Przejdź do treści
Europa

Alicante Opinie 2026 - Czy Warto Jechać? Sprawdzamy Fakty

Zastanawiasz się, czy w 2026 roku warto jechać do Alicante? Sprawdzamy fakty, opinie turystów i największe atrakcje, by pomóc Ci podjąć decyzję.

Pozdrowienia z: Europa Par avion

Alicante w pigułce - z czym dokładnie masz do czynienia

Alicante często traktuje się wyłącznie jako przystanek na lotnisku przed podróżą dalej. To błąd, bo miasto ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko bramę na Costa Blanca. Sercem życia towarzyskiego i spacerów jest Explanada de España - szeroka promenada obsadzona palmami, której podłogę tworzy mozaika z milionów drobnych kamyczków. Stąd rozciąga się widok na przystań jachtową i port, a nad wszystkim góruje Castillo de Santa Bárbara, zamek na szczycie góry Benacantil. Jeśli masz tylko jeden dzień, właśnie tam skieruj pierwsze kroki. Wjazd windą od strony Playa del Postiguet oszczędza czas i siły, a panorama miasta i zatoki robi ogromne wrażenie, zwłaszcza o zachodzie słońca.

Samo Playa del Postiguet to miejska plaża, która latem bywa zatłoczona, ale jej położenie tuż pod zamkiem i w centrum sprawia, że świetnie nadaje się na krótki relaks między zwiedzaniem. Jeśli potrzebujesz więcej przestrzeni, rzuć okiem na Playa de San Juan - ciągnie się przez kilka kilometrów, jest piaszczysta i znacznie spokojniejsza. Dojedziesz tam autobusem z centrum w kilkanaście minut. Po kąpieli warto zanurzyć się w wąskich uliczkach Barrio de Santa Cruz - to najstarsza część miasta, pełna bielonych domków, donic z kwiatami i zapachu jaśminu. Klimat zupełnie inny niż na promenadzie, bardziej andaluzyjski, choć to wciąż Alicante.

Główny targ Mercado Central to miejsce, gdzie zobaczysz prawdziwe życie mieszkańców - owoce morza, szynki, sery i oliwki w cenach o połowę niższych niż w turystycznych knajpkach. W okolicy Plaza de los Luceros i wzdłuż alei Maisonnave znajdziesz sklepy i kawiarnie, ale to raczej komercyjna strona miasta. Dla kontrastu, w dzielnicy Santa Cruz albo przy zamku trafisz na małe knajpki z tapas, gdzie za 10-12 euro zjesz obiad z winem. Pogoda w Alicante pozwala na zwiedzanie praktycznie przez cały rok - zimą bywa 18 stopni, latem regularnie przekracza 30, więc unikaj środka dnia, jeśli planujesz spacer po otwartych przestrzeniach.

Z lotniska do centrum dojeżdżasz autobusem C6 za niecałe 4 euro, kursuje co 20 minut. Jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż samo miasto, masz w zasięgu ręki wysepkę Tabarca (rejs z portu za około 15 euro w obie strony) albo Elche z jego gajem palmowym wpisanym na listę UNESCO. Alicante nie zachwyca monumentalną architekturą - raczej luzem, słońcem i połączeniem plaży z historią. To miejsce, gdzie możesz rano wejść na zamek, po południu popływać w morzu, a wieczorem zjeść lody na Explanadzie, nie czując presji, że musisz gonić za kolejną atrakcją.

Plaża miejska kontra dzielnica rybacka - gdzie lepiej spędzisz czas

Alicante potrafi zaskoczyć tym, jak wiele ma do zaoferowania na stosunkowo małej przestrzeni. Z jednej strony masz Playa del Postiguet, czyli plażę miejską, która zaczyna się praktycznie w centrum, tuż pod wzgórzem z zamkiem Santa Barbara. Z drugiej strony, na obrzeżach, znajdziesz dzielnicę Santa Cruz - dawną osadę rybacką, wąskie uliczki i zupełnie inny rytm życia. Która opcja będzie dla ciebie lepsza? To zależy od tego, czego szukasz.

Jeśli marzy ci się leniwy poranek z widokiem na morze i kawą w ręku, Postiguet Beach to strzał w dziesiątkę. Piasek jest czysty, woda spokojna, a w sezonie plaża jest dobrze wyposażona w prysznice i leżaki. Co ważne, dojazd jest łatwy - z lotniska do centrum dojedziesz autobusem C-6 w około 20 minut, a potem na plażę masz dosłownie kilka kroków spacerem przez Explanada de España, słynną promenadę wyłożoną mozaiką w fale. W okolicy znajdziesz Mercado Central, gdzie kupisz świeże owoce morza, i mnóstwo restauracji. Ceny w sezonie są wyższe, ale wciąż niższe niż w Barcelonie czy na Majorce. Jeśli pogoda dopisuje, możesz stąd popłynąć promem na wyspę Tabarca.

Zupełnie inny klimat czeka cię w Barrio de Santa Cruz, czyli dzielnicy rybackiej u stóp zamku. To labirynt bielonych domków, doniczek z pelargoniami i wąskich schodków, które prowadzą pod górę. Nie ma tu tłumów ani komercyjnych knajp z plastikowymi menu - są za to małe, rodzinne bary, gdzie można zjeść tapas za kilka euro i posłuchać hiszpańskiego. Santa Cruz to też świetny punkt startowy do zwiedzania zamku Castillo de Santa Bárbara. Wejście na górę windą z Plaza de los Luceros albo pieszo przez park - widok na port, miasto i Playa de San Juan robi wrażenie. Wieczorem dzielnica ożywa, ale w spokojniejszym wydaniu. Dla mnie to właśnie Santa Cruz jest sercem Alicante, choć przyznaję, że bez wygodnych butów ani rusz.

Ostateczny wybór sprowadza się do twojego planu dnia. Chcesz być blisko wody, mieć łatwy dostęp do atrakcji i sklepów? Wybierz Postiguet. Wolisz ciszę, lokalny klimat i klimatyczne zakątki bez turystycznego zgiełku? Szukaj noclegu w okolicy Santa Cruz albo w stronę Elche. W praktyce i tak obie te części miasta są blisko siebie - spacer z plaży na zamek zajmuje góra 20 minut. Dlatego nie musisz wybierać raz na zawsze. Możesz spędzić poranek na leżaku, a popołudnie na wędrówce po starych uliczkach. I to chyba największa zaleta Alicante - nie ma tu jednej, jedynej słusznej opcji.

Czy Zamek Świętej Barbary faktycznie robi wrażenie - relacja bez filtra

Zamek Świętej Barbary to punkt obowiązkowy podczas każdej wizyty w Alicante, ale czy faktycznie robi takie wrażenie, jak na zdjęciach z Instagrama? Sprawdziłem to na własnej skórze i powiem szczerze - wejście na górę to nie jest spacer po parku, zwłaszcza jeśli decydujesz się na podejście pieszo z Barrio de Santa Cruz. Wąskie, strome uliczki i upał potrafią dać w kość, ale widok z góry na plażę Postiguet i całą Explanadę de España rekompensuje każdą kroplę potu. Sam zamek, Castillo de Santa Bárbara, to potężna forteca z XI wieku, która góruje nad miastem i daje poczucie, że naprawdę jesteś w sercu historii. Co ważne - wstęp jest bezpłatny, a winda w skale (tak, winda!) zawozi cię pod samą bramę, jeśli nie masz ochoty na wspinaczkę.

W środku znajdziesz muzeum z kilkoma salami, które opowiadają o losach twierdzy, ale przyznaję - ekspozycja nie jest porywająca. Bardziej robią wrażenie mury obronne i tarasy widokowe, z których rozpościera się panorama na całe Alicante, port i lotnisko w oddali. Jeśli trafisz na bezchmurny dzień, zobaczysz nawet wyspę Tabarca. To właśnie ten widok sprawia, że turyści wracają tu z aparatami, a opinie w sieci są zgodne - zamek to jedna z najlepszych atrakcji w mieście, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy światło maluje mury na złoto.

Po zejściu na dół warto wpaść do Barrio de Santa Cruz, czyli starego miasta z wąskimi uliczkami, białymi domami i doniczkami pełnymi kwiatów. To zupełnie inny klimat niż plaża San Juan czy tętniąca życiem Explanada España. Tutaj życie toczy się wolniej, a knajpki serwują tapas w cenach znacznie niższych niż w centrum przy Plaza de los Luceros. Z kolei jeśli masz ochotę na zakupy, Mercado Central to raj dla smakoszy - owoce morza, sery i lokalne wina w przystępnych cenach, bez turystycznej przebitki. Dojazd z lotniska do centrum autobusem C6 zajmuje około 30 minut i kosztuje kilka euro, więc nie ma sensu przepłacać za taksówkę. Pogoda w Alicante dopisuje przez większość roku, ale jeśli planujesz plażowanie, wybierz Playę de San Juan - jest dłuższa, mniej zatłoczona niż Postiguet i ma lepsze zaplecze gastronomiczne. Podsumowując - zamek robi wrażenie, ale dopiero w połączeniu z resztą miasta, które ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko widokówki.

Stunning ocean and cityscape view from Alicante, Spain under a bright blue sky.
Zdjęcie: Emilio Sánchez Hernández

Stare Miasto, które działa na zmysły - od zapachu pomarańczy po wieczorny gwar

Wejście na Stare Miasto w Alicante to moment, w którym zwalniasz krok nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że samo cię do tego zachęca. Wąskie uliczki barrio de Santa Cruz, pnące się pod wzgórze zamku Santa Bárbara, pachną jaśminem i wilgotną ziemią z donic, które mieszkańcy stawiają pod każdymi drzwiami. Bielone ściany odbijają popołudniowe słońce tak mocno, że aż mrużysz oczy, a nad głową, między balkonami, wiszą sznury suszącej się pościeli. To nie jest skansen ani udawana dekoracja - ludzie tu naprawdę mieszkają, rozmawiają przez okna i wynoszą krzesła na próg, żeby złapać cień.

Kiedy wyjdziesz z labiryntu uliczek w okolice katedry, trafiasz na bardziej reprezentacyjną część. Tu zaczyna się Explanada de España, szeroka promenada wysadzana palmami, której podłogę tworzy ponad sześć milionów malutkich kamyków ułożonych w falisty wzór. Spacer nią o zmierzchu, przy zapalonych latarniach, to jeden z tych prostych momentów, które zostają w pamięci na długo. Po jednej stronie masz port, po drugiej rzędy kawiarni, w których o dziewiętnastej robi się głośno od hiszpańskich rozmów. To tutaj widać, jak Alicante różni się od turystycznych kurortów Costa Blanca - jest bardziej autentyczne, mniej nastawione na szybki zarobek.

Jeśli masz ochotę na konkretny punkt orientacyjny, idź w stronę Plaza de los Luceros. To spore rondo z fontanną, przy którym krzyżują się główne ulice. W okolicy znajdziesz Mercado Central, czyli halę targową, gdzie warto kupić lokalne oliwki, ser manchego albo po prostu napić się kawy przy kontuarze. Ceny w barach na Starym Mieście są niższe niż przy plaży Postiguet - za tapas zapłacisz około 3-4 euro, a za kawę z mlekiem niecałe dwa. Wieczorem, gdy słońce znika za wzgórzem zamku, uliczki wypełniają się zapachem grillowanych sardyn i gwarem rozmów. To właśnie wtedy czujesz, że Alicante to nie tylko przystanek w drodze na plażę San Juan, ale miasto, które ma swój własny, leniwy rytm.

Explanada de España - dlaczego ta promenada uzależnia

Spacer Explanadą de España to jeden z tych momentów, które zostają w pamięci na długo po powrocie z Alicante. Ta szeroka, wyłożona sześcioma milionami mozaikowych płytek promenada ciągnie się wzdłuż portu, od placu Puerta del Mar aż po pobliskie molo. Nie chodzi tylko o efektowną falistą nawierzchnię, która przypomina wzór morskiej fali. Chodzi o atmosferę, która sprawia, że siadasz na jednej z ławek i nagle nie masz ochoty iść dalej.

To miejsce żyje własnym rytmem. Z jednej strony masz widok na jachty i łodzie cumujące w porcie, z drugiej - na palmowy szpaler, pod którym miejscowi grają w petankę, a turyści odpoczywają po porannym zwiedzaniu zamku Santa Bárbara. Wieczorem Explanada de España zamienia się w tętniący życiem deptak. Grasz w szachy na wielkiej planszy? Czemu nie. Albo przystajesz na chwilę, żeby posłuchać ulicznego muzyka grającego na gitarze - takich scen jest tu mnóstwo.

W przeciwieństwie do zatłoczonej Playa del Postiguet, gdzie dominują parawany i leżaki, promenada oferuje bardziej miejski, ale równie relaksujący klimat. To idealne przejście między plażą a starym miastem. Kiedy słońce grzeje najmocniej, cień palm daje wytchnienie, a bryza od morza sprawia, że nawet w lipcu nie czujesz się przegrzany. Zresztą pogoda w Alicante sprzyja takim spacerom przez większą część roku - zimą też bywa tu przyjemnie, choć wiatr potrafi dać się we znaki.

Z Explanady w kilka minut dojdziesz do Mercado Central, gdzie warto kupić lokalne owoce i oliwki, albo skręcisz w stronę dzielnicy Santa Cruz, by wspiąć się wąskimi uliczkami na wzgórze zamkowe. Jeśli szukasz czegoś bardziej konkretnego - z portu obok promenady odpływa prom na wyspę Tabarca. Wracając do Explanady: to nie jest atrakcja, którą odhaczasz w piętnaście minut. To miejsce, do którego wracasz codziennie, bo za każdym razem wygląda inaczej - o świcie, w południe i po zachodzie słońca.

Alicante nocą - gdzie tętni życie i ile kosztuje przyjemność

Alicante po zmroku zmienia się nie do poznania. Gdy słońce chowa się za murami Castillo de Santa Bárbara, a upał dnia odpuszcza, miasto zaczyna oddychać pełną piersią. Większość turystów zna je z plażowania na Postiguet czy San Juan, ale prawdziwe życie budzi się tu dopiero po godzinie 21. Głównym punktem wieczornego spaceru jest Explanada de España - promenada wyłożona falistym wzorem ponad sześciu milionów marmurowych kamyków. To tutaj, pod palmami, spotkasz rodziny z dziećmi, pary i grupy znajomych, którzy przychodzą na lody, kawę albo lampkę lokalnego wina. Ceny w okolicznych barach na świeżym powietrzu są zaskakująco przystępne: kieliszek dobrego hiszpańskiego vina kosztuje od 2,50 do 4 euro, a duże piwo to wydatek rzędu 3-5 euro.

Jeśli szukasz czegoś bardziej żywiołowego, skieruj się w stronę starego miasta, czyli Barrio de Santa Cruz. Wąskie, oświetlone latarniami uliczki wiją się między bielonymi domami, a z każdych otwartych drzwi dobiega muzyka i śmiech. To nie jest miejsce dla turystów szukających dyskotek - raczej dla tych, którzy chcą usiąść na małym placyku, zamówić tapas i poczuć klimat andaluzyjskiego wieczoru. Za zestaw trzech tapas i kieliszek wina zapłacisz około 12-15 euro. W weekendy w okolicy Plaza de los Luceros i wzdłuż portu pojawiają się też mobilne budki z jedzeniem ulicznym, gdzie za 5-7 euro dostaniesz porcję patatas bravas albo świeżo smażone kalmary.

Wieczorne zwiedzanie też ma swój urok. Zamek Santa Bárbara jest otwarty do późna, a wejście po godzinie 20 jest darmowe. Widok na rozświetlone miasto i port z jego murów robi wrażenie, zwłaszcza gdy w oddali widać światła promu odpływającego na wyspę Tabarca. Po zejściu z zamku warto przespacerować się wzdłuż marin, gdzie cumują jachty, a w sezonie działa kilka modnych klubów plażowych. Pamiętaj tylko, że w centrum, zwłaszcza przy Mercado Central i na Postiguet Beach, wieczorem robi się tłoczno - to znak, że trafiłeś we właściwe miejsce.

Kuchnia lokalna, której nie znajdziesz w turystycznych pułapkach

Jeśli myślisz, że w Alicante chodzi tylko o paellę i sangrię podawaną na deptaku przy Explanada de España, to czeka cię miłe zaskoczenie. Lokalna kuchnia kryje się tam w bocznych uliczkach Barrio de Santa Cruz i na stoiskach Mercado Central, gdzie ceny są o połowę niższe niż w knajpach przy porcie. Zamiast turystycznego zestawu za 20 euro, za 8-10 euro dostaniesz w barze przy Plaza de los Luceros talerz z pulpo a la gallega, czyli ośmiornicą posypaną papryką i oliwą, do tego kieliszek lokalnego vino de la tierra. To właśnie w takich miejscach jadają sami mieszkańcy, a nie przyjezdni z plaży San Juan.

Warto spróbować arroz a banda, czyli ryżu gotowanego w wywarze z ryb, podawanego osobno z majonezem i kawałkami kalmarów. To danie ma więcej charakteru niż klasyczna paella, a na co dzień jada się je w domach i małych barach w okolicy Mercado Central. Jeśli trafisz na sezon (od maja do października), koniecznie zamów gambas rojas z pobliskiego wybrzeża - są słodkie i intensywne w smaku, grillowane na blasze. Za porcję zapłacisz około 12-15 złotych, podczas gdy w restauracjach przy porcie cena rośnie do 25 euro.

Na deser nie szukaj churros z czekoladą - w Alicante królują turrones, czyli nugaty z miodem i migdałami. Najlepsze kupisz w sklepikach przy Calle Mayor, gdzie sprzedawcy dają próbki za darmo. Jeśli masz ochotę na coś lżejszego, weź granizado de limón - mrożony napój cytrynowy, który ochłodzi cię po spacerze wzdłuż promenady Postiguet Beach. Pamiętaj tylko, żeby nie iść do knajpy z widokiem na zamek Santa Bárbara - tam płacisz za widok, a nie za jedzenie. Lepiej skręcić w boczną uliczkę w Barrio de Santa Cruz, gdzie za te same pieniądze dostaniesz dwa razy więcej smaku i autentycznej atmosfery.

Plaże poza centrum - ranking na podstawie czystości i tłoku

Alicante to miasto, które żyje plażą, ale prawda jest taka, że ta najbardziej znana w centrum, Playa del Postiguet, bywa latem przepełniona. Jeśli zależy ci na spokojniejszym kąpielisku i czystszej wodzie, musisz ruszyć się nieco dalej od portu i promenady Explanada de España. Na szczycie rankingu pod względem jakości wody i luźniejszej atmosfery od lat stoi Playa de San Juan. To długa, piaszczysta plaża na północ od miasta, która ma prawie pięć kilometrów długości. Nawet w szczycie sezonu znajdziesz tu wolną przestrzeń, a regularnie odświeżana woda i nagrody Błękitnej Flagi robią swoje. Dojazd autobusem z centrum, na przykład z Plaza de los Luceros, zajmuje około 25 minut - to prosta linia, która kursuje co kilkanaście minut.

Jeśli szukasz czegoś bardziej kameralnego, warto pojechać w przeciwnym kierunku, na południe, w stronę lotniska. Plaże takie jak San Gabriel czy El Saladar są mniej oblegane, choć trzeba liczyć się z tym, że infrastruktura jest skromniejsza. To dobra opcja, gdy chcesz uniknąć tłoku, ale wciąż być blisko miasta. Pamiętaj jednak, że wiatr bywa tu silniejszy, co nie każdemu odpowiada. Z kolei za prawdziwą ucieczkę od cywilizacji uchodzi wyspa Tabarca. Promy odpływają z portu w Alicante, a sama podróż trwa około godziny. Plaże na wyspie to naturalne zatoczki z krystalicznie czystą wodą, ale w weekendy potrafi być tam głośno i tłoczno od turystów.

W praktyce wybór sprowadza się do kompromisu między dostępnością a ciszą. Playa de San Juan to bezpieczny wybór dla rodzin i osób, które chcą mieć pewność, że woda jest czysta, a dookoła są bary i toalety. Jeśli jednak znudzi ci się leżenie na piasku, zawsze możesz wrócić do centrum, pospacerować po Barrio de Santa Cruz czy wejść na zamek Castillo de Santa Bárbara. Pogoda w Alicante sprzyja plażowaniu przez większą część roku, więc nawet poza sezonem znajdziesz tu kogoś z ręcznikiem. Ceny leżaków i parasoli na San Juan są wyższe niż na Postiguet, ale różnica nie jest drastyczna - około 5-6 euro za parasol.

Ile realnie wydasz w Alicante - konkretne liczby z paragonów

Sprawdziłem to na własnym portfelu. Za obiad w normalnej restauracji w centrum, bez szaleństw, zapłacisz od 12 do 16 euro za osobę. Mowa o daniu dnia, które w Alicante często składa się z przystawki, drugiego, deseru i napoju. Menu del día to najuczciwsza opcja. Obiadokolacja w fajniejszym miejscu na promenadzie czy w porcie to już wydatek 30-40 euro od osoby, ale za to z widokiem na jachty i palmę. Kawa z mlekiem kosztuje około 1,50 euro, a piwo w barze na Starym Mieście, w okolicy Barrio de Santa Cruz, to 2-2,50 euro. Nie daj się nabrać na miejsca tuż przy Explanada de España - tam za to samo piwo zapłacisz 4 euro.

Zakupy na własną rękę to zupełnie inna historia. Mercado Central to raj dla oszczędnych. Za kilogram pomidorów raf, które smakują jak z ogródka, dasz 2 euro. Za soczyste pomarańcze, prosto z sadów wokół Elche, zapłacisz około 1,20 euro za kilo. Bochenek chleba w piekarni przy placu to 1 euro. Wino w kartoniku, całkiem dobre, kupisz za 3 euro. Jeśli planujesz piknik na Playa del Postiguet albo dłuższy pobyt na Playa de San Juan, opłaca się zrobić zapasy w supermarkecie, a nie w sklepikach przy samej plaży. Tam ceny potrafią skoczyć o 50 procent.

Transport też nie zrujnuje budżetu. Bilet autobusem z lotniska do centrum kosztuje 3,85 euro i wozi cię pod sam Plaza de los Luceros. Taksówka z Alicante Airport do centrum to około 20 euro, a z centrum na Playa de San Juan wyjdzie ci 12-15 euro. Bilet na autobus miejski to 1,50 euro. Za bilet wstępu do zamku Castillo de Santa Bárbara nie zapłacisz nic - wjazd windą od strony Playa del Postiguet to 2,70 euro, ale pieszo wejdziesz za darmo. Muzeum Sztuki Współczesnej MACA przy Plaza de Santa Cruz jest bezpłatne. Za rejs na wyspę Tabarca zapłacisz około 20 euro w dwie strony. To wydatek, który zwraca się dziesięciokrotnie widokami i ciszą bez samochodów.

Alicante jako baza wypadowa - trasy, które mają sens

Alicante to nie tylko plaże i słońce, ale przede wszystkim świetny punkt startowy do odkrywania całego regionu. Lotnisko Alicante-Elche (po hiszpańsku Alicante Airport) leży zaledwie 10 km od centrum, więc po wylądowaniu w 20 minut jesteś na Playa del Postiguet albo przy Castillo de Santa Bárbara. Większość turystów popełnia błąd - rezerwuje hotel przy Playa de San Juan i siedzi tam cały tydzień. Tymczasem sensowna baza wypadowa to okolice Plaza de los Luceros albo Barrio de Santa Cruz, skąd masz autobusy w każdym kierunku: do Elche, Tabarki czy na klify Costa Blanca. Ceny noclegów w centrum są porównywalne z kurortami, a zyskujesz swobodę.

Z samego rana możesz wskoczyć na autobus linii C6 i w 30 minut być na lotnisku, ale równie dobrze pojechać w przeciwną stronę - do Elche, gdzie rosną palmy jak w oazie. Po południu wracasz na Explanada de España, siadasz na ławeczce przy porcie i planujesz wieczór na Starym Mieście. Zamek Santa Bárbara, czyli Castillo de Santa Bárbara, masz nad głową - wejście pieszo z Barrio de Santa Cruz zajmuje kwadrans, a widok na całe miasto i zatokę rekompensuje brak windy. Pogoda w Alicante pozwala na takie spacery od marca do listopada, więc pogoda nie jest wymówką.

Największym atutem tego miasta jako bazy jest różnorodność. Rano zwiedzasz muzeum archeologiczne MARQ, w południe kąpiesz się na Postiguet Beach, a po południu jedziesz do Tabarki na świeże ryby. Plaża San Juan ma 3 km piachu i leżaki w rozsądnych cenach, ale jeśli wolisz kameralne klimaty, wybierz małe zatoczki za portem. Autobusy z dworca przy Plaza de los Luceros kursują co 15 minut, więc dojazd do każdej atrakcji to kwestia wyboru, a nie logistyki. Kup bilet dzienny za kilka euro i masz cały region w zasięgu ręki.

Pocztówka od autora

Tomasz Lewandowski

Redaktor podróżniczy - przewodniki, praktyczne porady i inspiracje na podróże życia.

Poznaj Tomasza
Tomasz Lewandowski