Przejdź do treści
Egzotyka

Phuket Czy Warto Jechać? 7 Powodów, Które Cię Przekonają

Zastanawiasz się, czy warto jechać na Phuket? Poznaj 7 powodów, które przekonają cię do tej tajskiej wyspy i podpowiedzą, gdzie znaleźć spokój.

Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

Phuket to nie tylko Patong - gdzie szukać spokoju na zatłoczonej wyspie

Phuket to największa wyspa Tajlandii i dla wielu turystów pierwszy przystanek po wylądowaniu. Większość od razu kieruje się do Patongu, bo tam skupia się życie nocne, centra handlowe i najwięcej hoteli. Ale jeśli jedziesz na wyspę z myślą o spokojnym wypoczynku, Patong może cię rozczarować. Tłumy, głośna muzyka i ciągły ruch sprawiają, że trudno tam złapać oddech. Na szczęście Phuket ma do zaoferowania znacznie więcej, a wystarczy kilkanaście minut taksówką, żeby znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Na południowym zachodzie leżą plaże Kata i Karon, które często poleca się rodzinom z dziećmi. Woda jest tu czystsza niż w Patongu, a na brzegu bez problemu znajdziesz wolne leżaki nawet w sezonie. Kata Karon to też dobra baza wypadowa na wycieczki łodzią na wyspy Phi Phi albo do zatoki Phang Nga. Jeśli wolisz jeszcze spokojniejsze miejsce, sprawdź plażę Bang Tao albo północną część wyspy, gdzie hotele stoją rzadziej, a wieczorem słychać tylko szum morza. Warto też zajrzeć do Phuket Town - to miejsce, które często pomijają turyści nastawieni na plażowanie. Stare miasto z kolonialnymi kamienicami i lokalnymi knajpkami pokazuje Tajlandię bez lukrowego filtrów. Street food kosztuje tu grosze, a smakuje lepiej niż w turystycznych punktach przy plaży.

Planując pobyt, pomyśl o terminie. Sezon na słońca trwa od listopada do kwietnia, ale wtedy ceny hoteli i lotów z Bangkoku są najwyższe. Poza sezonem, od maja do października, na wyspie jest znacznie mniej turystów, a pogoda i tak pozwala na kąpiele - deszcze zwykle padają krótko i szybko przechodzą. Jeśli masz tylko kilka dni, nie próbuj zobaczyć wszystkiego. Lepiej wybrać dwie, trzy atrakcje i poświęcić im czas, niż spędzić pół pobytu w korkach na głównej drodze. Phuket to nie tylko Patong - to wyspa, która potrafi zaskoczyć, pod warunkiem że dasz sobie szansę ją poznać.

Plaże, które wyglądają jak z pocztówki, tylko bez filtrów i tłumów

Gdy myślisz o Phuket, pierwsze skojarzenie to Patong - głośny, jasno oświetlony i pełen turystów. Ale największa wyspa Tajlandii ma znacznie więcej do zaoferowania, jeśli tylko zejdziesz kilka kroków od głównego deptaku. Wyobraź sobie plażę Kata, gdzie w listopadzie morze jest spokojniejsze, a woda ma odcień turkusu, który bez problemu konkuruje z tym na pocztówkach. Kata Karon, tuż obok, to już zupełnie inna historia: szerszy pas piasku, mniej leżaków i więcej miejsca dla rodzin z dziećmi. Jeśli szukasz ciszy i lokalnego klimatu, warto sprawdzić północne krańce wyspy - w okolicy lotniska znajdziesz dzikie zatoki, gdzie jedynym dźwiękiem jest szum fal i krzyki sprzedawców street foodu z pobliskiej wioski.

Phuket nie kończy się jednak na własnych plażach. Prawdziwą atrakcją są wycieczki łodzią do zatoki Phang Nga, gdzie z wody wystają wapienne skały porośnięte dżunglą. To miejsce, które często widzisz na zdjęciach, ale dopiero na miejscu orientujesz się, że filtr nie jest potrzebny. Z kolei wyspa Phi Phi to już zupełnie inny klimat - bardziej imprezowy, ale w sezonie od listopada do kwietnia woda jest idealnie czysta, a rafy koralowe kuszą do snorkelingu. Pamiętaj tylko, że w szczycie sezonu na popularnych plażach bywa gęsto, więc jeśli chcesz uniknąć tłumów, wybierz poranne rejsy albo wynajmij prywatną łódź na kilka godzin.

Co z jedzeniem? Na Phuket nie musisz wydawać fortuny w hotelowych restauracjach. W Phuket Town, stolicy wyspy, znajdziesz knajpki, gdzie talerz pad thaia kosztuje dosłownie kilka złotych, a smak jest o niebo lepszy niż w turystycznych kurortach. Street food w okolicach Kata i Karon też daje radę - spróbuj grillowanych szaszłyków z owocami morza, które często podają na stoiskach tuż przy plaży. Jeśli planujesz podróż z Bangkoku, najwygodniej polecieć samolotem (lot trwa około godziny), ale autobusem też dasz radę, choć zajmie to cały dzień. Sprawdź wcześniej ceny biletów, bo w sezonie potrafią skoczyć o połowę.

Na koniec praktyczna uwaga: jeśli jedziesz z dziećmi, unikaj Patongu w godzinach wieczornych - hałas i tłok mogą przytłoczyć. Lepiej postaw na spokojniejsze plaże jak Kata czy Karon, gdzie woda jest płytsza, a hotele oferują animacje. A jeśli szukasz słońca bez ryzyka deszczu, najlepszy okres to właśnie listopad - pogoda jest stabilna, morze ciepłe, a tłumy jeszcze nie tak duże jak w grudniu czy styczniu. Phuket to nie tylko jedna plaża i jeden wieczór - to wyspa, którą warto odkrywać powoli, bez planu co do minuty.

Kuchnia, której nie zjesz w żadnym europejskim tajskim barze

Gdy myślisz o jedzeniu w Tajlandii, przed oczami pewnie staje ci pad thai z turystycznej uliczki w Patong czy zupa tom yum w knajpie na Kata. Tymczasem prawdziwy smak Phuket, największej wyspy Tajlandii, poznasz dopiero wtedy, gdy odłożysz menu z angielskimi nazwami i usiądziesz przy plastikowym stoliku na targu w Phuket Town. To właśnie tam lokalne babcie od rana mieszają w ogromnych wokach, a zapach trawy cytrynowej miesza się z ostrym aromatem suszonych krewetek. Nie szukaj tu łagodnych wersji dla turystów - jedzenie jest prawdziwe, ostre i pełne składników, których nie znajdziesz w żadnym europejskim tajskim barze.

Warto zaryzykować i zamówić khua kling, czyli suchą, intensywnie pikantną pastę z mięsem mielonym, która na wyspie smakuje zupełnie inaczej niż w Bangkoku. Albo hokkien mee - smażony makaron po phuketańsku, z dodatkiem lokalnych owoców morza i ciemnego sosu sojowego. Jeśli boisz się ostrego, poprosisz o „mai phet”, ale uwierz - nawet wtedy kucharz doda odrobinę chili, bo bez tego danie nie ma sensu. A na deser? Lody z kokosa z dodatkiem słodkiej kukurydzy albo kleisty ryż z mango, które na Phuket jest słodsze i bardziej soczyste, bo słońca tu nie brakuje przez cały sezon.

Zaskoczy cię też street food w okolicach plaży Kata Karon, gdzie wieczorami rozstawiają się budki z grillowanymi szaszłykami z węża morskiego czy sałatką z zielonej papai z robakami. Nie każdy odważy się spróbować, ale jeśli chcesz zrozumieć, co naprawdę jedzą mieszkańcy, to właśnie tam znajdziesz odpowiedź. Dla rodzin z dziećmi bezpieczniejszym wyborem będą hotele z kuchnią międzynarodową, ale jeśli podróżujesz bez maluchów, koniecznie sprawdź, co kryje się za straganem przy meczecie na Phang Nga - podają tam kurczaka w liściach pandanu, którego smak pamiętasz do dziś. Ceny? Za sycący posiłek zapłacisz od 40 do 80 bahtów, czyli mniej niż za jednego drinka na plaży Patong.

Phuket to nie tylko wyspa, plaże i wycieczki łodzią na Phi Phi. To także miejsce, gdzie przez cały rok, od listopada do kwietnia, możesz jeść rzeczy, o których nie śniło się europejskim szefom kuchni. Wystarczy na kilka dni odłożyć przewodnik i ruszyć w głąb wyspy - od Phuket Town po zatoki, gdzie łodzią dowożą tylko lokalne produkty. Wtedy zobaczysz, że prawdziwa Tajlandia smakuje zupełnie inaczej. I nie da się jej powtórzyć w żadnym barze poza tą wyspą.

Breathtaking view of small islets surrounded by the Ionian Sea under a clear blue sky in Zakynthos, Greece.
Zdjęcie: Michael Pointner

Wynajmujesz skuter i odkrywasz wyspę po swojemu - czy to bezpieczne?

Na pierwszy rzut oka wynajęcie skutera na Phuket wydaje się świetnym pomysłem. Zamiast czekać na taksówkę czy negocjować ceny z tuk-tukiem, masz pełną swobodę - wsiadasz i jedziesz, gdzie chcesz. I faktycznie, dla wielu turystów to najlepszy sposób na poznanie wyspy. Możesz zatrzymać się przy małej plaży między Kata a Karon, pojechać na targ w Phuket Town, a potem ruszyć w stronę zatoki Phang Nga, żeby zobaczyć wapienne skały wystające z wody. Nikt cię nie pogania, nie musisz dopasowywać się do rozkładu wycieczek. Brzmi idealnie, prawda?

Tylko że tajlandzkie drogi rządzą się swoimi prawami. W sezonie, od listopada do lutego, ruch na Phuket robi się naprawdę gęsty. Główne trasy, zwłaszcza wokół Patong i w okolicy lotniska, są pełne skuterów, samochodów i ciężarówek. Lokalni kierowcy jeżdżą szybko i raczej nie przejmują się przepisami tak, jak w Europie. Do tego dochodzi jazda lewą stroną - jeśli nie masz w tym wprawy, pierwsze dni potrafią być stresujące. Wypadki na skuterach to jedna z najczęstszych przyczyn problemów turystów na wyspie, a leczenie w prywatnej klinice potrafi kosztować więcej niż cały pobyt.

Jeśli mimo wszystko chcesz spróbować, warto przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze, zawsze zakładaj kask - nawet jeśli jedziesz dwa kilometry do sklepu. Po drugie, sprawdź stan skutera przed wynajmem: zrób zdjęcia, nagraj film, upewnij się, że hamulce działają. Po trzecie, nie ryzykuj jazdy po zmroku, zwłaszcza poza głównymi drogami - oświetlenie bywa słabe, a na jezdnię mogą wybiec psy albo piesi bez odblasków. I najważniejsze: upewnij się, że twoje prawo jazdy uprawnia cię do prowadzenia skutera w Tajlandii. Bez międzynarodowego pozwolenia polisa ubezpieczeniowa może nie pokryć kosztów, jeśli coś się stanie.

Alternatywą dla skutera są aplikacje typu Grab czy Bolt - kosztuje to trochę więcej, ale daje spokój ducha. Możesz też wynająć samochód z klimatyzacją, co na dłuższe trasy, na przykład z Patong na plaże na południu wyspy, bywa wygodniejsze. A jeśli zależy ci na konkretnych atrakcjach, typu rejs łodzią na wyspy Phi Phi czy zwiedzanie zatoki Phang Nga, lepiej zapłacić za zorganizowaną wycieczkę. Skuter świetnie sprawdza się na krótkich dystansach i do zwiedzania Phuket Town, ale na dłuższe wyprawy z dziećmi czy w deszczu - raczej odpuść. Decyzja należy do ciebie, ale lepiej wrócić z wakacji z całymi zębami i bez opatrunku na nodze.

Świątynie i miejsca, gdzie poczujesz autentyczną atmosferę, a nie teatr dla turystów

Phuket to nie tylko Patong i plaże pełne leżaków. Żeby poczuć prawdziwy klimat Tajlandii, warto oderwać się od turystycznych enklaw i pojechać w miejsca, gdzie codzienność toczy się własnym rytmem. Najlepszym przykładem jest Phuket Town - to właśnie tam zobaczysz sino-portugalskie kamienice, lokalne targi i uliczny street food, którym żyje miasto. W przeciwieństwie do kurortów nad morzem, w Phuket Town nie spotkasz tłumów turystów z plażowymi ręcznikami pod pachą. To miejsce, gdzie możesz spokojnie pospacerować, napić się kawy w małej kawiarni i zjeść obiad za kilkadziesiąt batów, zamiast przepłacać w hotelach.

Kolejnym punktem, który warto odwiedzić, jest Wielki Budda na wzgórzu Nakkerd. Wejście jest bezpłatne, a widok na całą wyspę, zatoki i morze rekompensuje upał i strome podejście. To właśnie tam, w cieniu posągu, poczujesz autentyczną atmosferę Tajlandii - bez nachalnych sprzedawców i plastikowych dekoracji. Jeśli masz więcej czasu, sprawdź świątynię Wat Chalong, gdzie miejscowi przynoszą ofiary i modlą się o zdrowie. W sezonie od listopada do kwietnia, kiedy słońce grzeje najmocniej, te miejsca są mniej zatłoczone niż plaże Kata czy Karon, a dają znacznie więcej niż leżenie na piasku.

Na koniec warto rozważyć jednodniową wycieczkę łodzią do zatoki Phang Nga albo na wyspy Phi Phi. Owszem, to popularne atrakcje, ale jeśli wybierzesz prywatną łódź z małą grupą, unikniesz tłoku i zobaczysz miejsca, gdzie nie docierają wycieczki z Bangkoku. Kosztuje to więcej, ale daje spokój i możliwość kąpieli w czystej wodzie bez setek innych turystów. Pamiętaj, że podróż z dziećmi wymaga dobrego planu - lepiej wybrać krótsze trasy i sprawdzić prognozę pogody, bo w sezonie deszczowym morze bywa zdradliwe. Autentyczna Tajlandia na Phuket istnieje, trzeba tylko wiedzieć, gdzie jej szukać.

Nocleg za 120 zł czy 1200 zł - gdzie spać, żeby nie żałować

Wybór noclegu na Phuket to często pierwsza decyzja, która decyduje o całym charakterze wyjazdu. Jeśli myślisz o budżetowej opcji, spokojnie znajdziesz pokój w guesthouse’ie na Phuket Town za około 120 zł za noc. Owszem, nie ma tam morza ani plaży pod oknem, ale za to zyskujesz autentyczne lokalne życie, targi i street food w cenie 10-15 zł za obfity posiłek. To dobra baza, jeśli planujesz wynająć skuter i każdego dnia jechać w inne miejsce. Z drugiej strony, jeśli twoim priorytetem jest leniwe plażowanie i wygoda, warto dopłacić. Hotele w okolicy Kata i Karon, czyli najpopularniejszych plaż dla rodzin z dziećmi, zaczynają się od 300-400 zł za dobę, ale za 1200 zł dostaniesz już apartament z widokiem na zatokę i basenem tuż przy piasku.

Zastanów się, co chcesz zobaczyć i jak długo zostajesz. Na tygodniowy pobyt lepiej wybrać jedną bazę, na przykład w Patong, jeśli szukasz życia nocnego i tłumu turystów, albo w spokojniejszym Kata, gdy jedziesz z dziećmi. Patong ma najwięcej atrakcji, ale plaża jest głośna i zatłoczona, a ceny jedzenia i napojów wyższe o 20-30 procent niż w innych częściach wyspy. Z kolei z Kata czy Karon łatwo dopłynąć łodzią na wyspy Phi Phi albo do zatoki Phang Nga na jednodniową wycieczkę. Pamiętaj, że sezon od listopada do kwietnia to najlepszy czas na słońce i spokojne morze, ale też najwyższe ceny noclegów.

Jeśli chcesz połączyć zwiedzanie z odpoczynkiem, sprawdź opcję mieszaną: kilka dni w Phuket Town, żeby zobaczyć stare miasto i lokalne świątynie, a potem przenieś się na plażę. Lotnisko na wyspie jest oddalone od centrum o około godzinę jazdy, więc pierwszy i ostatni dzień pobytu możesz spędzić w okolicy lotniska, gdzie hotele bywają tańsze. Podróż z Bangkoku na Phuket to koszt około 200-300 zł za bilet lotniczy, więc warto zaplanować trasę tak, żeby nie tracić czasu na przesiadki. Niezależnie od budżetu, największa wyspa Tajlandii oferuje tyle różnorodności, że każdy znajdzie tu swój kawałek raju - pod warunkiem że dobrze wybierze adres.

Wycieczki na Phi Phi i James Bond Island - kiedy warto, a kiedy odpuścić

Wyspy Phi Phi to jedna z tych wizytówek Tajlandii, które widujesz na każdym zdjęciu - turkusowa woda, wapienne skały i długie łodzie długoogonowe. Pytanie brzmi: czy warto tam płynąć, zwłaszcza jeśli masz na Phuket tylko kilka dni? Zdecydowanie tak, ale pod warunkiem, że wiesz, na co się piszesz. Wycieczki na Phi Phi organizowane są z Patong, Kata czy Karon masowo. Łódź wypływa wcześnie rano, a na miejscu masz kilka godzin na plażowanie, snorkeling i lunch. Niestety, w szczycie sezonu od listopada do marca na głównej plaży Phi Phi Leh robi się tłoczno jak na deptaku w Phuket Town. Jeśli zależy ci na spokoju, lepiej odpuścić tę trasę w weekend i wybrać się w tygodniu, ewentualnie sprawdź mniej znane wycieczki łodzią prywatną - kosztuje więcej, ale masz plażę prawie dla siebie.

Z kolei James Bond Island w zatoce Phang Nga to zupełnie inna bajka. Płynie się tam przez malownicze laguny otoczone mangrowcami, a sama wyspa robi wrażenie głównie ze względu na kształt - ta charakterystyczna skała wystająca z wody to sceneria z filmu o agencie 007. W przeciwieństwie do Phi Phi, tutaj raczej nie pływasz, a oglądasz i robisz zdjęcia. Wycieczka często łączy się z wioską na wodzie i kajakami. Jeśli podróżujesz z dziećmi, to spokojniejsza opcja niż otwarte morze wokół Phi Phi. Warto jednak wiedzieć, że w sezonie deszczowym, od maja do października, fale w zatoce bywają silne i część rejsów odwołują. Dlatego przed zakupem biletu zawsze sprawdź prognozę i opinie o konkretnym operatorze.

Jeśli masz w planie obie atrakcje, rozłóż je na dwa osobne dni. Próba upchnięcia wszystkiego w jeden to gwarancja zmęczenia i biegania z zegarkiem. Na Phuket nie brakuje też lokalnych biur, gdzie kupisz wycieczkę last minute - ceny bywają niższe niż w hotelu, ale czytaj umowę. Street food na lunchu w pakiecie często bywa przeciętny, więc lepiej dopłacić za lepszy posiłek. Pamiętaj, że podróż z Phuket na Phi Phi łodzią zajmuje około godziny, a do Phang Nga nawet dłużej, więc zabierz tabletki na chorobę morską, nawet jeśli na co dzień nie masz z tym problemu. Najlepsze wspomnienia z tych wypraw to te, które planujesz z głową, a nie na hurra.

Pora deszczowa na Phuket - katastrofa czy najlepszy czas na wizytę

Większość turystów omija Phuket między majem a październikiem, bo boi się ulew i sztormów. I faktycznie - w szczycie pory deszczowej, zwłaszcza we wrześniu, morze potrafi być wzburzone, a plaże takie jak Patong czy Kata tracą swój pocztówkowy spokój. Ale jeśli spojrzysz na to z innej strony, maj i czerwiec to moment, gdy wyspa jest najpiękniejsza. Wszystko wokół bujnie zielone, wodospady w dżungli naprawdę szumią, a ceny hoteli spadają o połowę w porównaniu z sezonem suchym. Warto wtedy jechać, jeśli nie zależy ci na idealnie gładkiej wodzie do snorkelingu, a bardziej na autentycznym klimacie tropików.

Deszcz na Phuket nie wygląda tak, jak wyobrażasz sobie polską słotę. Zwykle pada gwałtownie przez 20-30 minut, potem wychodzi słońce i wyspa znów paruje. W praktyce oznacza to, że w ciągu dnia masz sporo okazji, żeby zobaczyć największe atrakcje - czy to Phuket Town z jego kolorowymi shophouse’ami, czy wycieczkę łodzią do zatoki Phang Nga, gdzie w deszczu skały wapienne wyglądają jeszcze bardziej dramatycznie. Jedyna różnica: lepiej sprawdź prognozę przed wypłynięciem na dalsze wyspy, bo łodzie motorowe czasem odwołują rejsy przy silnym wietrze.

Jeśli podróżujesz z dziećmi, wrzesień i październik mogą być trudniejsze - plaże są czystsze, bo jest mniej turystów, ale fale na Kata Karon bywają zdradliwe. Za to w listopadzie, gdy pora deszczowa właśnie się kończy, wyspa jest już pełna słońca, a ceny wciąż niższe niż w szczycie. To najlepsze okno pogodowe dla tych, którzy chcą połączyć niskie koszty pobytu z dobrą pogodą na plażowanie. Pamiętaj tylko, że w deszczowe dni to właśnie street food w Patong czy lokalne bary w Phuket Town stają się prawdziwym centrum życia - i często najciekawszym miejscem, jakie możesz zobaczyć na wyspie.

Ile naprawdę kosztuje tydzień na Phuket - konkretne liczby z paragonów

Tydzień na Phuket to wydatek, który łatwo wymknąć się spod kontroli, jeśli nie masz w głowie konkretnych liczb. Zacznijmy od podstawy, czyli lotu. Bilet z Bangkoku na Phuket w sezonie, czyli od listopada do marca, kosztuje około 250-400 zł w jedną stronę, jeśli kupisz go z wyprzedzeniem. Z Polski do Bangkoku zapłacisz od 2500 do 4000 zł w obie strony, więc całkowity koszt przelotu to minimum 3000 zł od osoby. Na miejscu najwięcej wydasz na noclegi. Hotele w Patong, gdzie roi się od turystów i życia nocnego, zaczynają się od 100 zł za noc w skromnym pensjonacie, ale za komfortowy pokój z basenem zapłacisz 250-400 zł. Jeśli wolisz spokój, wybierz plaże Kata i Karon - tam ceny są podobne, ale dostajesz więcej przestrzeni i mniej zgiełku. Apartament w Phuket Town, z dala od plaży, to wydatek rzędu 80-150 zł za noc i świetna baza do zwiedzania wyspy.

Jedzenie na Phuket to największa oszczędność, pod warunkiem że unikasz restauracji przy plaży. Na lokalnym street foodzie zjesz obfity posiłek za 15-25 zł. Pad thai, zupa tom yum czy grillowane mięso z ryżem kosztują tyle samo, co w Bangkoku. Kolacja w przyzwoitej knajpie dla dwojga to 80-120 zł z napojami, a butelka wody w sklepie to 3 zł. Głównym wydatkiem są wycieczki. Rejs łodzią na wyspy Phi Phi lub do zatoki Phang Nga to koszt 200-350 zł od osoby za cały dzień, wliczając transport, lunch i bilety wstępu. Wypożyczenie skutera na tydzień to około 250-350 zł, ale pamiętaj, że na Phuket ruch jest szalony, a kontrole policyjne częste - mandat za brak prawa jazdy wynosi 500 zł.

Jeśli podróżujesz z dziećmi, hotele w Kata są najlepsze, bo plaża ma łagodne zejście do wody, a atrakcje jak park wodny czy zoo są w zasięgu krótkiego spaceru. W Patong z dziećmi będzie ciężko ze względu na hałas i tłumy. W sezonie, czyli od listopada, ceny rosną o 30-50%, a plaże są pełne słońca, ale i turystów. Poza sezonem, od maja do października, hotele są tańsze o połowę, ale morze bywa wzburzone i często pada. Podsumowując: tydzień na Phuket dla jednej osoby to wydatek rzędu 4000-5500 zł, jeśli lecisz z Polski, śpisz w przyzwoitym hotelu, jesz lokalnie i robisz 2-3 wycieczki. Sprawdź ceny biletów z wyprzedzeniem i rezerwuj noclegi z darmową anulacją - to jedyny sposób, żeby nie przepłacić.

Phuket Town - miasto, które ratuje reputację wyspy przed byciem tylko plażowym kurortem

Phuket Town to miejsce, które wielu turystów omija szerokim łukiem, uznając je za przystanek w drodze na lotnisko albo punkt przesiadkowy do Bangkoku. To spory błąd, bo właśnie tutaj wyspa pokazuje swoje prawdziwe, nienachalne oblicze. Zamiast ciągnących się kilometrami leżaków i głośnych barów z Patong, dostajesz wąskie uliczki z chińsko-portugalskimi kamienicami, knajpki ze street foodem za parę złotych i tętniący życiem rynek, na którym lokalne babcie sprzedają owoce, których nazw nie jesteś w stanie wymówić. Warto poświęcić temu miejscu przynajmniej jeden dzień, najlepiej w środku pobytu, kiedy masz już dosyć słońca i morskiej wody. Spacer po okolicy Soi Romanee to jak podróż w czasie, a przy okazji okazja, żeby zrobić zdjęcia, które nie będą wyglądały jak setki innych z plaży Kata czy Karon.

Jeśli zastanawiasz się, co zobaczyć poza standardowymi wycieczkami na wyspy Phi Phi czy do zatoki Phang Nga, to Phuket Town ma sporo do zaoferowania. Możesz wsiąść w lokalny autobus (kosztuje grosze) i przejechać się bez celu, obserwując codzienne życie Tajów, które toczy się tutaj z dala od hotelowych basenów. Jedzenie to osobny rozdział - w porównaniu do kurortów, ceny są o połowę niższe, a porcje większe. Miska pachnącego curry z makaronem kosztuje tyle, co kawa w sieciówce na plaży. Dla rodzin z dziećmi to też spora ulga, bo maluchy mogą pobiegać po parku, a nie tylko po piasku, a wieczorem trafić na jakiś lokalny festyn z muzyką na żywo.

W sezonie od listopada do marca, kiedy na głównych plażach robi się tłoczno, Phuket Town ratuje ci wakacje przed monotonią. Nie ma tu może idealnej wody jak na wyspach, ale jest za to klimat, którego nie kupisz w żadnym przewodniku. Sprawdź ten zakątek, zanim uznasz, że Tajlandia to tylko Patong i plaża - gwarantuję, że zmienisz zdanie.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski