Przejdź do treści
Polska

Bieszczady Na Tydzień - Kompletny Plan Zwiedzania I Atrakcji

Odkryj Bieszczady bez samochodu! Sprawdź kompletny plan zwiedzania na tydzień, logistykę i największe atrakcje, które musisz zobaczyć.

Pozdrowienia z: Polska Par avion

Bieszczadzki tydzień bez samochodu - jak to ogarnąć logistycznie i nie utknąć w połowie szlaku

Zastanawiasz się, czy da się zwiedzić Bieszczady bez własnego auta? Owszem, ale wymaga to konkretnego planu i pogodzenia się z tym, że nie zobaczysz wszystkiego, co oferuje przewodnik. Kluczem jest wybór bazy wypadowej, która ma sens logistyczny. Ustrzyki Górne to oczywisty wybór, jeśli priorytetem są szlaki na Tarnicę, Bukowe Berdo i Połoninę Caryńską. Stamtąd masz blisko do Chatki Puchatka, a poruszanie się pieszo po Bieszczadzkim Parku Narodowym to oszczędność czasu, który stracisz na dojazdy. Z kolei Wetlina daje lepszy dostęp do Połoniny Wetlińskiej i zapory w Solinie, ale między tymi miejscowościami kursuje ograniczona liczba busów, zwłaszcza poza sezonem.

Największym wyzwaniem logistycznym jest połączenie gór z wodą. Jezioro Solińskie i sama Solina to atrakcje, które bez auta są trudno dostępne na jeden dzień. Jeśli masz tydzień, podziel go na dwie części: pierwsze 3-4 dni w Ustrzykach Górnych na zdobywanie szczytów i szlaków BDPN, a resztę w rejonie Soliny lub Cisnej. Tam skorzystasz z Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, która jest świetną opcją na dzień z dziećmi, oraz rejsu po Sanie. Pamiętaj, że weekend w Bieszczadach bez samochodu to wyzwanie - busy kursują rzadziej, a chętnych na te same trasy jest więcej. Lepiej zaplanować wędrówki na dni powszednie, kiedy na szlakach przy Połoninie Wetlińskiej czy Caryńskiej jest luźniej.

Kluczowy jest też bagaż. Nie pakuj się jak na wyprawę w Himalaje, bo każdy plecak będziesz nosić na własnych plecach między schroniskami a busem. Warto sprawdzić rozkłady PKS i busów z wyprzedzeniem, bo w sezonie letnim bywają zmieniane. Jeśli marzy ci się rezerwat Sine Wiry lub dolina Sanu, rozważ nocleg w Cisnej - to dobra baza wypadowa na północną część Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Bez auta nie zobaczysz też wypału węgla drzewnego w terenie, ale możesz trafić na warsztaty w okolicznych gospodarstwach agroturystycznych. Praktyczne rady: ściągnij mapę offline, bo w górach zasięg bywa kapryśny, i zawsze miej zapas jedzenia na dłuższy dzień, bo schroniska na szlakach bywają oblegane.

Gdzie spać, żeby codziennie ruszać w inną część gór - podział bazy na strefy

Planowanie tygodniowego pobytu w Bieszczadach sprowadza się często do wyboru jednej bazy wypadowej. Tymczasem góry te mają wyraźny podział na strefy, a codzienne dojazdy z jednego końca na drugi potrafią zjeść pół dnia. Jeśli chcesz zobaczyć i Tarnicę, i Połoninę Wetlińską, i okolice Jeziora Solińskiego, lepiej rozłożyć noclegi na dwa, a nawet trzy miejsca.

Najbardziej oczywistym wyborem jest okolica Cisnej i Wetliny. To serce Bieszczadzkiego Parku Narodowego, skąd masz blisko na szlaki na Połoninę Wetlińską z Chatką Puchatka, na Bukowe Berdo czy na Tarnicę od strony Wołosatego. Stąd ruszysz też na bieszczadzką kolejkę leśną. Jeśli jednak planujesz wypad nad Solinę czy do rezerwatu Sine Wiry, musisz liczyć się z godziną jazdy w każdą stronę. Dlatego na dni z atrakcjami wokół zapory i jeziora warto przenieść się do Polańczyka lub Soliny. Masz tam bazę noclegową bliżej wody i łatwiejszy dostęp do mniej obleganych tras, na przykład wzdłuż Sanu.

Dla rodzin z dziećmi, które nie chcą codziennie pakować się w górskie podejścia, dobrym kompromisem będzie Ustrzyki Górne. To ostatnia miejscowość przed BdPN, z której w kilka minut wejdziesz na szlak na Tarnicę albo na Połoninę Caryńską. Wadą jest ograniczona baza gastronomiczna i brak większych sklepów. Z kolei jeśli szukasz spokoju i chcesz zobaczyć mniej znane miejsca, jak cerkwie czy wypał węgla drzewnego, postaw na okolice Lutowisk lub Komańczy. Tam noclegi są tańsze, a widoki równie piękne, tylko bez tłumów.

Praktyczne pytanie brzmi: ile dni chcesz poświęcić na wędrówki, a ile na wodne atrakcje? Jeśli masz tydzień, podziel go tak: dwa noclegi w Wetlinie lub Cisnej na szlaki wschodniej części, dwa w Solinie na rejsy i spacer po zaporze, a resztę w Ustrzykach Górnych, żeby zdążyć na wschód słońca na Połoninie. Dzięki temu nie stracisz czasu na dojazdy, a zobaczysz naprawdę różne oblicza Bieszczad.

Połonina Wetlińska i Caryńska jednego dnia - pętla, która naprawdę daje radę nogom

Połonina Wetlińska i Caryńska to dwa najpopularniejsze szczyty w Bieszczadach, które często pojawiają się na liście „must see” każdego planu wyjazdu. Wielu turystów zastanawia się, czy da się je zdobyć jednego dnia i przy okazji nie paść z wycieńczenia. Odpowiedź brzmi: tak, ale pod warunkiem, że wybierzesz odpowiednią pętlę i rano wyruszysz z Brzegów Górnych albo z Ustrzyk Górnych. Trasa łącząca obie połoniny ma około 16-18 kilometrów i zajmuje przeciętnie 6-7 godzin, wliczając postoje na zdjęcia i odpoczynek przy Chatce Puchatka. To nie jest spacer po parku - przewyższenia dają w kość, zwłaszcza podejście na Wetlińską, ale widoki z grani wynagradzają każdą kroplę potu.

Kluczowym punktem tej pętli jest schronisko na Połoninie Wetlińskiej, czyli słynna Chatka Puchatka. To miejsce, gdzie większość turystów robi dłuższy przystanek na herbatę i posiłek, a przy dobrej pogodzie rozpościera się stąd panorama na Tarnicę, Bukowe Berdo i taflę Jeziora Solińskiego w oddali. Z Wetlińskiej schodzisz w stronę Przełęczy Orłowicza, a potem czeka cię podejście na Połoninę Caryńską - mniej zatłoczoną, ale równie malowniczą. Caryńska oferuje nieco bardziej kameralne widoki na dolinę Sanu i południowe granie Bieszczadów, a przy odrobinie szczęścia spotkasz tam mniej ludzi niż na Wetlińskiej. Zejście z Caryńskiej prowadzi do Wetliny albo do Ustrzyk Górnych, skąd łatwo złapać busa powrotnego.

Jeśli planujesz tę trasę z dziećmi, musisz realnie ocenić ich możliwości - dla młodszych dzieci to może być za długie i za strome, zwłaszcza w upał. Lepiej wtedy wybrać tylko jedną połoninę albo skorzystać z bazy wypadowej w Wetlinie i podjechać busem pod sam szlak. Dla dorosłych, którzy chcą poczuć prawdziwy bieszczadzki klimat, ta pętla to jeden z najlepszych pomysłów na weekend w górach. Pamiętaj tylko o praktycznych sprawach: woda (przynajmniej 2 litry na osobę), dobre buty i zapas energii, bo schroniska na trasie bywają oblegane, a kolejka do kawy potrafi zniechęcić. W sezonie letnim warto ruszyć przed 8 rano, żeby uniknąć tłoku na szlaku i zdążyć przed popołudniowymi burzami, które w Bieszczadzkim Parku Narodowym potrafią zaskoczyć nawet zaprawionych piechurów.

Tarnica z dzieckiem i bez tłumu - trasa, godzina startu i patent na zejście

Tarnica to najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i jednocześnie jeden z tych, które najłatwiej zdobyć. Nie chodzi o to, że trasa jest krótka - ma około 4,5 kilometra w jedną stronę z Wołosatego - ale o to, że jest dobrze utrzymana i nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Problem w tym, że w sezonie na szlaku potrafi być tłoczno, a kolejka na szczycie bywa dłuższa niż samo wejście. Jeśli chcesz uniknąć ścisku i pójść z dzieckiem, musisz zaplanować start najpóźniej na godzinę szóstą rano. O tej porze na parkingu w Wołosatem bez problemu znajdziesz miejsce, a na górze będziesz mieć widok na połoniny bez ludzi na zdjęciach. Po godzinie dziesiątej robi się tam jak na deptaku w Sopocie.

A breathtaking aerial view of the snow-covered mountains in Korutany, Austria during winter.
Zdjęcie: Alan Kabeš

Kluczowy patent na zejście to wybór alternatywnej drogi powrotnej. Zamiast wracać tą samą trasą przez wąwóz, możesz zejść w stronę Górnej Rawki i dalej do Ustrzyk Górnych. To wydłuża cały spacer o jakieś dwie godziny, ale odwdzięcza się spokojem i widokami na Bukowe Berdo oraz Bieszczadzki Park Narodowy z innej perspektywy. Dla dzieci to też dobra opcja - szlak jest łagodniejszy, a po drodze mijasz schroniska, gdzie można odpocząć i zjeść coś ciepłego. Pamiętaj tylko, żeby zabrać więcej wody i kurtkę przeciwwiatrową, bo pogoda w Bieszczadach zmienia się szybciej niż plany na weekend.

Jeśli planujesz dłuższy pobyt, warto połączyć Tarnicę z innymi atrakcjami w okolicy. Po zejściu z góry możesz pojechać nad Jezioro Solińskie, wejść na zaporę w Solinie albo wybrać się przejażdżką Bieszczadzką Kolejką Leśną. Dla rodzin z dziećmi świetnie sprawdzi się też rejs po Sanie albo wizyta w rezerwacie Sine Wiry. Pamiętaj, że najlepszą bazą wypadową na Tarnicę jest Wetlina albo Ustrzyki Górne - stamtąd masz najbliżej na szlak i nie tracisz czasu na dojazd. A jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż jeden szczyt, zaplanuj tydzień w Bieszczadach - spokojnie zdążysz przejść Połoninę Wetlińską, Caryńską i zobaczyć drewniane cerkwie bez pośpiechu.

Jezioro Solińskie inaczej - kajak, rower wodny i dzikie plaże zamiast deptaka przy zaporze

Jezioro Solińskie to dla wielu synonim tłoku na deptaku przy zaporze i kolejek po lody. Ale wystarczy przesunąć się kilka kilometrów dalej, żeby odkryć jego zupełnie inną twarz. Zamiast asfaltu i straganów dostajesz dzikie, kamieniste plaże, do których schodzi się przez las, i wodę tak czystą, że widać dno. To właśnie tutaj, a nie w centrum Soliny, spędzisz najlepszy czas, jeśli nie chcesz stać w korku, tylko faktycznie odpocząć. Wypożyczenie kajaka czy roweru wodnego w jednej z mniejszych przystani, na przykład w okolicach Bukowca czy Polańczyka, daje ci dostęp do zatoczek, do których nie dopłynie żaden statek wycieczkowy. Warto zabrać ze sobą suchy prowiant i spędzić cały dzień na wodzie, cumując przy własnej, prywatnej „plażówce” - takich miejsc jest tu mnóstwo, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

Jeśli planujesz tydzień w Bieszczadach, jezioro może być świetną bazą wypadową na górskie wędrówki, ale też samodzielną atrakcją na dwa, trzy dni. Zamiast standardowego spaceru wzdłuż zapory, polecam wynająć rower i pojechać w kierunku rezerwatu Sine Wiry albo w górę doliny Sanu. Trasy wokół jeziora są łagodne, więc nadają się nawet dla rodzin z dziećmi - maluchy mogą jechać na własnych kołach albo w przyczepce. Po drodze trafisz na miejsca, gdzie można wejść do wody prosto z łąki, bez tłoku i bez wydawania pieniędzy na płatne kąpieliska. To praktyczne rozwiązanie, które pozwala połączyć zwiedzanie z przyjemnością chłodzenia się w upalne dni.

Wieczorem, gdy nad jezioro schodzi mgła, a z oddali słychać tylko szum fal i krzyki ptaków, zapominasz o całym zgiełku. To zupełnie inna strona Soliny - ta, której nie znajdziesz w folderach z głównymi atrakcjami, ale którą zapamiętasz na długo. Wystarczy odbić w bok od głównej drogi, żeby przekonać się, że najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach wciąż czekają na tych, którzy chcą zejść z utartego szlaku.

Bieszczadzka Kolejka Leśna - jak wpleść przejazd w plan dnia, żeby nie stracić czasu na czekanie

Bieszczadzka Kolejka Leśna to jedna z tych atrakcji, którą każdy chce zobaczyć, ale łatwo przy niej stracić pół dnia na stanie w kolejce. Klucz tkwi w tym, żeby nie traktować jej jako osobnego punktu programu, tylko wpleść w trasę powrotną z gór. Jeśli planujesz wejście na Tarnicę z Ustrzyk Górnych albo Połoninę Caryńską, zejście zajmie ci około 4-5 godzin. Zamiast wracać tym samym szlakiem, skróć sobie drogę i zjedź na dół kolejką z Majdanu.

Sprawdź wcześniej rozkład jazdy, bo kursy są rzadkie, zwłaszcza poza sezonem. W szczycie sezonu letniego pociągi odjeżdżają co godzinę, ale w weekendy bywa, że wszystkie miejsca są wyprzedane do 11:00. Najlepiej kupić bilet online z wyprzedzeniem, wtedy nie stoisz w kasie tylko wsiadasz od razu. Jeśli masz dzieci, one będą zachwycone, ale pamiętaj, że przejazd trwa około 40 minut i jest dość głośny - maluchy wrażliwe na dźwięki mogą się wystraszyć.

Dla dorosłych większą frajdą jest widok na Bieszczadzki Park Narodowy z góry. Z wagonika zobaczysz połoniny, dolinę Sanu i fragment Jeziora Solińskiego w oddali. To dobra okazja, żeby zrobić zdjęcia z innej perspektywy, bez wspinania się na Bukowe Berdo. Jeśli jedziesz tylko na weekend, wrzuć kolejkę na drugi dzień, po nocy w Wetlinie. Rano wsiadasz, jedziesz do Ustrzyk Górnych, a stamtąd ruszasz na szlak na Połoninę Wetlińską. W ten sposób nie tracisz czasu na dojazd i nie musisz wracać po auto.

Praktyczna rada: zabierz ze sobą coś do picia, bo w wagoniku jest duszno, a na trasie nie ma przystanków. I nie licz, że zobaczysz dzikie zwierzęta - kolejka je płoszy, więc lepiej na nie polować w rezerwacie Sine Wiry albo nad Jeziorem Solińskim.

Mokre dni w Bieszczadach - 4 miejsca pod dachem, które nie są nudną salą zabaw

Deszcz w Bieszczadach nie musi oznaczać nudy. Kiedy szlaki zamieniają się w błoto, a połoniny chowają się w chmurach, warto mieć w zanadrzu plan B. I nie chodzi tu o zapchanie dzieci do sali zabaw w Solinie - w Bieszczadach znajdziesz miejsca, które zaciekawią nawet tych, którzy przyjechali głównie po widoki z Tarnicy.

Na pierwszy ogień idzie Bieszczadzka Kolejka Leśna. To nie jest przejażdżka dla grzecznych turystów - to podróż w głąb historii i przyrody. Nawet gdy leje, wagoniki z dachem dają poczucie przygody, a widoki na mokre lasy i mgły snujące się nad dolinami mają swój dziki urok. Warto sprawdzić, czy akurat kursuje skład parowy - dźwięk gwizdka i para buchająca w deszczu robią wrażenie na każdym, niezależnie od wieku.

Kolejny punkt to zapora w Solinie. Brzmi jak betonowa nuda? Nic bardziej mylnego. Wewnątrz tamy jest trasa turystyczna, która pokazuje, jak gigantyczne konstrukcje radzą sobie z siłą wody. Dzieciaki mogą poczuć się jak w filmie science fiction, a dorośli docenią inżynieryjny majstersztyk. Deszcz sprawia, że przelewanie się wody przez jaz jest jeszcze bardziej spektakularne - to jeden z tych widoków, które zapamiętasz na długo.

Jeśli pogoda nie odpuszcza, skieruj się do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. To nie jest nudne muzeum z gablotami - to prawdziwa wieś pod dachem. Przechodzisz przez odtworzone chaty, cerkwie i warsztaty, czujesz zapach drewna i wilgoci, a przewodnicy opowiadają historie, które ożywiają te ściany. Dla dzieci to okazja, żeby zobaczyć, jak żyło się bez prądu i internetu - a przy odrobinie szczęścia trafisz na warsztaty wypału węgla drzewnego.

Na koniec coś dla tych, którzy nie boją się zmoknąć, ale chcą konkretów - rezerwat Sine Wiry. W deszczu dolina Sanu wygląda jak z innego świata: woda nabiera szaro-niebieskiego odcienia, a ciszę przerywa tylko szum rzeki. To miejsce, gdzie nawet kapuśniak nie psuje magii. Wystarczy dobre obuwie i kurtka - resztę zrobi natura.

Wieczory z lokalnym smakiem - knajpy, których nie znajdziesz w pierwszej dziesiątce Google Maps

Po całym dniu na szlakach, gdy słońce chowa się za połoninami, a z Bieszczadów robi się ten specyficzny, gęsty zmierzch, przychodzi czas na prawdziwą nagrodę. Nie chodzi o tłoczenie się w popularnych knajpach w Solinie czy Wetlinie, które znajdziesz w każdej wyszukiwarce. Warto zejść z głównego traktu - dosłownie i w przenośni. W małych wsiach, jak np. w okolicy Cisnej czy Ustrzyk Górnych, działają gospodarstwa agroturystyczne, które po zmroku zamieniają się w nieformalne jadłodajnie. Serwują tam to, co lokalne: kwaśnicę na żeberkach, pierogi z jagodami zbieranymi na stokach Tarnicy czy pieczeń z dzika. Ceny są o 20-30% niższe niż w restauracjach przy głównej drodze, a atmosfera - bezcenna.

Jeśli planujesz tydzień w Bieszczadach i masz bazę wypadową w okolicy Jeziora Solińskiego, koniecznie sprawdź małe, rodzinne smażalnie ryb. Nie te przy zaporze, ale te schowane w bocznych uliczkach Polańczyka. Pstrąg z lokalnej hodowli, podawany z ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty, smakuje lepiej niż niejeden wykwintny obiad. Dla odmiany, po dniu spędzonym na szlaku na Połoninę Caryńską albo w rezerwacie Sine Wiry, warto zajrzeć do bacówek. Latem, w sezonie, pasterze często sprzedają bezpośrednio bryndzę, oscypki i świeże mleko - ale to dopiero początek. W niektórych chatkach można dostać też prostą, gorącą strawę: żurek na zakwasie chlebowym czy moskole z bryndzą. To smaki, które nie mają nic wspólnego z turystycznym standardem.

Nie zapomnij też o wieczorach przy ognisku. W wielu schroniskach, szczególnie tych mniej obleganych niż słynna Chatka Puchatka, gospodarze organizują wspólne biesiady. To nie jest reklamowana atrakcja - dowiesz się o nich od znajomych lub przypadkiem, gdy zapytasz o piwo po zmroku. Przy dźwiękach gitary i szumie Sanu, wśród opowieści o dawnych wypałach węgla drzewnego, odkryjesz Bieszczady, których nie ma w żadnym przewodniku. To właśnie te miejsca, a nie rankingowe knajpy, sprawiają, że wracasz w te góry.

Szlakiem pustych cerkwi i nieistniejących wsi - trasa na pół dnia z dreszczem historii

Ruszasz w trasę, która nie wymaga całego dnia ani wspinaczki na najwyższe szczyty, a zostawia w głowie więcej niż niejedna grań. Zamiast szturmować Tarnicę, skręć w stronę doliny Sanu, między Wetliną a Ustrzykami Górnymi. To właśnie tam, wzdłuż leśnych dróg i polnych ścieżek, trafisz na kamienne fundamenty, zdziczałe sady i drewniane cerkwie, które przetrwały wysiedlenia. Najlepiej zacznij od cerkwi w Smolniku nad Sanem - to jedna z najstarszych w Bieszczadach, z dachem krytym gontem i widokiem na meandry rzeki. Stamtąd, pieszo albo rowerem, możesz przejść do nieistniejącej już wsi Łopienka, gdzie wśród łąk stoi odrestaurowana cerkiew, a wokół niej tylko cisza i wiatr.

Dla dzieci taka wyprawa to czysta przygoda - nie ma tłumów z Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a szlaki są łagodne, często prowadzące starymi drogami, którymi jeździła bieszczadzka kolejka leśna. Możesz wpleść w plan przerwę na ognisko przy bacówce w Łopience albo zajrzeć do rezerwatu Sine Wiry, gdzie San tworzy dzikie przełomy. W przeciwieństwie do połonin, które latem bywają zatłoczone, te ścieżki dają poczucie, że masz góry tylko dla siebie. Warto zabrać przewodnik albo mapę BdPN - bez nich łatwo minąć resztki kamiennych piwnic, które kryją się w gąszczu.

Jeśli masz tydzień, taką trasę zaplanuj na popołudnie, po porannym wejściu na Bukowe Berdo lub Połoninę Wetlińską. To praktyczne uzupełnienie górskich widoków - zamiast kolejki linowej czy zapory w Solinie, dostajesz lekcję historii, którą czujesz pod nogami. Chatka Puchatka czy schroniska w Ustrzykach Górnych to dobra baza wypadowa, ale na tę trasę wystarczy ci pół dnia. Nie szukaj tu spektakularnych panoram - znajdziesz coś więcej: opowieść o ludziach, którzy stąd odeszli, i o lesie, który odzyskał swoje.

Twój plan na 7 dni - gotowa rozpiska dzień po dniu z godzinami i alternatywami na deszcz

Zaczynasz w sobotę rano. Jeśli dojeżdżasz z daleka, pierwszy dzień warto poświęcić na dotarcie i zakwaterowanie w jednej z baz wypadowych - najlepiej w Wetlinie albo Ustrzykach Górnych. Po południu idziesz na krótkie rozpoznanie: spacer wokół zapory w Solinie albo rejs po Jeziorze Solińskim. To spokojny start, który daje czas na ogarnięcie mapy i sprawdzenie prognozy. Na deszczowy wieczór masz w zanadrzu bieszczadzką kolejkę leśną - przejazd z Majdanu zajmuje około godziny i działa nawet w pluchę.

Niedziela to klasyk: wstajesz o świcie i ruszasz na Tarnicę. Zejście z Ustrzyk Górnych zajmuje około 3-4 godziny w górę, ale widoki z najwyższego szczytu Bieszczadzkiego Parku Narodowego wynagradzają każdy krok. Jeśli pogoda siada, zamieniasz Tarnicę na rezerwat Sine Wiry w Dolinie Sanu - tam szlak wiedzie wzdłuż rzeki, a korony drzew chronią przed deszczem.

Poniedziałek poświęcasz na Połoninę Wetlińską. Startujesz z Brzegów Górnych, a na szczycie czeka Chatka Puchatka - kultowe schronisko z herbatą i widokiem na całe pasmo. Zejście zajmuje około 2-3 godziny, więc po południu zdążysz jeszcze na Bukowe Berdo albo do cerkwi w Smolniku. We wtorek robisz pętlę przez Połoninę Caryńską - to dłuższy, ale mniej zatłoczony szlak. W deszczu lepiej schować się w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku albo w Zagrodzie Wypału Węgla Drzewnego w Starym Siole.

Środa to dzień na odpoczynek od gór. Jedziesz nad Jezioro Solińskie - kąpiel, rower wodny albo po prostu leżenie na trawie. W Solinie działa kolejka linowa, która działa także przy lekkim deszczu - wjeżdżasz na wzgórze i oglądasz panoramę z góry. Czwartek rano ruszasz na ostatni poważny szlak: wybierasz między Tarnicą a Połoniną Wetlińską, w zależności od tego, co ominąłeś. Piątek zostawiasz na luz - spacer wzdłuż Sanu, wizyta w cerkwi w Chmielu albo zakup pamiątek w Wetlinie. Na koniec dnia siedzisz w schronisku i patrzysz, jak słońce zachodzi nad Bieszczadami. Sobota to powrót, ale z głową pełną planów na następny raz.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski