Przejdź do treści
Europa

Najpiękniejsze widoki w Europie: 7 tras pociągiem na 2026 rok

Odkryj 7 tras kolejowych w Europie na 2026 rok, które zachwycają widokami. Zaplanuj niezapomnianą podróż pociągiem przez Alpy i malownicze zakątki.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Pociągiem przez Alpy bez przesiadek: trasa Zurych - Mediolan, której okna wyglądają jak pocztówki

Szwajcarska precyzja miesza się z włoską swobodą już na peronie w Zurychu. Wsiadasz do EuroCity i przez następne trzy i pół godziny twoje oczy nie mają chwili wytchnienia. Linia przez przełęcz Gotthard to nie tylko połączenie dwóch krajów, ale przede wszystkim spektakl za szybą. Zaraz po wyjeździe z miasta wagony wbijają się w tunele, by po chwili wyłonić się nad brzegiem błękitnego jeziora Zug. Im bliżej Alp, tym widoki stają się bardziej surowe - wąwozy, kamienne mosty i wioski, które wyglądają jak zabawki porzucone w dolinie.

Największe wrażenie robi moment, gdy pociąg wjeżdża na spiralne wiadukty. Siedzisz po lewej stronie i nagle widzisz, jak tor, którym jechałeś minutę wcześniej, zapętla się sto metrów niżej. To nie jest zwykła trasa - to inżynieryjny majstersztyk z XIX wieku, który do dziś robi wrażenie nawet na bywalcach japońskich shinkansenów. Bilet na tę trasę kosztuje od 40 do 100 złotych w drugiej klasie, jeśli kupisz go z wyprzedzeniem przez aplikację Deutsche Bahn lub SBB. Cena zależy od pory dnia - poranki i wieczory są tańsze, w środku dnia płacisz więcej.

Po minięciu granicy w Chiasso zmienia się nie tylko krajobraz, ale i klimat. Nagle zamiast sosen widzisz cyprysy, a szarość skał ustępuje miejsca soczystej zieleni. Włoscy konduktorzy witają się głośniejszym „buongiorno”, a w wagonie bistro pojawia się prawdziwe espresso zamiast automatu. Dojeżdżasz do Mediolanu w samo południe, masz osiem godzin na zwiedzanie i wracasz wieczornym składem, który mknie przez tunel bazowy Gotthard - nowszy, prostszy i szybszy, ale pozbawiony tych widokowych pętli. Dlatego w jedną stronę warto wybrać starą trasę, a z powrotem nową. Albo odwrotnie. Albo po prostu kupić bilet powrotny i zobaczyć obie wersje tego samego dnia.

Norwegia z fotela przy oknie: linia Oslo - Bergen i płaskowyż, na którym śnieg leży nawet w lipcu

Siedzenie przy oknie w pociągu relacji Oslo - Bergen to nie tyle podróż, co seans filmowy z najwyższej półki. Trasa Bergenbanen ma 496 kilometrów, ale wrażenia, jakie oferuje, spokojnie mogłyby wystarczyć na kilka dni zwiedzania. Pociąg rusza ze stolicy i już po godzinie zaczyna się prawdziwe widowisko. Krajobraz zmienia się z zielonych dolin w surowy, niemal księżycowy płaskowyż Hardangervidda. To właśnie tutaj, na wysokości ponad 1200 metrów n.p.m., śnieg potrafi zalegać jeszcze w środku lata, a widok białych połaci kontrastujących z granitowymi skałami zapiera dech w piersiach.

Ta linia to nie tylko krajobrazy, ale też logistyczne wyzwanie dla przewoźników kolejowych. Pociąg pokonuje ponad 20 tuneli, z czego najdłuższy ma prawie 11 kilometrów. Gdyby nie one, podróż przez góry byłaby niemożliwa. Warto zwrócić uwagę na zakup biletów z wyprzedzeniem - szczególnie na trasach międzynarodowych w sezonie letnim. Bilety kolejowe na Bergenbanen możesz kupić online u norweskiego przewoźnika Vy, a ceny startują od około 300 koron (120 zł) w jedną stronę, jeśli złapiesz promocję. W przeciwieństwie do popularnych tras w Europie Zachodniej, tutaj nie ma aż tylu połączeń dziennie - zazwyczaj 4-5 kursów, więc planowanie podróży wymaga sprawdzenia rozkładu jazdy pociągów z wyprzedzeniem.

Co ciekawe, to właśnie ta trasa pokazuje, jak bardzo podróż pociągiem różni się od lotu samolotem. Nie chodzi tylko o bagaż w pociągu, który możesz zabrać bez limitów wagowych, ale o samo doświadczenie. Samolot z Oslo do Bergen leci godzinę, ale nie zobaczysz z niego wodospadów Kjosfossen ani nie przejedziesz obok stacji Myrdal, skąd możesz przesiąść się w słynną kolejkę Flåmsbana. Dla kogoś, kto chce podróżować pociągiem i zobaczyć Europę Wschodnią w jej dzikiej, północnej odsłonie, to obowiązkowy punkt. Jeśli planujesz dłuższą wyprawę, rozważ karnety kolejowe Interrail - pokrywają one koszty tej trasy, a przy okazji dają elastyczność na innych europejskich szlakach.

Szkockie Highlands koleją: West Highland Line i wiadukt z Harry’ego Pottera w realu

Railway tracks in rural UK surrounded by greenery under a bridge at sunset.
Zdjęcie: Mike Bird

West Highland Line to jedna z tych tras kolejowych, które pokazuje, że podróż pociągiem w Europie może być celem samym w sobie, a nie tylko środkiem do przemieszczenia się. Biegnie z Glasgow do Mallaig na zachodnim wybrzeżu Szkocji, a jej najsłynniejszym punktem jest wiadukt Glenfinnan, który znasz z filmów o Harrym Potterze. Wbrew pozorom, żeby zobaczyć go na żywo, nie potrzebujesz specjalnego biletu na ekspresową atrakcję. Wsiadasz w zwykły pociąg ScotRail, kupujesz bilet online lub na stacji i jedziesz - to jedna z tych podróży, gdzie rozkład jazdy pociągów lepiej sprawdzić wcześniej, bo kursuje ich tylko kilka dziennie.

Podróż z Glasgow trwa około 5 godzin w jedną stronę, ale to nie jest nudne siedzenie w przedziale. Krajobraz zmienia się z miejskiej zabudowy w wrzosowiska, jeziora i góry, a na końcu czeka prom na wyspę Skye. Warto wybrać miejsce po prawej stronie pociągu, jeśli jedziesz w stronę Mallaig - wtedy zobaczysz wiadukt z góry, a parowóz Jacobite Steam Train, który gra rolę Hogwarts Expressu, często mija się z regularnym składem. Jeśli planujesz dłuższe podróżowanie po Europie, ta trasa świetnie pasuje do karnetu Interrail - wtedy nie musisz martwić się o zakup biletów na każdy odcinek osobno.

Przygotuj się na to, że szkocka pogoda bywa kapryśna, ale deszcz dodaje tej trasie klimatu. Na stacji w Glenfinnan nie ma kas, więc bilet warto mieć w aplikacji. Bagaż w pociągu nie jest problemem - miejsca na walizki są, ale w szczycie sezonu lepiej nie brać ogromnego plecaka, bo przejścia są wąskie. To nie są PKP Intercity czy Deutsche Bahn z szerokimi korytarzami, tylko lokalne składy, które jeżdżą po trudnym terenie. Za to widok na jezioro Shiel i Most Arisaig, gdzie plaża wygląda jak z Karaibów, tylko zimniej, wynagradza każdą niedogodność.

Lazurowa riwiera z wagonu: Marsylia - Ventimiglia wzdłuż klifów, metr od wody

Wyobraź sobie, że siedzisz przy oknie, a za szybą rozciąga się bezkresny, turkusowy błękit. Pociąg sunie tak blisko brzegu, że czujesz niemal zapach soli i sosen. Mowa o odcinku z Marsylii do Ventimiglii, jednej z najbardziej spektakularnych tras kolejowych w Europie. To nie jest zwykłe przemieszczanie się z punktu A do B - to podróż pociągiem, która sama w sobie jest celem. Bilety na tę trasę nie są drogie, a widok, jaki rozpościera się z wagonu lokalnego TER, przyprawia o zawrót głowy. Miniesz skaliste zatoczki Cassis, złote plaże Saint-Tropez i Niceę, by w końcu wjechać do Włoch. W przeciwieństwie do szybkich pociągów TGV, które przecinają Prowansję tunelem, ten wybór to czysta poezja - jedziesz metr nad wodą, klify schodzą prosto w fale, a co kilkanaście minut pociąg wjeżdża w tunel wykuty w skale, by za chwilę znów oślepić cię słońcem.

Planowanie podróży na tym szlaku wymaga jednego: czasu. Nie kupujesz tu biletu, by zdążyć na spotkanie, tylko by dać się ponieść rytmowi szyn. Rozkład jazdy pociągów TER jest gęsty, kursują mniej więcej co godzinę, a przejazd całego odcinka zajmuje około trzech, czterech godzin. W przeciwieństwie do karnetów Interrail, które opłacają się przy dłuższej objazdówce, tutaj zwykły bilet online za 20-30 euro w zupełności wystarczy. Przewoźnicy kolejowi, czyli francuskie SNCF i włoskie Trenitalia, oferują bezproblemową przesiadkę na granicy. Stacja Ventimiglia to już zupełnie inny świat - pachnie espresso i pesto, a dalej możesz ruszyć w głąb Ligurii albo wzdłuż włoskiej riwiery. To podróż, w której bagaż w pociągu to tylko plecak, a najważniejszym bagażem jest otwarta głowa i aparat.

Wielu turystów wpada w pułapkę szybkich połączeń. Wybierają Eurostar albo Pendolino, byle tylko zaoszczędzić godzinę, tracąc przy tym to, co w podróżowaniu pociągiem po Europie najcenniejsze - kontakt z krajobrazem. Ten odcinek to dowód na to, że czasem wolniej znaczy lepiej. Koleją przez Europę Wschodnią czy Zachodnią można podróżować na wiele sposobów, ale trasa z Marsylii do Ventimiglii uczy pokory wobec natury. Pociąg mknie po nasypie tuż nad plażami, a pasażerowie w wagonie milkną, gdy za oknem pojawia się Cap Ferrat albo zatoka Villefranche. To nie jest trasa dla kogoś, kto chce sprawdzić pocztę w telefonie - to jest trasa, która każe ci odłożyć ekran i patrzeć. Stacje kolejowe na tym odcinku, jak choćby ta w Antibes czy Mentonie, same w sobie są małymi dziełami sztuki z widokiem na porty pełne jachtów.

Czarnogóra pociągiem: Bar - Belgrad tunelem przez góry Dynarskie za 21 euro

Kolej w Czarnogórze to nie tylko środek transportu, ale jedna z bardziej spektakularnych atrakcji turystycznych Bałkanów. Mowa o trasie łączącej nadmorskie miasto Bar ze stolicą Serbii, Belgradem. To nie jest zwykła podróż pociągiem - to przejazd, który na długo zapada w pamięć. Za około 21 euro możesz przejechać fragment jednej z najpiękniejszych linii kolejowych w Europie, wijącej się przez masyw Gór Dynarskich. Pociąg wspina się z wybrzeża Adriatyku stromymi zboczami, a kluczowym punktem trasy jest najdłuższy tunel kolejowy na Bałkanach, liczący ponad sześć kilometrów. Zanim wjedziesz w ciemność, zobaczysz zapierające dech w piersiach widoki na kanion rzeki Morača.

Planowanie tej podróży pociągiem wymaga odrobiny elastyczności. Bilety kupisz na miejscu na dworcu w Barze lub Podgoricy, bo systemy sprzedaży online dla tej konkretnej linii nie zawsze działają bezbłędnie. W przeciwieństwie do niemieckiego Deutsche Bahn czy francuskiego Eurostar, czarnogórscy przewoźnicy nie oferują zaawansowanych aplikacji do rezerwacji. Ale to ma swój urok - kupujesz bilet w okienku, wsiadasz i jedziesz. Pociąg nie jest ekspresem pokroju Pendolino, raczej przypomina skład z lat 80., który jednak bez problemu pokonuje górskie serpentyny. Warto sprawdzić rozkład jazdy pociągów z wyprzedzeniem, bo kursuje tylko kilka składów dziennie, a podróż z Baru do granicy z Serbią zajmuje około trzech godzin.

Jeśli planujesz dłuższe podróżowanie koleją po Europie Wschodniej, ten odcinek świetnie komponuje się z karnetem Interrail. Wtedy bilet na tę trasę masz już wliczony w cenę, co przy dłuższym wypadzie daje sporą oszczędność. Pamiętaj tylko o bagażu - w czarnogórskich pociągach nie ma aż tak restrykcyjnych zasad jak w przypadku szybkich połączeń międzynarodowych, ale własne miejsce na walizkę warto zająć od razu. Stacje kolejowe w Barze i Podgoricy są małe, bez wielkich hal i komercyjnego zgiełku, za to z autentycznym bałkańskim klimatem. To podróż pociągiem, która pokazuje, że prędkość nie jest najważniejsza - liczy się widok za oknem i górskie tunele, przez które przejeżdżasz za grosze.

Lodowiec za szybą: Zermatt - St. Moritz Glacier Express przez 291 mostów w 8 godzin

Wsiadasz w Zermatt, po chwili pociąg sunie już wzdłuż stromych zboczy, a ty patrzysz na Matterhorn przez ogromne okna sięgające dachu. Glacier Express nie bez powodu nazywany jest najwolniejszym ekspresem świata - pokonanie około 290 kilometrów zajmuje mu grubo ponad osiem godzin. Ale nikt nie narzeka na czas, bo to właśnie ta trasa jest celem, a nie tylko środkiem dojazdu.

Przejeżdżasz przez 291 mostów i 91 tuneli, a za każdym zakrętem krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Z doliny Rodanu wjeżdżasz w wąwóz Rhein, potem wznosisz się na przełęcz Oberalp na wysokość 2033 metrów. W lecie widać alpejskie łąki pełne kwiatów, zimą za oknem masz grubą warstwę śniegu i lodowce. Różnica temperatur między Zermatt a St. Moritz potrafi być spora, więc warto mieć pod ręką coś do ubrania, nawet jeśli wsiadasz w upale.

Bilet na Glacier Express nie należy do najtańszych - ceny zaczynają się od około 140-150 franków szwajcarskich w zależności od sezonu i klasy. Do tego dochodzi obowiązkowa rezerwacja miejsca za około 33 franki. Ale jeśli masz karnet Interrail lub Swiss Travel Pass, dostajesz spory rabat na dopłatę. Warto też pamiętać, że nie musisz jechać całej trasy - możesz wysiąść w którymś z miasteczek po drodze, na przykład w Chur lub Brig, i wrócić następnym pociągiem. Wagon restauracyjny serwuje tu posiłki na miejscu, więc nie ma ryzyka, że zgłodniejesz między mostami a tunelami. To jedna z tych podróży, gdzie pociąg staje się hotelem na szynach, a ty masz osiem godzin na gapienie się w Alpy bez wyrzutów sumienia.

Rumuński Transylwania Express: Braszów - Sighișoara wśród zamków i niedźwiedzi z puszczy

Zamiast kolejnego zachodnioeuropejskiego szlaku, proponuję coś, co zostaje w pamięci na długo - rumuńską trasę z Braszowa do Sighișoary. To nie jest zwykłe połączenie kolejowe, a podróż, która zaczyna się jeszcze przed wejściem na peron. Z Braszowa, miasta u stóp gór, ruszasz w kierunku Sighișoary, wpisanej na listę UNESCO średniowiecznej twierdzy. Pociąg, często stary, głośny i z duszą, sunie przez doliny, które wyglądają jak żywcem wyjęte z filmu grozy. Po drodze mijasz strome wzgórza, na których czają się ruiny zamków, a lasy wokół torów są tak gęste, że łatwo uwierzyć w miejscowe legendy o niedźwiedziach brunatnych. Obserwowanie krajobrazu z okna to połowa przygody - widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie, od wąwozów po otwarte pola, gdzie pasą się owce.

Bilet na tę trasę kupisz bez problemu online na stronie CFR Călători, rumuńskiego przewoźnika, albo w kasie na dworcu. Ceny są zaskakująco niskie w porównaniu do zachodnich standardów - przejazd kosztuje często równowartość kilkunastu złotych. Warto jednak sprawdzić rozkład jazdy z wyprzedzeniem, bo kursów nie ma zbyt wiele, a opóźnienia są raczej normą niż wyjątkiem. Najlepiej wybrać pociąg osobowy, który zatrzymuje się na każdej stacyjce - wtedy masz szansę zobaczyć prawdziwe życie rumuńskiej wsi. Z okna możesz dostrzec starsze panie sprzedające sery na peronach albo dzieci machające do składu. To nie jest szybki express jak Pendolino PKP Intercity, ale podróż ma swój niepowtarzalny klimat.

Sighișoara po dotarciu na miejsce nagradza cię bajkową starówką z kolorowymi kamienicami i słynnym Zegarem. Cała trasa Braszów - Sighișoara to esencja tego, co w podróżach pociągiem po Europie najlepsze: autentyczność, zaskoczenie i brak turystycznego lukru. Jeśli myślisz o planowaniu podróży koleją przez Europę Wschodnią, ten odcinek powinien być obowiązkowym punktem. Nie licz na wygodę niemieckich pociągów Deutsche Bahn ani na prędkość Eurostar - licz za to na przygodę, która zaczyna się już na stacji.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski