Którą część Krety wybrać na tydzień, żeby nie żałować
Zastanawiasz się, gdzie na Krecie spędzić tydzień, żeby nie marnować czasu na przesiadki między atrakcjami? Najlepszym wyborem na taki wyjazd jest zachodnia część wyspy, z bazą w okolicach Chanii. To tutaj znajdziesz największe zagęszczenie tego, po co przyjeżdża się na wakacje do Grecji: zapierające dech w piersiach plaże, góry schodzące do morza i autentyczne wioski, gdzie czas płynie wolniej. W ciągu tygodnia możesz spokojnie połączyć leniwe dni na plaży z porządnym zwiedzaniem, nie tracąc połowy urlopu na dojazdy.
Z Chanii błyskawicznie dojedziesz do dwóch kultowych plaż: Elafonisi z różowym piaskiem i Balos z turkusową laguną. Obie robią niesamowite wrażenie, ale warto zobaczyć je wczesnym rankiem, zanim przyjadą tłumy. Jeśli masz ochotę na trekking, wąwóz Samaria to obowiązkowy punkt, choć wymaga całego dnia i dobrej kondycji. Na spokojniejsze spacery wybierz się do mniej znanych wąwozów w okolicy, na przykład Imbros. Po powrocie do miasta wieczorem czeka na ciebie stare miasto Chanii z weneckim portem, knajpkami serwującymi świeże owoce morza i klimat, który trudno znaleźć w kurortach wokół Heraklionu.
Opcja dla miłośników historii to baza w Heraklionie. Zyskujesz łatwy dostęp do pałacu w Knossos, czyli serca cywilizacji Minojskiej, oraz do znakomitego Muzeum Archeologicznego, które pomoże ci zrozumieć, co właściwie oglądasz wśród ruin. Minus jest taki, że samo miasto jest głośne i mniej urokliwe od Chanii, a plaże w okolicy nie dorównują tym z zachodu. Za to w ciągu jednego dnia możesz objechać Knossos, zjeść obiad w Agios Nikolaos nad malowniczym jeziorem i wrócić na noc do Heraklionu. To dobry plan, jeśli chcesz zobaczyć najważniejsze zabytki, a niekoniecznie całymi dniami leżeć na leżaku.
Prawdziwym kompromisem między plażami a historią jest wynajęcie auta i zakwaterowanie w górskiej wiosce na przykład w regionie Apokoronas. Stąd masz godzinę do Chanii, półtorej do Heraklionu i blisko do mniej obleganych plaż, gdzie woda jest krystalicznie czysta. Tydzień na Krecie to za mało, żeby zobaczyć wszystko, ale dobrze zaplanowany wyjazd pozwoli ci poczuć klimat wyspy bez wrażenia, że ciągle gdzieś gonisz. Wybierz jeden region, wynajmij samochód i połącz lenistwo nad morzem z codzienną dawką greckiej kuchni i historii.
Ile dni naprawdę warto zostać i gdzie szukać noclegu bez przepłacania
Zastanawiasz się, ile dni przeznaczyć na Kretę, żeby nie żałować ani jednego, a przy tym nie przepłacić za nocleg? Przyjmij, że tydzień to absolutne minimum, jeśli chcesz poczuć klimat wyspy, a nie tylko obskoczyć dwa miejsca między lotniskiem a hotelem. W ciągu siedmiu dni dasz radę zobaczyć zarówno pałac Knossos pod Heraklionem i minojską cywilizację, jak i odpocząć na plaży, ale każdy dodatkowy dzień to luksus, który docenisz przy planie wycieczek. Jeśli masz dziesięć dni, możesz spokojnie wcisnąć trekking wąwozem Samaria, wypad na lagunę Balos i popołudnie na różowym piasku w Elafonisi bez wrażenia, że gnasz na złamanie karku.
Klucz do oszczędności to wybór bazy wypadowej z dala od najdroższych kurortów. Nie szukaj noclegu w samym Heraklionie ani w zatłoczonej Chani - ceny w tych miastach są zawyżone, a parkowanie auta to koszmar. Znacznie lepiej sprawdzą się mniejsze miejscowości w okolicy, na przykład Agios Nikolaos. To miasto ma swój urok, dostęp do czystej wody i spokojniejsze plaże, a przy tym stawki za apartament są niższe niż w stolicy regionu. Inny pomysł to wioski w górach, skąd masz blisko zarówno do zabytków, jak i na dzikie plaże. Wynajęcie auta na cały pobyt (nawet małego, z manualną skrzynią) zwróci się, bo unikniesz drogich taksówek i zyskasz swobodę w planie dnia.
Pamiętaj, że na Krecie nie chodzi tylko o zwiedzanie pałacu Knossos czy muzeum w Heraklionie. Równie ważne jest jedzenie w małych tawernach z dala od głównych ulic, gdzie kuchnia smakuje autentycznie, a rachunek nie przyprawia o ból głowy. Jeśli zależy ci na krystalicznej wodzie i lagunach, wybierz nocleg w zachodniej części wyspy - stamtąd blisko na Elafonisi i Balos, a przy odrobinie szczęścia trafisz na półpustynną plażę bez tłumu. Unikaj opcji all inclusive w wielkich hotelach przy plaży - przepłacasz za jedzenie, którego i tak nie zdążysz zjeść, bo większość czasu spędzisz w drodze między atrakcjami. Lepiej wynająć kawalerkę z aneksem kuchennym i rano zrobić śniadanie z lokalnych produktów. To nie tylko oszczędność, ale też szansa, żeby poczuć prawdziwy klimat wyspy, a nie tylko widok z leżaka.
Auto, autobus czy stop - jak się przemieszczać, żeby zobaczyć najwięcej
Najlepszym sposobem na poznanie Krety w tydzień jest wynajęcie auta. Wyspa jest duża, a atrakcje rozrzucone - od pałacu Knossos pod Heraklionem, przez wąwóz Samaria, po lagunę Balos i plażę Elafonisi z różowym piaskiem. Bez własnych kółek stracisz mnóstwo czasu na oczekiwanie na autobusy, które nie wszędzie dojeżdżają. Wypożyczalnie przy lotnisku w Heraklionie lub Chani oferują auta od 30 do 50 euro za dobę, a paliwo kosztuje podobnie jak w Polsce. Dzięki elastyczności objedziesz wioski w górach, zatrzymasz się nad morzem, gdy woda zaprasza do skoku, i zwiedzisz Knossos o świcie, zanim zrobi się tłoczno.
Jeśli nie masz prawa jazdy albo wolisz oszczędzić, autobusy to opcja, ale wymagają dobrego planu. Główne trasy, jak Chania - Heraklion czy Chania - Agios Nikolaos, kursują regularnie i są tanie (bilet za 5-10 euro). Gorzej z dojazdem do plaż takich jak Balos czy Elafonisi - autokar dowiezie cię w sezonie, ale musisz dostosować się do rozkładu, a powrót o 16:00 przerywa leniwe popołudnie. Na Samarię lepiej jechać autobusem z Chani, bo wąwóz kończy się w Agia Roumeli, skąd i tak wracasz promem - własne auto zostawiasz na parkingu za 10 euro.
Stop to przygoda dla odważnych z zapasem czasu. Na Krecie autostop działa, zwłaszcza na południu i w górach, gdzie miejscowi chętnie podwożą. Ale w szczycie sezonu, gdy słońce praży, a ty stoisz z plecakiem przy drodze, ryzykujesz, że stracisz pół dnia na dotarcie do Pałacu w Knossos albo muzeum archeologicznego w Heraklionie. Dla kogoś, kto ma tylko tydzień i chce zjeść lokalną kuchnię w górskiej wiosce, popływać w lagunie i zobaczyć Minojską cywilizację, auto to najprostsza droga, żeby nie marnować urlopu na logistykę.
Chania i okolice: miasto, które smakuje lepiej niż wygląda na zdjęciach

Chania to jedno z tych miejsc, które na zdjęciach wyglądają jak pocztówka, ale w rzeczywistości smakują jeszcze lepiej. Wenecka przystań z kolorowymi kamienicami i łodziami kołyszącymi się na wodzie to dopiero początek. Prawdziwe życie miasta toczy się na starym mieście, gdzie wąskie uliczki kryją małe tawerny, sklepy z oliwą i warsztaty rzemieślnicze. Warto zaplanować tu co najmniej dwa dni - jeden na spacer po porcie i muzeum morskim, drugi na zagubienie się w labiryncie uliczek i spróbowanie dakos, souvlaki z miejscowego mięsa czy świeżego chleba z oliwą i pomidorami. Kuchnia kreteńska to osobny temat, który na miejscu okazuje się znacznie bogatszy niż w turystycznych folderach.
Z Chanią świetnie komponują się okoliczne plaże, które przyciągają tłumy, ale nie bez powodu. Elafonisi z różowym piaskiem to miejsce, gdzie woda jest tak płytka i czysta, że można brodzić kilkaset metrów w głąb morza. Podobnie Balos - laguna, która robi wrażenie o świcie, zanim pojawią się tłumy. Jeśli masz auto, warto wyjechać wcześnie rano, żeby mieć te widoki niemal na własność. Dla aktywnych alternatywą jest wąwóz Samaria - całodniowa wędrówka przez góry, która kończy się nad brzegiem morza. To nie tylko atrakcja turystyczna, ale też lekcja geologii i wytrzymałości, bo zejście zajmuje kilka godzin, a słońce potrafi dać w kość.
W okolicy znajdziesz też miejsca, które często umykają pobieżnym planom wycieczek. Agios Nikolaos to urocze miasteczko z jeziorem w centrum, gdzie można odpocząć od zgiełku większych kurortów. Z kolei wioski takie jak Vamos czy Lappa pokazują Kreteńczyków od strony codziennego życia - z kawą, uśmiechem i powolnym tempem. Jeśli interesuje cię historia, nie pomijaj pałacu Knossos w Heraklionie. To nie tylko ruiny, ale centrum cywilizacji Minojskiej, które wciąż budzi spory wśród archeologów. W połączeniu z muzeum w Heraklionie daje pełny obraz tego, jak wyglądała wyspa tysiące lat temu. Planując tydzień na Krecie, Chania i jej okolice to dobry punkt startowy - masz tu wszystko: morze, góry, zabytki i jedzenie, które zapamiętasz na długo po powrocie.
Elafonisi i Balos bez tłumów - czy różowy piasek da się jeszcze uratować przed turystami
Elafonisi i Balos to dwie plaże, które od lat królują na Instagramie i w przewodnikach. Różowy piasek Elafonisi, choć często bywa bledszy niż na zdjęciach, wciąż robi wrażenie, zwłaszcza gdy spojrzysz na niego pod odpowiednim kątem w porannym słońcu. Problem w tym, że w sezonie trudno tu o chwilę samotności. Autobusy z Heraklionu i Chani dowożą setki ludzi dziennie, a laguna przy Balos zamienia się w ludzki kocioł. Jeśli chcesz poczuć magię tych miejsc, musisz zaplanować wizytę z głową. Najlepiej wybierz się tam wcześnie rano, najlepiej wynajętym autem - wtedy masz szansę zająć miejsce na parkingu przy Balos, zanim zrobi się tłoczno, i przejść szlak, zanim słońce zacznie prażyć. Na Elafonisi warto przyjechać przed godziną dziewiątą, kiedy woda jest jeszcze przejrzysta, a plaża prawie pusta. Po południu robi się gwarno, a różowy piasek miesza się z piaskiem z ręczników i kocami.
Alternatywą są mniej znane, ale równie urokliwe miejsca w okolicy. Plaże w okolicach Kissamos, takie jak Falasarna, oferują podobny klimat, ale bez tłumów. Jeśli masz więcej czasu, zamiast stać w korku do Balos, możesz popłynąć na Gramvousę - statek wypływa z Kissamos i zabiera cię na wyspę z ruinami weneckiego zamku, a potem do laguny. To wycieczka na cały dzień, ale widoki z góry na turkusową wodę wynagradzają tłok na pokładzie. Pamiętaj, że kluczem jest unikanie weekendów i ścisłego sezonu lipcowo-sierpniowego. Czerwiec i wrzesień to idealny czas na wakacje na Krecie - słońce jeszcze grzeje, ale ludzi jest mniej, a temperatura wody wciąż przyjemna.
Nie daj się zwieść zdjęciom z lotu ptaka. Różowy piasek na Elafonisi to efekt zmiażdżonych muszelek i koralowców, ale w rzeczywistości nie jest tak intensywny jak na Instagramie. To wciąż piękne miejsce, ale jeśli szukasz spokoju, lepiej wybierz się na plaże w okolicy Agios Nikolaos albo w góry, gdzie znajdziesz ustronne zatoczki. Warto też rozważyć wynajem łodzi na własną rękę - kilka godzin pływania wzdłuż wybrzeża pozwoli ci odkryć miejsca, do których nie docierają autokary. Pamiętaj o zapasie wody i jedzenia, bo na Balos nie ma zbyt wielu opcji gastronomicznych, a ceny bywają wyższe niż w miasteczkach. Ostatecznie to, czy różowy piasek da się uratować przed turystami, zależy od twojego planu i elastyczności.
Heraklion i Knossos: jak nie dać się naciągnąć i zobaczyć to, co naprawdę istotne
Heraklion często dostaje łatkę brzydkiego, betonowego miasta, przez które trzeba przebiec w drodze do Knossos. I faktycznie, jego centrum nie urodą stoi, ale ma jeden wielki atut: Muzeum Archeologiczne. To właśnie tam, a nie w samym pałacu, zobaczysz prawdziwe skarby cywilizacji Minojskiej. Freski, biżuteria, dysk z Fajstos - rzeczy, które pozwalają wyobrazić sobie życie sprzed 4 tysięcy lat. W Knossos zobaczysz głównie rekonstrukcje, więc plan dnia ułóż tak, by najpierw wejść do muzeum, a dopiero potem jechać na wzgórze. W ten sposób oglądanie pałacowych ruin nabierze sensu, a nie będzie tylko spacerem po gruzowisku z przewodnikiem.
Do Knossos nie warto brać taksówki ani płacić za zorganizowaną wycieczkę. Autobus miejski z dworca przy porcie w Heraklionie jedzie 20 minut i kosztuje grosze. Na miejscu omiń kolejki do biletów, kupując je online poprzedniego dnia. Co do samego zwiedzania - nie daj się naciągnąć na opowieści o „oryginalnych” kolumnach. To, co widzisz, to w dużej mierze wizja archeologa Evansa z początku XX wieku, a nie autentyk. Dużo więcej minojskiego ducha poczujesz w mniej oczywistych miejscach: w pałacu w Fajstos, w willi w Hagi Triada czy spacerując po wąwozie Samaria, gdzie natura od wieków rzeźbi krajobraz.
Jeśli masz tylko tydzień na wyspie, nie poświęcaj całego dnia Heraklionowi. Miasto jest głośne, upalne i ruchliwe, a prawdziwe życie Krety toczy się w wioskach i na plażach. Zamiast tego wybierz się na zachód - do Chani, gdzie stare miasto weneckie tętni życiem, a w porcie zjesz najlepszą dakos z oliwą i pomidorem. Stamtąd masz blisko do laguny Balos z turkusową wodą i do Elafonisi z różowym piaskiem. Na obie plaże ruszaj o świcie, bo w sezonie robi się tłoczno, a dojazd samochodem to przygoda sama w sobie - szutrowe drogi i brak cienia. Lepiej wynająć łódź z Paliochory, która podpływa pod samą lagunę i daje czas na kąpiel bez stresu o zawieszone auto.
Wąwóz Samaria i góry, które zmienią twój pomysł na greckie wakacje
Większość ludzi kojarzy Kretę z leniwym wypoczynkiem na plaży i turkusową wodą. I słusznie - Elafonisi z różowym piaskiem, Balos ze spektakularną laguną czy plaże w okolicy Chanii to miejsca, które zapamiętasz na długo. Ale żeby naprawdę poczuć tę wyspę, warto oderwać się od leżaka i ruszyć w głąb lądu. Bo Kreta to nie tylko morze i słońce, ale też dzikie góry, wąwozy i krajobrazy, które zmieniają kompletnie twoje wyobrażenie o greckich wakacjach.
Jeśli masz w planie chociaż tydzień na wyspie, koniecznie zarezerwuj jeden dzień na wąwóz Samaria. To nie jest zwykły spacer po lesie - idziesz wąskim korytarzem między skałami, które mają setki metrów wysokości, a pod nogami toczy się woda. Cała trasa zajmuje około 5-7 godzin, kończy się w małej wiosce nad morzem, skąd promem wracasz do Chory Sfakion. To wymagająca, ale niesamowicie satysfakcjonująca przygoda. Jeśli masz mniej czasu albo szukasz czegoś lżejszego, wybierz wąwóz Imbros - krótszy, łatwiejszy, a wciąż robi wrażenie.
Góry Krety to nie tylko tło dla zdjęć. Wioski takie jak Anogia, Archanes czy te w okolicy Lasithi oferują klimat, jakiego nie znajdziesz w nadmorskich kurortach. Wąskie uliczki, lokalne tawerny z domowym jedzeniem, zapach ziół i spokój, który kontrastuje z gwarem Heraklionu czy Agios Nikolaos. Warto wynająć auto na kilka dni i po prostu jechać przed siebie - serpentyny, widoki na morze i nagle mijasz pole oliwek, a za zakrętem pojawia się widok na całą zatokę. To właśnie tam, w górach, czuć prawdziwą duszę Krety.
Nie rezygnuj jednak całkowicie z zabytków. Pałac w Knossos to oczywisty punkt programu, ale nie spodziewaj się ruin w stylu greckich świątyń - to coś zupełnie innego. Minojska cywilizacja zostawiła po sobie kolorowe freski, skomplikowany układ pomieszczeń i atmosferę tajemnicy. Jeśli chcesz zrozumieć, skąd wzięły się mity o Minotaurze, koniecznie zobacz to miejsce. A potem wróć do Chanii, usiądź w porcie, zamów souvlaki albo dakos i po prostu patrz na zachód słońca. Taki dzień - między górami, historią i morzem - to jest właśnie Kreta.
Agios Nikolaos i wschód wyspy: spokojniejsze plaże, mniej autokarów
Wschodnia część Krety to zupełnie inna prędkość zwiedzania. Jeśli w Heraklionie i okolicach Knossos czuć turystyczny pęd, a w okolicach Chanii tłok przy lagunie Balos i na Elafonisi, to rejon Agios Nikolaos oferuje oddech. To miasto z uroczym portem i jeziorem Voulismeni w samym centrum, gdzie można spędzić spokojne popołudnie, bez wrażenia, że zaraz wjedzie w ciebie autokar. Zamiast szturmować plaże z różowym piaskiem w tłumie, tutaj znajdziesz mniejsze zatoczki i bardziej kameralny klimat, który docenisz, gdy planujesz tydzień z dala od największych atrakcji obleganych przez wycieczki.
Warto zarezerwować dzień na przejażdżkę w głąb lądu, na przykład w kierunku płaskowyżu Lassithi. Krajobraz zmienia się tu z nadmorskiego w górski, a po drodze mijasz tradycyjne wioski, gdzie kuchnia smakuje lepiej niż w zatłoczonych knajpach nad morzem. Samo miasto Agios Nikolaos ma też dobre muzeum archeologiczne - mniejsze niż w Heraklionie, ale z ciekawymi eksponatami z czasów cywilizacji Minojskiej, bez kolejek i tłoku. Jeśli masz auto, możesz pojechać dalej na wschód, w stronę plaży Vai z gajem palmowym albo do Sitii, gdzie zabytki i natura mieszają się bez nachalnej komercji.
Nie licz tu na monumentalny pałac Knossos ani spektakularny wąwóz Samaria. To inna strona wyspy - bardziej kameralna, z wodą czystszą niż w popularnych zatokach i z widokami, które nie wymagają walki o miejsce na parkingu. Dla kogoś, kto szuka równowagi między zwiedzaniem a lenistwem na plaży, Agios Nikolaos i okolice to dobry wybór. Morze, słońce i zabytki są tu podane w spokojniejszej wersji, a czas płynie wolniej.
Co zjeść, żeby nie skończyć w turystycznej pułapce z gyrosem za 18 euro
Na Krecie łatwo wpaść w pułapkę knajpy przy głównym placu w Heraklionie, gdzie mrożona porcja gyrosa kosztuje 18 euro i smakuje jak przemysłowy wyrób z magazynu. Prawdziwe jedzenie znajdziesz tam, gdzie nie ma kolorowych menu ze zdjęciami i kelnera zaczepiającego przechodniów. W małych wioskach, takich jak Archanes czy Anoja, wciąż działa tradycyjne kafenio, w którym za 10-12 euro dostaniesz talerz dakos, czyli sucharków jęczmiennych z pomidorem, serem mizithra i kropelką oliwy, albo stifado - gulasz wołowy duszony w occie winnym i cynamonie. W Chani polecam zajrzeć na targ przy ulicy Skridlof, gdzie rybacy sprzedają świeże sardele, a obok pieką chleb na kamieniu. Zamiast zamawiać sałatkę grecką w sezonie, poproś o horta - dzikie zioła gotowane na parze, które podają z cytryną i oliwą. To lokalny klasyk, którego nie znajdziesz w menu dla turystów.
Kuchnia kreteńska opiera się na sezonowości i prostocie, więc nie daj się skusić na „specjały” serwowane przez cały rok. Latem szukaj kalitsounia - małych pierogów z serem i miętą, pieczonych w glinianym piecu. Jesienią gastrinę, czyli dynię duszoną z cynamonem i miodem. W górskich wsiach, jak te w okolicy Lasithi, gospodynie wciąż robią domowy jogurt z mleka owczego, gęsty i kwaśny, który jesz z plastrem dzikiej gruszki. Jeśli trafisz na lokalne święto, panigiri, nie odmawiaj pieczonego jagnięcia z rusztu - to kwintesencja gościnności i smaku, który nie ma nic wspólnego z turystycznym fast foodem.
Auto na Krecie to przepustka do takich miejsc. Bez niego utkniesz w kurortach, gdzie knajpy serwują to samo, co w Sopocie czy nad Adriatykiem. Wystarczy kwadrans drogi od plaży Elafonisi, żeby trafić do tawerny w wiosce Chrisoskalitissa, gdzie za 8 euro dostaniesz talerz grillowanych kalmarów i ziemniaków pieczonych w soli morskiej. Podobnie w rejonie Balos - zamiast jeść przy lagunie, jedź do Kissamos i zamów u starego rybaka oktonopodi, czyli ośmiornicę suszoną na słońcu, a potem grillowaną na węglu drzewnym. To danie ma w sobie całą esencję Krety: słońce, wiatr i sól.
Twój plan na 7 dni: trasa, której nie znajdziesz w katalogu biura podróży
Znasz to uczucie, gdy w biurze podróży dostajesz gotowy plan, a w nim tylko przejazd z hotelu na plażę i z powrotem? Na Krecie szkoda na to czasu. Jeśli masz tydzień, lepiej od razu nastawić się na konkretny rytm: dzień w górach, dzień nad wodą, dzień wśród ruin. Najlepiej wypożyczyć auto już na lotnisku w Heraklionie - to zmienia wszystko. Zamiast czekać na autobus, rano jedziesz do Knossos, zanim zrobi się tłoczno i gorąco. Pałac Knossos to nie tylko zdjęcia z minojską freskiem. To miejsce, gdzie czuć, jak wyglądała pierwsza cywilizacja Europy. Potem wjeżdżasz w góry, bo klimat Krety to nie tylko plaże - wioski jak Archanes czy Anogeia dają wgląd w prawdziwe życie, z dala od hotelowych basenów.
Kolejne dni warto podzielić na dwie strefy. Zachodnia część wyspy to raj dla miłośników wody. Elafonisi z różowym piaskiem robi wrażenie, ale przyjeżdżaj przed dziewiątą, inaczej zaparkujesz kilometr dalej. Balos i laguna to z kolei widok, który zostaje w głowie na lata - pod warunkiem że trafisz na spokojne morze. Jeśli wolisz mniej oczywiste miejsca, skieruj się na wschód, w okolice Agios Nikolaos. To miasto ma swój urok, ale prawdziwe perełki czekają w małych zatoczkach wzdłuż wybrzeża. Woda jest tam tak czysta, że widać dno na kilka metrów, a plaże nie są oblepione leżakami za 20 euro.
Nie zapomnij o jednym dniu w górach. Wąwóz Samaria to klasyk, ale jeśli nie masz ochoty na 16 kilometrów w słońcu, wybierz krótszy szlak, na przykład wąwóz Imbros. Krajobraz zmienia się tam co chwilę - od skał po zielone doliny. A wieczorem? Wróć do Chani. To miasto ma zupełnie inny klimat niż Heraklion - weneckie stare miasto, knajpki z kuchnią, która pachnie oliwą i oregano, i port, przy którym siadasz na godzinę, popijając grecką kawę. Plan na tydzień na Krecie to nie lista atrakcji do odhaczenia. To wybór: albo gnasz i widzisz wszystko po łebkach, albo wybierasz kilka miejsc i smakujesz je powoli. Zdecydowanie polecam to drugie.