Mauritius w 2026: Co nowego i dlaczego to najlepszy moment na wyjazd
Rok 2026 na Mauritiusie to coś więcej niż tylko pocztówkowe widoki lazurowych lagun i palm. Jasne, plaże takie jak Flic en Flac czy Grand Baie nadal są wizytówką wyspy, ale prawdziwa zmiana zaszła w podejściu do zwiedzania. Dzięki nowym, krótszym połączeniom lotniczym stolica Port Louis przestała być tylko punktem przesiadkowym. Warto poświęcić jej cały dzień - nie tylko na Central Market z pamiątkami, ale przede wszystkim na odnowione nabrzeże Caudan Waterfront. Lokalne restauracje serwują tam świeże ryby prosto z oceanu, a klimat egzotycznej metropolii miesza się z kolonialną architekturą.
Dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż relaksu na leżaku, Mauritius w 2026 roku przygotował lepiej zorganizowane wycieczki w głąb lądu. Park narodowy Black River Gorges zyskał nowe, oznakowane szlaki, które pozwalają zobaczyć endemiczne gatunki ptaków bez tłumu turystów. Wodospady Chamarel, plantacja herbaty i kolorowe ziemie wulkaniczne - to zestaw, który spokojnie zrealizujesz w trzy dni, wynajmując samochód. Drogi są bezpieczne, a dystanse krótkie. W ogrodzie botanicznym Pamplemousses wciąż robią wrażenie stuletnie lilie wodne, choć prawdziwą perełką jest mniej znany ogród w Curepipe, gdzie spokój idealnie nadaje się na poranny spacer.
Nowością, która zaskakuje, jest rozwój oferty rejsów po lagunie z przystankami na koralowych wysepkach. Zamiast standardowego lunchu na pokładzie, lokalni operatorzy proponują warsztaty kulinarne z owocami morza i degustację rumu na małych plantacjach. To świetna alternatywa dla nurkowania, zwłaszcza gdy fale są silniejsze. Port w Mahebourg, choć mniej komercyjny niż Grand Baie, przyciąga tych, którzy chcą poczuć autentyczny rytm wyspy - targ rybny o świcie, muzeum morskie i widok na górę Lion Mountain robią większe wrażenie niż wycieczki z przewodnikiem.
Mauritius w 2026 roku to wreszcie wyspa, która przestała być droga. Hotele w Black River czy okolicach Flic en Flac oferują pakiety last minute z wyżywieniem, a lokalne busy kursują regularnie między miastami. Jeśli szukasz miejsca, gdzie egzotyczna przyroda spotyka się z nowoczesną infrastrukturą, a każdy dzień możesz wypełnić inaczej - od zakupów w Port Louis po trekking w górach - to właśnie teraz jest najlepszy moment, by sprawdzić to na własnej skórze.
Pogoda na Mauritiusie miesiąc po miesiącu: Kiedy lecieć, a kiedy lepiej odpuścić
Mauritius leży na południe od równika, więc pory roku są tutaj odwrócone względem Europy. Lato na wyspie trwa od listopada do kwietnia, a zima od maja do października. To nie są jednak pory roku w naszym rozumieniu - temperatury rzadko spadają poniżej 20 stopni, a upały powyżej 32 zdarzają się głównie na wybrzeżu. Kluczowa różnica leży w opadach i wietrze.
Jeśli marzy ci się leniuchowanie na plaży w Flic en Flac czy Grand Baie, najlepsze miesiące to wrzesień, październik, listopad i grudzień. Ocean jest wtedy spokojny, laguny czyste, a słońce grzeje, ale nie parzy. W styczniu i lutym zaczyna się pora cyklonów - zdarzają się ulewne deszcze, a wiatr potrafi zepsuć rejs po lagunie czy nurkowanie przy rafie koralowej. Z drugiej strony, to właśnie wtedy wyspa jest najbardziej zielona, a wodospady w Black River Gorges i Chamarel mają najwięcej wody.
Dla podróżnych, którzy planują intensywne zwiedzanie - trekking w parku narodowym, wizytę w ogrodzie botanicznym Pamplemousses czy spacer po stolicy Port Louis - lepsza będzie zima, od maja do sierpnia. Temperatury są niższe, powietrze mniej wilgotne, a komfort chodzenia po mieście znacznie większy. Wady? Na wschodnim wybrzeżu, w okolicy Mahebourg, wieje wtedy silniejszy wiatr, co może przeszkadzać na plaży, ale za to idealnie nadaje się do kitesurfingu.
Wrzesień i październik to tak zwane ramiona sezonu - pogoda jest stabilna, ale ceny noclegów niższe niż w grudniu czy styczniu. Jeśli zależy ci na zakupach na Central Market w Port Louis, wycieczce na plantację herbaty w Bois Cheri albo kolacji w dobrej restauracji w Curepipe, unikaj lutego i marca - wtedy najczęściej padają popołudniowe deszcze, które potrafią popsuć plany. Podsumowując: na relaks i plażowanie wybierz wiosnę i jesień, na wędrówki i zwiedzanie - chłodniejsze miesiące, a na rejsy i nurkowanie - październik lub listopad, kiedy woda w lagunie ma idealną przejrzystość.
Koszty życia i wakacji na wyspie: Konkretne ceny hoteli, jedzenia i atrakcji w 2026
Planując budżet na Mauritius w 2026 roku, warto od razu odłożyć myśl, że to kierunek tylko dla milionerów. Ceny są zróżnicowane i znajdziesz tu opcje zarówno dla oszczędnych, jak i tych szukających luksusu. Za nocleg w przyzwoitym hotelu w Grand Baie czy Flic en Flac zapłacisz od 350 do 600 zł za dobę w sezonie, ale jeśli chcesz zatrzymać się w kurorcie z dostępem do prywatnej plaży i basenem z widokiem na lagunę, rachunek może wzrosnąć do 1500 zł i więcej. Warto polować na oferty last minute lub wybierać zakwaterowanie w apartamentach na wynajem - wtedy za tydzień w okolicach Mahebourg czy Curepipe zapłacisz porównywalnie do wakacji w Europie.
Jedzenie to z kolei spora przyjemność i nie musi rujnować portfela. Obiad w lokalnej restauracji typu „snack” kosztuje około 30-50 zł za danie z ryżem i curry, podczas gdy kolacja w modnym bistro w Port Louis czy przy marinie w Grand Baie to wydatek rzędu 100-150 zł od osoby. Jeśli sam gotujesz, ceny w supermarketach są zbliżone do polskich, choć niektóre egzotyczne owoce i warzywa potrafią być tańsze. Pamiętaj, że woda w kranie nie nadaje się do picia, więc do codziennych kosztów musisz doliczyć zakup butelkowanej.
Atrakcje na Mauritiusie nie są przesadnie drogie, ale wymagają planowania. Wstęp do Ogrodu Botanicznego w Pamplemousses to około 20 zł, a zwiedzanie plantacji herbaty w Bois Chéri czy wodospadu w Chamarel to wydatek rzędu 30-50 zł za bilet. Jeśli chcesz popłynąć rejsem po lagunie z lunchem i snorkelingiem, przygotuj od 200 do 400 zł od osoby, w zależności od standardu i długości wycieczki. Z kolei wynajęcie samochodu na tydzień to koszt około 1000-1500 zł, co daje swobodę w docieraniu do miejsc takich jak Black River Gorges czy mniej oblegane plaże na południu. Pamiętaj, że taksówki są drogie i często trzeba negocjować stawkę, a transport publiczny jest tani, ale czasochłonny.

Podsumowując, tygodniowy wyjazd na Mauritius w 2026 roku dla jednej osoby, z noclegiem w średniej klasy hotelu, jedzeniem na mieście i kilkoma atrakcjami, zamknie się w kwocie 4-6 tysięcy złotych, nie licząc lotu. Jeśli wolisz luksus i prywatne wycieczki, budżet może być dwukrotnie wyższy. Najważniejsze to nie dać się zaskoczyć cenom w portowych knajpkach w Port Louis czy na straganach z pamiątkami w Grand Baie - te bywają mocno zawyżone dla turystów. Lepiej zapytać miejscowych lub sprawdzić ceny w sklepikach oddalonych od głównego deptaku.
Gdzie spać, żeby nie żałować: Przegląd wybrzeży i ich prawdziwe oblicza
Mauritius to nie jest miejsce, gdzie jedzie się „gdzieś na wyspę” i wszystko jest takie samo. Każde wybrzeże ma tu zupełnie inny charakter, a wybór noclegu przesądza o tym, jak spędzisz urlop. Północ, z Grand Baie na czele, to centrum życia towarzyskiego i turystycznego. Jeśli lubisz wieczorne spacery po marinie, kolacje w restauracjach z widokiem na jachty i zakupy na lokalnych straganach, postaw właśnie na ten region. Grand Baie oferuje też łatwy dostęp do rejsów po oceanie, nurkowania na rafie koralowej i wycieczek na okoliczne wysepki. Minus? Wieczorami bywa głośno, a plaże nie należą do najcichszych.
Zachodnie wybrzeże, szczególnie Flic en Flac i okolice, to zupełnie inna bajka. Długie, szerokie plaże z drobnym piaskiem, laguna spokojna jak staw i zachody słońca, które zapamiętasz na lata. Flic en Flac to raj dla rodzin z dziećmi i dla tych, którzy chcą połączyć relaks na leżaku z nurkowaniem. Stamtąd blisko do Parku Narodowego Black River Gorges i wodospadów w Chamarel, więc jeśli w planach masz trekking i podziwianie przyrody, to będzie twój rejon. Uwaga: wieczorem życie zamiera szybciej niż na północy, a wybór knajp jest mniejszy.
Jeśli marzy ci się autentyczny Mauritius bez komercyjnego szumu, spójrz na wschodnie wybrzeże w okolicy Mahebourg. To nie są plaże dla miłośników all inclusive, ale za to poczujesz prawdziwy klimat wyspy. Mahebourg to portowe miasteczko z targiem, muzeum morskim i widokiem na górę Lion. Plaże są dzikie, fale oceanu silniejsze, a woda ma intensywny turkus. Idealne dla podróżników, którzy wolą wynająć skuter i sami odkrywać okoliczne wioski, plantacje herbaty i opuszczone forty. Komfortu w stylu kurortów nie znajdziesz, ale za to unikniesz tłumów.
Południe i okolice Curepipe to z kolei wybór dla tych, którzy przyjechali zwiedzać, a nie leżeć na plaży. Stolica Port Louis, ogród botaniczny Pamplemousses, targ Central Market i plantacje herbaty w Bois Chéri są stąd na wyciągnięcie ręki. Nocleg w tej części wyspy oznacza chłodniejszy klimat, gęstą zieleń i deszczowe popołudnia. Nie licz na kąpiele w oceanie prosto z hotelu, ale jeśli chcesz zobaczyć Mauritius od strony przyrody, historii i lokalnego życia, to właśnie tu powinieneś się zatrzymać.
Transport po wyspie bez tajemnic: Samochód, autobus czy taksówka na Twoich zasadach
Wynajem samochodu to najwygodniejsza opcja, jeśli chcesz zwiedzać Mauritius na własnych zasadach. Drogi są w dobrym stanie, oznakowanie przejrzyste, a ruch - lewostronny, co dla kierowcy z Europy wymaga kilku minut przyzwyczajenia. Wypożyczalnie znajdziesz na lotnisku w okolicach Port Louis i w kurortach takich jak Grand Baie czy Flic en Flac. Koszt to od 150 do 250 złotych za dobę, a paliwo jest tańsze niż w Polsce. Dzięki samochodowi w jeden dzień połączysz wizytę w Parku Narodowym Black River Gorges z popołudniem na plantacji herbaty w Chamarel i zachodem słońca przy wodospadzie. Minus? Korki w stolicy w godzinach szczytu potrafią zepsuć plany, dlatego lepiej omijać Port Louis w porannym szczycie.
Jeśli wolisz oddać prowadzenie komuś innemu, autobusy to najtańsza i najbardziej lokalna opcja. Sieć jest gęsta, a kursy łączą główne miasta: Curepipe, Mahebourg i Grand Baie. Bilet kosztuje kilka złotych, ale podróż trwa dłużej - przystanków jest sporo, a klimatyzacja bywa kapryśna. Za to z okien zobaczysz codzienne życie wyspy: stragany z egzotycznymi owocami, dzieci wracające ze szkoły i plantacje trzciny cukrowej. Dla turystów, którzy chcą zobaczyć ogród botaniczny w Pamplemousses czy Central Market w stolicy, to opcja w sam raz na jeden dzień bez pośpiechu.
Taksówki i prywatni kierowcy to złoty środek między wygodą a ceną. Za kurs z lotniska do hotelu w Grand Baie zapłacisz około 200 złotych, ale możesz negocjować stawkę na dłuższe wycieczki. Wielu kierowców oferuje całodniowe zwiedzanie - zabiorą cię do Black River Gorges, na rejs po lagunie koralowej, a potem na zakupy pamiątek do Flic en Flac. To dobra opcja, jeśli podróżujesz w dwie lub trzy osoby i chcesz uniknąć stresu związanego z parkowaniem. Pamiętaj tylko, żeby ustalić cenę przed startem - wtedy unikniesz niespodzianek i zyskasz czas na relaks na plaży albo nurkowanie w krystalicznie czystej wodzie.
7 dni na Mauritiusie: Intensywny plan zwiedzania dla tych, co nie lubią leżaka
Mauritius w 7 dni? Da się zrobić, pod warunkiem że zrezygnujesz z leniwego wylegiwania się na plaży. Wyspa ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko turkusową lagunę i koralowy piasek. Zobaczysz to, gdy zamiast hotelowego leżaka wybierzesz wynajęty samochód albo lokalnego kierowcę. Zacznij od stolicy, Port Louis, i jego Central Market - to miejsce, gdzie kupisz egzotyczne przyprawy, ręcznie tkane kosze i pamiątki, których nie znajdziesz w kurortowych sklepikach. Potem wjedź na wzgórze do Muzeum Błękitnego Penny, żeby zobaczyć jeden z najrzadszych znaczków świata. Drugi dzień poświęć na Grand Baie, ale nie na zakupy - rano rejs łodzią z dnem szklanym nad rafą koralową, a po południu nurkowanie wśród wraków. Wieczorem siądź w którejś z nadmorskich restauracji, zamów świeżą rybę i obserwuj, jak słońce chowa się za horyzontem.
Kolejne dni warto przeznaczyć na południe wyspy. Wjedź do Parku Narodowego Black River Gorges - to jedno z ostatnich dzikich miejsc na Mauritiusie, gdzie wśród gęstego lasu spotkasz małpy i rzadkie ptaki. Stamtąd blisko do Chamarel, gdzie zobaczysz słynną ziemię siedmiu barw i wodospad. Jeśli masz ochotę na coś spokojniejszego, wstąp na plantację herbaty i wypij filiżankę lokalnego naparu z widokiem na góry. Czwarty dzień to Flic en Flac i okolice - tutaj znajdziesz najlepsze miejsca do snorkelingu, a przy odrobinie szczęścia zobaczysz delfiny. Wieczorem wybierz się na spacer wzdłuż wybrzeża, gdy ocean zmienia kolor z zielonego na granatowy.
Nie pomijaj ogrodu botanicznego w Pamplemousses, choć wielu turystów traktuje go po macoszemu. To błąd - gigantyczne lilie wodne, stare figowce i kolekcja palm z całego świata robią wrażenie. Z kolei w Mahebourg, dawnym porcie kolonialnym, znajdziesz małe muzeum morskie i spokojną atmosferę, która kontrastuje z gwarem stolicy. Jeśli zostanie ci czas, wjedź do Curepipe, gdzie wulkaniczny krater Trou aux Cerfs daje panoramę całej wyspy. Siedem dni na Mauritiusie to sprint, ale jeśli dobrze rozplanujesz dni, zobaczysz więcej niż większość turystów przez dwa tygodnie. A wieczory i tak zostaną na relaks przy szumie oceanu.
10 kultowych miejsc, które zobaczysz na pocztówkach (i jak je ogarnąć bez tłumów)
Większość turystów pierwsze kroki kieruje do Port Louis. Stolica to nie tylko urzędy i port, ale prawdziwy tygiel smaków i kolorów. Central Market od rana tętni życiem, a stragany uginają się od przypraw, ręcznie robionych pamiątek i egzotycznych owoców. Jeśli chcesz uniknąć ścisku, przyjdź tu tuż po otwarciu, około siódmej rano. Pół godziny później robi się już gorąco i głośno, ale za to masz szansę zobaczyć, jak naprawdę wygląda poranne zaopatrzenie wyspy. Z kolei w Pamplemousses, kilkanaście minut jazdy od miasta, czeka na ciebie jeden z najstarszych ogrodów botanicznych na półkuli południowej. Gigantyczne lilie wodne Victoria i aleje palm to klasyka, ale prawdziwą perełką jest cisza panująca w głębi parku, z dala od głównych ścieżek.
Gdy masz już dość miejskiego gwaru, kieruj się na południowy zachód. Black River Gorges to zupełnie inny świat - wilgotny, zielony i dziki. Szlaki są dobrze oznakowane, ale jeśli nie masz ochoty na wielogodzinną wędrówkę, wystarczy podjechać na punkt widokowy przy Alexandra Falls. Widok na kanion zapiera dech, a poranne mgły nadają mu niemal filmowy charakter. Tuż obok leży Chamarel, gdzie znajdziesz słynną ziemię siedmiu barw i pobliskie wodospady. Warto połączyć to z wizytą na plantacji herbaty Bois Chéri - oprócz degustacji dostaniesz też widok na lagunę z tarasu, który w sezonie jest zaskakująco pusty.
Jeżeli szukasz typowo plażowego relaksu, Flic en Flac i Grand Baie oferują to, czego oczekujesz, ale z pewnym zastrzeżeniem. Grand Baie to centrum życia nocnego, żeglarstwa i modnych restauracji, więc spokoju tam nie znajdziesz. Zamiast tego wybierz się na rejs łodzią z dnem szklanym do okolicznych wysepek, gdzie rafa koralowa jest naprawdę widowiskowa, a nurkowanie w czystej lagunie to czysta przyjemność. Flic en Flac jest bardziej kameralne, szczególnie w dni powszednie, a zachody słońca stąd należą do najpiękniejszych na wyspie. Jeśli wolisz ciszę i lokalny klimat, Mahebourg na wschodzie to strzał w dziesiątkę - małe muzeum morskie, uroczy targ rybny i plaża, przy której rzadko spotkasz więcej niż kilku spacerowiczów.
Jedzenie, którego spróbujesz: Od street foodu w Port Louis po kolację z widokiem na ocean
Mauritius to nie tylko plaże i laguny, ale też prawdziwa uczta dla podniebienia. Kuchnia na wyspie miesza smaki Indii, Chin, Afryki i Europy, a najlepiej przekonasz się o tym na własnym talerzu. Zacznij od Port Louis, gdzie na Central Market znajdziesz stoiska z dholl puri - cienkimi naleśnikami z soczewicy, nadziewanymi curry z kurczaka lub warzyw. To danie za jakieś 30-50 rupii (ok. 2-3 zł) smakuje najlepiej prosto z patelni, podane z pikantnym sosem mango i chutneyem z tamaryndowca. W okolicach nabrzeża w stolicy spróbujesz też świeżo grillowanych ryb z rusztu, które sprzedawcy doprawiają miejscową mieszanką przypraw.
Jeśli wolisz usiąść w restauracji, Grand Baie i Flic en Flac oferują mnóstwo opcji z widokiem na ocean. W Grand Baie polecam wieczorny rejs z kolacją - łódź płynie wzdłuż wybrzeża, a na pokładzie serwują grillowane homary i sałatkę z palmowego serca. Za taką wycieczkę zapłacisz około 1500-2000 rupii (90-120 zł), ale widok zachodu słońca nad laguną jest bezcenny. W Flic en Flac z kolei znajdziesz przytulne knajpki tuż przy plaży, gdzie za 400-600 rupii dostaniesz talerz ośmiornicy duszonej w mleku kokosowym z ryżem i bananami smażonymi w cieście.
Nie zapomnij o egzotycznych owocach, które są tu codziennością. Na straganach w Curepipe czy Mahébourg kupisz liczi, mango, karambolę i smocze owoce za grosze. W chłodniejszej części wyspy, w okolicy Chamarel, warto zajrzeć na plantację herbaty Bois Chéri - oprócz degustacji dostaniesz też ciasto bananowe z lokalnym miodem. A jeśli w trakcie zwiedzania Black River Gorges zrobisz się głodny, zabierz ze sobą piknik z krewetkami w liściach bananowca. Mauritius uczy, że jedzenie to nie tylko paliwo, ale i sposób na poznanie wyspy - od targowych stoisk po eleganckie restauracje z widokiem na bezkresny ocean.
Plaże idealne: Od ukrytych zatok po długie spacery brzegiem w Flic en Flac
Flic en Flac to jedna z tych plaż na Mauritiusie, które od razu zapadają w pamięć. Rozciąga się na kilka kilometrów wzdłuż zachodniego wybrzeża, a jej biały piasek i spokojna, turkusowa laguna przyciągają zarówno rodziny z dziećmi, jak i osoby szukające długich spacerów o poranku. Woda jest tu płytka i ciepła, a rafa koralowa tworzy naturalny basen, w którym nawet początkujący nurkowie poczują się bezpiecznie. To idealne miejsce, żeby odłożyć przewodnik i po prostu poleżeć z książką, ale jeśli masz ochotę na coś więcej, warto wybrać się na wycieczkę łodzią ze szklanym dnem - zobaczysz kolorowe ryby i fragmenty rafy bez konieczności zakładania maski.
Kiedy słońce zaczyna mocniej przygrzewać, najlepiej schować się w cieniu palm i zamówić koktajl w jednej z przybrzeżnych restauracji. Wieczorem Flic en Flac zmienia klimat - pojawiają się stragany z pamiątkami, a lokalne knajpki serwują świeże ryby i egzotyczne owoce. Spacer brzegiem o zachodzie słońca to chwila, którą zapamiętasz na długo, zwłaszcza gdy ocean mieni się odcieniami pomarańczu i różu. Jeśli szukasz relaksu z dala od tłumów, skręć w boczne ścieżki między hotelami - trafisz na mniejsze, dzikie zatoczki, gdzie plaża należy tylko do ciebie.
Dla aktywnych turystów Flic en Flac to także baza wypadowa na rejsy w stronę Black River lub do wodospadów w Chamarel. Możesz połączyć poranny relaks na leżaku z popołudniowym nurkowaniem w krystalicznie czystej wodzie - rafa koralowa w tej okolicy uchodzi za jedną z lepiej zachowanych na wyspie. Pamiętaj tylko o kremie z filtrem i wodzie, bo słońce potrafi dać się we znaki.
Wyjazd z dziećmi, na miesiąc miodowy i solo: Trzy różne Mauritiusy w jednym kraju
Mauritius nie jest wyspą jednego typu turysty. Jeśli wybierasz się tam z dziećmi, szykujesz podróż poślubną albo pakujesz plecak w pojedynkę, trafisz w zupełnie inne miejsca, choć na tej samej mapie. Dla rodzin z małymi dziećmi kluczowe są spokojne, płytkie laguny i baza z basenem i animacjami. Flic en Flac czy Grand Baie sprawdzają się świetnie - woda jest ciepła, a rafa koralowa tworzy naturalny basen. Maluchy mogą pluskać się bez ryzyka, a rodzice odpoczywają na leżaku. Wieczorem spacer wzdłuż promenady w Grand Baie, lody i obserwowanie zachodu słońca nad oceanem. Żadnego pośpiechu, żadnych wielogodzinnych przejazdów.
Para na miesiącu miodowym szuka czegoś innego - intymności i odrobiny luksusu. Zamiast tłocznych plaż wybierają hotele w spokojniejszych zakątkach, jak południowe wybrzeże albo okolice Mahebourg. Tu liczy się kolacja przy świecach, rejs o zachodzie słońca i wspólne nurkowanie w krystalicznie czystej wodzie. Warto zarezerwować jeden dzień na wycieczkę do Chamarel - wodospad i kolorowe ziemie robią wrażenie, a plantacja herbaty to dobry pretekst, żeby przysiąść w ciszy. Niektóre pary decydują się też na romantyczny piknik w Black River Gorges, z dala od kurortów.
Podróżujący solo patrzą na Mauritius przez pryzmat przygody i lokalnego życia. Nie potrzebują all inclusive, wolą wynająć małe auto i jeździć między miasteczkami. Port Louis to must-see, ale nie tylko Central Market. Warto wejść do muzeum, zjeść curry w małej budce i pogadać z handlarzami. Curepipe kusi spokojniejszym klimatem i ogrodem botanicznym Pamplemousses - gigantyczne lilie wodne robią wrażenie nawet na wytrawnych podróżnikach. Kto szuka dzikiej przyrody, wybiera się na trekking w Black River Gorges albo na rejs w poszukiwaniu delfinów. Wieczory spędza się w restauracjach w Flic en Flac, gdzie łatwo trafić na innych solo turystów. Trzy różne rytmy, trzy różne Mauritiusy - każdy znajdzie ten swój.