Czy zdążysz poczuć Azję w 72 godziny
Wietnam na weekend brzmi jak szalony pomysł, ale właśnie takie wyjazdy pokazują, że nawet trzy dni potrafią zmienić twoje myślenie o Azji. Sekret tkwi w tym, żeby nie rzucać się na wszystko naraz. Jeśli masz tylko 72 godziny, wybierz jeden region - północ albo południe - i trzymaj się go jak bazy. Hanoi z zatoką Ha Long to sprawdzony przepis: pierwszego dnia wsiąkasz w chaos Starego Miasta, drugiego płyniesz między wapiennymi skałami, a trzeciego jesz śniadanie na rogu ulicy, patrząc, jak miasto budzi się do życia. Możesz też postawić na Sajgon i deltę Mekongu: jeden dzień na muzea wojny wietnamskiej i chiński targ Cholon, drugi na motorówkę między wioskami rybackimi.
Jeśli bardziej ciągnie cię do plaż, masz dwa sprawdzone kierunki. Nha Trang i Phan Thiet z Mui Ne łączą morze z przygodą - wydmy, wioski rybackie i owoce morza prosto z kutra. Ale prawdziwą perełką jest Phu Quoc: wyspa, gdzie w trzy dni zdążysz odpocząć na plaży, zobaczyć plantacje pieprzu i zanurkować przy rafach. Pogoda w 2026 roku nie różni się od poprzednich sezonów - sucha pora na południu trwa od listopada do marca, więc jeśli celujesz w Phu Quoc czy Da Nang, wybierz właśnie ten okres. Na północy, w Hanoi i okolicach, marzec i kwiecień dają najłagodniejszy klimat, bez ulewnych deszczy i skwaru.
Praktycznie rzecz biorąc, wiza do Wietnamu to dziś formalność - e-visa załatwisz online w kilka dni, a paszport wystarczy ważny pół roku od daty wylotu. Lot z Polski do Hanoi lub Ho Chi Minh trwa około 11-13 godzin, więc jeśli ruszasz w piątek po pracy, w sobotę rano możesz już chłonąć azjatycki gwar. W Hoi An, które leży między Hue a Da Nang, 72 godziny wystarczą, żeby skosztować lokalnej kuchni na nocnym targu, przejść się po japońskim moście i wsiąść na rower do wiosek tkackich. Nie licz, że zobaczysz wszystko - ale właśnie w tym tkwi siła takiego wyjazdu. Weekend w Wietnamie to nie pogoń za punktami na mapie, tylko zanurzenie się w rytm kraju, gdzie każda ulica, świątynia i miska pho opowiadają inną historię.
Lot na drugi koniec świata - jak przetrwać i nie stracić dnia urlopu
Dobrze, ale najpierw pomyślmy, jak w ogóle zabrać się za organizację takiego wypadu. Wietnam na weekend brzmi jak oksymoron - kraj na drugim końcu globu, a ty masz tylko dwa dni. Prawda jest jednak taka, że przy odrobinie logistyki można zobaczyć więcej, niż myślisz. Klucz leży w wyborze bazy. Nie próbuj skakać między Hanoi a Ho Chi Minh, bo stracisz cały dzień na przelot. Zdecyduj się na jeden region i traktuj go jak centrum dowodzenia.
Jeśli twoim celem jest mieszanka historii i kuchni, postaw na Hanoi. Stolica Wietnamu ma to do siebie, że w promieniu kilku godzin masz Zatokę Ha Long z rejsem po wapiennych skałach albo tarasy ryżowe w Sapa. Z kolei na południu, w Sajgonie, czeka cię zupełnie inna energia - chaos motorów, wizyta w tunelach Cu Chi z czasów wojny wietnamskiej i popołudnie na odkrywaniu ulicznego jedzenia. Nie masz czasu na nudę. W jeden dzień możesz zwiedzić świątynie, a następnego ranka wsiąść na pokład łodzi w Delcie Mekongu i popłynąć między pływającymi wioskami rybackimi.
Dużym ułatwieniem jest fakt, że wiza do Wietnamu w 2026 roku to formalność. Elektroniczną wizę e-visa załatwisz przez internet w kilka dni, a paszport musi być ważny jeszcze co najmniej 6 miesięcy. Lot z Europy trwa około 11-12 godzin, ale jeśli wybierzesz lot z przesiadką w Katarze lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich, możesz rozbić podróż na dwie części. W ten sposób nie lądujesz totalnie wyczerpany. Pogoda w Wietnamie bywa zdradliwa - w Hanoi od listopada do marca jest chłodno i mglisto, zaś na południu, wokół Phu Quoc czy Nha Trang, słońce świeci praktycznie cały rok. Dlatego przed zakupem biletu sprawdź prognozy dla konkretnego miasta, które wybrałeś na bazę.
Wreszcie kwestia, co warto zobaczyć w Wietnamie w tak krótkim czasie. Nie próbuj ogarnąć wszystkiego. Lepiej zjeść miskę pho na straganie w Hoi An, przejść się po moście Pokrytym Trawą w Da Nang i popłynąć na rejs po zatoce, niż gonić za dziesięcioma atrakcjami dziennie. Wietnam na weekend to nie sprint, a raczej celowe zwiedzanie z przerwą na plażę i lokalne piwo. Bo w końcu po to lecisz na drugi koniec świata - żeby poczuć Azję, a nie tylko odhaczać punkty na mapie.
Wiza, szczepienia i formalności - co musisz załatwić przed wylotem
Zanim w ogóle pomyślisz o pakowaniu walizki, pierwsze pytanie powinno brzmieć: czy potrzebuję wizy do Wietnamu? Odpowiedź brzmi: tak, ale na szczęście od niedawna sprawa jest prostsza. Od 2023 roku Wietnam oferuje ruch bezwizowy dla obywateli Polski na pobyt do 45 dni. Jeśli planujesz krótki wypad, na przykład wietnam na weekend połączony z kilkoma dniami w Hanoi lub nad zatoką Ha Long, to żadnych formalności nie musisz załatwiać z wyprzedzeniem. Wystarczy paszport ważny co najmniej 6 miesięcy od daty wylotu. Jeśli jednak chcesz spędzić w kraju dłuższe wakacje w Wietnamie, przekraczające 45 dni, musisz złożyć wniosek o wizę turystyczną online (e-visa) na stronie rządowej. Procedura trwa około 3 dni roboczych i kosztuje 25 dolarów. Nie daj się naciągnąć na droższe pośrednictwo - samodzielne załatwienie jest proste i bezpieczne.
Kwestia szczepień budzi sporo mitów. Przed wyjazdem do Azji nie ma obowiązkowych szczepień, ale lekarze zalecają uodpornienie przeciwko WZW A i B, durowi brzusznemu oraz tężcowi. Jeśli planujesz wyprawę w góry, do wiosek rybackich w delcie Mekongu albo dłuższe trekkingu, warto pomyśleć o szczepieniu na japońskie zapalenie mózgu. Malaria występuje głównie w odległych, wiejskich regionach, więc jeśli spędzasz czas w miastach takich jak Ho Chi Minh, Hoi An czy Da Nang, ryzyko jest minimalne. Zamiast panikować, kup dobry repelent i unikaj komarów o świcie i zmierzchu. To działa skuteczniej niż garść tabletek.
Pogoda w Wietnamie to osobna historia. Kraj jest długi i rozciągnięty, więc w tym samym czasie w Hanoi może lać, a na wyspie Phu Quoc świecić słońce. Jeśli lecisz w 2026 roku, sprawdź prognozy dla konkretnych regionów: północ (Hanoi, zatoka Ha Long) ma zimę od listopada do marca - suchą i chłodną, idealną do zwiedzania świątyń i rejsów. Południe (Sajgon, delta Mekongu, Nha Trang) jest gorące przez cały rok, ale od maja do października zdarzają się ulewy. Środek kraju (Hue, Da Nang, Hoi An) bywa kapryśny - najlepiej jechać tam od lutego do sierpnia. Nie daj się zwieść ogólnym prognozom; Wietnam to kraj mikroklimatów, a jeden deszczowy dzień w Mui Ne nie zepsuje ci urlopu, jeśli masz w planach plaże i wioski rybackie.
Na koniec: lot. Bezpośrednie połączenia z Polski do Wietnamu nie istnieją, ale loty z przesiadką w Stambule, Dubaju, Doha czy Bangkoku są częste i wygodne. Ceny biletów w sezonie (listopad - marzec) zaczynają się od 2500 zł w obie strony, jeśli złapiesz promocję. Pakuj się lekko - wietnamska kuchnia i uliczne pho są tak dobre, że na pewno przywieziesz w bagażu więcej wspomnień niż ubrań.

Hanoi albo Sajgon - które miasto wybrać na bazę wypadową
Decyzja między Hanoi a Ho Chi Minh (dawnym Sajgonem) to dylemat, który spędza sen z powiek każdemu, kto planuje wakacje w Wietnamie i ma ograniczony czas. Jeśli myślisz o wycieczkach do Wietnamu w formule weekendowej, wybór bazy wypadowej zdefiniuje cały twój pobyt. Hanoi to północ - klimat bardziej umiarkowany, uliczki pełne historii i motocykli, a do tego brama do zatoki Ha Long. Sajgon z kolei to tętniące życiem południe, które oddycha nowoczesnością, ale zarazem przechowuje ślady wojny wietnamskiej w muzeach i architekturze.
Hanoi lepiej sprawdzi się, jeśli marzy ci się rejs wśród wapiennych skał zatoki Ha Long lub weekend wśród gór i wiosek rybackich. To miasto ma duszę - wąskie uliczki Dzielnicy Starej, świątynie porośnięte mchem i zapach pho unoszący się z każdego kąta. Z kolei Ho Chi Minh to centrum regionu, z którego w dwie godziny dojedziesz do delty Mekongu albo na plaże Mui Ne i Phan Thiet. Lotnisko w Sajgonie jest lepiej skomunikowane z resztą Azji, więc jeśli lecisz z Europy, to często pierwszy przystanek.
Praktyczna różnica sprowadza się do pogody. W 2026 roku, planując podróż, musisz pamiętać, że między majem a październikiem na południu pada, ale krótko i intensywnie, podczas gdy północ ma wtedy upały i tajfuny. Jeśli zależy ci na plażach i morzu, wybierz Sajgon - stamtąd masz blisko do Nha Trang, Phu Quoc czy wysp na południu. Dla miłośników historii i krajobrazów lepsze będzie Hanoi - stamtąd łatwo dotrzeć do Hue i Da Nang, gdzie czekają starożytne cytadele i pagody.
Oba miasta mają świetną kuchnię wietnamską, ale różnią się akcentami. W Hanoi pho jest delikatniejsze, bardziej ziołowe, w Sajgonie - słodsze i bardziej wyraziste. Wiza i paszport to kwestia formalna - Polacy mogą wjechać bez wizy na 45 dni, ale lepiej sprawdzić aktualne przepisy przed lotem. Ostatecznie wybór sprowadza się do tego, czy chcesz zobaczyć starą Azję w pigułce, czy nowoczesne miasto z dostępem do plaż i tętniących życiem ulic.
Zatoka Ha Long w pigułce - jednodniowy rejs bez naciągania
Zatoka Ha Long to jedno z tych miejsc, które na zdjęciach wyglądają jak fotomontaż, a w rzeczywistości robią jeszcze większe wrażenie. Jeśli masz tylko jeden dzień, nie daj się skusić na oferty za 200 zł, które obiecują wszystko, a kończą się staniem w kolejce i ryżem z mikrofali. Lepiej dopłacić 100-150 zł i wybrać sprawdzoną, średniej wielkości łódź, która pomieści około 20-30 osób. Na pokładzie dostaniesz prawdziwe pho, a nie zupkę chińską, a kapitan znajdzie spokojną zatoczkę z dala od tłumu statków wycieczkowych.
W programie typowego rejsu znajdziesz wioski rybackie, gdzie mieszkańcy wciąż żyją z połowu ryb, oraz groty, w których można poczuć się jak odkrywca. Największym hitem jest jednak samo pływanie między wapiennymi skałami. Widok z góry, z punktu widokowego na wyspie Titov, jest wart każdej kropli potu wylanego przy wspinaczce. Jeśli masz szczęście i pogoda dopisze, zobaczysz zachód słońca, który zmienia kolor wapieni na złoty - to moment, dla którego warto wstać o 6 rano na zbiórkę w Hanoi.
Uważaj tylko na naciągaczy, którzy na koniec rejsu próbują wcisnąć dodatkowe atrakcje jak kajaki za 300 zł lub zdjęcia z orłem. Standardowa cena rejsu (około 500-700 zł od osoby) powinna obejmować lunch, wstęp do jaskiń i godzinę kajaków. Jeśli czujesz się pewnie, możesz samodzielnie zorganizować transport do portu w Halong City i kupić bilet na miejscu - wyjdzie taniej o 30 procent, ale ryzykujesz, że wszystkie dobre łodzie będą już zarezerwowane. Na koniec dnia wrócisz do Hanoi z solidną dawką krajobrazu, który na długo zostaje w głowie, i bez poczucia, że ktoś cię wykorzystał.
Jedzenie, które zapamiętasz na zawsze - przewodnik po ulicznej kuchni
Uliczna kuchnia Wietnamu to nie tylko jedzenie, to spektakl, który rozgrywa się na twoich oczach. Na każdym rogu Hanoi czy Sajgonu zobaczysz rozgrzane woki, bulgoczące garnki i zapachy, od których ślinka cieknie sama. Nie szukaj tu eleganckich restauracji - prawdziwe życie smakowe toczy się na plastikowych stołeczkach, gdzie lokalni turyści i mieszkańcy razem pochylają się nad miseczkami parującego pho. To danie, esencja wietnamskiej duszy, kosztuje dosłownie kilka złotych, a smakuje jak najlepszy obiad w azjatyckiej knajpie w Europie. Bulion gotowany godzinami, świeża kolendra, plasterki wołowiny i odrobina limonki - proste, a genialne.
Jeśli myślisz o wycieczkach do Wietnamu w 2026 roku, koniecznie zarezerwuj sobie czas na kulinarny spacer po Hoi An. To miasto to prawdziwa mekka jedzenia ulicznego, gdzie zamiast standardowych wycieczek do wietnamskich muzeów, lepiej wybrać się na wieczorny rejs po kanale z miseczką cao lầu - makaronu, który znajdziesz tylko tutaj. W Hoi An historia miesza się z przyrodą, a wioski rybackie dostarczają świeżych owoców morza prosto na patelnię. Nie daj się zwieść pozorom - najlepsze dania często serwują babcie na bocznych uliczkach, a nie w turystycznych knajpach z widokiem na plaże.
Kuchnia wietnamska to też zaskakująca różnorodność. Na północy, w Hanoi i okolicach Zatoki Ha Long, postaw na rozgrzewające zupy i grillowane mięsa. Im dalej na południe, w stronę Ho Chi Minh i Delty Mekongu, tym więcej słodyczy i egzotycznych owoców. Na wyspie Phu Quoc czy w nadmorskim Nha Trang spróbuj świeżo złowionych ryb i krewetek - to zupełnie inny wymiar smaku niż w górskich regionach. I pamiętaj, wiza i paszport to tylko formalności, ale na wietnamskie jedzenie musisz być gotowy psychicznie: ostre, aromatyczne, czasem kwaśne, zawsze zaskakujące. Pogoda w 2026 roku nie ma tu znaczenia - jedzenie smakuje równie dobrze w deszczu, jak i w słońcu.
Plaża na finał - gdzie szukać piasku i spokoju blisko miasta
Po intensywnym zwiedzaniu Hanoi czy Ho Chi Minh przychodzi moment, kiedy marzysz tylko o jednym - położyć się na piasku i nic nie robić. Na szczęście w Wietnamie nie musisz wybierać między miastem a plażą. Wystarczy kilkadziesiąt minut lotu albo krótka przejażdżka taksówką, żeby zamienić zgiełk Sajgonu na szum morza. W okolicach Ho Chi Minh najlepiej sprawdza się Vung Tau, ale jeśli szukasz czegoś bardziej kameralnego, kieruj się do Phan Thiet i Mui Ne. To godzina drogi od siebie, a różnica w klimacie i spokoju jest ogromna. Phan Thiet to typowe miasto rybackie z długą plażą i wioskami, gdzie o świcie możesz kupić prosto z kutra krewetki czy kalmary. Mui Ne z kolei to raj dla tych, którzy lubią wstać wcześnie i patrzeć, jak rybacy wyciągają sieci na tle wydm. Żadnych kurortów rodem z Egiptu, tylko surowy krajobraz i wiatr.
Jeśli lecisz do Da Nang, masz pod nosem zarówno słynne plaże miasta, jak i ustronne zatoczki w okolicy Hoi An. Wystarczy wypożyczyć skuter i pojechać kilkanaście kilometrów na południe - znajdziesz puste odcinki wybrzeża, gdzie jedynym towarzyszem jest szum fal i palmy kokosowe. W Hoi An samo miasto kusi historią i kuchnią, ale warto poświęcić jeden dzień na rowerową wycieczkę do wiosek rybackich nad morzem. Zobaczysz, jak wygląda prawdziwe życie nad wodą, bez turystycznych dekoracji. Kolejny pomysł to Nha Trang, ale uwaga - to nie jest miejsce dla samotników. Plaże są piękne, ale zatłoczone, a w sezonie ciężko o kawałek własnego piasku. Znacznie lepiej sprawdza się Phu Quoc, gdzie znajdziesz dzikie plaże na północy wyspy i spokojne zatoki na zachodzie. W 2026 roku loty na wyspę są już tanie i częste, więc możesz spokojnie dołożyć dwa dni do wycieczki po lądzie.
Pamiętaj o jednym - w Wietnamie pogoda rządzi się swoimi prawami. Na południu i na wyspach sezon trwa od listopada do kwietnia, a na północy najlepiej wypoczywać latem. Planując wakacje w Wietnamie, sprawdź prognozy dla konkretnego regionu, żeby nie trafić na monsun. Warto też wiedzieć, że wiza do Wietnamu w 2026 roku dla Polaków to formalność - możesz ją załatwić online, a paszport musi być ważny jeszcze przez co najmniej sześć miesięcy od daty wylotu. Jeśli masz tylko kilka dni, postaw na jeden region i nie próbuj skakać między zatoką Ha Long a Phu Quoc. Lepiej spędzić trzy dni na plaży z miską pho w ręce, niż gonić za każdą atrakcją i wrócić zmęczonym.
Transport wewnętrzny - taksówki, Grab i skutery bez stresu
Latanie po wietnamskich miastach między Hanoi a Ho Chi Minh jest stosunkowo proste - kraj ma dobrze rozwiniętą siatkę tanich linii lotniczych, które za 150-300 zł przewiozą cię z północy na południe. Gorzej z poruszaniem się po samych miastach i mniejszych miejscowościach, gdzie chaos na drogach potrafi zbić z tropu nawet zaprawionych w bojach turystów. Najlepszym rozwiązaniem na krótki weekendowy wypad jest aplikacja Grab, czyli azjatycki odpowiednik Ubera. Działa bezproblemowo w Hanoi, Ho Chi Minh, Da Nang i Hoi An, a przejazd taksówką po centrum rzadko przekracza 20-30 zł. Nie musisz targować się o cenę ani martwić, że kierowca zrobi dłuższą trasę - kwota jest ustalana z góry. To spora oszczędność nerwów, zwłaszcza gdy masz tylko kilka dni i chcesz zobaczyć jak najwięcej.
Jeśli masz odrobinę odwagi albo już jeździłeś skuterem w Azji, wynajęcie własnego jednośladu to zupełnie inny poziom zwiedzania. W Hoi An czy na Phu Quoc wypożyczenie skutera kosztuje około 40-60 zł za dobę, a paliwo jest tanie. Daje ci to swobodę, żeby o świcie pojechać nad opustoszałą plażę w Mui Ne albo wyskoczyć do wioski rybackiej poza utartym szlakiem. Pamiętaj tylko o prawie jazdy kategorii A - bez niego policja może wystawić mandat, a ubezpieczenie nie pokryje szkód. W Hanoi i Sajgonie lepiej jednak nie ryzykować, bo ruch jest intensywny, a skrzyżowania przypominają grę w szachy na żywych pionkach. W takich miejscach wybierz Graba albo zamów taksówkę przez hotel - wyjdziesz taniej i bezpieczniej, a czas spędzisz na podziwianiu neonów i ulicznego życia z tylnego siedzenia.
Planując wycieczki do Wietnamu na 2026 rok, warto uwzględnić w budżecie kilka przejazdów pociągiem lub autokarem sypialnym między miastami. Nocna podróż z Hanoi do Hue albo z Da Nang do Nha Trang kosztuje około 60-100 zł, oszczędzasz nocleg i budzisz się w nowym miejscu. W środku jest klimatyzacja, wygodne łóżka i często serwują prostą kolację. To dobry sposób, żeby zobaczyć zmieniający się krajobraz - zielone góry, wybrzeże i wioski rybackie - a przy okazji nie tracić dnia na przesiadki. Wystarczy kupić bilet przez aplikację 12GoAsia lub na dworcu, najlepiej z wyprzedzeniem, bo w sezonie popularne trasy szybko się wyprzedają.
Koszty weekendu - konkretne kwoty na lot, hotel, jedzenie i atrakcje
Wyobraź sobie, że pakujesz się na trzy dni do Wietnamu. Lot z Polski do Hanoi czy Ho Chi Minh to wydatek rzędu 2500-3500 zł w obie strony, jeśli złapiesz promocję lub wybierzesz przesiadkę w Stambule albo Dubaju. Wiza elektroniczna kosztuje około 120 zł i załatwisz ją przez internet w kilka dni. Nocleg w przyzwoitym hotelu w centrum Hanoi albo w kurorcie nad morzem w Nha Trang to 100-150 zł za dobę, więc za trzy noce zapłacisz jakieś 300-450 zł. W sezonie 2026 ceny mogą pójść w górę o 10-15%, ale wciąż będzie to budżet niższy niż w europejskich kurortach.
Jedzenie to prawdziwa okazja. Miska pho na śniadanie w ulicznej knajpie w Sajgonie kosztuje 10-15 zł, a obiad z owocami morza w Hoi An zamkniesz w 30 zł. Nawet jeśli raz zaszalejesz w restauracji z widokiem na rzekę w Hue, wydasz maksymalnie 60 zł. Dziennie na jedzenie wystarczy 50-80 zł, więc za trzy dni wyjdzie około 200 zł. Bilety wstępu do świątyń i muzeów w Hanoi czy Da Nang to 5-20 zł, podobnie jak rejs po zatoce Ha Long - za krótki wypad zapłacisz około 150 zł. Plaże Phu Quoc czy Mui Ne są darmowe, a spacer po wioskach rybackich w delcie Mekongu nic nie kosztuje.
Podsumowując: lot plus wiza to 2700-3700 zł, noclegi 300-450 zł, jedzenie i atrakcje kolejne 400-500 zł. Cały weekend w Wietnamie, z przelotem, wyżywieniem i zwiedzaniem, zamknie się w kwocie 3400-4700 zł. To mniej niż tydzień w egipskim kurorcie, a dostajesz azjatyckie miasto jak Hanoi z historią wojny wietnamskiej, krajobraz gór i wysp oraz kuchnię, której nie znajdziesz w Europie. Pogoda w 2026 roku? W porze suchej od listopada do kwietnia słońce gwarantowane, więc paszport i gotówka - reszta załatwi się sama.
Plan minuta po minucie - gotowy rozkład jazdy na 3 dni
Zaczynasz w Hanoi, bo to właśnie stąd najłatwiej złapać poranny rejs po Zatoce Ha Long. Pierwszy dzień warto poświęcić na samo miasto: pobudka o świcie, kawa z jajkiem w jednej z wąskich uliczek Starego Miasta, potem spacer wokół jeziora Hoan Kiem i wizyta w Świątyni Literatury. Koło południa przesiadasz się na statek i wypływasz w kierunku wapiennych skał. Na wodzie spędzasz resztę dnia - oglądasz wioski rybackie z bliska, wchodzisz do jednej z większych jaskiń, a wieczorem jesz kolację przy zachodzie słońca. Nocujesz na pokładzie, bo poranek w zatoce to jeden z tych widoków, które zostają w głowie na lata.
Drugi dzień to przelot na południe, do Da Nang. Z lotniska bierzesz taksówkę do Hoi An, które jest oddalone o niecałe czterdzieści minut. W Hoi An nie ma sensu gonić - to miasto, w którym zwalniasz. Przed południem idziesz wzdłuż kanałów, oglądasz japońskie mosty i stare drewniane domy kupieckie. Obiad jesz w jednej z przydomowych jadłodajni: pho z wołowiną albo cao lau, czyli lokalny makaron, który robi się tylko z wody ze studni w Hoi An. Po południu wynajmujesz rower i jedziesz na plażę An Bang, gdzie woda jest spokojna, a leżaki kosztują kilka złotych. Wieczorem wracasz do Starego Miasta, które zapala się setkami lampionów - to zupełnie inna atmosfera niż za dnia.
Trzeci dzień zaczynasz od porannego lotu na Phu Quoc. Wyspa to dobry pomysł, jeśli po dwóch dniach zwiedzania masz ochotę po prostu poleżeć nad morzem. Wypożyczasz skuter i jedziesz na południe, na plaże Sao Beach albo Kem Beach - tam woda jest turkusowa, a piasek biały i drobny. W południe wstępujesz do jednej z przybrzeżnych knajp, gdzie podają grillowane ryby prosto z kutra, a do tego ryż i świeże zioła. Po obiedzie możesz jeszcze pojechać do wioski rybackiej Ham Ninh, żeby zobaczyć, jak wygląda codzienne życie na wyspie. Ostatnie godziny przed wylotem spędzasz na plaży z książką, bo po takim trzydniowym maratonie - od górskich zatok, przez historyczne miasteczko, aż po tropikalną wyspę - odpoczynek należy ci się jak najbardziej.