Przejdź do treści
Egzotyka

Zanzibar Co Przywieźć - 15 Najlepszych Pamiątek i Prezentów

Odkryj 15 najlepszych pamiątek i prezentów z Zanzibaru, od aromatycznych przypraw po unikalne rękodzieło. Sprawdź, co przywieźć z wyspy, by zachować jej magię

zanzibar, plaża, morze, afryka, raj, natura, wakacje, palmy, tropikalny Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

Przyprawy prosto z targu: jak kupować goździki, wanilię i cynamon, żeby nie przepłacić

Chcesz przywieźć z Zanzibaru coś, co naprawdę pachnie tą wyspą? Postaw na przyprawy. To nie tylko oczywisty wybór, ale też jeden z tańszych i bardziej aromatycznych. Na targu w Stone Town, szczególnie w labiryncie uliczek Darajani, ceny bywają nawet o połowę niższe niż w sklepach przy plaży. Goździki, które są wizytówką wyspy, kosztują około 5-10 tysięcy szylingów za torebkę (czyli jakieś 8-15 złotych). Targuj się bez skrępowania - sprzedawcy często zaczynają od kwoty dwa razy wyższej, niż finalnie akceptują.

Wanilia to produkt, przy którym najłatwiej przepłacić. Dobre laski powinny być mięsiste, wilgotne i oleiste, a nie suche i kruche. Jeśli laska łatwo się łamie, straciła już większość aromatu. Cynamon z Zanzibaru różni się od tego ze sklepu w Polsce - jest cieńszy, delikatniejszy i słodszy. Lepiej kupić go w kawałkach kory niż mielonego, bo dłużej trzyma zapach. Kardamon i gałka muszkatołowa też mają tu świetną jakość, szczególnie jeśli trafisz na plantację, gdzie zobaczysz, jak rosną.

Nie daj się namówić na gotowe mieszanki w kolorowych słoikach - często są przeterminowane lub mają więcej wypełniacza niż przypraw. Lepiej kupić surowce osobno i po powrocie samemu je wymieszać. Pamiętaj, że przyprawy możesz przewozić w bagażu podręcznym, ale tylko w małych ilościach. Większe paczki spakuj do walizki. Żeby uniknąć problemów na lotnisku, nie kupuj przypraw pakowanych w folię bez etykiety - celnicy mogą uznać je za nielegalny wywóz flory.

Najlepszym miejscem na zakupy jest nie tylko sam targ, ale też plantacje przypraw na wschodnim wybrzeżu wyspy. Wycieczka na taką plantację kosztuje około 30-40 dolarów, ale w cenie masz degustację, pokaz zbiorów i możliwość kupienia przypraw prosto od rolników, bez pośredników. To też świetna okazja, żeby zobaczyć, jak wygląda wanilia przed fermentacją albo jak zbiera się goździki. Poza przyprawami warto zwrócić uwagę na ręcznie robione mydła z olejkami eterycznymi, które na Zanzibarze powstają z lokalnych składników. Kosztują około 10-15 złotych i pachną znacznie naturalniej niż komercyjne odpowiedniki.

Kawa z Kilimandżaro i herbata z Zanzibaru: które ziarna i mieszanki naprawdę warto wziąć

Kawa z Zanzibaru? To trochę mit. Na samej wyspie kawy się nie uprawia, ale to nie znaczy, że z podróży nie przywieziesz czegoś pysznego. W sklepach w Stone Town i na lotnisku znajdziesz ziarna arabiki z plantacji u stóp Kilimandżaro, palone w małych tanzanijskich palarniach. To zupełnie inna jakość niż to, co trafia do europejskich supermarketów. Szukaj paczek z pieczątką lokalnego producenta, na przykład z Mwanga Coffee lub z regionu Aruszy. Ceny zaczynają się od 15-20 tys. szylingów (około 25-35 zł) za 250 gramów. Jeśli lubisz kawę o delikatnej kwasowości i nutach owocowych, to będzie twój numer.

Herbata to już inna historia - Zanzibar rzeczywiście ma własne plantacje. W sklepach z pamiątkami i na targu w Darajani znajdziesz mieszanki z lokalną wanilią, goździkami i cynamonem. To nie są herbaty aromatyzowane chemicznymi esencjami, tylko prawdziwe liście zmieszane z suszonymi przyprawami z wyspy. Warto kupić herbatę czarną z dodatkiem kardamonu i gałki muszkatołowej - pachnie dokładnie tak, jak plantacje, które odwiedzasz podczas wycieczek po wyspie przypraw. Zaparzasz wieczorem i przenosisz się myślami na werandę w Stone Town.

Uważaj tylko na opakowania z widokiem na plażę i napisem „Zanzibar souvenir”. Często to chiński import pakowany lokalnie. Lepiej wydać 10-15 tys. szylingów na paczkę od rzemieślnika z targu, który pokaże ci, jak miesza przyprawy. Taka herbata to nie tylko smak, ale też konkretna pamiątka kuchenna, która nie kurzy się na półce. A kawa z Kilimandżaro? Jeśli trafisz na świeżo paloną, przywieziesz kawałek Tanzanii, którego nie kupisz w żadnym supermarkecie w Polsce.

Obrazy tingatinga: jak odróżnić oryginał od masówki i gdzie szukać prawdziwych perełek

Obrazy tingatinga to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli afrykańskiej sztuki, a na Zanzibarze trafisz na nie dosłownie na każdym rogu. Problem w tym, że większość tego, co sprzedają na ulicach Stone Town, to masowa produkcja malowana na taśmie, często przez osoby, które nie mają nic wspólnego z oryginalną techniką. Prawdziwy tingatinga poznasz po kilku szczegółach: farby są gęste i kładzione warstwowo, a nie cienko i prześwitująco. Oryginalne obrazy mają żywe, nasycone kolory - głównie czerwień, żółć, zieleń i błękit - a tematyka zazwyczaj kręci się wokół dzikich zwierząt, scen z życia wsi lub mitologii suahili. Jeśli widzisz słonia namalowanego z precyzją fotograficzną, to raczej nie jest tingatinga - ta szkoła malarstwa celuje w uproszczone, geometryczne kształty i wyraziste kontury.

Gdzie więc szukać prawdziwych perełek, a nie chińskich podróbek? Omijaj stragany przy głównych targowiskach i skup się na pracowniach artystów w dzielnicy Mkunazini albo na spokojnych bocznych uliczkach starego miasta. Warto też wybrać się do wioski na obrzeżach, gdzie lokalni rzemieślnicy często sami prowadzą małe galerie - tam ceny są niższe, a jakość nieporównywalnie wyższa. Ceny pamiątek z Zanzibaru w tej kategorii zaczynają się od 20-30 tysięcy szylingów za mały obrazek, ale za prawdziwe, ręcznie robione dzieło zapłacisz od 80 do 150 tysięcy. To sporo, ale taki zakup to nie tylko dekoracja do salonu - to kawałek kultury suahili i wsparcie dla lokalnych twórców, którzy często walczą o przetrwanie w cieniu turystycznej masówki.

Jeśli chcesz mieć pewność, że przywozisz autentyk, poproś artystę o podpisanie obrazu z tyłu i dopytaj o technikę - prawdziwi malarze chętnie opowiedzą o swoim warsztacie i o tym, jak mieszają naturalne pigmenty. Unikaj sklepów, które oferują te same wzory na dziesiątkach płócien ułożonych w stosy - to znak, że trafiłeś na taśmową produkcję. Pamiętaj też, że tingatinga to nie tylko obrazy - często znajdziesz te same motywy na drewnianych tacach, skrzynkach czy ceramice, co może być ciekawą alternatywą, jeśli obraz nie mieści się do walizki. Wybieraj mądrze, a pamiątki z Zanzibaru w postaci tych barwnych, pełnych energii prac będą ci przypominać o wyspie przypraw przez lata.

Biżuteria z tanzanitem i srebrne rękodzieło: na co uważać przy zakupie kamieni

A vibrant collection of Portuguese souvenirs including keychains and magnets showcasing Setúbal and Sesimbra.
Zdjęcie: Marta Branco

Tanzanit to jeden z tych kamieni, które kuszą od pierwszego wejrzenia - głęboki błękit, fioletowe refleksy i historia, która brzmi jak z bajki. Problem w tym, że na Zanzibarze znajdziesz go głównie w rękach sprzedawców na Stone Town, a nie w oficjalnych salonach jubilerskich. Jeśli myślisz, że kupisz go za grosze na targu, lepiej od razu przestaw się na tryb ostrożności. Oryginalny tanzanit pochodzi wyłącznie z kopalni u stóp Kilimandżaro w Tanzanii, ale na wyspie trafia się mnóstwo imitacji - podróbek ze szkła, syntetycznego korundu, a czasem nawet zwykłego kwarcu barwionego na niebiesko. Zanim wyłożysz gotówkę, poproś o certyfikat autentyczności od renomowanego jubilera, a jeśli sprzedawca kręci głową, lepiej podziękuj. Ceny wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset dolarów za karat, więc za 20 dolarów nie dostaniesz niczego prawdziwego.

Srebrne rękodzieło to już inna para kaloszy - miejscowi rzemieślnicy często łączą srebro z lokalnymi kamieniami, muszlami albo drewnem, tworząc bransoletki czy kolczyki, które nie udają drogiej biżuterii, tylko opowiadają historię wyspy. W sklepikach wokół Forcu Oud na Stone Town znajdziesz ręcznie robione wyroby z afrykańskim wzornictwem, często inspirowane kulturą suahili. Uważaj tylko na srebro próby 925 - na Zanzibarze zdarza się, że sprzedawcy podają niższą próbę, licząc, że nie sprawdzisz. Warto zabrać ze sobą mały magnes (srebro nie jest magnetyczne) albo po prostu kupować w sprawdzonych punktach polecanych przez lokalnych przewodników. Biżuteria z tanzanitem to świetny pomysł na prezent, ale tylko jeśli wiesz, na co patrzysz - inaczej wrócisz do domu z ładnym kawałkiem szkła i wspomnieniem, że dałeś się nabrać.

Drewniane maski, figurki i szkatułki: jak rozpoznać rzemiosło zamiast fabrycznej podróbki

Drewniane maski, figurki i szkatułki to jedne z najbardziej charakterystycznych pamiątek z Zanzibaru. Problem w tym, że na targach w Stone Town i przy plażowych straganach roi się od maszynowo wycinanych podróbek, które po tygodniu pękają albo tracą kolor. Prawdziwe rękodzieło poznasz po kilku szczegółach. Po pierwsze, dotknij powierzchni - ręcznie rzeźbione wyroby z drewna mają nierówną fakturę, ślady dłuta i lekkie niedoskonałości. Fabryczne są idealnie gładkie, jakby wyszły spod prasy. Po drugie, spójrz na spód lub tył maski czy figurki. Rzemieślnicy z Zanzibaru często zostawiają tam drobne ślady po narzędziach, a czasem nawet inicjały autora. Na masowej produkcji znajdziesz tylko naklejkę z ceną.

Lokalni twórcy najczęściej używają drewna mpingo (hebanu) lub drzewa mahoniowego. Prawdziwy heban jest ciężki, bardzo twardy i ma głęboki, czarnobrązowy kolor. Jeśli maska waży podejrzanie mało i pachnie chemią, to raczej plastik malowany na brązowo. Warto też omijać stragany, gdzie każdy przedmiot wygląda identycznie - to znak, że pochodzi z jednej formy odlewniczej. Autentyczne rękodzieło ma duszę, każda maska jest nieco inna, bo artysta dopasowuje rysy twarzy do konkretnego kawałka drewna.

Ceny pamiątek na Zanzibarze bywają mocno zawyżone, szczególnie w turystycznych enklawach. Za porządną, ręcznie rzeźbioną maskę wielkości dłoni zapłacisz od 15 do 30 dolarów, ale na targu w Stone Town spokojnie zejdziesz do 10-12, jeśli potargujesz się na spokojnie. Figurki są tańsze - małe szkatułki z motywami afrykańskimi kosztują około 5-8 dolarów. Nie daj się nabrać na opowieści, że to „limitowana edycja” - to standardowa zagrywka sprzedawców. Zamiast tego poproś o certyfikat pochodzenia albo po prostu zapytaj, z jakiego warsztatu pochodzi dana rzecz. Uczciwi lokalni rzemieślnicy chętnie opowiedzą o swojej pracy i pokażą zdjęcia z warsztatu.

Drewniane pamiątki kuchenne, jak moździerze, łyżki czy deski do krojenia, to też dobry pomysł, pod warunkiem że są z jednego kawałka drewna, a nie sklejone z kilku. Te drugie szybko rozwarstwią się w wilgotnym klimacie Polski. Jeśli chcesz mieć pewność, że wspierasz lokalnych rzemieślników, omiń sklepy przy głównych ulicach i wjedź w boczne zaułki Stone Town - tam często działają małe rodzinne warsztaty, gdzie możesz zobaczyć, jak powstają maski i figurki na twoich oczach. To zupełnie inna jakość i zupełnie inne wspomnienia z wakacji.

Kosmetyki z afrykańskich składników: mydła, olejki i masła, które przetrwają podróż

Kiedy wracasz z Zanzibaru, walizka szybko zapełnia się przyprawami i rękodziełem, ale jest jeszcze jedna kategoria, którą warto zaplanować z wyprzedzeniem - naturalne kosmetyki. Mydła wytwarzane ręcznie na wyspie nie mają nic wspólnego z tymi z supermarketu. Często powstają na bazie oleju kokosowego, masła shea i lokalnych olejków eterycznych, a ich zapach - goździków, wanilii czy cynamonu - przywodzi na myśl plantacje, które zwiedzałeś. Na targach w Stone Town i w mniejszych sklepikach z pamiątkami znajdziesz kostki mydła w różnych kolorach i kształtach, nieraz z dodatkiem płatków kwiatów lub mielonej kawy. Ceny zaczynają się od kilku tysięcy szylingów za sztukę, więc spokojnie możesz kupić kilka na prezent.

Olejki eteryczne, zwłaszcza goździkowy i z gałki muszkatołowej, to kolejny praktyczny wybór. Lokalni rzemieślnicy tłoczą je z roślin uprawianych na wyspie, a buteleczki często pakowane są w proste, szklane flakony z korkiem. W przeciwieństwie do masowo produkowanych kosmetyków, te olejki mają intensywny, autentyczny aromat, który długo się utrzymuje. Jeśli szukasz czegoś do codziennej pielęgnacji, postaw na masło shea lub kakaowe - sprzedawane w blokach, bez zbędnych opakowań, prosto od producentów z Tanzanii. Na lokalnych targach możesz je dostać nawet o połowę taniej niż w sklepach dla turystów.

Warto też zwrócić uwagę na mydła z dodatkiem aloesu i olejku z drzewa herbacianego, które sprawdzą się w podróży i po powrocie. Ich trwałość jest zaskakująco dobra - dobrze przechowywane, nie tracą zapachu przez wiele miesięcy. Unikaj tylko produktów zapakowanych w plastik z naklejkami w obcym języku, bo często to zwykłe mydła przemysłowe. Prawdziwe, afrykańskie rzemiosło poznasz po prostym składzie i ręcznym formowaniu. Przywożąc takie kosmetyki, zabierasz kawałek wyspy przypraw do swojej łazienki - i to bez ryzyka, że zepsują się po drodze.

Chusty kangi i tkaniny z przesłaniem: jak czytać napisy i wybrać wzór z historią

Kangi to coś więcej niż pamiątka z Zanzibaru - to nośnik lokalnych historii i emocji. Te bawełniane tkaniny, które znajdziesz na targach w Stone Town i w sklepikach na całej wyspie, różnią się od zwykłych chust czy pareo przede wszystkim nadrukami. Każdy wzór, a zwłaszcza napis w języku suahili, ma konkretne znaczenie. „Upendo” to miłość, „Raha” oznacza przyjemność, a „Safari” po prostu podróż. Zanim kupisz pierwszą lepszą kangę, spójrz na jej środek - tam zwykle znajduje się sentencja, którą miejscowi traktują jak przesłanie na dany dzień albo komentarz do sytuacji społecznej.

Wybierając wzór, zastanów się, co chcesz ze sobą zabrać. Kangę z hasłem „Hakuna Matata” kupisz na każdym rogu, ale to trochę jak przywieźć z Polski kubek z napisem „Kocham Cię” - ładne, ale bez historii. Ciekawsze są te z dłuższymi zdaniami, na przykład „Moyo wangu unanipiga” (moje serce bije dla ciebie) albo „Nipe moyo wako” (daj mi swoje serce). To świetny pomysł na prezent, bo nikt inny nie przywiezie z wakacji czegoś tak osobistego i osadzonego w lokalnej kulturze.

Ceny pamiątek na Zanzibarze są negocjowalne, ale za dobrze wykonaną kangę zapłacisz od 8 do 15 tysięcy szylingów (około 12-25 złotych). Warto kupić dwie - jedną do ozdoby w domu, drugą na co dzień, bo materiał jest przewiewny i sprawdza się w upały. Jeśli trafisz na stragan z tkaninami szytymi przez lokalne kobiety, masz szansę dostać egzemplarz z drobnymi niedoskonałościami, które są znakiem ręcznej roboty. Unikaj tych z maszynowymi, powtarzalnymi wzorami i tanim barwnikiem - szybko wyblakną po pierwszym praniu.

Kangi świetnie komponują się z innymi pamiątkami z wyspy przypraw - drewnianymi maskami, obrazami tingatinga czy naturalnymi kosmetykami na bazie goździków i wanilii. Możesz je zawiesić na ścianie obok afrykańskiego rękodzieła albo nosić jako chustę na ramiona. To jedna z tych rzeczy, które po powrocie do domu będą ci przypominać nie tylko o plażach, ale o konkretnym momencie na targu, gdy sprzedawca wyjaśniał ci znaczenie suahilijskiego napisu. I właśnie o to chodzi w przywożeniu wspomnień z wakacji - nie o przedmiot, ale o historię, którą ze sobą niesie.

Co kupić w Stone Town: lista sprawdzonych sklepów i warsztatów z dala od pułapek

Stone Town to labirynt wąskich uliczek, gdzie co kilkanaście metrów ktoś próbuje wcisnąć ci magnes na lodówkę albo masowo produkowaną maskę. Żeby nie wracać z bagażem chińskich podróbek, warto wiedzieć, gdzie faktycznie kupić rzeczy, które mają duszę. Na przykład przy Kenyatta Road znajdziesz kilka warsztatów, w których miejscowi rzeźbią figurki i misy z drewna mpingo - to heban, który po latach nabiera głębokiego, czarnego połysku. Ceny zaczynają się od 30-50 tys. szylingów (około 50-80 zł) za mniejszą misę, ale na targu Darajani możesz się targować o połowę.

Jeśli szukasz czegoś lżejszego do walizki, postaw na obrazy tingatinga. To charakterystyczne, jaskrawe malunki na płótnie lub płycie pilśniowej, pełne afrykańskich zwierząt i wzorów. Prawdziwe tingatinga kupisz w pracowni przy ulicy Mkunazini - artysta często maluje na twoich oczach, a cena za średni format to 20-40 tys. szylingów. Uważaj na stragany wzdłuż głównego deptaku: sprzedają tam maszynowe kopie, które po tygodniu zaczynają odpryskiwać.

Nie omijaj sklepów z naturalnymi kosmetykami, zwłaszcza tych przy Sokoku. Mydła na bazie oleju kokosowego z dodatkiem goździków i cynamonu pachną jak plantacje, które zwiedzałeś rano. Kosztują 5-10 tys. szylingów za kostkę i są pakowane w liście bananowca - idealny prezent bez plastiku. W tym samym rejonie trafisz na ręcznie robioną biżuterię z tanzanitu, ale uwaga: niebieskie kamienie na ulicznych stoiskach to często szkło. Lepiej zapłacić 100-150 tys. w sprawdzonym jubilerze przy Gizenga Street niż dać się naciągnąć na podróbkę.

Na koniec wpadnij do sklepu z chustami kangi. To bawełniane płachty z nadrukowanymi powiedzeniami w języku suahili - każda ma swoją historię. Lokalni rzemieślnicy przy Hurumzi Street wycinają je i szyją na miarę torby, sukienki albo obrusy. Za komplet dwóch chust zapłacisz około 15 tys. szylingów, a przy odrobinie szczęścia sprzedawca podpowie ci, co znaczy napis - czasem to miłosne wyznanie, czasem ostrzeżenie przed teściową.

Produkty spożywcze poza przyprawami: suszone owoce, miód i alkohole, które przejdą przez odprawę

Przyprawy to wisienka na torcie zakupów na Zanzibarze, ale poza nimi wyspa kusi jeszcze kilkoma smakowitymi produktami, które bez problemu przewieziesz przez polską granicę. Suszone owoce, zwłaszcza mango, papaja czy kokos w plasterkach, to świetna alternatywa dla słodyczy pełnych cukru. Na targu w Darajani lub u lokalnych sprzedawców przy drodze kupisz je za równowartość 5-10 zł za worek, a smakują o niebo lepiej niż te z europejskich supermarketów. Warto zwrócić uwagę na suszone banany - są gęste, słodkie i zajmują mało miejsca w bagażu.

Miód z Zanzibaru to prawdziwy rarytas, często dostępny w małych, ręcznie lepionych glinianych naczyniach. Pszczoły na wyspie mają dostęp do egzotycznych kwiatów, przez co miód ma głęboki, lekko korzenny posmak. Kosztuje zwykle 20-30 zł za słoiczek, ale na plantacjach przypraw bywa droższy, bo sprzedawany jako produkt premium. Jeśli trafisz na miód z dodatkiem wanilii lub cynamonu, bierz bez wahania - to gotowy prezent, który zachwyci każdego.

Z alkoholi najbezpieczniejszym wyborem jest lokalny likier kokosowy lub bananowy, sprzedawany w butelkach z charakterystyczną etykietą. Mocniejsze trunki, jak domowej roboty bimber z owoców baobabu, lepiej omijać - nie dość, że mogą mieć nieprzewidywalną moc, to jeszcze istnieje ryzyko, że zostaną zatrzymane na lotnisku ze względu na brak atestów. Pamiętaj, że do Polski możesz wwieźć litr mocnego alkoholu na osobę, więc jedna butelka likieru z Zanzibaru to bezpieczny i oryginalny sposób na przedłużenie wspomnień z wakacji.

Co omijać szerokim łukiem: pamiątki, które nie są warte swojej ceny ani miejsca w walizce

Na targach w Stone Town i w sklepikach przy plażach znajdziesz mnóstwo rzeczy, które wyglądają kusząco, ale po powrocie do domu szybko lądują w kącie szafy. Największym pułapkiem są masowo produkowane magnesy, breloki i koszulki z nadrukiem „Zanzibar” - drukowane w Chinach, sprzedawane po 5-10 zł, bez żadnego związku z wyspą. Podobnie rzecz ma się z muszlami i koralowcami: po pierwsze, ich wywóz jest często nielegalny i grozi mandatem na lotnisku, po drugie - większość z nich to martwy towar, który stracił kolor i zapach jeszcze przed trafieniem na stragan.

Uważaj też na „antyczne” maski i figurki z drewna, które rzekomo pochodzą z głębi Afryki. Często są to nowe wyroby sztucznie postarzane chemią, a ich cena - nawet 100-200 zł - nie ma pokrycia w jakości. Prawdziwe rękodzieło poznasz po nierównych krawędziach, naturalnym zapachu drewna i drobnych niedoskonałościach. Jeśli sprzedawca oferuje dziesięć identycznych masek w różnych kolorach, to znak, że stoisz przy taśmociągu, a nie przy warsztacie rzemieślnika.

Unikaj też gotowych zestawów przypraw w plastikowych torebkach z nadrukiem „Zanzibar spice mix”. Owszem, wyspa słynie z goździków, wanilii, cynamonu i kardamonu, ale na plantacjach kupisz je luzem, za grosze, w papierowych torebkach - świeższe i bez konserwantów. Plastikowe paczki z marketu to zwykle mieszanka starych, zmielonych resztek, zapakowana na maszynie w Dar es Salaam. Podobnie olejki eteryczne w kolorowych buteleczkach: często są rozcieńczane olejem palmowym, a nie pochodzą z naturalnej destylacji.

Na koniec - biżuteria z tanzanitu. Ten rzadki, niebiesko-fioletowy kamień jest rzeczywiście wydobywany tylko w Tanzanii, ale na straganach w Zanzibarze znajdziesz głównie syntetyczne imitacje albo kamienie niskiej jakości, które po miesiącu blakną. Prawdziwy tanzanit kosztuje setki dolarów za karat i nie jest sprzedawany na plaży za 50 zł. Jeśli naprawdę chcesz go kupić, zrób to w certyfikowanym sklepie w Stone Town, z dokumentem autentyczności. Na targu lepiej postawić na ręcznie robione bransoletki z koralików lub proste srebrne zawieszki - będą tańsze, a przywieziesz z nich prawdziwe wspomnienie, a nie rozczarowanie.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski