Przejdź do treści
Europa

Saloniki Czy Warto Jechać? 7 Powodów, Które Cię Przekonają

Saloniki czy warto jechać? Poznaj 7 powodów, które przekonają Cię do tego greckiego portowego miasta pełnego luzu i historii.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Saloniki to miasto, które rozkłada na łopatki już od pierwszego spaceru nad zatoką

Wystarczy stanąć na promenadzie przy Białej Wieży, żeby zrozumieć, dlaczego Grecy mówią o Salonikach z taką dumą. Z jednej strony szumi Morze Egejskie, z drugiej wznosi się twierdza Górnego Miasta, która przez wieki broniła dostępu do centrum. To nie Ateny duszące turystów betonem i kolejkami. Saloniki mają luz portowego miasta, które żyje własnym rytmem. Rano możesz wejść na mury twierdzy i patrzeć, jak słońce wstaje nad Chalkidiki, a za kilka godzin siedzieć w knajpce na placu Arystotelesa, popijając freddo cappuccino. I nikt cię nie pogania.

W centrum, w odległości kilku minut spacerem od siebie, znajdziesz atrakcje, które spokojnie wypełnią ci dzień. Łuk Galeriusza stoi na ruchliwej ulicy i wygląda, jakby ktoś zapomniał go stamtąd zabrać. Zaraz obok Rotunda - budowla z czasów cesarza Galeriusza, która była kolejno świątynią, kościołem i meczetem. Dziś to muzeum z biletem za około 6 eur, ale w 2026 roku ma zostać wpisana na listę UNESCO, więc warto zobaczyć ją, zanim stanie się turystycznym obiektem. Jeśli wolisz coś starszego, wejdź do bazyliki św. Dymitra - bizantyjskie mozaiki i podziemia, w których wciąż czuć ducha pierwszych wieków chrześcijaństwa. Za 4 eur możesz zwiedzić także muzeum archeologiczne, gdzie trzymają skarby z czasów Aleksandra Wielkiego. To nie jest nudne gablotowe muzeum - eksponaty są pokazane tak, że nawet dziecko nie zdąży się znudzić.

Górne miasto, czyli Ano Poli, to dzielnica, która przetrwała wielki pożar w 1917 roku. Wąskie uliczki, domy z epoki osmańskiej i widok na całe miasto z zatoką w tle. Kiedyś było to więzienie, potem twierdza, dziś - najlepsze miejsce na spokojny spacer z dala od zgiełku. Dojechać możesz autobusem nr 23 z centrum albo pieszo, jeśli masz ochotę na solidną rozgrzewkę. Wciąż jest tam mało turystów, więc masz wrażenie, że odkrywasz coś, czego nie ma w przewodnikach. Po drodze miniesz mury bizantyjskie, które pamiętają jeszcze czasy, gdy miasto nazywało się Tesalonika i było drugim po Konstantynopolu bastionem cesarstwa.

Na koniec dnia wybór jest prosty: albo kolacja nad samą wodą przy Białej Wieży, gdzie ceny są wyższe, ale widok bezcenny, albo spacer w stronę dzielnicy Ladadika, gdzie knajpki pachną oliwą i oregano, a rachunek za obiad z winem rzadko przekracza 20 eur. Pogoda w Salonikach jest łaskawa od kwietnia do października, więc nawet jeśli przylatujesz z lotniska Macedonii tylko na długi weekend, zdążysz zobaczyć wszystko, co najważniejsze. I jeszcze wrócisz z poczuciem, że to miasto ma wciąż sporo do zaoferowania - bez pośpiechu, bez przeładowania, po prostu po grecku.

Biała Wieża i okolice - za darmo, o zachodzie słońca i bez ścisku w sierpniu

To nie przypadek, że Biała Wieża pojawia się na każdej pocztówce z Salonik. Stoi na samej promenadzie, tuż przy zatoce Termajskiej, i robi wrażenie o każdej porze dnia. Ale jeśli chcesz uniknąć tłumów i dopisać sobie parę euro do budżetu, przyjdź tu o świcie albo godzinę przed zachodem słońca. Bilet do środka kosztuje 8 eur, a z tarasu na szczycie masz widok na całe miasto - od górnego miasta, przez lotnisko, aż po Chalkidiki. Większość ludzi wchodzi w środku dnia, w szczycie sezonu. Ty możesz zrobić to inaczej: rano, gdy słońce dopiero podgrzewa kamień, albo wieczorem, gdy światła zapalają się na wybrzeżu.

Tuż obok wieży zaczyna się długa promenada, która prowadzi w stronę centrum. To jeden z lepszych spacerów w mieście - masz morze po jednej stronie, a po drugiej mury miejskie i resztki dawnych fortyfikacji. Wystarczy przejść kilka minut na północ, żeby trafić na Łuk Galeriusza i Rotundę. Rotunda to budynek, który zmieniał funkcje jak rękawiczki: zaczynał jako mauzoleum, potem był kościołem, później meczetem, a dziś jest muzeum wpisanym na listę UNESCO. Wstęp kosztuje 6 eur, ale możesz też obejrzeć ją z zewnątrz - i tak robi wrażenie. W środku zobaczysz bizantyjskie mozaiki i freski, które przetrwały wieki.

Jeśli masz tylko jeden dzień w Salonikach, nie próbuj zobaczyć wszystkiego. Lepiej wybrać dwie, trzy rzeczy i zrobić to porządnie. Poza Białą Wieżą i Rotundą warto wejść na górne miasto, czyli Ano Poli. To dzielnica, która ocalała z pożarów i wojen - wąskie uliczki, stare domy, a na szczycie twierdza Heptapyrgion, która przez lata służyła jako więzienie. Dojechać tam można autobusem albo pieszo, ale przygotuj się na pod górkę. W nagrodę dostajesz widok, który zapamiętasz na długo. A jeśli pogoda dopisze, możesz stamtąd zejść w dół i trafić na plac Arystotelesa - serce miasta, gdzie zawsze coś się dzieje.

Na koniec dnia, gdy nogi już bolą, usiądź na promenadzie albo w jednej z knajpek przy ulicy obok bazyliki św. Dymitra. To kościół, który ma w sobie coś z ducha starej Grecji - surowy, ale majestatyczny. W środku kryje się krypta i muzeum, a wstęp jest symboliczny. Jeśli szukasz czegoś większego, Muzeum Archeologiczne przy plaży ma kolekcję z czasów Aleksandra Wielkiego i Macedonii. Bilet kosztuje 8 eur, a na miejscu spokojnie spędzisz dwie godziny. I pamiętaj: w sierpniu miasto wciąż tętni życiem, ale to nie znaczy, że musisz stać w kolejkach. Wystarczy dobrze wybrać godzinę.

Ano Poli - wąskie schody, koty na murkach i widok, którego nie pokaże ci Google Maps

Ano Poli to ta część Salonik, którą turyści zwykle odkrywają dopiero drugiego czy trzeciego dnia, a szkoda, bo to właśnie tutaj miasto pokazuje swoją prawdziwą twarz. Wąskie, kręte uliczki wijące się pod górę, koty wylegujące się na kamiennych murkach i co chwila inny widok na zatokę Termajską i dachy centrum. To nie jest dzielnica do szybkiego zwiedzenia między jednym muzeum a drugim - tutaj przychodzi się na spacer, na kawę, na chwilę zapomnienia. Dojechać można pieszo z centrum w jakieś 15-20 minut stromym podejściem, ale warto, bo to zupełnie inna perspektywa na miasto Aleksandra Wielkiego. I żadna aplikacja nie pokaże ci tych zakamarków, które znajdziesz, po prostu idąc przed siebie.

W samym sercu Górnego Miasta czeka na ciebie twierdza Heptapyrgion, czyli dawna bizantyjska warownia, która przez wieki służyła też jako więzienie. Wstęp jest za darmo, a widok na miasto z jej murów bije na głowę wszystko, co zobaczysz z promenady czy z okien kawiarni na placu Arystotelesa. To właśnie tutaj najlepiej poczuć, jak Saloniki łączą w sobie antyk, Bizancjum i współczesność. Jeśli masz ochotę na coś mniej oczywistego niż Biała Wieża czy Łuk Galeriusza, wejdź wyżej, posiedź na ławce i popatrz, jak miasto powoli zapala światła o zmierzchu. Pogoda w Ano Poli bywa kapryśna - wiatr od morza potrafi dać się we znaki nawet latem, więc lepiej mieć ze sobą coś z długim rękawem.

Iconic blue dome church in Santorini with a stunning view of the Aegean Sea.
Zdjęcie: Diego F. Parra

Bilet do muzeum Archeologicznego czy Rotundy Galeriusza to wydatek rzędu 8-15 EUR, ale na spacer po Ano Poli nie wydasz ani centa. To najlepsza darmowa atrakcja w Salonikach i idealny pomysł na dzień, gdy chcesz uciec od zgiełku. Spacerując wśród starych domów z czerwonymi dachówkami, trafisz na małe cerkwie bizantyjskie, pozostałości murów z czasów Justyniana i widoki, które zapamiętasz na długo. Jeśli masz w planach Chalkidiki, nie zapomnij zostawić sobie chociaż jednego poranka na to miejsce - to wystarczy, by zrozumieć, dlaczego Saloniki wciąż mają w sobie coś nieuchwytnego, czego nie znajdziesz w żadnym przewodniku. A dojazd z lotniska? Autobusem numer 2 albo taksówką za jakieś 25-30 EUR, i jesteś w centrum. Rok 2026 to dobry moment, by w końcu zobaczyć to miasto na własne oczy.

Rotunda i Łuk Galeriusza na jednym bilecie - bizancjum za 8 euro w samym środku miasta

Rotunda i Łuk Galeriusza to dwa zabytki, które w Salonikach zobaczysz dosłownie obok siebie, a przy odrobinie planowania zaoszczędzisz na wejściu. Łuk Galeriusza stoi przy ulicy Egnatia, kilka kroków od centrum, i od razu rzuca się w oczy - to masywna, ceglana konstrukcja z płaskorzeźbami upamiętniającymi zwycięstwa cesarza. Sam w sobie jest darmowy, bo przechodzisz pod nim po prostu w trakcie spaceru. Ale jeśli chcesz wejść do Rotundy, kup bilet łączony za 8 euro i masz dostęp do obu obiektów. To spora oszczędność, bo osobno wstęp do samej Rotundy kosztuje 6 euro, a do Łuku i pozostałości pałacu Galeriusza - kolejne 4. Bilet łączony działa też na inne stanowiska archeologiczne w tej okolicy, więc nie przepłacasz.

Sama Rotunda to budowla z początku IV wieku, która w ciągu wieków zmieniała funkcje: najpierw była częścią pałacu Galeriusza, potem kościołem bizantyjskim, a pod panowaniem osmańskim zamieniono ją na meczet. Dziś w środku zobaczysz imponujące mozaiki z okresu bizantyjskiego, które przedstawiają świętych i anioły na złotym tle - to jeden z najlepiej zachowanych przykładów sztuki wczesnochrześcijańskiej w Grecji. Wstęp z biletem łączonym obejmuje też kopułę i dolne kondygnacje, więc spokojnie możesz poświęcić na zwiedzanie około godziny. Po wyjściu warto przejść się na plac Arystotelesa, który jest dosłownie 10 minut pieszo, albo w drugą stronę w kierunku Białej Wieży i promenady nad zatoką Termajską.

Jeśli planujesz dzień w mieście, połącz wizytę w Rotundzie z Muzeum Archeologicznym - bilet do muzeum kosztuje 8 euro, ale masz tam eksponaty z czasów Aleksandra Wielkiego i starsze, w tym złote maski z grobów w Werginie. Na zwiedzanie całego centrum spokojnie wystarczy jeden poranek: od Rotundy do Białej Wieży idzie się 15 minut, a po drodze mijasz ruiny pałacu Galeriusza i małe bizantyjskie kościoły. Pogoda w Salonikach bywa zmienna, ale nawet w deszczu Rotunda daje schronienie. Dojechać z lotniska możesz autobusem nr 1 lub taksówką za około 20 euro, a jeśli masz więcej czasu, wsiadaj w bus na Chalkidiki - półwysep z plażami jest godzinę drogi. W samym mieście wciąż trwają prace wykopaliskowe pod metrem, które ma ruszyć w 2026 roku, więc część ulic jest rozkopana, ale główne atrakcje są dostępne. Górne Miasto, czyli Ano Poli, z twierdzą i murami z czasów bizantyjskich, to dobry wybór na popołudnie - widok na zatokę i Białą Wieżę rekompensuje wspinaczkę pod górę.

Metro jako muzeum - stajesz na szkle nad wykopaliskiem, jadąc po bułkę z fetą

Wsiadasz do metra w Salonikach i po kilkunastu sekundach jedziesz nad wykopaliskami z III wieku. Nie na skróty, nie obok - dosłownie nad nimi, bo tory poprowadzono przez starożytną arterię miasta, a perony są przeszklone tak, że pod stopami masz rzymską marmurową drogę i kolumny. To nie jest zwykła podziemna kolejka, tylko największe muzeum archeologiczne pod ziemią w Grecji, otwarte w 2026 roku. I paradoksalnie to właśnie metro, a nie Biała Wieża czy Rotunda Galeriusza, robi największe wrażenie, bo łączy codzienność z historią w sposób, którego nie da się zaplanować przy biurku.

Planując dzień w Salonikach, warto zacząć od metra, żeby poczuć puls miasta, ale szybko przekonasz się, że większość atrakcji leży w zasięgu spaceru. Wysiądź na stacji Aghia Sofia i wyjdź prosto na promenadę wzdłuż Zatoki Termajskiej. Stamtąd masz rzut beretem do Białej Wieży - bilet za 8 EUR, widok na całe miasto i zatokę. Potem skręć w górę, w stronę Łuku Galeriusza i Rotundy. To drugie to zabytek, który przez wieki był świątynią, kościołem, a potem meczetem - wciąż stoi w środku współczesnego miasta jakby nigdy nic. Do tego dochodzi Muzeum Archeologiczne z artefaktami z czasów Aleksandra Wielkiego i wczesnochrześcijańskimi mozaikami z bazyliki, które spokojnie mogłyby konkurować z tymi z Rawenny.

Jeśli masz więcej niż jeden dzień, odpuść sobie pośpiech i wdrap się do Ano Poli, czyli Górnego Miasta. To dzielnica, która przetrwała wielki pożar w 1917 roku i zachowała wąskie uliczki, bizantyjskie mury twierdzy i widok, od którego zapiera dech. Nie ma tam wielkich muzeów, za to są knajpki, gdzie za 3 EUR dostaniesz bułkę z fetą i oliwkami, a pogoda sprzyja spacerom przez większą część roku. Dojazd z centrum to 15 minut pieszo albo autobusem, ale lepiej iść - po drodze miniesz kościół Acheiropoietos i pozostałości po dawnym więzieniu przy murach.

Wybór atrakcji w Salonikach jest ogromny, ale miasto nie robi wrażenia skansenu. To żywy organizm, w którym starożytność miesza się z codziennością: jedziesz metrem nad rzymską drogą, kupujesz baklawę pod Rotundą, a wieczorem spacerujesz promenadą, patrząc na Olimp w oddali. Wystarczy jeden poranek, żeby zrozumieć, dlaczego UNESCO wpisało paleochrześcijańskie zabytki na listę, ale miasto wciąż ma w sobie luz, którego brakuje w zatłoczonych Atenach. I choć Chalkidiki kuszą plażami, to Saloniki są bramą do Macedonii - i kawałkiem historii, który smakuje jak świeża feta z piekarni.

Nowa Paralia zamiast muzeów - gdzie miejscowi piją freddo cappuccino o 10 rano

Nowa Paralia to miejsce, które w Salonikach bije na głowę większość muzeów, jeśli chcesz poczuć prawdziwy rytm miasta. To długa promenada wzdłuż Zatoki Termajskiej, gdzie o 10 rano miejscowi już siedzą w kawiarniach z freddo cappuccino w dłoni, a nie zwiedzają Białą Wieżę. Spacer wzdłuż wybrzeża od Białej Wieży w stronę centrum to kwintesencja greckiego lenistwa zmieszanego z miejskim zgiełkiem. W przeciwieństwie do wykopalisk w Pelli czy muzeum archeologicznego, które wymagają biletu za 8 eur i pół dnia skupienia, Nowa Paralia jest darmowa, otwarta i dostępna o każdej porze. To właśnie tutaj, na ławkach z widokiem na morze, zobaczysz, jak wygląda codzienność bez turystycznego lukru.

Jeśli masz tylko jeden dzień w mieście, lepiej postawić na to wybrzeże niż na pchanie się do Rotundy Galeriusza czy Łuku Galeriusza. Owszem, te bizantyjskie zabytki z IV wieku są warte zobaczenia, ale w upalną pogodę szybciej się zmęczysz, niż zdążysz docenić ich historię. Promenada łączy w sobie wszystko: z jednej strony masz nowoczesne fontanny i place, z drugiej - widok na górne miasto Ano Poli z jego murami i twierdzą, która wciąż góruje nad dzielnicą. W przeciwieństwie do zatłoczonego centrum wokół placu Arystotelesa, tutaj możesz odetchnąć, a przy okazji dojechać bezpośrednio z lotniska autobusem nr 78, który zatrzymuje się tuż przy Białej Wieży.

Co ciekawe, Nowa Paralia to też lepszy punkt startowy do planowania wycieczek na Chalkidiki. Zamiast tracić czas w muzealnych kolejkach, wystarczy rano przejść się na przystanek przy Białej Wieży i wsiąść w autobus do Nei Moudanii. Po powrocie, gdy słońce już nie tak pali, warto wejść na mury Górnego Miasta - stamtąd widać całe miasto, zatokę i Olimp w oddali. A jeśli masz ochotę na coś mniej oczywistego, poszukaj Bazyliki Świętego Dymitra - to nie tylko kościół z V wieku, ale i podziemne więzienie, gdzie według tradycji przetrzymywano świętego. Bilet kosztuje 6 eur, a w środku wciąż czuć ducha wczesnego chrześcijaństwa, co jest rzadkością nawet w miastach wpisanych na listę UNESCO.

Lotnisko 30 minut od centrum i autobus za 2 euro - logistyka bez taksówkarskich pułapek

Lotnisko w Salonikach leży zaledwie 16 kilometrów od centrum, więc dojazd zajmuje około 30 minut. Nie daj się skusić na taksówkę bezpośrednio z terminala - kurs do ścisłego centrum to wydatek rzędu 25-30 euro. Znacznie rozsądniej jest wskoczyć do autobusu linii X1 lub X2. Bilet kosztuje 2 euro, a kierowca sprzedaje go w pojeździe (przygotuj drobne). Autobus zatrzymuje się na głównym dworcu kolejowym i przy placu Arystotelesa, czyli w samym sercu miasta. Jeśli lecisz z bagażem podręcznym, bez problemu zmieścisz się w godzinach szczytu.

Mając w kieszeni bilet za 2 euro, oszczędzasz nie tylko pieniądze, ale i nerwy. Saloniki nie są Rzymem - korki zdarzają się głównie w szczycie sezonu letniego, ale autobus ma buspas na kluczowych odcinkach. Po wyjściu z lotniska kieruj się w lewo, w stronę przystanku z wyraźnym oznaczeniem. Nie szukaj kasowników w autobusie - bilet musisz skasować w małym czytniku przy drzwiach. Rano, gdy miasto budzi się do życia, podróż zajmuje raptem 25 minut, więc spokojnie zdążysz na śniadanie przy promenadzie.

Jeśli wynajmujesz samochód, żeby ruszyć na Chalkidiki, wypożyczalnie przy lotnisku są wyborem oczywistym. Ale w przypadku samego zwiedzania Salonik, samochód w centrum to większy problem niż pomoc. Parkingi w okolicach Białej Wieży kosztują około 1,5 euro za godzinę, a wąskie uliczki Górnego Miasta potrafią przestraszyć nawet doświadczonych kierowców. Zostaw auto na parkingu przy dworcu i do wszystkiego dojdź pieszo - miasto jest zaskakująco zwarte, a największe atrakcje, od Łuku Galeriusza po Rotundę, dzieli spacer nie dłuższy niż 10 minut.

W praktyce wygląda to tak: wysiadasz z autobusu przy placu Arystotelesa, patrzysz na morze i masz przed sobą cały dzień. Bez taksówkarskich pułapek, bez szukania drobnych na bilet powrotny. Wystarczy kupić kartę miejską w automacie na dworcu i wsiadać do dowolnego autobusu przez 24 godziny. Lotnisko w Salonikach nie jest największe w Grecji, ale jego obsługa transportu publicznego działa sprawnie - wciąż jednak wielu turystów wybiera droższą opcję, bo nie wie o autobusie za 2 euro. Ty już wiesz.

Z Salonik na Chalkidiki w godzinę - jak zamienić city break w dwa urlopy jednym tankowaniem

Masz w planach kilka dni w Salonikach, ale kusi cię też plażowanie na Chalkidiki? To żaden dylemat. Wystarczy godzina jazdy samochodem lub autobusem z centrum, żeby zamienić miejskie zwiedzanie w nadmorski relaks. Nie musisz wybierać między muzeum a leżakiem - poranna kawa na promenadzie przy Zatoce Termajskiej, a po południu krystalicznie czysta woda półwyspu. Tankujesz raz, a dostajesz dwa kompletnie różne urlopy.

Z samego rana możesz ruszyć spod Białej Wieży w stronę lotniska i dalej na wschód. Dojazd na pierwszą odnogę Chalkidiki, Kasandrę, zajmuje ci około 60-70 minut. Droga jest prosta i dobrze oznakowana, prowadzi wzdłuż wybrzeża. Jeśli nie masz auta, autobusy z dworca przy ulicy Aristotelous ruszają regularnie. Bilet w jedną stronę to koszt kilku euro - taniej niż bilet do muzeum archeologicznego w centrum. I zdecydowanie więcej frajdy, bo widoki na zatokę robią swoje.

Po plażowaniu wracasz do miasta i wciąż masz czas na popołudniowe atrakcje. Wystarczy, że zaparkujesz w okolicy Ano Poli, górnego miasta, i wejdziesz na mury twierdzy Heptapyrgion. Stamtąd zobaczysz całe Saloniki jak na dłoni - od Białej Wieży po dalekie wzgórza. Albo zjedziesz w dół do Rotundy Galeriusza i Łuku Galeriusza, które stoją w środku dzielnicy handlowej. To nie są miejsca na jeden dzień, ale na trzy, cztery - masz wybór między bizantyjskimi kościołami z listy UNESCO, Bazyliką św. Dymitra a nowoczesnym Muzeum Aleksandra Wielkiego. Pogoda sprzyja od kwietnia do października, więc jeśli planujesz wyjazd na 2026 rok, spokojnie połączysz zwiedzanie z kąpielami. Więzienie w twierdzy, spacer po promenadzie i greckie tawerny w Ano Poli - to wszystko czeka, bez względu na to, czy wrócisz z plaży o 15.00 czy o 18.00.

Ile realnie kosztuje dzień w Salonikach w 2026 - konkretna rozpiska z paragonów

Zanim wybierzesz się do Salonik, warto realnie policzyć, ile wydasz w ciągu jednego dnia. W 2026 roku ceny w centrum i w popularnych dzielnicach wciąż rosną, ale wciąż można znaleźć opcje zarówno dla oszczędnych, jak i dla tych, którzy wolą wygodę. Zacznijmy od śniadania w okolicy promenady wzdłuż zatoki Termajskiej: klasyczna kawa freddo z croissantem to wydatek około 4-5 eur. Jeśli wolisz coś bardziej sycącego w dzielnicy Ladadika, za porcję bougatsy z serem i sok pomarańczowy zapłacisz około 6 eur. Poranny spacer nad wodą nic nie kosztuje, ale bilety wstępu do najważniejszych miejsc już tak. Do Białej Wieży wejdziesz za 8 eur, a do Muzeum Archeologicznego - które skrywa skarby z czasów Aleksandra Wielkiego - za 12 eur. Jeśli planujesz zwiedzać intensywnie, warto kupić pakiet łączony na kilka atrakcji, wyjdzie taniej o jakieś 3-4 eur.

W południe ruszasz w górę miasta. Do Górnego Miasta (Ano Poli) możesz dojechać autobusem za 1,5 eur albo wdrapać się pieszo - wtedy zyskujesz widok na całe miasto i zatokę. Tam, przy murach twierdzy i dawnym więzieniu, znajdziesz tawerny z domowym jedzeniem. Obiad w postaci souvlaki z frytkami i sałatką to około 10-12 eur. Jeśli wolisz coś bardziej eleganckiego w okolicy placu Arystotelesa, rachunek wzrośnie do 18-20 eur. Po jedzeniu warto zobaczyć Rotundę Galeriusza - bilet kosztuje 6 eur, a obok niej Łuk Galeriusza, który jest za darmo i stoi w środku ruchliwego skrzyżowania. Kilka minut spacerem dalej znajduje się Bazylika św. Dymitra z bizantyjskimi mozaikami, wstęp wolny, ale datki mile widziane.

Popołudnie możesz spędzić w dzielnicy, gdzie stoi kościół św. Zofii z IX wieku (wpisany na listę UNESCO) - wejście kosztuje 4 eur. Jeśli masz więcej czasu, z centrum łatwo dojechać na Chalkidiki autobusem za 7-8 eur w jedną stronę, ale to już plan na osobny dzień. Wieczorem wracasz na promenadę. Kolacja w dobrej tavernie w okolicy Białej Wieży to wydatek 15-20 eur za danie główne i kieliszek wina. Podsumowując: cały dzień w Salonikach - śniadanie, dwa posiłki, dwa muzea, komunikacja i kawa - zamknie się w kwocie 45-55 eur na osobę. Jeśli dodasz do tego bilet powrotny z lotniska (około 2,5 eur autobusem nr 01X), wciąż zostaje sporo na lody albo pamiątkę. Wybór atrakcji jest duży, więc wystarczy dobrze rozplanować czas, żeby zobaczyć najważniejsze punkty bez przepłacania.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski