Baščaršija na własnych zasadach - jak nie dać się turystycznej pułapce i odkryć autentyczne zakamarki
Zanim wejdziesz w wir Baščaršiji, weź głęboki oddech. To nie skansen, tylko żywe serce miasta, które od XVI wieku tętni handlem i plotkami. Zdjęcie przy fontannie Sebilj to oczywiście punkt obowiązkowy, ale prawdziwa przygoda zaczyna się, gdy skręcisz w wąskie uliczki za meczetem Gazi Husrev-beja. Tam, gdzie kończą się stragany z miedzianymi dzbanami, znajdziesz warsztaty, w których stukot młotków zagłusza rozmowy. Nie daj się zwieść pozornej jednolitości - Baščaršija to nie tylko osmański dywan. Przejdź kilkadziesiąt metrów w stronę rzeki Miljacki, a natkniesz się na ratusz Vijećnica. Z zewnątrz neo-mauretański przepych, w środku opowieść o tym, jak książki płonęły podczas oblężenia, a potem odrodziły się z popiołów.
Zamiast stać w kolejce do wejścia za 10 marek, usiądź na schodach i posłuchaj przewodników. Opowiadają historie, których nie znajdziesz w folderach. Bośnia i Hercegowina to kraj, gdzie każdy kamień ma dwie wersje wydarzeń. Spacer wzdłuż Miljacki to lekcja geopolityki na żywo. Most Łaciński - niby niewinny, a jednak to tu arcyksiążę Franciszek Ferdynand dostał kulą, która rozpętała I wojnę światową. Dziś przechodzisz obok niego w pięć sekund, ale warto przystanąć na dłużej. Kilkadziesiąt metrów dalej, na targu Markale, zobaczysz ślady po pociskach - sarajewskie róże. To nie atrakcje, to blizny, które miasto nosi z godnością.
Jeśli masz ochotę na kontrast, wejdź na wzgórze Trebević. Kolejką linową wjedziesz w kilka minut, a na górze czeka opuszczona trasa bobslejowa z czasów olimpiady w 1984 roku. Dziś pokryta graffiti, służy jako niemy świadek dwóch epok - sportowej chwały i wojennej ruiny. Potem wróć na dół i pozwól, by zaskoczyła cię europejska Jerozolima. W promieniu pięciuset metrów od Baščaršiji stoją obok siebie meczet Ferhadija, katedra Serca Jezusowego, cerkiew i synagoga. Żadna z tych świątyń nie krzyczy, że jest najważniejsza. Po prostu są. I to jest największa lekcja Sarajewa - że wielość nie musi oznaczać chaosu, a historia nie musi ciążyć, jeśli umiesz ją odczytać na własnych zasadach.
Meczet Gazi Husrev-bega od środka - co kryje najważniejsza islamska świątynia Bałkanów
Wejście do meczetu Gazi Husrev-bega to jak przekroczenie progu innego czasu. Z zewnątrz budowla zachwyca proporcjami z XVI wieku, ale dopiero w środku czuć jej prawdziwą siłę. Gdy przekroczysz próg, pierwsze co uderza, to przestrzeń i światło. Kopuła o średnicy 13 metrów wznosi się nad głowami, a promienie słońca wpadają przez witraże, tworząc na dywanach wzory zmieniające się w ciągu dnia. To nie muzeum - to żywe serce religijne, więc obowiązuje cisza i szacunek.
Wnętrze wydaje się surowe w porównaniu z barokiem zachodnich katedr, ale ta prostota ma swoją głębię. Ściany pokrywają geometryczne ornamenty i kaligrafia, bez wizerunków ludzi. Wzrok automatycznie wędruje w górę, ku mihrabowi - niszy wskazującej kierunek Mekki. Zdobią ją bogate, kolorowe płytki kontrastujące z bielą reszty ścian. Zwróć uwagę na minbar, czyli ambonę do wygłaszania kazań - to arcydzieło kamieniarskiego rzemiosła, rzeźbione ze starannością, jakiej próżno szukać w nowszych budowlach.
Dla zwiedzającego największym zaskoczeniem może być atmosfera. Mimo że meczet stoi przy zatłoczonej Baščaršiji, wewnątrz panuje absolutny spokój. To miejsce kontrastu między zgiełkiem sarajewskiego bazaru a duchowym wyciszeniem. Warto posiedzieć tu chwilę, nawet jeśli nie jesteś wyznawcą islamu. To doświadczenie pozwala zrozumieć, dlaczego Sarajewo nazywają europejską Jerozolimą - tu różne wiary istniały obok siebie przez stulecia, a ten meczet jest jednym z najważniejszych świadków tej historii.
Przed wyjściem spójrz jeszcze na dziedziniec. Znajdziesz tam kamienną fontannę do ablucji i stare nagrobki. To miejsce, gdzie czas zwalnia. Nie spiesz się - odetchnij i dopiero potem wróć na brukowane uliczki starego miasta, gdzie czeka Sebilj i reszta atrakcji Baščaršije.
Sarajewski szlak czterech religii - spacer od meczetu przez synagogę po prawosławną cerkiew
Sarajewo ma w sobie coś, czego nie znajdziesz w żadnym innym mieście na Bałkanach. W promieniu kilkuset metrów od siebie stoją tu meczet Gazi Husrev-beja z XVI wieku, katedra Serca Jezusowego, prawosławna cerkiew i stara synagoga. To nie przypadek - stolica Bośni i Hercegowiny od wieków była miejscem, gdzie ścierały się i przenikały wpływy Wschodu i Zachodu, islamu, katolicyzmu, prawosławia i judaizmu. Dlatego często mówi się o niej „europejska Jerozolima” i nie jest to tylko pusta metafora.
Spacer od Baščaršiji, przez uliczkę wzdłuż rzeki Miljacki, aż pod monumentalną katedrę to podróż przez warstwy historii, które ukształtowały to miasto. Głównym punktem orientacyjnym jest oczywiście Stare Miasto z tętniącą życiem fontanną Sebilj i labiryntem warsztatów rzemieślniczych. Ale prawdziwą wartość Sarajewa poznajesz, gdy skręcasz w boczne ulice. Wzrok przyciąga tu nie tylko meczet Ferhadija czy odbudowany po wojnie ratusz Vijećnica, ale też zwykłe kamienice, na których wciąż widoczne są ślady po kulach i sarajewskie róże - betonowe wypełnienia po wybuchach moździerzy.
Nie sposób przejść obojętnie obok Mostu Łacińskiego. To właśnie na tym skromnym, kamiennym moście 28 czerwca 1914 roku Gavrilo Princip zastrzelił arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, co stało się iskrą zapalną I wojny światowej. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się Muzeum Sarajewa 1878-1918, które w przystępny sposób opowiada tę historię. Z kolei jeśli chcesz zrozumieć dramatyczne oblężenie Sarajewa w latach 90., koniecznie odwiedź Tunel Nadziei - podziemne przejście, które łączyło odcięte miasto ze światem zewnętrznym. To poruszające miejsce, ale też dowód na niezwykłą wolę przetrwania mieszkańców.
Warto też wspiąć się na wzgórze Trebević, skąd rozciąga się panorama całego miasta, a przy okazji można zobaczyć opuszczoną trasę bobslejową z czasów igrzysk olimpijskich w 1984 roku. Na koniec dnia usiądź na ławeczce przy targu Markale, popijając tradycyjną kawę po bośniacku. Zobaczysz wtedy, jak obok siebie funkcjonują minarety, dzwonnice i kopuły cerkwi. To nie atrakcje dla turystów - to codzienność Sarajewa, które od wieków uczy się żyć w różnorodności.

Most Łaciński bez tłumu - historia zamachu, który zmienił świat, opowiedziana w jednym miejscu
Zaczynasz od Mostu Łacińskiego, bo w przewodnikach piszą o nim jedno zdanie, a on jest kluczem do zrozumienia całego Sarajewa. To właśnie tutaj, nad rzeką Miljacką, 28 czerwca 1914 roku Gavrilo Princip oddał strzały, które zabiły arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i uruchomiły lawinę prowadzącą do I wojny światowej. Stoisz na tym samym chodniku i patrzysz na skromny narożnik, gdzie dziś znajduje się niewielkie muzeum. Nie ma tu tłumów, nie ma barierek z kolorowymi flagami - jest tylko cicha, szara woda pod mostem i świadomość, że od tego miejsca historia przyspieszyła. Warto wejść do środka, zobaczyć ekspozycję o zamachu i poczuć, jak cienka jest granica między lokalnym wydarzeniem a globalną katastrofą.
Kiedy już nasycisz się tą myślą, rusz dalej w głąb starego miasta. Baščaršija, osmańskie serce stolicy Bośni i Hercegowiny, wita cię zapachem kawy, dymem z grillowanych ćevapów i stukotem kowali w małych warsztatach. Na centralnym placu stoi Sebilj, drewniana fontanna z XVI wieku, przy której zawsze ktoś karmi gołębie. To idealny punkt orientacyjny - stąd w pięć minut dojdziesz do meczetu Gazi Husrev-bega, najważniejszej świątyni muzułmańskiej na Bałkanach, albo do Katedry Serca Jezusowego, która zachwyca neogotycką fasadą. Ale prawdziwa magia Sarajewa polega na tym, że idąc ulicą, mijasz synagogę, cerkiew prawosławną i kościół katolicki w odległości stu metrów od siebie. Dlatego miasto nazywają europejską Jerozolimą - to nie slogan, tylko codzienność, która tu przetrwała mimo wojen.
Z centrum warto skręcić w kierunku Vijećnicy, czyli ratusza miejskiego z czasów austro-węgierskich. To budynek, który po odbudowie wygląda jak z bajki: żółto-złota fasada, geometryczne ornamenty i wielkie okna. W środku mieści się biblioteka i muzeum, ale bardziej niż eksponaty porusza historia - podczas oblężenia Sarajewa w latach 90. budynek został celowo ostrzelany i spłonął, tracąc tysiące rękopisów. Dziś stoi jako symbol oporu. Jeśli masz więcej czasu, wsiądź na kolejkę linową na wzgórze Trebević. Z góry zobaczysz całe miasto jak na dłoni, a przy okazji natkniesz się na betonowe tory po olimpijskim torze bobslejowym z 1984 roku. To surrealistyczne miejsce - dziś porośnięte graffiti i dziką trawą, dawniej arena sportu, potem linia frontu. I właśnie o to w Sarajewie chodzi: każdy zakątek ma dwie historie, a ty stoisz na ich przecięciu.
Vijećnica - ratusz, który przetrwał ogień i oblężenie, a dziś kradnie wszystkie spojrzenia
Gdyby ktoś kazał ci wybrać jeden symbol odrodzenia Sarajewa, postaw na Vijećnicę. Ten neomauretański budynek nad brzegiem Miljacki to coś więcej niż tylko ratusz miejski - to świadek najdramatyczniejszych momentów w dziejach Bośni i Hercegowiny. Zanim stał się biblioteką narodową, w jego murach w 1914 roku przemawiał arcyksiążę Franciszek Ferdynand, by chwilę później zginąć na rogu Mostu Łacińskiego. Podczas oblężenia Sarajewa w latach 90. pociski artyleryjskie trafiły w gmach, a ogień strawił ponad milion woluminów. Dziś Vijećnica stoi odnowiona i znów przyciąga wzrok. Wnętrza odzyskały geometryczne ornamenty, kolorowe witraże i monumentalne schody - wstęp jest darmowy, a spacer po holu pozwala poczuć klimat przedwojennego miasta.
Widok z tarasu na Stare Miasto i wzgórza Trebevića robi wrażenie o każdej porze dnia. Latem organizują tu koncerty i wystawy, a w kawiarni na parterze możesz odpocząć po zwiedzaniu. Vijećnica to też punkt startowy do dalszego odkrywania atrakcji - od Baščaršiji i fontanny Sebilj po meczet Gazi Husrev-beja z XVI wieku. Warto jednak na chwilę przystanąć i pomyśleć, że ten budynek, podobnie jak sarajewskie róże w asfalcie, przypomina o kruchości pokoju. Jeśli interesuje cię historia wojny i oblężenia, niedaleko znajdziesz Tunel Nadziei oraz Targ Markale, ale to właśnie Vijećnica najbardziej obrazuje upór mieszkańców stolicy Bośni i Hercegowiny. Nie bez powodu nazywa się ją perłą osmańskiego stylu na Bałkanach - nawet ogień nie zdołał jej zabrać.
Sarajewskie róże - betonowe blizny po wojnie, których nie znajdziesz w typowych przewodnikach
Kiedy spacerujesz po Sarajewie, łatwo dać się porwać orientalnemu klimatowi Baščaršiji, zapachowi kawy z miedzianych dżezw i widokowi minaretów mieszających się z dzwonnicami. To miasto słusznie nazywane europejską Jerozolimą, bo w jednej uliczce mijasz meczet Gazi Husrev-beja z XVI wieku, synagogę, cerkiew i katedrę Serca Jezusowego. Ale żeby naprawdę zrozumieć stolicę Bośni i Hercegowiny, musisz zejść z turystycznego szlaku i spojrzeć pod nogi. Tam, na betonowych chodnikach i placach, znajdziesz sarajewskie róże - czerwone wypełnienia w szczerbach po pociskach moździerzowych. To nie są zwykłe atrakcje, tylko blizny po najdłuższym oblężeniu miasta w nowożytnej historii Europy, które trwało prawie cztery lata.
Każda taka betonowa róża oznacza miejsce, gdzie odłamki zabiły co najmniej trzy osoby. Najwięcej znajdziesz ich w okolicach targu Markale, przy Moście Łacińskim i na wzgórzach, skąd snajperzy ostrzeliwali centrum. W przeciwieństwie do odrestaurowanego ratusza Vijećnica czy wypolerowanego Sebilja, te ślady pozostawiono celowo - jako przestrogę i pomnik. Warto zatrzymać się przy nich na chwilę, zamiast biec dalej do sklepów z miedzianymi czajnikami. Podobnie działa Tunel Nadziei pod lotniskiem, który dziś jest muzeum, ale w latach 92-95 stanowił jedyne połączenie z wolnym światem. Wejdziesz tam i zobaczysz, jak wyglądało życie pod ostrzałem - ciemne, wilgotne korytarze, w których ludzie przemycali jedzenie i leki.
Na zboczu Trebevicia, skąd rozciąga się panorama całego miasta, możesz pojeździć na bobslejach po torze olimpijskim z 1984 roku. Dziś jest pokryty graffiti i dziurami po kulach, a wokół niego wałęsają się bezpańskie psy. To surrealistyczne połączenie sportowej chwały i wojennej ruiny najlepiej oddaje ducha Sarajewa. Nie pomijaj też przekornego domu - willi, która podczas oblężenia stała na linii frontu i do dziś stoi z przestrzelonymi ścianami, ale z nowymi oknami i anteną satelitarną. To właśnie w takich detalach, a nie w odrestaurowanych fasadach, czuć prawdziwy puls tego miejsca. Bośnia i Hercegowina to nie tylko osmańskie zabytki i turecka kawa, ale przede wszystkim opowieść o tym, jak żyje się dalej, gdy historia zostawiła na tobie ślad.
Tunel Nadziei - 800 metrów pod ziemią, które uratowało miasto przed zagładą
Kiedy myślisz o oblężeniu Sarajewa, pierwsze skojarzenia to obrazy z telewizji: zniszczone budynki, ludzie uciekający przez ulice. Ale żeby naprawdę zrozumieć, jak wyglądało życie w mieście odciętym od świata przez 1425 dni, musisz zejść pod ziemię. Tunel Nadziei, bo o nim mowa, to wąskie, ciemne przejście wykopane pod pasem startowym lotniska. Mierzy zaledwie 800 metrów długości, ale bez niego Sarajewo by nie przetrwało. Dziś możesz przejść jego fragment - około 25 metrów - i poczuć na własnej skórze, jak klaustrofobiczne i wilgotne było to miejsce. Przewodnicy opowiadają, że tunelem transportowano nie tylko broń i amunicję, ale przede wszystkim żywność, leki i paliwo. To tędy płynęło tętno życia w oblężonej stolicy Bośni i Hercegowiny.
Zwiedzanie tunelu to nie tylko lekcja historii, ale też konkretny punkt na mapie, który pozwala zrozumieć resztę miasta. Kiedy później idziesz przez centrum, mijasz Sarajewskie Róże - czerwone wypełnienia w asfalcie, oznaczające miejsca, gdzie od wybuchu pocisku zginęły co najmniej trzy osoby. Albo patrzysz na Targ Markale, gdzie dwukrotnie doszło do masakry cywilów. Te ślady wojny są integralną częścią krajobrazu, podobnie jak odbudowane zabytki. Sam tunel mieści się w prywatnym domu rodziny Kolar, która po wojnie zamieniła go w muzeum. Ekspozycja jest skromna - kilka zdjęć, stara broń, fragmenty sprzętu - ale autentyczność tego miejsca robi ogromne wrażenie. Nie znajdziesz tu lukrowanej narracji, tylko surową prawdę o przetrwaniu.
Po wyjściu na powierzchnię warto wjechać na pobliskie wzgórze Trebević. To właśnie stąd serbscy snajperzy ostrzeliwali miasto, a dziś można zobaczyć opuszczoną infrastrukturę olimpijską z 1984 roku, w tym legendarną trasę bobslejową. Kontrast między wojenną historią a sportową przeszłością jest uderzający. I choć w centrum Sarajewa znajdziesz meczet Gazi Husrev-beja z XVI wieku, ratusz Vijećnica czy Most Łaciński, gdzie zamordowano arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, to właśnie Tunel Nadziei pozostaje najbardziej poruszającym świadectwem tego, jak kruche jest miasto, które przez wieki nazywano europejską Jerozolimą. Bo w Sarajewie nie chodzi tylko o zabytki - chodzi o ludzi, którzy nie pozwolili, by ich dom zniknął z mapy.
Widok z Žute Tabije - dlaczego zachód słońca nad Sarajewem najlepiej oglądać z działobitni
Zachód słońca nad Sarajewem to widok, który zapada w pamięć na długo, ale najlepsze miejsce do jego oglądania to Žuta Tabija, czyli Żółta Działobitnia. Ta stara osmańska fortyfikacja z XVI wieku wisi na zboczu wzgórza nad samym centrum i daje panoramę, której nie zapewni żaden punkt widokowy na Starym Mieście. Wstęp kosztuje symboliczną kwotę, a w zamian dostajesz przestrzeń, gdzie możesz usiąść na kamiennym murze i patrzeć, jak światło zachodzącego słońca przechodzi przez dachy Baščaršiji, odbija się w kopułach meczetów i sunie po fasadzie Vijećnicy, czyli ratusza miejskiego. Z tej wysokości widać wyraźnie, jak rzeka Miljacka dzieli miasto na część osmańską i austro-węgierską, a w oddali rysuje się zielony grzbiet Trebevicia, na który kursuje kolejka linowa.
To nie tylko krajobraz, ale też lekcja geografii i historii w pigułce. Z Žute Tabije masz przed oczami całe Sarajewo - od minaretów Gazi Husrev-bega po iglicę katedry Serca Jezusowego i wieżę cerkwi przy Ferhadiji. Widzisz, jak obok siebie stoją synagoga i meczet, a to właśnie dlatego miasto zyskało miano europejskiej Jerozolimy. Z tego punktu łatwo też dostrzec, że Sarajewo jest miastem kontrastów: nowoczesne wieżowce wyrastają tuż obok kamienic z epoki osmańskiej, a na zboczach wciąż widać ślady po ostrzale z lat dziewięćdziesiątych - tak zwane sarajewskie róże, czyli wgłębienia w asfalcie po wybuchach granatów.
Jeśli masz ochotę na coś więcej niż tylko podziwianie widoku, z Žute Tabije ruszają szlaki spacerowe w stronę starych cmentarzy i opuszczonych domów, a po drugiej stronie wzgórza znajdziesz wejście do Tunelu Nadziei - podziemnego przejścia, które podczas oblężenia Sarajewa łączyło miasto ze światem zewnętrznym. Wracając na dół, warto zejść przez dzielnicę Bistrik, gdzie mijasz mury dawnego ratusza i Most Łaciński, czyli miejsce zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Cała trasa zajmuje około godziny, a kończy się na Baščaršiji przy fontannie Sebilj, gdzie możesz napić się kawy i ochłonąć po spacerze.
Trebević - opuszczony tor bobslejowy i panorama, od której trudno oderwać wzrok
Zaledwie kilka minut kolejką linową dzieli cię od zupełnie innego świata. Wjeżdżasz na Trebević, wzgórze górujące nad Sarajewem, a przed tobą rozpościera się panorama, od której naprawdę trudno oderwać wzrok. Z góry widać całe miasto - ciasno upakowane domy, minarety meczetów, wieże cerkwi i iglicę katedry Serca Jezusowego. To właśnie stąd najlepiej zrozumieć, dlaczego Sarajewo nazywa się europejską Jerozolimą. Ale Trebević to nie tylko widoki. To także miejsce, które samo w sobie opowiada historię.
Przez dekady stok był areną zimowych igrzysk olimpijskich w 1984 roku. Dziś tor bobslejowy, który wtedy ścigali się najlepsi sportowcy świata, stoi opuszczony. Betonowa wstęga porośnięta graffiti i chwastami robi niesamowite wrażenie - miesza się w nim duma z przeszłości z melancholią wojny, która przyszła kilkanaście lat później. Podczas oblężenia Sarajewa wzgórze było strategicznym punktem, a sam tor służył jako pozycja artyleryjska. Spacerując nim, czujesz, jak cienka jest granica między sportową euforią a tragedią. To nie jest zwykła atrakcja turystyczna, to lekcja, którą dostajesz za darmo.
Po zejściu z toru możesz usiąść na skraju stoku i patrzeć na rzekę Miljackę wijącą się przez centrum. Widzisz Most Łaciński, przy którym arcyksiążę Franciszek Ferdynand został postrzelony, i Vijećnicę, ratusz miejski odbudowany po ostrzałach. Z tej perspektywy Sarajewo wydaje się spokojne, niemal sielskie. Ale wiesz, że pod spodem kryją się sarajewskie róże - ślady po granatach na chodnikach, zamalowane czerwoną żywicą na pamiątkę ofiar. Trebević daje ci dystans, dosłownie i w przenośni. Jeśli masz ochotę na chwilę refleksji z dala od gwaru Baščaršije i tłumu przy Sebilju, to właśnie tutaj powinieneś skierować swoje kroki. Widok z góry zapamiętasz na długo.
Kawa po bośniacku na Ferhadiji - gdzie usiąść, żeby poczuć prawdziwe tempo miasta
Nie ma lepszego miejsca, żeby złapać oddech po spacerze po Baščaršiji niż Ferhadija. To nie jest zwykła ulica, tylko główny deptak, którym płynie życie stolicy Bośni i Hercegowiny. Siadasz w jednej z kawiarni pod markizą i patrzysz, jak miesza się tu wszystko - zapach świeżo palonej kawy, gwar rozmów po bośniacku, ale i po angielsku, stukot obcasów o kamienną kostkę. Kelner przynosi ci džezvę, małą filiżankę i szklankę wody. To rytuał, który trwa tu od XVI wieku. Nie spiesz się. Kawa ma być gęsta, słodka i podana w ciszy, którą sam sobie stworzysz.
Z tego miejsca masz w zasięgu wzroku najważniejsze atrakcje Sarajewa. Po lewej stronie widać minaret meczetu Gazi Husrev-beja, jednego z największych zabytków osmańskich na Bałkanach. Po prawej, tuż za rogiem, stoi Sebilj - drewniana fontanna, przy której turyści robią zdjęcia, a miejscowi umawiają się na spotkania. Ferhadija to też punkt, z którego łatwo skręcić w kierunku Vijećnicy, czyli ratusza miejskiego. Ten neomauretański budynek przetrwał wojnę, choć ostrzał zniszczył go niemal doszczętnie. Dziś znów świeci pełnym blaskiem, a w środku możesz obejrzeć wystawę o oblężeniu Sarajewa.
Jeśli masz ochotę na dłuższy postój, wybierz stolik w jednej z kawiarni naprzeciwko Katedry Serca Jezusowego. To neogotycka świątynia, która razem z cerkwią, synagogą i meczetem tworzy obraz Sarajewa jako europejskiej Jerozolimy. Siedzisz, pijesz kawę i myślisz o tym, że kilka kroków dalej, na Moście Łacińskim, arcyksiążę Franciszek Ferdynand dostał kulę, która zmieniła bieg historii. Współczesne Sarajewo nie ucieka od tej przeszłości. Na chodnikach widać sarajewskie róże - betonowe wgłębienia po pociskach wypełnione czerwoną żywicą. To nie dekoracja, tylko pamiątka po oblężeniu, które trwało prawie cztery lata.
Z Ferhadiji łatwo też ruszyć dalej - na wzgórze Trebević, gdzie jeździ się kolejką linową (widok na miasto zapiera dech, a na górze czekają opuszczone tory bobslejowe z igrzysk olimpijskich), albo w stronę Tunelu Nadziei, który podczas wojny był jedynym połączeniem z wolnym światem. Ale zanim gdziekolwiek pójdziesz, zostań tu jeszcze na jedną kawę. Przyjrzyj się ludziom. To właśnie na Ferhadiji najlepiej zrozumiesz, że Sarajewo nie jest tylko muzeum pod gołym niebem - to miasto, które mimo wszystkiego nauczyło się żyć na nowo.