Przejdź do treści
Europa

Kefalonia Atrakcje - 10 Najlepszych Miejsc, Które Musisz Zobaczyć

Odkryj 10 najlepszych atrakcji Kefalonii, od kultowej plaży Myrtos po ukryte perełki. Sprawdź, co naprawdę warto zobaczyć i uniknij turystycznych pułapek.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Kefalonia bez filtra: co naprawdę warto zobaczyć na wyspie, zanim stracisz czas na turystyczne pułapki

Kefalonia to nie jest kolejna grecka wyspa, którą odhaczasz w notesie. Albo zakochujesz się w niej od pierwszego wejrzenia, albo wracasz z mieszanymi uczuciami. Wszystko sprowadza się do tego, jakie atrakcje wybierzesz. Najsłynniejsza plaża Myrtos z turkusową wodą i białym żwirem robi piorunujące wrażenie, ale tylko jeśli trafisz tam o świcie albo późnym popołudniem. W szczycie sezonu leżaki stoją tak ciasno, że zrobienie zdjęcia bez przypadkowych nóg w kadrze graniczy z cudem. Znacznie lepszym wyborem jest plaża Antisamos - woda jest równie krystaliczna, a atmosfera bardziej kameralna. Dodatkowo w cieniu drzew możesz schować się przed słońcem.

Jaskinia Melissani na zdjęciach wygląda jak scena z innej planety, ale w rzeczywistości bywa rozczarowaniem. Łódka, wąski korytarz, dziesięć minut i koniec. Sekret tkwi w porze - jeśli przyjedziesz między 11 a 14, słońce wpada pod odpowiednim kątem i woda naprawdę jarzy się intensywnym błękitem. Tuż obok znajduje się jaskinia Drogarati, gdzie akustyka jest tak doskonała, że organizują w niej koncerty. Warto wejść, ale nie spodziewaj się spektakularnych stalaktytów - największe wrażenie robi ogrom komory.

Jeśli szukasz czegoś więcej niż plażowanie, koniecznie zobacz stolicę Argostoli. Nie znajdziesz tu typowo greckiego klimatu z bielonymi domkami i wąskimi uliczkami - miasto odbudowano po trzęsieniu ziemi w 1953 roku, więc architektura jest raczej współczesna. Mimo to ma swój urok: promenada nad zatoką, żółwie Caretta caretta podpływające do nabrzeża i targ rybny, gdzie kupisz świeże sardele. Więcej greckiego charakteru znajdziesz w Fiskardo - to jedyna wioska, która ocalała w trzęsieniu ziemi, więc zachowała oryginalne, kolorowe domy z XIX wieku. Port jest drogi, ale spacer wąskimi uliczkami wśród kwiatów i drewnianych okiennic to czysta przyjemność. Assos to z kolei absolutny spokój - maleńka osada pod wenecką twierdzą, gdzie życie toczy się wokół jednej tawerny i kamienistej plaży.

Nie pomijaj góry Ainos. To park narodowy, który mało kto kojarzy z wakacjami, a szkoda. Możesz wjechać samochodem prawie na sam szczyt (1630 m n.p.m.) i zobaczyć Kefalonię z lotu ptaka. W drodze powrotnej zatrzymaj się w lokalnej winnicy - wino z odmiany Robola ma charakterystyczny, cytrusowy posmak i jest zupełnie inne od tego, co pijesz w Polsce. A jeśli planujesz wyprawę na Zakynthos, pamiętaj, że promy kursują regularnie, ale lepiej zarezerwować bilet z wyprzedzeniem.

Plaża Myrtos z lotu ptaka i z poziomu ręcznika: gdzie stanąć, żeby zdjęcie nie wyszło jak z folderu reklamowego

Myrtos to jedna z tych plaż, które oglądasz na zdjęciach i myślisz: „niemożliwe, żeby woda tak wyglądała”. A potem stajesz na krawędzi klifu i widzisz na własne oczy ten turkus, który momentami przechodzi w granat, a za chwilę w błękit tak intensywny, że aż nierzeczywisty. Większość turystów robi właśnie to - podjeżdża na punkt widokowy przy drodze z Divaraty, pstryka fotkę i jedzie dalej. Efekt? Setki identycznych ujęć, które mógłbyś wrzucić do folderu biura podróży. Jeśli chcesz czegoś więcej, warto zejść na dół i wejść w wodę.

Sama plaża to długi na prawie 800 metrów łuk białych kamyków, które pod koniec dnia potrafią parzyć w stopy. Woda jest przejrzysta i zimna nawet w lipcu, więc przygotuj się na dreszcz, gdy zanurzysz się po szyję. Najlepsze miejsce na ręcznik znajdziesz po lewej stronie, bliżej skał - tam jest nieco mniej tłoczno, a widok na klify robi wrażenie. Jeśli przyjedziesz przed 10 rano, masz szansę złapać miejsce w pierwszym rzędzie i zrobić zdjęcie bez ludzi w kadrze. Po południu robi się gęsto, ale woda nadal kusi. Uważaj tylko na kamyki przy wchodzeniu - woda szybko robi się głęboka, więc nie jest to plaża dla małych dzieci, które boją się utraty gruntu pod nogami.

Z lotu ptaka Myrtos wygląda jak gigantyczny przecinek wciśnięty między dwa wzgórza. Ale to, co naprawdę zapada w pamięć, to kontrast - z jednej strony szare, suche zbocza, z drugiej ta woda, która wydaje się świecić od środka. Najlepszy punkt widokowy nie znajduje się przy głównej drodze, tylko kilka metrów dalej, przy starym, opuszczonym barze. Stamtąd widać całą plażę i zatokę, a promienie słońca padają pod lepszym kątem. Warto też popatrzeć na Myrtos z poziomu morza - jeśli masz czas, wynajmij łódkę w pobliskim Agia Efimia i podpłyń od strony wody. Wtedy dopiero zobaczysz, jak skały układają się w warstwy, a woda zmienia kolor w zależności od głębokości i pory dnia.

Plaża nie ma zaplecza w stylu leżaków i parasoli - jest dzika, bez infrastruktury. Zabierz ze sobą wodę, jedzenie i parasolkę, bo cień znajdziesz tylko pod własnym ręcznikiem. I przygotuj się na to, że droga powrotna pod górę po całym dniu na słońcu bywa mordercza. Ale właśnie to sprawia, że Myrtos nie jest zwykłą plażą - to miejsce, które wymaga wysiłku, a w zamian daje widok, który zostaje w głowie na lata.

Jaskinia Melissani bez godziny czekania: o której przypłynąć i dlaczego lepiej ominąć południe

Jaskinia Melissani to jedno z tych miejsc na Kefalonii, które widzisz na zdjęciach i od razu dodajesz do planu. Błękitna woda, łódka, słońce wpadające przez zapadnięty strop - robi wrażenie. Problem w tym, że w sezonie, zwłaszcza między 11 a 14, przed wejściem ustawia się kolejka, która potrafi zjeść godzinę z twojego dnia na wyspie. A stali bywalcy wiedzą, że w południe słońce stoi najwyżej, ale i turystów jest najwięcej - autokary z wycieczkami z Argostoli zjeżdżają się właśnie wtedy.

Rozwiązanie jest proste: przyjedź tuż po otwarciu, czyli około 9 rano, albo po 16, gdy ostatnie grupy już odpływają. O tej porze światło wciąż jest wystarczająco mocne, by woda w jaskini świeciła tym słynnym turkusem, a ty masz szansę popłynąć łódką prawie sam. Co ważne, Melissani to nie tylko sama jaskinia, ale też jezioro, które powstało po zawaleniu się stropu groty. Woda jest słonawa, bo łączy się z morzem podziemnymi kanałami - stąd ten niezwykły kolor, który zmienia się w zależności od pory dnia i kąta padania promieni.

Jeśli masz w planie również inne atrakcje Kefalonii, np. plażę Myrtos albo wioskę Assos, warto zgrać wizytę w Melissani z porannym zwiedzaniem. Po drodze możesz zahaczyć o jaskinię Drogarati, która jest tuż obok - wejście zajmuje 20 minut, a robi wrażenie akustyką i stalaktytami. Pamiętaj tylko, że w Melissani nie ma windy ani długich schodów, więc spacer po kamiennych korytarzach jest łatwy, ale w klapkach może być ślisko. Lepiej wziąć buty na płaskiej podeszwie i cienką kurtkę - w podziemiach bywa chłodniej, nawet w upalny dzień.

Charming Greek village with boats by a peaceful beach. Idyllic island setting.
Zdjęcie: Michelle Chadwick

Argostoli dla niewtajemniczonych: żółwie Caretta caretta, poranny targ rybny i most Drapano, który wciąż zaskakuje

Argostoli, stolica Kefalonii, na pierwszy rzut oka może wydawać się po prostu dużym miastem portowym, przez które przewija się większość turystów w drodze na północ wyspy. Warto jednak zejść z głównej promenady i poświęcić jej choć kilka godzin, bo to właśnie tutaj życie toczy się autentycznym, greckim rytmem. Poranek warto zacząć od nabrzeża przy kamiennym moście Drapano - to jedna z tych budowli, które zaskakują nie tylko swoją historią, ale i funkcją. Zbudowany przez Brytyjczyków w XIX wieku, dziś służy głównie spacerowiczom i wędkarzom. Spacer nim o świcie to czysta przyjemność, zwłaszcza gdy słońce dopiero wschodzi nad laguną Koutavos.

Jeśli masz szczęście i wstaniesz naprawdę wcześnie, trafisz na poranny targ rybny tuż przy porcie. To nie jest atrakcja dla turystów, tylko codzienna rzeczywistość miejscowych rybaków. Świeże połowy lądują prosto na ladach, a zapach soli i oliwy miesza się z gwarem targu. Kilka kroków dalej, wzdłuż deptaku, czeka na ciebie prawdziwa gwiazda Argostoli - żółwie Caretta caretta. Podpływają do samej promenady, zwłaszcza w okolicy mostu i przy zakolu kanału. Nie potrzebujesz łodzi ani wycieczki z przewodnikiem. Wystarczy stanąć na brzegu i patrzeć, jak wynurzają głowy w poszukiwaniu resztek ryb. To widok, który robi wrażenie niezależnie od wieku.

Samo centrum Argostoli to labirynt wąskich uliczek, kawiarni i sklepów z lokalnym winem oraz oliwą. W przeciwieństwie do kurortów na wschodnim wybrzeżu Kefalonii, tutaj nie znajdziesz plastikowych pamiątek z nadrukiem Myrtos. Zamiast tego trafisz na małe winiarnie, gdzie możesz spróbować Roboli - charakterystycznego dla wyspy białego wina. Warto też wejść na wzgórze za miastem, skąd rozciąga się widok na zatokę i górę Ainos w tle. To dobry punkt orientacyjny, zanim ruszysz dalej - na przykład w kierunku jaskini Drogarati lub jeziora Melissani. Argostoli nie jest samodzielną atrakcją na cały dzień, ale świetnie pasuje jako baza wypadowa. Zwłaszcza że lotnisko jest tuż za rogiem, a do portu w Sami masz zaledwie pół godziny drogi.

Assos i Fiskardo w jeden dzień: jak ogarnąć dwie najpiękniejsze wioski, nie ścigając się z autokarami

Zazdrościsz znajomym, którzy wrzucają zdjęcia z Fiskardo i Assos, ale zakładasz, że w jeden dzień dasz radę ogarnąć tylko jedną z tych wiosek? Spokojnie, to da się zrobić bez pośpiechu i bez stania w korku za autokarami. Klucz leży w porannej pobudce i dobrym planie trasy.

Zacznij od Assos. To maleńka wioska z charakterystycznym, kolorowym portem, nad którym góruje ruina weneckiego zamku. W sezonie robi się tu tłoczno koło południa, dlatego warto pojawić się tu tuż po dziewiątej. Zaparkujesz bez problemu, zrobisz zdjęcia pustej promenady, a potem możesz wejść na zamek. Wejście zajmuje około 20 minut, a widok z góry na całą zatokę to jedna z tych rzeczy, które zapamiętujesz na długo. Nie ma co przedłużać - godzinę, góra półtorej, i jedziesz dalej.

Z Assos do Fiskardo to zaledwie 25 minut krętą, ale przepiękną drogą wzdłuż wybrzeża. Fiskardo to zupełnie inna bajka: elegancki port, jachty, droższe knajpki i domy w odcieniach ochry i błękitu, które ocalały z trzęsienia ziemi w 1953 roku. To najlepiej zachowana wioska na wyspie pod względem architektury. Obiad zjedz w jednej z tawern przy samej wodzie - ceny są wyższe niż w Argostoli, ale makaron z owocami morza i widok na żaglówki robią robotę. Po jedzeniu masz dwie opcje: albo spacer na plażę Foki (10 minut pieszo, kamienista, ale woda kryształowa), albo rejs łódką do zatoki Kimilia. Jeśli nie masz całego popołudnia, wybierz Foki - szybka kąpiel i wracasz.

Jeden trik, który ratuje przed autokarami: przyjeżdżasz do Fiskardo między 13:00 a 14:00. Wtedy większość wycieczek jest już w drodze powrotnej albo właśnie zaczyna obiad w innych miejscach. Ty masz wtedy spokojny port i wolną leżankę. Po kąpieli możesz jeszcze wrócić do Assos na zachód słońca - ale tylko jeśli nie przeszkadza ci godzina jazdy w korku. Lepiej zostawić sobie to na osobny dzień i zakończyć dzień w Fiskardo, popijając grecką kawę w porcie.

Antisamos i inne plaże, na których nie musisz walczyć o skrawek cienia

Myrtos to ikona, bez dwóch zdań. Widok z góry zapiera dech, a ta turkusowa woda na zdjęciach wygląda jak z Photoshopa. Ale prawda jest taka, że w sezonie leżaki stoją tam gęsto, a o cień pod skałą trzeba walczyć od ósmej rano. Jeśli szukasz podobnych wrażeń, ale bez tłoku, wsiądź w samochód i skręć w stronę Antisamos. To plaża, która często umyka pierwszemu rzutowi oka turystów, a szkoda, bo ma wszystko to, co Myrtos, tylko w bardziej kameralnej wersji. Żwir, lazurowa woda i strome, zielone wzgórza dookoła. Nie ma tu dzikiego tłumu, a woda wchodzi głęboko, więc nawet w sierpniu znajdziesz kawałek miejsca dla siebie.

Jeśli zależy ci na prawdziwym spokoju, jedź dalej, w kierunku Fiskardo. To urokliwy port, który ocalał z trzęsienia ziemi w 1953 roku, więc architektura jest tu zupełnie inna niż w reszcie wyspy. Wokół Fiskardo znajdziesz małe, kamieniste zatoczki, gdzie woda jest krystalicznie czysta, a jedynym dźwiękiem jest szum fal i okazjonalny jacht cumujący w zatoce. Warto zabrać maskę i rurkę, bo podwodny świat w tych miejscach jest wyjątkowo bogaty.

Nie zapominaj też o plażach w okolicy Argostoli. Makris Gialos i Platis Gialos to dwie bliźniacze zatoki, gdzie łatwo złapać taksówkę wodną, żeby przepłynąć do oddalonej o kilka minut małej, dzikiej plaży. A jeśli masz ochotę na coś naprawdę innego, wybierz się na południe, w stronę Lassi. Tam znajdziesz piaszczyste dno i płytką wodę, idealną dla rodzin z dziećmi. Klucz do udanego dnia na Kefalonii to nie gonienie za najsłynniejszym zdjęciem, ale znalezienie swojego kawałka wybrzeża - i uwierz, że na tej wyspie jest ich mnóstwo.

Góra Ainos pieszo lub samochodem: trasy, widoki i dzikie konie na wyciągnięcie ręki

Góra Ainos to najwyższy szczyt Kefalonii - wznosi się na 1628 metrów nad poziomem morza i oferuje zupełnie inny obraz wyspy niż ten, który znasz z pocztówek z Myrtos czy Melissani. Większość turystów kojarzy Kefalonię z lazurową wodą i wapiennymi klifami, ale wystarczy wjechać na Ainos, żeby zobaczyć gęste lasy jodły kefalońskiej, która rośnie tylko tutaj i na kilku sąsiednich wyspach Jońskich. To właśnie ten endemiczny gatunek nadaje stokom ciemnozielony kolor, wyraźnie odcinający się od błękitu morza w oddali.

Na szczyt możesz dostać się na dwa sposoby - pieszo lub samochodem. Jeśli wybierasz auto, droga wiedzie asfaltem aż do parkingu na wysokości około 1400 metrów, skąd na wierzchołek prowadzi już tylko szlak. To dobra opcja, gdy masz mało czasu albo podróżujesz z dziećmi. Dla bardziej aktywnych polecam piesze wejście z miejscowości Digaleto lub z okolic jeziora Melissani - trasa zajmuje od 3 do 5 godzin w zależności od kondycji, ale nagrodą są widoki na Zatokę Argostoli, półwysep Paliki, a przy dobrej pogodzie nawet na Zakynthos i Itakę.

Z ciekawostek - na Ainosie żyją dzikie konie, które swobodnie wędrują po górskich łąkach. Spotkanie z nimi to jeden z tych momentów, które zapamiętujesz na długo, zwłaszcza gdy stado pojawi się nagle na tle panoramy wyspy. Pamiętaj tylko, żeby nie podchodzić zbyt blisko i nie karmić zwierząt - to nie atrakcja dla turystów, tylko naturalni mieszkańcy parku narodowego. Najlepszy czas na wizytę to maj, czerwiec lub wrzesień, bo w szczycie sezonu bywa upalnie, a na szczycie nie ma cienia. Zabierz ze sobą wodę, nakrycie głowy i wygodne buty - nawet jeśli jedziesz autem, ostatni odcinek idzie się po kamienistej ścieżce. Po zejściu warto wstąpić do jednej z lokalnych winnic u podnóża góry, bo region Ainos słynie z lekkiego, aromatycznego wina z odmiany mavrodafni - to dobry sposób, żeby połączyć górski wysiłek z kefalońskim smakiem.

Drogarati akustycznie: czy koncert w jaskini to nadal atrakcja, czy już tylko legenda z lat 60.

Zanim na Kefalonii pojawili się turyści z biurami podróży, zanim Myrtos trafiło na pocztówki, Drogarati było miejscem, o którym opowiadali sobie podróżnicy. Jaskinia, odkryta przypadkiem po trzęsieniu ziemi w XIX wieku, szybko zyskała status nie tylko geologicznej ciekawostki, ale i sceny. W latach 60. ubiegłego wieku odbywały się tam koncerty - akustyka w głównej komorze jest tak czysta, że podobno słychać nawet spadającą kroplę wody. Dziś, gdy na wyspie roi się od turystów w sezonie, Drogarati bywa pomijane w planie zwiedzania na rzecz bardziej spektakularnej wizualnie Melissani. I to błąd.

Fakt: z lotu ptaka Drogarati nie robi takiego wrażenia, jak lazurowa woda w otwartej grocie Melissani. Schodzisz w dół po mokrych stopniach, wita cię chłód i zapach wilgotnego wapienia. Komora ma około 60 metrów średnicy i 45 metrów wysokości - to spory kawałek przestrzeni. Światło wpada tylko przez sztucznie wycięty otwór wejściowy, więc po kilku minutach oczy przyzwyczajają się do półmroku. Wtedy widzisz stalaktyty i stalagmity, które zrastają się od tysięcy lat, tworząc słupy przypominające organy. I właśnie tu tkwi unikatowy insight: Drogarati to nie jaskinia do oglądania, tylko do słuchania. Jeśli będziesz miał szczęście trafić na moment bez tłumu, usłyszysz własny oddech odbity echem. Przewodnicy często proszą o ciszę, a potem klaszczą lub nucą, żeby pokazać akustykę. To robi większe wrażenie niż niejeden koncert.

Porównanie z Melissani jest tu nieuniknione, ale niesprawiedliwe. Melissani to spektakl światła i wody - łódka, słońce wpadające przez zapadnięty strop, turkus. Drogarati to doświadczenie surowe, wręcz ascetyczne. Nie ma tam jeziora, nie ma łódek. Jest tylko ziemia, skała i dźwięk. Dlatego nie szukaj tam instagramowego kadru. Idź, kiedy na dworze jest upał - temperatura wewnątrz utrzymuje się stale na poziomie 18 stopni, co daje ulgę. Bilet kosztuje około 5 euro, a całe zwiedzanie zajmuje 15-20 minut. To wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego w latach 60. przyjeżdżali tam muzycy. I żeby samemu sprawdzić, czy legenda o idealnej akustyce działa do dziś.

Kefalonia od strony talerza: co zjeść poza souvlaki i gdzie kupić lokalną oliwę prosto z tłoczni

Greckie wyspy kojarzą się głównie z souvlaki, musaką i sałatką z fetą. Na Kefalonii znajdziesz to wszystko, ale prawdziwy smak wyspy poznasz dopiero, gdy zamówisz coś, czego nie ma na turystycznej karcie w Fiskardo czy Argostoli. Podstawą lokalnej kuchni jest tutejsze mięso, przede wszystkim jagnięcina i koźlina, które piecze się w glinianych garnkach z pomidorami i cynamonem - danie nazywa się kreatopita i to jest właśnie to, czego warto szukać w małych tawernach w górskich wioskach. Do tego koniecznie weź krasaty - lokalny ser z mleka koziego, który smakuje zupełnie inaczej niż wszystko, co kupisz w supermarkecie.

Oliwę z Kefalonii poznasz po ciemnozielonym kolorze i wyczuwalnej pieprzności. Nie kupuj jej w sklepach z pamiątkami przy porcie w Sami. Lepiej wjedź w głąb wyspy, w okolice góry Ainos, gdzie rodzinne tłocznie sprzedają oliwę prosto z beczki. Często za 5-6 euro dostaniesz pięciolitrową butelkę, której jakość bije na głowę to, co znajdziesz w Polsce za trzykrotność tej ceny. Właściciele takich miejsc chętnie opowiedzą o zbiorach, a przy odrobinie szczęścia poczęstują cię świeżym chlebem maczanym w tej oliwie z oregano.

Jeśli chodzi o słodkie akcenty, Kefalonia ma swoją wersję baklawy, ale przede wszystkim słynie z mandoli - deseru z migdałów, miodu i płatków róży. Szukaj go w cukierniach w Argostoli, ale też w małych piekarniach przy drodze na plażę Myrtos. Do picia weź local wine, czyli wino z autochtonicznego szczepu mavrodaphne - jest słodkie, gęste i idealnie pasuje do serów. Na koniec dnia w porcie w Assos zamów świeżego ośmiornika z grilla i popij go lokalnym piwem. To połączenie smakuje lepiej niż każda wycieczka do jaskini Melissani, choć przyznaję, że to też trzeba zobaczyć.

Wyspa z innej perspektywy: rejsy, wypożyczalnie łodzi i miejsca, do których nie dojedziesz autem

Samo chodzenie po lądzie to dopiero połowa Kefalonii. Żeby naprawdę poczuć tę wyspę, musisz zejść na wodę. Wynajęcie łodzi na kilka dni to jeden z lepszych pomysłów, jakie możesz mieć. Kosztuje od 80 do 150 euro za dobę, zależnie od sezonu i wielkości jednostki. W Argostoli i Fiskardo działa kilkanaście wypożyczalni, gdzie dostaniesz ponton z silnikiem bez patentu - wystarczy krótkie przeszkolenie. Dzięki temu dotrzesz do miejsc, które omijają nawet najbardziej wytrwali kierowcy. Na przykład do małych zatoczek wokół półwyspu Paliki, gdzie woda jest tak czysta, że widać każdy kamień na głębokości pięciu metrów.

Rejs zorganizowany to też opcja, zwłaszcza jeśli wolisz nie martwić się o paliwo i nawigację. Z portu w Argostoli ruszają wycieczki do jaskini Melissani i na plażę Myrtos od strony morza - widok na te klify z poziomu wody robi większe wrażenie niż z góry. Najciekawsze są jednak rejsy na sąsiednią Zakynthos. Łodzie odpływają z Pessady, a w programie jest postój przy Wraku statku, który od strony lądu ogląda się w tłumie. Z wody masz go tylko dla siebie, a przy odrobinie szczęścia zobaczysz żółwie Caretta caretta, które wypływają na powierzchnię w okolicach zatoki Laganas.

Nie pomijaj też północnego wybrzeża. Fiskardo to nie tylko urokliwy port z knajpkami, ale też baza wypadowa na mniejsze wysepki, jak Atokos i Kastos. Tam nie ma hoteli ani dróg - są tylko dzikie plaże i cisza przerywana tylko szumem morza. Jeśli masz własną łódź, możesz cumować przy skalistych brzegach i spędzić cały dzień tylko na pływaniu. Na południu z kolei warto popłynąć w okolice lotniska - samoloty podchodzą do lądowania dosłownie kilkadziesiąt metrów nad wodą, a ty siedzisz na pontonie i masz to wszystko na wyciągnięcie ręki.

Pamiętaj tylko o jednym: na Kefalonii wiatr potrafi zmienić się w kwadrans. Sprawdzaj prognozę przed wypłynięciem, szczególnie w lipcu i sierpniu, kiedy melteni potrafi dać się we znaki. Ale jeśli trafisz na spokojny dzień, rejs wzdłuż wybrzeża zostanie z tobą na długo - bardziej niż którykolwiek zamek czy muzeum.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski