Fuerteventura bez samochodu - jak zwiedzać wyspę, gdy nie masz prawa jazdy
Wynajem auta na Fuerteventurze to standardowe rozwiązanie, ale co zrobić, gdy nie masz prawa jazdy albo zwyczajnie nie chce ci się szukać miejsca do parkowania? Wbrew pozorom wyspa nie stoi przed tobą zamknięta, choć trzeba przyznać, że bez własnych kół wymaga odrobiny logistyki. Najważniejsze to dobrze wybrać bazę wypadową - taką, która ma najwięcej do zaoferowania w zasięgu spaceru albo krótkiego transportu publicznego. Corralejo jest tu oczywistym wyborem. Z lotniska dojedziesz autobusem bez przesiadek, a z samego miasteczka na słynne wydmy Dunas de Corralejo i długie, piaszczyste plaże dojdziesz w kwadrans. To też świetne miejsce, jeśli interesują cię sporty wodne - szkoły surfingu i wypożyczalnie sprzętu znajdziesz na każdym rogu.
Główną osią komunikacji publicznej na wyspie jest linia autobusowa łącząca Puerto del Rosario z Corralejo i dalej na południe. Z Corralejo bez problemu wskoczysz w busa do La Oliva, gdzie zobaczysz dawną stolicę i wulkan Calderón Hondo. Trasa jest krótka, a widoki z krateru nagradzają wczesne wstawanie. Nieco dłuższa podróż czeka cię do Betancurii - historycznej perełki w górach. Autobus dojeżdża prawie pod samą katedrę, więc trekking po wąwozach i wąskich uliczkach masz na wyciągnięcie ręki. Na południe, do Morro Jable i dzikiej plaży Cofete, też kursują busy, ale przygotuj się na dłuższy dzień - trasa zajmuje około dwóch godzin w jedną stronę.
Jeśli masz więcej czasu, warto rozważyć przynajmniej jeden dzień na pieszą lub rowerową eksplorację. W okolicach Corralejo możesz przejść się wzdłuż wybrzeża do plaży El Cotillo, mijając po drodze naturalne baseny i klify. To około 12 kilometrów, ale przy sprzyjającym wietrze idzie się przyjemnie. Z kolei z Puerto del Rosario łatwo dotrzesz do Ajuy - wioski z czarnymi jaskiniami i wulkanicznymi formacjami. Autobus zatrzymuje się na głównej drodze, a stamtąd jest już tylko kwadrans spacerem. Pamiętaj tylko, że na Fuerteventurze wiatr to stały towarzysz, więc nawet w słoneczny dzień przyda się lekka kurtka.
Alternatywą jest połączenie wyspy z Lanzarote promem z Corralejo - rejs trwa około 30 minut i pozwala na jednodniową wycieczkę bez potrzeby prowadzenia auta. Na miejscu korzystasz z lokalnych autobusów albo taksówek. Nie licz jednak na to, że zobaczysz wszystko - Fuerteventura bez samochodu to raczej styl slow, w którym skupiasz się na jednym regionie i korzystasz z tego, co masz pod ręką. Najlepiej sprawdza się to w Corralejo i okolicach, gdzie plaże, wydmy, wulkan i wieczorny zachód słońca masz w zasięgu spaceru.
Plaże, które nie są jak pocztówka - dzikie zatoki, czarny piasek i miejsca, gdzie spotkasz tylko kozy
Plaże Fuerteventury to coś więcej niż standardowa pocztówka z turkusem i białym piaskiem. Owszem, znajdziesz tu słynne wydmy w Parku Naturalnym Dunas de Corralejo, które wyglądają jak kawałek Sahary przerzucony nad ocean. Ale prawdziwy charakter wyspy poznasz dopiero, gdy skręcisz w bok. Wystarczy kilkanaście minut jazdy od Corralejo, żeby trafić na dzikie zatoki, gdzie zamiast leżaków czeka cię tylko wiatr i stado kóz obserwujących fale. To właśnie te miejsca - jak Playa de Cofete u stóp gór, dostępna tylko szutrową drogą - pokazują, że Fuerteventura nie musi się nikomu podlizywać.
Klimat i wiatr sprawiają, że plaże żyją własnym rytmem. Na południu, w okolicy Morro Jable, znajdziesz długie, piaszczyste odcinki idealne do spacerów o poranku, ale prawdziwą gratką jest Popcorn Beach - plaża usypana z białych, skamieniałych fragmentów alg, które wyglądają jak kukurydza. Z kolei wokół El Cotillo królują skaliste laguny, gdzie woda jest spokojniejsza niż na otwartym oceanie, a zachód słońca maluje niebo na pomarańczowo. Jeśli masz ochotę na trekking, wybierz się nad Ajuy - to nie tylko czarne klify i jaskinie, ale też geologiczna podróż w czasie, bo skały mają tu ponad 100 milionów lat.
Sporty wodne to oczywisty wybór, bo wiatr na wyspie nie jest kaprysem, tylko stałym elementem krajobrazu. Surfing, kitesurfing i windsurfing kwitną od Puerto del Rosario aż po północne plaże Corralejo. Ale Fuerteventura to też wulkany - Calderón Hondo koło La Oliva pozwala wejść do krateru, a widok stamtąd na okoliczne góry i wybrzeże robi wrażenie nawet na osobach, które myślały, że widziały już wszystko. Wyspa jest połączona promami z Lanzarote, więc możesz z łatwością połączyć dwie wyspy Kanaryjskie w jedną podróż. Jeśli chodzi o nocleg, nie szukaj kurortów z basenem - postaw raczej na małe domy w górach albo wioski takie jak Betancuria, gdzie czas płynie wolniej, a jedynym dźwiękiem jest szum wiatru.
Wydmy Corralejo - o której przyjść, żeby nie deptać po głowach i gdzie zaparkować za darmo
Wydmy Corralejo to jedno z tych miejsc na Fuerteventurze, które wygląda jak zdjęcie z okładki przewodnika. Biały piasek, turkusowa woda i dziesiątki ludzi robiących sobie selfie. Jeśli chcesz uniknąć tłumów, musisz zaplanować wizytę z głową. Najlepiej przyjść tu o świcie, między siódmą a ósmą rano. Wtedy słońce dopiero wschodzi, powietrze jest chłodne, a na wydmach spotkasz głównie biegaczy i kilka osób z psami. O tej porze masz też szansę zobaczyć, jak wiatr rzeźbi piasek w nowe kształty, zanim setki stóp zdepczą je na płasko. Po południu, zwłaszcza między jedenastą a piętnastą, robi się tu jak na plaży w sezonie - pełno ludzi, krzyki dzieci i trudno znaleźć wolny fragment.
Jeśli chodzi o parkowanie, nie daj się naciągnąć na płatne parkingi przy głównym wejściu. Wystarczy skręcić w boczną drogę prowadzącą w stronę hotelu Riu Oliva Beach. Tuż za nim, przy samej plaży, znajduje się bezpłatny, nieutwardzony parking. Miejsca starcza na kilkadziesiąt samochodów, a do wydm masz stąd dosłownie minutę pieszo. Alternatywnie możesz zaparkować przy drodze prowadzącej z Corralejo do parku naturalnego Dunas de Corralejo - tam też znajdziesz kilka zatoczek, gdzie nikt nie bierze opłat. Tylko uważaj, żeby nie zablokować wjazdu dla służb ratunkowych.
Wydmy to nie tylko piasek. To także brama do innych atrakcji wyspy. Stąd blisko do El Cotillo z jego dzikimi klifami, do wulkanu Calderón Hondo, który możesz zdobyć w godzinę, albo do Betancurii, historycznej stolicy Fuerteventury ukrytej w górach. Jeśli masz więcej czasu, warto przeprawić się promem na Lanzarote - rejs z Corralejo trwa około pół godziny. A wieczorem, po całym dniu zwiedzania, usiądź na wydmach i obejrzyj zachód słońca. To jeden z tych momentów, kiedy rozumiesz, dlaczego ludzie wracają na Wyspy Kanaryjskie co roku.
Popcorn Beach i inne pułapki Instagrama - co naprawdę zobaczysz na miejscu

Popcorn Beach, czyli Playa de Bajo Negro, to miejsce, które na Instagramie wygląda jak kadr z innej planety. Białe, organiczne koraliki polipów morskich, które fale wyrzucają na brzeg, tworzą iluzję ogromnej miski z przekąską. Prawda jest jednak taka, że nie zawsze tam leżą. Zależą od pory roku, siły wiatru i tego, czy akurat nie zebrał ich przypływ. W sezonie zimowym i po sztormach jest ich zdecydowanie więcej, latem często musisz zadowolić się zwykłym, choć równie czystym piaskiem. Jeśli jedziesz na Fuerteventurę tylko dla tego jednego ujęcia, możesz się rozczarować. Ale jeśli potraktujesz to jako ciekawostkę przyrodniczą, a nie główny cel, wyspa odwdzięczy się dziesiątkami innych, autentycznych widoków.
Podobnie jest z wydmami w Parku Naturalnym Dunas de Corralejo. Na zdjęciach wyglądają jak fragment Sahary wrzucony między ocean a wulkaniczne wzgórza. I faktycznie, gdy staniesz na szczycie największej wydmy, a w oczy uderzy cię wiatr niosący pył z afrykańskiego wybrzeża, poczujesz się, jakbyś przekroczył granicę kontynentów. Problem w tym, że w szczycie sezonu park jest oblegany, a ślady stóp pokrywają każdy metr piasku. Żeby poczuć tę pustynną magię, musisz wstać przed wschodem słońca albo wybrać się tam późnym popołudniem, gdy grupy wycieczkowe już odjechały. Wtedy wydmy stają się twoją prywatną oazą, a zachód słońca maluje je w odcieniach miedzi i fioletu.
Zamiast gonić za instagramowymi kliszami, warto spojrzeć na mapę Fuerteventury z innej strony. Wschodnie wybrzeże, od Corralejo po Morro Jable, to domena plaż z drobnym piaskiem i sportów wodnych. Zachód, od El Cotillo po Cofete, to już zupełnie inna bajka. Dzikie, wietrzne klify, wąwozy porośnięte suchą trawą i plaże, na których jedynym dźwiękiem jest szum fal. W Ajuy zobaczysz czarne jaskinie wulkaniczne, do których wpływa ocean, a w Calderón Hondo staniesz na krawędzi wygasłego krateru. To właśnie te miejsca, a nie tylko popcorn na plaży, składają się na prawdziwy charakter wyspy. Klimat Fuerteventury, z niemal nieustannym wiatrem i słońcem, sprzyja trekkingowi i odkrywaniu dzikiej przyrody, ale jeśli szukasz tylko idealnego kadru do sieci, możesz przeoczyć to, co najlepsze.
Betancuria i okolice - kanaryjskie miasteczko, w którym działa tylko jedna knajpa i dlaczego to dobrze
Kiedy większość turystów na Fuerteventurze kieruje się w stronę plaż i kurortów, Betancuria tętni ciszą. To dawne miasteczko stoi w centralnej części wyspy, ukryte wśród wzgórz, i na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie całkowicie wymarłego. Główny plac, wąskie uliczki i bielone domy z zielonymi okiennicami nie zmieniły się tu od stuleci. I właśnie ta statyczność jest największym atutem. Nie ma tu dyskontów, tawern z tanim jedzeniem ani sklepów z pamiątkami w każdym oknie - jest jeden lokal, który serwuje kawę i tapas, i to w zupełności wystarczy.
W Betancurii nie chodzi o konsumpcję, tylko o poczucie, że czas zwolnił. To miejsce, gdzie warto przyjechać, żeby zobaczyć gotycki kościół Santa María z XVI wieku, a potem przejść się do niewielkiego muzeum archeologicznego, które opowiada o dawnych mieszkańcach wyspy, Guanczach. Po zwiedzaniu siadasz w tej jednej knajpie, zamawiasz coś lokalnego, patrzysz na pusty plac i słyszysz tylko wiatr. Dla kogoś przyzwyczajonego do zgiełku Corralejo czy Morro Jable to może być szok, ale dla mnie to dokładnie to, czego szuka się na wakacjach - oddech od tłumów i komercji.
Z Betancurii łatwo ruszyć w dalszą część wyspy. Wąwóz Ajuy z czarnymi klifami i jaskiniami, w których fale uderzają z ogłuszającą siłą, jest stąd o rzut beretem. Z kolei dzikie wybrzeże w okolicy Cofete, gdzie droga kończy się na plaży, a nad głową wiszą strome góry, to miejsce, które wygląda jak z innej planety. Jeśli masz ochotę na trekking, szlaki w okolicy prowadzą przez suche wzgórza i wąwozy, a widoki na całą wyspę aż po ocean są nagrodą samą w sobie.
Betancuria to dowód na to, że na Fuerteventurze nie trzeba szukać atrakcji w tłumie. Czasem wystarczy stanąć na pustym rynku, wypić kawę w lokalu, który działa tylko dzięki lokalnym, i poczuć, że wyspa ma też taką twarz - spokojną, kamienną i bardzo autentyczną. To nie jest miejsce na cały dzień, ale na godzinę albo dwie, które zostają w pamięci na dłużej niż niejeden resort.
Calderón Hondo - wulkan, na który wejdziesz w klapkach (prawie) i co widać z góry
Wejście na wulkan na Fuerteventurze brzmi jak wyzwanie dla wprawionego turysty, ale Calderón Hondo to zupełnie inna historia. Znajdziesz go w północnej części wyspy, niedaleko La Oliva, w samym sercu parku naturalnego. I rzeczywiście - na szlak możesz ruszyć w sandałach, bo podejście jest krótkie, łagodne i zajmuje góra 20 minut. Nie ma tu stromych ścian ani sypkiego żwiru, tylko utwardzona ścieżka, która prowadzi cię prosto na krawędź krateru. To jedna z tych atrakcji na wyspie, które udowadniają, że dzika przyroda nie zawsze wymaga wielogodzinnego trekkingu.
Kiedy staniesz na górze, zobaczysz coś, czego nie daje żadna plaża Fuerteventury - wnętrze wygasłego wulkanu. Krater ma około 70 metrów głębokości, a jego dno porasta sucha roślinność i krzewy, które kontrastują z ciemną, wulkaniczną ziemią. Wokół ciebie rozciąga się krajobraz, który przypomina księżycową panoramę: strome zbocza, suche wąwozy i góry poprzecinane ścieżkami. Przy dobrej widoczności dostrzeżesz stąd Lanzarote, a także pobliskie stożki innych wulkanów, takich jak Montaña Colorada. To świetny punkt, żeby zrozumieć, jak naprawdę wygląda archipelag Wysp Kanaryjskich, gdy odejdzie się od wybrzeża.
W przeciwieństwie do komercyjnych atrakcji, jak wydmy w Corralejo czy zatłoczone plaże w Morro Jable, Calderón Hondo oferuje spokój i kontakt z surową naturą. Nie ma tu sklepów, tłumów ani leżaków - tylko wiatr, słońce i cisza, którą przerywa tylko szum powietrza. Jeśli szukasz kontrastu do plażowania, to idealne miejsce na popołudnie. Możesz połączyć wizytę z przejażdżką do La Oliva albo zrobić pętlę, zahaczając o Ajuy i jego jaskinie. Wulkan robi wrażenie o każdej porze dnia, ale szczególnie pod koniec, gdy zachód słońca podświetla krater na pomarańczowo.
El Cotillo - miasteczko dwóch plaż, latarni i rybnych knajp bez menu po polsku
El Cotillo to miejsce, które na pierwszy rzut oka może wydawać się senne i niepozorne, ale wystarczy chwila, żeby zrozumieć, dlaczego wielu wraca tu co roku. Leży na północno-zachodnim krańcu Fuerteventury, z dala od głośnych kurortów, i ma dwa zupełnie różne oblicza. Od strony oceanu rozciąga się dzika, otwarta plaża Los Lagos, gdzie fale rozbijają się o czarne klify, a wiatr gwiżdże w uszach. To raj dla surferów i ludzi, którzy lubią patrzeć na siłę natury. Z drugiej strony miasteczka znajdziesz urokliwą zatoczkę El Cotillo Beach - osłoniętą, z niemal nieruchomą wodą i drobnym piaskiem, idealną do leniwego pływania z książką w ręce.
Spacerując wzdłuż wybrzeża, trafisz na charakterystyczną białą latarnię morską, która stoi tu od końca XIX wieku. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów na mapie wyspy, a widok z jej okolic, zwłaszcza o zachodzie słońca, zapada w pamięć. W przeciwieństwie do turystycznych centrów, w El Cotillo nie znajdziesz sieciówek ani menu w kilku językach. W tutejszych knajpkach przy porcie królują świeże ryby prosto z kutrów, a zamawiasz je, wskazując palcem na ladę albo na to, co przyniósł właśnie kucharz. Często nie ma gotowego jadłospisu po polsku, angielsku czy niemiecku - i to jest właśnie urok tego miejsca.
Warto wybrać się stąd na krótką wycieczkę w głąb lądu, do wąwozu Calderón Hondo. To jeden z najlepiej zachowanych stożków wulkanicznych na wyspie, a wejście na jego krawędź zajmuje około godziny. Z góry rozpościera się widok na całe północne wybrzeże, a w powietrzu czuć zapach suchej ziemi i soli. El Cotillo to też dobra baza wypadowa na pobliskie plaże, które często omijają wycieczki z południa - na przykład dziką, wietrzną plażę w okolicy Ajuy z czarnymi jaskiniami, gdzie fale wyżłobiły w skałach naturalne tunele.
Jeśli szukasz miejsca, gdzie Fuerteventura pokazuje swoją dziką stronę, bez komercji i tłumów, El Cotillo jest strzałem w dziesiątkę. Nie ma tu wielkich hoteli, dyskotek ani promenad z pamiątkami. Jest za to wiatr, słońce, ryby prosto z morza i dwa zupełnie inne światy plaż w jednym miasteczku.
Ajuy i Cofete - dwa końce świata na jednej wyspie, które dzieli 60 km szutru
Kiedy myślisz o Fuerteventurze, pierwsze skojarzenia to pewnie wydmy w Corralejo albo tłumy na plażach wokół Morro Jable. Ale jeśli chcesz zobaczyć prawdziwie dziką twarz wyspy, musisz pojechać na zachodnie wybrzeże. Dwa miejsca - Ajuy i Cofete - dzieli zaledwie 60 kilometrów szutrowej drogi, a każde z nich wygląda jak z innej planety. To nie są plaże do leżenia z drinkiem, tylko punkty, gdzie natura dyktuje warunki.
Ajuy to mała, kamienna zatoka otoczona klifami i jaskiniami, które powstały miliony lat temu. Możesz wejść do środka jednej z nich - to jedna z niewielu formacji wulkanicznych na Wyspach Kanaryjskich, gdzie zobaczysz skały osadowe sprzed ery dinozaurów. Woda wokół jest turkusowa, ale często wzburzona, więc raczej nie licz na kąpiel. Za to spacer wzdłuż wybrzeża do kolejnych grot to czysty chill - słyszysz tylko fale i wiatr.
Z kolei Cofete to już zupełnie inna bajka. Leży u stóp góry Jandía, przy samej granicy z Lanzarote, ale żeby tam dotrzeć, musisz pokonać kilkanaście kilometrów wyboistej drogi przez wąwozy i pustynne pola. Nagroda? Plaża długa na 12 kilometrów, całkowicie pusta, z czarnym i białym piaskiem zmieszanym przez prądy. Nie ma tu żadnego baru, parasola ani ratownika - tylko wiatr, który potrafi zdmuchnąć ręcznik i słońce, które grzeje ostro nawet w styczniu. Jeśli masz ochotę na trekking, możesz ruszyć w stronę klifów albo w głąb lądu, gdzie widać stare zagrody i resztki wulkanicznych kraterów. To miejsce dla ludzi, którzy nie boją się ciszy i własnych myśli.
Morro Jable i południe - gdzie szukać ciszy, gdy twój hotel stoi przy betonowej promenadzie
Morro Jable to jedno z tych miejsc na Fuerteventurze, które przyciąga tłumy przede wszystkim ze względu na długą, piaszczystą plażę i infrastrukturę turystyczną. W sezonie betonowa promenada, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża, potrafi być zatłoczona od rana do wieczora. Ale wystarczy skręcić w boczną uliczkę, oddalić się kilkaset metrów od głównego deptaku, a nagle robi się cicho. Południe wyspy to nie tylko kurortowe hotele i bary z frytkami. To przede wszystkim dzikie klify w okolicy Cofete, gdzie droga prowadzi przez górski wąwóz, a widok na ocean zapiera dech. Jeśli szukasz spokoju, nie szukaj go na głównej plaży Morro Jable, tylko wybierz się na zachód, w stronę Ajuy. Tam znajdziesz czarne jaskinie i stare wapienniki, a przy odrobinie szczęścia nie spotkasz żywej duszy.
Popcorn Beach, czyli plaża z małymi, białymi kamykami przypominającymi prażoną kukurydzę, to kolejna atrakcja, która na pierwszy rzut oka wygląda jak instagramowa pułapka. Owszem, zdjęcia robią wrażenie, ale prawda jest taka, że w upalne południe leżenie na tych kamieniach nie należy do przyjemności. Znacznie lepiej sprawdza się jako przystanek na krótki spacer o poranku, zanim słońce zacznie prać zbyt mocno. Zamiast tracić czas na szukanie idealnego miejsca na leżaku, warto ruszyć w głąb lądu, w stronę wulkanu Calderón Hondo. To jeden z najlepiej zachowanych kraterów na wyspie, a wejście na jego krawędź zajmuje niecałe 40 minut. Z góry widać całe północne wybrzeże, a wiatr, który tam wieje, skutecznie odgania myśli o betonowej promenadzie.
Południe Fuerteventury ma też swoją cichą stronę w rejonie El Cotillo. Ta miejscowość leży na północnym zachodzie, ale jeśli masz samochód, dojedziesz tam z Morro Jable w niecałe półtorej godziny. El Cotillo to antyteza kurortu: małe, lokalne knajpki, puste plaże z białym piaskiem i laguny, w których woda jest spokojniejsza niż w basenie. To idealne miejsce na popołudnie, gdy słońce zaczyna opadać, a ty masz ochotę na zachód słońca bez tłumu turystów z drinkami w plastikowych kubkach. Jeśli natomiast szukasz noclegu z dala od zgiełku, sprawdź małe wille w okolicy La Oliva lub w górach w pobliżu Betancurii. Tam cisza jest gwarantowana, a jedyne, co słychać, to wiatr i od czasu do czasu dzwonek kozy.
Fuerteventura for początkujących - gdzie spać, co jeść, ile gotówki i czy warto lecieć promem na Lanzarote
Fuerteventura to nie jest kolejna wyspa, gdzie leżysz i pijesz drinka z palemką. To przede wszystkim wiatr, który momentami potrafi zwalić z nóg, i milion odcieni piasku. Jeśli lądujesz pierwszy raz, zapomnij o pakowaniu się w jeden kurort. Najlepiej wynajmij auto na lotnisku w Puerto del Rosario - bez niego zobaczysz tylko kawałek wybrzeża, a szkoda. Nocleg szukaj w Corralejo, jeśli chcesz być blisko życia i wydm, albo w El Cotillo, gdy marzy ci się spokój i dzikie plaże. W środku wyspy, w Betancurii, klimat jest już zupełnie inny - górskie miasteczko bez plaży, za to z katedrą i widokiem na wulkaniczne wzgórza. Ceny w sklepach są podobne jak w Polsce, ale w restauracjach zapłacisz więcej za rybę niż za mięso. Gotówka się przyda, karta działa w większości miejsc, ale na małych straganach przy plaży lepiej mieć euro w kieszeni.
Jedzenie na Fuerteventurze to przede wszystkim koza i sól. Ser majorero, pieczona koźlina i świeże ryby z grilla to podstawa. W Corralejo znajdziesz knajpki z paellą i sangrią, ale prawdziwy klimat jest w małych bodegach w La Oliva czy w porcie w Morro Jable. Nie szukaj tu wykwintnej kuchni fusion - to wyspa, gdzie prostota smakuje najlepiej. A jeśli chcesz zjeść coś na szybko, kup papas arrugadas z sosem mojo w barze na plaży. Do picia woda z butelki, bo kranówka jest słona.
Czy warto lecieć promem na Lanzarote? Tak, ale tylko jeśli masz dwa dni i nie żałujesz 40 euro za bilet w jedną stronę. Prom z Corralejo do Playa Blanca płynie 25 minut, a na Lanzarote czeka park narodowy Timanfaya z polami wulkanicznymi i czarna plaża El Golfo. To zupełnie inny świat - bardziej surowy, bardziej wulkaniczny. Fuerteventura jest bardziej piaszczysta i otwarta, Lanzarote bardziej skalista i ascetyczna. Jeśli masz tylko tydzień, lepiej zostać na jednej wyspie i zobaczyć wszystko: od wydm Dunas de Corralejo, przez jaskinie w Ajuy, aż po klify Cofete i dziką plażę Popcorn Beach, gdzie zamiast piasku leżą maleńkie białe kamyki. Na zachód słońca jedź do Calderon Hondo, starego wulkanu z kraterem, albo na plażę w El Cotillo - widok jest taki, że zapomnisz o wszystkim.