Przejdź do treści
Europa

Lanzarote Co Zobaczyć - 15 Najlepszych Atrakcji i Praktyczny Przewodnik

Poznaj 15 najlepszych atrakcji Lanzarote i sprawdź, co zobaczyć na wyspie. Praktyczny przewodnik po wulkanicznym parku Timanfaya i innych magicznych miejscach.

Explore the rugged volcanic terrain of Lanzarote, featuring a prominent red-hued mountain. Pozdrowienia z: Europa Par avion

Wulkaniczne szaleństwo w Parku Narodowym Timanfaya - co musisz sprawdzić przed wizytą

Park Narodowy Timanfaya to nie tylko największa atrakcja Lanzarote, ale też miejsce, które faktycznie zapiera dech. Gdy tylko wjeżdżasz na jego teren, krajobraz wokół ciebie zmienia się w coś kompletnie obcego. Czarno-czerwone pola lawy, stożki wulkanów i cisza, którą przerywa jedynie szum wiatru - to sceneria niespotykana nigdzie indziej na Wyspach Kanaryjskich. Timanfaya to wciąż aktywny obszar wulkaniczny. W niektórych punktach temperatura gruntu sięga kilkuset stopni, a przewodnicy chętnie to demonstrują - wlewają wodę do otworu w ziemi, a ta wystrzeliwuje gejzerem pary. To widowisko zostaje w pamięci na długo.

Zwiedzanie parku odbywa się głównie autobusem lub w ramach zorganizowanej trasy - nie wejdziesz po prostu na teren i nie pójdziesz przed siebie. To zabezpieczenie przed poparzeniem, ale też sposób na ochronę unikalnego krajobrazu. Trasa wiedzie przez kratery, pola lawy i miejsce zwane Montañas del Fuego, czyli Ogniste Góry. Jeśli masz ochotę na więcej, koniecznie zajrzyj do restauracji El Diablo, która działa dzięki naturalnemu ciepłu wulkanu - jedzenie grilluje się tu nad otworem w ziemi. To jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że Lanzarote nie jest zwykłą wyspą plażową.

Zanim wyruszysz, sprawdź godziny otwarcia i dostępność biletów, bo w sezonie bywa tłoczno. Timanfaya łączy w sobie grozę i piękno, a jego skalisty, surowy charakter kontrastuje z błękitem oceanu w oddali. W okolicy warto też zobaczyć El Golfo - zielone jezioro w kraterze wulkanu, które powstało na skutek działalności mikroorganizmów. To świetny przystanek po wizycie w parku, zwłaszcza jeśli planujesz dalsze zwiedzanie południowej części wyspy.

Jameos del Agua i Cueva de los Verdes - podziemny świat stworzony przez naturę i Césara Manrique

Kiedy myślisz o Lanzarote, pierwsze skojarzenia to pewnie wulkaniczne krajobrazy i czarne plaże. Ale to, co naprawdę zapada w pamięć, rozgrywa się pod powierzchnią ziemi. Jameos del Agua i Cueva de los Verdes to dwie twarze tego samego zjawiska - tunelu lawowego, który powstał po erupcji wulkanu La Corona. To jedno z najdłuższych tego typu podziemnych przejść na świecie, a jego długość sięga aż sześciu kilometrów. Cueva de los Verdes pokazuje surową, dziką naturę: oświetlone korytarze, ostre ściany zastygłej lawy i ogromną pustkę, która robi wrażenie ciszą i skalą. Zwiedzanie tej jaskini to podróż w głąb wulkanicznego wnętrza wyspy, gdzie w niektórych miejscach ledwo mieścisz się w szczelinie, a w innych stajesz w przestronnej sali o wysokości kilkupiętrowego budynku.

Zaledwie kilkaset metrów dalej znajduje się Jameos del Agua - miejsce, które artysta César Manrique zamienił w coś więcej niż tylko atrakcję turystyczną. Wykorzystał naturalne zagłębienie w tunelu, gdzie woda morska utworzyła krystaliczne jezioro, i dodał do tego palmę, basen, restaurację oraz salę koncertową. Efekt jest taki, że natura i architektura przenikają się tu bez żadnego przymusu. Białe ściany i łagodne światła podkreślają błękit wody, a nad głową masz sufit z czarnej, postrzępionej lawy. To nie jest muzeum ani park rozrywki - to przestrzeń, która żyje własnym rytmem, a przy odrobinie szczęścia trafisz na koncert muzyki klasycznej, gdzie akustyka podziemnej groty robi piorunujące wrażenie.

Jeśli planujesz wizytę, ustaw sobie priorytety. Cueva de los Verdes lepiej zwiedzać rano, kiedy jest mniej ludzi i możesz w spokoju wsłuchać się w opowieści przewodnika o tym, jak tunele służyły niegdyś za schronienie przed piratami. Z kolei Jameos del Agua nabiera magii po południu, gdy słońce wpada przez otwór w suficie i podświetla jezioro. Obie atrakcje leżą w północnej części wyspy, niedaleko od siebie, więc spokojnie zmieścisz je w jeden dzień. Pamiętaj tylko, że bilety lepiej kupić z wyprzedzeniem online - w sezonie kolejki potrafią być długie, a klimat w podziemiach jest stały, około 19 stopni, więc lekka kurtka się przyda. To jeden z tych momentów na Lanzarote, gdzie nie chodzi o plażowanie, tylko o zobaczenie, jak wulkaniczny chaos może stać się dziełem sztuki.

Charco de los Clicos i El Golfo - zielona laguna, która wygląda jak fotomontaż

Gdyby ktoś powiedział ci, że na Lanzarote jest jezioro w kraterze wulkanu o intensywnie zielonej wodzie, pomyślałbyś, że to fotomontaż. A jednak - Charco de los Clicos, położone tuż obok miejscowości El Golfo, to jedna z tych atrakcji, które naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy. To nie jest zwykła plaża. Wulkaniczny stożek rozstąpił się od strony oceanu, tworząc naturalny amfiteatr, a na jego dnie powstało półkoliste jezioro. Kolor wody - od butelkowej zieleni po szmaragd - to zasługa glonów żyjących w tym specyficznym, słonawym środowisku. Czarna lawa kontrastuje z soczystą zielenią, a całość dopełnia złocista plaża El Golfo, która oddziela lagunę od morza.

Widok z góry, z krawędzi krateru, robi największe wrażenie. Z parkingu przy drodze prowadzi krótka, piaszczysta ścieżka, którą dojdziesz do punktu widokowego. Nie próbuj schodzić nad samą wodę - to teren chroniony i zamknięty dla turystów. Lepiej skieruj wzrok na klify z ciemnej lawy, które otaczają lagunę. To jeden z tych krajobrazów, które na Lanzarote są na porządku dziennym, a w Europie trudno znaleźć podobne. Wulkaniczna wyspa ma w zanadrzu więcej takich niespodzianek - od Parku Narodowego Timanfaya, gdzie ziemia paruje, po Jameos del Agua, gdzie César Manrique zamienił tunel lawowy w basen i salę koncertową.

Po obejrzeniu laguny warto przejść na drugą stronę plaży El Golfo. Znajdziesz tam charakterystyczne, czarne fale lawy, które zastygły w dziwacznych formach. To dobre miejsce na spacer i zdjęcia, zwłaszcza gdy słońce zaczyna zachodzić. Jeśli masz ochotę na coś konkretnego, w pobliskiej wiosce El Golfo są restauracje serwujące świeże ryby. Łącząc wizytę tutaj z dalszą podróżą na południe, możesz w jeden dzień zobaczyć zarówno dzikie plaże Papagayo, jak i wulkaniczne jezioro - dwa zupełnie różne oblicza Lanzarote, które jednak łączy surowa, kanaryjska natura.

La Geria - degustacja wina w księżycowym krajobrazie, czyli winnice inne niż wszystkie

Wulkaniczna gleba Lanzarote to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na świecie, gdzie uprawia się winorośl. Region La Geria wygląda jak księżycowy krajobraz, a to za sprawą tysięcy zagłębień wykopanych w czarnej lawie, w których rosną winorośle. Każda roślina chroniona jest przez półokrągły mur z kamieni wulkanicznych, który osłania ją przed silnymi wiatrami z Atlantyku. To właśnie ten specyficzny mikroklimat sprawia, że tutejsze wina mają unikalny, mineralny smak, którego nie znajdziesz nigdzie indziej na wyspach kanaryjskich.

Jeśli planujesz zwiedzanie Lanzarote, La Geria powinna znaleźć się na twojej liście atrakcji zaraz obok Parku Narodowego Timanfaya czy jaskiń Jameos del Agua. W przeciwieństwie do tych tłumnie odwiedzanych miejsc, winnice oferują znacznie spokojniejszą atmosferę. Możesz tu przyjechać na degustację, a przy okazji zobaczyć, jak wygląda prawdziwe, codzienne życie na wyspie. Większość bodeg, jak na przykład słynna El Grifo, oferuje krótkie oprowadzanie po winnicy, podczas którego dowiesz się, jak César Manrique, artysta odpowiedzialny za charakterystyczny wygląd wyspy, inspirował lokalnych rolników do zachowania tradycyjnych metod uprawy.

Krajobraz La Gerii robi ogromne wrażenie, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy promienie światła podkreślają kontrast między czarnym piaskiem a zielonymi liśćmi. To miejsce zupełnie inne niż plaże Papagayo czy tętniący życiem kurort Play Blanca. Nie ma tu tłumów, leżaków ani parasoli. Jest za to spokój, wiatr i butelka wina Malvasía, które możesz kupić bezpośrednio u producenta za około 10-15 euro. W przeciwieństwie do niedzielnego targu w Teguise, gdzie królują pamiątki i rękodzieło, tutaj dostajesz autentyczny produkt z wyspy, który powstał w jednym z najtrudniejszych wulkanicznych terenów na Ziemi.

Pamiętaj, że wizyta w La Gerii to nie tylko degustacja, ale też lekcja geografii i historii. Winnice, podobnie jak Charco los Clicos czy Cueva los Verdes, są dziełem natury, ale też człowieka, który potrafił dostosować się do ekstremalnych warunków. Jeśli masz wypożyczony samochód, dojazd z Arrecife zajmuje około 20 minut. Warto połączyć to z przejazdem przez miasteczko Yaiza i dalej w stronę klifów Famara albo zatrzymać się przy Mirador del Río, żeby zobaczyć wyspę z zupełnie innej perspektywy. La Geria to dowód na to, że Lanzarote to nie tylko plaże i jaskinie, ale przede wszystkim żywy organizm, który od wieków współgra z wulkaniczną siłą.

Plaże, które zaskakują - od czarnego piasku w Playa Quemada po rajskie zatoczki Papagayo

Playa Quemada to miejsce, które od razu burzy stereotyp rajskiej plaży. Zamiast białego piasku wita cię czarny, wulkaniczny żwir, a woda przybiera głęboki, granatowy odcień. To nie jest typowe kąpielisko do wylegiwania się z drinkiem - raczej surowy, geologiczny spektakl, który pokazuje, jak lawa spotyka się z oceanem. Leży na południowym wschodzie wyspy, z dala od turystycznych kurortów, więc jeśli szukasz ciszy i autentycznego krajobrazu, trafiłeś idealnie. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na półwyspie Papagayo, gdzie znajdziesz ciąg piaszczystych zatoczek chronionych przez klify. Woda jest tu turkusowa i spokojna, a plaże, zwłaszcza Playa del Papagayo, regularnie lądują w zestawieniach najpiękniejszych na Wyspach Kanaryjskich. Dojazd prowadzi przez szutrową drogę, ale opłaca się zapłacić symboliczną opłatę za wstęp do parku - dostajesz w zamian dziką scenerię i tłumy znacznie mniejsze niż w komercyjnych kurortach.

Jeśli wolisz bardziej oswojone kąpieliska, Playa Blanca ma do zaoferowania długą, złotą plażę z promenadą i dostępem do wszystkich udogodnień. To dobra baza wypadowa, zwłaszcza że z tutejszego portu odpływa prom do Corralejo na Fuerteventurze - wyspy są tak blisko, że widać ją gołym okiem. Z kolei na północy, w okolicy Famary, znajdziesz zupełnie inny klimat: potężne klify, silny wiatr i dzikie fale, które przyciągają surferów z całej Europy. Plaża La Garita w pobliżu Arrecife to z kolei lokalny wybór dla tych, którzy chcą uniknąć turystycznych tłumów - wąska, kamienista, ale z charakterystycznym basenem skalnym, który powstaje podczas odpływu.

Wulkaniczne pochodzenie wyspy widać nie tylko w kolorze piasku, ale także w formacjach skalnych i lagunach. El Golfo to zielone jezioro w kraterze wulkanu, oddzielone od oceanu wąskim pasem czarnej plaży. Kontrast między szmaragdową wodą, czarnym piaskiem i czerwonawymi skałami robi piorunujące wrażenie - to jeden z tych widoków, które na zdjęciach wyglądają jak fotomontaż, a w rzeczywistości są jeszcze bardziej intensywne. Spacer wzdłuż brzegu i wejście na pobliskie wzgórze daje najlepszą perspektywę. Krajobraz tutaj jest surowy, ale właśnie w tej surowości tkwi jego siła - żadne sztuczne baseny czy hotelowe ogrody nie dorównają temu, co stworzyła natura i wulkaniczna aktywność.

Mirador del Río - punkt widokowy, z którego zobaczysz wyspę La Graciosa na wyciągnięcie ręki

Zaraz po wjeździe na północ Lanzarote robi się dziko. Droga wspina się na klify Famary, a w oddali widać już La Graciosę - maleńką wyspę, która wygląda jakby odpłynęła od głównego lądu. Mirador del Río, zaprojektowany przez Cesara Manrique, to nie jest zwykły punkt widokowy. To betonowy taras wtopiony w skałę na wysokości prawie 500 metrów, z którego rozpościera się widok na cieśninę El Río, zielonkawe wody i tamtą niemal bezludną wyspę. Warto tu przyjechać rano, zanim pojawią się tłumy i zanim słońce zacznie palić od południa - wtedy światło pada tak, że widać każdy załom lawy na zboczach.

Manrique nie chciał, żeby architektura przytłaczała naturę. Dlatego sam taras jest minimalistyczny - biały beton, proste linie, wkomponowany w ścianę urwiska. W środku działa kawiarnia z ogromnymi oknami, ale prawdziwą atrakcją jest zejście na dół, na niższy poziom. Stamtąd czuć wiatr, słychać fale rozbijające się o klify i widać, jak łodzie płyną do La Graciosy. Jeśli masz lornetkę, zabierz ją - dostrzeżesz plażę Las Conchas, jedną z najpiękniejszych na Kanarach, zupełnie pustą, bez hoteli i parasoli.

Po drodze do miradoru warto zwolnić na zakrętach. Krajobraz wokół Famary to jedno z najbardziej surowych miejsc na Lanzarote - wulkaniczny pył, suche wzgórza i nagłe spadki w dół do oceanu. To zupełne przeciwieństwo plaż Papagayo czy kurortu Playa Blanca. Klimat tutaj bywa zdradliwy: przy silnym wschodnim wietrze widoczność spada, a chmury potrafią zasłonić cały widok. Dlatego lepiej sprawdzić prognozę przed wyjazdem. Jeśli trafisz na czyste niebo, zobaczysz nie tylko La Graciosę, ale też sąsiednią Fuerteventurę i wysepkę Montaña Clara.

Bilet wstępu kosztuje około 5 euro, a parking jest bezpłatny, choć niewielki. W sezonie lepiej przyjechać przed 10 rano albo po 16, żeby uniknąć kolejek. Po wyjściu z miradoru możesz pojechać w stronę Teguise albo skręcić na zachód, w stronę winnic La Geria. To dobry pomysł, żeby po skałach i wietrze odpocząć wśród zielonych krzewów winorośli, które rosną w zagłębieniach wulkanicznego żwiru.

Arrecife, stolica bez zadęcia - co zjeść, gdzie się zgubić i dlaczego warto zostać tu dłużej

Arrecife nie rzuca się na kolana od razu. Nie ma tu białych fasad jak w andaluzyjskich miasteczkach ani monumentalnych katedr. To portowe miasto, które żyje własnym rytmem, a jego urok odkrywasz stopniowo, schodząc z głównej promenady w wąskie uliczki starego centrum. Właśnie tam, w cieniu wulkanicznego kamienia, znajdziesz klimatyczne bary tapas, gdzie za kilka euro dostaniesz świeże ryby prosto z kutra. Warto odbić w bok od marin i poszukać miejsca z widokiem na Charco de San Ginés - malownicze jeziorko w samym sercu miasta, przy którym miejscowi spędzają wieczory. To tutaj, a nie przy plażach, poczujesz prawdziwy puls wyspy.

Jeśli masz ochotę na coś konkretnego, wybierz restaurację na Calle Real. Nie daj się zwieść turystycznym menu z frytkami - poproś o sancocho canario (gulasz z ryb i batatów) albo o papas arrugadas z mojo rojo. Ceny w Arrecife są zauważalnie niższe niż w kurortach typu Playa Blanca czy Costa Teguise, a porcje bardziej uczciwe. Po jedzeniu wybierz się na spacer w stronę Castillo de San Gabriel - fortecy na małej wysepce, która oddziela miasto od otwartego oceanu. Stamtąd rozciąga się widok na klify i wulkaniczne wybrzeże, a wieczorem, gdy zapalają się latarnie, całe miasto wygląda jak z innej epoki.

Zostań w Arrecife dłużej niż jeden dzień, a przekonasz się, że to świetna baza wypadowa. Rano możesz pojechać do Parku Narodowego Timanfaya, popołudniu do Jameos del Agua albo do winnic La Geria, a wieczorem wrócić na kolację w mieście, unikając kurortowego zgiełku. Niedzielny targ w Teguise jest stąd na wyciągnięcie ręki, a jeśli masz ochotę na prawdziwy wulkaniczny krajobraz, Caldera Blanca i El Golfo są o rzut beretem. W Arrecife nie ma sztucznego lukru - jest za to autentyczny klimat, który sprawia, że mimo braku wielkich atrakcji, chce się tu wracać.

Playa Blanca i okolice - baza wypadowa, marina i prom na Fuerteventurę w 25 minut

Playa Blanca to jedno z tych miejsc na Lanzarote, które łączy w sobie spokojny wypoczynek z wygodną bazą do zwiedzania. Leży na samym południu wyspy, więc jeśli szukasz dostępu do piaszczystych plaż i chcesz wyskoczyć na jeden dzień na Fuerteventurę, trafiłeś idealnie. Prom z tutejszej mariny do Corralejo płynie zaledwie 25 minut - to najszybszy sposób, żeby zobaczyć inny krajobraz Wysp Kanaryjskich bez zmiany hotelu. Samo miasteczko nie jest wielkie, ale ma swój urok, zwłaszcza w okolicy portu, gdzie wieczorem ciągnie się deptak z restauracjami.

Z Playa Blanca warto ruszyć w stronę Parku Narodowego Timanfaya, który znajduje się kilkanaście kilometrów na północ. Krajobraz zastygłej lawy i wulkanicznych stożków robi wrażenie nawet na tych, którzy widzieli już niejedno. W samej okolicy nie brakuje też atrakcji związanych z morzem. Plaża Papagayo to kilka zatoczek z turkusową wodą, schowanych za klifami, ale trzeba liczyć się z opłatą za wjazd. Jeśli wolisz coś bardziej dzikiego, wybierz się nad Charco los Clicos, czyli zielone jezioro w kraterze wulkanu El Golfo. Kolor wody wynika z obecności glonów i siarki - wygląda nierzeczywiście, zwłaszcza na tle czarnej plaży.

W okolicy nie sposób pominąć dzieł Cesara Manrique. To on nadał Lanzarote charakter, wkomponowując sztukę w wulkaniczny krajobraz. Jameos del Agua to jaskinia lawowa zamieniona w basen i salę koncertową, a Cueva los Verdes to dłuższa trasa przez podziemny tunel. Oba miejsca znajdują się w północnej części wyspy, więc lepiej zaplanować na nie osobny dzień, ale z Playa Blanca dojedziesz tam w około 40 minut. W drodze powrotnej warto zahaczyć o Teguise, gdzie w niedzielę odbywa się jeden z największych targów na wyspie, albo o winnice w La Gerii - uprawy winorośli w zagłębieniach wulkanicznego żwiru to prawdziwy unikat.

Jeśli masz ochotę na zmianę scenerii, wsiadaj na prom do Corralejo. Fuerteventura kusi długimi, piaszczystymi plażami i wiatrem idealnym do sportów wodnych. Nawet jednodniowa wycieczka wystarczy, żeby poczuć różnicę - zamiast czarnych lawowych pól zobaczysz złoty piasek i wydmy. Playa Blanca jest więc świetnym punktem startowym, bo łączy wygodę z dostępem do dwóch różnych wysp, a przy tym sama oferuje spokojny klimat i kilka dobrych miejsc na wieczorny spacer.

Caldera Blanca - trekking po wygasłym wulkanie bez tłumów i biletów wstępu

Caldera Blanca to jeden z tych zakątków Lanzarote, który pozwala poczuć prawdziwą siłę wulkanicznego krajobrazu bez stania w kolejkach i płacenia za bilet. Podczas gdy Park Narodowy Timanfaya przyciąga tłumy autokarów, ta wygasła kaldera oferuje spokój i możliwość samodzielnego zwiedzania na własnych nogach. Szlak zaczyna się przy wiosce Mancha Blanca i prowadzi przez pola zastygłej lawy, które pamiętają erupcje z XVIII wieku. Wejście jest bezpłatne, a widoki z krawędzi krateru wynagradzają każdy krok - rozpościera się stamtąd panorama na całą wyspę, od masywu Famara po południowe plaże Papagayo.

Trasa liczy około 6 kilometrów w obie strony i zajmuje mniej więcej dwie godziny, ale nie daj się zwieść pozornej łatwości. Podłoże jest nierówne, a słońce na Lanzarote potrafi dać się we znaki nawet zimą, dlatego warto zabrać ze sobą wodę i solidne buty. Po drodze mijasz charakterystyczne stożki wulkaniczne i fragmenty pól lawowych, które wyglądają jak zdjęcie z innej planety. To zupełnie inny klimat niż w kurortach typu Playa Blanca czy Puerto del Carmen - tutaj nie ma leżaków ani parasoli, jest tylko surowa natura i cisza przerywana jedynie szumem wiatru.

W przeciwieństwie do komercyjnych atrakcji, jak Jameos del Agua czy Cueva Los Verdes, Caldera Blanca nie wymaga wcześniejszej rezerwacji ani dostosowania się do godzin otwarcia. Możesz przyjechać samochodem, zaparkować przy drodze i po prostu iść przed siebie. To świetna alternatywa dla tych, którzy szukają autentycznego kontaktu z wulkanicznym krajobrazem wyspy i chcą uniknąć tłumów. Po zejściu z kaldery warto zajrzeć do pobliskiej winnicy La Geria, gdzie na czarnym popiele uprawia się winorośl - to kolejny dowód na to, jak życie potrafi przystosować się do ekstremalnych warunków.

Nocleg, auto i pieniądze - praktyczne minimum, żeby nie przepłacić i nie zwariować

Żeby zobaczyć Lanzarote bez nerwów i dziur w budżecie, najpierw ogarnij transport. Wypożyczenie auta to podstawa - bez niego atrakcje takie jak Park Narodowy Timanfaya, Jameos del Agua czy Cueva los Verdes są po prostu trudno dostępne. Samochód daje ci swobodę, żeby rano pojechać do wulkanicznego krajobrazu wokół El Golfo, a po południu zahaczyć o spokojną Playa Blanca. Ceny wynajmu w sezonie zaczynają się od około 150 zł za dzień, ale jeśli zarezerwujesz z wyprzedzeniem i weźmiesz małe auto, zmieścisz się w rozsądnym budżecie. Uważaj tylko na opłaty za dodatkowego kierowcę i ubezpieczenie - często to one windują rachunek.

Z noclegiem masz dwa główne wybory: taniej i bardziej autentycznie w interiorze albo drożej przy plaży w okolicach Playa Blanca czy Arrecife. Jeśli zależy ci na klimacie i oszczędnościach, szukaj apartamentów w Teguise lub wokół La Geria. Stamtąd masz blisko do winnic na lawie i do niedzielnego targu, który jest jednym z ciekawszych miejsc na wyspie. Plaże w Playa Blanca, jak Playa del Carmen czy Playa Papagayo, są piękne, ale ceny noclegów w sezonie potrafią być dwukrotnie wyższe niż w głębi lądu. Warto też pamiętać, że Lanzarote to nie tylko kurorty - wulkaniczny krajobraz wokół Timanfaya czy klify Famara robią ogromne wrażenie, a spanie w ich pobliżu to zupełnie inna jakość.

Pieniądze wydasz głównie na jedzenie i wstępy. Bilety do Jameos del Agua czy Cueva los Verdes kosztują około 50-70 zł od osoby, ale w przypadku Parku Narodowego Timanfaya lepiej kupić je wcześniej online. Unikaj jedzenia w turystycznych knajpach przy Playa Blanca - w Teguise czy w wioskach wokół La Geria dostaniesz lepsze dania za niższą cenę. A jeśli masz ochotę na coś nietypowego, zobacz Charco los Clícos - naturalne jezioro w kraterze wulkanu, które wygląda jak zielone oko wyspy. Wstęp jest darmowy, a widok zapiera dech. Pamiętaj też, że Lanzarote ma specyficzny klimat - wiatr potrafi być zdradliwy, nawet gdy słońce grzeje, więc kurtka przeciwdeszczowa i krem z filtrem to podstawa.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski