto połączyć wizytę z pobliskim Bayuyo, które ma bliźniaczy, choć nieco mniej wyrazisty krater. Jeśli planujesz zwiedzanie północnej części wyspy, możesz zacząć od La Oliva, potem wjechać na Calderón Hondo, a później pojechać do El Cotillo na popołudniowy zachód słońca. To jeden z tych dni, które pokazują, że najciekawsze atrakcje na Fuerteventurze nie muszą być wypisane w przewodnikach jako obowiązkowe - czasem wystarczy mapa, dobre buty i chęć zobaczenia czegoś więcej niż tylko plaż.

Popcorn Beach i inne dziwactwa natury - gdzie znaleźć ryolit, muszle i skalne okna

Popcorn Beach, czyli plaża z popcornem, to jedno z tych miejsc na Fuerteventurze, które wyglądają jak scenografia z filmu science fiction. Białe, okrągłe kamyki ryolitu rozrzucone po piasku sprawiają, że brzeg wygląda jak ogromna miska przekąski. Leży niedaleko Corralejo, tuż przy wejściu na szlak w stronę plaży El Moro, i choć nie ma tam typowego zejścia z klifu, to właśnie ta surowość i cisza przyciągają poszukiwaczy nietypowych widoków. W przeciwieństwie do zatłoczonych plaż w centrum miasta, tutaj słychać tylko ocean i wiatr, a słońce podkreśla fakturę tych drobnych, zaokrąglonych skał. Warto zabrać ze sobą wodę i wygodne buty, bo okolica to nie tylko leżaki, ale prawdziwy trekking wśród wulkanicznych formacji.

Kilka kilometrów dalej, w stronę wulkanu Calderón Hondo, znajdziesz kolejne geologiczne ciekawostki - stożki i kratery, które możesz obejść pieszo, podziwiając panoramę na Lanzarote i wyspę Lobos. To właśnie tu, na szlaku między Corralejo a La Oliva, natura pokazuje swoją dziką stronę: lawowe pola, suche góry i niespodziewane skalne okna, przez które przebija się światło. Jeśli masz ochotę na coś więcej niż plażowanie, wybierz się na zachód - do Ajuy, gdzie czarne klify kryją jaskinie, a fale rozbijają się o skały z hukiem godnym filmowego dramatu. W przeciwieństwie do komercyjnych atrakcji, to miejsce wymaga odrobiny wysiłku, ale nagradza widokiem na ocean, który zapiera dech.

Na południu, w okolicy Morro Jable i Cofete, natura serwuje jeszcze więcej kontrastów. Tam wydmy spotykają się z górami, a na dzikich plażach znajdziesz muszle i fragmenty skał, które miliony lat temu były dnem morskim. Dla odmiany, w parku naturalnym Dunas Corralejo piasek jest drobny i złocisty, ale to właśnie ta mieszanka - ryolit, wulkaniczne skały, a czasem nawet pozostałości po dawnych erupcjach - sprawia, że Fuerteventura nie jest nudną wyspą. Każdy jej zakątek, od Caleta De Fuste po Betancurię, kryje jakiś geologiczny drobiazg, który warto zobaczyć na własne oczy, zanim wiatr zmieni układ kamieni na plaży.

Wyspa Lobos na własną rękę - pozwolenie, prom i trasa, żeby nie wrócić z niedosytem

Wycieczka na Lobos to taki mały egzamin z planowania, ale nagroda jest warta zachodu. Nie kupisz biletu na prom w ostatniej chwili i nie wskoczysz na łódkę jak na rejs do Corralejo. Najpierw musisz załatwić darmowe pozwolenie na stronie Cabildo de Fuerteventura - to formalność, która chroni ten kawałek dzikiej przyrody przed tłumem. Bez wydruku albo pliku PDF w telefonie nikt cię na pokład nie wpuści. Promy odpływają z Corralejo, kursują regularnie, a sama przeprawa trwa jakieś 15-20 minut. Jeśli liczysz na luz i spontaniczność, lepiej odpuść - w sezonie miejsca rozchodzą się jak świeże bułeczki, a limit turystów dziennie to około 200 osób.

Na miejscu wyspa zaskakuje, bo wcale nie trzeba iść daleko, żeby poczuć, że jesteś gdzieś pomiędzy Fuerteventurą a Lanzarote. Główna trasa wiedzie do latarni morskiej na Punta Martiño i dalej w stronę laguny - to jakieś 3 kilometry w jedną stronę, ale spokojnym tempem dasz radę w obie strony z przerwą na zdjęcia w 3-4 godziny. Nie ma tu żadnych sklepów, cienia ani wody, więc pakujesz plecak tak, jakbyś szedł w góry: butelka, czapka, krem z filtrem i coś do jedzenia. Widoki są surowe, ale właśnie o to chodzi - czarna lawa miesza się z turkusem oceanu, a w tle majaczy sylwetka wulkanów Lanzarote. To nie jest miejsce na plażing w stylu El Cotillo czy Morro Jable, tylko na trekking z poczuciem, że masz całą wyspę dla siebie.

Wielu ludzi wraca z niedosytem, bo myślą, że zdążą obskoczyć Lobos w godzinę i jeszcze popływać. Prawda jest taka, że jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż przystań i pierwsze wydmy, musisz zaplanować co najmniej pół dnia. Alternatywą jest wynajęcie łódki na własną rękę - wtedy sam decydujesz, czy cumujesz przy plaży na zachodzie, czy szukasz dzikich zakątków. Ale na pierwszy raz polecam standardowy prom: jest prosto, bezpiecznie, a pozwolenie daje ci poczucie, że robisz coś świadomie. Po powrocie do Corralejo wciąż masz resztę dnia na zachód słońca nad Dunami albo kolację w La Oliva - i dopiero wtedy czujesz, że ten dzień był kompletny.

Jaskinie w Ajuy i klify Cofete - zachodnie wybrzeże dla tych, co szukają surowości

Kiedy większość turystów kieruje się na wschód, w stronę plaż Corralejo i wydm Parque Natural, zachodnie wybrzeże Fuerteventury zostaje dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż leżaka i parasola. To właśnie tutaj, w okolicach małej wioski Ajuy, natura pokazuje swoją dziką twarz. Dojazd jest prosty, ale im bliżej oceanu, tym wyraźniej czuć, że to miejsce nie zostało oswojone na potrzeby masowej turystyki. Czarne skały, wulkaniczny piasek i potężne fale rozbijające się o brzeg tworzą krajobraz, który zapamiętasz na długo.

Główną atrakcją Ajuy są naturalne jaskinie, które możesz zwiedzać pieszo. To nie są wystylizowane groty z oświetleniem i ścieżkami dla turystów - wchodzisz do wnętrza klifu, a jedynym przewodnikiem jest szum wody i zapach soli. Jeśli masz trochę czasu, warto przejść się dalej, w stronę latarni morskiej. Widoki stamtąd są spektakularne, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy ocean zmienia barwę na złoto i pomarańcz. To jedno z tych miejsc na wyspie, gdzie czujesz, że jesteś na krańcu świata.

Jeszcze bardziej surowe wrażenie robi Cofete. To odosobniona część wyspy, gdzie droga kończy się na dzikiej plaży, a nad wszystkim góruje masyw górski. Nie znajdziesz tu parasoli ani barów, tylko wiatr, fale i absolutną ciszę. Z lotniska w Puerto del Rosario to kawałek drogi, ale jeśli masz wynajęty samochód, koniecznie zaplanuj ten objazd. W drodze powrotnej możesz zahaczyć o mirador z widokiem na całe wybrzeże - taki punkt widokowy, który nie jest oznaczony w żadnym przewodniku, a robi większe wrażenie niż niejedna oficjalna atrakcja. To właśnie te momenty sprawiają, że Fuerteventura nie jest tylko kolejną wyspą na Kanarach, ale miejscem, które zostaje w pamięci na długo po powrocie do domu.

Gdzie zjeść kozi ser i świeże ryby - knajpy, do których trafiają miejscowi

Jeśli chcesz poznać prawdziwy smak Fuerteventury, zapomnij o turystycznych menu z frytkami i zamrożonym dorszem. Miejscowi wiedzą, gdzie szukać najlepszych rzeczy i chętnie podpowiedzą, pod warunkiem że zapytasz po hiszpańsku. W Corralejo, tuż za rogiem od głównego deptaku, trafisz do małych barów serwujących queso majorero - lokalny kozi ser z pieprzną nutą, często podawany z dżemem z opuncji. To nie jest przystawka do zdjęcia na Instagram, tylko codzienność pasterzy z górskich wiosek. W Puerto del Rosario, stolicy wyspy, rybacy zwożą poranny połów prosto do knajp przy porcie. Zamów cherne (gatunek grupera) lub vieja (papugorybę), które trafiają na talerz kilka godzin po wyjściu z wody. W El Cotillo, małej wiosce surferów, znajdziesz rustykalne restauracje z widokiem na ocean, gdzie grillowana ośmiornica kosztuje tyle co kebab w mieście, a smakuje jak wakacje życia.

W głąb wyspy, w Betancurii - dawnej stolicy - wąskie uliczki kryją kameralne lokale z tarasami. Kozi ser wędzony na miejscu, podawany z mojo rojo (pikantnym sosem z papryki), to pozycja obowiązkowa. Jeśli trafisz na caldereta de cabra (gulasz z koźliny), nie pytaj o składniki, tylko zamawiaj od razu. To danie, które robi się godzinami, a zjada w minutę. W La Oliva, przy starym kościele, jest knajpa, gdzie od pokoleń podają puchero canario - gęsty gulasz warzywny z kawałkami mięsa, który w chłodniejsze dni rozgrzewa lepiej niż grzane wino. Miejscowi przychodzą tam w niedzielne popołudnia, żeby pogadać przy stole, nie patrząc w telefony.

Nie szukaj tych miejsc na głównych placach. Prawdziwe perełki czekają na bocznych uliczkach Caleta De Fuste albo w Ajuy, gdzie przy klifach rybacy otwierają prowizoryczne grille. Popcorn Beach (Playa del Bajo de la Burra) nie ma knajp - ale w Morro Jable, zaraz za wydmami, znajdziesz rodzinne lokale, gdzie surferzy jedzą bocadillos de calamares po porannym treningu. W Cofete, na końcu świata, jest tylko jedna knajpa, która działa, kiedy ma ochotę. Jeśli akurat jest otwarta, zamów świeżego tuńczyka złowionego tego samego ranka. Widok na góry i ocean gwarantowany, a rachunek - zaskakująco niski.

Spanie z widokiem na ocean - od pól lawendy w Lajares po apartamenty w Morro Jable

Spanie z widokiem na ocean na Fuerteventurze to nie slogan, a realna opcja na każdą kieszeń. Jeśli szukasz czegoś pomiędzy dziką przyrodą a wygodą, postaw na Lajares. To małe miasteczko w północnej części wyspy, słynące z pól lawendy i wulkanicznego krajobrazu. W okolicy znajdziesz kameralne domy z tarasami, z których widać ocean, a do plaż w El Cotillo czy Corralejo masz zaledwie kilka minut autem. To idealne miejsce, jeśli chcesz uciec od tłumów, ale nie rezygnować z dostępu do atrakcji - surferzy cenią sobie tutejszy wiatr, a wieczorami możesz oglądać zachód słońca nad wydmami.

Z kolei w południowej części wyspy, w Morro Jable, czeka cię zupełnie inna bajka. To kurort z długimi, piaszczystymi plażami i apartamentami z widokiem wprost na ocean. Ceny są wyższe niż w Lajares, ale dostajesz za to bezpośredni dojazd do plaży i zaplecze gastronomiczne. Jeśli wolisz spokój, wybierz Caleta De Fuste - ta miejscowość ma bardziej kameralny klimat, a do tego łatwo stąd dotrzeć do Puerto del Rosario, stolicy wyspy. Warto też rozważyć La Oliva, gdzie znajdziesz tańsze kwatery i bliskość do Parque Natural Dunas Corralejo.

Dla fanów dzikiego krajobrazu polecam okolice Cofete i Ajuy. To miejsca, gdzie apartamenty są rzadkością, za to można wynająć domki z widokiem na klify i ocean. Zobaczysz stamtąd jaskinie i wulkaniczne formacje, a trekking w góry zapewni ci niezapomniane widoki. Pamiętaj tylko, że dojazd do tych części wyspy wymaga samochodu - prom z Lanzarote kursuje regularnie, ale na miejscu bez auta będzie ciężko. Klimat na Fuerteventurze jest suchy i wietrzny, więc nawet w sezonie nie musisz martwić się o upały, a zachód słońca nad wydmami w Corralejo to obowiązkowy punkt programu.

Jeśli szukasz czegoś nietypowego, sprawdź Popcorn Beach w okolicy Corralejo - nazwa wzięła się od małych, okrągłych kamyków przypominających popcorn. To świetne miejsce na poranny spacer, a bliskość do Lobos (wyspa dostępna promem) daje dodatkową opcję na jednodniową wycieczkę. Pamiętaj też o Calderon Hondo - wulkanicznym kraterze, który możesz zwiedzić pieszo. Widoki z góry na całą wyspę i ocean są warte każdego kroku.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski