Przejdź do treści
Europa

Albania Co Przywieźć? 10 Najlepszych Pamiątek I Smaków

Szukasz pomysłów, co przywieźć z Albanii? Poznaj 10 najlepszych pamiątek i lokalnych smaków, które warto zabrać do domu.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Albańska oliwa z oliwek - jak odróżnić tę naprawdę wartościową i gdzie szukać konkretnych butelek

Oliwa z oliwek w Albanii czai się na każdym rogu - na straganach, w przydrożnych budkach, w supermarketach. Ale nie każda butelka zasługuje na miejsce w twojej walizce. Ta naprawdę dobra pochodzi z okolic Sarandy i Beratu, gdzie drzewa owocowe rosną na starych, kamienistych tarasach. Od masowych oliw z Grecji czy Włoch odróżnia ją przede wszystkim smak: bardziej intensywny, z wyczuwalną nutą trawy i delikatną goryczką. Szukaj butelek z napisem „extra virgin” i datą zbioru, nie tylko datą przydatności. Najlepiej kupować na porannych targach, gdzie rolnicy sprzedają własne wyroby - w Sarandzie taki targ działa codziennie, a ceny zaczynają się od 8-10 zł za litr. Omijaj plastikowe butelki bez etykiety, bo często to mieszanka z olejem słonecznikowym.

Jeśli chodzi o alkohol, Albania ma dwa produkty warte uwagi. Po pierwsze, koniak Skanderbeg - nie jest to brandy w stylu francuskim, ale słodkawy, korzenny trunek, który świetnie sprawdza się jako digestif. W lokalnych sklepach butelka kosztuje około 30-40 zł, w turystycznych miejscach potrafi być dwa razy droższa. Po drugie, rakia - tradycyjna wódka owocowa, najczęściej z winogron lub śliwek. Każda rodzina robi ją nieco inaczej, więc jeśli trafisz na domową produkcję, nie wahaj się próbować. W sklepach szukaj butelek z etykietą „raki” i sprawdź, czy pochodzi z regionu Korczy, gdzie destylacja ma najdłuższą tradycję. Wino albańskie to ciekawostka, ale nie każda butelka nadaje się na prezent - polecam wina z winnicy Cobo w Beracie, dostępne w lepszych sklepach spożywczych.

Z rzeczy nietrwałych, które oddają smak Albanii, warto zwrócić uwagę na miód i sery. Miód kasztanowy z górskich rejonów ma ciemną barwę i intensywny, lekko gorzkawy posmak - idealny do herbaty lub na chleb z masłem. Na targach znajdziesz go w słoikach po 15-20 zł. Sery, zwłaszcza biały w solance (gjizë), są lekkie i kwaśne, przypominają grecką fetę, ale są mniej słone. Jeśli masz okazję, kup ser od pasterzy w okolicach Theth - jakość bije na głowę to, co znajdziesz w supermarkecie. Pamiętaj tylko o szczelnym opakowaniu, bo zapach przenika przez walizkę.

Na koniec rękodzieło - warto polować na autentyczne rzeczy, a nie masówkę z Chin. Prawdziwe albańskie kilimy, ręcznie tkane na drewnianych krosnach, mają nierówną, charakterystyczną strukturę. Ceny zaczynają się od 100-150 zł za mały dywanik, ale na targach w Kruji możesz negocjować. Ceramika z regionu Kavaja to grube, gliniane naczynia, często zdobione geometrycznymi wzorami - świetnie sprawdzą się jako miski do sałatek. Biżuteria srebrna z filigranem, typowa dla północnej Albanii, to dobry pomysł na prezent, ale kupuj tylko w sprawdzonych sklepach, bo na straganach trafia się srebro próby 800 zamiast 925. Wszystko to składa się na obraz kraju, który wciąż ma w sobie coś surowego i nieoszlifowanego - i właśnie to warto przywieźć do domu.

Raki, koniak Skënderbeu i wino z nieznanych szczepów - który alkohol faktycznie warto przewieźć w walizce

Zacznij od raki, bo to esencja Albanii. Nie jest to zwykły bimber, a destylat, który pijesz na każdym kroku, często domowej roboty. W sklepach kupisz butelkowane wersje, ale prawdziwą jakość znajdziesz na targach w Sarandzie czy Tiranie, gdzie miejscowi sprzedają własne wyroby. Smak bywa ostry, ziołowy, a czasem owocowy - warto spróbować przed zakupem. Jeśli chcesz przywieźć coś, co zaskoczy gości, postaw na koniak Skënderbeu. To nie brandy rodem z Francji, ale trunek o intensywnej, dębowej nucie, produkowany od lat w tym samym regionie. Za butelkę dobrego koniaku zapłacisz około 40-60 zł, a na miejscu na targach bywa taniej. Pamiętaj, że alkohol w bagażu rejestrowanym to standard, ale nie przesadzaj z ilością - przepisy celne w UE pozwalają na 10 litrów mocnych trunków na osobę, ale lepiej sprawdź aktualne limity przed powrotem.

Wino z Albanii to osobna historia. Małe winnice w okolicach Szkodry czy Korczy produkują szczepy, których nie znajdziesz w żadnym supermarkecie w Polsce. To głównie wina wytrawne, czerwone, o ziemistym posmaku, idealne do kuchni albańskiej. Jeśli trafisz na lokalne targi, pytaj o wino z regionu Berat - często sprzedawane w plastikowych butelkach, ale właśnie ono ma autentyczny charakter. Ceny zaczynają się od 15 zł za butelkę, a jakość bywa zaskakująco wysoka. Nie szukaj win w turystycznych sklepach przy plaży - tam dostaniesz masówkę. Lepiej wejdź do małego sklepiku spożywczego w centrum miasta lub na targ, gdzie sprzedawca chętnie poleci ci coś z własnej piwnicy.

Do walizki dorzuć też butelkę oliwy z oliwek, ale nie tej z marketu. Albańska oliwa, tłoczona na zimno w regionie Sarandy, ma intensywny, trawiasty smak, który trudno podrobić. Kupujesz ją w glinianych butelkach lub puszkach, a cena za litr to około 30-50 zł. Do tego miód z górskich pasiek - gęsty, ciemny, z nutą tymianku - i sery owcze, które możesz przewieźć w próżniowym opakowaniu. Pamiętaj, że produkty spożywcze w bagażu podręcznym mają ograniczenia, więc lepiej spakuj je do walizki rejestrowanej. Jeśli szukasz czegoś nietrwałego, postaw na przyprawy, jak szafran z okolic Gjirokastry, albo na ceramikę - miski i dzbany ręcznie malowane, które na targach kosztują grosze, a w Polsce byłyby drogie. Rękodzieło, jak kilimy czy biżuteria z filigranu, to też dobry pomysł, ale sprawdź, czy nie jest masowo produkowane - autentyczne poznasz po nierównych wzorach i surowym wykonaniu.

Kawa i herbata górska po albańsku - dwa mocne punkty, które znajdziesz w każdym spożywczaku

Wchodząc do albańskiego sklepu spożywczego, od razu rzuca się w oczy regał z kawą. To nie przypadek. Albańczycy piją kawę o poranku, po obiedzie, podczas popołudniowej przerwy i wieczorem. Najpopularniejsza jest drobno mielona, parzona w tygielku (dżezwa) i podawana w filiżance z fusami na dnie. Jeśli chcesz przywieźć autentyczny smak Albanii, szukaj lokalnych marek, których nie znajdziesz poza krajem. W supermarketach w Sarandzie czy Tiranie bez problemu kupisz paczki kawy mielonej z etykietą „produkt albański” - kosztują kilka złotych, a smakują zupełnie inaczej niż popularne włoskie mieszanki. To prezent, który doceni każdy, kto lubi mocne, esencjonalne napary.

Drugim punktem obowiązkowym na liście zakupów jest herbata górska. W Albanii zbiera się ją ręcznie na zboczach Gór Przeklętych i w regionie Korczy. Ma delikatny, ziołowy aromat, działa rozgrzewająco i podobno świetnie wpływa na odporność. W przeciwieństwie do kawy, którą kupisz w każdym spożywczaku, herbatę górską lepiej szukać na targach lub w małych sklepikach z lokalnymi produktami. Sprzedawcy często oferują susz w foliowych torebkach bez nadruku - to znak, że pochodzi prosto od rzemieślników. Warto wziąć kilka takich paczek, bo po powrocie do domu parzy się ją i od razu wraca wspomnienie wakacyjnych poranków na balkonie z widokiem na morze.

Zarówno kawa, jak i herbata górska to produkty lekkie, nie zajmują miejsca w bagażu i nie tłuką się w walizce. Spokojnie zmieścisz je obok butelki koniaku Skanderbeg i słoika albańskiej oliwy. A jeśli trafisz na stragan z miodem z górskich pasiek, dorzuć i to - połączony z herbatą daje efekt, którego nie znajdziesz w żadnym herbacianym sklepie w Polsce.

Miód, dżemy i gliko - słodkie słoiki, które przejdą kontrolę bezpieczeństwa bez problemu

Planując zakupy w Albanii, warto wiedzieć, że nie wszystkie lokalne specjały bez problemu przejdą przez kontrolę bagażową. Słoiki z miodem, dżemami czy gliko to jedne z najbezpieczniejszych opcji, jeśli chodzi o przepisy celne - nie zawierają alkoholu, a ich konsystencja i szczelne zamknięcie nie wzbudzają podejrzeń. Albański miód, często zbierany w górskich rejonach, ma intensywny smak i gęstą, kremową strukturę. Dżemy, zwłaszcza z fig, moreli czy dzikiej jeżyny, to esencja lokalnych sadów. Gliko, czyli owoce w gęstym syropie, to tradycyjny albański deser, który w słoiku wygląda jak małe dzieło sztuki - idealnie nadaje się na prezent dla kogoś, kto ceni domowe przetwory.

Podczas zakupów na targach w Sarandzie czy w małych sklepikach w interiorze warto szukać produktów od rzemieślników. Często sprzedają oni miód z dodatkiem orzechów, propolisu lub pyłku kwiatowego - to nie tylko smaczna, ale i zdrowa pamiątka. Dżemy i gliko kupowane bezpośrednio od producentów mają zazwyczaj wyższą jakość niż te z supermarketów, a ich skład bywa zaskakująco prosty: owoc, cukier, odrobina soku z cytryny. Pamiętaj, żeby sprawdzić, czy słoik jest dobrze zakręcony - w bagażu podręcznym lepiej unikać ryzyka, ale w rejestrowanym to standard.

Co ważne, słodkie słoiki nie podlegają limitom ilościowym jak alkohol, więc możesz przywieźć ich więcej. W przeciwieństwie do oliwy, która bywa podejrzewana o przeciekanie, czy koniaku Skanderbeg, który trzeba deklarować, miód i dżemy to pamiątki bezstresowe. Jeśli chcesz zabrać kawałek albańskiej kuchni do domu, postaw na lokalne sery (choć te wymagają chłodzenia) albo właśnie na te słodkości. Gliko z pigwy lub orzechów włoskich to hit, który znajdziesz na straganach w okolicach targów w Tiranie - wygląda efektownie i smakuje autentycznie, a przy tym nie naruszy limitów wagowych ani przepisów bezpieczeństwa.

Sery z gór i dolin - konkretne gatunki, które wytrzymają podróż i ceny na lokalnych targach

Albańskie sery to zdecydowanie jeden z tych produktów, które warto przywieźć z podróży, pod warunkiem że trafisz na odpowiednie gatunki. Na lokalnych targach w Sarandzie czy w górskich wsiach znajdziesz przede wszystkim biały ser w solance, przypominający grecką fetę, ale o znacznie bardziej kremowej i delikatnej konsystencji. Cena za kilogram na targu to zwykle 400-600 leków, czyli około 15-20 złotych, a jakość często przewyższa to, co kupisz w supermarkecie w kraju. Problem w tym, że taki ser wymaga lodówki i szczelnego opakowania, dlatego lepiej sprawdzi się w bagażu rejestrowanym, zapakowany w kilka warstw folii i suchy ręcznik.

Dużo praktyczniejszą opcją jest ser kackavall, czyli twardszy, półtwardy ser owczy lub krowi, który bez problemu wytrzyma kilkanaście godzin w plecaku. Ma wyrazisty, lekko słonawy smak i jędrną strukturę, przez co świetnie nadaje się do krojenia w plastry i jedzenia na kanapkach. Lokalni rzemieślnicy w regionie Korczy produkują go według starych receptur, bez konserwantów, więc jego smak jest autentyczny i głęboki. Na targach często można dostać go w kawałkach zawiniętych w papier, a cena rzadko przekracza 800 leków za kilogram.

Jeśli szukasz czegoś bardziej wyrafinowanego, zwróć uwagę na ser w zalewie z oliwy z albańskich gajów, często z dodatkiem suszonych ziół i papryki. To produkt, który nie tylko świetnie smakuje, ale też pięknie wygląda i może być oryginalnym prezentem. Pamiętaj tylko, żeby przed włożeniem do walizki dokładnie odsączyć go z oliwy i zapakować w szczelny pojemnik - inaczej ubrania będą przesiąknięte zapachem na długo po powrocie. Warto też sprawdzić przepisy celne, bo produkty mleczne z krajów spoza UE mogą podlegać ograniczeniom, ale w praktyce małe ilości na własny użytek rzadko stanowią problem.

Przyprawy i suszone zioła - jak kupować na wagę, by nie przepłacić i nie dać się nabrać na turystyczne mieszanki

Na targach w Sarandzie czy w górskich wsiach koło Korczy suszone zioła i przyprawy sprzedaje się często na wagę, luzem z wielkich worków. To największa zaleta i jednocześnie pułapka. Kupując oregano, miętę albo mieszankę do dań mięsnych, masz prawo poprosić o powąchanie i dotknięcie. Jeśli sprzedawca kręci głową albo pokazuje gotowe, zapieczętowane torebki - omijaj to stanowisko. Prawdziwi rzemieślnicy i rolnicy chwalą się swoim towarem, a nie chowają go przed klientem. Ceny na wagę bywają nawet o połowę niższe niż w turystycznym sklepiku z pamiątkami, ale uwaga: zawsze sprawdzaj, czy waga jest wyzerowana, i licz, że za 100 gramów zapłacisz około 50-80 leków (2-3 złote).

Najczęściej nabierasz się na kolorowe mieszanki w słoikach z naklejką „tradycyjny albański”. W środku często jest suszona papryka wymieszana z solą i byle czym, a cena skacze do 500 leków za małe opakowanie. Dużo lepiej kupić osobno ostrą paprykę, czosnek granulowany i suszone pomidory - samodzielnie skomponujesz smak do kuchni albańskiej, a przy okazji przywieziesz prawdziwie autentyczne produkty. Na targach w Tiranie albo w okolicach Beratu znajdziesz też mieszanki do chleba kukurydzianego i dzikiego tymianku z gór - to rzeczy, których nie dostaniesz w supermarkecie w Polsce.

Jeśli chcesz uniknąć przepłacania, unikaj straganów tuż przy wejściu na targ. Idź dwa rzędy dalej, tam gdzie siedzą starsze kobiety z ręcznie wypisanymi cenami na kartoniku. One nie krzyczą, nie nachalnie zachwalają, ale ich oregano pachnie jak całe albańskie lato. Warto też przywieźć suszone zioła w szczelnym woreczku próżniowym - zajmą mało miejsca w bagażu, a po powrocie przypomną ci smak wakacji lepiej niż każda ceramika czy butelka koniaku Skanderbeg.

Qilim i wełniane dywaniki - gdzie szukać ręcznej roboty, a nie podróbek z plastiku

Prawdziwy albański dywan, czyli qilim, to nie jest pamiątka, którą kupisz na poczekaniu w supermarkecie. To produkt, który powstaje tygodniami na drewnianych krosnach, często w górskich wsiach, gdzie wzory przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Jeśli chcesz przywieźć coś autentycznego, zapomnij o plastikowych imitacjach sprzedawanych turystom przy głównych deptakach w Sarandzie. Prawdziwe kilimy znajdziesz na targach rzemieślników w Kruji albo w małych warsztatach w okolicach Szkodry. Tam sprzedawca bez pytania pokaże ci spód dywanu - jeśli splot jest gęsty, a wzór identyczny z przodu i z tyłu, masz przed sobą ręczną robotę. Ceny zaczynają się od kilkudziesięciu euro za mały chodnik, ale za duży, tradycyjny dywan zapłacisz nawet 200-300 euro. To sporo, ale taka pamiątka przetrwa dekady i z czasem zyskuje na wartości.

Uważaj na oferty z plastikowym runem, które wyglądają jak wełna tylko na pierwszy rzut oka. Wiele sklepów w kurortach sprzedaje maszynowe podróbki, które po pierwszym praniu tracą kolor i kształt. Prawdziwy qilim pachnie lanoliną, jest ciężki, a pod palcami czuć szorstkość naturalnej wełny. Jeśli nie masz czasu jeździć po wsiach, poszukaj certyfikowanych pracowni w Tiranie - tam często można negocjować cenę, zwłaszcza gdy bierzesz kilka sztuk. Pamiętaj, że dywan to nie tylko ozdoba. W albańskich domach pełni funkcję praktyczną - izoluje od zimna, tłumi hałas, a przy okazji opowiada historię regionu, z którego pochodzi.

Większość turystów wraca z Albanii z magnesami i maszynkami do kawy po mokka, ale to właśnie qilim jest tym prezentem, który robi wrażenie. W przeciwieństwie do butelki koniaku Skanderbeg czy oliwy, dywan nie ma terminu ważności i nie musisz martwić się o limit bagażu - wystarczy zwinąć go w rulon i przewieźć jako bagaż podręczny. Jeśli boisz się, że nie trafisz na dobry egzemplarz, zapytaj w pensjonacie, gdzie kupują lokalni. Albańczycy chętnie polecą ci sprawdzonych rzemieślników, a przy okazji opowiedzą, który wzór przynosi szczęście, a który chroni dom przed złym okiem. To właśnie te autentyczne historie sprawiają, że qilim staje się czymś więcej niż pamiątką - staje się kawałkiem Albanii, który zabierzesz ze sobą na lata.

Ceramika i miedziane naczynia - praktyczne pamiątki, które naprawdę wykorzystasz w kuchni

Ceramika i miedziane naczynia to jedne z tych pamiątek z Albanii, które nie kurzą się na półce, tylko faktycznie lądują w codziennym użytku. Na targach w Sarandzie czy w małych warsztatach w górskich wioskach znajdziesz ręcznie formowane misy, dzbanki i talerze, które różnią się od siebie - każdy ma lekką asymetrię, ślad po palcach garncarza. To właśnie ten detal sprawia, że gotowanie i podawanie posiłków nabiera charakteru. Miedziane naczynia, zwłaszcza tradycyjne tygielki do parzenia kawy, to z kolei hit dla fanów albańskiego rytuału picia. Warto zwrócić uwagę na grubość miedzi i cyny od wewnątrz - tańsze pamiątki z turystycznych straganów często mają cienką warstwę i szybko ciemnieją.

Lepiej szukać u rzemieślników, którzy sami wyrabiają naczynia, a nie tylko odsprzedają masówkę. W Kruji, mieście słynącym z rękodzieła, trafisz na warsztaty, gdzie facet w zakurzonym fartuchu pokaże ci, jak młotkiem wyklepuje miedziany czajnik. Ceny zaczynają się od 800-1500 leków za małą filiżankę, a większe dzbany do raki to wydatek rzędu 3000-5000 leków. To nie jest tanie, ale autentyczne - taki przedmiot przetrwa dekady, a przy okazji przypomni ci zapach albańskiej kawy parzonej na żarze.

Jeśli chcesz przywieźć coś naprawdę praktycznego, postaw na ceramiczne naczynie do zapiekania. Albańczycy robią w nim słynną tave kosi - mięso z jajkiem i jogurtem. Po powrocie do domu odtworzysz ten smak, a goście będą pytać, skąd masz taką misę. Unikaj tylko zestawów z wyraźnym napisem „Albania” i flagą - to zwykle chiński import. Prawdziwe rękodzieło poznasz po nierównej glazurze i lekkim zapachu gliny. I pamiętaj: miedziane naczynia pakuj do bagażu podręcznego jako prezent, bo w walizce łatwo się wgnieciemy.

Srebrna biżuteria i ręcznie robione ozdoby - jak sprawdzić autentyczność i nie pomylić z biżuterią z Chin

Srebrna biżuteria to jedna z najczęściej wybieranych pamiątek z Albanii, ale łatwo trafić na podróbki. Na straganach w Sarandzie czy Tiranie znajdziesz mnóstwo błyszczących ozdób, które wyglądają jak srebro, a w rzeczywistości są tanim importem z Chin. Prawdziwe albańskie srebro poznasz po kilku szczegółach. Przede wszystkim szukaj cech probierczych - lokalni rzemieślnicy często stemplują swoje wyroby symbolem 925 lub 800. Jeśli sprzedawca unika odpowiedzi na pytanie o próbę albo tłumaczy, że „to po prostu srebro”, lepiej odłóż towar. Autentyczne ozdoby mają też wyraźnie większą wagę niż ich chińskie odpowiedniki, które często są puste w środku.

Najlepszym miejscem na zakupy są małe, rodzinne warsztaty w górskich wsiach lub uznane sklepy w dzielnicach rzemieślniczych, a nie stragany przy głównych deptakach. Tam możesz zobaczyć, jak powstaje biżuteria, i porozmawiać z twórcą. Prawdziwi albańscy jubilerzy często łączą srebro z lokalnymi kamieniami, na przykład turkusem z regionu Korczy. Unikaj ofert, gdzie wszystkie wzory wyglądają identycznie - to znak, że towar pochodzi z masowej produkcji. Zamiast tego szukaj drobnych niedoskonałości, które świadczą o ręcznej robocie. Ceny za prostą srebrną bransoletkę zaczynają się od 20-30 euro, ale za bardziej skomplikowane wzory z kamieniami zapłacisz 50-80 euro.

Warto też zwrócić uwagę na tradycyjne motywy - albańskie wzory często nawiązują do symboli słonecznych, górskich krajobrazów lub iliryjskich ornamentów. Jeśli widzisz biżuterię z chińskimi znakami lub wzorami rodem z masowej produkcji, to znak, że trafiłeś na podróbkę. Pamiętaj, że autentyczna pamiątka to nie tylko przedmiot, ale też historia - zapytaj sprzedawcę o znaczenie wzoru. W ten sposób zabierzesz do domu nie tylko ozdobę, ale i kawałek albańskiej tradycji, który przetrwa lata.

Gdzie robić zakupy bez stresu - konkretne targi, bazary i sklepy w Tiranie, Beracie i Sarandzie

W Tiranie zakupy zacznij od nowego budynku Tregu i Arteve, czyli hali rękodzieła na placu Skanderbega. To miejsce, gdzie nie musisz się targować i dostajesz paragon. Ceny są sztywne, ale uczciwe - kilim za 100-150 euro, ceramika od 15 euro, a ręcznie robiona biżuteria srebrna z filigranem zaczyna się od 30 euro. Jeśli szukasz jedzenia, wpadnij na targ Pazari i Ri, czynny codziennie do późnego popołudnia. Kupisz tam lokalne sery, miód, oliwę w plastikowych butelkach od producenta i świeże przyprawy. Uwaga - sery pakowane próżniowo to dobry pomysł, ale lepiej zapytaj sprzedawcę o możliwość zapakowania do bagażu podręcznego.

W Beracie główny deptak przy zamku jest pełen małych sklepików z pamiątkami. Zwróć uwagę na te, które mają tabliczkę „puna dore” - to znaczy ręcznie robione. W jednym z takich miejsc kupisz ceramikę malowaną tradycyjnymi wzorami z okolicy, za 10-25 euro za miskę czy dzbanek. Właściciele często sami lepią i wypalają naczynia. W Beracie warto też wejść do sklepiku z koniakiem Skanderbeg - butelka 0,5 litra kosztuje około 8 euro, a starsze roczniki nawet 20 euro. Sprzedawca chętnie da ci spróbować przed zakupem.

Saranda to z kolei raj dla fanów oliwy i wina. Przy promenadzie, tuż obok przystani, znajdziesz sklep rodzinnej manufaktury, gdzie oliwa z pierwszego tłoczenia kosztuje 12-15 euro za litr. Możesz ją kupić w blaszanej puszce albo szklanej butelce. Obok stoją butelki lokalnego wina - wytrawne czerwone z regionu za 6-8 euro smakuje jak włoskie za trzy razy tyle. Jeśli wolisz mocniejszy alkohol, spróbuj raki - tradycyjnej albańskiej wódki z winogron, często z anyżkiem. Butelka 0,7 litra to wydatek 5-7 euro. Pamiętaj tylko, że płyny w bagażu rejestrowanym muszą być dobrze zabezpieczone, bo albańskie lotniska bywają surowe.

Na targach w Sarandzie, zwłaszcza przy porcie, znajdziesz też dywany i kilimy tkane przez górali z okolic Gjirokastry. Ceny zaczynają się od 50 euro za mały chodnik, ale możesz negocjować - spokojnie, bez agresji. Jeśli chcesz przywieźć coś do jedzenia, weź sery owcze w solance - kosztują około 8 euro za kilogram, a w domu wytrzymają miesiąc w lodówce. Miód z kasztanowca, ciemny i gorzkawy, to lokalny hit - słoik 300 gramów za 5 euro. Wszystkie te produkty bez problemu przewieziesz, jeśli zapakujesz je w folię i dodatkowy worek.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski