Przejdź do treści
Europa

Haga Ceny 2026 - Kompletny Przewodnik Po Kosztach Wakacji

Planujesz wakacje w Hadze w 2026 roku? Sprawdź nasz kompletny przewodnik po kosztach - dowiesz się, ile wydasz na noclegi, jedzenie i atrakcje.

Scenic view of historic buildings reflecting on a serene canal in a European city. Pozdrowienia z: Europa Par avion

Ile naprawdę kosztuje energia elektryczna w 2026 roku po odmrożeniu taryf

Ceny energii elektrycznej w 2026 roku budzą sporo emocji, zwłaszcza po latach mrożenia stawek i nagłych interwencji rządu. Od początku przyszłego roku wracamy do taryf zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki, a to oznacza jedno - rachunki za prąd mogą być niższe niż w szczycie kryzysu, ale niekoniecznie niższe niż dzisiaj. Pytanie brzmi: czy gospodarstwa domowe faktycznie odczują spadek, czy to tylko księgowa sztuczka?

Z danych URE i prognoz wynika, że średnia cena energii na rynku hurtowym w 2026 roku może spaść do 500-600 zł za MWh. Dwa lata temu oscylowała w okolicach 800-1000 zł. To efekt większej podaży, spadku kosztów uprawnień do emisji CO₂ i stabilizacji po szoku energetycznym. Problem w tym, że na rachunku końcowym cena za MWh to tylko część składki. Dochodzą opłaty dystrybucyjne, które rosną, oraz opłata mocowa, która w 2026 roku będzie wyższa niż wcześniej. Nawet jeśli na giełdzie prąd tanieje, w portfelu przeciętnego odbiorcy różnica może być mniej odczuwalna.

Minister energii Miłosz Motyka zapowiada, że nowe taryfy dla PGE, Tauronu i Enei będą odzwierciedlać realne koszty sprzedaży, a nie polityczne zamrożenia. Dla kogoś w taryfie G11 oznacza to koniec ery sztucznie zaniżonej stawki. Zamiast jednej zamrożonej ceny dostajemy przejrzystą, ale zmienną. W praktyce prąd w 2026 roku będzie tańszy od tego z 2026 czy 2026, ale droższy niż w 2026, kiedy część kosztów wciąż amortyzował budżet państwa.

Oszczędności realnie pojawią się tam, gdzie odbiorcy zaczną reagować na sygnały cenowe. Jeśli twoja taryfa przewiduje niższe stawki poza godzinami szczytu, warto przesunąć pranie czy ładowanie samochodu na noc. Inaczej zapłacisz więcej, bo opłaty dystrybucyjne i mocowa nie znikną, a stawki za prąd w szczycie mogą być wyższe niż w zamrożonej cenie. Dla przeciętnego gospodarstwa różnica może wynieść kilkaset złotych rocznie - ale tylko pod warunkiem, że świadomie wybierzesz taryfę i dostosujesz nawyki.

Nowe stawki w taryfach G - co URE zatwierdziło dla gospodarstw domowych

Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził właśnie nowe taryfy dla gospodarstw domowych na 2026 rok. Wbrew obawom wielu odbiorców, rachunki za prąd mają szansę być niższe niż w poprzednich latach. Prezes URE podjął decyzję, która odzwierciedla realne trendy na rynku hurtowym - ceny energii elektrycznej systematycznie spadają. Dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to konkretne przełożenie na portfel, zwłaszcza jeśli korzysta z taryfy G11. Średnia cena energii w nowych taryfach jest wyraźnie niższa od tej z okresu szczytu kryzysu energetycznego, co wynika z większej podaży i stabilizacji kosztów wytwarzania.

W praktyce, według prognoz na 2026 rok, stawki za energię czynną w taryfie G mogą spaść nawet o kilkanaście procent w porównaniu z okresem obowiązywania zamrożonej ceny. To jednak nie oznacza równie spektakularnej obniżki na rachunku. Dlaczego? Bo na ostateczną kwotę składają się nie tylko cena za MWh, ale też opłaty dystrybucyjne i opłata mocowa, które w ostatnich latach systematycznie rosły. Minister energii Miłosz Motyka oraz prezes URE podkreślają, że kończy się era sztucznego mrożenia cen, a rynek wraca do naturalnych mechanizmów. Dla odbiorców PGE, Tauronu czy Enei oznacza to konieczność uważniejszego przyjrzenia się swoim umowom.

Co ciekawe, niższe ceny prądu w 2026 roku to nie tylko zasługa spadku notowań na giełdzie. To także efekt zmian w regulacjach, które wymusiły na sprzedawcach większą transparentność w kalkulacji taryf. Jeśli mieszkasz w miejscu, gdzie konkurencja między dostawcami jest większa, możesz wynegocjować jeszcze lepsze warunki. Pamiętaj jednak, że taryfy zatwierdzone przez URE to cena maksymalna - sprzedawcy mogą proponować niższe stawki, zwłaszcza w godzinach szczytu, jeśli zdecydujesz się na taryfę dwustrefową. To dobry moment, by przeanalizować własne zużycie i sprawdzić, czy nie przepłacasz za prąd w 2026 roku.

Cena za MWh u poszczególnych sprzedawców - porównanie PGE, Tauron, Enea i innych

Różnice w stawkach między poszczególnymi sprzedawcami mogą wydawać się niewielkie, ale przy rocznym zużyciu prądu przez gospodarstwo domowe liczy się każda złotówka. PGE, Tauron, Enea i inni operatorzy działają w oparciu o taryfy zatwierdzone przez Urząd Regulacji Energetyki, a prezes URE co kwartał weryfikuje, czy stawki odzwierciedlają rzeczywiste koszty na rynku hurtowym. W praktyce ceny energii elektrycznej dla odbiorców w taryfie G11 są do siebie zbliżone, ale nie identyczne. Różnice wynikają głównie z indywidualnych kosztów zakupu prądu na giełdzie, marż handlowych oraz struktury opłat dystrybucyjnych, które każdy dystrybutor kalkuluje osobno.

Aktualne prognozy na 2026 rok wskazują na możliwy spadek cen na poziomie MWh w hurcie, co przełożyłoby się na niższe rachunki dla gospodarstw domowych. Minister energii Miłosz Motyka zapowiadał, że rząd nie planuje przedłużać mechanizmu mrożenia cen w dotychczasowej formie, ale szczegóły nowych rozwiązań poznamy dopiero po zatwierdzeniu taryf przez prezesa URE. Jeśli podaż energii na rynku hurtowym utrzyma się na wysokim poziomie, a koszty uprawnień do emisji CO₂ nie wzrosną gwałtownie, cena za MWh w taryfach PGE, Tauron i Enea może być nawet o kilkanaście procent niższa niż w szczycie kryzysu.

Warto jednak pamiętać, że na końcowej kwocie na fakturze ważą nie tylko stawki za sam prąd, ale też opłaty dystrybucyjne i opłata mocowa. Nawet jeśli tańsze taryfy zatwierdzone przez regulatora przyniosą oszczędności na poziomie kilkudziesięciu złotych miesięcznie, wzrost cen usług dystrybucyjnych może tę różnicę zniwelować. Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na porównaniu stawek u poszczególnych sprzedawców, lepiej przeanalizować cały rachunek i sprawdzić, który wariant umowy - z ceną zamrożoną czy oparty na indeksie rynkowym - daje realną szansę na niższe koszty w dłuższej perspektywie.

Colleagues enjoying a Christmas office party with drinks and holiday decor.
Zdjęcie: RDNE Stock project

Opłata mocowa i dystrybucyjna - ukryte składniki, które windują rachunek

Kiedy myślisz o rachunku za prąd, pewnie od razu patrzysz na stawkę za kilowatogodzinę. Tymczasem to tylko część historii. W 2026 roku, nawet jeśli prognozy na rynku hurtowym mówią o spadku, a prezes URE zatwierdzi nowe taryfy na niższym poziomie MWh, twoja faktura może wcale nie być dużo niższa. Powód? Ukryte składniki, które rosną niezależnie od tego, czy energia elektryczna na giełdzie tanieje, czy drożeje.

Opłata dystrybucyjna to największy z tych cichych graczy. W taryfie G11, która dotyczy większości gospodarstw domowych, stanowi często połowę całej kwoty do zapłaty. PGE, Tauron czy Enea nie mają na nią wielkiego wpływu - to koszt utrzymania infrastruktury, który Urząd Regulacji Energetyki kalkuluje na podstawie wydatków operatorów sieci. Nawet jeśli średnia cena energii w 2026 roku spadnie, opłaty dystrybucyjne mogą wzrosnąć, bo sieci wymagają modernizacji. Do tego dochodzi opłata mocowa, wprowadzona, by finansować rezerwy mocy na godziny szczytu. To stały, niewielki dodatek, ale w skali roku robi różnicę.

Minister energii Miłosz Motyka i prezes URE zapowiadają zmiany w systemie mrożenia cen, które mają chronić odbiorców przed gwałtownym wzrostem. Problem w tym, że zamrożona cena za MWh działa tylko na część składników. Opłaty dystrybucyjne i mocowa pozostają poza tym mechanizmem. Jeśli więc w 2026 roku stawki na rynku hurtowym faktycznie pójdą w dół, a taryfy zatwierdzone przez regulatora będą tańsze, realne oszczędności na rachunku odczujesz głównie wtedy, gdy spadną koszty sprzedaży. Reszta to stałe obciążenie, które winduje rachunek niezależnie od podaży i cen energii elektrycznej. Dlatego zamiast patrzeć tylko na prognozy, warto przyjrzeć się swojej taryfie i sprawdzić, czy nie możesz zmienić godzin szczytu w swoim domu - to jedyny sposób, by realnie zmniejszyć wpływ tych ukrytych opłat.

Kto zyska, a kto straci - analiza zmian w stosunku do okresu mrożenia cen

Przez ostatnie dwa lata gospodarstwa domowe w Polsce żyły w stanie wyjątkowym. Cena prądu była zamrożona, co oznaczało, że nawet jeśli na rynku hurtowym energia drożała, ty na rachunku widziałeś sztucznie utrzymaną stawkę. Teraz, gdy mechanizm mrożenia wygasa, a prezes URE zatwierdza nowe taryfy na 2026 rok, sytuacja się odwraca. Na rynku hurtowym ceny energii elektrycznej spadają - prognozy mówią o poziomie poniżej 500 zł za MWh, podczas gdy jeszcze dwa lata temu bywało ponad 800 zł. Paradoks polega na tym, że niższe ceny na giełdzie wcale nie muszą przełożyć się na niższe rachunki dla ciebie.

Dlaczego? Bo w twojej fakturze cena za MWh to tylko jeden z elementów. Dochodzą opłaty dystrybucyjne, które rosną, oraz opłata mocowa, która w 2026 roku również pójdzie w górę. Dla odbiorców w taryfie G11, korzystających z ofert PGE, Tauron czy Enea, efekt może być mieszany. Z jednej strony stawki za samą energię elektryczną będą niższe niż w okresie zamrożenia - to zasługa wysokiej podaży na rynku hurtowym i stabilizacji kosztów wytwarzania. Z drugiej strony, jeśli zsumujesz wszystkie składniki, różnica w stosunku do zamrożonej ceny może być odczuwalna, ale nie tak dotkliwa, jak straszyły niektóre prognozy.

Kluczową różnicę zobaczą ci, którzy do tej pory płacili faktycznie mniej niż wynosił limit mrożenia. Dla nich zniesienie blokady oznacza realny wzrost cen prądu, bo wrócą do stawek rynkowych. Z kolei odbiorcy, którzy w 2026 i 2026 roku i tak płacili pełną taryfę (bo przekroczyli limit zużycia), teraz odczują spadek cen na swoim rachunku. Minister energii Miłosz Motyka i Urząd Regulacji Energetyki podkreślają, że nowe taryfy zatwierdzone na 2026 rok mają odzwierciedlać rzeczywisty poziom kosztów. W efekcie, choć rachunek za prąd nie spadnie drastycznie, to wreszcie przestanie być politycznym narzędziem, a zacznie odzwierciedlać realia rynku. Oszczędności będą więc rozłożone nierównomiernie - ktoś zyska na tańszym prądzie w godzinach szczytu, ktoś inny straci na rosnących opłatach stałych.

Prognozy ekspertów na drugą połowę 2026 - czy czeka nas kolejny wzrost

Optymiści z branży energetycznej zakładają, że druga połowa 2026 roku przyniesie dalsze obniżki, ale tylko jeśli utrzyma się wysoka podaż na rynku hurtowym. Prąd 2026 może być tańszy niż zakładano, ale wszystko zależy od tego, jak szybko ruszą nowe źródła odnawialne, które realnie obniżają poziom MWh w kontraktach terminowych. Jeśli wiatr i słońce będą pracować pełną mocą, a magazyny energii zaczną odciągać nadwyżki z godzin szczytu, średnia cena energii spadnie nawet o kilka procent w stosunku do pierwszej połowy roku. To dobra wiadomość dla gospodarstw domowych, które w 2026 roku wciąż będą płacić według taryf zatwierdzonych przez prezesa URE, ale z mniejszym obciążeniem opłatą mocową.

Z drugiej strony, Urząd Regulacji Energetyki ostrzega, że nie można wykluczyć wzrostu cen, zwłaszcza jeśli zabraknie gazu w magazynach lub zima okaże się wyjątkowo mroźna. Ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym są wrażliwe na każdy sygnał o ograniczonej podaży, a wtedy taryfy G11 u PGE, Tauronu czy Enei mogą pójść w górę szybciej, niż prognozował minister energii Miłosz Motyka. W grę wchodzą też czynniki geopolityczne - niestabilność na wschodzie zawsze podbija stawki, a wtedy nawet zamrożonej ceny nie da się utrzymać bez dopłat z budżetu.

Dla odbiorców kluczowe jest to, że mrożenia cen w 2026 roku nie będzie już tak hojne jak w latach poprzednich. Nowe taryfy zakładają stopniowe odmrażanie, więc na rachunku za prąd realnie odczujesz każdy ruch na poziomie MWh. Jeśli chcesz szukać oszczędności, warto przejrzeć oferty sprzedaży poza taryfą G - niektórzy sprzedawcy proponują niższe stawki, ale tylko przy umowach na czas określony. Opłaty dystrybucyjne i tak zostaną, ale same koszty energii elektrycznej mogą spaść, jeśli trafisz w dobry moment negocjacji. Eksperci radzą, by nie czekać do ostatniego kwartału, bo wtedy zwykle pojawia się nerwowość na rynku i ceny rosną.

Mrożenie cen a ochrona odbiorców wrażliwych - jakie mechanizmy wchodzą w grę

Mechanizm mrożenia cen prądu, który obowiązywał w poprzednich latach, był rozwiązaniem ratunkowym, ale niosło ze sobą spore obciążenie dla budżetu państwa. W 2026 roku podejście się zmienia - zamiast trzymać sztucznie niską cenę dla wszystkich, regulatorzy i minister energii Miłosz Motyka stawiają na precyzyjne celowanie w tych, którzy realnie potrzebują pomocy. W praktyce oznacza to, że standardowe taryfy, jak G11 u PGE, Tauronu czy Enei, będą odzwierciedlać realne koszty zakupu energii na rynku hurtowym, który od kilku miesięcy notuje spadek cen. Zamiast zamrożonej ceny dla każdego gospodarstwa domowego, ochrona ma dotyczyć przede wszystkim odbiorców wrażliwych - osób w trudnej sytuacji finansowej, dużych rodzin czy mieszkańców domów ogrzewanych prądem.

Co to zmienia w twoim domowym budżecie? Przede wszystkim kończy się era, w której rachunek za prąd był oderwany od rzeczywistości rynkowej. Średnia cena energii na poziomie MWh w 2026 roku ma być niższa niż w szczycie kryzysu, ale nadal wyższa niż przed 2026 rokiem. Urząd Regulacji Energetyki, na czele z prezesem URE, zatwierdzi nowe taryfy, które uwzględnią zarówno niższe ceny na rynku hurtowym, jak i rosnące opłaty dystrybucyjne oraz opłatę mocową. To drugie jest kluczowe - nawet jeśli energia będzie tańsza, na rachunku możesz nie zobaczyć spektakularnych oszczędności, bo sieci potrzebują inwestycji. Dlatego zamiast liczyć na powrót mrożenia cen, warto przyjrzeć się prognozom, które mówią o stabilizacji, ale bez gwałtownych spadków jak w 2026 roku.

Dla ciebie, jako odbiorcy w taryfie G, najważniejsze jest zrozumienie, że mechanizm ochronny będzie działał selektywnie. Jeśli twoje dochody mieszczą się w niskich progach, możesz liczyć na dopłaty do rachunków lub limitowanie wzrostu cen. Pozostali zapłacą tyle, ile wynika z kosztów sprzedaży i dystrybucji. To zmiana logiki - zamiast pompować pieniądze w zamrożoną cenę dla wszystkich, państwo kieruje wsparcie tam, gdzie realnie grozi ubóstwo energetyczne. W efekcie rynek hurtowy, z większą podażą i niższymi cenami energii elektrycznej, przełoży się na twoje oszczędności tylko wtedy, gdy nauczysz się zarządzać zużyciem, na przykład przesuwając pranie poza godziny szczytu. Nowe taryfy to sygnał: prąd 2026 będzie tańszy, ale nie dla każdego automatycznie.

Sposoby na niższy rachunek bez wyrzeczeń - od taryf weekendowych po zmianę nawyków

Zanim zaczniesz szukać oszczędności w swoim gospodarstwie domowym, warto wiedzieć, że nawet bez zmiany dostawcy możesz realnie obniżyć rachunek za prąd w 2026 roku. Klucz leży w dopasowaniu taryfy do swojego rytmu dnia. Jeśli większość energii zużywasz wieczorami i w weekendy, standardowa taryfa G11 (jednakowa stawka przez całą dobę) może być dla ciebie nieopłacalna. Warto przyjrzeć się taryfie G12 lub G12w, które oferują tańsze godziny poza szczytem, a w weekendy nawet przez całą dobę. Różnica w cenie za MWh między strefą dzienną a nocną bywa spora, a przeniesienie prania, zmywania czy ładowania samochodu na tańsze godziny nie wymaga od ciebie żadnych wyrzeczeń - tylko lekkiego przestawienia harmonogramu.

Kolejnym krokiem, który nie wymaga inwestycji, jest sprawdzenie, czy nie przepłacasz za moc bierną lub niepotrzebne opłaty handlowe. Wiele gospodarstw domowych wciąż korzysta z taryf sprzed kilku lat, podczas gdy rynek hurtowy już dawno zareagował na zmiany cen. Prezes URE regularnie zatwierdza nowe taryfy dla PGE, Tauron i Enei, a różnice między ofertami mogą sięgać kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Jeśli minister energii Miłosz Motyka nie zdecyduje się na przedłużenie mrożenia cen, od 2026 roku stawki mogą być wyższe, ale to nie znaczy, że musisz płacić więcej. Warto porównać aktualne oferty sprzedawców, zwłaszcza że prognozy cen energii elektrycznej na poziomie MWh wskazują na stopniowy spadek na rynku hurtowym, co przy odpowiednio dobranej umowie może przełożyć się na niższy rachunek.

Pamiętaj też o opłatach dystrybucyjnych i opłacie mocowej - to one często stanowią stały, niezależny od twojego zużycia koszt. Jeśli mieszkasz w bloku, nie masz na nie wpływu, ale przy wymianie licznika na inteligentny możesz zacząć świadomie unikać godzin szczytu. Systemy zdalnego odczytu pozwalają śledzić zużycie w czasie rzeczywistym, a to daje ci realną wiedzę, kiedy twój dom naprawdę potrzebuje prądu. Drobne zmiany, jak wyłączenie trybu czuwania w telewizorze czy odłączanie ładowarek, nie zrobią rewolucji, ale w połączeniu z dobrą taryfą i świadomym wyborem sprzedawcy mogą dać ci kilkaset złotych oszczędności w skali roku.

Fotowoltaika i pompy ciepła w nowej rzeczywistości cenowej - czy to jeszcze się opłaca

Wiele osób, które zainwestowały w fotowoltaikę i pompy ciepła w ostatnich latach, patrzy teraz na prognozy cen prądu z niepokojem. Nikt nie chce, żeby nowoczesne ogrzewanie nagle przestało być opłacalne. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona niż prosta kalkulacja, że gdy spadają ceny energii elektrycznej, spada też sens własnej instalacji. To prawda, że rynek hurtowy odnotował spadek cen, a prezes URE zapowiada, że nowe taryfy zatwierdzone na 2026 rok mogą być niższe niż zakładano jeszcze kilka miesięcy temu. Pojawiają się nawet głosy, że średnia cena energii dla gospodarstw domowych w taryfie G11 spadnie poniżej poziomu zamrożonej ceny, co oznaczałoby realne oszczędności na rachunku bez konieczności interwencji państwa.

Ale uwaga - tańszy prąd w hurcie nie oznacza, że rachunek magicznie zmaleje proporcjonalnie. W strukturze opłat wciąż duży udział mają opłaty dystrybucyjne i opłata mocowa, które nie są bezpośrednio powiązane z wahaniami na giełdzie. Dla posiadacza fotowoltaiki kluczowe jest więc nie to, ile kosztuje MWh na rynku hurtowym, ale jak bardzo może uniezależnić się od stawek narzucanych przez sprzedawców takich jak PGE, Tauron czy Enea. Im więcej prądu zużyjesz na bieżąco z własnego dachu, tym mniej odczujesz zmiany cen. To samo dotyczy pompy ciepła - jeśli pracuje głównie w ciągu dnia, gdy panele produkują energię, koszt ogrzewania nie rośnie nawet przy wzroście cen w taryfie.

Minister energii Miłosz Motyka zapowiada, że system wsparcia dla prosumentów i programy dopłat do pomp ciepła zostaną utrzymane, ale ich konstrukcja może ewoluować. Zamiast opierać się na prostym bilansowaniu energii, Urząd Regulacji Energetyki i rząd stawiają na promowanie autokonsumpcji i magazynowania. W praktyce oznacza to, że opłacalność instalacji nie zniknie, ale zmieni się jej charakter. Już teraz widać, że gospodarstwa domowe, które połączyły fotowoltaikę z magazynem energii i pompą ciepła, są w stanie zredukować rachunek za prąd o 60-70%, niezależnie od tego, czy ceny 2026 pójdą w górę, czy w dół. W nowej rzeczywistości cenowej kluczem nie jest już sama produkcja, ale umiejętne zarządzanie poborem - przenoszenie odbioru poza godziny szczytu i unikanie oddawania nadwyżek do sieci po niskich stawkach.

Co dalej z cenami prądu - scenariusze na 2027 i sygnały z Urzędu Regulacji Energetyki

Rok 2026 przyniósł od dawna wyczekiwany przez gospodarstwa domowe spadek cen energii elektrycznej. Średnia cena energii na poziomie MWh w taryfach zatwierdzonych przez prezesa URE okazała się niższa niż zakładano w pesymistycznych prognozach. Dla odbiorców w taryfie G11 oznaczało to realne obniżki na rachunku za prąd, zwłaszcza po okresie mrożenia cen, które sztucznie utrzymywały stawki w ryzach, ale nie odzwierciedlały sytuacji na rynku hurtowym. PGE, Tauron i Enea przedstawiły nowe taryfy, które wreszcie uwzględniły większą podaż energii i spadek kosztów zakupu na giełdzie. Kluczową rolę odegrał tu Urząd Regulacji Energetyki, który - jak podkreślał prezes URE - nie zatwierdza stawek na wyrost, a weryfikuje je pod kątem realnych kosztów sprzedaży.

Pytanie, które teraz zadaje sobie każdy, kto płaci rachunki, brzmi: czy to koniec dobrych wieści? Niestety, patrząc na sygnały z rynku hurtowego i wypowiedzi ministra energii Miłosza Motyki, 2027 rok może przynieść odwrócenie trendu. Ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym znów delikatnie rosną, a do tego dochodzą opłaty dystrybucyjne i opłata mocowa, których nikt nie zamrozi. Eksperci URE ostrzegają, że prognozy cen na poziomie MWh na przyszły rok są wyższe niż te, które obowiązywały w 2026. Nie oznacza to jednak natychmiastowego skoku - raczej powolny, systematyczny wzrost, który odczujemy w domowych budżetach, jeśli nic się nie zmieni.

Co może zrobić przeciętny odbiorca? Przede wszystkim warto przeanalizować swoją taryfę i godziny szczytu, bo różnice między stawkami dziennymi a nocnymi w G11 czy G12 potrafią być znaczące. Oszczędności nie przyniesie już zamrożona cena - ta przeszła do historii. Teraz liczy się świadomy wybór sprzedawcy i umiejętne zarządzanie poborem. Urząd Regulacji Energetyki zapowiada, że będzie bacznie przyglądał się nowym taryfom, ale nie ma magicznej różdżki, która zatrzyma wzrost kosztów, jeśli podaż energii znów spadnie. W efekcie 2027 rok to rok testu dla polskiego rynku energii: albo rynek hurtowy ustabilizuje się na niższym poziomie, albo wrócimy do dyskusji o interwencjach państwa.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski