Przejdź do treści
Weekend

Tallinn w 1 Dzień: Kompletny Plan Zwiedzania Starego Miasta 2026

Odkryj, jak zwiedzić całe Stare Miasto w Tallinnie w jeden dzień. Sprawdź nasz kompletny plan i praktyczne wskazówki na 2026 rok.

Pozdrowienia z: Weekend Par avion

Tallinn w pigułce - co naprawdę warto zobaczyć, gdy masz tylko jeden dzień

Znasz to uczucie, gdy prom z Helsinek wchodzi do portu, a ty masz przed sobą garść godzin, żeby poczuć estońską stolicę? Tallinn zaskakuje skalą - historyczne centrum, vanalinn, jest tak zwarte, że spokojnie obejdziesz je pieszo w jeden dzień. Nie daj się jednak skusić na wyścig od punktu do punktu. Lepiej zacznij od porannego spaceru po Dolnym Mieście, od Placu Ratuszowego (Raekoja plats). O tej porze kawiarnie dopiero rozstawiają wystawy, a ty masz szansę zobaczyć średniowieczne mury obronne bez tłumów. Stamtąd skieruj się ulicą Pikk w stronę wieży Fat Margaret - w środku mieści się Estońskie Muzeum Morskie Lennusadam, ale jeśli czasu mało, zrób zdjęcie z zewnątrz i rusz dalej.

Serce Tallinna to jednak nie tylko rynek. Prawdziwy charakter miasta poznasz, wchodząc na Wzgórze Toompea. To tutaj, na górnym mieście, czeka na ciebie cerkiew Aleksandra Newskiego - jej kopuły widać z daleka, wejście do środka jest bezpłatne, a wnętrze robi wrażenie. Zaraz obok znajdziesz dwa punkty widokowe: Patkuli i Kohtuotsa. Z obu rozpościera się panorama na czerwone dachy i kominy, ale to Kohtuotsa daje ten kultowy kadr z pocztówek. Wstęp na tarasy jest darmowy, więc nie przepłacaj za wejście na wieżę - lepiej wydaj te pieniądze na lokalne jedzenie w jednej z knajpek przy ulicy Viru.

Jeśli masz ochotę na coś więcej niż średniowiecze, odbij w bok. Dzielnica Kalamaja, niegdyś rybacka, dziś tętni życiem - drewniane domy, galerie i knajpy z wegańskim jedzeniem. Z kolei Telliskivi, kreatywne centrum miasta, to miejsce, gdzie znajdziesz mural na każdym rogu i lunch w stylu street food. A jeśli pogoda dopisuje, warto wsiąść w autobus i dojechać do Kadriorg - barokowego pałacu otoczonego parkiem. Bilety do pałacu kosztują około 10 euro, ale sam spacer po ogrodach jest darmowy i daje wytchnienie od miejskiego gwaru. Plan dnia w Tallinnie nie musi być sztywny - wystarczy dobra para butów, karta miejska Tallinn Card (jeśli planujesz wejść do kilku muzeów) i otwartość na niespodzianki. Bo to miasto, w którym na jednej ulicy mijasz wieżę Kiek in de Kök, a na drugiej jesz zupę z łosia w lokalu, który wygląda jak piwnica z XIV wieku.

Start o 8:00 - śniadanie w miejscu, które kochają lokalsi, nie turyści

Zanim ruszysz dalej, zjedz śniadanie tam, gdzie zaczyna dzień samo miasto. Na ulicy Rataskaevu, kilka kroków od placu ratuszowego, znajdziesz kawiarnie, w których poranna kawa parzona jest z estońskich ziaren, a na talerzu ląduje chleb na zakwasie z twarogiem i lokalnym dżemem. Nie ma tu turystycznych menu w trzech językach, ale jest za to ciepło, swojsko i konkretnie. To dobry moment, żeby wyczuć rytm Tallinna, zanim jeszcze na dobre zaczniesz zwiedzanie.

Po śniadaniu nie idź od razu w górę. Zamiast tego skręć w stronę starego portu i przejdź przez bramę Viru. To dolne miasto, Vanalinn, które dopiero budzi się do życia. Zobaczysz wieżę Pikk Hermann na wzgórzu Toompea, ale na razie trzymaj się poziomu zero. Przejdź ulicą Pikk w stronę Fat Margaret - tej potężnej baszty, w której mieści się Estońskie Muzeum Morskie. Wstęp kosztuje około 12 euro, ale jeśli masz Tallinn Card, wejdziesz bez biletu. W środku nie tylko statki i mapy, ale też widok z wieży, który w słoneczny poranek kładzie się na dachach całego starego miasta.

Z Fat Margaret rusz w stronę placu ratuszowego, ale nie na wprost. Zrób pętlę wzdłuż murów obronnych, gdzie wciąż widać ślady po dawnych bramach. Po drodze trafisz na muzeum Kiek in de Kök - to wieża, która daje radę z tłumem nawet w szczycie sezonu. Bilet normalny to około 8 euro, a jeśli weźmiesz karnet na trzy obiekty, wyjdzie taniej. Stamtąd w kilka minut dojdziesz na wzgórze Toompea. Wejście pod górę od strony Patkuli to klasyk - schody prowadzące prosto na punkt widokowy Kohtuotsa. Stąd widać dachy, kominy i w oddali wieżowiec Sokos Hotel Viru, który przez lata stał zamknięty dla obcych.

Przed lunchem masz jeszcze czas na spacer po Toompei. Zobacz sobór Aleksandra Newskiego - prawosławna kopuła budzi mieszane uczucia wśród Estończyków, ale robi wrażenie. Wstęp jest bezpłatny, w środku obowiązuje cisza. Jeśli wolisz coś lżejszego, zejdź w dół w stronę ulicy Harju i wpadnij do małej kawiarni przy kościele św. Olafa. To ta wieża, która przez wieki była najwyższą budowlą w Europie. Wejście na szczyt kosztuje 5 euro, widok z góry rekompensuje 258 stopni schodów. Po takim wysiłku przyda się lunch - w okolicy placu ratuszowego znajdziesz knajpki z lokalnym jedzeniem, gdzie za zestaw zupy i chleba zapłacisz około 10-12 euro.

Poranny podbój Toompea - wzgórze władzy, widok na czerwone dachy i kamera w dłoń

Zanim oddasz się gwarowi dolnego miasta, wejdź na wzgórze Toompea. To naturalna cytadela, od wieków centrum władzy w Estonii, a dziś punkt, z którego robi się kultowe zdjęcia Tallinna. Spacer z placu Ratuszowego zajmuje dosłownie kilka minut stromą ulicą Pikk jalg, ale to wystarczy, by poczuć zmianę klimatu. Na górze czekają dwie główne atrakcje: sobór Aleksandra Newskiego z cebulastymi kopułami, który od razu rzuca się w oczy, i zamek Toompea w pastelowych kolorach. Wstęp na dziedziniec jest bezpłatny, a jeśli trafisz na ładną pogodę, to właśnie stąd najlepiej widać, jak czerwone dachy starego miasta układają się w morze dachówek.

Najlepszy punkt widokowy to taras Kohtuotsa. Jest mały, często oblegany, ale widok na wieżę Olafa i zatokę wynagradza tłok. Kilkadziesiąt metrów dalej znajdziesz Patkuli - mniej zatłoczone miejsce, skąd spojrzysz na mury obronne i fragmenty dawnych fortyfikacji. Wstęp wolny, bez biletów i kolejek. To idealny moment na poranną kawę z termosu albo szybkie zdjęcie, zanim do centrum wjadą wycieczki z Helsinek. Jeśli masz w planie więcej spacerów, warto od razu kupić Tallinn Card - obejmuje wejścia do muzeów i komunikację, ale na sam taras i tak wejdziesz za darmo.

Po nasyceniu wzroku panoramą zejdź w dół ulicą Kohtu. Po drodze mijasz ambasady i kamienice z XVII wieku, które wyglądają jak żywcem wyjęte z baśni. Nie szukaj tu dużych knajp - Toompea to raczej ciche zakątki i widokowe ławki. Na lunch lepiej wrócić do Vanalinna, na przykład w okolice ulicy Viru, gdzie znajdziesz lokalne jedzenie bez turystycznej przebitki. Jeśli masz ochotę na coś bardziej surowego i industrialnego, po południu skieruj się do dzielnicy Telliskivi albo Kalamaja - to zupełnie inna twarz miasta, bez czerwonych dachów, za to z muralami i kawiarniami, które pamiętają czasy radzieckiego przemysłu.

Sobór Aleksandra Newskiego i kawałek historii, który nadal budzi emocje

Cobblestone street flanked by historic European buildings, showcasing quaint charm and vintage architecture.
Zdjęcie: Roman Biernacki

Sobór Aleksandra Newskiego w Tallinnie, zbudowany w czasach rusyfikacji Estonii, do dziś wzbudza mieszane uczucia. Dla jednych to symbol carskiego ucisku, dla innych po prostu piękna, prawosławna świątynia z charakterystycznymi cebulastymi kopułami. Znajdziesz go na wzgórzu Toompea, tuż obok estońskiego parlamentu. Wstęp do środka jest płatny, bilety kosztują około 6-8 euro, ale warto zapłacić, żeby zobaczyć bogato zdobione wnętrze z ikonostasem i żyrandolami. Jeśli masz Tallinn Card, wejdziesz za darmo, co przy planie dnia na zwiedzanie może sporo ułatwić sprawę.

Po wyjściu z soboru nie od razu schodź w dół. Przejdź na pobliskie punkty widokowe Kohtuotsa i Patkuli. Z obu rozciąga się panorama dolnego miasta z czerwonymi dachami, wieżami kościołów i fragmentami dawnych murów obronnych. To jeden z tych momentów, kiedy od razu rozumiesz, dlaczego stare miasto (Vanalinn) wpisano na listę UNESCO. Z Kohtuotsa widać też port i w oddali helsiński horyzont - pogoda musi jednak dopisać. Dalej, schodząc w dół ulicą Pikk, trafisz na wieżę Kiek in de Kök i grubą basztę Fat Margaret, gdzie mieści się Estońskie Muzeum Morskie (Lennusadam). To świetne miejsce, jeśli interesujesz się historią żeglugi i wrakiem łodzi podwodnej. Bilety kosztują około 14 euro, a karta miejska znów działa bez dopłat.

Z centrum łatwo przejść pieszo do dzielnic Telliskivi i Kalamaja, które oferują zupełnie inny klimat. Telliskivi to dawna dzielnica przemysłowa zamieniona w kreatywne centrum z knajpami, muralami i sklepami z lokalnym rzemiosłem. Kalamaja z kolei zachwyca drewnianą architekturą i spokojem - idealne miejsce na lunch w jednej z kawiarni serwujących lokalne jedzenie, na przykład zupę rybną czy chleb na zakwasie z wędzoną rybą. Nie musisz wracać do ścisłego centrum, bo obie dzielnice leżą na trasie między Starym Miastem a portem. Jeśli masz tylko jeden dzień w Tallinnie, postaw na spacer po Vanalinn, wejście na Toompea, szybki obiad w Telliskivi i rejs promem do Helsinek - transport z centrum na dworzec promowy zajmuje dosłownie 10 minut pieszo.

Zejście w dół do serca Starego Miasta - uliczki, które nie wybaczają pośpiechu

Po zejściu z Toompei w dół wchodzisz w zupełnie inny rytm. Wąskie uliczki Dolnego Miasta, takie jak Pikk, nie znoszą biegania z planem dnia w ręku. To właśnie tutaj, między średniowiecznymi fasadami, czuć prawdziwy puls miasta - zapach pieczonych migdałów miesza się z aromatem kawy z małych kawiarni, a bruk pod nogami zmusza do zwolnienia. Warto od razu skręcić w boczną uliczkę, żeby trafić na dziedzińce, które nie są opisane w żadnym przewodniku, a które często kryją lokalne pracownie rzemieślnicze.

Plac Ratuszowy, czyli Raekoja plats, to naturalny punkt zborny, ale nie daj się zwieść - najciekawsze rzeczy dzieją się kilka metrów dalej. Wstęp do niektórych muzeów, jak choćby do wieży Kiek in de Kök, jest płatny, ale jeśli planujesz intensywne zwiedzanie, karta miejska Tallinn Card zwróci się już po wejściu na dwie-trzy atrakcje. Zamiast stać w kolejce do kasy przy Aleksandra Newskiego, lepiej przejść pod wieżę Fat Margaret i zajrzeć do Lennusadam - morskiego muzeum, które robi wrażenie nawet na tych, którzy na co dzień omijają wystawy szerokim łukiem.

Spacer wzdłuż murów obronnych to obowiązkowy punkt, ale prawdziwy klimat poczujesz w dzielnicach, które wykraczają poza vanalinn. Kalamaja z drewnianymi domkami i alternatywnym vibe’em to idealne miejsce na lunch z lokalnym jedzeniem, a Telliskivi tętni życiem artystycznym i oferuje widokowe punkty, które konkurują z tym z Patkuli. Jeśli masz więcej niż jeden dzień, warto wybrać się do Kadriorg, ale nawet w jeden dzień dasz radę ogarnąć najważniejsze atrakcje - pod warunkiem że nie zaczniesz od biegania z listą w ręku.

Transport z Helsinek promem to sprawdzona opcja, ale w samym mieście wszystko jest na pieszo. Wieża św. Olafa i Kohtuotsa dają panoramy, które zapamiętasz na długo, a bilety do poszczególnych punktów lepiej kupować z wyprzedzeniem, żeby nie tracić czasu w sezonie. Pamiętaj - Tallinn nagradza tych, którzy dają się ponieść przypadkowi, a nie sztywnemu planowi.

Przystanek obowiązkowy: marcepan, średniowieczne piwnice i plac Ratuszowy okiem praktyka

Plac Ratuszowy w Tallinnie to nie tylko pocztówkowy kadr z kolorowymi kamienicami i gotyckim ratuszem. To przede wszystkim punkt, od którego warto zacząć poznawanie miasta, bo wszystko, co najważniejsze w starówce, znajduje się w zasięgu kilku minut spacerem. Na placu od wieków tętni życie - latem wylewa się z ogródków kawiarnianych, zimą zamienia w jarmarczne miasteczko. I choć turystów jest tu zawsze sporo, to poranny spacer przed dziesiątą daje zupełnie inną perspektywę: pusty bruk, cisza i światło padające na fasadę apteki Raeapteek, jednej z najstarszych w Europie. Wstęp do niej jest darmowy, a w środku zobaczysz nie tylko średniowieczne wnętrza, ale i oryginalne marcepanowe formy - słodki symbol Tallinna, który możesz kupić w lokalnych cukierniach za około 5-7 euro za figurkę.

Z placu Ratuszowego warto skręcić w wąską uliczkę Pikk, która poprowadzi cię przez serce dolnego miasta. Po drodze trafisz na wieżę Kiek in de Kök (bilet około 7 euro) i fragmenty dawnych murów obronnych, które w Tallinnie zachowały się wyjątkowo dobrze. Jeśli masz ochotę na widok z góry bez wchodzenia na stromą Toompeę, wejdź na taras przy kościele św. Olafa - wstęp jest płatny (około 3 euro), a panorama na dachy starego miasta i port nagradza każdy stopień. Główną atrakcją pozostaje jednak samo kręcenie się po średniowiecznych uliczkach: bez planu, za to z nosem w górę, wypatrując detali na fasadach, kutych szyldów i przejść między podwórkami.

Dla oszczędności i wygody rozważ Tallinn Card - karta miejska kosztuje od 36 euro za dobę i obejmuje wstęp do większości muzeów (w tym Lennusadam z łodziami podwodnymi za 14 euro osobno) oraz darmowy transport publiczny. Jeśli jednak wolisz działać po kosztach, skup się na darmowych punktach: spacer po wzgórzu Toompea z widokiem z punktów Kohtuotsa i Patkuli (oba bez biletu), wejście do katedry Aleksandra Newskiego (wstęp wolny) albo przejście przez bramę Viru w stronę dzielnicy Telliskivi. To właśnie tam, w postindustrialnych halach, znajdziesz najlepsze lokalne jedzenie - lunch w modnej knajpie kosztuje około 10-12 euro, a porcja tradycyjnej zupy chlebowej z jagodami to deser za 4 euro, który smakuje lepiej niż w turystycznych knajpach na starówce.

Lunch w Kalamaja - drewniane domy, street food i dzielnica, która zmieniła się w 10 lat

Kiedy już nasycisz się widokiem z Toompea i zejdziesz na dół, pora na prawdziwą odskocznię od średniowiecznych murów. Kalamaja to dzielnica, która jeszcze dekadę temu była zapomnianą, nieco podupadłą dzielnicą portową z drewnianymi domami. Dziś to jedno z najmodniejszych miejsc w Tallinnie. Zamiast szukać kolejnej restauracji przy Placu Ratuszowym, gdzie ceny są wywindowane pod turystów, lepiej skierować się właśnie tutaj. Spacer wąskimi uliczkami między kolorowymi, dziewiętnastowiecznymi willami to samo w sobie atrakcja, ale Kalamaja to przede wszystkim świetne jedzenie.

Lunch w tej okolicy to często street food w najlepszym wydaniu. Możesz trafić na food trucka z burgerem z dziczyzny albo do małej knajpki, która serwuje tradycyjne estońskie pierogi z nietypowym nadzieniem. Wstęp do żadnego muzeum nie jest potrzebny, żeby poczuć klimat miasta - wystarczy usiąść na ławce przy jednej z kawiarni i popatrzeć, jak lokalni łączą przerwę obiadową z pracą zdalną. Jeśli masz ochotę na coś konkretniejszego, poszukaj miejsc serwujących lokalne jedzenie w nowej odsłonie. Często dostaniesz tu talerz wędzonej ryby z ziemniakami albo zupę chlebową na deser, a rachunek będzie niższy niż w centrum.

Kalamaja to też dowód na to, że Tallinn nie kończy się na Starym Mieście. Podczas gdy Vanalinn przyciąga tłumy z promów z Helsinek, ta dzielnica zostaje bardziej autentyczna. Po sycącym lunchu możesz przejść pieszo w stronę nadmorskiego bulwaru albo zajrzeć do Telliskivi, czyli dawnej dzielnicy fabrycznej obok. To idealne miejsce, żeby na chwilę zwolnić i zobaczyć, jak miasto żyje poza turystycznym szlakiem. Plan dnia w Tallinnie bez Kalamaja byłby po prostu niekompletny, nawet jeśli masz tylko jeden dzień.

Telliskivi dla nieprzekonanych - sztuka, kontenery i estońskie krafty bez filtra

Zanim uznasz, że Tallinn to tylko średniowieczne wieże i lukrowane pierniki z Ratusza, daj szansę dzielnicy, która udowadnia, że stolica Estonii ma też drugie, bardziej surowe oblicze. Telliskivi, bo o nim mowa, to dawna dzielnica przemysłowa, która dziś żyje sztuką uliczną, rzemieślniczym piwem i jedzeniem serwowanym prosto z kontenerów. To idealne miejsce na lunch, jeśli po porannym spacerze po wzgórzu Toompea i wizycie przy cerkwi Aleksandra Newskiego masz ochotę na coś bardziej soczystego niż zupa w chlebie.

Spacerując między pomalowanymi muralami magazynami, szybko zapomnisz o tłumie na placu Ratuszowym. Telliskivi to nie jest muzeum wstęp za bilet - wstęp jest wolny, a atrakcje same się tu znajdą. Możesz zajrzeć do lokalnych kawiarni, które zamiast standardowej kawy proponują matchę z jagodą Goji, albo po prostu paść na leżaku przed kontenerem z kraftowym IPA. Jeśli masz w planie dzień w Tallinnie i zastanawiasz się, co zobaczyć poza Starym Miastem, to właśnie tutaj trafisz na prawdziwe lokalne jedzenie i ludzi, którzy nie pozują do zdjęć z parasolkami.

Co ważne, Telliskivi leży zaledwie kilka minut pieszo od dworca kolejowego i przystanków tramwajowych, więc bez problemu wpleciesz je w swój plan dnia. Po solidnym lunchu możesz ruszyć dalej w stronę dzielnicy Kalamaja albo nad morze. Jeśli masz Tallinn Card, sprawdź, czy nie obejmuje zniżek w tutejszych knajpach - czasem da się urwać kilka euro. I pamiętaj: nie szukaj tu wypucowanych witryn ani przewodników w kapeluszach. Telliskivi to miasto bez filtrów, gdzie zardzewiały kontener może być najlepszym barem na trasie z Viru do portu.

Mury, baszty i Brama Viru - ostatnie spojrzenie na Stare Miasto przed kolacją

Zanim na dobre opuścisz Stare Miasto, zostało ci jeszcze kilka miejsc, które warto zobaczyć, zwłaszcza gdy dzień powoli zmierza ku wieczorowi. Wzgórze Toompea to nie tylko finał spaceru, ale i najlepszy punkt, by zrozumieć, jak miasto ułożono na wzgórzach. Z tarasu Kohtuotsa masz widok na wieże Olafa i Aleksandra Newskiego, a z Patkuli zobaczysz całe dolne miasto i mury obronne ciągnące się w stronę dzielnicy Kalamaja. Spacer stąd w dół wąskimi uliczkami Pikk to obowiązkowy punkt planu dnia - mijasz bramę Fat Margaret i najpotężniejszą basztę Kiek in de Kök, która kryje muzeum fortyfikacji. Bilety do wieży widokowej kosztują kilka euro, ale jeśli masz Tallinn Card, wstęp masz w cenie karty.

Po zejściu na dół znajdziesz się przy Brama Viru, jednym z symboli vanalinna. To tutaj kończy się strefa turystycznego zgiełku, a zaczyna współczesne centrum. Warto jednak zrobić ostatni przystanek przy Placu Ratuszowym, gdzie o tej porze kawiarnie serwują już lokalne jedzenie - spróbuj pieczonego łososia albo zupy z suszonych ryb. Jeśli masz ochotę na coś lżejszego, w bocznych uliczkach koło ulicy Viru znajdziesz knajpki z estońskimi pierogami i chlebem na zakwasie. Unikaj tylko głównego placu przy Ratuszu - ceny są tam wyższe, a jakość często przeciętna.

Zanim zapadnie zmrok, masz jeszcze czas na spacer w stronę dzielnic Telliskivi i Kalamaja. Pierwsza to dawna dzielnica przemysłowa, dziś pełna murali, niezależnych galerii i knajp z wegańskim jedzeniem. Druga to drewniane domki i spokojne uliczki idealne na wieczorny spacer. Jeśli wybierasz się z Tallinna promem do Helsinek, to właśnie stąd masz blisko do portu. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić rozkład transportu - ostatnie promy odpływają zwykle przed północą, a dojazd z Kalamaji zajmuje pieszo około 20 minut.

Kolacja po estońsku - co zamówić, gdzie usiąść i jak nie przepłacić na turystycznym deptaku

Kolacja w Tallinnie to osobny rozdział zwiedzania, zwłaszcza jeśli po całym dniu na Starym Mieście i spacerze po Toompea masz ochotę na coś więcej niż kebab na wynos. Na placu Ratuszowym, czyli Raekoja plats, znajdziesz knajpy z widokiem na średniowieczne kamienice, ale to najdroższa opcja w mieście. Za talerz zupy chlebowo-śmietanowej i pieczeń z dzika zapłacisz tam nawet 25-30 euro. Lokalne jedzenie smakuje lepiej i taniej, jeśli zejdziesz kilka kroków w boczne uliczki - na Pikk albo w okolice wieży Olafa, gdzie estońskie restauracje serwują obiadowe zestawy za 12-15 euro.

Zamiast turystycznego menu z angielskimi nazwami szukaj dań takich jak sült (galareta z wieprzowiny), verivorst (krwista kaszanka) albo klasyczna seljanka. W Telliskivi, postindustrialnej dzielnicy, dostaniesz nowoczesną wersję estońskiej kuchni w przystępnych cenach, a w Kalamaja znajdziesz kameralne kawiarnie z domowym pieczywem. Jeśli planujesz intensywne zwiedzanie, opłaca się kupić Tallinn Card - daje zniżki w wybranych restauracjach i wstęp do muzeów, np. do Lennusadam z łodziami podwodnymi.

Unikaj lokali z krzesełkami na deptaku Viru - kelnerzy kuszą promocjami, ale rachunek często zawiera ukrytą opłatę za obsługę. Lepiej usiąść w środku, w miejscu z ceglanymi sklepieniami i lokalnym piwem rzemieślniczym. Na deser weź kohuke - twarogowy batonik w czekoladzie - i popij kawą z jednej z małych palarni w okolicy Patkuli. Kolacja w Tallinnie nie musi być droga, wystarczy wiedzieć, gdzie szukać, a nie dać się złapać na ładny widok z placu.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski