Przejdź do treści
Europa

Kotor Ciekawostki - 10 Zaskakujących Faktów o Perle Adriatyku

Odkryj 10 zaskakujących faktów o Kotorze, w tym historię kotów jako symbolu miasta. Poznaj tajemnice Perły Adriatyku i zaplanuj podróż pełną ciekawostek.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Koty w Kotorze - skąd wzięła się ta nietypowa miejska maskotka

Spacerując wąskimi uliczkami starówki w Kotorze, szybko zauważysz, że koty są tu praktycznie wszędzie. Siedzą na kamiennych parapetach, przemykają między nogami turystów na Placu Broni i leniwie przeciągają się w cieniu wieży zegarowej. Nie ma w tym przypadku i nie chodzi tylko o to, że czworonogi lubią ciepły kamień. Koty stały się nieformalnym symbolem miasta, a ich historia związana jest ściśle z tym, co działo się w zatoce kotorskiej przez ostatnie stulecia.

Skąd wzięła się ta nietypowa miejska maskotka? Odpowiedź tkwi w morskiej przeszłości Kotoru. Przez wieki do portu przy nabrzeżu Morska Vrata zawijały statki handlowe z całego basenu Morza Śródziemnego. Razem z ładunkami przypływały też szczury, które stanowiły realne zagrożenie dla magazynów z żywnością i towarami. Mieszkańcy szybko zorientowali się, że najlepszym i najtańszym sposobem walki z gryzoniami są koty. Sprowadzano je więc na statkach i wypuszczano w okolicach murów obronnych oraz przy pałacach kupieckich. Zwierzęta dostały dach nad głową w zamian za utrzymywanie porządku.

Dziś koty w Kotorze nie muszą już polować na szczury, ale ich obecność jest pielęgnowana jako element lokalnego dziedzictwa. Na starówce działa nawet Muzeum Kotów, a wokół twierdzy św. Jana znajdziesz specjalne domki i miseczki z wodą wystawiane przez mieszkańców. Dla turystów to dodatkowa atrakcja, która nadaje miastu nieco domowego, przytulnego charakteru, zwłaszcza gdy po całodziennym zwiedzaniu katedry św. Tryfona i wspinaczce na mury obronne siadasz na ławeczce i obserwujesz, jak koty leniwie patrolują Plac Broni. To jeden z tych widoków, który zostaje w pamięci na dłużej niż sucha data z przewodnika.

Brama Morska i jej zakodowana data, której turyści zwykle nie zauważają

Zanim wejdziesz na starówkę, twoją uwagę przykuwa Brama Morska, czyli Morska Vrata. To główne wejście do miasta od strony nabrzeża, wybudowane w XVI wieku. Większość turystów robi sobie przy niej zdjęcie i przechodzi dalej, nie zwracając uwagi na detale. A szkoda, bo nad łukiem bramy znajduje się wyryta data. Nie chodzi jednak o rok budowy, tylko o konkretny moment w historii, który dla mieszkańców Kotoru ma o wiele większe znaczenie. Spójrz w górę: zobaczysz tam rok 879. To data, która przypomina o pierwszej wzmiance o Kotorze w dokumentach historycznych. Dla porównania, większość zabytków w okolicy datuje się na okres późniejszy, a ta brama stoi jako cichy świadek początków miasta.

Przechodząc przez bramę, trafiasz na Plac Broni, czyli Trg od Oružja, który jest największym placem na starówce. To tutaj bije serce turystycznego ruchu, ale też miejsce, gdzie warto na chwilę przystanąć. Po lewej stronie zobaczysz wieżę zegarową z XVII wieku, a pod nią dawny pręgierz. Kiedyś na tym placu odbywały się egzekucje i targi, dziś to punkt zborny wycieczek. Jeśli chcesz uniknąć tłoku, przyjdź tu wcześnie rano, zanim grupy z rejsów wypełnią uliczki. Brama Morska to też dobry moment, żeby od razu zaplanować, co chcesz zobaczyć dalej. Za twoimi plecami zostaje nabrzeże z widokiem na zatokę kotorską, a przed tobą labirynt wąskich uliczek, który prowadzi do najważniejszych zabytków.

Warto wiedzieć, że brama nie jest tylko punktem orientacyjnym. To także symboliczna granica między światem portowym a średniowiecznym miastem. Kiedy przez nią przechodzisz, wkraczasz na teren wpisany na listę UNESCO, gdzie każdy kamień ma swoją historię. Nie spiesz się, bo tuż za bramą czekają pałace rodów szlacheckich, cerkiew św. Łukasza i katedra św. Tryfona. A jeśli masz ochotę na widoki z góry, to właśnie stąd zaczyna się droga na mury obronne i twierdzę św. Jana. Bilet kosztuje około 8 euro, a wejście na górę zajmuje ci około godziny. Lepiej zrobić to rano, zanim słońce zacznie prać, bo w południe wąskie ścieżki potrafią być zatłoczone, a widok z góry na zatokę kotorską i czerwone dachy starówki wynagradza każdy krok.

Katedra św. Tryfona - dlaczego relikwie świętego trafiły akurat tutaj przez przypadek

Katedra św. Tryfona stoi w samym sercu kotorskiej starówki i od razu rzuca się w oczy swoją surową, romańską bryłą. Gdy staniesz na placu przed wejściem, trudno uwierzyć, że ten kościół przetrwał trzęsienia ziemi w XVI i XVII wieku, które zrównały z ziemią większość okolicznych pałaców. W środku czeka cię prawdziwa niespodzianka - relikwie świętego, które według legendy trafiły do Kotoru przez czysty przypadek. W IX wieku weneccy kupcy mieli przewozić szczątki Tryfona z Konstantynopola, ale sztorm zmusił ich do schronienia się w Zatoce Kotorskiej. Miejscowi uznali to za znak, wykupili relikwie i od tamtej pory święty patronuje miastu.

Spacerując po wnętrzu, zwróć uwagę na gotyckie tabernakulum i srebrny ołtarz główny - to unikaty na skalę całej Czarnogóry. Jeśli masz ochotę na solidną dawkę historii, wejdź do skarbca, gdzie przechowywane są stare rękopisy i naczynia liturgiczne. Bilet wstępu kosztuje około 3-4 euro, a na spokojne zwiedzanie warto zarezerwować 30-40 minut. Katedra św. Tryfona to nie tylko zabytek z listy UNESCO, ale też żywe centrum wiary - w niedzielę usłyszysz tu śpiew chóru, który miesza się z gwarem turystów na Placu Broni.

Z zewnątrz katedra robi wrażenie dzięki dwóm wieżom, które górują nad wąskimi uliczkami Starego Miasta. Gdy wyjdziesz na zewnątrz, rozejrzyj się w stronę murów obronnych - z tego miejsca widać, jak twierdza św. Jana wspina się na zbocze góry. To idealny punkt, żeby zaplanować dalszą część dnia: po wizycie w katedrze możesz skręcić w kierunku Cerkwi św. Łukasza albo przejść przez Bramę Morską (Morska Vrata) prosto na nabrzeże, gdzie czekają ławki i widok na Zatokę Kotorską.

Twierdza św. Jana - 1350 schodów, cena wstępu i trik z darmowym wejściem o świcie

Twierdza św. Jana góruje nad Kotorem jak kamienny strażnik i dla większości turystów jest największym wyzwaniem podczas zwiedzania miasta. Wejście na szczyt to 1350 schodów wykutych w skale, a przewyższenie wynosi około 280 metrów. Oficjalny bilet wstępu kosztuje 8 euro, ale jest jeden trik znany bywalcom: jeśli przyjdziesz przed 8 rano, bramka przy wejściu jest jeszcze nieobsadzona i możesz wejść za darmo. O świcie masz też dodatkowy bonus - słońce wschodzi nad zatoką kotorską, a na murach nie ma jeszcze tłumów z wycieczek. Samo podejście zajmuje przeciętnie 45-60 minut, w zależności od kondycji i liczby przystanków na zdjęcia. Po drodze mijasz kilka poziomów z bastionami i kapliczkami, a na samej górze czeka cię widok, który zapiera dech - dachówki starówki, błękit zatoki i ściany gór tworzą kompozycję wartą każdego wysiłku.

Sunlit clock tower and medieval architecture at Kotor's Old Town square.
Zdjęcie: Drago Rapovac

Historia tej fortyfikacji sięga czasów iliryjskich, ale obecny kształt to głównie dzieło Wenecjan z XV - XVII wieku. Mury obronne ciągną się na długości ponad 4 kilometrów i są wpisane na listę UNESCO razem z całym starym miastem. Ciekawostka: w XIX wieku, za czasów austriackich, twierdzę rozbudowano o dodatkowe forty, które dziś są dostępne dla odważniejszych turystów - można do nich dojść dalej w górę, ale szlak jest już bardziej dziki i mniej utrzymany. Jeśli nie masz ochoty na taki wysiłek, możesz obejrzeć mury z dołu, spacerując wzdłuż Placu Broni i przez Bramę Morską (Morska Vrata) - to stamtąd najlepiej widać ich skalę i pionowe podejście schodów.

Planując wejście, warto zabrać wodę i dobre buty - sandały na płaskiej podeszwie mogą być męczące przy stromych stopniach. Po zejściu polecam odpocząć na jednej z plaż w okolicy, na przykład w Dobrcie, albo wybrać się na rejs po zatoce kotorskiej, żeby zobaczyć twierdzę z perspektywy wody. Noclegi w Kotorskiej starówce są droższe, ale za to budzisz się z widokiem na te same mury, które zdobywałeś o świcie.

Zatoka Kotorska to nie fiord - geologiczna pomyłka, która weszła do przewodników

Gdy pierwszy raz spojrzysz na Zatokę Kotorską z lotu ptaka albo z pokładu statku, od razu rzuca się w oczy jej fiordowy charakter. Wąskie, strome zbocza schodzą prosto do wody, a krajobraz przypomina norweskie wybrzeże. Problem w tym, że to nie fiord. Geologicznie to rias - zatoka powstała przez zalanie doliny rzecznej, a nie przez działanie lodowca. Mimo to w przewodnikach i na portalach turystycznych uparcie nazywa się ją „najbardziej wysuniętym na południe fiordem Europy”. To pomyłka, która się przyjęła, bo brzmi efektownie. Dla ciebie jako turysty nie ma to większego znaczenia - widoki i tak zapierają dech, zwłaszcza gdy podpływasz do miasta Kotor od strony morza.

Samo miasto Kotor to labirynt wąskich uliczek, kamiennych pałaców i kościołów, które pamiętają czasy Wenecjan. Głównym punktem orientacyjnym jest Plac Broni z wieżą zegarową i Bramą Morską (Morska Vrata) z XVI wieku. To tędy wchodzisz na starówkę, która od 1979 roku znajduje się na liście UNESCO. W środku czeka na ciebie katedra św. Tryfona (Svetog Tripuna) z XII wieku - jeden z najstarszych zabytków sakralnych w Czarnogórze. Bilet wstępu kosztuje około 4 euro, a wewnątrz zobaczysz freski i sarkofag patrona miasta. Kilka kroków dalej znajdziesz cerkiew św. Łukasza z XVII wieku, która przetrwała trzęsienia ziemi bez większych uszkodzeń. Jeśli masz czas, zajrzyj też do Muzeum Morskiego - ekspozycja pokazuje, jak przez wieki wyglądało życie w tym porcie.

Największym wyzwaniem fizycznym podczas zwiedzania Kotoru jest wejście na mury obronne prowadzące do Twierdzy św. Jana. Bilet kosztuje 8 euro, a droga liczy około 1350 schodów. Zajmuje to od 45 minut do godziny, w zależności od kondycji i upału. Na górze czeka nagroda - panoramiczny widok na zatokę, dachy starówki i okoliczne góry. Lepiej iść wcześnie rano lub późnym popołudniem, bo w południe słońce daje się we znaki. Dla leniwych jest opcja rejsu po Zatoce Kotorskiej - łodzie odpływają spod Bramy Morskiej, koszt to około 15-20 euro za godzinę. Płyniesz wtedy obok wysp Gospa od Škrpjela i Sveti Đorđe, które wyglądają jak z pocztówki.

Jeśli chodzi o noclegi, najlepiej szukać czegoś w obrębie starówki, ale przygotuj się na wyższe ceny i hałas do późna. Tańsze opcje znajdziesz w nowszej części miasta za murami. Plaże w samym Kotorze nie są powalające - woda czysta, ale betonowe pomosty zamiast piasku. Na prawdziwe kąpielisko lepiej pojechać do okolicznych miejscowości jak Dobrota czy Prčanj. W sezonie warto zarezerwować nocleg z wyprzedzeniem, bo Kotor przyciąga tłumy, a wąskie uliczki starówki szybko się zapychają.

Pałace, których nie ma na mapie - gdzie szukać herbów dawnych rodów kupieckich

Większość turystów gubi się w tłumie na Placu Broni albo robi zdjęcie wieży zegarowej i rusza dalej w głąb uliczek. Tymczasem prawdziwa dusza Kotoru kryje się nie w największych zabytkach, a w detalach, które omija standardowy przewodnik. Jeśli chcesz zrozumieć, jak naprawdę wyglądało życie w tym mieście, odłóż na chwilę mapę i zacznij patrzeć pod nogi oraz nad głowy. Pałace dawnych rodów kupieckich, które przez wieki budowały potęgę zatoki kotorskiej, nie mają dziś tabliczek z opisem. Ale ich herby wciąż zdobią fasady i portale, a ty możesz je odnaleźć, jeśli wiesz, gdzie patrzeć.

Weźmy na przykład pałac rodziny Pima przy głównej ulicy Starego Miasta. Na pierwszy rzut oka to kolejny szlachetny budynek z XVII wieku, ale podejdź bliżej. Nad wejściem zobaczysz kamienny herb - dwa lwy wspierające tarczę. To znak, że mieszkali tu ludzie, którzy nie tylko handlowali, ale też rządzili miastem. Podobnie jest z pałacem Bizanti, który stoi nieco w cieniu katedry św. Tryfona. Jego fasada jest skromniejsza, ale jeśli wejdziesz na wewnętrzny dziedziniec (czasem otwarty dla zwiedzających), zobaczysz resztki gotyckich okien i renesansowe detale, które opowiadają o kontaktach handlowych z Wenecją. To właśnie te miejsca, a nie tylko twierdza św. Jana czy mury obronne, tworzą prawdziwy obraz dziedzictwa UNESCO.

Noclegi w Kotorze są drogie, szczególnie w sezonie, ale warto wydać te pieniądze, żeby mieć czas na takie poszukiwania. Bilet do muzeum morskiego kosztuje około 5 euro i daje kontekst, ale najciekawsze rzeczy zobaczysz za darmo, spacerując po bocznych uliczkach. Na przykład przy cerkwi św. Łukasza, tuż obok placyku, gdzie kończą się tłumy, znajdziesz pałac Grgurina. Jego herb jest prawie niewidoczny, bo kamień sczerniał od wieków, ale to właśnie tam mieści się jedna z najlepszych kawiarni na starówce. Usiądź przy oknie, zamów kawę za 2 euro i popatrz na fasadę - zobaczysz, jak historia miesza się z codziennością.

Nie szukaj tych pałaców na mapach Google. One nie są oznaczone jako atrakcje. Chodź własnymi ścieżkami: od Bramy Morskiej (Morska Vrata) skręć w lewo, zamiast iść prosto na Plac Broni. Wejdź w wąską uliczkę za wieżą zegarową, gdzie kończy się asfalt, a zaczyna kamień. Tam, w cieniu gór i zapachu morza, znajdziesz detale, które sprawią, że twoje zwiedzanie Kotoru będzie naprawdę inne. I nie zapomnij spojrzeć w górę - herby dawnych rodów często wiszą wysoko, bo kupcy chcieli, żeby było je widać z daleka, nawet z pokładu statku wpływającego do zatoki kotorskiej.

Cerkiew św. Łukasza - jedyna świątynia z dwoma ołtarzami i historią kompromisu

Kiedy wchodzisz na starówkę od strony Placu Broni, mijasz wieżę zegarową i po chwili trafiasz na coś, czego nie zobaczysz w żadnym innym mieście w Czarnogórze. Cerkiew św. Łukasza stoi tu od końca XII wieku i na pierwszy rzut oka wygląda jak każda inna świątynia z kamienia. Dopiero gdy wejdziesz do środka, orientujesz się, że to miejsce opowiada historię, która mogłaby się zdarzyć tylko w Kotorze. Wewnątrz znajdują się dwa ołtarze - katolicki i prawosławny. To nie jest efekt przebudowy ani pomyłka architekta. W XVII wieku, gdy katolików w mieście ubywało, a prawosławnych przybywało, obie społeczności doszły do porozumienia: zamiast budować nowy kościół, postanowili dzielić tę samą świątynię. I tak zostało do dziś.

Spacerując wąskimi uliczkami starówki, łatwo przejść obojętnie obok tej cerkwi, bo nie rzuca się w oczy tak jak katedra św. Tryfona. Ale to właśnie tutaj czuć prawdziwy duch Kotoru - miasta, które przez wieki uczyło się żyć obok siebie, mimo różnic. W środku zobaczysz freski, które przetrwały trzęsienia ziemi i wojny, a także oryginalny ikonostas. Wejście jest bezpłatne, co w Kotorze zdarza się rzadko - zwiedzanie murów obronnych czy twierdzy św. Jana kosztuje, podobnie jak bilet do muzeum morskiego. Cerkiew św. Łukasza to jedna z tych atrakcji, które warto zobaczyć nie dlatego, że są wpisane na listę UNESCO, ale dlatego, że opowiadają o ludziach.

Jeśli wybierasz się do Kotoru i masz tylko jeden dzień, nie pomiń tego miejsca. Poświęć mu 15 minut - wejdź, usiądź na chwilę w ławce i pomyśl, że w tej samej przestrzeni, pod tym samym dachem, przez setki lat modlili się razem katolicy i prawosławni. To lekcja, której nie znajdziesz w żadnym przewodniku. A gdy wyjdziesz na zewnątrz, rozejrzyj się po Placu Broni - stąd masz też najlepszy widok na góry, które otaczają zatokę kotorską i sprawiają, że to miasto jest tak wyjątkowe.

Place bez nazw i labirynt uliczek - celowy chaos średniowiecznych budowniczych

Wejście na Plac Broni to pierwszy moment, w którym czujesz, że średniowieczni budowniczowie mieli niezły ubaw kosztem współczesnych turystów. Z jednej strony masz potężną Wieżę Zegarową i dawny arsenał, z drugiej - plątaninę uliczek, które rozchodzą się pod tak nielogicznymi kątami, że GPS w telefonie oszaleje w trzy sekundy. W Kotorze nie ma prostych linii. Są za to wąskie przesmyki, nagle rozszerzające się place bez nazw i schody, które prowadzą donikąd, a potem nagle do cerkwi św. Łukasza. Ten chaos nie jest przypadkowy - chodziło o to, żeby wróg, który wedrze się do miasta, zgubił się w labiryncie, a obrońcy mogli go spokojnie ostrzelać z dachów pałaców. Dziś zamiast wroga gubi się tu każdy, kto szuka konkretnego zabytku. I to jest właśnie największa atrakcja starówki - dać się wessać w ten średniowieczny wir.

Najlepiej sprawdza się strategia bez planu. Idziesz od Bramy Morskiej (Morska Vrata) w górę, mijasz pałace rodów Drago i Bizanti, które stoją obok siebie jak dwa stare, dumne koty, i nagle trafiasz na Katedrę św. Tryfona (katedrala svetog Tripuna). Wejście kosztuje około 3-4 euro, a w środku zobaczysz sarkofag świętego i freski, które przetrwały trzęsienia ziemi z XVII i XIX wieku. Jeśli masz ochotę na widoki, które zapierają dech, musisz wyjść poza starówkę. Twierdza św. Jana to około 1350 schodów i godzinę wspinaczki w upale. Bilet wstępu na mury obronne kosztuje 8 euro, a na górze czeka panorama zatoki kotorskiej, która wygląda jak malowany ręcznie obraz. Warto ruszyć się wcześnie rano, bo w południe słońce pali niemiłosiernie, a na wąskich ścieżkach robi się tłoczno.

Po zejściu z murów masz dwie opcje: rejs po zatoce kotorskiej (około 15-20 euro za godzinę, z przystankiem na wyspie Gospa od Škrpjela) albo spacer wzdłuż plaży w Dobrocie, która leży rzut beretem od starówki. Noclegi w obrębie murów są drogie i głośne - jeśli chcesz spać spokojnie, szukaj kwatery w dzielnicy Škaljari, zaraz za murami, gdzie ceny są o połowę niższe, a do Placu Broni masz pięć minut pieszo. Pamiętaj tylko, że w Kotorze czas płynie inaczej - nie zdziw się, jeśli na zwiedzanie samego starego miasta z cerkwiami, pałacami i muzeum morskim poświęcisz cały dzień, a i tak wyjdziesz z poczuciem, że połowa uliczek wciąż czeka na odkrycie.

Mury obronne ciągnące się 4,5 km w górę zbocza - dlaczego Wenecjanie aż tak przesadzili

Gdy stajesz na Placu Broni w Kotorze i zadzierasz głowę, widzisz coś, co zapiera dech w piersiach - mury obronne, które pną się niemal pionowo w górę zbocza. To nie jest zwykła fortyfikacja. System umocnień ma łącznie 4,5 kilometra długości, a część z nich wznosi się na wysokość ponad 260 metrów nad poziomem morza, aż do samej twierdzy św. Jana (Sveti Ivan). Pytanie, które nasuwa się samo: po co Wenecjanie, którzy rządzili tu od XV do XVII wieku, aż tak przesadzili? Odpowiedź jest prosta - Kotor był ich najważniejszym bastionem na Adriatyku, kluczem do kontroli nad handlem i obroną przed Turkami oraz piratami. Nie chodziło tylko o ochronę miasta, ale o przetrwanie całej weneckiej obecności na tych wodach. Dziś te mury to nie tylko zabytek UNESCO, ale też jeden z najbardziej wymagających i satysfakcjonujących szlaków widokowych w Czarnogórze.

Wejście na górę i zwiedzenie całej trasy od bramy Morska Vrata do twierdzy zajmuje około 1,5-2 godzin w jedną stronę. Trzeba liczyć się z niezliczonymi schodami, stromymi podejściami i brakiem cienia, dlatego warto ruszyć wcześnie rano lub pod wieczór, gdy słońce nie pali tak mocno. Bilet wstępu na mury kosztuje 8 euro, a jeśli planujesz wejść do samej twierdzy, cena jest taka sama - nie ma osobnych opłat. Po drodze mijasz kilka kaplic, punktów widokowych i fragmentów oryginalnych murów z różnych epok, od bizantyjskich po weneckie. Widoki z góry na zatokę Kotorską, dachy starówki i okoliczne góry są tak spektakularne, że zapominasz o zmęczeniu. To jeden z tych momentów, gdy rozumiesz, dlaczego Kotor nazywany jest perłą Adriatyku.

Jeśli nie masz ochoty na wspinaczkę, możesz podziwiać mury od dołu, spacerując wąskimi uliczkami starego miasta. Z Placu Broni, przy wieży zegarowej, doskonale widać, jak fortyfikacje oplatają wzgórze. Warto też zajrzeć na dziedzińce pałaców i do kościołów, które kryją się za murami - katedra św. Tryfona (Svetog Tripuna) z XII wieku to absolutny must-see, podobnie jak cerkiew św. Łukasza z XVII wieku. Całe stare miasto to labirynt kamiennych uliczek, bram i placów, gdzie historia miesza się z codziennym życiem. A jeśli masz więcej czasu, wybierz się na rejs po zatoce Kotorskiej - z poziomu wody mury wyglądają jeszcze bardziej monumentalnie, a Ty zobaczysz, jak miasto wrosło w krajobraz.

Zegar, który nie odmierza godzin - historia kotorskiej wieży zegarowej i pręgierza obok

Na placu Broni, który jest sercem kotorskiej starówki, stoi nietypowa budowla. Wieża zegarowa z XVI wieku miała odmierzać czas mieszkańcom i żeglarzom, ale jej mechanizm od dawna nie działa. Dziś to raczej symbol niż praktyczne urządzenie. Obok niej stoi pręgierz, czyli kamienna kolumna, do której w przeszłości przykuwano skazańców. Miejsce publicznego wstydu sąsiaduje z miejscem, gdzie handlowano i spotykano się towarzysko. To zestawienie dobrze pokazuje, jak w Kotorze historia miesza się z życiem codziennym.

Wieżę wzniesiono w XVII wieku, po trzęsieniu ziemi, które zniszczyło wcześniejszą budowlę. Pręgierz jest starszy - pochodzi z XV wieku. Na jego szczycie widać żelazne obręcze, do których przywiązywano skazanych. Co ciekawe, nie była to tylko kara fizyczna. Chodziło też o upokorzenie na oczach całego miasta. Dziś turyści robią sobie przy nich zdjęcia, rzadko zastanawiając się, ile ludzkiego nieszczęścia widziały te kamienie.

Warto przyjrzeć się detalom. Na wieży znajduje się tarcza zegarowa bez wskazówek - to rzadki widok nawet wśród zabytków. Niektórzy mówią, że to przez zniszczenia wojenne, inni, że mechanizm po prostu się zatarł i nikt go nie naprawił. Pręgierz z kolei ma wyryte znaki, które według legend miały odstraszać złe duchy. Przechodząc obok, zwróć uwagę na nierówności w kamieniu - to ślady po kulach z czasów, gdy miasto było ostrzeliwane.

Jeśli planujesz zwiedzanie, zatrzymaj się tu na chwilę dłużej. Wejście na wieżę jest płatne (bilet kosztuje około 3 euro), ale widok z góry na dachy Starego Miasta i Zatokę Kotorską rekompensuje wydatek. Pręgierz jest dostępny za darmo, bo stoi na otwartym placu. To dobry moment, żeby pomyśleć o tym, jak zmienia się funkcja miejsc - z narzędzia władzy i kary w atrakcję turystyczną. I jak krucha jest pamięć o dawnych czasach, skoro dziś nikt nie wie, kogo ostatni raz do niego przykuto.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski