Układ urbanistyczny Hiszpanii, który musisz znać przed wyborem bazy wypadowej
Hiszpania na pierwszy rzut oka kojarzy się ze słońcem i plażami, ale jej miasta potrafią zaskoczyć nawet wytrawnych podróżników. Jeśli planujesz wakacje i wahasz się między Barceloną, Madrytem, Walencją a Sewillą, kluczowa jest nie tylko pogoda, ale też logistyka. W Katalonii, gdzie leży Barcelona, największe zabytki - od Sagrady Familii Gaudiego po Park Güell - są porozrzucane po dzielnicach oddalonych od siebie o kilka stacji metra. W stolicy, Madrycie, nie znajdziesz Muzeum Guggenheima, ale za to masz rozległe aleje i place, które pieszo przemierzasz godzinami. W Andaluzji, w Sewilli, wąskie uliczki dzielnicy Santa Cruz sprawiają, że samochód staje się zbędny, a zwiedzanie opiera się na spacerach między barokowymi kościołami a miejscami, gdzie wieczorem rozbrzmiewa flamenco.
Zanim wybierzesz bazę wypadową, zastanów się, czy szukasz miasta pełnego życia, czy regionu z plażą i morzem. Costa Brava i Costa del Sol to nie to samo - pierwsza oferuje skaliste zatoczki i spokojniejsze kurorty, druga tętni życiem od Malagi po Marbellę. Jeśli chcesz połączyć zwiedzanie z wypoczynkiem, Walencja daje ci dostęp do plaży w centrum i nowoczesnych atrakcji, takich jak Miasto Sztuki i Nauki. Wyspy, na przykład Ibiza, to już osobna historia - tam rytm dnia wyznaczają nie muzea czy katedry, ale kluby i zachody słońca. Pamiętaj, że w sezonie bilety do Sagrady Familii czy Alhambry w Granadzie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem - kosztują od 15 do 30 euro, a kolejki potrafią zjeść pół dnia.
Transport publiczny w Hiszpanii jest dobrze rozwinięty, ale różni się między regionami. W Kraju Basków, gdzie leży Bilbao z Muzeum Guggenheima, metro i tramwaje bez problemu łączą centrum z przedmieściami. W Toledo czy innych mniejszych miastach lepiej polegać na pociągach AVE. Kuchnia też bywa pułapką - w Barcelonie zapłacisz więcej za tapas przy La Rambli, a w Sewilli dostaniesz te same dania taniej w bocznej uliczce. Zanim kupisz bilet lotniczy, zastanów się, czy wolisz śródziemnomorski klimat Katalonii, suchy upał Andaluzji, czy łagodne powietrze w okolicy Kraju Basków. Każde z tych miejsc oferuje coś innego, a zła baza wypadowa może sprawić, że zamiast cieszyć się zabytkami UNESCO, będziesz tracić czas na dojazdy.
Sztuka przemieszczania się między miastami - AVE, BlaBlaCar i lokalne patenty
Szybkie przemieszczanie się między hiszpańskimi miastami to klucz do udanych wakacji, zwłaszcza gdy chcesz zobaczyć Barcelonę, Madryt i Walencję podczas jednej podróży. Najwygodniejszym rozwiązaniem jest AVE, czyli hiszpańskie pociągi dużych prędkości. Z Madrytu do Barcelony dojedziesz w niecałe 2,5 godziny, a bilet kupiony z wyprzedzeniem może kosztować około 30-40 euro. Trasa z Madrytu do Sewilli to z kolei około 2 godziny 40 minut. Warto śledzić promocje na stronie Renfe, bo regularne ceny potrafią być wysokie, szczególnie w sezonie turystycznym. Pociągi są punktualne, czyste, a w środku znajdziesz gniazdka i Wi-Fi, więc możesz od razu zaplanować zwiedzanie kolejnego zabytku.
Jeśli podróżujesz w grupie lub chcesz zaoszczędzić, sprawdź BlaBlaCar. W Hiszpanii ten system działa bardzo dobrze, a kierowcy często pokonują trasy między dużymi miastami, jak Barcelona - Walencja czy Madryt - Toledo. Przejazd z Barcelony do Walencji to wydatek rzędu 10-15 euro od osoby, a przy okazji poznasz lokalnych mieszkańców i dostaniesz praktyczne wskazówki, których nie znajdziesz w żadnym przewodniku. Dla fanów niezależności pozostaje wynajem samochodu, ale w centrach miast, zwłaszcza w Barcelonie i Bilbao, parkowanie jest drogie i skomplikowane. Lepiej zostawić auto na obrzeżach i skorzystać z metra.
Lokalnym patentem, który zna niewielu turystów, są autobusy międzymiastowe firm ALSA i Avanza. Bilety na trasę Madryt - Salamanca czy Sewilla - Kordoba kosztują często poniżej 10 euro, a podróż jest tylko o godzinę dłuższa niż pociągiem. W regionach takich jak Costa del Sol czy Costa Brava autobusy łączą też mniejsze miejscowości, gdzie nie dociera AVE. Pamiętaj, że w Katalonii i Kraju Basków funkcjonują osobne systemy biletowe, więc przed wyjazdem z Barcelony do Bilbao sprawdź, czy nie opłaca się kupić karty wieloprzejazdowej. Dzięki tym trikom zaoszczędzisz czas i pieniądze, a zamiast stać w korkach w Sewilli, zdążysz zjeść tapas i obejrzeć pokaz flamenco.
Kiedy lecieć, żeby nie przepłacić i nie ugotować się w sierpniowym skwarze
Najlepszym momentem na podróż do Hiszpanii jest przełom maja i czerwca albo wrzesień. Wtedy pogoda wciąż sprzyja plażowaniu na Costa Brava czy Costa del Sol, ale ceny biletów lotniczych i noclegów nie są jeszcze wywindowane przez wakacyjny szał. W sierpniu w Madrycie czy Sewilli termometry pokazują często 40 stopni w cieniu - zwiedzanie w takich warunkach męczy nawet najbardziej zapalonych turystów. Jeśli chcesz zobaczyć zabytki wpisane na listę UNESCO, jak Alhambra w Granadzie czy historyczne centrum Toledo, wybierz wczesną jesień. W miastach takich jak Barcelona czy Walencja wciąż można korzystać z plaży, a kolejki do Sagrady Familii czy Parku Güell są o połowę krótsze niż w lipcu.
Regiony Hiszpanii różnią się klimatem bardziej, niż mogłoby się wydawać. Na północy, w Kraju Basków, latem jest chłodniej i wilgotniej - Bilbao z Muzeum Guggenheima i malownicze San Sebastián sprawdzają się świetnie nawet w środku lata. Z kolei na południu, w Andaluzji, lepiej unikać godzin południowych, a zwiedzanie rozłożyć na poranki i wieczory. Flamenco w Sewilli o zachodzie słońca robi większe wrażenie, gdy nie walczysz z upałem. Dla rodzin z dziećmi dobrym wyborem są wyspy - Ibiza poza sezonem imprezowym oferuje spokojne zatoczki, a Majorka kosztuje w czerwcu o 30-40 procent mniej niż w sierpniu.
Planując budżet, pamiętaj, że bilety do najpopularniejszych atrakcji warto kupować z wyprzedzeniem. Wstęp do Sagrady Familii kosztuje około 26 euro, a do Parku Güell 10 euro - rezerwując online, unikniesz stania w kolejce na słońcu. Transport między miastami jest dobrze rozwinięty: pociągi AVE łączą Madryt, Barcelonę, Walencję i Sewillę w kilka godzin, a bilety kupione z wyprzedzeniem bywają o połowę tańsze. Jeśli zależy ci na kuchni, wrzesień to sezon na winogrona i figi, a w Katalonii trwają wtedy święta zbiorów. Hiszpania nie musi być droga ani duszna - wystarczy dobrze wybrać termin.
Ile gotówki naprawdę zabrać - ceny jedzenia, biletów i spania w 2026 roku

Planując podróż do Hiszpanii w 2026 roku, warto realnie spojrzeć na budżet, bo ceny w popularnych turystycznie miejscach potrafią zaskoczyć. Za obiad w przyzwoitej restauracji w Madrycie czy Barcelonie zapłacisz od 15 do 25 euro, ale w Walencji czy Sewilli znajdziesz menu dnia już za 12-14 euro. Kawa w barze to koszt około 2 euro, a butelka wody w sklepie to 0,60 euro, więc nie musisz martwić się o drobne wydatki. Problem pojawia się przy atrakcjach - bilet do Sagrady Familii w Barcelonie to wydatek rzędu 30-40 euro, a wstęp do Muzeum Guggenheima w Bilbao kosztuje około 15 euro. Jeśli planujesz zwiedzać kilka zabytków dziennie, lepiej od razu oszacować, że na same bilety wydasz nawet 50-70 euro dziennie.
Noclegi to osobna historia. W stolicy, Madrycie, za pokój w przyzwoitym hostelu zapłacisz od 30 do 50 euro za noc, ale w Barcelonie ceny startują wyżej - od 40 euro za łóżko w akademiku. Jeśli szukasz czegoś bardziej komfortowego, apartament w centrum Walencji to koszt około 80-100 euro, a w sezonie na Costa del Sol czy Costa Brava ceny potrafią wzrosnąć o 30-40 procent. Na wyspach, jak Ibiza, w szczycie sezonu za noc w hotelu trzeba zapłacić nawet 150 euro, więc lepiej rezerwować z wyprzedzeniem. Pamiętaj, że w mniejszych miastach, jak Toledo czy Sewilla, znajdziesz tańsze opcje - pensjonat w centrum to wydatek 50-70 euro za dobę.
Transport po kraju jest stosunkowo tani, jeśli korzystasz z pociągów dalekobieżnych. Bilet z Madrytu do Barcelony to koszt około 40-60 euro, a podróż autobusem między miastami to wydatek rzędu 15-30 euro. W samej Barcelonie metro i autobusy kosztują około 2,40 euro za przejazd, ale lepiej kupić kartę wieloprzejazdową za 10 euro. Na plażach Costa del Sol czy Costa Brava nie wydasz wiele na leżaki, ale w sezonie ceny mogą wzrosnąć. Jeśli chcesz spróbować lokalnej kuchni, tapas w Sewilli to wydatek 2-4 euro za sztukę, a w Katalonii ceny są wyższe. Podsumowując, na dzienne wydatki bez noclegu warto zabrać około 50-70 euro, a z noclegiem - 100-150 euro, w zależności od regionu i standardu.
Barcelona bez kolejki - strategia na Sagrada Família, Park Güell i gotyckie labirynty
Sagrada Família to bezdyskusyjny numer jeden na liście atrakcji Barcelony. I bezdyskusyjnie najbardziej frustrujący, jeśli stajesz przed nią w lipcu w kolejce wijącej się wokół fasady. Klucz tkwi w biletach z wyznaczoną godziną wejścia - kupujesz je z wyprzedzeniem, najlepiej na oficjalnej stronie, co najmniej dwa tygodnie przed wizytą. Koszt to około 26 euro, ale oszczędzasz sobie godziny stania w słońcu. Wchodząc rano, masz szansę zobaczyć, jak przez witraże wpada złote światło - to moment, który robi większe wrażenie niż niejeden zachód słońca na plaży Costa Brava. Po wyjściu nie pędź od razu do metra. Kawałek dalej czeka Park Güell, ale tu też obowiązuje ta sama zasada - bilety z godziną wejścia, inaczej obejrzysz tylko mury od zewnątrz. Warto wybrać późne popołudnie, kiedy słońce mniej pali, a tłumy turystów zaczynają się przerzedzać.
Gotycka dzielnica to z kolei zupełnie inna gra. Tu nie ma biletów i kolejek, ale jest labirynt wąskich uliczek, w którym łatwo stracić orientację. Zamiast iść prosto z katedry na Plaça del Rei, skręć w boczne zaułki. Znajdziesz tam małe sklepiki z rzemiosłem i knajpki, gdzie za 10 euro zjesz obiad lepszy niż w restauracjach przy głównych placach. Jeśli masz więcej czasu, warto zrobić sobie dzień przerwy od Gaudiego i pojechać do Bilbao. Muzeum Guggenheima to hit, ale samo miasto Basków zaskakuje spokojem i dobrą kuchnią - pintxos przy barze kosztują kilka euro, a smakują jak małe dzieła sztuki.
Pamiętaj, że Hiszpania to nie tylko Barcelona. Madryt oferuje Prado i tętniące życiem dzielnice, Sewilla kusi flamenco i zapachem pomarańczy, a Walencja ma futurystyczne Miasto Sztuki i Nauki. Każdy region ma swój klimat, swoją pogodę i swoją prędkość zwiedzania. Na Costa del Sol i Costa Brava znajdziesz plaże i kurorty, ale jeśli szukasz czegoś bardziej dzikiego, wybierz się na wyspy - Ibiza poza sezonem jest zaskakująco kameralna. W całym kraju płaci się w euro, a transport publiczny działa sprawnie, zwłaszcza szybkie pociągi łączące stolicę z innymi miastami. Planuj z wyprzedzeniem, rezerwuj bilety online i nie daj się wciągnąć w pułapkę stania w kolejce - Hiszpania na Półwyspie Iberyjskim czeka, żebyś ją przeżył, a nie tylko odhaczył.
Madryt dla opornych - darmowe muzea, tapas za 2 euro i dzielnice bez turystów
Madryt to miasto, które na pierwszy rzut oka przytłacza skalą i tłumem turystów pod Pałacem Królewskim. Ale wystarczy zboczyć dwie ulice od Plaza Mayor, żeby trafić na autentyczne życie, które kosztuje ułamek tego, co w centrum. W dzielnicy Lavapiés znajdziesz bary, gdzie za 2 euro dostaniesz solidną porcję patatas bravas, a w La Latina w niedzielne przedpołudnie tapas serwują za cenę piwa. Darmowe muzea to nie mit - Museo Reina Sofía i Prado mają bezpłatne godziny wieczorne od poniedziałku do soboty. Warto wejść do Reiny Sofíi po 19:00, żeby zobaczyć Picassa bez stania w kolejce, a potem przejść na churros z czekoladą w San Ginés, które czynne jest całą dobę.
Jeśli myślisz, że Madryt to tylko stolica i punkt przesiadkowy do Barcelony czy Walencji, jesteś w błędzie. To miasto ma swój rytm, który wyznaczają nie zabytki, ale codzienne rytuały. O 14:00 całe miasto zamyka się na sjestę, a o 22:00 dopiero zaczyna się kolacja. Klimat sprzyja spacerom - wiosną i jesienią pogoda jest idealna do biegania po parku Retiro, latem upał najlepiej znosić w cieniu przy fontannie Neptuna. Transport jest tani i prosty: bilet na metro za 1,50 euro, a karta turystyczna na 10 przejazdów kosztuje około 6 euro. W przeciwieństwie do Barcelony, gdzie trzeba walczyć o miejsce na plaży, Madryt oferuje kulturę za grosze i przestrzeń, która nie dusi turystów.
Warto też wybrać się na dzień do Toledo - to godzina pociągiem za 10 euro, a zabytki wpisane na listę UNESCO robią większe wrażenie niż niejeden zamek w Katalonii. Madryt nie ma morza, ale ma za to sierrę Guadarrama, gdzie w weekendy mieszkańcy uciekają przed zgiełkiem. Dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż Sagrada Familia i Gaudi, Madryt jest prawdziwym odkryciem - mniej instagramowych punktów, więcej autentycznego smaku hiszpańskiego życia. I nie daj się zwieść stereotypom: flamenco w Madrycie to nie turystyczna pułapka, tylko emocje, które czuć w powietrzu w dzielnicy Chamberí, gdzie lokalne tablaos są tańsze i bardziej prawdziwe niż w Sewilli.
Andaluzja w tydzień - Sewilla, Grenada i białe wioski bez wynajmu auta
Sewilla, Grenada i malownicze białe wioski Andaluzji to zestaw, który spokojnie ogarniesz w tydzień, nawet nie ruszając auta. Hiszpania na południu półwyspu iberyjskiego ma świetnie rozbudowaną sieć pociągów AVE oraz autobusów, które łączą najważniejsze miasta w regionie. Z Madrytu do Sewilli dojedziesz w niecałe trzy godziny, a między Sewillą a Grenadą kursują busy co godzinę. To oznacza, że nie tracisz czasu na szukanie parkingu czy nerwy w korkach, tylko skupiasz się na zwiedzaniu i klimacie.
Plan jest prosty: zaczynasz od Sewilli, stolicy Andaluzji i jednego z najciekawszych miast w kraju. Tu nie możesz ominąć Alkazaru z wpisem UNESCO, gotyckiej katedry i Giraldy, ale warto też dać się ponieść wąskim uliczkom dzielnicy Santa Cruz. Bilety do Alkazaru kosztują około 13 euro, a jeśli kupisz je online z wyprzedzeniem, unikniesz godzinnych kolejek. Po południu siadasz na którymś z placów, zamawiasz gazpacho i oglądasz przypadkowy pokaz flamenco na ulicy - w Sewilli to normalność, nie atrakcja dla turystów.
Z Sewilli jedziesz do Grenady, która oferuje zupełnie inny klimat. Alhambra to perła, ale bez biletu kupionego z miesięcznym wyprzedzeniem możesz ją oglądać tylko z daleka. Warto za to dać sobie czas na spacer po dzielnicy Albaicín, skąd widok na pałac Nasrydów zapiera dech, a wąskie, strome uliczki przypominają marokańską medynę. Koszt wejścia do Alhambry to około 19 euro, a pogoda wiosną i jesienią jest idealna - nie ma upałów, które latem potrafią dać w kość.
Ostatnie dwa dni poświęć na białe wioski (pueblos blancos) w okolicy Rondy. Do Rondy dojedziesz autobusem z Grenady w około trzy godziny, a stamtąd lokalne busy dowiozą cię do Grazalemy, Setenil de las Bodegas lub Zahary. To nie są typowe atrakcje w stylu Sagrada Familia czy Park Güell w Barcelonie, ale właśnie tu czuć prawdziwą Andaluzję - wapienne domy, górskie powietrze i cisza przerywana tylko dzwonkami kóz. Transport kosztuje kilka euro, a za nocleg w pensjonacie zapłacisz około 40-50 euro. Jeśli masz więcej czasu, dorzuć dzień w Kadyksie nad morzem albo na plaży Costa de la Luz, ale bez auta i tak zobaczysz więcej, niż gdybyś stał w korku pod Malagą.
Walencja i Alicante - paella, plaże miejskie i architektura science fiction
Walencja to miasto, które na pierwszy rzut oka zaskakuje kontrastem. Z jednej strony masz tu stare miasto z katedrą i gmachem giełdy jedwabiu wpisanym na listę UNESCO, z drugiej - futurystyczne Miasto Sztuki i Nauki, które wygląda jak dekoracja do filmu science fiction. To właśnie tam znajdziesz Oceanografic, największe oceanarium w Europie, gdzie bilety kosztują około 35 euro, ale spokojnie możesz spędzić pół dnia. Klimat w Walencji jest łagodniejszy niż w Madrycie, a latem upały nie doskwierają tak bardzo jak w Sewilli, bo od morza wieje przyjemna bryza.
Jeśli chodzi o jedzenie, to właśnie w Walencji i okolicach, zwłaszcza w miasteczku Albufera, narodziła się paella. Wbrew temu, co serwują turystom w innych regionach Hiszpanii, tutaj prawdziwa paella to danie z królikiem i kurczakiem, a nie z owocami morza. Warto wybrać się na miejską plażę Malvarrosa, która jest szeroka i piaszczysta, a po kąpieli usiąść w jednej z nadmorskich barracas, czyli prostych restauracji serwujących ryby i owoce morza prosto z patelni.
Alicante, położone niecałą godzinę pociągiem na południe, to z kolei brama do Costa Blanca. Miasto ma swój urok dzięki zamkowi Santa Bárbara na wzgórzu i promenadzie Explanada de España wysadzanej palmami. To właśnie stąd wielu turystów rusza na wyspę Ibizę, ale sam region oferuje też spokojniejsze plaże, jak te w okolicy Altea czy Calpe z gigantyczną skałą Peñón de Ifach. Transport między Walencją a Alicante jest sprawny - pociągi AVE łączą oba miasta w około godzinę, a bilety można złapać już za 20 euro, jeśli kupisz je z wyprzedzeniem. W samej Walencji komunikacja miejska działa dobrze, ale najwięcej zobaczysz pieszo, bo główne atrakcje są skoncentrowane w centrum i wzdłuż dawnego koryta rzeki Turia, które zamieniono w park.
Północna Hiszpania, której nie ma na Instagramie - San Sebastián, Bilbao i wybrzeże Kantabrii
San Sebastián to miasto, które na żywo wygląda lepiej niż na zdjęciach. Plaża La Concha w kształcie muszli, otoczona zielonymi wzgórzami, robi wrażenie, ale prawdziwy urok kryje się w szczegółach - w zapachu pintxos podawanych w barach Starego Miasta i w spokojnym rytmie życia, który trudno znaleźć w Barcelonie czy Madrycie. To miejsce, gdzie zamiast kolejek do zabytków czeka cię spacer po falochronie i rozmowa z miejscowym rybakiem. Jeśli szukasz wakacji bez tłumów turystów, region Basków oferuje coś więcej niż tylko plażę - to kraina, w której kuchnia jest religią, a flamenco ustępuje miejsca surowym tańcom basków.
Godzinę jazdy na zachód leży Bilbao, miasto, które przeszło spektakularną przemianę. Muzeum Guggenheima, pokryte tytanowymi płytami, stało się symbolem nowoczesności, ale warto zejść z utartego szlaku i zajrzeć do dzielnicy Casco Viejo. Tam, wśród wąskich uliczek, znajdziesz prawdziwe oblicze stolicy Basków - targowiska pełne lokalnych serów i cydru, który pije się z wysokich szklanek. W przeciwieństwie do Costa del Sol czy Costa Brava, to miejsce nie żyje z turystyki - ono żyje własnym rytmem. Bilety do Guggenheima kosztują około 15 euro, a wstęp do Parku Güell w Barcelonie to już wydatek rzędu 10 euro, ale różnica w atmosferze jest nie do przecenienia.
Wybrzeże Kantabrii, ciągnące się między San Sebastián a Santander, to jedna z mniej znanych pereł półwyspu iberyjskiego. Zamiast betonowych hoteli znajdziesz tu wioski rybackie, klify porośnięte wrzosem i plaże, które rzadko widują tłumy. Pogoda bywa kapryśna - deszcz miesza się ze słońcem, co sprawia, że zieleń jest tu intensywniejsza niż w suchych regionach Hiszpanii. To idealne miejsce na podróż samochodem, bo transport publiczny nie dociera do wszystkich zakątków. W przeciwieństwie do Ibizy czy Walencji, które kuszą imprezami i zabytkami UNESCO, Kantabria oferuje coś prostszego - kontakt z naturą i ciszę. A jeśli masz ochotę na odrobinę historii, miasto Toledo leży daleko na południu, ale w Bilbao czy San Sebastián znajdziesz ślady przeszłości w kamiennych kościołach i mostach, które pamiętają czasy przed turystycznym boomem.
Wyspy jako plan B - Majorka czy Wyspy Kanaryjskie poza sezonem all inclusive
Kiedy myślisz o Hiszpanii na all inclusive, pierwsze skojarzenie to zwykle plaże Costa del Sol albo imprezowa Ibiza. Tymczasem prawdziwą wartość wakacji all inclusive poza sezonem znajdziesz na Majorce i Wyspach Kanaryjskich, które oferują zupełnie inny klimat i mniej turystów. Majorka w kwietniu czy październiku to wciąż przyzwoita pogoda do zwiedzania - możesz spokojnie przejść się po zabytkach w Palmie, zobaczyć katedrę La Seu i poczuć śródziemnomorski luz bez tłoku na plaży. Koszt takiego wyjazdu jest niższy o 30-40% w porównaniu z lipcem, a bilety lotnicze z Polski znajdziesz już od 200 zł w obie strony.
Wyspy Kanaryjskie, zwłaszcza Teneryfa i Gran Canaria, to z kolei gwarancja ciepła nawet zimą. Temperatura rzadko spada poniżej 20°C, więc all inclusive w lutym ma sens, gdy chcesz uciec od mrozu, ale niekoniecznie leżeć cały dzień na plaży. Region oferuje wulkaniczne krajobrazy, lasy laurowe i miasteczka wpisane na listę UNESCO, jak San Cristóbal de La Laguna. W przeciwieństwie do zatłoczonej Barcelony czy Madrytu, tutaj masz więcej przestrzeni i spokoju.
Warto pamiętać, że poza sezonem hotele all inclusive często dorzucają dodatkowe benefity - darmowe wycieczki, zniżki na lokalne atrakcje czy lepsze standardy wyżywienia. To dobry moment, żeby połączyć leniwe wakacje z kulinarną podróżą po kuchni hiszpańskiej, od tapas po paellę. Jeśli planujesz wypoczynek na Majorce, sprawdź oferty w rejonie Alcudii - tam plaże są szerokie, a woda czysta. Na Kanarach lepiej wybrać południowe wybrzeża Teneryfy, gdzie słońca jest najwięcej. Transport między miastami jest prosty, autobusy kursują regularnie, a za euro dostaniesz solidne porcje jedzenia w lokalnych barach.