Przejdź do treści
Europa

Hvar Co Zobaczyć - 10 Najlepszych Atrakcji Wyspy Lawendy

Odkryj 10 najpiękniejszych atrakcji wyspy Hvar, od lawendowych pól po zabytkowe miasto. Sprawdź, co zobaczyć na chorwackiej wyspie lawendy i zaplanuj

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Miasto Hvar nocą - gdzie szukać klimatu, gdy zejdą już wszystkie jachty

Gdy słońce chowa się za wzgórzami i ostatnie megajachty odpływają z hvarskiego portu, miasto zmienia się nie do poznania. To moment, na który czekają stali bywalcy - znika natłok turystów z jednodniowych rejsów, a wąskie uliczki starówki wypełniają się spokojniejszym, lokalnym gwarem. Zamiast przepychać się przez tłum na Rivi, warto wtedy poszukać miejsca z widokiem na zachód słońca i archipelag Pakliński. Doskonałym punktem jest twierdza hiszpańska Spanjola, która o zmierzchu oferuje panoramę, jakiej nie znajdziesz w żadnym porcie. Wejście kosztuje symboliczną kwotę, a widok na miasto Hvar i pobliskie wyspy Paklińskie zapiera dech w piersiach - to jedna z tych atrakcji, która działa jak magnes niezależnie od pory roku.

Wieczorem centrum życia przenosi się w głąb starówki, w okolice katedry św. Szczepana i starego hvarskiego teatru, jednego z najstarszych w Europie. W bocznych uliczkach znajdziesz kameralne konoby, gdzie podają lokalne wina z wyspy, a karta dań opiera się na świeżych rybach i oliwie. Jeśli szukasz czegoś bardziej żywego, wybierz się w stronę nabrzeża - tam bary i restauracje grają muzykę do późna, ale bez przesadnego hałasu. Dla rodzin z dziećmi lepszym wyborem będą spokojniejsze knajpki przy placu, gdzie maluchy mogą pobiegać, a dorośli napić się hvarskiego prosecco. Klimat robi się zupełnie inny niż za dnia - bardziej intymny, mniej komercyjny, z nutą dalmackiej nonszalancji.

Warto też wyjść poza samo miasto Hvar. Jelsa i Vrboska oferują wieczory z winem i lokalnymi przysmakami, bez tłumów i głośnej muzyki. A jeśli masz samochód, przejażdżka na Stari Grad - gdzie port tętni życiem do późna, ale w bardziej cywilizowany sposób - to świetna alternatywa. Noclegi w centrum Hvaru bywają głośne, więc jeśli cenisz spokój, szukaj apartamentów nieco wyżej, na zboczach wzgórza. Pogoda na Hvarze sprzyja wieczornym spacerom nawet w październiku - wtedy wyspa pokazuje swoje najbardziej autentyczne oblicze, z dala od jachtowego zgiełku.

Twierdza Španjola bez zadyszki - którędy wejść i o której, żeby nie stać w kolejce do widoku

Wejście na twierdzę Španjolę to jeden z tych momentów na Hvarze, które albo masz w pamięci jako spokojne popołudnie, albo jako walkę o miejsce przy barierce. W sezonie, między jedenastą a piętnastą, na wąskim podejściu od strony starego miasta robi się tłoczno, a kolejka do kasy potrafi zniechęcić nawet największych entuzjastów widoków. Jeśli chcesz uniknąć tego zamieszania, wybierz się na górę tuż po otwarciu, czyli około ósmej rano, albo celuj w późne popołudnie, po siedemnastej. Wtedy słońce stoi tak, że morze pod tobą robi się granatowe, a dachy Hvaru nabierają ciepłego, pomarańczowego odcienia, a ty masz taras praktycznie dla siebie.

Sama droga na szczyt nie jest mordercza, ale warto wiedzieć, którędy iść, żeby nie utknąć w słońcu na betonowej ścieżce. Najwygodniejsza trasa wiedzie od strony parkingu przy porcie promowym, tuż obok hotelu Palace Elisabeth. Stąd pod górę idzie się około piętnastu minut łagodnym, kamiennym szlakiem, bez stromych schodów, które męczą nogi. Alternatywa z centrum, przez wąskie uliczki starówki, jest krótsza, ale bardziej stroma i w upał może dać w kość, zwłaszcza jeśli masz ze sobą dzieci. Na górze czeka cię nie tylko widok na miasto Hvar i pobliskie wyspy Paklińskie, ale też przyjemny cień w cieniu murów - w środku twierdzy jest małe muzeum i kawiarnia, gdzie możesz złapać oddech.

Jeśli planujesz zwiedzanie Hvaru z dziećmi, Španjola to jedna z lepszych opcji na aktywną część dnia. Maluchy traktują wspinaczkę jak przygodę, a na szczycie mają dużo miejsca do biegania po dziedzińcu. Dorośli z kolei docenią fakt, że z twierdzy widać nie tylko port, ale też drugi szczyt wyspy, Sveti Nikola, i w głębi lądu pola lawendy, które latem mienią się fioletem. Bilet kosztuje około 40 kun, czyli jakieś 25 złotych, więc nie jest to wydatek, który zrujnuje budżet. Warto wziąć ze sobą wodę i nakrycie głowy, bo na otwartej przestrzeni słońce potrafi dać się we znaki, a jedyny cień to ten od murów. Po zejściu możesz od razu skoczyć na lody do jednej z lodziarni na rynku albo złapać prom na wyspy Paklińskie, które są o rzut beretem od portu.

Pakleni Otoci na własną rękę - tanie taksówki wodne, dzikie zatoki i plaża, o której nie przeczytasz w katalogu

Wyspy Paklińskie, czyli Pakleni Otoci, to archipelag, który kusi widokiem z hvarskiej promenady, ale prawdziwą frajdę daje dopiero wtedy, gdy samemu wskoczysz na taksówkę wodną. Zapomnij o zorganizowanych rejsach za sto euro - lokalni przewoźnicy z portu w Hvarze wożą za kilkanaście złotych od osoby, a Ty decydujesz, gdzie wysiąść. Najlepiej od razu celuj w Palmižanę, bo to właśnie tam znajdziesz jedną z najpiękniejszych, a jednocześnie najmniej obleganych plaż w okolicy. Długa, żwirowa linia brzegu z krystaliczną wodą i sosnami dającymi cień - idealna, jeśli masz dość komercyjnych leżaków za 20 euro.

Większość turystów ląduje na głównej plaży przy restauracjach, ale wystarczy przejść kilkaset metrów na wschód, żeby trafić na dzikie zatoki, gdzie rozkładasz ręcznik na nagich skałach i nikt Ci nie przeszkadza. Weź zapas wody i prowiant, bo na dzikich odcinkach nie ma budek, ale za to masz spokój, jakiego nie znajdziesz na zatłoczonej plaży w centrum Hvaru. Jeśli masz więcej czasu, popłyń dalej - na wyspę Marinkovac, gdzie znajduje się słynna plaża Ždrilca, znana z turkusowej wody i klifów, z których skaczą odważniejsi. Taksówkarze wodni często robią pętle, więc możesz zwiedzić kilka wysp w jeden dzień, płacąc za przejazd jak za bilet autobusowy.

Wieczorem wróć do Hvaru na kolację, ale nie szukaj drogi do portu - idź w głąb starówki. Lokalne konoby przy wąskich uliczkach serwują świeże ryby i domowe wino za połowę ceny tych z widokiem na jachty. Pakleni Otoci na własną rękę to nie tylko oszczędność, ale przede wszystkim wolność wyboru - sam decydujesz, w której zatoce spędzisz popołudnie, a nie przewodnik z megafonem.

Stari Grad bez pośpiechu - kamienne uliczki, poranna kawa na placu i dom poety, który wyprzedził swoją epokę

Stari Grad to jedno z tych miejsc na wyspie Hvar, które nie rzuca się na afisz, a zapada w pamięć na długo. Gdy większość turystów kieruje się do tętniącego życiem miasta Hvar, tutaj życie toczy się własnym, leniwym rytmem. Kamienne uliczki, które pamiętają czasy starożytnych Greków, prowadzą do małego placu, gdzie poranna kawa smakuje najlepiej, bo pijesz ją w cieniu wiekowego platanu. To właśnie w Stari Gradzie poczujesz prawdziwy, nieprzmuszony do niczego, dalmatyński spokój.

A stunning field of vibrant lavender flowers in full bloom under the daylight.
Zdjęcie: Pixabay

Nie ma tu może tak spektakularnych widoków jak z twierdzy Hiszpańskiej w Hvarze, ale rekompensuje to atmosfera. Warto zajrzeć do domu Petra Hektorovicia, renesansowego poety, który wyprzedził swoją epokę. Jego posiadłość, Tvrdalj, to nie tylko zabytek, ale przede wszystkim dowód na to, że już w XVI wieku ktoś myślał o zrównoważonym życiu - basen z rybami, ogród warzywny i gołębnik tworzą małą, samowystarczalną enklawę. To atrakcja, której nie znajdziesz w żadnym przewodniku po plażach, a która opowiada o wyspie więcej niż niejeden kościół czy muzeum.

Po zwiedzaniu warto skierować się w stronę portu w Stari Gradzie, skąd odpływają promy na Brač i na stały ląd. Sam port to jednak nie tylko punkt przesiadkowy - to miejsce, gdzie cumują tradycyjne łodzie rybackie, a w powietrzu unosi się zapach oliwy i rozgrzanych kamieni. Spacer wzdłuż nabrzeża to idealny preludium do wieczornego posiłku. Restauracje w Stari Gradzie serwują dania, które smakują lepiej niż te w zatłoczonym centrum Hvaru, bo opierają się na lokalnych winach i warzywach z okolicznych pól. To tutaj, a nie w Jelsie czy Vrbosce, znajdziesz autentyczny smak Dalmacji, bez turystycznej otoczki.

Jeśli szukasz noclegu na Hvarze, a nie przepadasz za gwarem miasta Hvar, Stari Grad jest strzałem w dziesiątkę. Zamiast życia nocnego i tłumów na plażach, dostajesz możliwość zwiedzania w swoim tempie. Do archipelagu Paklińskiego z jego krystalicznymi zatokami masz stąd blisko łodzią, a piesza wspinaczka na szczyt Sveti Nikola pozwoli ci spojrzeć na całą wyspę z zupełnie innej perspektywy. Stari Grad to nie tylko jeden z punktów na mapie atrakcji - to baza wypadowa, która sama w sobie jest celem podróży.

Lawendowa pułapka - gdzie naprawdę pachnie, a gdzie sprzedają pamiątki z chińskiego olejku

Planowanie wyjazdu na Hvar często zaczyna się od jednego zdjęcia - fioletowych pól lawendy na tle błękitnego morza. I rzeczywiście, wyspa słynie z tego aromatu, ale podróżnicy często wpadają w pułapkę. Lawendowe mydełka, olejki i woreczki zapachowe znajdziesz w co drugim sklepiku w mieście Hvar i Stari Gradzie, ale ich zapach to często syntetyczna mieszanka, która nie ma nic wspólnego z prawdziwą lawendą z Dalmacji. Jeśli chcesz poczuć ten charakterystyczny, intensywnie ziołowy aromat, musisz wyjść poza centrum turystyczne. Prawdziwe pola lawendy znajdziesz we wschodniej części wyspy, w okolicach wsi Velo Grablje i Brusje, gdzie uprawy są wciąż żywe, a powietrze pachnie naturalnie.

Atrakcje Hvar to jednak nie tylko lawenda. Miasto Hvar kusi zabytkami - twierdza hiszpańska, czyli Spanjola, daje widok na cały archipelag Pakliński, a katedra św. Szczepana na starówce robi wrażenie wykonaniem. Warto też zajrzeć do hvarskiego teatru, jednego z najstarszych w Europie, który wciąż działa. Jeśli wolisz spokojniejsze klimaty, wybierz Stari Grad - jego port i wąskie uliczki mają zupełnie inny, bardziej autentyczny charakter. To tutaj poczujesz prawdziwy rytm życia wyspy, bez tłumów i głośnej muzyki.

Plaże Hvar zaskakują różnorodnością - od skalistych zatoczek w rejonie Pakleni Otoci po piaszczyste łachy w okolicy Jelsy i Vrboski. Jeśli szukasz plaż dla dzieci, lepiej unikać centrum miasta, a postawić na spokojniejsze miejsca na północnym wybrzeżu. Pogoda na Hvar sprzyja zwiedzaniu od maja do października, ale szczyt sezonu w lipcu i sierpniu oznacza tłok i wyższe ceny noclegów. Lepiej wybrać wrzesień - wino z lokalnych winnic smakuje wtedy najlepiej, a lawenda wciąż pachnie na polach. Dojazd na wyspę to kwestia promu z Drvenika lub Splitu, ale jeśli masz więcej czasu, warto przepłynąć się katamaranem - widoki na Dalmację z wody zapierają dech.

Winnice na kamieniu - trzy otwarte piwnice, w których spróbujesz lokalnego plavaca bez wykupionej wycieczki

Plavac mali to dumna chorwacka odmiana, z której robi się wina o charakterze. Na Hvarze nie musisz szukać jej w knajpianych kartach za 40 euro za kieliszek. Wystarczy, że skierujesz się na wschód od miasta Hvar, w stronę winnic rozsypanych na suchych, kamiennych tarasach. Miejscowi winiarze od pokoleń walczą tu z kamieniem i wiatrem, a efektem są butelki pełne słońca i mineralności.

Trzy konkretne adresy, gdzie otworzą ci drzwi bez wcześniejszej rezerwacji i opowiedzą o swojej pracy. Pierwszy to rodzinna piwnica Tomić w Jelsie. Stoją wśród rzędów starych krzewów, a w środku czeka degustacja kilku roczników plavaca i białego pošipa za jakieś 80-100 kun od osoby. Drugi to Zlatan Otok w Starym Gradzie. Tu nie tylko spróbujesz wina, ale zobaczysz, jak wygląda praca na kamiennych tarasach. Trzeci adres to Plato w centrum miasta Hvar - mała, rodzinna winiarnia z widokiem na port, gdzie za 60 kun dostajesz trzy wina i kawałek sera.

Warto wiedzieć, że plavac mali z Hvaru różni się od tego z Pelješaca. Jest bardziej delikatny, z wyraźną nutą suszonych ziół i lawendy, która unosi się nad wyspą. Nie spodziewaj się jednak słodkich win - to wytrawne, mocne trunki, które pije się do jagnięciny z grilla lub do twardego owczego sera. Jeśli trafisz na październik, możesz nawet pomóc w zbiorach - winiarze chętnie pokazują proces, a potem częstują młodym winem prosto z kadzi. Na Hvarze wino to nie atrakcja dla turystów, ale codzienność, którą chętnie się dzielą.

Vrboska i Jelsa w jeden dzień - rowerem wzdłuż kanału, lunch z łodzi i most, który wszyscy omijają

Zamiast gnać z miasta Hvar na drugi koniec wyspy samochodem, wsiądź na rower w Starym Gradzie i skręć w stronę Vrboski. To nie jest trasa dla wyczynowców - jedziesz wzdłuż starego kanału, który łączy się z morzem, a po obu stronach masz kamienne domy i drzewa oliwne. Vrboskę nazywają małą Wenecją, ale to porównanie jest na wyrost i dobrze, bo prawdziwy klimat robią tu mostki i zatoka, przy której cumują kutry. Większość turystów omija główny most w centrum, bo jest wąski i nie ma tam miejsca na selfie, ale to właśnie z niego widać, jak kanał wcina się w miasto między kamienice. Zatrzymaj się na lunch w którejś z knajp przy samej wodzie - łodzie z porannym połowem podjeżdżają pod taras, a ty dostajesz grillowaną rybę prosto z sieci, bez turystycznej otoczki.

Po Vrbosce jedziesz dalej do Jelsy, ale nie główną drogą, tylko ścieżką wzdłuż wybrzeża. To jakieś 20 minut spokojnym tempem, a widoki zmieniają się z portowych na otwarte morze. Jelsa ma większy plac i więcej kawiarni, ale jej siłą jest to, że nie udaje kurortu z pierwszych stron katalogów biur podróży. Możesz wejść do kościoła, rzucić okiem na starą wieżę, a potem po prostu usiąść na molo i patrzeć, jak ludzie skaczą do wody. Jeśli masz siłę po rowerze, wejdź na wzgórze za miastem - stamtąd widać całą zatokę i Brač po drugiej stronie kanału.

Cała pętla ze Starego Gradu przez Vrboskę i Jelsę to około 30 kilometrów, ale nie musisz robić jej w pośpiechu. Wypożyczalnie rowerów są w każdym porcie, a koszt to około 80-100 kun za dzień. Najlepiej ruszyć rano, zanim słońce stanie w zenicie, bo w sezonie upał potrafi dać w kość. Po drodze nie ma wielkich atrakcji z przewodnika - żadnych twierdz ani muzeów - ale to właśnie sprawia, że ta trasa ma sens. Widzisz wyspę taką, jaka jest: winnice, kamienne mury i woda, która zmienia kolor od turkusu po granat. A na koniec dnia wracasz do Starego Gradu prosto na prom, z nogami ciężkimi od pedałowania i głową pełną spokoju.

Południowe wybrzeże bez tłumu - zatoka Dubovica, samotna Milna i skok z klifu tam, gdzie GPS traci zasięg

Gdy mapa w telefonie przestaje łapać sygnał, a przed tobą otwiera się wąska, kamienista ścieżka w dół, jesteś blisko. Zatoka Dubovica to jedna z tych plaż Hvar, które znajdziesz nie przez algorytm, ale przez przypadek - albo celową decyzję, żeby uciec od tłumu. Leży kilkanaście minut jazdy na wschód od miasta Hvar, schowana za zakrętem i gajem oliwnym. Wejście do wody jest tu żwirowe, ale nagrodą jest czystość, którą docenisz, gdy zobaczysz, że nie ma tu leżaków, głośnej muzyki ani baru z frytkami. Zabierz ze sobą wodę, buty do wody i dobry humor - to atrakcje w wersji surowej, bez lukru.

Jeszcze dalej, na zachodnim krańcu wyspy, leży Milna. To nie kurort, tylko kamienna osada z kilkoma domami i przystanią, gdzie cumują jachty szukające ciszy. Jeśli zastanawiasz się, co zobaczyć Hvar poza folderami z lawendą i Starym Gradem, właśnie to. Milna to dowód na to, że wyspy Hvar mają drugie, cichsze oblicze. Nie ma tu promu, nie ma supermarketu, ale jest za to mała tawerna, w której podają rybę złowioną tego samego ranka. Dla rodzin z dziećmi to może być za mało, ale jeśli szukasz miejsca, gdzie czas zwalnia, trafiłeś idealnie.

A jeśli masz w sobie duszę poszukiwacza przygód, skieruj się w okolice Svete Nedjelje. Tam, na południowym wybrzeżu, skały opadają pionowo w morze, a woda ma odcień, którego nie oddaje żadne zdjęcie. Skoki z klifu to tutaj sport lokalny, a nie atrakcja dla turystów. To miejsce, gdzie zwiedzanie Hvar nabiera adrenaliny, a widoki na otwarte morze i pobliskie wyspy Paklińskie zapierają dech w piersiach. Nie licz na oznakowanie, parking czy ratownika - po prostu przyjedź, znajdź dogodną skałę i sprawdź głębokość przed skokiem. To Chorwacja wyspa Hvar w najbardziej autentycznym wydaniu, daleko od pocztówek z lawendą i kieliszkiem wina na starówce.

Klasztor, który pachnie cyprysem - franciszkański spokój, muzeum z niespodzianką i refektarz, w którym czas się zatrzymał

Wejście na dziedziniec klasztoru franciszkanów w Hvarze to jak przekroczenie granicy między gwarem miasta a ciszą. Biel kamienia, cyprysy i zapach lawendy mieszają się tu w sposób, który trudno znaleźć gdzie indziej na wyspie. Sam klasztor powstał w XV wieku, ale to, co przyciąga tu większość turystów, znajduje się w środku - w muzeum klasztornym. Największą niespodzianką jest obraz „Ostatnia wieczerza” autorstwa nieznanego artysty z XVI wieku, który w detalach przypomina słynne dzieło Leonarda da Vinci, ale ma w sobie surowy, dalmatyński charakter.

Muzeum to jednak nie tylko jeden obraz. Znajdziesz tu starodruki, inkunabuły, a także kolekcję amfor wydobytych z okolicznych wraków. Każdy przedmiot opowiada historię handlu, wojen i codzienności, która przez wieki kształtowała Hvar. Po obejrzeniu eksponatów warto zajrzeć do refektarza - to właśnie tam, w chłodzie kamiennych ścian, mnisi spożywali posiłki, a dziś można poczuć ten sam spokój. W powietrzu unosi się zapach wosku i starego drewna, a przez wąskie okna wpada tylko tyle światła, by dostrzec surowe piękno wnętrza.

Klasztor leży tuż przy porcie, więc łatwo go wpleść w spacer po starówce. Po wyjściu masz kilka kroków do katedry św. Szczepana lub na główny plac, gdzie życie tętni kawą i lodami. Jeśli szukasz chwili wytchnienia od upału i tłumów, to właśnie tutaj znajdziesz swój azyl. Wstęp kosztuje około 30 kun, a spokój, który tu zastaniesz, zostaje na dłużej.

Hvar z dzieckiem - place zabaw z widokiem na Adriatyk, płytkie zatoczki i lody lawendowe, które działają na wszystkich

Hvar z dzieckiem to zupełnie inna bajka, niż imprezowa wizja wyspy. Jasne, miasto Hvar słynie z życia nocnego, ale wystarczy oddalić się kilkaset metrów od centrum, by znaleźć miejsca, gdzie maluchy biegają po kamiennych uliczkach, a rodzice sączą kawę z widokiem na morze. Kluczem jest wybór bazy noclegowej. Najlepiej sprawdzają się kwatery w Starym Gradzie lub w Jelsi - mają spokojniejsze plaże i płytsze zejścia do wody niż te wokół samego miasta Hvar. W Starym Gradzie port jest osłonięty, a woda nagrzewa się szybko, co dla małych dzieci oznacza mniej marudzenia i więcej pluskania.

Place zabaw na Hvarze to często wisienka w formie widoku na Adriatyk. W miasteczku Hvar, tuż przy promenadzie, znajdziesz niewielki, ale zadbany plac z huśtawkami i zjeżdżalnią. Dzieciaki szaleją, a ty patrzysz na jachty i wzgórze z hiszpańską twierdzą. Jeśli szukasz dłuższego spaceru, wejdź na szczyt Sveti Nikola - to nie jest wycieczka dla wózków, ale starsze dzieciaki poradzą sobie bez problemu, a widok z góry na cały archipelag Pakliński wynagradza każdy krok. Po drodze możecie zbierać kamienie i obserwować jaszczurki, co działa lepiej niż jakakolwiek gra na tablecie.

Plaże na Hvarze z dzieckiem to przede wszystkim piaszczyste zatoczki w okolicy Vrboski oraz plaża w Jelsi, gdzie woda jest naprawdę płytka i spokojna. Pakleni Otoci, czyli wyspy Paklińskie, kuszą krystaliczną wodą, ale dotarcie tam promem z dzieckiem w upale bywa męczące. Lepiej wybrać którąś z łatwiej dostępnych plaż przy samym brzegu, gdzie możecie rozłożyć ręcznik bez zbędnej logistyki. I tu dochodzimy do sekretnej broni Hvaru - lodów lawendowych. Nie ma dziecka, które odmówi porcji fioletowego deseru z dodatkiem lokalnych ziół, a dorośli też się nimi zajadają, bo smak jest delikatny i orzeźwiający, a nie perfumowany. Lawendę na wyspie znajdziesz na każdym kroku, od pól po sklepiki z pamiątkami, ale lody to najprostszy sposób, by przekonać malucha do lokalnych smaków.

Zwiedzanie Hvaru z maluchem da się ogarnąć bez nerwów. Katedra św. Szczepana i klasztor franciszkanów są w centrum, a spacer po starówce z wózkiem nie jest koszmarem, choć niektóre uliczki bywają strome. Hvarski teatr, jeden z najstarszych w Europie, to ciekawostka dla rodziców, ale dzieciom szybciej znudzi się w środku niż na dziedzińcu. Warto zrobić sobie przerwę w cieniu murów twierdzy Hiszpańskiej (Spanjola) - wejście na górę to wysiłek, ale widok na miasto i wyspy Paklińskie to nagroda, która działa na każdego, niezależnie od wieku. Po zejściu czeka nagroda w postaci lodów lub owoców morza w jednej z restauracji na promenadzie. Hvar z dzieckiem to nie fatamorgana - to realna opcja, pod warunkiem że nie planujecie zwiedzania w samo południe i macie w zanadrzu zapas kremu z filtrem oraz cierpliwości na wąskie uliczki.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski