Dlaczego Fuerteventura to nie tylko plaża, choć ta kradnie pierwsze miejsce
Fuerteventura kojarzy się z bezkresnymi plażami i to skojarzenie jest w pełni zasłużone. Gdy stajesz na szczycie wydm Corralejo, a przed tobą rozciąga się pas drobnego piasku i turkus oceanu, łatwo zapomnieć, że wyspa ma do zaoferowania o wiele więcej. Plaże wokół Corralejo czy Morro Jable to klasyka, ale prawdziwy charakter Fuerteventury poznasz dopiero wtedy, gdy zejdziesz ze szlaku leżaków i parasoli. W północnej części, w okolicach Cotillo, znajdziesz dzikie zatoczki i słynną Popcorn Beach, gdzie fale wygładziły kawałki koralowców do kształtu przypominającego popcorn - to jeden z tych widoków, których nie zobaczysz na żadnej pocztówce z Lanzarote.
Gdy znudzi cię wylegiwanie na plaży, rusz w głąb lądu. Wulkan Calderon Hondo to łatwy, ale satysfakcjonujący szlak, z którego rozpościera się panorama na całą północną część wyspy i sąsiednią Lobos. Z kolei w okolicach Betancurii, dawnej stolicy, klimat zmienia się całkowicie - wąskie uliczki, kamienne domy i wiatraki na wzgórzach przenoszą cię w czasie. Jeśli szukasz bardziej surowych krajobrazów, jedź na zachód do Ajuy, gdzie czarne klify i morskie jaskinie opowiadają historię o tym, jak powstawały wyspy kanaryjskie. To zupełnie inna twarz wyspy niż ta z pocztówek z Costa Calma.
Na południu, w okolicy Cofete, droga kończy się wśród gór, a przed tobą rozciąga się dzika plaża, do której dojazd jest już przygodą samą w sobie. Nie pomijaj też Oasis Park ani Eko Muzeum w La Oliva - oba miejsca pokazują, jak ludzie i przyroda radzą sobie w tym suchym, wietrznym klimacie. Z miradorów na klifach możesz wypatrywać wielorybów, a wiatr, który na plażach bywa uciążliwy, tutaj staje się twoim sprzymierzeńcem. Fuerteventura to nie tylko plaże - to wyspa, na której pustynia spotyka ocean, a wulkany sąsiadują z zielonymi dolinami. I właśnie ta różnorodność sprawia, że wracasz tu nie tylko dla słońca, ale dla samej wyspy.
Wydmy Corralejo od środka - jak nie utknąć w raju i gdzie złapać najlepszy wiatr
Wydmy Corralejo to nie jest zwykła plaża z piaskiem. To prawdziwe pustynne pole, które rozciąga się na długości kilkunastu kilometrów w północnej części Fuerteventury. Gdy staniesz na skraju parku naturalnego, zobaczysz tylko złociste fale piasku, które kończą się dopiero przy turkusowym oceanie. Największe wrażenie robi kontrast - z jednej strony surowa, wietrzna pustynia, z drugiej spokojna woda idealna do kąpieli. Większość turystów idzie prosto na główną plażę przy hotelach, ale jeśli skręcisz w lewo od wejścia od strony Corralejo, trafisz na odcinki, gdzie wydmy są wyższe, a ludzi prawie nie ma. Uważaj tylko na wiatr - potrafi być tak silny, że piasek smaga po nogach, ale to właśnie on sprawia, że to miejsce wygląda jak żywcem wyjęte z Sahary. Nie próbuj iść w głąb wydm bez wody i nakrycia głowy, bo w ciągu kilkunastu minut można stracić orientację w terenie. Lepiej trzymać się szlaku, który prowadzi w stronę plaży Grandes Playas, gdzie fale są większe, a widok na wyspę Lobos robi wrażenie o każdej porze dnia.
Jeśli masz ochotę na coś więcej niż tylko plażowanie, koniecznie wybierz się na mirador przy drodze do Cotillo. Stamtąd widać całe wybrzeże i wydmy z lotu ptaka, a przy zachodzie słońca kolory zmieniają się co minutę. W przeciwieństwie do południowej części wyspy, gdzie dominują strome klify i czarne skały wulkaniczne, północ Fuerteventury to łagodniejsze formy, ale za to więcej przestrzeni. Warto też zajechać do parku Oasis Park, który znajduje się w okolicy La Lajita - to nie jest typowe zoo, a raczej eko muzeum z ogromną kolekcją kaktusów i pokazami ptaków. Dla odmiany klimatu polecam wycieczkę do Betancurii, dawnej stolicy wyspy. To miasteczko leży w górach, więc temperatura jest tam o kilka stopni niższa, a wąskie uliczki i katedra na wzgórzu przypominają raczej hiszpańskie interior niż wyspiarski kurort. Z kolei w okolicy Ajuy znajdziesz czarne jaskinie wykute w skale przez ocean - spacer w głąb groty zajmuje około 20 minut, ale latarka w telefonie może się przydać, bo w środku robi się ciemno jak w piwnicy.
Nie zapomnij też o plaży Cofete, która leży na odludnym, południowo-zachodnim krańcu wyspy. Dojazd tam to wyzwanie - droga szutrowa, wyboista i wąska, ale widok po dotarciu wynagradza wszystko. Dzika, sześciokilometrowa plaża z potężnymi falami i górą Calderón Hondo w tle to esencja surowego piękna Wysp Kanaryjskich. Jeśli nie masz samochodu, możesz wykupić zorganizowaną wycieczkę z Corralejo lub Morro Jable. Pamiętaj tylko, że na Cofete nie ma żadnych sklepów ani parasoli - bierzesz ze sobą jedzenie, wodę i parasolkę, bo słońce praży bezlitośnie. Fuerteventura to wyspa, która nie jest nastawiona na sztuczne atrakcje - jej siłą są krajobrazy, wiatr i przestrzeń. I właśnie dlatego, jeśli szukasz miejsca, gdzie natura mówi pierwszym głosem, a nie kolejny park wodny, wydmy Corralejo i okolice będą strzałem w dziesiątkę.
Popcorn Beach to pułapka - zobacz ją, zanim zniszczą ją turyści
Popcorn Beach brzmi jak coś z bajki, ale rzeczywistość jest bardziej gorzka niż słodka. Ta słynna plaża w północnej części Fuerteventury, w okolicy Corralejo, zawdzięcza swoją nazwę drobnym, białym koralom, które po wyschnięciu wyglądają jak prażona kukurydza. Problem w tym, że turyści masowo wywożą je w kieszeniach i butelkach jako pamiątki. Każdego roku ubywa setek kilogramów tego unikalnego materiału, a przyroda nie jest w stanie go odtworzyć. Jeśli chcesz zobaczyć ten fenomen na własne oczy, nie odkładaj tego na później - za kilka lat może tu zostać tylko zwykły piasek i wspomnienia z Instagrama.
Na szczęście Fuerteventura ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko jedną przereklamowaną plażę. Wystarczy przejechać kilkanaście kilometrów na południe, żeby trafić na wydmy Corralejo, które są częścią parku naturalnego. To krajobraz jak z Sahary, tyle że z widokiem na ocean. Warto wybrać się tam wczesnym rankiem, zanim pojawią się tłumy i wiatr zacznie smagać piaskiem po twarzy. Z kolei na południową część wyspy, w okolice Morro Jable i Costa Calma, ciągną się długie, piaszczyste plaże idealne do spacerów i kitesurfingu. Jeśli szukasz czegoś dzikiego, koniecznie zobacz plażę Cofete pod górą Calderon Hondo - dojazd jest trudny, ale widoki wynagradzają każdą wyboistą minutę.
Poza plażami wyspa ma też swoją historię i przyrodę. Betancuria, dawna stolica, leży wśród wzgórz i zachwyca kamiennymi uliczkami oraz eko muzeum, które opowiada o życiu na wyspach kanaryjskich przed erą turystyki. W Cotillo, na północnym zachodzie, znajdziesz naturalne baseny wśród skał, a w okolicach Ajuy - czarne jaskinie i klify, które pamiętają czasy wulkanicznych erupcji. Jeśli masz więcej czasu, weź prom z Corralejo na Lanzarote albo na Lobos - to mała wyspa, którą można obejść pieszo w kilka godzin. Klimat na Fuerteventurze jest łagodny przez cały rok, wiatr wieje prawie zawsze, a dojazd z Polski zajmuje około pięciu godzin lotu. Nie daj się zwieść popcornowej pułapce - prawdziwe atrakcje tej wyspy leżą tuż obok.
Betancuria bez lukru - co zostało z pierwszej stolicy po najeździe piratów

Betancuria dzisiaj to przede wszystkim cisza. Kiedyś była sercem Fuerteventury, pierwszą stolicą wyspy, zanim piraci spalili ją niemal doszczętnie w XVI wieku. Dziś wjeżdżasz do miasteczka krętą drogą przez suche wzgórza i od razu czujesz, że czas płynie tu inaczej. Nie ma tu tłumów, nie ma plaż, nie ma komercyjnych atrakcji. Jest za to kilka naprawdę wartych uwagi miejsc, które pokazują, jak wyglądała wyspa, zanim stała się kurortem.
W centrum stoi katedra, a właściwie kościół Santa María de Betancuria, który mimo skromnej bryły robi wrażenie surowym pięknem. Obok znajduje się Eko Muzeum (Museo Arqueológico), gdzie zobaczysz przedmioty dawnych mieszkańców wyspy, od narzędzi po ceramikę. To dobre miejsce, żeby zrozumieć, jak ciężkie było życie na tych wyspach kanaryjskich przed erą turystyki. Spacer po wąskich uliczkach zajmie ci najwyżej godzinę, ale warto zatrzymać się na chwilę na placu przy wiatrakach - to jeden z tych widoków, które zapamiętujesz na dłużej.
Dojazd do Betancurii jest prosty, ale wymaga samochodu. Z Corralejo jedzie się około 40 minut przez góry, a sama trasa oferuje panoramy, które przebijają niejedną plażę. Jeśli planujesz zwiedzanie wyspy, warto połączyć wizytę w Betancurii z przejazdem na zachodnie wybrzeże, do Ajuy albo Cofete. W Ajuy zobaczysz czarne jaskinie i skamieniałe lasy, a w Cofete surową, dziką plażę u stóp góry Calderón Hondo. To zupełnie inna twarz Fuerteventury niż ta znana z wydm Corralejo czy promenad w Costa Calma.
Betancuria nie jest dla każdego. Jeśli szukasz plaż, barów i tłumów, lepiej zostać w północnej części wyspy, w okolicach Corralejo czy El Cotillo. Ale jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądała wyspa przed najazdem piratów i jak wygląda dzisiaj, gdy turystów jest tu jak na lekarstwo - wjedź w góry. To jedno z tych miejsc na wyspach kanaryjskich, gdzie historia wciąż jest namacalna, a widoki z miradorów przypominają, że natura i czas są tu najważniejsze.
Cofete i Villa Winter - miejsce, w którym milczy nawet Google Maps
Na południowym krańcu Fuerteventury, gdzie kończą się drogi asfaltowe, a zaczyna dzika przyroda, leży Cofete. To jedna z tych plaż na wyspie, które robią wrażenie nie tyle złotym piaskiem, co surowym pięknem. Dojazd tutaj to wyzwanie - kilkanaście kilometrów szutrowej drogi wijącej się wśród gór, bez stacji benzynowych i sklepów. Większość turystów odwiedzających wyspy kanaryjskie omija to miejsce, bo nie ma tu parasoli ani ratowników. Są za to ogromne fale Oceanu Atlantyckiego i wiatr, który momentami uniemożliwia postawienie stopy na piasku. Właśnie dlatego Cofete to atrakcja dla ludzi szukających czegoś więcej niż typowego leżakowania.
Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że na tym odludziu stoi willa Villa Winter. Niemiecki inżynier Gustav Winter zbudował ją w latach 40. XX wieku, a lokalne legendy mówią o tajemniczych tunelach, łodziach podwodnych i kontaktach z nazistami. Prawda jest mniej spektakularna - Winter rzeczywiście mieszkał tu z rodziną, uprawiał ziemię i hodował bydło. Mimo to atmosfera tego miejsca jest wyjątkowa. Dom stoi samotnie na wzgórzu, a wokół nie ma nic, tylko pustynia i ocean. Gdy staniesz na tarasie i spojrzysz na plażę rozciągającą się w stronę Morro Jable, zrozumiesz, dlaczego ktoś chciał tu zamieszkać. To widok, który zapada w pamięć na długo po powrocie do domu.
W przeciwieństwie do północnej części wyspy, gdzie znajdziesz wydmy Corralejo, park naturalny i tłumy przy plażach, Cofete jest zupełnie inne. Nie ma tu sklepów z pamiątkami, barów ani wypożyczalni sprzętu. Przygotuj się więc na samodzielną wyprawę: zabierz wodę, jedzenie i naładowany telefon, bo zasięgu praktycznie nie ma. Jeśli masz szczęście i trafisz na spokojniejszy dzień bez wichury, możesz spędzić godziny na spacerze wzdłuż plaży, obserwując fale rozbijające się o czarne skały. Dla kontrastu, popularne atrakcje jak Oasis Park czy eko muzeum w Betancurii są o wiele bardziej cywilizowane - tam wszystko jest gotowe na przyjęcie turystów. Cofete to zupełnie inna bajka: dzika, nieprzewidywalna i prawdziwa.
Jaskinie Ajuy i piec wapienniczy - czarna plaża, która pamięta początki wyspy
Jeśli myślisz, że Fuerteventura to tylko plaże i wydmy, czas na małą korektę. W zachodniej części wyspy, w małej wiosce Ajuy, znajdziesz coś, co zupełnie wybija się z obrazka znanego z pocztówek z Corralejo czy Morro Jable. To jedno z tych miejsc na wyspach kanaryjskich, które pokazuje, że natura potrafi zaskoczyć nawet wytrawnego podróżnika.
Mowa o czarnej plaży otoczonej wysokimi klifami, do której prowadzi wąska ścieżka wijąca się wśród skał. To nie jest typowe miejsce do plażowania - woda jest chłodna, a fale oceanu rozbijają się o brzeg z impetem. Główną atrakcją są jednak jaskinie morskie, które powstały miliony lat temu. Możesz wejść do środka, ale lepiej zrobić to w trakcie odpływu i koniecznie zabrać ze sobą latarkę w telefonie. W środku zobaczysz warstwy skał osadowych, które geolodzy uznają za jedne z najstarszych na całej wyspie.
Tuż przy plaży stoi stary piec wapienniczy - pozostałość po XIX-wiecznym przemyśle. Wapno palono tu na miejscu, wykorzystując lokalne skały i drewno. Dziś to ruina, ale świetnie oddaje klimat surowego życia na wyspie przed erą turystyki. W sezonie działa tam mała kawiarenka, gdzie można schować się przed słońcem. Dojazd z głównej drogi jest prosty, ale ostatnie kilometry to wąska, kręta asfaltówka. Warto wybrać się tam wczesnym rankiem lub późnym popołudniem, bo wtedy światło na klifach robi niesamowite wrażenie, a na plaży jest prawie pusto. To idealna opcja na przerwę w drodze z północnej części wyspy na południe - między Cotillo a Costa Calma.
Calderón Hondo - wulkan na wyciągnięcie ręki, z którego widać Lanzarote
Calderón Hondo to jeden z tych punktów na Fuerteventurze, który robi wrażenie nie tylko skalą, ale i dostępnością. Leży w północnej części wyspy, niedaleko Corralejo, i w przeciwieństwie do wielu innych wulkanów na Wyspach Kanaryjskich, wejście na jego szczyt nie wymaga alpinistycznych umiejętności ani wielogodzinnej wędrówki. To około 30 minut spacerem po utwardzonej ścieżce, a nagroda czeka na górze - krater o średnicy 120 metrów i głębokości 70 metrów, który wygląda jak księżycowy krajobraz. Z krawędzi widać nie tylko całą okolicę, ale przy dobrej pogodzie także sąsiednią Lanzarote, która wyłania się z oceanu jak ciemna plama na horyzoncie. To jeden z najlepszych punktów widokowych w okolicy, a przy okazji świetny sposób, żeby zrozumieć, jak naprawdę wygląda ta wyspa - surowa, wulkaniczna i pełna kontrastów.
Sam wulkan jest częścią Parku Naturalnego Corralejo, ale nie myl go z wydmami. To zupełnie inna twarz Fuerteventury - sucha, kamienista, z roślinami, które musiały nauczyć się żyć bez wody. Wejście na Calderón Hondo to też lekcja geologii, bo widać tu warstwy zastygłej lawy i popiołu, które układają się w ciekawy, warstwowy wzór. W okolicy znajdziesz też kilka mniejszych kraterów, jak Bayuyo, ale to ten jest najbardziej charakterystyczny i najłatwiejszy do zdobycia. Jeśli planujesz zwiedzanie północnej części wyspy, warto wrzucić go na listę obok wydm Corralejo czy spaceru brzegiem w Cotillo. Dojazd jest prosty - z Corralejo jedzie się jakieś 10 minut samochodem w stronę Lajares, a potem skręca się na oznakowaną drogę gruntową. Parking jest bezpłatny, a szlak wyraźnie oznaczony.
Widok z góry to coś, czego nie oddadzą żadne zdjęcia. Z jednej strony masz ocean, z drugiej - ciągnące się w nieskończoność wulkaniczne wzgórza, a pomiędzy nimi białe domki rozrzucone po okolicy. Przy bezwietrznej pogodzie słychać tylko własny oddech i szum wiatru, co robi niesamowite wrażenie. To jeden z tych momentów na wyspie, kiedy czujesz, że naprawdę jesteś na wulkanicznej wyspie na środku Atlantyku. Dla mnie osobiście Calderón Hondo to lepsza opcja niż bardziej znane atrakcje, bo jest mniej oblegany, a daje więcej satysfakcji - nie trzeba stać w kolejce, nie płaci się za wstęp, a widok jest czysto naturalny. Jeśli masz w planach Fuerteventurę, nie pomiń tego miejsca. To kwintesencja tego, co najlepsze na Wyspach Kanaryjskich - dzika przyroda, która jest na wyciągnięcie ręki.
El Cotillo bez filtrów - laguny jak basen i rybacka strona wyspy, której nie pokazują w folderach
El Cotillo to miejsce, które zaskakuje od razu po wyjściu z samochodu. Zamiast kurortowego zgiełku znajdziesz tu spokojną, rybacką przystań i laguny, które wyglądają jak naturalne baseny wyrzeźbione w lawie. To północna część Fuerteventury, gdzie woda w zatokach jest tak spokojna i przejrzysta, że bez problemu popływasz nawet przy silniejszym wietrze od oceanu. Plaża w El Cotillo to nie tylko klasyczny piasek, ale przede wszystkim skalne baseny - idealne dla rodzin z dziećmi, bo fala nie ma tu szans się rozpędzić. W przeciwieństwie do szerokich plaż w Corralejo czy Morro Jable, tutaj chodzi o intymność i kontakt z surową przyrodą.
Jeśli masz dość wydm Corralejo i komercyjnych atrakcji, warto skręcić w stronę latarni morskiej i przejść się wzdłuż wybrzeża do Playa de la Concha. To jedna z tych plaż, gdzie leżaki zamieniasz na ręcznik, a tłumy na pojedynczych spacerowiczów. W samej miejscowości zobaczysz małe, bielone domki i wiatraki, które przypominają, że Fuerteventura to nie tylko all inclusive, ale też prawdziwe życie wyspiarzy. Restauracje serwują tu świeże ryby prosto z kutrów, a klimat jest tak leniwy, że godziny mkną niepostrzeżenie.
Z El Cotillo łatwo też ruszyć na południe, w stronę Ajuy i Cofete, gdzie dzikie plaże i jaskinie lawowe robią piorunujące wrażenie. To zupełnie inna twarz wyspy - bez infrastruktury, za to z widokami, które zapierają dech. Jeśli szukasz czegoś więcej niż plażowania, wsiądź w samochód i przejedź przez Betancurię, dawną stolicę, a potem kieruj się na wulkan Calderón Hondo. Wejście na krater zajmuje pół godziny, a panorama na północną część wyspy i sąsiednią Lanzarote wynagradza każdy krok. El Cotillo to dowód na to, że na Fuerteventurze nie trzeba wybierać między komfortem a przygodą - wystarczy zmienić perspektywę.
Morro Jable i Costa Calma - gdzie kończy się asfalt, a zaczyna pustynny luz
Morro Jable i Costa Calma to dwie lokalizacje, które pokazują, jak bardzo Fuerteventura potrafi się zmienić w zależności od tego, w którą stronę wyspy skręcisz. Jeśli południowa część wyspy kojarzy ci się głównie z kurortami i wylegiwaniem na leżaku, to właśnie tutaj znajdziesz coś więcej - surowy urok oceanu i krajobrazy, które wyglądają jak z innej planety. W Morro Jable nie chodzi tylko o plażę, choć ta jest jedną z najdłuższych na Wyspach Kanaryjskich. Liczy się też widok na półwysep Jandía, który ciągnie się aż po latarnię morską w Punta de Jandía. To idealne miejsce, żeby sprawdzić, jak smakuje samotność na plaży, gdy większość turystów zostaje w hotelowych basenach.
Costa Calma, położona nieco bardziej na północ, to z kolei raj dla miłośników wiatru i sportów wodnych. Nie bez powodu mówi się, że to tutaj kończy się asfalt, a zaczyna prawdziwy, pustynny luz. Zamiast betonowych deptaków znajdziesz szerokie, piaszczyste plaże, które łączą się z wydmami i dziką przyrodą. Spacer wzdłuż brzegu w stronę Sotavento to jak przejście przez naturalne studio fotograficzne - woda zmienia kolor od turkusu po głęboki granat, a w tle zawsze masz majaczącą na horyzoncie Lanzarote. Warto też wiedzieć, że to właśnie w Costa Calma najłatwiej złapać autobus do innych atrakcji wyspy, bo stąd masz blisko zarówno do parku naturalnego w okolicach Ajuy, jak i do wulkanicznych krajobrazów w Calderon Hondo.
Jeśli planujesz zwiedzanie, nie ograniczaj się tylko do leżenia na plaży. W Morro Jable wsiądź w lokalny autobus lub wynajmij rower i jedź w stronę Faro de Jandía - droga wiedzie przez teren, gdzie spotkasz tylko wiatr, wydmy i ocean. To zupełnie inny klimat niż w komercyjnym Corralejo na północy. A w Costa Calma koniecznie sprawdź okolice Playa de Sotavento - to miejsce, gdzie przy odpływie woda tworzy naturalne laguny, idealne do kitesurfingu albo po prostu do brodzenia po kolana w ciepłej wodzie. I pamiętaj, że na południu Fuerteventury nie ma tłumów, jakie znajdziesz w okolicach Cotillo czy Oliva. To wyspa, która nagradza tych, którzy szukają spokoju, a nie kolejnego all inclusive.
Wyspa Lobos za 15 euro - rezerwat, w którym będziesz przeklinać brak cienia
Trasa promem z Corralejo na Lobos zajmuje jakieś 20 minut, a bilet w dwie strony kosztuje około 15 euro. To tyle, jeśli chodzi o formalności. Wyspa jest rezerwatem przyrody, więc wstęp masz za darmo, ale trzeba wcześniej zarejestrować się online - limit to 400 osób dziennie. Na miejscu czeka cię kilka godzin chodzenia po wulkanicznym pyle i lawie, bez ani jednego drzewa. Słońce grzeje tu bezlitośnie, a cień rzucają tylko twoje własne plecy i ewentualnie ruiny starej fabryki soli. Większość ludzi idzie na Playa de la Concha - piaszczystą plażę z turkusową wodą, która wygląda jak z pocztówki z Malediwów. Problem w tym, że żeby tam dotrzeć, maszerujesz około 40 minut w pełnym słońcu, a po kąpieli czeka cię taka sama droga powrotna.
Jeśli masz szczęście i wiatr nie wieje zbyt mocno, możesz wejść na Montaña La Caldera - wygasły wulkan, z którego widać całe Fuerteventurę, a przy dobrej widoczności nawet Lanzarote. Widok jest spektakularny, ale ubieraj buty z grubą podeszwą, bo ostry kamień potrafi przeciąć cienką podeszwę w pięć minut. Na Lobos nie ma sklepów, nie ma toalet poza jedną przy przystani, nie ma też żadnego schronienia. Zabierz ze sobą litr wody na osobę absolutnie minimum, nakrycie głowy i krem z wysokim filtrem. W sezonie letnim temperatura na czarnym podłożu potrafi przekroczyć 50 stopni, a jedynym ratunkiem jest woda wokół wyspy.
Co ciekawe, Lobos to świetna opcja dla osób, które chcą uniknąć tłumów na głównych plażach Fuerteventury. Podczas gdy na wydmach Corralejo leżaki stoją gęsto jak na plaży w Costa Calma, tutaj masz szansę być sam na sam z naturą. Jeśli planujesz wyprawę z dziećmi, lepiej odpuść - spacer w upale bez cienia to dla maluchów męka. Za to dla fanów dzikiej przyrody i fotografii to prawdziwy raj. Zabierz aparat, bo o zachodzie słońca kolory na tle Calma i północnej części wyspy robią niesamowite wrażenie. Pamiętaj tylko, że ostatni prom odpływa około 17:00, więc masz maksymalnie 5-6 godzin na zwiedzanie. I nie licz na to, że znajdziesz miejsce na odpoczynek w cieniu - jedyna altana przy przystani pomieści może dziesięć osób, a reszta będzie siedzieć na gorących kamieniach.