Co zobaczysz tylko na północy wyspy? Kaskady i świątynie, których turyści jeszcze nie odkryli
Większość ludzi na Bali zatrzymuje się na południu - Kucie, Seminyaku i plażach wokół Canggu. Północ wyspy działa na zupełnie innych obrotach. Mniej korków, więcej przestrzeni i krajobrazy, które faktycznie zapierają dech. Jeśli masz już dość ścisku przy tarasach ryżowych Tegallalang, pojedź dalej na północ. W okolicy jeziora Batur czeka widok, przy którym popularne punkty widokowe wypadają blado. Wschód słońca nad wulkanem Mount Batur to klasyk, ale mało kto zostaje później, żeby zobaczyć świątynię Ulun Danu na brzegu jeziora. Pura Ulun Danu Beratan robi największe wrażenie o poranku, gdy mgła unosi się nad wodą - wtedy bije na głowę wszystkie zdjęcia z Instagrama. Bilet kosztuje około 50 tysięcy IDR, a sarong dostaniesz na miejscu, więc nie musisz wozić własnego.
Dalej na północny zachód czeka wodospad, który rzadko trafia do przewodników. Większość turystów jedzie pod Tegenungan, bo leży po drodze z Ubud. Tymczasem kaskady w rejonie Munduk czy wodospad Sekumpul oferują spokój i kąpiel bez przepychania się łokciami. Dojazd bywa wyboisty, ale nagroda jest konkretna - woda spada z wysokości kilkudziesięciu metrów prosto do naturalnego basenu. Jeśli planujesz zostać dłużej, pomyśl o noclegu w okolicy Loviny. Zamiast gonić za zachodem słońca w świątyni Tanah Lot, który o zmierzchu zamienia się w festiwal selfie, popłyń wieczorem oglądać delfiny. O świcie słońce wynurza się zza wulkanu Agung nad morzem - to widok, którego nie kupisz na żadnej pocztówce. Północ Bali to nie tylko atrakcje, to oddech od komercji i szansa, żeby zobaczyć wyspę taką, jaka była, zanim stała się światową ikoną.
Świątynia na skale w morzu - jak zwiedzić Tanah Lot i nie utknąć w tłumie
Tanah Lot to jedna z tych atrakcji na Bali, które widziałeś na zdjęciach setki razy, zanim w ogóle pomyślałeś o locie do Indonezji. Świątynia na skalistym cyplu, otoczona falami oceanu, robi wrażenie o każdej porze dnia, ale prawdziwy spektakl zaczyna się dopiero o zachodzie słońca. Problem w tym, że nie tylko ty wpadłeś na ten pomysł. Około 16:00 pod świątynią Pura Tanah Lot robi się naprawdę gęsto, a znalezienie dobrego miejsca na zdjęcie graniczy z cudem. Jeśli chcesz uniknąć stania w kolejce i walki o kadr, przyjedź wcześniej, najlepiej przed południem. Wstęp kosztuje 75 000 IDR dla dorosłych, czyli jakieś 20 złotych, a na miejscu musisz mieć założony sarong - jeśli go nie masz, wypożyczysz go przy wejściu.
Sama świątynia, podobnie jak Pura Luhur Uluwatu na klifie po drugiej stronie wyspy, to miejsce kultu, a nie atrakcja turystyczna do zwiedzania od środka. Na platformę skalną nie wejdziesz, bo wstęp mają tylko wierni. To, co naprawdę zapamiętasz, to widok z daleka - zwłaszcza podczas odpływu, gdy podłoże odsłania małą jaskinię u stóp skały. Wokół głównego kompleksu kręcą się też węże morskie, które według lokalnych legend strzegą świątyni. Możesz je zobaczyć z bliska, ale lepiej nie próbuj głaskać. Po zachodzie słońca tłumy szybko rzedną, a na parkingu czekają już taksówki i kierowcy oferujący podwózkę do hotelu za 100-150 tysięcy IDR.
Jeśli jesteś w okolicy Ubud, warto połączyć wizytę w Tanah Lot z porannym wypadem na tarasy ryżowe Tegallalang albo do Monkey Forest. Wodospad Tegenungan też jest po drodze, a bilet wstępu to tylko 20 000 IDR. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić godziny zwiedzania - świątynia jest czynna od 6:00 do 19:00, a najlepsze światło do zdjęć masz tuż przed zamknięciem. Nie licz jednak na spokój i pustą plażę. Tanah Lot to nie Kuta Beach, ale i tak znajdziesz tu kawałek miejsca na piasku, by posiedzieć i popatrzeć, jak słońce chowa się za wulkanem na horyzoncie.
Wschód słońca nad chmurami: wejście na Batur dla początkujących (bez przewodnika za 200 zł)
Wejście na wulkan Batur to jedna z tych rzeczy na Bali, które robi się głównie po to, żeby móc później powiedzieć „byłem”. Ale prawda jest taka, że widok ze szczytu rzeczywiście zapiera dech, nawet jeśli po drodze przeklinasz własną decyzję. Jeśli myślisz, że potrzebujesz do tego przewodnika za 500 tysięcy IDR (około 130 zł) i pakietu z śniadaniem na szczycie - nie musisz. Trasę da się zrobić samemu, o ile ruszysz odpowiednio wcześnie i masz podstawową kondycję.
Wejście na Batur zaczyna się zwykle około drugiej w nocy z parkingu w Pura Pasar Agung. Bilet wstępu kosztuje około 100 tysięcy IDR (25 zł), a jeśli przyjedziesz własnym skuterem, zapłacisz dodatkowe 20 tysięcy za parking. Nie ma tu sztywnych godzin zwiedzania - po prostu pojawiasz się przed świtem i idziesz. Szlak jest dobrze wydeptany, ale stromy, momentami sypki. Latarka czołówka to podstawa, bo w ciemności łatwo zgubić oznaczenia. Po około dwóch godzinach stajesz na krawędzi krateru, a przed tobą rozpościera się widok na jezioro Batur i sąsiedniego Agunga. To nie jest spacer po parku, ale też nie wspinaczka alpejska - poradzi sobie każdy, kto nie boi się potu i chłodu przed świtem.
Największym atutem samodzielnego wejścia jest cisza. Żadnych grup krzyczących po chińsku, żadnego przewodnika poganiającego do zdjęcia. Możesz usiąść na skale, patrzeć, jak niebo przechodzi z granatu w pomarańcz, i słyszeć tylko wiatr. W przeciwieństwie do tłumów na Tanah Lot czy Uluwatu, gdzie zachód słońca ogląda się ramię w ramię z setkami ludzi, tutaj masz przestrzeń. Pod warunkiem że zejdziesz szybko - po siódmej rano zaczynają się pojawiać zorganizowane grupy z przewodnikami, robi się głośno i kurz unosi się z każdego kroku.
Jeśli planujesz wstęp na Batur, pamiętaj o jednym: nie ma tu wypożyczalni sarongów ani kiosków z wodą. Zabierz ze sobą przynajmniej 1,5 litra, coś do jedzenia i kurtkę - na szczycie bywa chłodno nawet na równiku. Podobnie jak w świątyniach typu Pura Luhur Uluwatu czy Pura Ulun Danu, obowiązuje tu szacunek dla miejsca, ale nikt nie będzie cię sprawdzał, czy masz odpowiedni strój. Po prostu nie zostawiaj śmieci i nie schodź ze szlaku. Cała wyprawa - bez przewodnika, z własnym transportem i biletem - zamknie się w 200 złotych. I to jest jedna z najtańszych, a zarazem najbardziej spektakularnych atrakcji na wyspie.
Kulturalne płuca Bali: dlaczego Ubud to więcej niż Monkey Forest i ryżowe pola
Ubud to miejsce, które na Bali przyciąga ludzi szukających czegoś więcej niż tylko plażowego relaksu. Choć Monkey Forest i tarasy ryżowe Tegallalang są absolutnie obowiązkowe, prawdziwy charakter tego miasteczka kryje się w detalach, które łatwo przeoczyć, goniąc za kolejną atrakcją. Wędrówka po polach ryżowych o poranku, zanim ruszą tłumy, pozwala zobaczyć, jak naprawdę wygląda praca lokalnych rolników - to nie tylko ładny widok, ale żywy, działający system irygacyjny subak, wpisany na listę UNESCO. Wstęp na tarasy to wydatek rzędu 50 000 IDR, a jeśli chcesz zrobić zdjęcie z dala od ludzi, skręć w boczne ścieżki za Subak Museum.

Świątynie w okolicy Ubud mają zupełnie inną energię niż te nad oceanem. Goa Gajah, czyli Jaskinia Słonia, to miejsce, gdzie trzeba zejść po schodach w głąb ziemi, by zobaczyć wykute w skale baseny i posągi. Wejście kosztuje 50 000 IDR, a sarong dostaniesz na miejscu w cenie biletu. Z kolei Pura Ulun Danu Bratan, choć leży nad jeziorem nieco dalej, to jeden z najbardziej fotogenicznych obiektów na wyspie - świątynia wygląda, jakby unosiła się na wodzie, szczególnie o poranku, gdy mgła spowija okolicę. Bilet wstępu to 75 000 IDR dla dorosłych.
Wieczorem warto wybrać się na zachód słońca w kierunku świątyni Tanah Lot lub Uluwatu, ale przygotuj się na tłumy. Jeśli wolisz spokojniejsze miejsce, wybierz wschód słońca nad wulkanem Batur - trekking zaczyna się około 4 nad ranem, a widok z krateru na jezioro Batur i okoliczne szczyty wynagradza brak snu. Cena wycieczki z przewodnikiem to zwykle 400-600 tysięcy IDR, wliczając transport i śniadanie. Pamiętaj tylko, że na teren każdej świątyni musisz wejść w sarongu, a w Uluwatu małpy potrafią być sprytniejsze od turystów - nie noś przy nich luźnych okularów ani telefonu w kieszeni.
Tarasy ryżowe bez filtra - Tegalalang vs Jatiluwih, którą trasę wybrać o świcie
Zastanawiasz się, czy Tegalalang to tylko atrapa dla turystów, a prawdziwe Bali zaczyna się dopiero w Jatiluwih? Prawda leży gdzieś po środku, ale kluczowa jest pora dnia. Tegalalang, te słynne tarasy ryżowe z pocztówek, które widzisz w mediach społecznościowych, faktycznie istnieją, ale o ósmej rano wyglądają jak plan filmowy. Wąskie ścieżki są puste, powietrze pachnie wilgotną ziemią, a słońce dopiero zaczyna rozświetlać kolejne poziomy pól. Bilet wstępu to symboliczne 15 tysięcy IDR, czyli około 4 złote, a za chwilę możesz wejść na huśtawkę nad przepaścią (ta atrakcja to osobny koszt, około 100-200 tysięcy IDR). Problem w tym, że po godzinie dziesiątej przyjeżdżają busiki z turystami, a na głównym punkcie widokowym robi się tłoczno jak na Kuta Beach w szczycie sezonu.
Jatiluwih to zupełnie inna liga, wpisana na listę UNESCO, z tarasami rozciągającymi się po horyzont jak gigantyczne schody do nieba. Wstęp kosztuje 40 tysięcy IDR, ale dostajesz w zamian ciszę i przestrzeń. Nie ma tu huśtawek ani kawiarni z widokiem na Instagram. Są za to szlaki, które możesz przemierzać godzinami, mijając jedynie pracujących rolników i małpy czające się w przydrożnych krzakach. Jeśli wybierzesz się tam o świcie, zobaczysz, jak mgła unosi się nad polami, a w oddali majaczy wulkan Agung. To widok, który bije na głowę nawet zachód słońca w świątyni Uluwatu. Różnica między tymi dwoma miejscami jest taka, że Tegalalang to szybki przystanek na trasie po Ubud, a Jatiluwih to cel sam w sobie, który wymaga poświęcenia całego poranka.
Mam dla ciebie konkretną radę: jeśli masz tylko jeden dzień i chcesz zobaczyć coś efektownego, wstań o piątej rano i jedź do Tegalalang. Zrobisz zdjęcia bez ludzi, a potem w kwadrans dotrzesz do Monkey Forest, gdzie małpy są jeszcze senne i mniej nachalne. Jeśli jednak szukasz autentycznego spokoju i masz wynajęty skuter, wybierz Jatiluwih. Po drodze możesz zahaczyć o świątynię Ulun Danu nad jeziorem Bratan, a potem pojechać w stronę wulkanu Batur. Pamiętaj tylko o sarongu - w każdej świątyni, w tym w Pura Luhur Uluwatu czy Tanah Lot, musisz mieć zakryte nogi. W Jatiluwih nie ma takiego wymogu, ale warto mieć przy sobie długie spodnie, bo o poranku bywa chłodno. I jeszcze jedno: wodospad Tegenungan leży po drodze z Ubud do Tegalalang, więc jeśli planujesz trasę, dorzuć go do planu, ale unikaj godzin południowych, kiedy słońce stoi w zenicie i oślepia przy zdjęciach.
Uluwatu o zachodzie słońca: spektakl Kecak, klify i miejsce, z którego nikt nie wraca głodny
Uluwatu to jedna z tych atrakcji na Bali, które naprawdę zostają w pamięci na długo. Świątynia Pura Luhur Uluwatu stoi na stromym klifie, około 70 metrów nad poziomem oceanu, i już sam widok z góry robi ogromne wrażenie. Ale prawdziwy spektakl zaczyna się pod koniec dnia, gdy słońce powoli opada nad horyzontem, a niebo zmienia kolory od złota przez pomarańcz po głęboki fiolet. To właśnie wtedy odbywa się tu tradycyjny taniec Kecak, wykonywany przez kilkudziesięciu mężczyzn w rytmicznym, transowym okrzyku. Przedstawienie opowiada fragment Ramajany, ale nawet jeśli nie znasz historii, hipnotyzująca atmosfera i tło w postaci rozświetlonego oceanu sprawiają, że zapominasz o wszystkim dookoła.
Wejście na teren świątyni kosztuje około 50 000 IDR, czyli jakieś 12-13 złotych. Za dodatkowe 100 000 IDR (około 25 zł) możesz obejrzeć spektakl Kecak - bilety kupuje się na miejscu, ale warto przyjść wcześniej, bo miejsca na widowni rozchodzą się szybko. Pamiętaj o obowiązkowym sarongu, który dostaniesz przy wejściu w cenie biletu. Godziny zwiedzania to zazwyczaj 7:00-19:00, ale największy tłum robi się między 16:00 a 17:00, tuż przed zachodem. Jeśli chcesz uniknąć ścisku, przyjdź około 15:00 - masz wtedy czas, żeby spokojnie obejrzeć świątynię, klify i małpy, które buszują po okolicy. Uwaga, te małpy są sprytne i bezczelne - nie noszą okularów ani kapeluszy w zasięgu ich łap, bo zdarza im się zwędzić wszystko, co błyszczy.
Po zachodzie słońca, gdy emocje opadną, warto zostać na kolację w jednej z restauracji na klifie. Kilka miejsc oferuje dania za 80 000-150 000 IDR (20-38 zł), a widok na rozświetlone fale i oddalające się łodzie rybackie jest bezcenny. Wracając, możesz zajrzeć na plażę w okolicy Kuta Beach, ale lepiej od razu kierować się w stronę swojego noclegu - drogi na Bali po zmroku bywają zatłoczone, a dojazd z Uluwatu do Ubud czy na północ wyspy zajmuje nawet 2-3 godziny. Dlatego jeśli planujesz zwiedzać w jeden dzień także świątynię Tanah Lot, wodospad Tegenungan czy tarasy ryżowe Tegallalang, lepiej rozłożyć atrakcje na dwa dni. Uluwatu o zachodzie słońca to punkt obowiązkowy, ale nie warto się spieszyć - ten widok i dźwięk Kecaku zostają w głowie na zawsze.
Wodospady ukryte w dżungli: od Tegenungan po Sekumpul, czyli gdzie się schłodzić za 15 zł
Na Bali upał daje się we znaki zwłaszcza w południe, gdy słońce praży niemiłosiernie, a wilgotność powietrza sięga zenitu. Wtedy najlepiej szukać ochłody w jednym z wodospadów rozsianych po całej wyspie. Najpopularniejszy i najłatwiej dostępny jest Tegenungan, położony zaledwie 20 minut jazdy od Ubud. Za bilet zapłacisz około 20 tysięcy IDR, czyli jakieś 5 zł. To sporo, bo schodzisz w dół po betonowych schodach, a w sezonie robi się tłoczno. Mimo to basen u stóp 15-metrowego wodospadu jest na tyle szeroki, że znajdziesz kawałek miejsca dla siebie. Uważaj tylko na kamienie - są śliskie, a prąd wody potrafi zaskoczyć.
Jeśli szukasz czegoś bardziej spektakularnego i mniej obleganego, skieruj się na północ, w okolice Singaraja. Wodospad Sekumpul to tak naprawdę siedem strumieni spadających z wysokości 50 metrów wprost w zieloną kotlinę. Dotarcie tam wymaga zejścia po kilkuset stromych stopniach i przejścia przez rzekę, ale widok wynagradza trud. Lokalni przewodnicy oferują pomoc za drobną opłatą, ale nie jest obowiązkowa - możesz iść sam, o ile masz dobrą kondycję i nie boisz się błota. Bilet wstępu to około 15-20 tysięcy IDR, a cała wycieczka zajmuje ci około dwóch godzin. W drodze powrotnej zatrzymaj się na plantacjach goździków i wanilii - często można kupić świeże przyprawy za grosze.
Alternatywą dla odważnych jest wodospad Gitgit w pobliżu Loviny. Jest wyższy od Tegenungan, ale mniej widowiskowy od Sekumpul. Za to otaczają go gęste drzewa figowe, a wokół biegają małpy - pilnuj plecaka i okularów, bo makaki są tu wyjątkowo bezczelne. Wejście kosztuje podobnie, około 20 tysięcy IDR. Nie spodziewaj się jednak infrastruktury rodem z kurortu - to wciąż natura, a nie park rozrywki. Zabierz sandały z paskiem na piętę, ręcznik i suchy strój w torbie wodoodpornej. Po kąpieli w chłodnej, górskiej wodzie od razu poczujesz ulgę - to najlepszy sposób na regenerację między zwiedzaniem świątyń i tarasów ryżowych.
Półwysep Bukit: białe klify, puste plaże i widoki, które wygrywają z tłumem w Kucie
Jeśli Kuta Beach kojarzy ci się z głośnymi barami i tłumem leżaków, Półwysep Bukit będzie dla ciebie zbawieniem. To właśnie tutaj, na południowym krańcu wyspy, znajdziesz to, czego szukasz: dziką linię brzegową, wapienne klify opadające wprost do oceanu i plaże, które nie są oblegane od świtu do nocy. Większość turystów zajeżdża tu tylko po to, żeby zrobić zdjęcie przy świątyni Uluwatu, a potem wraca do Kuty. Tymczasem Bukit ma do zaoferowania znacznie więcej.
Weźmy choćby plażę Padang Padang. Nie jest wielka, ale schowana między skałami, z błękitną wodą i białym piaskiem, który nie parzy w stopy. Wejście kosztuje symboliczne kilka tysięcy IDR, a jeśli przyjdziesz wcześnie rano, masz szansę zająć miejsce bez walki o ręcznik. Z kolei na plaży Green Bowl czeka cię zejście po stromych schodach, ale nagrodą jest niemal pusta zatoka i widok na fale rozbijające się o skały. To zupełnie inna energia niż w zatłoczonej Kucie.
Nie zapomnij o zachodzie słońca. Owszem, Uluwatu to klasyk, ale w sezonie bywa tam jak na dworcu. Zamiast tego spróbuj dostać się na klify w okolicach plaży Suluban. Siadasz na skale, słyszysz tylko szum oceanu i patrzysz, jak słońce chowa się za horyzontem. Żadnych głośników, żadnych tłumów. Jeśli masz więcej czasu, wybierz się na wschód słońca na wzgórza w okolicy Bukit - widoki na ocean i poranne światło na klifach robią piorunujące wrażenie.
Półwysep Bukit to też dobra baza wypadowa, jeśli chcesz połączyć plażowanie z czymś bardziej aktywnym. Po drodze do świątyni Uluwatu albo wodospadu Tegenungan możesz zahaczyć o mniej znane punkty widokowe. I pamiętaj - na teren świątyni wejdziesz tylko w sarongu, a małpy w Monkey Forest nie dadzą ci spokoju, jeśli będziesz trzymać w ręku jedzenie. Ale to już temat na inną opowieść.
Brama do nieba i inne miejscówki na Instagram - jak dotrzeć przed świtem, żeby nie stać 3 godzin
Większość ludzi jedzie na Bali z konkretną listą zdjęć w głowie. Klify Uluwatu, brama do nieba w Pura Lempuyang i tarasy ryżowe Tegallalang to obiekty, które o ósmej rano są już oblężone. Jeśli chcesz zrobić zdjęcie bez dziesięciu turystów w tle, musisz zaplanować wizytę tak, jakbyś szedł na polowanie - cisza, ciemność i pierwsze promienie słońca to twój sprzymierzeniec.
Weźmy świątynię Tanah Lot. W ciągu dnia to istne piekło: setki ludzi przepychają się na skałach, a parkingi pękają w szwach. Ale o szóstej rano, kiedy ocean jest spokojny, a woda odbija słońce, masz szansę poczuć magię tego miejsca. Bilet wstępu kosztuje około 60 tysięcy IDR, czyli jakieś 15 złotych. Podobnie jest z Pura Luhur Uluwatu - przyjeżdżasz przed zachodem słońca, ale nie o 17:30, tylko o 16:00. Wtedy zdążysz wejść na klif, zobaczyć małpy (uważaj na okulary i kapelusze, one są sprytniejsze niż myślisz) i zająć dobry punkt widokowy, zanim zrobi się tłoczno.
Największym wyzwaniem jest jednak wschód słońca na górze Batur. Większość biur oferuje trekking z odbiorem o drugiej w nocy. To mordęga, ale widok z krateru, gdy słońce wyłania się nad jeziorem Batur, wynagradza wszystko. Jeśli nie masz ochoty na wspinaczkę, możesz podjechać bliżej i oglądać wulkan z oddali - efekt jest prawie tak samo spektakularny. W Ubud z kolei kluczową sprawą jest timing w Monkey Forest i na tarasach ryżowych. Las małp otwiera się o 8:30, ale jeśli przyjdziesz kwadrans wcześniej, wejdziesz bez kolejki. Tegallalang warto odwiedzić o świcie, zanim pojawią się autokary - wtedy pola ryżowe są puste, a powietrze pachnie wilgotną ziemią, a nie kremem przeciwsłonecznym. Pamiętaj też o sarongu - w każdej świątyni, od Pura Ulun Danu po Goa Gajah, musisz mieć zakryte ramiona i nogi. Wypożyczysz go na miejscu za parę tysięcy IDR, ale lepiej mieć własny.
Bali od kuchni: plantacje kawy, lokalne warung i dania, które zjesz za mniej niż 20 zł
Bali to nie tylko widokówki z tarasami ryżowymi i zachodami słońca nad klifami. Prawdziwy smak wyspy poznasz wtedy, gdy usiądziesz w małym warungu i zamówisz nasi goreng albo miskę gorącego soto ayam. W Kucicie czy Seminyaku ceny w turystycznych knajpach potrafią zaskoczyć, ale wystarczy skręcić w boczną uliczkę, żeby za miskę makaronu smażonego z warzywami zapłacić 15-20 tysięcy IDR, czyli jakieś 4-5 zł. W Ubudzie, zaraz po wyjściu z Monkey Forest, znajdziesz stoiska, gdzie za kilka złotych dostaniesz świeżo wyciśnięty sok z owoców, a porcja kurczaka w mleku kokosowym z ryżem kosztuje tyle, co w Polsce kawa na mieście.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak powstaje słynna kopia luwak, wybierz się na plantację w okolicach Tegallalangu. Wstęp na teren jest darmowy, a za degustację kilkunastu gatunków kawy i herbaty zapłacisz około 50 tysięcy IDR (12 zł). Możesz też wejść na pola ryżowe, popatrzeć na tarasy, a przy okazji spróbować świeżo palonej arabiki. Wiele takich plantacji łączy zwiedzanie z pokazem parzenia i możliwością zakupu kawy wprost z suszarni.
Warto też spróbować babi guling - pieczonej świni po balijsku, którą najlepiej jeść w Ubudzie przy Jalan Suweta. Porcja z ryżem, skwarkami i warzywami to wydatek rzędu 30-40 tysięcy IDR (8-10 zł). Podobnie smakuje bebek betutu, czyli kaczka duszona w przyprawach przez wiele godzin. W warungach na uboczu zjesz ją taniej niż w restauracjach z widokiem na tarasy. A jeśli masz ochotę na coś słodkiego, poszukaj dadar gulung - zielonych naleśników z nadzieniem z wiórków kokosowych i palmy. Za kilka sztuk zapłacisz dosłownie parę złotych.
Bali kusi też widokami, ale jedzenie to osobna przygoda. Gdy słońce zachodzi nad świątynią Tanah Lot albo nad klifem Uluwatu, a ty siedzisz z miseczką gorącego lawar i zimnym piwem Bintang, czujesz, że jesteś dokładnie tam, gdzie trzeba. I nie musisz wydawać fortuny, żeby dobrze zjeść. Wystarczy odejść kawałek od głównego tłumu i pytać lokalnych, gdzie stoją najlepsze stoiska z satay.