Przejdź do treści
Egzotyka

Gruzja Czy Warto Jechać? 7 Powodów, Które Cię Przekonają

Zastanawiasz się, czy warto jechać do Gruzji? Poznaj 7 powodów, które przekonają Cię do tej podróży, od niezapomnianej gościnności po smaki supra.

Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

Gruzińska gościnność, której nie da się zapomnieć - na czym polega fenomen supra?

Pierwszy raz na gruzińskim stole to doświadczenie, które wykracza daleko poza jedzenie. Tradycyjna uczta zwana suprą zamienia posiłek w wielogodzinną ceremonię, a gościnność staje się daniem głównym. Gospodarz, czyli tamada, wznosi toasty nie za zdrowie, ale za pokój, przodków, gości czy góry Kaukazu - każdy z nich niesie własną historię i znaczenie. Planując podróż do Gruzji, musisz liczyć się z tym, że w Tbilisi, Batumi czy Kutaisi, a zwłaszcza w małych winnicach Kachetii, przyjmą cię jak członka rodziny. Dla Gruzinów gość naprawdę pochodzi od Boga.

Nieważne, czy przyjedziesz jesienią, gdy winnice mienią się złotem, czy wiosną, kiedy Kaukaz budzi się do życia. O każdej porze roku czekają otwarte drzwi i stół uginający się od chaczapuri, chinkali, serów i świeżych ziół. To właśnie kuchnia, pełna prostoty i aromatów, przyciąga turystów najbardziej. Na suprze nie chodzi o szybkie nasycenie - liczy się celebrowanie czasu. Dlatego lepiej zaplanować w jednym miejscu co najmniej dwa, trzy dni, żeby poczuć ten klimat, a nie tylko odhaczać atrakcje.

Gruzję od innych krajów regionu odróżnia szczerość gościnności. Nie jest wystudiowana ani sprzedawana jako usługa. W małych pensjonatach pod Batumi czy w górskich wioskach Swanetii gospodyni sama zaprosi cię na domowe wino, a potem sprawdzi, czy masz gdzie spać. Nawet jeśli przyjechałeś z Polski samochodem przez lotnisko w Kutaisi i masz w bagażu podręcznym tylko podstawowe rzeczy - tutaj poczujesz się bezpiecznie. Gruzja to kraj, gdzie dzieci biegają po ulicach, a obcy uśmiechają się do ciebie. Walutą jest lari, wiza niepotrzebna, ale najcenniejsze, co możesz zabrać, to otwartość na zaproszenie.

Kuchnia, która uzależnia mocniej niż wino - od adżarskiego chaczapuri po ukryte bary w piwnicach Tbilisi

Gruzińska kuchnia wciąga od pierwszego kęsa. Jeśli myślisz, że chaczapuri to zwykły placek z serem, jeszcze nie próbowałeś wersji adżarskiej. Łódeczka z chrupiącego ciasta wypełniona ciągnącym się serem, masłem i surowym jajkiem, które miesza się na gorąco widelcem - w Batumi zamawiasz je o każdej porze, a w Tbilisi kelnerzy sami doradzą, jakie wino dobrać. I tu haczyk: gruzińskie wino leżakowane w glinianych amforach kwevri ma zupełnie inny charakter niż europejskie. Jest bardziej ziemiste, dzikie, naturalne - idealnie przełamuje tłustość chinkali, mięsnych pierogów z rosołem w środku. W Kutaisi spróbujesz ich w małych knajpkach bez szyldów, gdzie miejscowi jedzą palcami, a rachunek zapisują kredą na stole.

Każdy region ma swoje specjały. Nad Morzem Czarnym królują ryby i kukurydziana mamałyga, w górach Kaukazu dominują treściwe gulasze z jagnięciny, a w winnicach wschodniej Gruzji do każdego posiłku podają domowe sery i pity z pieca. Jeśli jedziesz z dziećmi, zamów im skromniejsze porcje - gruzińska gościnność sprawia, że w restauracjach często dostaną coś na koszt firmy, zanim zdążysz otworzyć menu. Pamiętaj: nie ma czegoś takiego jak „małe piwo” do chaczapuri. Lokalne zwyczaje mówią, że do jedzenia pije się wino, a do wina je się jeszcze więcej. To pułapka, z której nikt nie chce wyjść. Dlatego planując wyjazd na jesień lub wiosnę, przygotuj się na kulinarną podróż, która zostanie z tobą na długo. Zabierz luźne spodnie - w Gruzji liczba dni szybko przestaje mieć znaczenie, a liczba chinkali rośnie wykładniczo.

Czy Gruzja jest bezpieczna? Rozkładamy na czynniki pierwsze obawy polskich turystów

Gdy pytasz o bezpieczeństwo w Gruzji, odpowiedź jest prosta: to jeden z bezpieczniejszych kierunków na Kaukazie. Nie ma zagrożeń typowych dla niektórych krajów azjatyckich czy afrykańskich. Kieszonkowcy zdarzają się w zatłoczonych miejscach, jak metro w Tbilisi czy deptak w Batumi, ale to skala porównywalna z warszawskim metrem w sezonie. Gruzini są dumni ze swojej gościnności i traktują gości z Polski wyjątkowo ciepło - często przypadkowy przechodzień zaprosi cię na domowe wino, bo usłyszy polski język.

Wielu turystów martwi się o podróż samochodem. Styl jazdy lokalnych kierowców bywa dynamiczny, a oznakowanie poza głównymi trasami pozostawia sporo do życzenia. Jeśli planujesz wynająć auto, lepiej zrobić to w Kutaisi lub Tbilisi i unikać jazdy po zmroku w górach. Drogi na przełęcze, zwłaszcza w okolicy Kazbegi, są wąskie i kręte, ale przy rozsądnej prędkości nie ma powodu do obaw. Polskie prawo jazdy jest honorowane, a przy wjeździe samochodem zarejestrowanym w UE na okres do 90 dni nie ma kontroli celnej.

Kwestia wizy i dokumentów budzi niepotrzebny stres. Gruzja utrzymuje ruch bezwizowy dla obywateli Polski - potrzebujesz wyłącznie ważnego paszportu. Na lotnisku w Kutaisi, gdzie ląduje większość tanich lotów z Polski, odprawa trwa kilka minut. Waluta to gruzińskie lari, które bez problemu wymienisz w kantorach w Tbilisi i Batumi, ale na prowincji lepiej mieć gotówkę. Karty akceptują głównie w większych miastach i sieciowych sklepach. Najkorzystniejszy klimat na zwiedzanie to wiosna i jesień. Latem w Tbilisi bywa nieprzyjemnie gorąco, za to w Batumi nad Morzem Czarnym panuje przyjemna bryza. Zimą w górach możesz liczyć na śnieg i puste stoki.

Jeśli podróżujesz z dziećmi, Gruzja jest bezpiecznym wyborem. Gruzini uwielbiają maluchy, a w restauracjach często dostaną dodatkowy poczęstunek od kuchni. W chinkali czy chaczapuri nie ma ostrych przypraw, więc dzieci bez problemu znajdą coś dla siebie. Zabierz do bagażu podręcznego podstawowe leki i krem z filtrem - w aptekach poza dużymi miastami wybór bywa ograniczony. Noclegi w sezonie lepiej rezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w Batumi i winnicach w regionie Kachetii. W Gruzji czujesz się swobodnie, a jedyne ryzyko to zjedzenie zbyt dużej porcji chinkali przy domowym winie.

Ile naprawdę kosztuje tydzień w Gruzji? Konkretny rachunek za jedzenie, nocleg i transport

Tydzień w Gruzji zaskakuje na plus, ale pod warunkiem że nie rzucasz się w turystyczne pułapki. Za dobry nocleg w Tbilisi czy Batumi zapłacisz od 80 do 150 lari za dobę, czyli mniej więcej 120-230 złotych. W Kutaisi, gdzie ląduje większość tanich lotów z Polski, ceny są jeszcze niższe - spokojnie znajdziesz pokój za 60 lari. Jeśli planujesz podróż samochodem po Kaukazie, dodaj do budżetu około 100 lari za paliwo na tydzień - góry potrafią wywindować spalanie, ale kraj jest mały, więc dystanse nie są zabójcze.

Jedzenie to największy plus. Obiad w lokalnej knajpie w Tbilisi kosztuje 15-20 lari, a za porcję chaczapuri i chinkali dla dwojga zapłacisz może 30 lari. W Batumi nad Morzem Czarnym bywa drożej o 20-30 procent, ale wciąż taniej niż w Polsce. Wino w winnicach kupisz już za 10 lari za butelkę, w sklepie jeszcze taniej. Tygodniowy rachunek za jedzenie dla dwóch osób to spokojnie 300-400 lari, jeśli gotujecie część posiłków sami. Warto zabrać własny bagaż podręczny z przekąskami na lot, bo na lotnisku w Kutaisi nie ma wielu opcji.

Scenic view of the Peace Bridge spanning the Kura River in Tbilisi, Georgia.
Zdjęcie: Ahmet AZAKLI

Transport publiczny to oszczędność. Przejazd marszrutką z Tbilisi do Batumi kosztuje około 25 lari, a pociągiem - 35 lari. W samej stolicy taksówkę zamówisz za 5-10 lari przez aplikację. Jeśli planujesz jechać w góry, do Kazbegi, dolicz 50 lari na osobę w obie strony. Noclegi w górskich wioskach są tańsze niż w miastach, ale latem i wczesną jesienią lepiej rezerwować z wyprzedzeniem.

Tydzień w Gruzji dla jednej osoby to wydatek rzędu 1500-2000 złotych, jeśli podróżujecie we dwoje i dzielicie koszty. Do tego dolicz lot z Polski - wiosną i jesienią bilety potrafią kosztować 300-500 zł w obie strony. Wiza nie jest potrzebna, tylko paszport, a walutę najlepiej wymienić w kantorze w Tbilisi, a nie na lotnisku. Planujesz wyjazd z dziećmi? Będzie taniej, bo w wielu miejscach nie płacą za nocleg, a kuchnia gruzińska jest dziecinnie prosta i smaczna.

Kierunek Kaukaz bez tłumów - miejsca, w których nie spotkasz wycieczek z autokaru

Gruzja od lat przyciąga turystów, ale większość ląduje w Tbilisi i jedzie prosto do Batumi. Prawdziwy Kaukaz kryje się tam, gdzie nie docierają autokary. Zamiast stać w kolejce do popularnych chinkali w stolicy, lepiej od razu skierować się w góry. Miejsca takie jak Swanetia czy region Kazbegi oferują klimat, którego nie znajdziesz w żadnym przewodniku pisanym pod masowego turystę. To tam gruzińska gościnność ma autentyczny smak, a nie jest elementem pokazu dla obcokrajowców.

Jeśli chcesz uniknąć tłumów, zaplanuj wyjazd na wiosnę lub jesień. Lato nad Morzem Czarnym w Batumi to festiwal plażowiczów, ale kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu znajdziesz puste winnice i wioski, gdzie czas płynie wolniej. W Kutaisi zobaczysz starówkę bez komercyjnego sznytu, a wokół niej jaskinie i kaniony, które robią większe wrażenie niż niejeden park narodowy w Europie. Zabierz wygodne buty i gotowość na spontaniczne postoje - najlepsze widoki pojawiają się tam, gdzie mapa milczy.

Praktyczna strona podróży nie jest skomplikowana. Polscy turyści nie potrzebują wizy, wystarczy paszport, a na miejscu płaci się lari, które bez problemu wymienisz na lotnisku. Noclegi w górskich domach gościnnych kosztują grosze w porównaniu do hoteli w Tbilisi, a jedzenie smakuje lepiej, im dalej od głównych szlaków. Jeśli planujesz jechać samochodem, pamiętaj, że drogi potrafią być wyzwaniem, ale widoki wynagradzają każdy wybój.

Bezpieczeństwo nie stanowi problemu, nawet z dziećmi, o ile trzymasz się sprawdzonych tras. Unikaj jazdy po zmroku w górach i zawsze miej przy sobie gotówkę, bo karty nie wszędzie działają. Bagaż podręczny spokojnie pomieści wszystko, czego potrzebujesz na tydzień - w Gruzji nie chodzi o rzeczy, ale o doświadczenia. Kiedy spróbujesz wina w rodzinnej winnicy, zobaczysz, że prawdziwy Kaukaz nie potrzebuje reklamy. Wystarczy chcieć go znaleźć.

Wino w glinianych amforach i pola herbaciane - gruzińskie smaki, których nie przywieziesz z supermarketu

Gruzińskie wino to już klasyk, ale prawdziwy smak kraju znajdziesz nie tylko w winnicach, ale i na polach herbacianych w regionie Guria. Podczas gdy turyści szturmują winiarnie w Kachetii, kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w okolicach Batumi, wciąż działa kilka rodzinnych plantacji, gdzie herbatę zbiera się ręcznie, a potem suszy w tradycyjnych piecach. To zupełnie inny poziom aromatu niż torebki z supermarketu - mocny, lekko dymny, ziołowy. Planując podróż na lato, zarezerwuj dzień na taką degustację, zwłaszcza że w upalne popołudnia chłodzona herbata z cytryną i miętą smakuje lepiej niż wino.

Nie zapomnij też o gruzińskiej kuchni w wydaniu domowym. Chaczapuri i chinkali znasz pewnie z polskich knajp, ale prawdziwe odkrycie to adżapsandali - gulasz z bakłażana, papryki i pomidorów, który jada się na zimno z kawałkiem świeżego chleba. W Kutaisi na bazarze kupisz go za parę lari od starszej pani, która nie mówi po angielsku, ale uśmiechem i gestem zaprosi cię do degustacji. Ta naturalna gościnność to coś, czego nie zaplanujesz w żadnym przewodniku - sprzedawca podsuwa ci łyżkę, żebyś spróbował, i traktuje to jak oczywistość. Zabierz ze sobą otwartość na takie sytuacje, bo to one tworzą wspomnienia, a nie lista miejsc do odhaczenia.

W kwestii logistyki: wiza nie jest potrzebna, wystarczy paszport, a walutę wymienisz na lotnisku w Tbilisi lub w kantorach w Batumi. Jeśli jedziesz z dziećmi, pomyśl o wynajęciu samochodu - po Kaukazie podróżowanie autobusem bywa męczące, a swoboda zatrzymania się w polu herbacianym czy przy przydrożnej winnicy jest bezcenna. Najlepszy czas to wiosna i jesień, kiedy klimat jest łagodny, a tłumów mniej. Latem nad Morzem Czarnym bywa duszno, ale w górach w okolicach Kazbegi panuje idealna temperatura na piesze wędrówki. Zaplanuj minimum 10 dni, żeby połączyć Tbilisi, Kutaisi i Batumi bez gonitwy - gruzińskie tempo życia nie lubi pośpiechu.

Batumi vs. góry Swanetii - jak nie zmarnować urlopu na źle dobraną lokalizację

Planując wyjazd do Gruzji, większość turystów staje przed dylematem: Batumi z plażami Morza Czarnego czy górskie wioski Swanetii? To dwie skrajnie różne wersje tego samego kraju, a źle dobrana lokalizacja potrafi zmarnować cały urlop. Jeśli planujesz leniwy wypoczynek z chaczapuri na wynos i wieczornymi spacerami po promenadzie, Batumi sprawdzi się idealnie. Klimat nad morzem jest wilgotny, latem bywa duszno, ale w maju, wrześniu czy październiku pogoda sprzyja zwiedzaniu bez tłumów. Noclegi w apartamentach w centrum kosztują od 100 lari za dobę, a kuchnia gruzińska w przydrożnych lokalach smakuje autentycznie.

Zupełnie inną historię znajdziesz w Swanetii, zwłaszcza wokół Mestii i Ushguli. To kraina, gdzie góry Kaukazu sięgają 5000 metrów, a średniowieczne wieże obronne stoją jak setki lat temu. Jeśli jedziesz po to, by poczuć surową gościnność górali, ruszyć na trekking do lodowca Chalaadi albo zobaczyć winnice na wysokości 1800 m n.p.m., nie ma lepszego wyboru. Dojazd z Tbilisi czy Kutaisi zajmuje cały dzień, a drogi bywają wyboiste. Samochód z napędem na cztery koła to podstawa, zwłaszcza jesienią i wiosną, gdy błoto i osuwiska potrafią zablokować przejazd. W górach nie ma bankomatów wszędzie - waluta lari musi być przy sobie w gotówce.

Różnica między tymi miejscami to nie tylko krajobraz, ale też rytm dnia. W Batumi życie kręci się wokół bulwaru, parków rozrywki i kasyn, a dzieci bez problemu znajdą atrakcje na plaży. W Swanetii wstajesz o świcie, by przed południem zdążyć przejść dolinę, a wieczorem jesz chinkali przy ognisku. Jeśli masz tylko kilka dni, lepiej nie łączyć tych dwóch światów - podróż między nimi to strata czasu. Zaplanuj cały urlop w jednym regionie, a do drugiego wróć przy okazji kolejnego lotu. Z Polski najwygodniej polecieć do Kutaisi tanimi liniami, a stamtąd autobusem do Batumi (ok. 4 godziny) lub wynajętym samochodem w góry. Wiza nie jest potrzebna, ale paszport musi być ważny co najmniej 3 miesiące od daty wylotu. Bagaż podręczny wystarczy na tydzień, jeśli nie zabierzesz sprzętu trekkingowego. Ostatecznie wybór sprowadza się do jednego: wolisz smak wina z winnic nad morzem czy widok na ośnieżone szczyty Kaukazu? Obie opcje są dobre, ale tylko jedna pasuje do twojego stylu podróży.

Bez wizy, z biletem za 300 zł - formalności i logistyka wyjazdu z Polski w pigułce

Do Gruzji lecisz bez wizy - wystarczy paszport ważny przynajmniej 90 dni od daty wylotu. Na lotnisku w Tbilisi, Kutaisi czy Batumi dostaniesz stempel na 365 dni pobytu. Nikt nie pyta o bilet powrotny, ale na wszelki wypadek warto go mieć. Lot z Polski do Kutaisi bywa tańszy niż weekend w Sopocie - bilety za 300-400 zł w obie strony to norma, zwłaszcza jeśli złapiesz promocję u tanich przewoźników. Z Warszawy, Katowic czy Gdańska masz bezpośrednie połączenia, a podróż trwa około trzech godzin.

Waluta to gruzińskie lari. Za 1 zł dostaniesz mniej więcej 0,8 lari, więc ceny w sklepach i restauracjach od razu przeliczasz w głowie: coś za 10 lari to około 12 zł. Kartą zapłacisz w większości miejsc w Tbilisi i Batumi, ale na prowincji, w górach Kaukazu czy przy bazarach lepiej mieć gotówkę. Bankomaty są powszechne, choć w mniejszych miastach zdarza się, że kończą im się pieniądze. Zabierz trochę euro lub dolarów na wymianę - kantory w centrach miast dają lepsze kursy niż na lotnisku.

Co spakować do bagażu podręcznego? Przede wszystkim dokumenty i powerbank, bo w gruzińskich marszrutkach nie zawsze znajdziesz gniazdko. Jeśli planujesz jechać w góry jesienią lub wiosną, weź ciepłą kurtkę - klimat potrafi zaskoczyć, a w winnicach Kachetii czy nad Morzem Czarnym bywa wietrznie. Latem wystarczy lekka odzież, ale na wieczory w Tbilisi przyda się bluza. Do Batumi zabierz klapki i kostium - plaża jest żwirowa, a woda w morzu przyjemnie ciepła od czerwca do września.

Noclegi możesz rezerwować z wyprzedzeniem przez Booking lub Airbnb, ale w sezonie ceny w Tbilisi i Batumi rosną. Za pokój w guesthouse zapłacisz 60-100 lari za noc, za apartament w centrum 150-200 lari. Jeśli podróżujesz samochodem, sprawdź, czy twój wynajęty auto ma polskie ubezpieczenie - na gruzińskich drogach bywa nerwowo, ale miejscowi jeżdżą życzliwie. Z dziećmi podróż jest bezpieczna, choć w górach uważaj na luźne kamienie na szlakach. Gruzja to kraj, gdzie na każdym kroku częstują cię winem i chaczapuri, a chinkali jesz palcami - i nikt nie patrzy krzywo.

Tbilisi nocą, czyli miasto, które nie udaje Dubaju ani Paryża

Tbilisi po zmroku to zupełnie inna opowieść niż ta z folderów turystycznych. Nie znajdziesz tu sztucznego blasku bilboardów ani wycyzelowanych fasad na pokaz. Gruzińska stolica wieczorem pokazuje prawdziwą twarz - ciepłą, nieco chaotyczną i zaskakująco kameralną. Gdy słońce chowa się za górami, a upał dnia odpuszcza, miasto wypełnia się specyficznym klimatem. Mieszkańcy wychodzą na ulice, by pospacerować, pogadać z sąsiadami czy napić się wina prosto z karafki. To nie turystyczna iluzja, tylko codzienność, w którą łatwo się wtopić.

Wiele osób zastanawia się, co zabrać i jak zaplanować czas, żeby nie przegapić magii wieczoru. W Tbilisi najlepiej puścić się z prądem. Nie warto szukać na siłę atrakcji - one same cię znajdą. Spacer z Placu Wolności w kierunku Starego Miasta to esencja gruzińskiej gościnności. Po drodze trafisz na podwórka, gdzie sąsiedzi grają w backgammona, a z otwartych okien dobiega zapach chaczapuri. Jeśli masz ochotę na coś więcej niż turystyczny punkt widokowy, wejdź na dach jednego z odrestaurowanych domów przy ulicy Shardeni - widok na katedrę Sameba i rozwieszone pranie między balkonami to kwintesencja tej okolicy.

Wieczór w Tbilisi to doskonały moment, by spróbować lokalnej kuchni bez pośpiechu. Chinkali podawane w knajpkach przy Abano smakują zupełnie inaczej niż w turystycznych punktach przy Rike. Jeśli jesteś z dziećmi, nie martw się - gruzińskie rodziny też wychodzą późno, więc maluchy nie będą jedynymi, które o 21.00 pałaszują chaczapuri na ławeczce. W porównaniu z Batumi, które żyje bardziej kurortowo, Tbilisi nocą ma w sobie autentyzm. Nie udaje Paryża ani nie próbuje być Dubajem - to miasto, które po prostu jest sobą.

Planując podróż, pamiętaj, że wiosna i jesień to najlepsze pory na takie spacery. Latem wieczory są przyjemne, ale w sierpniu bywa duszno nawet po zachodzie słońca. Nie potrzebujesz wizy, wystarczy paszport, a lari możesz wypłacić z bankomatu na lotnisku. Tbilisi należy do spokojniejszych stolic, ale jak wszędzie, warto trzymać bagaż podręczny blisko siebie w zatłoczonych miejscach. Noclegi lepiej rezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w sezonie, bo za dobrą cenę znajdziesz apartament z widokiem na góry i dachy starego miasta. To właśnie ten widok, przy lampce gruzińskiego wina, zostaje w pamięci na długo po powrocie.

Co przywieźć z Gruzji, żeby nie żałować przy odprawie? Lista zakupów dla znajomych i dla siebie

Gruzja to raj dla łasuchów i miłośników intensywnych smaków. Do walizki na pewno trafi słoik adjiki, najlepiej takiej z orzechami i chmeli-suneli, która smakuje zupełnie inaczej niż ta ze sklepowej półki w Polsce. Płynne przyprawy i sosy muszą spełniać restrykcje bagażu podręcznego, więc jeśli nie chcesz ryzykować przy odprawie, zapakuj je do luku. Oprócz adjiki warto kupić prawdziwą gruzińską czurczelę - orzechowe batony w soku winogronowym są pyszne i ważą mało, więc nie obciążą limitu bagażu.

Koneserom alkoholi przywieziesz butelkę wina z winnic w Kachetii, które za 15-20 lari smakuje jak lepsze markowe trunki w Polsce. Jeśli masz mało miejsca, postaw na czaczę, ale ostrzegam - to trunek o ostrości przypominającej jazdę po gruzińskich serpentynach. Do tego dorzuć ceramiczną butelkę na wino w kształcie kacy - to nie tylko pamiątka, ale też praktyczny prezent, który po powrocie może stać się ozdobą kuchni.

Z Tbilisi czy Kutaisi przywieziesz lniane torby z nadrukowanymi gruzińskimi ornamentami albo wełniane skarpety z Kazbeku - idealne na polską jesień. W Batumi na straganach znajdziesz ręcznie robione mydła z olejkami eterycznymi, które pachną całym Kaukazem. Jeśli podróżujesz z dziećmi, unikaj tanich plastikowych zabawek z bazarów - lepiej kup im lokalne słodycze w kolorowych puszkach, które później posłużą jako pojemniki na drobiazgi.

Na koniec mała wskazówka: nie pakuj gruzińskiego wina do walizki bez zabezpieczenia. Butelki owinięte w ubrania potrafią pęknąć podczas lotu, a wtedy cały bagaż pachnie jak winnica po żniwach. Lepiej kup specjalne foliowe ochraniacze na butelki na lotnisku w Tbilisi albo owinąć każdą sztukę w kilka warstw folii bąbelkowej. Dzięki temu przywieziesz smaki Gruzji w całości, a nie tylko wspomnienia rozlanego chaczapuri.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski