Co naprawdę zobaczysz w Abu Zabi, zanim jeszcze otworzysz przewodnik
Abu Zabi to nie jest drugie miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które odwiedzasz tylko dlatego, że masz przystanek w drodze do Dubaju. To stolica, która swoją ambicją i skalą inwestycji często wyprzedza bardziej znanego sąsiada. Zanim zaczniesz planować trasę zwiedzania, warto wiedzieć, że Abu Zabi to przede wszystkim kontrasty. Z jednej strony masz Wielki Meczet Szejka Zayeda, który robi wrażenie nie tylko rozmiarami, ale też spokojem, jaki tam panuje. Z drugiej - Ferrari World i Warner Bros World na wyspie Yas, gdzie spędzisz cały dzień na adrenalinie i wspomnieniach z dzieciństwa.
Jeśli myślisz, że w Emiratach chodzi tylko o zakupy i klimatyzowane galerie handlowe, to Luwr Abu Zabi szybko wyprowadzi cię z błędu. To muzeum, które architekturą i kolekcją przypomina, że ZEA stawiają na kulturę na poważnie. A potem jest Emirates Palace. Nie chodzi nawet o to, żeby tam nocować - wystarczy wejść na kawę z płatkami złota i poczuć, jak wygląda przepych w wydaniu lokalnym. Dla turystów, którzy chcą zobaczyć coś więcej niż beton i szkło, jest też pustynia. Safari po wydmach to standard, ale prawdziwym testem jest przeżycie zachodu słońca na pustyni bez klimatyzacji.
Informacje praktyczne? Waluta to dirham ZEA (AED), a karty płatnicze akceptują wszędzie, nawet na straganach. Wiza dla Polaków jest przyznawana na lotnisku, paszport musi być ważny co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu. W miejscach publicznych alkohol spożywa się tylko w licencjonowanych lokalach, ale w hotelach i restauracjach nie ma z tym problemu. Tolerancja religijna jest tu wysoka - widać to po różnorodności mieszkańców i turystów. Klimat pustynny oznacza, że od maja do października lepiej nie wychodzić z hotelu w środku dnia, ale za to wieczory są magiczne. Plaże w Abu Zabi są czyste, drogie i często dostępne tylko z hoteli, ale są też publiczne odcinki, jak Corniche. I pamiętaj - w Abu Zabi nie chodzi o to, żeby zobaczyć wszystko, ale żeby poczuć, jak wygląda życie, gdy ambicje nie mają górnej granicy.
Meczet Szejka Zayeda bez tłumów - konkretne godziny i wejścia, o których milczą biura podróży
Meczet Szejka Zayeda w Abu Zabi robi piorunujące wrażenie, ale żeby naprawdę je poczuć, musisz trafić tam w odpowiednim momencie. Biura podróży chętnie wrzucają go w środek dnia, między wizytę w centrum handlowym a obiad. Tymczasem w godzinach 10-14 pod kolumnami spacerują tysiące ludzi, a do zdjęcia bez przypadkowych ramion trzeba czekać dobrych kilka minut. Sekret tkwi w wejściu tuż po otwarciu, czyli o 9 rano, albo jeszcze lepiej - po godzinie 17, gdy słońce robi się złote, a grupy zorganizowane powoli znikają.
Wielki Meczet Szejka, bo tak brzmi oficjalna nazwa, jest dostępny za darmo, ale to nie znaczy, że możesz wejść byle jak. Kobiety dostają na miejscu tradycyjną abaję, ale lepiej mieć własną chustę na głowę, żeby nie czekać w kolejce po wypożyczenie. Mężczyźni też muszą pamiętać o długich spodniach - szorty to prosta droga do zawrócenia przy bramce. Warto wiedzieć, że wejścia są dwa: główne dla turystów i boczne od strony parkingu, które omija sporą część kolejki. Turyści często o tym nie wiedzą i stoją w słońcu, zamiast przejść 200 metrów dalej.
W środku liczy się cisza i szacunek - to nie jest park rozrywki, tylko czynne miejsce kultu. Mieszkańcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich traktują go poważnie, podobnie jak inne meczety w kraju. Jeśli przyjdziesz w trakcie modlitwy, nie wejdziesz do głównej sali, ale możesz poczekać w ogrodach. A te są warte samodzielnego zwiedzania - białe marmury, lustrzane baseny i fontanny tworzą klimat, który lepiej oddaje ducha emiratów niż którekolwiek muzeum w mieście. Na koniec dnia, gdy światła zapalają się w kopułach, a pustynny wiatr cichnie, meczet pokazuje swoją prawdziwą twarz - spokojną i monumentalną. Bez tłumów, bez pośpiechu, za to z poczuciem, że trafiłeś w jedyne dobre miejsce o jedynej dobrej porze.
Yas Island za mniej niż 400 zł - składanie dnia z Ferrari World, Warner Bros. World i plaży
Planowanie dnia na Yas Island w Abu Zabi to świetny pomysł, jeśli chcesz połączyć adrenalinę z relaksem bez przepalania całego budżetu. Za mniej niż 400 zł (około 180 AED) możesz złożyć sobie dzień, który w innych częściach świata kosztowałby kilkukrotnie więcej. Kluczem jest zakup biletów łączonych online z wyprzedzeniem - często dostępne są pakiety łączące Ferrari World i Warner Bros. World w jednej cenie, która zaczyna się już od 250-300 zł. Do tego dorzuć sobie przejazd taksówką po wyspie (ok. 20-30 zł za krótki kurs) i obiad w jednej z tańszych knajpek w Yas Mall, gdzie za dobry posiłek zapłacisz 50-70 zł.
Zacznij poranek od Ferrari World, największego krytego parku rozrywki na świecie. To tutaj czeka na ciebie Formula Rossa - najszybszy rollercoaster na globie, który rozpędza się do 240 km/h w niecałe 5 sekund. Po kilku godzinach wrażeń przenieś się do Warner Bros. World, gdzie zobaczysz postacie z Batmana, Looney Tunes i DC Comics. Warto zaplanować wizytę tak, żeby zdążyć na popołudniową przerwę i wyjść na plażę. Yas Beach to płatna strefa (ok. 50-70 zł za wejście), ale jeśli masz mało czasu, wystarczy pospacerować po promenadzie przy Yas Marina - widoki na luksusowe jachty i hotele są za darmo, a klimat pustynny sprawia, że nawet późnym popołudniem można złapać przyjemny wiatr.
Pamiętaj, że na Yas Island wszystko jest zaprojektowane pod turystów - od klimatyzowanych korytarzy łączących hotele z parkami po karty płatnicze akceptowane w każdym sklepie. Waluta ZEA, dirham (AED), jest stabilna, a w większości miejsc bez problemu zapłacisz kartą. Jeśli chcesz zjeść lokalnie, poszukaj w Yas Mall restauracji serwujących kuchnię arabską - za 40-50 zł dostaniesz porcję hummusu, falafela i grillowanego mięsa. Tylko uważaj na spożywanie alkoholu w miejscach publicznych - w Emiratach jest to dozwolone wyłącznie w licencjonowanych lokalach, a na plaży czy w parku możesz dostać mandat. Yas Island w pigułce to dowód na to, że Zjednoczone Emiraty Arabskie nie muszą być drogie, jeśli tylko dobrze zaplanujesz dzień.
Luwr Abu Dhabi to nie tylko obrazy - jak nie zgubić się w architekturze i wycisnąć maksimum z biletu
Zanim w ogóle spojrzysz na obraz, zatrzymaj się na progu. Luwr Abu Dhabi to nie jest zwykłe muzeum, w którym wieszasz płaszcz i od razu szukasz sali z Moną Lisą. To przede wszystkim architektoniczny majstersztyk, który wymaga od ciebie zmiany myślenia o zwiedzaniu. Ogromna, srebrna kopuła o średnicy 180 metrów sprawia, że w środku czujesz się jak pod gwiazdami - to celowy zabieg, bo światło wpada przez perforacje w układzie przypominającym palmy. Jeśli przyjdziesz tu w środku dnia, nie zdziw się, że pierwsze dziesięć minut spędzisz z głową zadartą do góry, zamiast patrzeć na eksponaty. To normalne. Wiele osób popełnia błąd, wbiegając od razu w głąb galerii. Lepiej zacznij od spaceru po promenadzie wokół budynku - woda w Zatoce Perskiej zmienia kolor w zależności od pory dnia, a sama bryła muzeum wygląda jak unosząca się nad wodą.

Bilet wstępu kosztuje około 60 AED, czyli jakieś 65 złotych, i naprawdę warto go wykorzystać do końca. Nie chodzi tylko o stałe kolekcje, które pokazują dzieje ludzkości od prehistorii po współczesność, ale o to, jak te dzieje opowiedziano przestrzenią. Przechodzisz z sali poświęconej religiom monoteistycznym do części z wczesnym islamem i nagle trafiasz na rzeźbę Ai Weiwei - to nie przypadek. Kuratorzy celowo mieszają epoki i kontynenty, żebyś zobaczył, że kultura nie ma granic. Jeśli masz mało czasu, nie omijaj ostatniego skrzydła, gdzie wiszą dzieła Moneta, van Gogha i Gauguina. To jedna z tych rzadkich kolekcji, gdzie światło dzienne pada bezpośrednio na płótna przez zaprojektowane specjalnie okna.
Największym sekretem, o którym nie piszą w przewodnikach, jest to, że Luwr działa inaczej o zmierzchu. Większość turystów wychodzi przed zamknięciem, a wtedy właśnie kopuła robi show - promienie słońca przeszywają perforacje i tworzą na podłodze ruchomy wzór, który autor nazwał „deszczem światła”. Zamiast więc pędzić do Ferrari World na przejażdżkę, zostań tu do ostatniej minuty. Masz też świetną opcję na lunch - restauracja przy muzeum serwuje dania kuchni fusion, ale ceny są wysokie, licząc około 150 AED za danie głównego. Lepiej zjeść wcześniej w mieście i przynieść ze sobą wodę, bo ta na miejscu kosztuje krocie. Na koniec mała rada: nie próbuj ogarnąć wszystkiego w dwie godziny. To muzeum jest jak dobra książka - czytasz rozdział, odkładasz na bok i wracasz za kilka miesięcy. I tak właśnie robią mieszkańcy Abu Zabi, którzy traktują to miejsce jak swój salon, a nie jednorazową atrakcję.
Pustynne safari bez oszustw - na co naprawdę wydajesz pieniądze i jak uniknąć pułapki z wielbłądami
Pustynne safari w Abu Zabi to jedna z tych atrakcji, które kuszą na każdym kroku - od hotelowych recepcji po aplikacje z wycieczkami. Problem w tym, że pod nazwą „safari” często kryje się godzinna jazda rozklekotaną toyotą po piachu, szybkie zdjęcie z wielbłądem i obiad w miejscu, gdzie kelnerzy bardziej liczą minuty niż twoją przyjemność. Żeby nie dać się naciągnąć, warto od razu odróżnić dwie rzeczy: poranną przejażdżkę po wydmach i wieczorne safari z kolacją. To drugie kosztuje zwykle od 200 do 400 AED od osoby i powinno trwać minimum cztery godziny, a nie dwie z nawijką, że „ruch na pustyni był duży”.
Pułapka z wielbłądami to klasyk. W większości tanich pakietów dostajesz dwuminutowe okrążenie na zwierzęciu, które wygląda, jakby miało za sobą cięższy dzień niż ty po locie z Europy. Prawdziwe safari w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to coś więcej: przejazd z prawdziwym kierowcą, który umie czytać wydmy, a nie tylko wciska gaz, a potem postój w obozie z prawdziwą, a nie plastikową, arabską kawą. Jeśli trafisz na miejsce, gdzie podają daktyle i świeżo parzoną kawę z kardamonem, a nie słodki syrop z automatu, jesteś we właściwym miejscu.
Wielu turystów myśli, że skoro już są w Emiratach, to pustynia sama się obroni. Tymczasem klimat pustynny w Abu Zabi bywa zdradliwy - nawet wieczorem potrafi zaskoczyć wiatr, który sypie piachem w oczy i jedzenie. Dlatego wybierając safari, sprawdź, czy obóz ma zadaszone namioty i czy w cenie jest faktyczny posiłek, a nie kanapka z supermarketu. Dobra organizacja oferuje też opcję z obserwacją gwiazd - bez świateł miasta widać tu Drogę Mleczną tak wyraźnie, że zapominasz, iż kilkadziesiąt kilometrów dalej stoi Ferrari World i Warner Bros World.
I ostatnia rzecz: nie daj się namówić na safari za 50 AED z ulicznego straganu. To zwykle wycieczka, która kończy się na pierwszej wydmie, a kierowca po drodze próbuje ci wcisnąć wycieczkę do Dubaju albo dywan. Lepiej zapłacić raz, porządnie, i mieć pewność, że zobaczysz prawdziwe pustynne krajobrazy, a nie parking przed motelem. W Abu Zabi jakość kosztuje, ale na pustyni różnica między tanim bajerem a autentycznym przeżyciem jest większa niż między plażą na Yas a placem przed Emirates Palace.
Gdzie spać w Abu Zabi, żeby nie żałować - od Emirates Palace po apartamenty z widokiem na tor F1
Wybór noclegu w Abu Zabi to nie tylko kwestia budżetu, ale przede wszystkim stylu podróży. Miasto ma kilka wyraźnie różnych twarzy, a twoja baza wypadowa powinna pasować do planu dnia. Jeśli marzy ci się luksus, od którego kręci się w głowie, Emirates Palace to klasyk - miejsce, które bardziej przypomina pałac niż hotel, a jego złote detale i własna plaża robią wrażenie nawet na bywalcach Dubaju. Ceny startują tam od około 2500 AED za noc, ale za to dostajesz dostęp do prywatnej laguny i obsługę, która pamięta twoje imię po pierwszym drinku.
Zupełnie innym światem jest wyspa Yas. Tam nocujesz nie tylko dla pokoju, ale dla całego ekosystemu rozrywki. Hotele takie jak W Abu Dhabi czy Yas Island Rotana stoją rzut beretem od Ferrari World i Warner Bros World, a z okna niektórych apartamentów widzisz zakręty toru Formuły 1. To świetna opcja, jeśli planujesz spędzać dni na roller coasterach albo na plaży Yas Beach, a wieczorem wpaść do jednej z knajp na wyspie. Ceny są niższe niż w centrum - za dobry pokój zapłacisz 600-900 AED.
Dla fanów kultury i spokoju polecam okolice Saadiyat Island. Stamtąd masz piechotą do Luwru Abu Zabi i nowych muzeów, a plaże są mniej zatłoczone niż w centrum. Hotele takie jak Park Hyatt czy Jumeirah oferują ciszę i przestrzeń, co docenisz po całym dniu zwiedzania meczetu Szejka Zayeda czy spacerów po nabrzeżu. Ceny zaczynają się od 800 AED, ale często w pakiecie dostajesz darmowe bilety do muzeów.
Jeśli podróżujesz oszczędniej, szukaj apartamentów w okolicach Corniche lub w dzielnicy Al Reem. Wynajmiesz tam studio z aneksem kuchennym za 300-500 AED na dobę, co daje swobodę i dostęp do lokalnych sklepów. Pamiętaj tylko, że Abu Zabi to drogie miasto - taniej niż za 200 AED za noc nie znajdziesz niczego sensownego, a oszczędzanie na lokalizacji może cię kosztować długie dojazdy taksówkami, które też nie są tanie.
Transport, który działa - taksówka, autobus i aplikacje, dzięki którym nie utkniesz w 45-stopniowym upale
Gdy w Abu Zabi termometr wskazuje 45 stopni, a słońce pali niemiłosiernie, chodzenie pieszo między atrakcjami to proszenie się o kłopoty. Na szczęście miasto zaprojektowano z myślą o takim klimacie. Taksówki są tu tanie i powszechne - kurs z centrum na wyspę Yas kosztuje około 50-70 AED, czyli jakieś 50-60 zł. Kierowcy rzadko mówią po angielsku, ale wystarczy pokazać adres na mapie w telefonie. Uważaj tylko na opłaty za przejazd autostradą, które doliczają się automatycznie do licznika.
Jeśli podróżujesz sam i chcesz zaoszczędzić, autobusy publiczne to rozsądna opcja, choć wymagają cierpliwości. Linie łączą główne punkty, jak Marina Mall czy stację metra, ale latem lepiej nie czekać na przystanku dłużej niż 10 minut. Klimatyzacja w pojazdach działa bez zarzutu, podobnie jak w całym systemie metra, które jest nowoczesne i czyściutkie, choć na razie ograniczone do jednej linii. Bilet kosztuje 2 AED za przejazd w obrębie miasta - to mniej niż cena butelki wody.
Prawdziwym game-changerem są jednak aplikacje. Uber i Careem działają bez zarzutu, a przejazd z centrum na przykład do Luwru Abu Zabi to wydatek około 30-40 AED. W godzinach szczytu ceny rosną, ale i tak wyjdzie taniej niż w Europie. Warto też wiedzieć, że w Emiratach nie ma problemu z płatnością kartą - nawet taksówkarze akceptują plastik, choć zdarzają się wyjątki, więc lepiej mieć przy sobie trochę gotówki w dirhamach.
Dla turystów, którzy planują intensywne zwiedzanie - od Wielkiego Meczetu Szejka Zayeda po park rozrywki Ferrari World - wynajęcie samochodu na jeden dzień może być wygodniejsze, ale tylko jeśli czujesz się pewnie w ruchu prawostronnym i na szerokich, wielopasmowych drogach. Pamiętaj, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich obowiązują surowe kary za przekroczenie prędkości, a fotoradary stoją dosłownie wszędzie. Moim zdaniem, na krótki pobyt lepiej postawić na taksówki i aplikacje - zaoszczędzisz nerwów i nie zmarzniesz w klimatyzowanym aucie.
Waluta, napiwki i karty - codzienne finanse w ZEA bez nieprzyjemnych niespodzianek
Waluta w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to dirham ZEA (AED). Jeden dirham dzieli się na 100 filsów. Kurs jest stabilny i od lat sztywno powiązany z dolarem amerykańskim - mniej więcej 1 USD to 3,67 AED. Dla ciebie oznacza to prostą rzecz: jeśli znasz cenę w dolarach, pomnóż ją przez 3,7 i masz dirhamy. W kantorach w Abu Zabi i Dubaju nie ma dramatu z przewalutowaniem, ale lepiej omijać lotniskowe punkty wymiany, bo tracisz na spreadzie. Najwygodniej wypłacać lokalną walutę z bankomatu kartą debetową lub kredytową - kantory w centrach handlowych dają zbliżone kursy, więc nie musisz szukać okazji.
Płatności kartą są normą nawet na targu rybnym czy w małej knajpce przy marinie. Visa i Mastercard akceptowane wszędzie, Amex rzadziej. Miej przy sobie trochę gotówki na drobne wydatki: bakshish dla boya hotelowego, bilet do autobusu czy jedzenie z budki. Napiwki nie są obowiązkowe, ale w restauracjach często doliczają 10-15% do rachunku - sprawdź na paragonie, czy serwis już wliczony. Jeśli nie, zostaw 10-15% w gotówce. W taksówkach i u przewoźników zaokrąglaj w górę do pełnego dirhama.
Uważaj na prowizje w kantorach przy hotelach i na lotnisku - tam potrafią wziąć 5-7% marży. W centrach handlowych na Yas Island czy w Marina Mall kursy są dużo lepsze. Nie wymieniaj pieniędzy na ulicy ani w mało znanych punktach - ryzyko oszustwa niewielkie, ale kurs zawsze gorszy. Pamiętaj, że w ZEA nie ma podatku VAT na zakupy dla turystów, ale przy wyjeździe możesz odzyskać podatek od towarów kupionych w sklepach z programem Tax Free. Zachowuj paragony, a na lotnisku zeskanuj je w automatach - pieniądze wracają na kartę.
Karty przedpłacone, jak Revolut czy Wise, działają bez problemu, ale sprawdź w aplikacji, czy nie ma dodatkowych opłat za przewalutowanie w weekend. W Abu Zabi bankomaty stoją na każdym rogu, więc nie musisz nosić grubego portfela. Jedna rzecz, która zaskakuje przyjezdnych: za wypłatę z obcego bankomatu czasem naliczają 5-10 AED opłaty lokalnego banku. Lepiej wypłacać większe kwoty raz na kilka dni, niż po 200 dirhamów codziennie.
Strój, alkohol i zachowanie - granice swobody, za które w Emiratach nie warto wychodzić
Abu Zabi to miasto, które zaskakuje nowoczesnością i otwartością, ale w kwestiach stroju, alkoholu i ogólnego zachowania warto trzymać się kilku zasad, żeby nie narazić się na nieprzyjemności. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich panuje klimat pustynny, a kultura lokalna opiera się na szacunku do tradycji, nawet jeśli wokół widać luksusowe hotele, parki rozrywki jak Ferrari World czy Warner Bros World i tłumy turystów. Na plaży czy przy basenie możesz założyć strój kąpielowy, ale w miejscach publicznych, na przykład w centrach handlowych, na targach czy podczas zwiedzania Wielkiego Meczetu Szejka Zayeda, lepiej zakryć ramiona i kolana. Mężczyźni powinni unikać koszulek bez rękawów, a kobiety - zbyt odkrywających bluzek czy krótkich spodenek. Przy wejściu do meczetu obowiązują jeszcze ostrzejsze reguły: kobiety muszą mieć zakryte włosy, a całe ciało oprócz twarzy i dłoni, mężczyźni zaś długie spodnie. To nie fanaberia, tylko wyraz szacunku dla miejsca kultu religijnego, które przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów z całego świata.
Jeśli chodzi o alkohol, w Abu Zabi można go kupić w licencjonowanych sklepach i pić w hotelach, barach czy restauracjach, ale nie na ulicy, w parku ani na plaży publicznej. Spożywanie alkoholu w miejscach publicznych grozi mandatem, a w skrajnych przypadkach nawet deportacją. W Ramadanie zasady są jeszcze surowsze - picie, jedzenie i palenie w ciągu dnia poza domem czy hotelem jest zabronione, nawet dla turystów. Lokalne prawo traktuje nietrzeźwe zachowanie w miejscach publicznych bardzo poważnie, więc lepiej nie przesadzać z ilością, zwłaszcza jeśli planujesz zwiedzać miasto czy korzystać z atrakcji na wyspie Yas. Karty kredytowe akceptują wszędzie, waluta to AED, a wiza dla Polaków jest na miejscu, ale paszport musi być ważny co najmniej 6 miesięcy. Pamiętaj, że Emiraty to kraj o ogromnej tolerancji religijnej, ale też o jasno określonych granicach - przeklinanie, obrażanie symboli narodowych czy głośne zachowanie w miejscach publicznych szybko ściągnie uwagę policji. Lepiej dostosować się do lokalnych zwyczajów, niż ryzykować psucie sobie wakacji.
5 dni w Abu Zabi - gotowy scenariusz na podróż bez dziur w planie i budżecie
Planowanie wyjazdu do Abu Zabi często sprowadza się do dwóch skrajności: albo wpadasz w pułapkę przeładowanego harmonogramu, albo lądujesz w hotelu i nie wiesz, od czego zacząć. Pięć dni to optymalny czas, żeby zobaczyć najważniejsze atrakcje, nie czując się jak w wyścigu. Klucz leży w podziale miasta na strefy. Dzięki temu nie tracisz godzin na przemieszczanie się między wyspą Yas a centrum, gdzie stoi Wielki Meczet Szejka Zayeda. To właśnie meczet powinien być twoim pierwszym punktem - nie tylko ze względu na architekturę, ale też po to, żeby od razu poczuć, czym oddycha to miasto. Lokalne przepisy dotyczące ubioru w miejscach publicznych są tu jasne, ale nie musisz panikować - wystarczy mieć przy sobie chustę i długie spodnie. Po meczecie warto pojechać do Luwru Abu Zabi, który jest świetnym przykładem na to, jak Emiraty łączą kulturę z ambicjami. Nie spodziewaj się jednak typowego muzeum - to raczej przestrzeń do spacerowania między światłem a wodą, gdzie sztuka jest pretekstem do refleksji.
Drugi dzień możesz poświęcić wyspie Yas, ale zamiast rzucać się na wszystkie parki rozrywki od razu, wybierz jeden. Ferrari World ma sens, jeśli kręcą cię adrenalina i najszybsze kolejki na świecie. Jeśli wolisz klimat filmowych historii, postaw na Warner Bros World - jest bardziej rodzinny i mniej intensywny. Bilety kupuj z wyprzedzeniem przez internet, bo przy kasach zapłacisz nawet 30 procent więcej. Po południu przejdź się na marinę albo zjedz coś w jednej z restauracji na Yas Bay - to miejsce, gdzie miejscowi spotykają się na kolację, a widok na zachód słońda robi robotę lepszą niż filtr na Instagramie. Pamiętaj, że alkohol w restauracjach jest dostępny, ale tylko w licencjonowanych lokalach i raczej nie w centrach handlowych. Karta działa wszędzie, ale drobne w AED przydadzą się na targowiskach i w małych sklepikach.
Trzeci dzień to dobry moment, żeby wynająć samochód albo zamówić kierowcę na safari na pustynię. Większość biur oferuje półdniowe wyprawy z kolacją pod gwiazdami. To nie jest komercyjna ściema - widok wydm o zmierzchu naprawdę zmienia perspektywę. Po powrocie do miasta możesz zajrzeć do Emirates Palace, nawet jeśli nie śpisz w tym hotelu. Wstęp na teren jest wolny, a kawa z płatkami złota w tamtejszej kawiarni to bardziej pamiątka niż deser, ale warto dla zdjęcia. Czwarty dzień zostaw na bardziej lokalne klimaty - spacer po dzielnicy Al Qana, wizyta w krytym targu rybnym albo przejażdżka łodzią tradycyjną abra. Wbrew pozorom Abu Zabi nie jest tylko dla turystów z grubym portfelem. Możesz znaleźć dobre jedzenie w małych knajpkach przy ulicach handlowych, gdzie mieszkańcy jedzą lunch za 30 dirhamów. Na koniec, piątego dnia, zrób sobie luz. Plaże publiczne są zadbane, a woda czysta. Jeśli masz energię, wjedź na wieżę Etihad Towers - widok na miasto z góry pokazuje, jak bardzo to miejsce rośnie w siłę. I nie porównuj go do Dubaju. To zupełnie inna prędkość, inna kultura i inny styl życia. Abu Zabi to miasto, które nie musi krzyczeć, żeby zwrócić na siebie uwagę.