Katedra Piotra i Pawła - jak wejść na wieże za darmo i o której bije południe o 11
Katedra Piotra i Pawła to nie tylko duchowe centrum Brna, ale też punkt, z którego rozpościera się najlepszy widok na całe miasto. Stoi na wzgórzu Petrov, które razem z pobliskim zamkiem Špilberk tworzy historyczną oś średniowiecznego grodu. Większość turystów podchodzi pod katedrę, robi zdjęcie i idzie dalej, a szkoda, bo najciekawsze rzeczy kryją się w środku i na samym szczycie. Główną atrakcją są dwie wieże wysokie na 84 metry, które możesz zwiedzić za darmo, ale tylko w określonych godzinach. Wejście na nie jest bezpłatne w dni powszednie między 11:00 a 17:00, w soboty do 13:00, a w niedziele i święta w ogóle nie wpuszczają turystów na górę. To ważna informacja praktyczna, bo wielu przyjezdnych trafia pod zamknięte drzwi. Po pokonaniu łącznie 302 schodów docierasz na taras widokowy, skąd widać nie tylko całe Brno i zamek Špilberk, ale też przy dobrej pogodzie odległe szczyty Moraw.
Z katedrą wiąże się jedna z najbardziej znanych legend Brna. Mówi ona, że dzwony na wieży biją południe już o godzinie 11.00, a nie o 12.00. Skąd ten zwyczaj? Podobno podczas wojny trzydziestoletniej w XVII wieku Szwedzi oblegali miasto i obiecali, że przerwą atak, jeśli do południa nie zdobędą twierdzy. Dowódca obrońców postanowił ich przechytrzyć i kazał uderzyć w dzwony o godzinę wcześniej. Szwedzi, myśląc że minęło południe, odstąpili od oblężenia. I tak zostało do dziś - codziennie o 11.00 słychać bicie dzwonów, które dla mieszkańców jest sygnałem do przerwy obiadowej. Legenda ma się dobrze, choć historycy mają co do niej spore wątpliwości. Faktem jest natomiast, że w podziemiach katedry znajduje się krypta, gdzie spoczywają biskupi i ważne postacie związane z miastem. Krypta jest dostępna dla zwiedzających i stanowi ciekawy kontrast dla widoku z góry - zamiast panoramy dostajesz chłód kamiennych sklepień i atmosferę wieków.
Planując zwiedzanie Brna, warto połączyć wizytę na Petrovie z pobliskimi atrakcjami. Zaledwie kilka minut spacerem dzieli katedrę od Starego Ratusza z charakterystyczną krzywą wieżyczką i legendą o smoku brneńskim, a także od placu Svobody, który jest sercem miasta. Jeśli masz więcej czasu, koniecznie zejdź do podziemi - w Brnie jest cała sieć korytarzy i piwnic, które łączą się pod starówką. Część z nich udostępniono turystom jako trasę podziemną, gdzie zobaczysz dawne piwnice winiarskie, schrony i fragmenty średniowiecznych murów. Wejście znajduje się niedaleko katedry, a bilet kosztuje około 120 koron. Na koniec dnia polecam przejść na drugą stronę miasta, do willi Tugendhat - perły architektury funkcjonalistycznej zaprojektowanej przez Miesa van der Rohe i wpisanej na listę UNESCO. To zupełnie inna epoka i styl, ale razem z katedrą i zamkiem Špilberk dają pełny obraz tego, jak Brno przez wieki zmieniało się z warownego grodu w nowoczesne, drugie co do wielkości miasto Czech.
Zamek Špilberk - więzienie, z którego nie było ucieczki, i widok, który wszystko wynagradza
Zamek Špilberk góruje nad Brnem od XIII wieku i od początku budził respekt. To nie była siedziba książęcych zabaw, tylko potężna twierdza, która przez stulecia służyła jako najcięższe więzienie w monarchii habsburskiej. Jeśli myślisz o zwiedzaniu Brna, to właśnie to wzgórze powinno być twoim pierwszym celem. Spacer na górę zajmuje kilkanaście minut z centrum, a w nagrodę dostajesz panoramę całego miasta, katedry Piotra Pawła na Petrovie i dachów Starego Miasta. Legenda mówi, że z lochów Špilberku nikt nie uciekł. I rzeczywiście, karcer, cele dla więźniów politycznych i surowe kazamaty robią wrażenie nawet na współczesnych turystach. Podczas wojny trzydziestoletniej zamek wytrzymał oblężenie Szwedów, a potem stał się symbolem represji. Dziś to jedna z najważniejszych atrakcji Brna, która łączy historię z fantastycznym punktem widokowym.
W środku czeka na ciebie muzeum, które pokazuje dzieje Moraw i samo więzienie. Możesz wejść do cel, zobaczyć narzędzia tortur i posłuchać opowieści o legendarnym kasztelanie. W sezonie organizowane są tu także wystawy sztuki współczesnej i koncerty, bo zamek żyje nie tylko historią. Na dziedzińcu warto przystanąć na kawę i zerknąć w dół na miasto. Wieże Špilberku są dostępne dla zwiedzających, a widok z nich to najlepsza nagroda po stromym podejściu. Jeśli masz ograniczony czas, wybierz się na górę o zachodzie słońca - światło nad katedrą i czerwonymi dachami robi piorunujące wrażenie.
Z praktycznego punktu widzenia: parking w okolicy zamku jest płatny i ograniczony, lepiej zostawić auto na jednym z większych parkingów w centrum albo skorzystać z transportu lokalnego. Bilet wstępu kosztuje około 150-200 Kč, w zależności od zakresu zwiedzania. Pogoda w Brnie bywa zmienna, więc warto zabrać coś na wiatr, bo na wzgórzu często wieje. Po zejściu ze Špilberku masz dosłownie kilka minut spacerem do katedry Piotra Pawła, Starego Ratusza z legendarnym smokiem i willi Tugendhat, czyli perły architektury Miesa van der Rohe wpisanej na listę UNESCO. Špilberk to nie tylko zamek - to klucz do zrozumienia, dlaczego Brno, drugie wielkości miasto Czech, ma tak charakterystyczny, surowy urok.
Willa Tugendhat - dlaczego ten dom z listy UNESCO to najdroższy bilet w Brnie
Willa Tugendhat to nie jest kolejny zamek czy kościół do odhaczenia na liście. To dom, który w 1930 roku kosztował tyle, co dzisiejsze nowoczesne osiedle. I choć w Brnie znajdziesz średniowieczne podziemia, kryptę kapucynów z naturalnie zmumifikowanymi mnichami czy potężny zamek Špilberk, który przez wieki pełnił funkcję najcięższego więzienia w Austro-Węgrzech, to właśnie ten budynek przy Černopolní 45 jest najdroższym i najbardziej obleganym biletem w mieście. Powód? Ludwig Mies van der Rohe zaprojektował go bez ścian nośnych. Cały ciężar konstrukcji spoczął na stalowym szkielecie, co pozwoliło na otwarcie wnętrza w sposób niespotykany w latach 30. Kiedy wchodzisz do środka, nie widzisz pokoi - widzisz jedną, wielką przestrzeń życiową, którą dzielą tylko przesuwne panele z egzotycznego drewna i onyksu.
Zwiedzanie willi to lekcja architektury, ale też socjologii. Budynek wpisany na listę UNESCO przetrwał wojnę, choć w 1944 roku trafiła w niego bomba. Potem służył jako siłownia, a w latach 80. jako sala weselna, zanim odkryto na nowo jego geniusz. Bilet kosztuje około 350 CZK, trzeba go rezerwować z wyprzedzeniem nawet na miesiąc, a wejść można tylko z przewodnikiem w kilkunastoosobowych grupach. To nie jest miejsce, do którego wpadniesz przypadkiem po spacerze po placu Svobody czy obiedzie w okolicach Starego Ratusza. To cel sam w sobie. Jeśli stoisz przed wyborem między katedrą Piotra i Pawła na wzgórzu Petrov a willą - zobacz oba, bo Petrov to symbol Moraw, a willa Tugendhat to dowód, że Brno w XX wieku było światową stolicą nowoczesności.
Dla turystów z Polski praktyczna uwaga: w Brnie płacisz koronami, ale w willi akceptują karty. Parking w okolicy jest płatny i trudno dostępny, dlatego lepiej zostawić auto na jednym z park&ride na obrzeżach i skorzystać z tramwaju (linia 3 lub 11). Pogoda w Brno bywa zmienna, ale willa jest klimatyzowana, więc nie martw się upałem. Legenda mówi, że Mies van der Rohe nigdy nie spał w tym domu - uznał, że jest zbyt doskonały, by go zamieszkać. I może właśnie dlatego dziś, sto lat później, wciąż robi wrażenie, które trudno znaleźć w żadnym muzeum ani na żadnym zamku.
Stary Ratusz z pokręconym portalem - legenda, która kosztowała kamieniarza reputację

Stary Ratusz w Brnie to jedna z tych atrakcji, przy której turyści najczęściej się zatrzymują i zadzierają głowy. I nie chodzi tylko o gotycką wieżę z widokiem na dachy Moraw. Na samym dole, przy wejściu od strony placu, znajdziesz coś, co od razu rzuca się w oczy - portal z pokręconą, jakby wygiętą w środku wieżyczką. Według legendy kamieniarz, który go wykonał, dostał od rady miasta obietnicę zapłaty, ale po skończeniu roboty usłyszał, że pieniędzy nie będzie. W ramach rewanżu celowo zepsuł symetrię portalu, żeby ratusz na zawsze nosił ślad oszustwa. Inna wersja mówi, że mistrz dostał zapłatę, ale za mało, więc zemścił się w ten sam sposób. Niezależnie od tego, którą historię uznasz za prawdziwą, fakt jest jeden - pokręcona iglica nad wejściem to najchętniej fotografowany detal w całym Brnie.
Sama budowla to nie tylko portal. Stary Ratusz, czyli Stará Radnice, powstał w XIII wieku i przez setki lat był sercem miejskiego życia. Dziś możesz wejść na wieżę i zobaczyć panoramę, ale warto też zejść do podziemi. To właśnie tam, w lochach pod ratuszem, przez lata więziono przestępców i dłużników. Podobno w jednej z cel przez kilka miesięcy siedział słynny brneński kat, który sam wpadł w tarapaty po tym, jak nie sprostał zadaniu. Podziemia robią wrażenie - niskie sklepienia, wilgoć i kamienne ściany naprawdę oddają klimat średniowiecznego wymiaru sprawiedliwości.
Jeśli szukasz informacji praktycznych, wejście na wieżę kosztuje około 80 koron, a bilet łączony z podziemiami to wydatek rzędu 120 koron. Parking w okolicy? Lepiej zostaw samochód na jednym z płatnych parkingów pod centrum albo skorzystaj z transportu lokalnego - tramwaje i trolejbusy dowiozą cię pod sam Stary Ratusz. Waluta w Czechach to korona, a pogoda w Brnie bywa zmienna, więc nawet latem warto mieć przy sobie coś z długim rękawem. Legenda o pokręconym portalu to tylko jedna z wielu historii, które miasto ma do opowiedzenia - inne usłyszysz, spacerując po wzgórzu Petrov czy w okolicach Katedry Piotra i Pawła.
Podziemia Brna - labirynt pod rynkiem, o którym nie mówią wszystkie przewodniki
Zanim na dobre zaczniesz zwiedzać Brno od strony zabytków, które widać gołym okiem, warto zejść pod powierzchnię. Pod płytą Rynku Wolności (náměstí Svobody) i w okolicach Starego Ratusza (stará radnice) kryje się prawdziwy labirynt - średniowieczne piwnice, tunele i korytarze, które przez wieki służyły jako magazyny, schrony i tajne przejścia. To nie jest kolejna ekspozycja muzealna w willi Tugendhat (choć tę też musisz zobaczyć, jeśli cenisz architekturę Miesa van der Rohe wpisaną na listę UNESCO). Podziemia Brna to surowa, autentyczna podróż w głąb XIII wieku, kiedy miasto dopiero się kształtowało na Morawach jako drugie co do wielkości w Czechach.
Podziemny kompleks pod Rynkiem Warzywnym (Zelný trh) to największa taka atrakcja w mieście. Łączy kilka poziomów, a jego ściany pamiętają czasy wojny trzydziestoletniej i późniejsze, gdy służyły jako schronienie przed ostrzałem z zamku Špilberk. Co ciekawe, te piwnice to nie tylko pustka i kamień - część z nich pełniła funkcję lodowni i składów wina, co do dziś czuć w chłodnym, wilgotnym powietrzu. Jeśli masz w planach zwiedzanie z dziećmi, to będzie dla nich lepszy sprawdzian wyobraźni niż oglądanie kolejnych obrazów w galerii. Informacje praktyczne są proste: bilety kupisz w kasie przy wejściu, a cała trasa zajmuje około godziny.
Legenda mówi, że tunele łączyły Stary Ratusz z katedrą Piotra Pawła na wzgórzu Petrov i dalej z klasztorem kapucynów, gdzie w krypcie spoczywają zmumifikowani mnisi. Dziś możesz przejść tylko odcinek udostępniony turystom, ale to wystarczy, by poczuć dreszcz historii. W przeciwieństwie do zamku Špilberk, który góruje nad miastem i kojarzy się głównie z więzieniem, podziemia są ciche i kameralne. Nie spodziewaj się jednak efektownych multimediów - to miejsce dla kogoś, kto szuka surowego klimatu i chce zrozumieć, jak naprawdę wyglądało życie w dawnym Brnie. Parking przy Rynku Wolności jest płatny i drogi, lepiej skorzystać z transportu lokalnego - tramwaje dowiozą cię w okolice w kilka minut. A waluta? W Czechach nadal płacisz koronami, więc przed wejściem warto mieć gotówkę, bo karta nie zawsze działa w biletomacie. Pogoda w Brnie bywa zmienna, ale pod ziemią panuje stałe 10 stopni - nawet latem przyda się lekka kurtka.
Krypta kapucynów - zmumifikowani mnisi i makabryczny eksperyment z wentylacją
Krypta kapucynów to jedna z tych atrakcji Brna, które na długo zapadają w pamięć. Znajduje się pod kościołem Znalezienia Świętego Krzyża, tuż przy placu Svobody. To miejsce, które pokazuje, że historia potrafi być dosłownie namacalna. W podziemiach spoczywają zmumifikowane szczątki mnichów, a także przedstawicieli miejscowej szlachty i patrycjatu. Ciała nie uległy rozkładowi dzięki specyficznemu mikroklimatowi - system naturalnej wentylacji i stałej temperatury sprawił, że procesy gnilne zostały zatrzymane. To nie była magia, tylko sprytna inżynieria XVII wieku.
Zwiedzający mogą zobaczyć kilkadziesiąt naturalnie wysuszonych ciał w habitach, ułożonych wzdłuż korytarzy. Niektóre trumny są otwarte, co potęguje wrażenie obcowania ze śmiercią w bardzo bezpośredni sposób. Wśród pochowanych znajduje się hrabia Magnis, fundator klasztoru, oraz znany brneński dowódca wojskowy. Krypta była używana przez zakonników przez ponad trzysta lat, a ostatnie pochówki miały miejsce w połowie XX wieku. Wbrew pozorom nie jest to makabryczny spektakl dla turystów szukających dreszczyku - to raczej cicha lekcja historii i przemijania.
Warto wiedzieć, że w krypcie obowiązuje zakaz fotografowania. To nie fanaberia, ale wyraz szacunku dla zmarłych. Bilet wstępu kosztuje około 70 koron, a samo zejście zajmuje kilkanaście minut. Jeśli planujesz zwiedzanie Brna, połącz wizytę tutaj z pobliską katedrą Piotra Pawła na wzgórzu Petrov. Obie atrakcje dzieli zaledwie kilka minut spacerem. Dla osób, które interesują się historią Brna i nietypowymi formami dziedzictwa, krypta kapucynów to pozycja obowiązkowa - bardziej sugestywna niż niejeden zamek Špilberk czy muzeum.
Kościół św. Jakuba i jego kostnica - druga największa w Europie, tuż po paryskich katakumbach
Kościół św. Jakuba w Brnie to miejsce, które na pierwszy rzut oka nie różni się od innych zabytkowych świątyń w centrum. Gotycka budowla z XIV wieku robi wrażenie, ale prawdziwy powód, dla którego turyści ustawiają się w kolejce, kryje się kilka metrów pod ziemią. To tam znajdziesz ossuarium - drugą co do wielkości kostnicę w Europie, zaraz po słynnych paryskich katakumbach. Podczas gdy większość przewodników po Brnie skupia się na zamku Špilberk, willi Tugendhat z listy UNESCO czy wzgórzu Petrov z katedrą Piotra i Pawła, kościół św. Jakuba oferuje przeżycie, które zapada w pamięć na dłużej.
Krypta kapucynów przy placu Svobody to popularna atrakcja, ale skala podziemi pod Jakubem jest zupełnie inna. W czasie prac archeologicznych w 2001 roku natrafiono na pomieszczenia wypełnione szczątkami kilkunastu tysięcy osób. Kości ułożono w geometryczne wzory, tworząc piramidy i krzyże. To nie jest makabryczna wystawa, lecz surowa lekcja historii Brna i Moraw - epidemie, wojny trzydziestoletniej i głód zbierały tu śmiertelne żniwo. Dla porównania, zwiedzanie starego ratusza (stará radnice) czy spacer po uliczkach wokół placu Svobody to przyjemna rozrywka, ale kostnica zmusza do refleksji nad kruchością życia. Jeśli zastanawiasz się, co warto zobaczyć w tym drugim co do wielkości mieście Czech, poza oczywistymi zabytkami, to właśnie to miejsce.
Informacje praktyczne są proste: bilet kosztuje kilkadziesiąt koron, a wejście znajduje się od tyłu kościoła. Nie ma tu tłumów jak w Paryżu, ale lepiej przyjść rano, zwłaszcza w sezonie. Po wyjściu możesz od razu ruszyć na wzgórze Špilberk, gdzie z wież zamku rozciąga się panorama miasta, albo przejść obok dawnego więzienia do Petrov. Legenda Brna mówi, że pod kościołem św. Jakuba drzemie zaklęty rycerz, który obudzi się, gdy miastu będzie grozić największe niebezpieczeństwo. Na szczęście na razie możesz spokojnie podziwiać architekturę Miesa van der Rohe przy willi Tugendhat i cieszyć się pogodą w Brnie, która latem sprzyja spacerom.
Morawski Kras - 40 minut od centrum, a czeka na ciebie przepaść Macocha i podziemna rzeka
Z Brna do Morawskiego Krasu to zaledwie 40 minut samochodem, a czeka cię widok, który zapiera dech w piersiach. Przepaść Macocha, najgłębsza tego typu formacja w Czechach, ma 138 metrów głębokości. Stojąc na krawędzi, patrzysz w dół na zielone dno wąwozu, a pod tobą płynie podziemna rzeka Punkva. To nie jest zwykły punkt widokowy - to miejsce, które od wieków budziło grozę i fascynację. Legenda mówi o złej macosze, która zepchnęła tu pasierba, ale dziś przyjeżdżają tu głównie turyści z aparatami i dzieci, które z wypiekami na twarzy wypatrują kropli wody spadających z góry.
Najlepszym sposobem na poznanie Krasu jest rejs łodzią po podziemnej rzece. Wsiadasz w Punkvie, płyniesz wąskimi korytarzami, a nad głową masz stalaktyty i stalagmity. Trasa kończy się w suchym dnie przepaści, skąd windą wjeżdżasz na górę. To rozwiązanie praktyczne - nie musisz się wspinać, a widoki masz z obu poziomów. Jeśli wolisz piesze wędrówki, do wyboru są szlaki wokół Macochy i przez rezerwat. W sezonie letnim bywa tłoczno, dlatego bilety lepiej rezerwować z wyprzedzeniem przez internet. Ceny za rejs z przewodnikiem to około 250-300 CZK dla dorosłego, a dzieci płacą mniej.
Po zejściu na dół możesz też zwiedzić jaskinię Kateřinská, gdzie znajduje się największa podziemna sala w Czechach, albo Balcarkę z korytarzami pełnymi nietoperzy. Każda z tych jaskiń ma swój charakter - jedna robi wrażenie rozmiarem, inna akustyką. Warto zabrać ze sobą wygodne buty i lekką kurtkę, bo pod ziemią temperatura rzadko przekracza 8 stopni. Parking przy wejściu do Krasu jest płatny, ale w sezonie znajdziesz też bezpłatne miejsca nieco dalej od głównego wejścia. Jeśli nie masz auta, z Brna kursują autobusy nr 226 i 236, które dojeżdżają w okolice Skalnego Młyna, skąd zaczyna się większość tras.
Morawski Kras to nie tylko przygoda, ale też lekcja geologii i historii. Woda drążyła te tunele przez tysiące lat, a człowiek wykorzystywał je jako schronienie i źródło wody. Dziś to jeden z najważniejszych obszarów chronionych w Czechach, wpisany na listę rezerwatów UNESCO. Jeśli masz w planach dłuższy pobyt w Brnie, wycieczka tutaj to obowiązkowy punkt programu. Spokojnie zmieścisz ją w pół dnia, a wrócisz z pamiątkami i zdjęciami, które robią wrażenie nawet na znajomych, którzy nie przepadają za jaskiniami.
Ulica Veveří i dzielnica willi - spacer śladem brneńskiej burżuazji i architektury międzywojennej
Z ulicy Veveří, która płynnie przechodzi w reprezentacyjną część miasta, zaczyna się zupełnie inna opowieść o Brnie. To nie jest już średniowieczny labirynt wokół katedry Piotra Pawła ani monumentalna twierdza na wzgórzu Špilberk. To historia pieniędzy, ambicji i nowoczesności, która rozkwitła w pierwszej połowie XX wieku. Spacerując tu, dosłownie mijasz domy, które budowali bogaci fabrykanci, architekci i artyści. To oni, a nie dawni książęta, nadali tej części miasta charakter. Jeśli szukasz wytchnienia od tłumów turystów pod Starym Ratuszem, to właśnie tutaj znajdziesz przestrzeń i spokój, a przy okazji zobaczysz, jak wyglądało życie brneńskiej elity.
Najbardziej oczywistym punktem jest oczywiście willa Tugendhat, perła funkcjonalizmu wpisana na listę UNESCO. Ale błędem byłoby myśleć, że to jedyna atrakcja w okolicy. Zanim dotrzesz do słynnego domu Miesa van der Rohe, warto skręcić w boczne uliczki. Zobaczysz tam willę Löw-Beer, która jest częścią tej samej historii rodzinnej, a także inne, mniej znane perełki architektury międzywojennej. To nie jest muzeum, w którym oglądasz eksponaty za szybą. To żywa dzielnica, w której wciąż mieszkają ludzie. Idąc chodnikiem, możesz przez chwilę poczuć się jak gość zaproszony na przyjęcie do domu zamożnego przemysłowca z lat 30. XX wieku. W przeciwieństwie do gotyckich krypt kapucynów czy podziemi Špilberku, ta część Brna nie opowiada o śmierci i cierpieniu, ale o wierze w postęp i piękno codziennego życia.
Praktycznie rzecz biorąc, jeśli masz w planie zwiedzanie Brna własnym samochodem, to właśnie w okolicach ulicy Veveři znajdziesz najlepszy parking, a stamtąd do willi Tugendhat dojdziesz pieszo w kilka minut. To dobre miejsce na rozpoczęcie dnia, zanim ruszysz na wzgórze Petrov czy pod Stary Ratusz. Pamiętaj tylko, że bilety do willi Tugendhat trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, ale spacer po samej dzielnicy jest darmowy i dostępny o każdej porze. Pogoda w Brnie bywa zmienna, ale akurat ta trasa jest przyjemna o każdej porze roku - latem dają cień drzewa, a jesienią liście tworzą złoty dywan. To dowód na to, że Brno to nie tylko zamek i legenda o smoku, ale też żywe miasto, które w XX wieku śmiało patrzyło w przyszłość.
Ignis Brunensis i inne festiwale - kalendarz wydarzeń, który decyduje, kiedy naprawdę warto przyjechać
Przyjazd do Brna w sierpniu bez wcześniejszego sprawdzenia kalendarza to jak kupno biletu do kina na ślepo - możesz trafić na świetny seans albo na ciszę. Miasto żyje pełną parą głównie między majem a wrześniem, a punktem obowiązkowym jest Ignis Brunensis, czyli jeden z największych festiwali sztucznych ogni w Europie. Przez dwa tygodnie, od końca maja do początku czerwca, nad wzgórzem Špilberk i nad zabudową Starego Miasta rozbłyskują pokazy, którym towarzyszą koncerty i jarmarki. Wtedy nawet parking w centrum staje się towarem deficytowym, a wynajem samochodu lepiej załatwić z wyprzedzeniem.
Jeśli wolisz spokojniejsze zwiedzanie, unikaj weekendów z dużymi imprezami plenerowymi na placu Svobody. Z kolei fani architektury powinni celować w wrzesień, gdy miasto organizuje Dni Dziedzictwa - wtedy willa Tugendhat, wpisana na listę UNESCO, jest dostępna za symboliczną opłatę, a wstęp do krypty kapucynów czy podziemi Starego Ratusza otwiera się na dodatkowe godziny. Lokalni przewodnicy oprowadzają wtedy po Petrovie, czyli wzgórzu z katedrą świętych Piotra i Pawła, i zdradzają legendy Brna związane z wieżami zamku Špilberk.
Pamiętaj, że w lipcu i sierpniu w Brnie potrafi być naprawdę gorąco, więc warto mieć pod ręką butelkę wody i plan na klimatyzowane muzea. Za to w grudniu miasto zamienia się w świąteczną scenerię z jarmarkiem na placu Svobody - wtedy katedra i stary ratusz wyglądają jak z pocztówki, a spacer po Starym Mieście smakuje grzańcem. Informacje praktyczne, takie jak waluta (korony czeskie), transport lokalny czy bilety na wieże zamku, znajdziesz na bieżąco na stronach miejskich - lepiej sprawdzić je przed wyjazdem, bo w sezonie kolejki potrafią zaskoczyć.