Przejdź do treści
Egzotyka

Gruzja Przewodnik 2026-17 Najlepszych Atrakcji i Praktyczne Porady

Odkryj najlepsze atrakcje Gruzji w 2026 roku. Sprawdź praktyczne porady i sprawdzone miejsca, które musisz zobaczyć podczas swojej podróży.

Pozdrowienia z: Egzotyka Par avion

O której porze roku Gruzja odsłoni przed Tobą swoje najlepsze oblicze

Gruzja ma fanów o każdej porze roku, ale jeśli szukasz kompromisu między pogodą a dostępnością atrakcji, postaw na późną wiosnę i wczesną jesień. Maj i czerwiec to czas, gdy Tbilisi budzi się na dobre, a winnice w Kachetii zielenią się w oczekiwaniu na zbiory. Szlaki wokół Kazbegi i Stepancmindy są już przejezdne, choć na przełęczy Drogą Wojenną wciąż może zalegać śnieg. To dobry moment na zwiedzanie Mcchety z klasztorem Jvari, spacer po ogrodzie botanicznym w Batumi czy wypad do Dawit Garedża, gdzie słońce nie daje jeszcze popalić. Z kolei wrzesień i październik to prawdziwy raj dla fanów wina i lokalnej kuchni. W Kutaisi i Borjomi temperatura sprzyja zwiedzaniu, a w Bakuriani możesz złapać ostatnie chwile przed startem sezonu narciarskiego. Dolina Truso i Juta mienią się kolorami, a nad Morzem Czarnym wciąż można liczyć na słoneczne dni.

Lato, od lipca do sierpnia, to już wyższa szkoła jazdy. W Tbilisi słupki rtęci często przekraczają 35 stopni, więc zwiedzanie Cminda Sameba czy spacer po starówce lepiej zaplanować na poranek albo wieczór. Plusem są długie dni i pełna dostępność górskich tras, ale nocleg w obleganych miejscach jak Kazbegi musisz rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Marszrutki kursują wtedy bez zarzutu, ale wynajem auta daje większą elastyczność, zwłaszcza gdy chcesz łączyć plażowanie w Batumi z degustacją wina w Kachetii. Zimą Gruzja zamienia się w raj dla tych, którzy szukają spokoju i śniegu. Bakuriani i Gudauri kuszą narciarzy, a w Tbilisi możesz spokojnie zwiedzać zabytki bez ścisku. Jedzenie, od chaczapuri po chinkali, smakuje wtedy wyjątkowo, a lampka wina przy kominku w restauracji w centrum stolicy to rytuał, który docenisz po całym dniu spacerów. Planując podróż, pamiętaj o lari (GEL) - gotówka wciąż rządzi na bazarach i w małych knajpkach, a loty z Polski do Kutaisi czy Tbilisi bywają tańsze poza sezonem.

Tbilisi bez owijania w bawełnę - dzielnice, jedzenie i pułapki na turystów

Tbilisi od razu pokazuje, kim jest. Nie udaje europejskiej stolicy z wypolerowanymi fasadami i turystycznymi alejkami. Miesza się tu stary Tbilisi z czasów carskich, radzieckie blokowiska i nowoczesne szklane wieże, a wszystko to w cieniu Kaukazu. Najlepiej zacząć od Starego Miasta, ale nie daj się zwieść - najciekawsze rzeczy dzieją się poza głównym szlakiem. Spacer z placu Wolności w stronę twierdzy Narikala to klasyk, ale prawdziwy klimat poczujesz w dzielnicy Sololaki, gdzie odrapane balkony i wąskie uliczki mają więcej charakteru niż odrestaurowane kamienice.

Jedzenie to osobny rozdział. Chaczapuri po adżarsku z jajkiem i masłem znajdziesz w każdej knajpie, ale w Tbilisi warto spróbować też wersji z serem i szpinakiem w cieście francuskim. Chinkali, czyli mięsne pierogi z bulionem w środku, jesz rękami - i to bez wyjątków. Łapiesz za ogonek, odgryzasz kawałek, wypijasz sok, a resztę zjadasz. W restauracjach na ulicy Leselidze ceny są wyższe, a jakość przeciętna. Lepiej pójść na Suchy Most, gdzie handlują starociami i przekąskami, albo na bazar w okolicy dworca Didube. Tam zjesz za kilka lari i zobaczysz, jak naprawdę wygląda gruzińskie jedzenie.

Pułapka numer jeden to taksówki. Kierowcy na lotnisku i w centrum windowują ceny, bo wiedzą, że turysta zapłaci. Negocjuj z góry albo korzystaj z aplikacji Bolt - tanio i bez niespodzianek. Druga sprawa to marszrutki. Są tanie i szybkie, ale bez znajomości tras łatwo się pogubisz. Jeśli planujesz wycieczkę do Mcchety, Kazbegi czy Kachetii, rozważ wynajem auta na kilka dni. Droga Wojenna w kierunku Stepancmindy to jedna z piękniejszych tras w kraju, a własne koła dają swobodę, żeby zahaczyć o Dolinę Truso czy Jutę.

Na koniec: nie przeceniaj Tbilisi jako bazy wypadowej. Na zwiedzanie samego miasta wystarczą dwa dni. Trzeciego dnia ruszaj w kierunku Kutaisi i Borjomi albo nad morze Czarne do Batumi. W Tbilisi nocleg szukaj w rejonie Marjanishvili albo Vera - taniej, spokojniej, a do centrum dojdziesz w 15 minut. Pamiętaj, że gruziński lari to GEL, gotówka wciąż rządzi w małych sklepach i na bazarach, a karta przyda się głównie w lepszych restauracjach i hotelach.

Kazbegi i Stepancminda na własną rękę - jak ograć tłumy i zdobyć widok na Kazbek

Stepancminda, dawniej Kazbegi, to miejsce, które na Instagramie wygląda jak pocztówka z innej planety: kościół Cminda Sameba na tle ośnieżonego Kazbeku. Problem w tym, że o 11:00 przed tym samym kościołem ustawia się kolejka autokarów, a na schodach trudno zrobić zdjęcie bez przypadkowego turysty w ramce. Jeśli chcesz uniknąć tego chaosu, nie przyjeżdżaj w szczycie sezonu autem z Tbilisi o standardowej porze. Większość wycieczek zorganizowanych wyjeżdża z miasta około 8:00 i dociera do Gergeti około 11:00-12:00. Ty możesz zrobić to mądrzej: wstań o piątej, wynajmij auto dzień wcześniej (koszt paliwa z Tbilisi to około 40-50 GEL w jedną stronę, a droga zajmuje niecałe trzy godziny) i bądź na miejscu przed 9:00. Wtedy parking przy dolnej stacji kolejki jest pusty, a na górze spotkasz tylko kilku zapaleńców z namiotami.

Droga Wojenna, która prowadzi do Stepancmindy, sama w sobie jest atrakcją, ale nie daj się zwieść pierwszemu lepszemu punktowi widokowemu przy twierdzy Ananuri. Owszem, to ładne miejsce, ale prawdziwy klimat zaczyna się dopiero za Gudauri, gdzie serpentyny wcinają się w skały, a po bokach leżą resztki śniegu nawet w czerwcu. Zamiast stać w korku pod cerkwią, rozważ piesze podejście z samej Stepancmindy do Cminda Sameba. To około godziny spaceru ostrym zboczem, ale omijasz w ten sposób kolejkę (20 GEL w górę, 15 w dół) i tłumy na szczycie. Po drodze mijasz lokalne domy i pasące się konie - nikt nie krzyczy, nie trąbi, nie robi selfie stickiem.

Jeśli zostało ci trochę czasu i masz ochotę na coś więcej niż pocztówkę, zjedź do Doliny Truso albo do Juty. To dziesięć - piętnaście kilometrów od Stepancmindy, a różnica w liczbie turystów jest kolosalna. W Truso znajdziesz opuszczone wioski, kamienne wieże i dzikie źródła mineralne, a w Jucie - proste gospodarstwa, gdzie za 15-20 GEL dostaniesz obiad składający się z chinkali i domowego wina, podany przez babcię, która nie mówi po angielsku, ale uśmiecha się tak, jakby znała cię od lat. Nocleg w Stepancmindzie w sezonie to wydatek rzędu 80-120 GEL za pokój w guesthouse z widokiem na góry. Rezerwuj z wyprzedzeniem, bo po 16:00 zostają tylko drogie opcje albo materace na podłodze.

Batumi - czarnomorska gra w kontrasty między wieżowcami a botaniką

Breathtaking aerial view of Tbilisi showcasing the Holy Trinity Cathedral amidst a sprawling cityscape.
Zdjęcie: K

Batumi to miasto, które trudno zaszufladkować. Z jednej strony wita cię szklano-stalowymi wieżowcami, z drugiej bujną zielenią Ogrodu Botanicznego, który rozciąga się na klifie nad morzem. To miejsce, gdzie nowoczesność i natura wchodzą w zaskakujący, ale udany taniec. Idąc bulwarem, miniesz futurystyczną stację kolejki linowej, by za chwilę trafić do cienistych alejek, gdzie pachnie eukaliptusami i kwitnącymi magnoliami. Właśnie ten kontrast przyciąga tu turystów szukających czegoś więcej niż tylko plaży.

Jeśli myślisz, że Batumi to tylko beton i kasyna, daj się zaskoczyć. Ogród Botaniczny to prawdziwa perła - za bilet wydasz około 15-20 GEL, a spacer zajmie ci co najmniej 3 godziny. Znajdziesz tu rośliny z całego świata, ale największe wrażenie robi kolekcja subtropikalna. To idealne miejsce, by uciec od miejskiego zgiełku i zrobić przerwę w podróży po Gruzji. Warto też wejść na taras widokowy przy kolejce linowej - stamtąd zobaczysz, jak miasto wtapia się w linię Morza Czarnego.

Wieczorem Batumi zmienia skórę. Neonowe światła, fontanny tańczące do muzyki i tłumy na deptaku tworzą atmosferę wielkiego śródziemnomorskiego kurortu. Ale prawdziwy lokalny klimat znajdziesz w małych restauracjach przy bocznych uliczkach. Zamów chaczapuri po adżarsku, czyli łódkę z ciasta wypełnioną serem i jajkiem, popij winem z Kachetii. Ceny? Za obiad dla dwojga z winem zapłacisz około 60-80 GEL, co w porównaniu do Tbilisi jest całkiem rozsądne.

Batumi świetnie sprawdza się jako baza wypadowa. Wynajem auta na kilka dni pozwoli ci pojechać na przykład do Borjomi czy Bakuriani, ale też w góry, do Kazbegi, choć to już dłuższa trasa. Jeśli masz tylko kilka dni, zostań w mieście i skorzystaj z marszrutek - za 1 GEL przejedziesz z jednego końca na drugi. Batumi nie musi być tylko przystankiem w podróży po Gruzji. Może być celem samym w sobie, zwłaszcza jeśli lubisz, gdy miasto zaskakuje cię na każdym kroku.

Kachetia na kieliszki - jak smakuje wino prosto z glinianego dzbana

Gruzja to kraj, w którym wino płynie szerokim strumieniem, a Kachetia jest sercem tej tradycji. Region leżący na wschodzie kraju to nie tylko malownicze winnice i zabytkowe miasteczka, ale przede wszystkim miejsce, gdzie degustacja trunku zmienia się w prawdziwy rytuał. Zamiast szukać kolejnych restauracji w Tbilisi, warto wybrać się do rodzinnych piwniczek, gdzie wino leżakuje w glinianych dzbanach kwevri zakopanych w ziemi. To właśnie ta metoda, wpisana na listę UNESCO, nadaje lokalnym trunkom głębi i charakteru, jakiego nie znajdziesz w żadnym supermarkecie.

Podróżując przez Kachetię, koniecznie zatrzymaj się w Sighnaghi, zwanym miastem zakochanych, skąd rozciąga się widok na Dolinę Alazańską. Stamtąd już rzut beretem do rodzinnych winnic w okolicach Telawi czy Kwareli. Właściciele chętnie oprowadzą cię po swoich zbiorach, a za kilka lari (GEL) naleją do degustacji zarówno wytrawne saperavi, jak i półsłodkie rkatsiteli. Często dostaniesz też domowy chaczapuri i miskę chinkali, bo w Kachetii gościnność to świętość. Jeśli planujesz wycieczkę z Tbilisi, wynajem auta daje największą swobodę - drogi są dobre, a krajobrazy na trasie zapierają dech w piersiach.

Warto też odwiedzić klasztor Dawit Garedża, wykuty w skale na granicy z Azerbejdżanem. To nie tylko zabytek, ale i punkt widokowy, z którego widać, jak surowy step przechodzi w zielone wzgórza Kachetii. Po powrocie do cywilizacji, koniecznie spróbuj wina w jednej z tradycyjnych restauracji w Telawi. Lokalni winiarze często sami przynoszą swoje butelki, a rozmowa z nimi to lekcja historii i kultury, której nie przeczytasz w żadnym przewodniku. Kachetia to nie tylko kolejna atrakcja na trasie - to smak Gruzji, który zostaje z tobą na długo po powrocie do domu.

Mccheta, Jvari i duchowa strona Gruzji w pół dnia

Mccheta leży zaledwie 20 kilometrów od Tbilisi, ale przenosi cię w zupełnie inny świat. To miasto, które przez wieki było religijnym sercem Gruzji - i do dziś czuć to na każdym kroku. Większość turystów wpada tu na kilka godzin, jadąc dalej w stronę Kazbegi lub Stepancmindy. I słusznie: pół dnia w zupełności wystarczy, żeby zobaczyć najważniejsze punkty, pod warunkiem że dobrze zaplanujesz transport. Najwygodniej wynająć auto, ale marszrutki z Tbilisi kursują regularnie i kosztują grosze (kilka GEL). Jeśli wybierasz się z biurem podróży, sprawdź, czy program nie ogranicza się tylko do katedry Sweti Cchoweli - to największy zabytek, ale nie jedyny.

Zanim wejdziesz do katedry, wjedź na wzgórze Jvari. Ten monastyr z VI wieku stoi naprzeciwko Mcchety, na szczycie nad zakolem rzek. Widok, jaki się stąd rozpościera, to jedna z tych pocztówek, które faktycznie wyglądają jak z folderu. Sama Jvari ma surowy, kamienny charakter - bez złota i przepychu, za to z niesamowitą energią. To miejsce wpisane na listę UNESCO, podobnie jak całe historyczne centrum Mcchety. Warto zejść na dół i pospacerować wąskimi uliczkami, zajrzeć do małych sklepików z pamiątkami i spróbować lokalnego wina. Nie spodziewaj się jednak wielkiego wyboru restauracji - lepiej zjeść obiad w Tbilisi albo wziąć coś ze sobą.

Po Jvari i katedrze Sweti Cchoweli możesz w kwadrans dojechać do monastyru Samtawro, gdzie według tradycji modlił się św. Nino. To mniej oblegane miejsce, ale dla wielu podróżników ma większy ciężar duchowy niż główna katedra. Jeśli masz więcej czasu i własny transport, warto skręcić w stronę Gori i dalej na wschód, w kierunku Dawit Garedża - pustelni wykutej w skale na granicy z Azerbejdżanem. To już jednak wyprawa na cały dzień, a nie pół dnia. Pamiętaj też, że w Mcchecie obowiązuje dress code (nakryte ramiona i kolana), a do świątyń kobiety wchodzą z chustą na głowie. Lepiej mieć ją w plecaku, bo na miejscu ceny chust bywają zawyżone.

Gruzja bez samochodu - marszrutki, stop i pociągi, które naprawdę działają

Większość turystów na Kaukazie zakłada, że bez własnego auta zobaczysz tylko Tbilisi i ewentualnie Kutaisi. Prawda jest taka, że gruziński transport publiczny, choć bywa chaotyczny, działa zaskakująco dobrze i pozwala dotrzeć w miejsca, które na pierwszy rzut oka wydają się dostępne tylko z wynajętym samochodem. Kluczem są marszrutki - małe busy, które odjeżdżają z głównych dworców autobusowych w każdym mieście. Na przykład z Tbilisi do Stepancmindy, czyli pod sam Kazbegi, kursują regularnie przez cały dzień, a bilet kosztuje około 15 GEL. To samo z połączeniami do Mcchety, gdzie zobaczysz klasztor Jvari i katedrę Sweticchoweli - jedziesz 20 minut i wysiadasz pod samymi zabytkami.

Gruzja bez auta ma też swoje ukryte atuty. Pociągi do Batumi nad Morze Czarne są nowoczesne, szybkie i tanie - przejazd z Tbilisi kosztuje około 30 GEL, a widoki na góry podczas trasy rekompensują brak klimatyzacji w starych wagonach. Jeśli chcesz zobaczyć Dolinę Truso albo wioskę Juta w gminie Stepancminda, wystarczy złapać stopa z centrum Kazbegi. Kierowcy są przyzwyczajeni do turystów, a za kilka lari podwiozą cię w trudniej dostępne rejony. Co więcej, w Kachetii, słynącej z wina, marszrutki dowożą cię do samego centrum Sighnaghi, a dalej do winnic przejdziesz pieszo albo poprosisz o podwózkę kogoś z lokalnej restauracji.

Największym błędem jest myślenie, że bez auta odpuścisz sobie Borjomi czy Bakuriani. Z Kutaisi do Borjomi kursują busy, a stamtąd w góry do Bakuriani wjedziesz kolejką linową. Nawet do Dawit Garedża, pustynnego klasztoru na granicy z Azerbejdżanem, dostaniesz się marszrutką z Tbilisi, a potem pieszo albo lokalną taksówką za 10 GEL. Noclegi w Stepancmindzie czy w Jucie są tanie, a gospodarze często oferują transport na szlaki. Jedzenie, czyli chaczapuri i chinkali, znajdziesz w każdej przydrożnej restauracji bez potrzeby szukania drogich knajp w centrum. Gruzja to kraj, gdzie nawet bez wynajmu auta zobaczysz Cminda Sameba, ogród botaniczny w Batumi i twierdze UNESCO - wystarczy odrobina cierpliwości i gotówka w lari.

Kutaisi i jaskinie, o których nie przeczytasz w pierwszym lepszym przewodniku

Większość turystów odwiedzających Kutaisi ogranicza się do błyskawicznego obiegu: katedra Bagrati, klasztor Gelati i ewentualnie spacer po parku. Tymczasem to miasto i jego okolice skrywają miejsca, które robią znacznie większe wrażenie niż pocztówkowe zabytki. Zacznij od Prometeusza - Jaskini Prometeusza, która swoimi rozmiarami i oświetleniem przypomina wnętrze jakiegoś obcego świata. Bilety kosztują około 35 GEL, a jeśli trafisz poza sezonem, możesz mieć wrażenie, że zwiedzasz ją sam. Kilka kilometrów dalej znajduje się Jaskinia Sataplia, mniejsza, ale z autentycznymi tropami dinozaurów w skale. To nie atrapa, tylko prawdziwe odciski stóp sprzed milionów lat, które możesz dotknąć (choć lepiej tego nie robić, bo ochroniarz od razu reaguje).

Dla tych, którzy szukają czegoś naprawdę nieoczywistego, polecam Kanion Okatse i Wiszący Most. Wejście kosztuje 30 GEL, a samo przejście nad przepaścią na wysokości 140 metrów nie jest dla osób z lękiem wysokości. Widok na kanion porośnięty gęstym lasem zapiera dech, a przy odrobinie szczęścia trafisz na moment, gdy słońce przebija się przez korony drzew i oświetla dno wąwozu. Jeśli masz więcej czasu, dorzuć do planu Martvili - tam zamiast mostu płynie się łódką wąskim wąwozem między omszałymi skałami. To doświadczenie kompletnie inne niż standardowe zwiedzanie cerkwi.

W samym Kutaisi nie przegap targu przy ulicy Gamsakhurdii. Znajdziesz tam domowe wino w plastikowych butelkach po coli, za 5-10 GEL za litr, i lokalne sery, których nie kupisz w supermarkecie. Restauracje w centrum, jak „Palaty” czy „Old Imereti”, serwują chaczapuri po imerecku - bez sera, za to z jajkiem i masłem, zupełnie inne od tego z Adżarii. Przed wyjazdem sprawdź loty z Polski do Kutaisi - lata tam Wizz Air, często za 150-200 zł w jedną stronę, co czyni to miasto najtańszą bramą do Gruzji. Noclegi w prywatnych kwaterach w centrum znajdziesz za 60-80 GEL za dobę, a transport marszrutkami do jaskiń to kwestia 2-3 GEL i 20 minut jazdy.

Ile gotówki naprawdę znika z portfela - ceny jedzenia, spania i atrakcji w 2026

Gruzja w 2026 roku wciąż pozostaje jednym z tańszych kierunków na Kaukazie, ale ceny delikatnie poszły w górę. Za obiad w Tbilisi zapłacisz około 25-35 GEL (35-50 zł), jeśli zamówisz chaczapuri po adżarsku, sałatkę i napój. W Batumi nad Morzem Czarnym bywa drożej o 5-10 GEL, szczególnie w sezonie letnim przy bulwarze. Chinkali w dobrej knajpie kosztują 2-3 GEL za sztukę, więc syta kolacja dla dwojga z winem zamknie się w 100 GEL. Piwo w sklepie to 3-4 GEL, a kawa w kawiarni w centrum Tbilisi - około 8 GEL.

Nocleg w 2026 roku najmniej zje ci budżet, jeśli podróżujesz poza głównym sezonem. W Tbilisi pokój w przyzwoitym pensjonacie znajdziesz za 80-120 GEL za dobę. W Kazbegi (Stepancminda) pod samą górą ceny startują od 100 GEL, ale widok na Kazbek rekompensuje różnicę. W Kutaisi czy Borjomi bywa taniej - 60-80 GEL za noc. Wynajem auta to wydatek rzędu 100-150 GEL dziennie, plus paliwo (około 3 GEL za litr). Jeśli wolisz transport publiczny, marszrutki między miastami kosztują 10-30 GEL, a przejazd z Tbilisi do Batumi pociągiem to około 25 GEL.

Wstęp do zabytków i atrakcji to przeważnie symboliczne kwoty. Wejście do klasztoru Jvari w Mcchecie jest darmowe, podobnie jak spacer po Drodze Wojennej czy Dolinie Truso koło Juty. Bilet do Ogrodu Botanicznego w Batumi kosztuje 15 GEL, a do twierdzy w Ananuri - 5 GEL. Winiarnie w Kachetii często oferują degustacje za 20-30 GEL od osoby, ale przy zakupie butelki bywają darmowe. Pamiętaj, że bankomaty w mniejszych miastach jak Bakuriani czy Dawit Garedża zdarzają się rzadko, więc lepiej mieć przy sobie gotówkę w lari (GEL). Na jedzenie, transport i wstępy spokojnie wystarczy 200 GEL dziennie na osobę, jeśli nie szalejesz w restauracjach z widokiem na Cminda Sameba.

Błędy, które wywracają wyjazd do góry nogami i jak ich uniknąć

Planując podróż do Gruzji, łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki, a wynajem auta rozwiąże wszystko. Pierwszy błąd to wrzucenie na mapę zbyt wielu miejsc naraz - Tbilisi, Kazbegi, Kutaisi i Kachetia w jeden tydzień to przepis na ciągłe pakowanie walizek i spędzanie godzin w marszrutkach. Zamiast tego wybierz dwa regiony, na przykład stolicę i góry. Stepancminda, czyli Kazbegi, wymaga dobrej pogody, żeby zobaczyć Cminda Sameba na tle szczytów, a deszcz potrafi zamienić widok w szarą ścianę chmur. Warto sprawdzić prognozę przed wyjazdem i mieć plan awaryjny na Borjomi czy Bakuriani, jeśli aura nie dopisze.

Kolejny błąd to lekceważenie transportu. Droga Wojenna z Tbilisi do Kazbegi jest malownicza, ale kierowcy często przeceniają swoje umiejętności na serpentynach. Wynajem auta daje swobodę, ale lokalne zwyczaje na drodze zaskakują - wyprzedzanie na zakrętach to norma. Jeśli nie czujesz się pewnie, lepiej postawić na marszrutki i przewodnika na konkretne wycieczki, jak Dolina Truso czy Juta. Oszczędzisz nerwy i unikniesz stania w korkach pod Mcchetą w weekend.

Turystom zdarza się też ignorować praktyczne informacje o płatnościach. Lari, czyli GEL, to gotówka - karta nie działa w małych restauracjach przy twierdzach czy na bazarach w Kachetii. Bez gotówki nie kupisz chaczapuri ani chinkali, a bankomaty w górach bywają puste. Podobnie z noclegiem - najlepsze opcje w Tbilisi czy Batumi rezerwuj z wyprzedzeniem, bo w sezonie ceny skaczą, a w Kazbegi trudno o wolny pokój na spontanie. Na koniec, nie zapomnij o ogrodzie botanicznym w Batumi i zabytkach UNESCO, jak Jvari czy Dawit Garedża - te miejsca wymagają wcześniejszego sprawdzenia godzin otwarcia, bo często zamykają wcześniej niż myślisz, a dojazd do klasztoru na pustyni to osobna przygoda.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski