Przejdź do treści
Europa

Gdzie zjeść w Słonecznym Brzegu? 10 lokali i potraw

Odkryj, gdzie zjeść w Słonecznym Brzegu jak lokals. Poznaj 10 najlepszych lokali i bułgarskich potraw, których musisz spróbować podczas wakacji.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Gdzie zjeść jak lokals, a nie turysta - pierwsza zasada przetrwania w Słonecznym Brzegu

Pierwsza rzecz, którą musisz ogarnąć przed wyjazdem: menu na deptaku to pułapka. Restauracje przy samej plaży kuszą zdjęciami pizzy i frytek, ale prawdziwe bułgarskie jedzenie znajdziesz dwie ulice dalej, w bocznych zaułkach, gdzie kelnerzy nie muszą zaczepiać przechodniów. W małych tawernach zamówisz szopską sałatę z pieczoną papryką i ogórkiem, która smakuje zupełnie inaczej niż ta z hotelowego bufetu. Lokalsi wiedzą, że dobrej lutenicy nie kupisz w supermarkecie, a prawdziwą banicę - placek z serem i jajkiem - dostaniesz tylko w piekarni otwieranej o szóstej rano, zanim kurort na dobre się obudzi.

Jeśli chcesz zjeść na słonecznym brzegu tak, żeby poczuć Bułgarię, szukaj miejsc, gdzie na ścianie wisi zdjęcie Nesebaru sprzed trzydziestu lat, a w karcie nie ma angielskich nazw. W takich lokalnych knajpach dostaniesz kebapcze - pikantne, grillowane kiełbaski podawane z chlebem i cebulą, albo gęstą szkembe czorba, która na plaży wydaje się absurdem, a po całym dniu w słońcu jest zbawieniem dla żołądka. Do tego weź zimne piwo bułgarskie, najlepiej Kamenitza, i popatrz, jak kelner rozkłada ręce, gdy pytasz o rakię. Bo rakija to nie napitek, to obrzęd: pije się ją przed jedzeniem, na zdrowie, i nigdy do coli.

W 2026 roku w kurorcie wciąż działa kilka miejsc niezmienionych od dekad. Na przykład tawerny w okolicach starego Nesebaru, dziesięć minut spacerem od plaży, gdzie rybę dostajesz prosto z grilla, a ceny są o połowę niższe niż na głównej promenadzie. Unikaj restauracji z neonami i menu w pięciu językach. Zamiast tego wejdź tam, gdzie przy wejściu siedzi starszy pan i czyta gazetę. To znak, że kuchnia bułgarska jest traktowana poważnie, a ty nie zapłacisz za widok na morze, tylko za smak. I pamiętaj: najlepsze danie na słonecznym brzegu to nie to, które ładnie wygląda na Instagramie, tylko to, po którym czujesz, że mogłeś tu mieszkać.

Śniadanie po bułgarsku: banica z ajranem i dlaczego to działa lepiej niż hotelowy bufet

Wiele osób na urlopie w Słonecznym Brzegu automatycznie kieruje się do hotelowej jadalni na śniadanie w formie bufetu. To wygodne, ale szybko się nudzi i często oznacza kompromisy w jakości. Tymczasem wystarczy wyjść na ulicę, żeby przekonać się, jak smakuje prawdziwy poranek w Bułgarii. Podstawą jest banica - ciasto filo nadziewane serem, jajkami i jogurtem, pieczone na złoto. W każdej piekarni czy małej kawiarni podają ją jeszcze ciepłą, a kosztuje zwykle około 1-1,5 euro. Do tego ajran, orzeźwiający napój z jogurtu, wody i soli, który gasi pragnienie po nocy i przygotowuje żołądek na resztę dnia.

Na słonecznym brzegu znajdziesz sporo miejsc serwujących właśnie takie śniadania - nie tylko w typowo turystycznych lokalach przy samej plaży, ale też w bocznych uliczkach, gdzie przychodzą miejscowi. Właśnie tam banica ma najlepszy smak, bo robią ją według tradycyjnych receptur. Jeśli masz ochotę na coś bardziej sycącego, poproś o kebapcze - małe grillowane kiełbaski z mielonego mięsa, często podawane z chlebem i surówką. To potrawa, którą w Bułgarii jada się o każdej porze, ale rano daje solidną dawkę energii przed wyjściem na plażę czy zwiedzaniem Nesebaru.

Warto też spróbować lokalnych dodatków. Lutenica, czyli pasta z pieczonej papryki i bakłażana, świetnie komponuje się z pieczywem. A jeśli wolisz lżejszy start, szopska sałata - pomidory, ogórki, cebula i biały ser - to klasyk, który znajdziesz w każdej tawernie. Unikaj jednak miejsc reklamujących „międzynarodowe śniadania” - one zwykle oznaczają mrożone parówki i instant kawę. Lepiej wydać te 2,5-3 euro w piekarni i poczuć, jak smakuje prawdziwa kuchnia bułgarska. Nawet jeśli planujesz spędzić dzień na leżaku przy morzu, taki poranek z banicą i ajranem sprawia, że wakacje smakują zupełnie inaczej.

Zupy, od których zaczynasz każdy obiad - tarator, szkembie i inne płynne skarby Bułgarii

Jeśli myślisz, że obiad w Bułgarii zaczyna się od przystawki, jesteś w błędzie. Na słonecznym brzegu posiłek otwiera zupa - i to nie przypadkowa, odgrzewana mikstura. Najbardziej orzeźwiającą jest tarator, zimny krem z jogurtu, ogórka, czosnku i koperku. W upalne południe, gdy temperatura na plaży sięga trzydziestu stopni, taka miska działa lepiej niż jakikolwiek napój. Nie zdziw się, jeśli kelner w restauracji przy samej promenadzie poda ci ją bez pytania - to lokalny standard. Z kolei gdy wieczorem nad morzem robi się chłodniej, warto sięgnąć po szkembe czorba, gęstą zupę z flaków doprawioną octem i czosnkiem. Brzmi egzotycznie? Dla Bułgarów to klasyk, który stawiają na stole po imprezach albo w chłodniejsze dni, a w kurorcie często znajdziesz ją w tawernach reklamujących się jako „całodobowe”.

Nie daj się zwieść pozorom, że na słonecznym brzegu króluje tylko fast food. Wystarczy odejść dwie ulice od plaży, a trafisz na miejsca, gdzie zupy gotuje się od rana. W Nesebarze, kilka minut autobusem od kurortu, restauracje serwują tarator z dodatkiem orzechów włoskich - wersja, której nie znajdziesz w standardowym menu przy hotelach. Cena takiego dania oscyluje wokół 3-4 euro, czyli jakieś 13-17 złotych. To tyle samo co kebapcze z frytkami, ale smak i lekkość sprawiają, że po zupie bez problemu zmieścisz jeszcze sałatkę szopską i pieczoną paprykę z lutenicą. Warto pamiętać, że w bułgarskiej kuchni zupa nie jest przystawką, a pełnoprawną potrawą - zwłaszcza gdy dojdziesz do wniosku, że po południu na plaży nie potrzebujesz ciężkiego obiadu, tylko czegoś, co ochłodzi i nasyci bez ociężałości.

Planując wakacje w 2026 roku, zwróć uwagę na małe, rodzinne tawerny z dala od głównego deptaku. To tam, przy plastikowych krzesłach i papierowych obrusach, dostaniesz tarator z jogurtu robionego na miejscu, a nie z proszku. Jeśli zamówisz szkembe czorba, popij ją rakiją - miejscowi mówią, że to jedyny sposób, żeby poczuć prawdziwy smak Bułgarii. I nie zdziw się, gdy okaże się, że to właśnie zupa, a nie grillowane mięso, zostanie twoim kulinarnym odkryciem na słonecznym brzegu.

Sałatka szopska i jej mniej znane kuzynki, których spróbujesz tylko na miejscu

A romantically set dinner table with napkins and wineglasses, creating a luxurious ambiance indoors.
Zdjęcie: Gia

Sałatka szopska to wizytówka bułgarskiej kuchni i obowiązkowy punkt w menu, gdy spędzasz czas na słonecznym brzegu. Ale gdy już nasycisz się jej klasycznym smakiem - pomidorów, ogórka, papryki i sera sirene - warto oderwać wzrok od karty dań i poszukać czegoś więcej. W tawernach przy plaży, ale też w tych nieco dalej od głównego deptaku w kurorcie, znajdziesz dania rzadko opisywane w przewodnikach. Mowa o lutenicy - gęstej, słodko-pikantnej paście z pieczonej papryki i bakłażana, którą miejscowi smarują chleb albo podają jako dip do mięs. To smak, który zapamiętasz na dłużej niż przeciętną zupę pomidorową.

Jeśli myślisz, że bułgarska kuchnia to tylko grillowane kebapcze i banica, jesteś w błędzie. W restauracjach w Nesebarze, zwłaszcza tych z widokiem na morze, trafisz na szkembe czorba - treściwą flaczkową zupę, która w chłodniejsze dni rozgrzewa lepiej niż rakija. A przy okazji alkoholu: nie daj się zwieść myśleniu, że wszystko smakuje tak samo. Lokalne winiarnie i kawiarnie na słonecznym brzegu serwują piwo bułgarskie, które idealnie gasi pragnienie po dniu na plaży, ale do jedzenia lepiej pasuje szklanka rakiji z anyżkiem lub winem z okolicznych winnic. W 2026 roku, gdy przyjedziesz tu ponownie, zobaczysz, że oferta gastronomiczna się rozwinęła, ale tradycyjne przepisy wciąż trzymają się mocno.

Najlepsze miejsce na poznanie autentycznych smaków to nie sieciówki, ale rodzinne tawerny, gdzie gospodyni sama wyrabia banicę z serem i szpinakiem. Tam też zamówisz sałatkę szopską w wersji z pieczoną papryką albo z dodatkiem kiszonej kapusty - takiej nie znajdziesz w żadnym supermarkecie. Warto odłożyć na bok myślenie, że w kurorcie jada się tylko szybko i byle jak, bo to właśnie w tych mniej oczywistych lokalach na słonecznym brzegu odkryjesz, jak różnorodna potrafi być bułgarska kuchnia.

Mięsny fundament kuchni bułgarskiej: kebapcze, kiufteta i parżola z grilla

Kiedy myślisz o jedzeniu w Słonecznym Brzegu, na myśl przychodzą przede wszystkim dania z rusztu. To one stanowią mięsny fundament kuchni bułgarskiej, a ich smak najlepiej poznasz w małych, rodzinnych restauracjach oddalonych o dwie - trzy ulice od plaży. Kebapcze, czyli długie, przypominające parówki kotleciki z mielonego mięsa wołowego i wieprzowego, są tu absolutnym klasykiem. Podaje się je w bułce jako szybki street food, ale prawdziwą przyjemność sprawia zjedzenie ich na talerzu, z dodatkiem pieczonych ziemniaków i szklanką zimnego piwa bułgarskiego. Warto zwrócić uwagę na kiufteta - nieco większe, bardziej soczyste kotlety, często z dodatkiem cebuli i pietruszki, które w lokalnych tawernach smażą się na blachach tuż przed wejściem, kusząc zapachem przechodniów. Jeśli wolisz coś klasycznego, zamów parżolę, czyli schabowy z kością, doprawiony tylko solą i pieprzem, a potem pieczony na ruszcie do chrupkości.

W restauracjach w Słonecznym Brzegu rzadko znajdziesz wymyślne marynaty czy sosy - Bułgarzy stawiają na prostotę i jakość mięsa. Dlatego kebapcze i parżola smakują tak autentycznie, zwłaszcza gdy zamówisz je w jednej z knajp z widokiem na stare miasto w Nesebarze. Ceny w 2026 roku raczej nie zaskoczą cię w górę, bo konkurencja między tawernami jest spora, a porcje wciąż hojne. Do mięsa koniecznie poproś o szopską sałatę - pokrojone w kostkę pomidory, ogórki i paprykę, posypane startym białym serem. To najprostsze i najsmaczniejsze dopełnienie ciężkiego, grillowanego dania.

Pamiętaj tylko o jednym: w szczycie sezonu te najlepsze restauracje z grillem na słonecznym brzegu są oblegane. Jeśli chcesz zjeść spokojnie, bez tłoku, wybierz się na obiad koło 17:00, zanim ruszy wieczorna fala turystów. Wtedy kebapcze są jeszcze świeże, a kelner ma czas, by doradzić ci, jakie lokalne piwo najlepiej podkreśli smak pieczonego mięsa.

Co z owocami morza nad Morzem Czarnym - sprawdzone miejsca z rybą prosto z kutra

Owoców morza na słonecznym brzegu szukaj nie w restauracjach przy głównej promenadzie, ale tych schowanych w bocznych uliczkach starego Nesebaru. To właśnie tam, w tawernach z widokiem na morze, dostaniesz rybę prosto z kutra, grillowaną na węglu drzewnym. Często przed zamówieniem kelner przynosi ci lodówkę z całym połowem dnia - wybierasz sztukę, ustalasz sposób przyrządzenia i czekasz. W sezonie 2026 ceny za całą rybę dla dwóch osób zaczynają się od około 20-25 euro, czyli jakieś 85-105 złotych. To uczciwa cena za świeżość, której w kurorcie przy plaży nie znajdziesz.

Jeśli wolisz lądowe smaki, na słonecznym brzegu znajdziesz miejsca, gdzie bułgarska kuchnia nie jest tylko atrakcją dla turystów. Szukaj tawern, w których na rozgrzanym kamieniu podają kebapcze, a do tego obowiązkowo szopska sałata z grubym plasterkiem białego sera i lutenica na domowym chlebie. Warto też spróbować banicy - to takie bułgarskie śniadanie idealne, zwłaszcza gdy popijasz je ajranem. Unikaj restauracji z menu w pięciu językach i zdjęciami potraw - tam dostaniesz odgrzewane danie z karty, a nie tradycyjne bułgarskie smaki.

Kiedy wieczór robi się chłodniejszy, a ty masz ochotę na coś bardziej sycącego, poszukaj w okolicy Nesebaru knajp serwujących szkembe czorba. To gęsta, rozgrzewająca zupa flakowa, której nie znajdziesz w typowych turystycznych jadłospisach. Do tego obowiązkowo rakija - najlepiej winogronowa, domowej roboty, i bułgarskie piwo, na przykład Zagorka lub Kamenitza. Pamiętaj, że w lokalnych tawernach przy morzu, z dala od głównego deptaka, smak jest prawdziwszy, a rachunek niższy. W 2026 roku to właśnie te miejsca będą twoim najlepszym wyborem, jeśli chcesz zjeść na słonecznym brzegu coś, co zapamiętasz na długo.

Street food w Słonecznym Brzegu: co warto wziąć na plażę, a co sobie odpuścić

Kiedy słońce grzeje niemiłosiernie, a ty leżysz na leżaku przy samej plaży, myśl o ciężkim, gorącym obiedzie w restauracji może odebrać apetyt. W Słonecznym Brzegu na ratunek przychodzi street food, ale trzeba wiedzieć, co wybrać, żeby nie skończyć z bólem brzucha zamiast energii na resztę dnia. Najlepszym wyborem na wynos bez wątpienia jest banica - cienkie, chrupiące ciasto filo nadziewane serem, szpinakiem lub dynią. Na słonecznym brzegu kupisz ją w małych budkach przy głównym deptaku, często jeszcze ciepłą, za około 1-2 euro. To lekkie, sycące śniadanie lub przekąska, którą bez obaw możesz wziąć w ręcznik i zjeść, patrząc na morze.

Z kolei kebapcze, czyli bułgarskie odpowiedniki kebabów, to już większe ryzyko. Choć na słonecznym brzegu znajdziesz je w co drugim barze, ich jakość bywa loteria. Jeśli widzisz, że mięso kręci się na rożnie od kilku godzin i wygląda na przesuszone, lepiej odpuścić. Podobnie rzecz ma się z frytkami - kuszą zapachem, ale często są odgrzewane w głębokim tłuszczu, który nie był wymieniany od rana. W 2026 roku w kurorcie przybyło jednak kilka porządnych punktów, które serwują świeże, grillowane mięsa na wynos, zwłaszcza w okolicach przystani. Warto zwrócić uwagę na miejsca, gdzie miejscowi ustawiają się w kolejce - to zawsze dobry znak.

Jeśli planujesz dłuższy wypad na plażę, lepiej zrezygnuj z jedzenia ulicznego na rzecz prostego prowiantu z lokalnego marketu. Świeży chleb, kawałek sera, pomidory i słoiczek lutenicy - taki zestaw smakuje lepiej niż przeciętny burger z budki, a przy okazji pozwala uniknąć rozczarowania. Pamiętaj, że w Słonecznym Brzegu łatwo dać się skusić szybkiemu jedzeniu, ale prawdziwe bułgarskie smaki, jak szopska sałata czy grillowane warzywa, lepiej smakują w tawernach, gdzie usiądziesz i poświęcisz im chwilę. Na plażę bierz to, co lekkie, ale sprawdzone - resztę zostaw na wieczorny spacer po Nesebarze.

Menu dla odważnych - potrawy, o które nie zapytasz w pierwszej lepszej restauracji

Zanim sięgniesz po znajome frytki czy pizzę, daj sobie szansę na coś, co zapamiętasz na dłużej. W kurorcie roi się od miejsc oferujących standardowe menu, ale prawdziwy smak Bułgarii poznasz dopiero wtedy, gdy odważysz się wyjść poza strefę komfortu. Na słonecznym brzegu znajdziesz tawerny, w których na pierwszy rzut oka nie zobaczysz zdjęć dań, a kelner z dumą poleci ci szkembe czorba - kwaśną zupę z flaków, która budzi skrajne emocje. To nie jest danie dla każdego, ale jeśli dasz mu szansę, zrozumiesz, dlaczego Bułgarzy uznają je za najlepszy lek na kaca i chłodny wieczór. Jeśli wolisz coś lżejszego, poproś o banicę - placek z serem i ciasta filo, który w każdej piekarni smakuje inaczej, a na plaży kupisz go w wersji zawiniętej w papier jak hot dog.

Zamiast standardowej sałatki greckiej zamów szopską sałatę - wbrew pozorom to nie to samo. Wersja bułgarska jest bardziej pikantna, z dodatkiem tartego sera i odrobiną octu, a w sezonie dołożą ci świeże pomidory prosto od lokalnego rolnika. Do tego koniecznie weź lutenicę - gęsty, słodko-pikantny sos z papryki i bakłażanów, który Bułgarzy smarują na wszystko, od chleba po mięso. W restauracjach na słonecznym brzegu często podają go jako przystawkę, ale naprawdę warto poprosić o dodatkową porcję do pieczonych ziemniaków. Jeśli masz ochotę na coś bardziej sycącego, poszukaj kebapcze - to nic innego jak bułgarskie odpowiedniki kebabów, ale robione z mielonego mięsa doprawionego kminem i papryką, smażone na ruszcie. Znajdziesz je w budkach przy deptaku, ale najlepsze serwują w małych rodzinnych tawernach z dala od głównej promenady.

Pamiętaj, że na wakacjach 2026 roku możesz trafić na więcej turystycznych pułapek niż zwykle, dlatego zanim usiądziesz w pierwszej lepszej restauracji, sprawdź, czy w karcie jest choć jedna potrawa, której nazwy nie umiesz wymówić. Jeśli widzisz tylko pizzę, makaron i frytki, uciekaj. Prawdziwe bułgarskie jedzenie znajdziesz tam, gdzie kelner nie mówi po polsku, a na ścianie wisi zdjęcie babci z patelnią. Do obiadu zamów rakiję - mocny owocowy trunek, który Bułgarzy piją na zdrowie, ale uważaj, bo procenty są zdradliwe. Lepiej popijać miejscowym piwem, które w upale smakuje o niebo lepiej niż importowane marki. A na deser? Wróć do banicy, tym razem z dynią lub jabłkami - to najprostszy i najsmaczniejszy sposób na zakończenie dnia na plaży.

Desery i rakija na koniec - słodko-gorzki rytuał, który zmienia perspektywę

Po solidnym obiedzie w Słonecznym Brzegu przychodzi czas na deser i coś mocniejszego. I tu właśnie bułgarska kuchnia pokazuje swoją drugą, mniej oczywistą twarz. Zamiast ciężkich, kremowych deserów, które znasz z innych kurortów, lokalne restauracje serwują coś znacznie ciekawszego. Spróbuj garash - wilgotnego tortu czekoladowego z orzechami, który smakuje jak połączenie brownie z włoskim tiramisu, ale bez przesadnej słodyczy. Albo banicy z dynią i cynamonem - jeśli myślałeś, że znasz tę tradycyjną bułgarską potrawę tylko w wersji wytrawnej, to jesteś w błędzie. Na słonecznym brzegu znajdziesz ją w wydaniu deserowym, podawaną na ciepło z gęstym jogurtem.

Kluczowym elementem tego rytuału jest jednak rakija. Nie traktuj jej jak zwykłego digestifu. W tawernach na plaży, zwłaszcza tych bliżej Nesebaru, rakija to pretekst do rozmowy. Kelner często przynosi karafkę bez zamówienia, a jej smak zależy od pory roku - morelowa latem, winogronowa jesienią. Jeśli chcesz zjeść w Słonecznym Brzegu tak, jak robią to miejscowi, zamów do rakii kawałek chałwy sezamowej albo suszone figi. To połączenie zmienia perspektywę na całe wakacje: przestajesz szukać znajomych smaków, a zaczynasz doceniać to, co lokalne. W 2026 roku, gdy kurort będzie jeszcze bardziej nastawiony na turystów, takie autentyczne momenty staną się prawdziwą wartością.

I jeszcze jedno - nie daj się zwieść pozorom. Najlepsze desery i rakiję znajdziesz nie w restauracjach z widokiem na morze, ale w małych, rodzinnych kawiarniach przy bocznych uliczkach. Tam, gdzie kelner pamięta twoje zamówienie z poprzedniego wieczoru i poleca lutenicę jako dodatek do sera. To właśnie te miejsca sprawiają, że bułgarska gościnność ma sens - nie chodzi o wystrój, tylko o smak, który zostaje z tobą na długo po powrocie z plaży.

Jak rozpoznać knajpę z prawdziwą kuchnią bułgarską i nie przepłacić za widok na morze

Na słonecznym brzegu łatwo trafić do miejsca, które kusi widokiem na plażę, a serwuje mrożone frytki odgrzewane z torebki. Prawdziwą kuchnię bułgarską znajdziesz nie przy głównej promenadzie, ale dwie - trzy uliczki w głąb kurortu. Tam, gdzie kelner nie stoi na zewnątrz i nie zaprasza po angielsku, a goście przy stolikach rozmawiają po bułgarsku. W takich tawernach zamówisz szopską sałatę z prawdziwym, kozim serem sirene, a nie startym żółtym serem z marketu. Różnica w smaku jest kolosalna, a cena często o połowę niższa niż w knajpie z tarasem wychodzącym na morze.

Jeśli chcesz zjeść na słonecznym brzegu tak, jak jedzą Bułgarzy, odpuść sobie dania z nazwami w stylu „mix grill dla turystów”. Zamiast tego poproś o kebapcze - to małe, przyprawione kotleciki z mielonego mięsa, które podaje się z lutenicą, czyli ostrą pastą paprykową. Do tego obowiązkowo banica - placek z ciasta filo nadziewany serem i jajkiem, najlepszy, gdy jest jeszcze ciepły, prosto z pieca. Na chłodniejsze dni, a w Bułgarii bywają upalne wieczory z wiatrem od morza, sprawdź się w szkembe czorba - treściwa flaczki, które Bułgarzy traktują jak lek na kaca. W żadnej restauracji na głównej deptaku tego nie dostaniesz.

Uważaj na miejsca, które w karcie mają zdjęcia każdej potrawy. To sygnał, że kuchnia bułgarska jest tam na drugim planie, a na pierwszym - szybka obsługa i wysoki obrót. Znacznie lepiej sprawdzą się tawerny z zapisaną kredą tablicą lub pożółkłym, ręcznie pisanym menu. W Nesebarze, który leży obok kurortu, znajdziesz knajpy z widokiem na starówkę, gdzie ceny są wyższe, ale jakość składników często rekompensuje wydatek. W samym Słonecznym Brzegu lepiej celować w lokale przy bocznych uliczkach: tam za zestaw z kebapczem, szopską i szklanką rakiji zapłacisz około 15-18 euro, a za to samo przy plaży nawet 30.

W 2026 roku w kurorcie przybyło miejsc, które udają autentyczne, ale serwują dania odgrzewane z przemysłowych półproduktów. Jak je rozpoznać? Po tym, że w karcie nie ma lutenicy, a banica jest słodka, nie słona. Prawdziwa bułgarska kuchnia nie boi się czosnku, papryki i sera. Jeśli w restauracji dostajesz sałatkę szopską bez ogórka albo z pomidorami bez smaku - wstań i wyjdź. Lepiej zjeść na stojąco przy budce z gyrosem, gdzie mięso kroi się na twoich oczach, niż przepłacić za talerz, który mógłbyś kupić w markecie w Niemczech. Smak Bułgarii poznasz po tym, że po posiłku masz ochotę na jeszcze jeden kawałek banicy i łyk zimnego piwa bułgarskiego, a nie po tym, że kelner uśmiecha się i mówi „very good”.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski