Przejdź do treści
Europa

Kopenhaga Opinie - Czy Warto Jechać? Kompletny Przewodnik 2026

Sprawdziliśmy ceny w Kopenhadze na własnych paragonach. Przeczytaj nasz kompletny przewodnik 2026 i dowiedz się, czy warto jechać na ten city break.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Czy Kopenhaga to rzeczywiście najdroższy city break w Europie - sprawdzamy ceny z paragonów

Kiedy myślisz o Kopenhadze, pierwsze skojarzenie często brzmi: drogo. I faktycznie, stolica Danii od lat plasuje się w czołówce najdroższych miast Europy. Ale czy to oznacza, że musisz wydać majątek, żeby zobaczyć kolorowe domki w Nyhavn, przejechać się najstarszym rollercoasterem w parku rozrywki Tivoli czy zobaczyć zmianę warty przed pałacem Amalienborg? Sprawdziłem to na własnych paragonach i okazuje się, że da się zwiedzać Kopenhagę bez bankructwa, pod warunkiem że wiesz, gdzie szukać.

Zacznijmy od tego, co faktycznie kosztuje. Kawa w kawiarni przy Strøget, głównym deptaku centrum Kopenhagi, to wydatek rzędu 45-55 zł, a piwo w knajpie w dzielnicy Vesterbro to już 35-40 zł. Jeśli planujesz obiad w restauracji w okolicy Nyhavn, przygotuj się na 120-150 zł za danie główne. Ale tu pojawia się trik: duńscy mieszkańcy doskonale wiedzą, że najlepsze jedzenie nie czeka na turystów w centrum. W bocznych uliczkach, z dala od kolorowych kamienic przy kanale, znajdziesz smaczne smørrebrød za połowę tej ceny. Podobnie jest z atrakcjami - bilet do Ogrodów Tivoli kosztuje około 160 zł, ale jeśli kupisz kartę Copenhagen Card, zwiedzanie pałacu Christiansborg, zamku Rosenborg i rejs kanałami masz w cenie.

Największym zaskoczeniem jest dla mnie komunikacja i transport. Kopenhaga to miasto rowerów - mieszkańcy traktują je jak przedłużenie własnych nóg. Wypożyczenie roweru na cały dzień kosztuje około 80 zł i to najlepszy sposób, żeby zobaczyć najważniejsze atrakcje Kopenhagi bez stania w korkach. Do tego lotnisko Kastrup jest świetnie skomunikowane z centrum - pociąg za 30 zł dowozi cię na dworzec centralny w 15 minut. W porównaniu z innymi stolicami Europy Zachodniej, Kopenhaga nie jest aż tak absurdalnie droga, jeśli unikniesz pułapek turystycznych. Syrenka przy nabrzeżu Langelinie jest za darmo, a widok na miasto z wieży Christiansborga kosztuje tyle, co bilet do kina. Klucz tkwi w planowaniu - zamiast wydawać fortunę w restauracjach przy Nyhavn, weź lunch na wynos i usiądź na schodkach przy kanale. Klimat duńskiego hygge nie wymaga wielkich pieniędzy, wystarczy dobre towarzystwo i kubek gorącej czekolady z lokalnej kawiarni.

Nyhavn bez filtra - jak nie przepłacić za kultowe zdjęcie i gdzie zjeść normalny obiad 50 metrów dalej

Na pierwszy rzut oka Nyhavn wygląda jak żywcem wyjęty z pocztówki - kolorowe kamienice, zabytkowe żaglowce i tłumy turystów robiących to samo zdjęcie pod numerem 9. I faktycznie, to jedno z tych miejsc w Kopenhadze, które trzeba zobaczyć, ale lepiej wiedzieć, jak się po nim poruszać, żeby nie dać się złapać w pułapkę restauracyjnych cen. Bezpośrednio przy samym kanale zapłacisz za duńskie smørrebrød nawet 200-250 koron, a porcja będzie standardowa. Wystarczy jednak skręcić w pierwszą przecznicę w głąb dzielnicy, na przykład w ulicę Lille Strandstræde, żeby trafić na knajpy, gdzie ten sam zestaw kosztuje 130-150 koron, a atmosfera jest znacznie bardziej kameralna i mniej sztampowa.

Samo miejsce robi wrażenie o świcie, gdy jeszcze nie ma tłumów, a światło pada idealnie na elewacje. Wtedy naprawdę czuć ten portowy klimat, który przyciągał tu niegdyś marynarzy i artystów, w tym Hansa Christiana Andersena, który mieszkał pod numerami 18, 20 i 67. Jeśli chcesz uniknąć przepłacania za pamiątkowe zdjęcie, nie idź do budek z gadżetami przy samym kanale - ceny są tam zawyżone o 30-40 procent w porównaniu do sklepików w bocznych uliczkach czy w centrum handlowym Magasin du Nord na Strøget. Lepiej też zjeść normalny obiad w jednej z piekarni sieci Lagkagehuset albo w małej kawiarni przy Nyhavn 71, gdzie serwują domowe zapiekanki i kawę za 45 koron.

A skoro już jesteś w okolicy, warto połączyć wizytę w Nyhavn z krótkim rejsem po kanałach. To najlepszy sposób, żeby zobaczyć miasto z innej perspektywy - przepłyniesz obok Opery, Amalienborg i nowoczesnych budynków, a przy okazji odpoczniesz od chodzenia. Bilety na łódkę kosztują około 120 koron, a jeśli masz Copenhagen Card, masz je w cenie. Tylko nie daj się namówić na obiadek na pokładzie - menu na łodziach jest o połowę droższe niż w knajpach na lądzie, a porcje mniejsze.

Kopenhaga na rowerze - trasy, wypożyczalnie i zasady, których nieznajomość kończy się mandatem

Kopenhaga to miasto, w którym rowerów jest więcej niż mieszkańców. Jeśli myślisz o zwiedzaniu stolicy Danii, warto od razu przestawić się na myślenie kategoriami dwóch kółek. To nie tylko ekologiczny wybór, ale przede wszystkim najszybszy sposób na przemieszczanie się między atrakcjami takimi jak Nyhavn, Amalienborg czy ogrody Tivoli. Sieć ścieżek rowerowych jest tu tak gęsta, że dojechanie z centrum do zamku Rosenborg zajmuje kilka minut, a po drodze mijasz klimatyczne kawiarnie i kolorowe domki w dzielnicy Christianshavn. Większość hoteli oferuje parking dla rowerów, a na każdym rogu znajdziesz stacje miejskiego systemu Donkey Republic lub Bycyklen - wystarczy aplikacja i karta płatnicza.

Zanim jednak ruszysz na podbój miasta, poznaj lokalne zasady. W Kopenhadze rowerzysta ma pierwszeństwo przed samochodami, ale tylko wtedy, gdy porusza się po wydzielonej ścieżce. Skręcając w prawo, musisz wyraźnie sygnalizować ręką, a przejeżdżanie przez przejście dla pieszych na rowerze to proszenie się o mandat w wysokości nawet 1000 koron. Największym błędem turystów jest zatrzymywanie się na środku ścieżki, żeby sprawdzić mapę - miejscowi jadą tu szybko i nie wybaczają gwałtownych hamowań. Jeśli planujesz intensywne zwiedzanie, rozważ wykupienie karty Copenhagen Card, która obejmuje wstęp do muzeów królewskich, pałacu Christiansborg i rejs po kanałach, a przy okazji możesz do niej doładować bilet na transport publiczny, gdy pogoda nie dopisze.

Najciekawsze trasy prowadzą wzdłuż nabrzeży. Przejazd z Nyhavn do słynnej Syrenki to zaledwie 10 minut, ale jeśli chcesz poczuć prawdziwy klimat miasta, skręć w stronę mostu Dronning Louises Bro - stamtąd rozciąga się widok na jeziora i codzienny rytuał zmiany warty przy Amalienborg. Pamiętaj tylko, żeby rower zostawić w wyznaczonym stojaku, bo straż miejska regularnie patroluje centrum i potrafi ukarać mandatem za pozostawienie jednośladu pod latarnią czy barierką. Duńczycy traktują rower jak przedłużenie własnej nogi - jeśli nie chcesz wyglądać jak turysta, jedź pewnie, nie hamuj bez powodu i zawsze patrz, czy ktoś nie wyprzedza cię z lewej. W Kopenhadze to ty jesteś gościem na dwóch kółkach, a nie na chodniku.

Tivoli po zmroku kontra Tivoli za dnia - które wejściówki naprawdę mają sens

Tivoli to jeden z tych parków rozrywki, który zmienia skórę w zależności od pory dnia. Za dnia jest przyjazny, rodzinny i pełen zieleni - idealny, żeby spokojnie przejść się między ogrodami, wsiąść na spokojny rollercoaster z dziećmi i zjeść lody w cieniu drzew. Ale to po zmroku park zaczyna żyć własnym życiem. Tysiące lampek, neonowe tunele i zupełnie inny klimat sprawiają, że Tivoli staje się miejscem dla dorosłych, par i tych, którzy chcą poczuć magię Kopenhagi po zachodzie słońca. Jeśli planujesz zwiedzanie stolicy Danii, warto zastanowić się, która wersja bardziej do ciebie pasuje - bo wejściówka na dzień i na wieczór to dwa różne bilety.

Scenic view of waterfront residential buildings in Copenhagen, Denmark during sunset.
Zdjęcie: Matteo Angeloni

Różnica w cenie nie jest gigantyczna, ale ma znaczenie. Bilet dzienny kosztuje mniej, a po 18:00 wchodzisz już w strefę wieczorną, która jest droższa. W praktyce oznacza to, że jeśli przyjdziesz o 16:00, zapłacisz za dzień, ale możesz zostać do zamknięcia i zobaczyć zarówno Tivoli w słońcu, jak i w blasku lampek. To najkorzystniejsza opcja - dostajesz dwa klimaty w cenie jednego wejścia. Z kolei jeśli do Kopenhagi przylatujesz późnym popołudniem i masz tylko wieczór, sensowniejszy będzie bilet wieczorny, bo nie stracisz czasu na czekanie w kolejce w środku dnia.

Warto też pamiętać, że Tivoli to nie tylko karuzele, ale też koncerty, spektakle i występy na żywo. Wieczorem scena główna tętni życiem, a restauracje i kawiarnie w parku nabierają zupełnie innego charakteru. Jeśli masz Copenhagen Card, wejście do Tivoli jest wliczone w cenę, ale tylko w podstawowej wersji - bez przejażdżek. Wtedy decyzja sprowadza się do tego, czy chcesz pospacerować po parku i poczuć jego atmosferę, czy faktycznie skorzystać z atrakcji. Dla mnie osobiście Tivoli po zmroku to obowiązkowy punkt na liście atrakcji Kopenhagi - zwłaszcza że Nyhavn, Strøget i Amalienborg są o rzut beretem, więc można łatwo połączyć wieczorny spacer z wizytą w parku.

Christiania - co wolno fotografować, czego nie dotykać i o której godzinie lepiej stamtąd wyjść

Christiania to miejsce, które zaskakuje nawet tych, którzy myślą, że widzieli już w Kopenhadze wszystko. Oficjalnie nazywa się Fristaden Christiania, czyli Wolne Miasto, i od lat 70. funkcjonuje jako samozarządzająca się społeczność alternatywna. Dla turysty to jedna z najdziwniejszych atrakcji stolicy Danii, bo nie ma tu klasycznego zwiedzania w stylu zamku Rosenborg czy pałacu Amalienborg. Zamiast tego dostajesz dzielnicę, która żyje według własnych zasad, a te zasady lepiej poznać, zanim w ogóle wejdziesz na Pusher Street.

Na głównej ulicy handlowej Christianii obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. To nie jest sugestia, tylko twarda reguła, której złamanie może skończyć się konfiskatą aparatu albo telefonu. Mieszkańcy i osoby prowadzące tam interesy nie chcą być utrwalani, a napięcie w tym rejonie bywa wyczuwalne. Poza Pusher Street możesz robić zdjęcia, ale zawsze z głową - unikaj fotografowania ludzi bez pytania, szczególnie w bramach i prywatnych ogródkach. Christiansborg czy Nyhavn to otwarte karty, Christiania to gra na zaufaniu i zdrowej ostrożności.

Czego nie dotykać? W zasadzie wszystkiego, co wygląda jak przedmioty pozostawione na ziemi, worki, skrzynki czy porzucone rowery. Christiania od lat boryka się z problemem narkotyków, a niektóre rzeczy mogą być pułapkami lub dowodami w sprawach, w które nie chcesz być zamieszany. Lepiej też nie wchodzić do domów i warsztatów bez zaproszenia - to nie jest skansen ani park rozrywki jak Tivoli, tylko miejsce, gdzie ludzie faktycznie mieszkają i pracują. Jeśli masz ochotę na rejs po kanałach albo kolorowe domki przy Nyhavn, lepiej wybierz się tam rano, a Christianię zostaw na późne popołudnie.

Kiedy wyjść? Najlepiej przed zmrokiem. Christiania po zmroku zmienia klimat na bardziej intensywny, a dla przeciętnego turysty nie ma tam już nic do roboty. Jeśli planujesz spędzić w Kopenhadze kilka dni, warto kupić kartę Copenhagen Card - obejmuje wstęp do wielu muzeów i komunikację, ale nie licz, że zapłacisz nią za bilety do Christianii, bo wstęp jest bezpłatny. Po prostu wchodzisz, ale pamiętasz, że to nie jest kolejna atrakcja z listy „co warto zobaczyć w stolicy Danii”, tylko żywy organizm, który ma swoje prawa i granice.

Pałace za darmo - jak wejść do Amalienborga, Christiansborga i Rosenborga na jednym bilecie

Zwiedzanie królewskich rezydencji w Kopenhadze może wyglądać jak spory wydatek, ale wcale nie musi. Pałac Amalienborg, gdzie na co dzień mieszka duńska rodzina królewska, siedziba parlamentu w Christiansborgu oraz zamek Rosenborg z koronnymi klejnotami - to trzy różne miejsca, które łączy jeden system biletów. Jeśli planujesz zobaczyć przynajmniej dwa z nich, od razu opłaca się kupić Copenhagen Card. Z tą kartą masz wstęp do wszystkich trzech za darmo, a do tego dojeżdżasz między nimi komunikacją miejską bez dopłat. Bez karty wstęp do samego Rosenborga kosztuje około 130 zł, a do apartamentów królewskich w Christiansborgu drugie tyle - szybko robi się z tego kilkaset złotych.

Najlepiej zacząć od Amalienborga, bo zmiana warty odbywa się tam codziennie w południe. Gwardziści w charakterystycznych granatowych mundurach i wysokich czapach z niedźwiedziej skóry maszerują spod pobliskiego Rosenborga, więc możesz złapać dwa punkty w jednym spacerze. W samym Amalienborgu wejdziesz do muzeum, które pokazuje, jak żyli duńscy monarchowie przez ostatnie dwa stulecia - prywatne apartamenty, suknie balowe, zabawki królewskich dzieci. To nie jest nudna ekspozycja gablot, tylko wnętrza, w których faktycznie ktoś mieszkał. Z kolei Christiansborg to zupełnie inna skala: wieża widokowa za darmo (nawet bez karty), a podziemia kryją ruiny sprzed ośmiu wieków. Tam dowiesz się, że pod dzisiejszym placem parlamentu stał zamek biskupi i twierdza.

Rosenborg to wisienka - nie tylko dlatego, że stoi w samym centrum Kopenhagi, wśród Ogrodów Królewskich, gdzie mieszkańcy opalają się na trawie obok pałacowych fos. W środku czekają duńskie insygnia koronacyjne i srebrny lew strzegący tronu. Ale uwaga: w sezonie kolejki potrafią być długie, dlatego warto przyjść zaraz po otwarciu albo celowo ominąć poranną zmianę warty i ruszyć do Rosenborga pierwszym rzutem. Jeśli masz w planach tylko jeden pałac, wybierz ten - ma najwięcej błysku i najkrótszą historię w pigułce. A jeśli liczysz każdą koronę, to Copenhagen Card rozkłada się na cały dzień zwiedzania, bo obejmuje też rejs po kanałach, Tivoli i dziesiątki muzeów. Wtedy trzy pałace za jednym razem to czysty zysk.

Smørrebrød, hot dogi i cynamonówki - gdzie jedzą lokalsi, gdy nie chcą wydać 300 koron na lunch

Gdy słońce w końcu wyjdzie zza chmur, a ty po kilku godzinach zwiedzania poczujesz głód, naturalnym odruchem jest rzucenie się w stronę pierwszej knajpy na Nyhavn. I to byłby błąd. Kolorowe domki nad kanałem są piękne, ale rachunek za dwa smørrebrød i piwo potrafi zaboleć - zwłaszcza jeśli nie zdążyłeś jeszcze ogarnąć, ile tak naprawdę kosztuje życie w stolicy Danii. Lokalsi rzadko jadają w tych turystycznych miejscówkach. Oni wiedzą, że prawdziwy, treściwy lunch bez przepłacania znajdziesz kilkaset metrów dalej, w bocznych uliczkach odchodzących od Strøget.

Jeśli masz ochotę na klasyczną duńską kanapkę, czyli smørrebrød, nie szukaj wyszukanych restauracji z widokiem na kanały. Lepiej wstąp do Selma lub do sklepiku Torvehallerne, gdzie za około 80-100 koron dostaniesz solidną porcję z wędzonym łososiem, jajkiem i koperkiem. W tej samej hali kupisz też cynamonówkę - kanelsnegle - która jest gęsta, lepka i znacznie lepsza niż te suche wersje z sieciówek. A jeśli pogoda dopisuje, duńskie hot dogi z ulicznych budek, zwane pølser, to pozycja obowiązkowa. Nie daj się zwieść ich prostocie - z dodatkiem chrupiącej cebulki, pikli i remoulady smakują jak małe arcydzieło street foodu.

Warto też wiedzieć, że w Kopenhadze działa sporo miejscówek z konceptem „dagens ret”, czyli daniem dnia. To obiadowe zestawy serwowane w godzinach 12-15, często w małych knajpkach na Vesterbro lub w dzielnicy Nørrebro. Za około 120-150 koron dostajesz pełny posiłek, który u lokalnego rzemieślnika czy studenta uchodzi za standard. Nie licz na wystrój rodem z zamku Rosenborg, ale jedzenie będzie autentyczne, a ty przy okazji zobaczysz, jak wygląda codzienne życie mieszkańców, którzy przemieszczają się rowerem i rzadko zaglądają w okolice Amalienborg o innej porze niż zmiana warty.

Jeśli planujesz intensywne zwiedzanie i chcesz zjeść coś szybko między muzeum a parkiem rozrywki Tivoli, postaw na piekarnie sieci Lagkagehuset lub Meyers Bageri. Cynamonówka, kawa i może mała kanapka z pastą z makreli - taki zestaw spokojnie starczy za lunch i nie zrujnuje budżetu. Pamiętaj tylko, żeby trzymać się z dala od miejsc, gdzie w oknie wisi karta w języku angielskim, a ceny zaczynają się od 200 koron. W Kopenhadze lokalsi jedzą dobrze i tanio, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać. I uwierz, nie jest to Nyhavn ani główny deptak Strøget.

Dzielnice, w których naprawdę toczy się życie - Nørrebro, Vesterbro i Refshaleøen bez folderów reklamowych

Kopenhaga to nie tylko pocztówkowe ujęcia z Nyhavn czy zmiana warty przed Amalienborg. Żeby poczuć prawdziwy rytm miasta, trzeba odbić w bok od głównych szlaków turystycznych. Nørrebro, Vesterbro i Refshaleøen to dzielnice, w których duńskie życie toczy się bez pozowania do zdjęcia. W Nørrebro znajdziesz mieszankę kultur, a przy okazji jeden z najlepszych street foodów w mieście - na targu Copenhagen Street Food przy papierni łodzie zastąpiły samochody, a lokalni mieszkańcy przychodzą tu po prostu zjeść, a nie dla atrakcji wpisanych w przewodnik. To miejsce, gdzie widać, jak miasto faktycznie oddycha, a nie tylko udaje, że jest fajne dla turystów.

Vesterbro z kolei to dzielnica, która przeszła metamorfozę z nieco zapomnianej w modną, ale wciąż autentyczną. Znajdziesz tu świetne kawiarnie i restauracje, które serwują duńskie jedzenie bez przesadnej elegancji, oraz klimatyczne knajpki, gdzie o piątej po południu spotkasz rowerzystów wracających z pracy. W przeciwieństwie do centrum Kopenhagi, gdzie przy Strøget królują sieciówki i tłumy, Vesterbro oferuje spokojniejszy, bardziej lokalny styl. Jeśli masz ochotę na kawę i ciastko w miejscu, gdzie nie słychać angielskiego na każdym kroku, to właśnie tutaj warto usiąść na chwilę.

Refshaleøen to zupełnie inna bajka - industrialna wyspa, która kiedyś była stocznią, a dziś jest placem zabaw dla dorosłych. Nie znajdziesz tu pałacu królewskiego ani ogrodów Tivoli, ale za to trafisz na Sauna Copenhagen, gdzie po kąpieli w zimnym kanale wskakujesz do gorącej sauny, albo na koncert w dawnej hali produkcyjnej. To miejsce dla tych, którzy chcą zobaczyć Kopenhagę bez lukru - z surową architekturą, street artem i widokiem na miasto z drugiej strony wody. Rejs promem z centrum zajmuje kilka minut, a kosztuje tyle co bilet autobusowy, więc nie ma wymówki, żeby nie sprawdzić, jak wygląda stolica Danii poza folderem reklamowym.

Kopenhaga w deszczu - 6 miejsc, które ratują wyjazd, gdy pogoda nie współpracuje

Deszcz w Kopenhadze to nie koniec świata, tylko pretekst, żeby zobaczyć miasto z innej strony. Kiedy krople bębnią o bruk na Strøget, a chmury wiszą nisko nad kolorowymi domkami Nyhavn, wielu turystów rezygnuje ze spacerów. Tymczasem właśnie wtedy stolica Danii pokazuje swoje najlepsze oblicze - to miasto zaprojektowano tak, by działało o każdej porze roku. Zamiast stać w kolejce pod mokrą Syrenką, lepiej skierować się w miejsca, gdzie deszcz nie ma dostępu, a klimat robi się jeszcze bardziej duński.

Jeśli pogoda nie współpracuje, pierwszym przystankiem powinny być ogrody Tivoli. Tak, to park rozrywki, ale w deszczu działa tu coś magicznego - oświetlone alejki, para unosząca się nad kubkami gorącej czekolady i stary rollercoaster, który grzechocze głośniej niż zwykle. Bilet wstępu obejmuje też kryte pawilony, gdzie można schować się przed ulewą. Drugie miejsce to zamek Rosenborg, gdzie w suchych salach oglądasz duńskie insygnia koronacyjne i zastanawiasz się, jak królowie radzili sobie z wilgocią. Potem warto przejść do Christiansborg - pałacu, który jest siedzibą parlamentu, ale też kryje w sobie ruiny średniowiecznego zamku pod posadzką. Zwiedzanie tych królewskich wnętrz zajmuje spokojnie dwie godziny, a deszcz za oknem tylko podkreśla atmosferę.

Nie zapomnij o Amalienborg, gdzie mimo pluchy o 12.00 odbywa się zmiana warty. Strażnicy w wysokich czapach maszerują jakby pogoda była idealna - to widowisko, które dodaje charakteru nawet najbardziej szaremu dniu. Jeśli wolisz całkowicie uciec od wilgoci, kup bilet do muzeum narodowego albo wejdź do jednej z kawiarni w centrum Kopenhagi. Duńczycy mają w zwyczaju siedzieć godzinami przy stole, popijając kawę i obserwując deszcz przez szybę - to część lokalnego rytuału. W takich momentach przydaje się Copenhagen Card, która daje wstęp do większości atrakcji i oszczędza nerwy przy kasie. I pamiętaj: w mieście, gdzie mieszkaniec częściej jeździ rowerem niż samochodem, deszcz to tylko kolejny element krajobrazu. Zamiast szukać słońca, zanurz się w tym, co duńskie - w wilgotnym powietrzu, zapachu mokrego bruku i ciszy, która zapada, gdy turyści chowają się pod dachami.

Transport z lotniska i po mieście - metro, autobus, taksówka czy może jednak własne nogi

Dojazd z lotniska w Kopenhadze do centrum zajmuje kilkanaście minut i nie wymaga kombinowania. Metro kursuje co 4-6 minut, a podróż na przykład do Nørreport kosztuje około 36 DKK. To najszybsza opcja, jeśli twoim celem jest samo zwiedzanie miasta i nie masz ogromnego bagażu. Autobus linii 5C również dowiezie cię pod Strøget czy Nyhavn, ale w godzinach szczytu stanie w korkach. Taksówka z lotniska do centrum Kopenhagi to wydatek rzędu 300-400 DKK, więc opłaca się tylko w grupie.

Po mieście najlepiej poruszać się rowerem - nie bez powodu mieszkańcy Kopenhagi zostawiają samochody na rzecz dwóch kółek. Infrastruktura dla rowerzystów jest tu dopracowana w każdym detalu: osobne pasy, priorytet na skrzyżowaniach, a nawet specjalne kosze na śmieci. Wypożyczenie roweru na jeden dzień to około 100-150 DKK, a do większości atrakcji, takich jak Amalienborg, Zamek Rosenborg czy Ogrody Tivoli, dojedziesz w kilka minut. Jeśli wolisz komunikację miejską, kup bilet dobowy za 180 DKK albo od razu zainwestuj w kartę Copenhagen Card - obejmuje zarówno przejazdy, jak i wejścia do muzeów królewskich i parku rozrywki.

Dla fanów spacerów centrum Kopenhagi jest na tyle zwarte, że większość miejsc, jak kolorowe domki w Nyhavn, pałac Christiansborg czy słynna Syrenka, możesz obejść pieszo. Nie ma sensu przesiadać się między liniami metra, skoro dystans między atrakcjami to często 10-15 minut marszu. Problem pojawia się tylko przy zmianie warty przed Amalienborg - lepiej zaplanować dojście tak, by zdążyć na godzinę 12. Poza tym klimat duńskiego miasta najlepiej poczujesz, gdy zwolnisz i nie będziesz gonić z jednego punktu na drugi.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski