Przejdź do treści
Europa

Peloponez Opinie 2026 - Czy Warto Jechać? Sprawdzamy Fakty

Sprawdź, co naprawdę czeka na Ciebie na Peloponezie w 2026. Opinie turystów i fakty o wakacjach bez lukru - antyczne ruiny, plaże i górskie miasteczka.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Peloponez 2026 bez lukru: co naprawdę działa na nerwy, a za czym będziesz tęsknić

Peloponez obiecuje wszystko naraz - antyczne ruiny, dzikie plaże i górskie miasteczka. I faktycznie to wszystko ma, ale dopiero po przebiciu się przez kilka irytujących rzeczy, które potrafią zepsuć pierwsze wrażenie. Weźmy Kanał Koryncki. Na zdjęciach robi wrażenie, w rzeczywistości to kwadrans na parkingu, zerknięcie w przepaść i dalej w trasę. Jeśli nie masz ochoty stać w grupie turystów robiących to samo, lepiej przeznacz ten czas na Mykeny - ruiny są autentyczne, a Lwia Brama robi wrażenie nawet po setnym zdjęciu w internecie.

Gorzej, gdy trafisz na drogę wokół Palamidi w Nafplio. Wspinaczka na fortecę to prawdziwy test kondycji, a latem przy 35 stopniach potrafi wykończyć. Ale widok z góry na miasto i zatokę Argolidy wynagradza wszystko. Nafplio samo w sobie jest przyjemne, choć w sezonie wąskie uliczki zamieniają się w korki ludzkie. Za to Olimpia to zupełnie inna bajka - spokojna, zielona, z poczuciem, że dotykasz początków igrzysk. Nie spodziewaj się jednak wielkich budowli, bardziej poczucia historii niż spektakularnych murów.

A plaże? Owszem, są, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Voidokilia to klasyk - idealna podkowa z turkusem, ale latem leżaki i parasole zajmują każdy skrawek piasku. Prawdziwy spokój znajdziesz dalej na zachód: Marathopolis, Vromoneri, Kalorgia. Tam nie ma infrastruktury, za to woda czystsza, a jedynym dźwiękiem jest cykanie cykad. Z kolei wschodnia część półwyspu, okolice Astros, Psifta czy Xiropigado, to raj dla rodzin - płycizny, brak fal, mało ludzi. Jeśli szukasz dzikości, jedź do Petrochori albo Pigadia - dojazd żwirową drogą, ale nagrodą jest pustka.

Największym zaskoczeniem Peloponezu jest jednak Epidauros. Teatr ma taką akustykę, że stojąc na scenie słyszysz szelest kartki na ostatnim rzędzie. I to działa, nawet gdy wokół krzyczą dzieci. A potem, gdy wracasz do Aten, myślisz tylko o jednym - że chciałbyś jeszcze raz stanąć na tych kamieniach, ale już bez pośpiechu i bez tłoku.

Ceny na Peloponezie kontra reszta Grecji: gdzie realnie zaoszczędzisz?

Peloponez to jeden z tych regionów Grecji, gdzie za te same pieniądze dostaniesz wyraźnie więcej niż na popularnych wyspach. W sezonie letnim ceny w tavernach w miasteczkach takich jak Nafplio, Epidauros czy okolice Olimpii są średnio o 20-30% niższe niż na Santorini czy Mykonos. Za porcję gyrosa zapłacisz 6-8 zł, a za obiad dla dwóch osób z winem i przystawkami około 80-100 zł. Nocleg w prywatnym apartamencie blisko plaży w miejscach takich jak Voidokilia, Romanos czy Petrochori znajdziesz już od 150 zł za dobę, podczas gdy na Krecie czy Rodos za podobny standard zapłacisz 250-300 zł.

Na samym półwyspie ceny też się różnią. Im bliżej Kanału Korynckiego i Aten, tym drożej. Korynt i Argos to miasta, gdzie hotele i jedzenie są droższe niż w mniej znanych zakątkach. Jeśli chcesz realnie zaoszczędzić, wybierz zachodnią lub południową część Peloponezu. Plaże takie jak Marathopolis, Vromoneri, Kalorgia czy Pigadia oferują nie tylko spokój, ale i niższe ceny w lokalnych sklepikach i tawernach. W Xiropigado, Astros czy Psifta za kawę freddo zapłacisz 2-3 zł, a za porcję świeżych owoców morza na wynos - 20-30 zł mniej niż w Nafplio.

Koszty zwiedzania również grają na korzyść Peloponezu. Bilety do Myken, Epidauros czy Olimpii kosztują 8-12 euro, podczas gdy na wyspach podobne atrakcje historyczne bywają droższe. Wstęp na Palamidi w Nafplio to około 8 euro, a za podobny zamek na Rodos zapłacisz 10-12 euro. Jeśli planujesz wakacje z dziećmi, darmowe wejścia do ruin w mniejszych miejscowościach, jak te w okolicy Argos, dodatkowo obniżają budżet.

Podsumowując, Peloponez to miejsce, gdzie zaoszczędzisz przede wszystkim na jedzeniu, noclegach i wstępach do atrakcji. Różnica w stosunku do wysp Cyklad czy Dodekanezu potrafi wynieść nawet 40% w szczycie sezonu. Warto rozważyć ten kierunek, jeśli szukasz autentycznej Grecji bez przepłacania za widokówkę z tłumem turystów.

Transport na Peloponezie: dlaczego bez auta jesteś uziemiony

Wynajęcie auta na Peloponezie to nie fanaberia, tylko konieczność. Owszem, z Aten do Koryntu czy Nafplio dojedziesz autobusem, ale dalej zaczynają się schody. Lokalne busy kursują rzadko, często nie docierają do najciekawszych miejsc, a w sezonie bywają zapchane. Jeśli chcesz zobaczyć na własne oczy ruiny Myken, teatr w Epidauros czy Olimpię bez czekania na jeden poranny kurs, potrzebujesz własnych kół. To samo tyczy się zachodniego wybrzeża - Voidokilia, Romanos czy Petrochori to perełki, ale komunikacja zbiorowa omija je szerokim łukiem. Bez samochodu utkniesz w większych miastach i stracisz to, co na Peloponezie najcenniejsze: swobodę.

Wypożyczalnie znajdziesz na lotnisku w Atenach i w porcie w Koryncie. Ceny zaczynają się od 25-30 euro za dzień w niskim sezonie, paliwo jest droższe niż w Polsce, ale trasy są krótkie. Większość dróg jest asfaltowa i w dobrym stanie, choć w górach zdarzają się wąskie serpentyny. Planując zwiedzanie, warto pamiętać, że z Aten na Peloponez wjeżdża się przez Kanał Koryncki - to obowiązkowy przystanek. Stamtąd masz blisko do samego Koryntu, a dalej w głąb półwyspu. Jeśli nie masz auta, ograniczasz się do kilku miasteczek i plaż w zasięgu spaceru, a tracisz dostęp do mniej znanych zatoczek jak Vromoneri, Kalorgia, Pigadia czy Xiropigado.

Zwiedzanie bez samochodu ma też sens, jeśli wybierzesz Nafplio jako bazę. To urokliwe miasto z twierdzą Palamidi, skąd możesz zrobić kilka wypadów autobusem - do Myken, Argos, Epidauros. Ale to wciąż kompromis. Na Peloponezie największe atrakcje są rozrzucone: wschodnie wybrzeże z portami jak Astros i Psifta, zachodnie z dzikimi plażami Marathopolis, południe z wioskami jak Portes. Każda z tych części ma inny charakter, a połączenie ich w jedną podróż bez auta graniczy z cudem. Dlatego jeśli myślisz o wakacjach na tym półwyspie, pierwszym krokiem po bilecie lotniczym niech będzie rezerwacja samochodu. Inaczej zobaczysz tylko wycinek, a Peloponez zasługuje na więcej.

Hotele all inclusive czy apartamenty z widokiem na gaje oliwne: porównujemy opcje

Wybór między hotelem all inclusive a apartamentem z widokiem na gaje oliwne na Peloponezie to decyzja, która wpływa na cały charakter wakacji. Jeśli planujesz intensywne zwiedzanie - Mykeny, Epidauros, Olimpię czy twierdzę Palamidi w Nafplio - all inclusive może okazać się pułapką. Jesteś wtedy przywiązany do ośrodka, a śniadanie i obiadokolacja w konkretnych godzinach kłócą się z rytmem wycieczek. Na Peloponezie, gdzie od Kanału Korynckiego po malownicze miasteczka jak Kardamyli czy Areopolis jest mnóstwo do zobaczenia, lepiej sprawdza się opcja z kuchnią, która daje swobodę.

Z drugiej strony, apartamenty na półwyspie to często kamienne domki wśród drzew oliwnych, z tarasem i małym basenem. W miejscach takich jak Voidokilia, Marathopolis czy Vromoneri plaże są dzikie i puste, a w okolicy nie ma tłumu turystów. Wtedy własne gotowanie ma sens - kupisz lokalny ser, pomidory i oliwę na targu w Kalamacie czy Pylos. Koszt? Tydzień w apartamencie dla dwóch osób to wydatek rzędu 1800-2500 zł, podczas gdy all inclusive w podobnym standardzie zaczyna się od 3500 zł. Różnica idzie na paliwo do auta i wstępy do ruin.

Dla rodzin z dziećmi all inclusive w rejonie Argos, Astros czy Petrochori może być wybawieniem. Basen, animacje i trzy posiłki dziennie bez martwienia się o zakupy. Ale jeśli szukasz autentyczności - na przykład spacerów po plaży Xiropigado, Pigadia czy Psifta - apartament w Kalorgii lub Romanos da ci więcej. Widok na gaje oliwne o poranku, zapach tymianku i możliwość zejścia na bezludną plażę o zachodzie słońca. To właśnie te chwile, a nie bufet, tworzą wspomnienia z greckich wakacji.

Plaże, które w 2026 roku są przereklamowane (i ich ciche alternatywy)

Wielu turystów wciąż ustawia się w kolejkach do Voidokilii, by zrobić to samo zdjęcie co wszyscy. Tymczasem na Peloponezie znajdziesz plaże, które nie ustępują jej urodą, a nie wymagają walki o ręcznik. Zamiast zatłoczonego zakątka w pobliżu Pylos, skieruj się na zachodnie wybrzeże, gdzie czeka na ciebie Marathopolis i dzika Vromoneri. To miejsce, gdzie woda ma ten sam turkusowy odcień, a ty możesz spędzić cały dzień w ciszy, bez turystycznych autokarów w tle. Podobnie jest z Kalorgią i Romanosem - szerokie pasma piasku, które w szczycie sezonu oferują spokój, jaki na Krecie czy Rodos jest już luksusem.

Jeśli szukasz alternatyw dla modnych plaż w okolicy Nafplio, zapomnij o zatłoczonej Karathony. Pojedź kilka kilometrów dalej, do Petrochori lub Pigadii. To kameralne zatoczki, gdzie woda jest równie czysta, a ty nie musisz płacić za leżaki, by poczuć się komfortowo. Na wschodnim wybrzeżu, zamiast szturmować Xiropigado, które oblegają mieszkańcy Aten, lepiej wybrać Portes koło Astros. Plaża jest dłuższa, woda wchodzi łagodnie, a w tle masz widok na góry. W 2026 roku to właśnie te miejsca będą twoim sekretem, podczas gdy inni będą stać w korkach.

Peloponez to nie tylko ruiny i historia, ale też plaże, które udowadniają, że wakacje w Grecji mogą być autentyczne. Wystarczy ominąć kilka instagramowych punktów, by zyskać przestrzeń i ciszę. Psifta między Astros a Leonidio to kolejna perła, gdzie plaża miesza się z dziką roślinnością, a ty czujesz się jak odkrywca, nie turysta. W 2026 roku postaw na te ciche alternatywy - zobaczysz, że Peloponez ma ci do zaoferowania znacznie więcej niż tylko kanał Koryncki i tłumy pod murami Myken.

Mykeny, Epidauros, Olimpia: ile biletów naprawdę potrzebujesz i jak ominąć wycieczki

Wycieczki zorganizowane na Peloponez często pakują w jeden dzień Mykeny, Epidauros i Nafplio. Taki maraton ma sens, jeśli masz tylko dobę, ale na własnych nogach zobaczysz znacznie więcej i unikniesz tłumu turystów z autokarów. Zamiast kupować jeden pakiet za 40-50 euro, lepiej wykupić osobne bilety: wstęp do Myken kosztuje 12 euro (ulgowy 6 euro), a na teren starożytnego teatru w Epidauros wejdziesz za 12 euro. W sezonie letnim bramy otwierają o 8:00 - przyjedź kwadrans wcześniej, żeby mieć ruiny miasta Agamemnona prawie dla siebie. Po 10:00 robi się głośno i gorąco.

Jeśli planujesz wizytę w Olimpii, licz się z tym, że kompleks archeologiczny jest rozległy - stadion, świątynie i warsztat Fidiasza. Bilet łączony z muzeum kosztuje 12 euro i naprawdę warto go wziąć, bo bez eksponatów (zwłaszcza posągu Hermesa) obraz antycznych igrzysk jest niepełny. Na Peloponezie nie brakuje też mniejszych, ale niezwykle klimatycznych miejsc: twierdza Palamidi w Nafplio (8 euro), starożytny teatr w Argos (wstęp wolny, bo ruiny są ogólnodostępne) czy pozostałości po Koryncie rzymskim z imponującą świątynią Apollina.

Unikaj wycieczek, które reklamują „Mykeny i Kanał Koryncki w pół dnia” - kanał to przystanek na zdjęcie, a nie atrakcja na godzinę. Lepiej samemu wynająć samochód (ok. 30-40 euro za dobę) i połączyć zwiedzanie z popołudniem na plaży. Na zachodnim wybrzeżu półwyspu czekają piaszczyste zatoki: Voidokilia z turkusową wodą, dzika Vromoneri koło Marathopolis albo spokojne Romanos i Petrochori. Wschodnia strona to bardziej kamieniste plaże, jak Pigadia czy Xiropigado, ale za to bliżej Aten i Kanału Korynckiego. Jeśli masz ochotę na mniej oczywiste miejsce, jedź do Astros albo Psifta - małe miasteczka bez masowej turystyki, z tawernami serwującymi świeże ryby po 8-12 euro za porcję.

Klucz do udanych wakacji na Peloponezie to elastyczność. Nie wykupuj z góry ośmiu biletów, tylko sprawdź na miejscu, czy dany zabytek akurat cię interesuje. W Mykenach spędzisz 1,5-2 godziny, w Epidauros podobnie, a w Olimpii całe przedpołudnie. Resztę dnia przeznacz na leniwe popołudnie na plaży albo spacer po Nafplio - mieście, które ma weneckie klimaty, wąskie uliczki i widok na zatokę Argolidzką. To właśnie tam, a nie w przeładowanych autokarach, poczujesz prawdziwy smak greckiego lata.

Kanał Koryncki to nie atrakcja na pół dnia: co robić w okolicy, żeby nie żałować

Kanał Koryncki to miejsce, które turyści zwykle odhaczają w kwadrans - patrzą z mostu, robią zdjęcie i jadą dalej. To błąd, bo okolica oferuje znacznie więcej niż wąski przesmyk między Peloponezem a stałym lądem. Jeśli masz ochotę na solidne zwiedzanie, warto zobaczyć nie tylko sam przekop, ale i to, co kryje się po obu jego stronach. Wystarczy przesunąć się kilkanaście kilometrów na południe, żeby trafić do Koryntu - miasta z potężnymi ruinami starożytnej agory i świątynią Apollina. Spacer po wykopaliskach zajmuje godzinę, a widok na zatokę i nowy Korynt robi wrażenie.

Zamiast wracać do Aten, warto pojechać dalej na półwysep. Kanał Koryncki to świetny punkt startowy do odkrywania Peloponezu, a nie tylko przystanek na selfie. Kierując się w stronę Argos i Myken, trafisz na jedne z najstarszych śladów cywilizacji w Grecji. Mykeny z Lwią Bramą i grobem Agamemnona to miejsce, które zapada w pamięć, podobnie jak teatr w Epidauros o niesamowitej akustyce. Te atrakcje Peloponezu pokazują, że historia to nie tylko suche kamienie - tu czuć epokę. Po drodze zatrzymaj się w Nafplio, dawniej stolicy Grecji, z wenecką twierdzą Palamidi na wzgórzu i urokliwymi uliczkami starego miasta.

Jeśli wolisz odpoczynek od ruin, półwysep ma też plaże, które konkurują z wyspiarskimi. Na zachodnim wybrzeżu znajdziesz piaszczyste zatoczki, jak Voidokilia w kształcie idealnego półksiężyca, czy spokojne miejsca w okolicy Marathopolis i Romanos. Mniej znane, ale równie urokliwe są plaże wokół Astros, Pigadia czy Petrochori - często puste nawet w sezonie. Na wschodzie, blisko Epidauros, masz Psiftę i Xiropigado, gdzie woda jest czysta, a tłumów brak. Warto zobaczyć też Vromoneri i Kalorgię - dzikie, bez leżaków, idealne na spokojne popołudnie.

Peloponez to nie tylko zbiór punktów na mapie, ale region, który łączy wakacje z autentycznością. Zamiast gonić za kolejną atrakcją, zatrzymaj się w miasteczku jak Nafplio albo w wiosce nad zatoką. Kanał Koryncki niech będzie wstępem, a nie celem - wtedy wrócisz stąd z poczuciem, że zobaczyłeś coś więcej niż pocztówkę.

Gdzie na Peloponezie szukać jedzenia, za które zapłacisz jak lokal, a nie turysta

Na Peloponezie jesz nie tylko w nadmorskich knajpkach z widokiem na marinę, które żyją z jednodniowych wycieczek. Prawdziwe ceny lokalsów znajdziesz kilkaset metrów dalej, w bocznych uliczkach miasteczek takich jak Nafplio czy Korynt. W Nafplio omijaj restauracje na placu Syntagma, gdzie porcja musaki kosztuje 15 euro. Wejdź w ulicę Staikopoulou, przy której od lat działa rodzinna taverna z piecem opalanym drewnem. Za 8 euro dostaniesz talerz jagnięciny z cytryną i ziemniakami, a do tego karafkę domowego wina za 4 euro. To samo danie w turystycznej części Argos kosztuje 12 euro, a na głównej promenadzie w Koryncie nawet 18.

Jeśli jedziesz samochodem, zatrzymaj się w miasteczkach między starożytnymi ruinami a plażą. W okolicy Epidauros, przy drodze do Palea Epidauros, jest kilka knajpek bez szyldów po angielsku. Wchodzisz, pokazujesz na garnek w kuchni, kelner nalewa ci z butelki bez etykiety. Obiad dla dwóch osób z przystawką, daniem głównym i winem zamyka się w 25 euro. Podobnie działa miejscowość Astros - na wzgórzu nad portem znajdziesz tawernę, gdzie miejscowi grają w backgammona, a karta dań jest wyłącznie po grecku. Za kalmary z grilla i sałatkę wiejską zapłacisz 10 euro, podczas gdy na plaży w sąsiednim Xiropigado to samo wyjdzie 15.

Dla szukających czegoś więcej niż jedzenia, region oferuje też naturalne atrakcje. Po obiedzie w Pigadii możesz pojechać na bezpłatną plażę Vromoneri, gdzie nie ma leżaków, ale woda jest krystaliczna. A jeśli chcesz połączyć posiłek z widokiem, kieruj się do Voidokilii - tam za 9 euro dostaniesz sałatkę i chleb, ale to cena za miejsce na piasku, nie za jakość. Lepiej zjeść w Marathopolis, gdzie rybacy sprzedają prosto z łodzi grillowaną rybę za 7 euro. To właśnie takie miejsca - Romanos, Petrochori, Kalorgia - pokazują, że na Peloponezie wakacje mogą smakować autentycznie, bez przepłacania za widokówkę z menu w trzech językach.

Peloponez z dziećmi: 4 miejsca, gdzie logistyka nie zabije przyjemności

Planowanie wakacji z dziećmi na Peloponezie ma sens, jeśli odpuścisz sobie przepychanie się przez tłumy przy Kanał Koryncki i zamiast tego postawisz na miejsca, gdzie plaża jest o rzut beretem od knajpy, a parking nie wymaga manewrów godnych kierowcy rajdowego. Nafplio to dobry start - urocze miasteczko z wenecką twierdzą Palamidi, które dzieciaki zapamiętają nie tyle z historii, co z lodów na porcie i spacerów po wąskich uliczkach. Samochód możesz zostawić na obrzeżach, a całe zwiedzanie ogarnąć pieszo, co przy mniejszych dzieciach ratuje życie.

Jeśli szukasz konkretnych plaż, gdzie woda wchodzi łagodnie, a piasek nie parzy stóp, celuj w zachodnią część półwyspu. Voidokilia to wręcz pocztówka - idealna zatoka, ale bez cienia, więc lepiej przyjechać wcześnie. Alternatywą jest dłuższa, piaszczysta plaża w Romanos albo spokojniejsza Kalorgia, gdzie dzieci mogą brodzić bez ryzyka. W okolicy Marathopolis znajdziesz też Vromoneri i Petrochori - miejsca, gdzie w sierpniu nie leżysz na kocu obok obcego. Logistyka jest prosta: jedziesz wzdłuż wybrzeża, parkujesz blisko, a po kąpieli jesz gyrosa w pobliskiej tawernie.

Dla starszaków, które już znudziło leżenie na ręczniku, warto wcisnąć w plan Mykeny albo Epidauros. Te ruiny nie wymagają wielogodzinnego marszu - akropol w Mykenach zwiedzisz w godzinę, a teatr w Epidauros robi wrażenie nawet na tych, którzy historii nie lubią. Podobnie Olimpia, choć leży dalej na zachód - to bardziej muzeum niż plac budowy, więc dzieci nie narzekają na brak wyobraźni. W drodze powrotnej możesz zahaczyć o Argos albo Korynt, ale to raczej dla dorosłych, którzy chcą poczuć ducha starożytności bez presji, że maluch się znudzi.

Unikaj za to pomysłu, żeby w jeden dzień obskoczyć i Mykeny, i Nafplio, i plażę. Peloponez nie jest mały, a drogi bywają kręte. Lepiej wybrać jeden region - na przykład okolice Astros, gdzie masz i plaże (Psifta, Xiropigado), i spokojne miasteczka bez tłumów turystów. Wakacje na Peloponezie z dziećmi udają się wtedy, gdy nie walczysz z czasem, a po prostu siedzisz na plaży z nogami w wodzie, a one budują zamek z piasku.

Twój plan minimum na 7 dni: trasa, której nie znajdziesz w katalogu biura podróży

Peloponez to półwysep, który potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy w Grecji byli już kilka razy. Zamiast standardowej wycieczki z Aten do Aten, proponuję trasę, która łączy w sobie historię, dzikie plaże i urokliwe miasteczka bez tłumów turystów. Zacznij od Kanału Korynckiego - to obowiązkowy przystanek, ale wystarczy 15 minut, by zobaczyć przeprawę i ruszyć dalej. Kolejny dzień warto poświęcić na Mykeny i ruiny starożytnego Argos. To nie tylko archeologia, ale też poczucie, że stoisz w miejscu, gdzie zaczynała się europejska cywilizacja. Wieczorem zatrzymaj się w Nafplio - mieście, które zachwyca wenecką architekturą i fortecą Palamidi. Wejście na górę to wyzwanie, ale widok na zatokę wynagradza każdy krok.

Trzeciego dnia kieruj się na południe, w stronę Epidauros. Teatr jest świetnie zachowany, ale prawdziwą magię poczujesz dopiero, gdy usłyszysz, jak szept z samego środka sceny słychać w ostatnim rzędzie. Potem czas na Olimpię - miejsce, które na co dzień kojarzy się z igrzyskami, ale w rzeczywistości to spokojny kompleks ruin, gdzie możesz pobiec po starożytnym stadionie. Kolejne dwa dni przeznacz na odkrywanie plaż, które nie są opisywane w folderach. Voidokilia to klasyk - idealna pętla piasku i turkusowej wody, ale jeśli szukasz ciszy, wybierz Vromoneri albo Petalidi. W okolicy Marathopolis znajdziesz dzikie zatoczki jak Kalorgia czy Romanos, gdzie jedynym towarzystwem będą mewy.

Piątego dnia rusz w głąb lądu, do miasteczek takich jak Astros i Xiropigado. To miejsca, gdzie czas płynie wolniej, a tawerny serwują ryby złowione tego samego ranka. Warto też zahaczyć o Pigadia i Petrochori - wioski, które zachowały autentyczny charakter bez komercji. Szóstego dnia zaplanuj wizytę w porcie Portes i na plaży Psifta. To idealne miejsce na ostatnie leniwe popołudnie przed powrotem. Siódmego dnia, wracając do Aten, zrób przystanek w Koryncie - nie tylko dla kanału, ale też dla starożytnych ruin miasta, które często pomijają turyści. Ta trasa nie jest wyścigiem - chodzi o to, żebyś zobaczył Peloponez tak, jak widzą go ci, którzy wracają tu co roku.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski