Które miasteczka na klifach pokazują Algarve bez filtrów
Najbardziej surowe, niefiltrowane Algarve nie leży na pocztówkowych plażach, tylko w miasteczkach wciśniętych w klify. Weźmy Sagres na zachodnim krańcu - to nie jest miejsce dla kogoś, kto szuka dyskotek i leżaków. Tutaj ocean uderza w skalne ściany z taką siłą, że czujesz drżenie pod stopami. Zamiast parasoli i koktajli dostajesz wiatr, który wywija kurtkę na lewą stronę, i widok na przylądek São Vicente, gdzie według legend stał klasztor świętego. To obowiązkowy punkt, jeśli chcesz zobaczyć Algarve bez lukru, ale spokojnie - na zwiedzanie wystarczą dwie, trzy godziny. Potem warto skoczyć do Carvoeiro, które jest całkowitym przeciwieństwem: małe, białe domki, wąskie uliczki i schody prowadzące prosto na praia do Carvoeiro. Nie ma tu wielkich hoteli, tylko kilka knajpek z rybą dnia i tarasami nad samym klifem. Spacerem dojdziesz do słynnego wyłomu w skale - Algar Seco - gdzie woda wdziera się do grot i bulgocze jak w kotle.
Lagos, choć bardziej turystyczne, trzyma poziom, jeśli skręcisz w boczne uliczki starego miasta. Pomijając zatłoczoną promenadę, znajdziesz tam Ponta da Piedade o świcie - zanim przypłyną pontony z wycieczkami. Wtedy klify mają pomarańczowy odcień, a woda jest szklista i spokojna. Jeśli masz samochód, między Lagos a Sagres trafisz na dzikie plaże, jak Praia da Luz czy Salema, gdzie wieczorem miejscowi grają w petankę na piasku. I to jest właśnie to Algarve, które nie pozuje do zdjęć. Warto też rzucić okiem na Tavira po wschodniej stronie - z mostem rzymskim, laguną Ria Formosa i plażą, na którą jedzie się pociągiem przez słone bagna. Tu nie ma klifów, ale jest spokój, który w zachodnim Algarve trudno znaleźć po dziesiątej rano. Planując zwiedzanie, daj sobie przynajmniej trzy dni na samo wybrzeże - jeden na zachód od Portimão, drugi na środkowe klify wokół Benagil i trzeci na wschód w stronę hiszpańskiej granicy. Samochód to podstawa, bo busy jeżdżą rzadko, a najpiękniejsze widoki czekają przy drogach, które nie mieszczą się w żadnym przewodniku.
Gdzie ocean wyciął w skale katedry - jaskinie, do których dopłyniesz tylko od strony wody
Jaskinia Benagil to miejsce, które widziałeś na setkach zdjęć w social mediach, ale rzeczywistość i tak cię zaskoczy. Naturalna kopuła z otworem w suficie, przez który wpada światło, sprawia, że woda w środku świeci turkusem. Problem w tym, że do środka nie wejdziesz pieszo - jedyna droga wiedzie od strony oceanu. Najlepiej sprawdza się kajak albo mały ponton, bo duże łodzie rejsowe nie mieszczą się w grocie. Jeśli zależy ci na zdjęciu bez tłumu, celuj w pierwszą godzinę po wschodzie słońca. W sezonie lipiec-sierpień przed jaskinią ustawiają się kolejki łódek, więc spokój znajdziesz tylko wczesnym rankiem albo późnym popołudniem.
Kilka kilometrów na zachód od Benagil rozciągają się klify Ponta da Piedade w Lagos. To zupełnie inna skala - nie jedna jaskinia, a labirynt tuneli, łuków i naturalnych basenów wyrzeźbionych przez fale. Możesz je oglądać z góry, spacerując ścieżką wzdłuż urwiska, ale dopiero z poziomu wody widzisz, jak ocean wyciął w skale coś na kształt gotyckich katedr. Lokalni rybacy wożą turystów małymi łodziami przez najwęższe przesmyki. Cena za taki rejs to zwykle 20-30 euro od osoby, a trwa około godziny. Samodzielny kajak da ci więcej swobody, ale wymaga dobrej kondycji - wiatr potrafi zepchnąć cię na otwarty ocean.
Dla tych, którzy wolą stać nogami na ziemi, najlepszym punktem widokowym jest Praia da Marinha koło Carvoeiro. Zejście na plażę stromymi schodami odsłania po drodze charakterystyczny łuk skalny, który zdobi okładki przewodników po Portugalii. To również świetne miejsce na popołudniowy odpoczynek - woda jest spokojniejsza niż na otwartym wybrzeżu, a w lipcu nagrzewa się do przyjemnych 22 stopni. Jeśli planujesz zwiedzanie Algarve samochodem, te trzy punkty możesz spokojnie połączyć w jeden dzień: rano Benagil, w południe Marinha, a na zachód słońca Ponta da Piedade. Przy odrobinie szczęścia zobaczysz delfiny, które często podpływają blisko brzegu w okolicach Sagres.
Plaże, na których Portugalczycy zostawiają ręcznik, a turyści jeszcze nie dotarli
Algarve to nie tylko Benagil i Ponta da Piedade, choć te miejsca słusznie przyciągają tłumy. Gdy wynajmiesz samochód i skręcisz w węższe drogi, odkryjesz plaże, które Portugalczycy traktują jak swój prywatny salon. Weźmy chociażby Praia da Bordeira na zachodzie, w okolicy Carrapateira. To rozległe, dzikie wybrzeże, gdzie ocean huczy głośniej niż silniki pontonów, a klify mają kolor ochry i miodu. Spacer wzdłuż linii wody przy zachodzie słońca to coś zupełnie innego niż tłok na centralnych odcinkach koło Albufeiry. Albo Praia do Beliche tuż obok Sagres - mała, osłonięta zatoczka, gdzie fale rozbijają się o skały, a na górze stoi stara forteca. W sezonie znajdziesz tam więcej miejsca na ręcznik niż na centralnych plażach Lagos.
Jeśli masz ochotę na lżejszą wodę i spokojniejsze kąpiele, pojedź w stronę Taviry. Laguna Ria Formosa kryje plaże, do których trzeba przeprawić się promem lub pieszo przez kładki. Praia da Ilha de Tavira to piaszczysta wyspa, gdzie nie ma betonowych apartamentowców, tylko niskie domki i sosny. Wiatr niesie zapach soli i ciepłego piasku. Latem znajdziesz tu bary serwujące świeże ryby i zimne piwo, ale bez nachalnej muzyki i tłumów. To miejsce, gdzie zwiedzanie Algarve nabiera zupełnie innego rytmu - leniwego, bez pośpiechu.
Nie zapomnij o klifach w okolicy Carvoeiro. Zamiast stać w kolejce do jaskini Benagil, wybierz się na spacer wzdłuż wybrzeża od Praia da Marinha w stronę Alfanziny. Po drodze trafisz na naturalne baseny skalne, małe zatoczki i punkty widokowe, gdzie możesz usiąść i patrzeć na ocean godzinami. To właśnie te mniej znane odcinki wybrzeża, do których nie docierają wycieczki pontonami, dają prawdziwe poczucie, że jesteś na końcu Europy. Plan zwiedzania Algarve warto więc rozciągnąć na co najmniej 7 dni, żeby zdążyć zobaczyć zarówno słynne widoki, jak i te ukryte perełki, które Portugalczycy zostawiają wyłącznie dla siebie.
Trasa samochodem wzdłuż wybrzeża - 120 km widoków, których nie zapomnisz
Zaczynasz w Faro, ale nie trać tu czasu na lotnisko - od razu kieruj się na zachód. Pierwszy przystanek to Ria Formosa, laguna, która wygląda jak żywcem wyjęta z pocztówki. Wyspy, ptaki, woda zmieniająca kolor w zależności od pływu. Jeśli masz ochotę, możesz wsiąść na prom i dopłynąć na plażę Ilha Deserta - tam jest pusto, dziko i czujesz się, jakbyś odkrył Algarve na nowo. Ale główna trasa czeka dalej.

Po 30 minutach jazdy dojeżdżasz do Albufeiry. Tak, wiem - komercyjna, głośna, pełna turystów. Ale nie omijaj jej całkowicie. Wystarczy skręcić w stronę starego miasta, zaparkować i przejść się wąskimi uliczkami do klifów nad plażą Praia dos Pescadores. Widok z góry na ocean i białe domki jest wart tego małego objazdu. Potem jedziesz dalej, już bez zatrzymywania się w kurortach, prosto do Benagil. Jaskinia Benagil to symbol Algarve, ale prawda jest taka, że od środka zobaczysz ją tylko z wody. Wynajmij kajak albo wskocz na ponton - w sezonie kolejki są długie, więc lepiej przyjechać wczesnym rankiem albo późnym popołudniem. Samo wejście do jaskini robi wrażenie, ale to dopiero początek.
Kawałek dalej czeka Praia da Marinha, jedna z tych plaż, które oglądasz w folderach turystycznych i myślisz, że na pewno są przerobione w Photoshopie. A one naprawdę tak wyglądają. Złoty piasek, turkusowa woda, łuk skalny nad głową. Możesz zejść na dół, ale polecam też stanąć na klifie i popatrzeć na to z góry - szczególnie późnym popołudniem, gdy słońce podświetla skały na pomarańczowo. Stąd już tylko kilka minut do Carvoeiro i Ponta da Piedade. Ponta Piedade to labirynt formacji skalnych, mostków i małych zatoczek. Spacerujesz po klifach, a pod tobą rozbijają się fale. Nie ma lepszego miejsca na zdjęcia o zachodzie słońca.
Ostatni odcinek to Lagos i Sagres. Lagos ma urokliwe stare miasto, promenadę i plaże schowane między skałami. Sagres to już inna bajka - surowy, wietrzny, dziki. Stąd widać koniec Europy, a zachód słońca nad Przylądkiem Świętego Wincentego to coś, co zostaje w pamięci na lata. Cała trasa to jakieś 120 kilometrów, ale spokojnie rozbijesz ją na dwa dni. Nocleg warto zarezerwować w okolicy Portimão albo Tavira - mniej tłoczno, bardziej autentycznie. Samochód to podstawa, bo busy kursują rzadko, a przystanki robisz na własną rękę.
Lagos i jego skalne obrzeża - jak wejść na Ponta da Piedade, zanim zaleje je słońce
Lagos to jedno z tych miejsc w Algarve, które odwiedzasz i od razu rozumiesz, skąd bierze się zachwyt nad tym regionem. Ale żeby poczuć jego magię, musisz złapać odpowiedni moment. Ponta da Piedade, czyli klifowe iglice i groty wystające z turkusowej wody, robią największe wrażenie nie w południe, kiedy słońce pali prosto w oczy, a cienie znikają, tylko tuż po wschodzie. Wtedy światło pada pod ostrym kątem, podkreśla każdą szczelinę w skale, a woda nabiera intensywnego, butelkowego koloru. Jeśli przyjedziesz o siódmej rano, masz szansę mieć te drewniane kładki i punkty widokowe prawie dla siebie. Przed dziewiątą zaczynają podjeżdżać pierwsze busy z turystami, a w sezonie letnim robi się tłoczno.
Spacer po Ponta da Piedade to nie tylko oglądanie widoków z góry. Warto zejść po schodach do samej wody, gdzie czekają małe piaszczyste zatoczki i naturalne tunele. Możesz też wypożyczyć kajak lub dołączyć do rejsu pontonem, który wpływa do jaskiń - to zupełnie inna perspektywa. Z wody zobaczysz łuki skalne i groty, które z lądu wyglądają jak zwykłe dziury. Taki rejs kosztuje około 25-30 euro od osoby i trwa zwykle godzinę. Jeśli wolisz oszczędzić, wystarczy dobre obuwie i trochę kondycji, żeby przejść całą trasę wzdłuż klifów - od plaży Batata aż do przystani w Lagos. Po drodze trafisz na kilka punktów widokowych, gdzie można przystanąć i zrobić zdjęcia bez przepychania się łokciami.
Lagos samo w sobie też ma coś do zaoferowania poza skałami. Stare miasto z wąskimi uliczkami, białymi domami i błękitnymi zdobieniami to przyjemna odskocznia od plażowego lenistwa. Możesz wpaść na rynek, kupić lokalne migdały albo figi, a potem usiąść w jednej z knajpek przy marinie. Wieczorem, kiedy słońce chowa się za horyzontem, Lagos zmienia nastrój - robi się bardziej kameralnie, a promenada wzdłuż portu zaprasza na spacer. Jeśli planujesz zwiedzanie Algarve samochodem, Lagos to świetna baza wypadowa na dwa-trzy dni. Masz stąd blisko do Benagil, do Sagres i do zachodnich klifów, gdzie fale rozbijają się o urwiska. Tylko pamiętaj o parkingu - w sezonie znalezienie miejsca w centrum graniczy z cudem, lepiej zostawić auto na obrzeżach i przejść się pieszo.
Rybackie wioski i targi, gdzie kupisz dorsza prosto z kutra
Wyjeżdżając z zatłoczonego centrum Albufeiry czy Portimão, trafiasz w zupełnie inny świat. Wystarczy skręcić w boczną drogę przy klifach, by po kilkunastu minutach zaparkować przy maleńkiej przystani, gdzie wciąż pachnie solą i sieciami. Miejsca takie jak Ferragudo, Olhão czy wioski wokół zatoki Sagres żyją własnym rytmem, który wyznaczają przypływy i połowy. To właśnie tam, w porannym gwarze, możesz kupić świeżego dorsza lub sardynki prosto z kutra, zanim trafią na stoły restauracji w Lagos czy Carvoeiro. Targi rybne w Olhão, mieszczące się w charakterystycznych pawilonach, to nie tylko zakupy, ale też spektakl - sprzedawcy krzyczą, negocjują, a pod nogami hasają koty wypatrujące ochłapów. W Ferragudo, z widokiem na zamek i most w Portimão, znajdziesz małe stragany, gdzie rybacy sami filetują złowione gatunki. Jeśli szukasz autentycznego Algarve, co warto zobaczyć poza plażami i jaskiniami, wsiadaj w samochód i kieruj się do Taviry. Jej kryty targ, otwarty od poniedziałku do soboty, oferuje nie tylko owoce morza, ale też lokalne sery, migdały i figi. Spacerując między stoiskami, usłyszysz mieszankę portugalskiego i angielskiego, bo turyści też tu zaglądają, ale to wciąż miejsce, gdzie mieszkańcy załatwiają codzienne sprawy. W Sagres, przy samym końcu wybrzeża, port jest mniejszy, a atmosfera surowsza - wiatr od oceanu miesza się z zapachem grillowanych ryb. To idealne miejsce, by po zwiedzaniu klifów przysiąść na ławce i popatrzeć, jak kutry wracają z połowem. W plan zwiedzania Algarve warto wpisać przynajmniej jeden poranek na takim targu. Nie dość, że spróbujesz świeżego tuńczyka czy ośmiornicy, to jeszcze zobaczysz, jak wygląda codzienność poza katalogowymi widokami. I nie martw się, jeśli nie mówisz po portugalsku - uśmiech i wskazanie palcem działają tu lepiej niż przewodnik.
Faro po zmroku - labirynt uliczek, azulejos i stoliki na bruku
Faro po zmroku to zupełnie inna historia niż ta, którą znasz z porannych wycieczek na lotnisko. Gdy ucichną samochody, a upał odpuszcza, stare miasto oddaje się w ręce spacerowiczów i smakoszy. Wąskie uliczki Cidade Velha, otoczone murami, prowadzą przez plac do placu, a każdy zakręt odsłania kolejny rząd azulejos - błękitnych płytek, które w żółtym świetle latarni wyglądają jak malowane na mokrym piasku. To nie jest miejsce, które zaliczasz w godzinę. Faro wieczorem smakuje się wolno, między stolikami wystawionymi na bruk, gdzie kelnerzy niosą tace z grillowanym choco i kieliszkami vinho verde.
W przeciwieństwie do głośnych kurortów jak Albufeira, Faro nie krzyczy. Nie ma tu dyskotek na plaży ani tłumów z kuflami w dłoni. Jest za to spokojna, autentyczna atmosfera, którą docenisz, jeśli po całym dniu zwiedzania Algarve szukasz chwili wytchnienia. Warto usiąść na którymś z placyków wokół katedry Sé - stąd rozchodzą się wszystkie główne szlaki spacerowe. Możesz stamtąd przejść na promenadę nad Ria Formosa, gdzie o zmierzchu widać odlatujące ptaki, albo skręcić w stronę portu i obserwować, jak ostatnie promy wracają z wysp.
Jeśli planujesz zwiedzanie Algarve samochodem, Faro świetnie nadaje się na bazę na pierwszy lub ostatni dzień. Miasto ma własne lotnisko, więc nie musisz od razu pędzić do Lagos czy Carvoeiro. Zanim ruszysz na klify Ponta Piedade albo do jaskini Benagil, daj sobie wieczór na labirynt fariańskich uliczek. To właśnie tutaj, między murami a zapachem oceanu, zrozumiesz, dlaczego Portugalia to coś więcej niż tylko plaże Algarve. Faro po zmroku nie rywalizuje z zachodami słońca w Sagres - ono po prostu pokazuje, że Algarve ma też duszę starego, rybackiego miasteczka.
Zachodni kraniec Algarve - surfing, urwiska i wiatr, który zmienia plany
Zachodnie Algarve to zupełnie inna para kaloszy niż wschodnia część regionu. Zamiast piaszczystych lagun i płaskich wybrzeży dostajesz dzikie klify, potężne fale i wiatr, który potrafi zwiać kapelusz w sekundę. To właśnie tutaj leży Sagres, miejsce, które wielu turystów odwiedza tylko po to, by zobaczyć zachód słońca nad Przylądkiem Świętego Wincentego. I słusznie, bo to jeden z tych widoków, które zostają w głowie na lata. Ale Sagres to nie tylko punkt widokowy. To też mekka surferów - jeśli przyjedziesz tu między październikiem a marcem, zobaczysz dziesiątki desek w wodzie i ludzi w piankach nawet w deszczu. Samo miasteczko jest małe, senne i ma w sobie ten luz, który znajdziesz tylko na końcu świata.
Kawałek dalej, w stronę Carvoeiro, zaczynają się najbardziej spektakularne klify w całym Algarve. Mówię tu o Ponta da Piedade, gdzie skały przybierają kształty przypominające wielbłądy, tunele i mosty. Najlepiej zwiedzać to miejsce z poziomu wody - rejs pontonem albo kajakiem pozwoli ci wpłynąć w te wąskie szczeliny, które z lądu wyglądają jak zwykłe dziury w ziemi. Jeśli jednak wolisz stać nogami na stałym gruncie, koniecznie wybierz się na spacer wzdłuż klifów z Lagos. Promenada jest dobrze utrzymana, a widoki zmieniają się co kilkadziesiąt metrów. Uwaga tylko na wiatr - potrafi być tak silny, że zmienia twoje plany na plażowanie w ciągu godziny. W takich dniach lepiej schować się w jednej z jaskiń, na przykład w słynnej Benagil, która jest dostępna tylko od strony morza.
Jeśli podróżujesz samochodem, zachodnia część Algarve to prawdziwy raj dla kierowców, którzy lubią kręte drogi i nagłe widoki na ocean. Nie ma tu wielkich kurortów jak w Albufeirze, za to znajdziesz spokojniejsze miejsca jak Praia da Marinha, gdzie klify układają się w naturalne łuki, a woda ma kolor butelkowej zieleni. Warto zaplanować tu przynajmniej dwa dni, bo jeden to za mało, by zdążyć na spacer, rejs i zachód słońca bez pośpiechu. A jeśli trafisz na pogodny wieczór, usiądź na klifie w okolicy Carvoeiro i po prostu patrz, jak słońce chowa się w oceanie. To nie jest atrakcja z listy „co zobaczyć w Algarve” - to moment, który sam się zapamiętuje.
Gdzie spać i jeść tanio, ale z widokiem na ocean - sprawdzone adresy
Najlepszym sposobem, żeby tanio spać z widokiem na ocean w Algarve, jest omijanie Albufeiry i Portimão. Tam za pokój z balkonem zapłacisz jak za apartament w centrum Warszawy. Prawdziwe okazje znajdziesz w małych miejscowościach klifowych, jak Carvoeiro albo Sagres. W Carvoeiro wynajmiesz kwaterę prywatną na Airbnb za 200-250 zł za noc, a rano wyjdziesz na śniadanie na taras z widokiem na Praia do Carvalho. W Sagres, poza sezonem (maj i wrzesień), bez problemu dostaniesz pokój w pensjonacie sto metrów od klifów za 180 zł. Zero basenu, zero recepcji, za to ocean słychać przez okno.
Jeśli chodzi o jedzenie, nie daj się nabrać na promenady w Lagos czy Faro. Tam za grillowaną rybę z frytkami zapłacisz 18 euro i dostaniesz mrożoną. Prawdziwe, tanie i dobre jedzenie znajdziesz w Tavira i w okolicach Ria Formosa. W Tavira, w małych tascach (portugalskie bary), zjesz świeżego tuńczyka z grilla za 9 euro, a do tego dostaniesz sałatkę i ziemniaki. W okolicach Praia da Marinha, przy klifach, jest jedna knajpka bez szyldu, gdzie miejscowi jedzą caldeirada (gulasz rybny) za 7 euro. Nie ma karty, pytasz, co dzisiaj złowili.
Najlepszy trik na tanie jedzenie z widokiem to zakupy w supermarkecie w Albufeirze i piknik na klifach Ponta da Piedade. Kupujesz lokalny ser, chleb, oliwki i butelkę vinho verde za 5 euro. Siadasz na skraju klifu o zachodzie słońca i masz lepszy widok niż w każdej restauracji. W Sagres z kolei warto iść do tascas przy porcie - rybacy sprzedają tam świeże sardynki z grilla za 4 euro, a do tego dostajesz chleb i masło. Żadnych talerzyków dekoracyjnych, tylko papier, ale smak jak na greckiej wyspie.
Pamiętaj o jednym: w Algarve nie chodzi o luksus, tylko o to, żeby po całym dniu zwiedzania jaskiń Benagil i spaceru po klifach usiąść na balkonie z lampką wina i patrzeć, jak ocean ciemnieje. Dlatego szukaj kwater w Carvoeiro, Sagres i Tavira, a unikaj kurortów z all inclusive. Zaoszczędzisz 30-40% i zobaczysz prawdziwe Algarve.
Twój plan na 5 dni - od Benagil po Sagres bez pośpiechu i przesiadek
Nie ma sensu pędzić przez Algarve w trzy dni, bo każdy zakręt wybrzeża wygląda jak zdjęcie z folderu biura podróży. Pięć dni to absolutne minimum, żeby zobaczyć to, co najważniejsze, i nie zwariować przy zmianie miejsca noclegu co drugą noc. Najlepiej postawić na bazę w okolicy Lagos lub Portimão - stąd masz blisko i do dzikich klifów, i do tętniących życiem miasteczek. W pierwszy dzień rusz na wschód, prosto do jaskini Benagil. Nie daj się namówić na tłoczny rejs pontonem, jeśli tylko masz sprawne nogi - dopłyń do niej kajakiem albo SUP-em z plaży Benagil, wtedy zobaczysz kopułę od środka bez stania w kolejce. Potem skręć do Carvoeiro i przespaceruj się nad zatokami, a na koniec dnia wjedź na klify w Ponta Piedade pod Lagos. To miejsce o zachodzie słońca robi takie wrażenie, że zapomnisz o zdjęciach i po prostu usiądziesz na skale.
Drugi dzień poświęć na zachodni kraniec - Sagres i Przylądek Świętego Wincentego. W Sagres nie ma wielkich atrakcji, jest za to surowa energia oceanu i wiatr, który czuć w kościach. Spacer wzdłuż klifów w stronę zatoki Beliche to jeden z tych widoków, które zostają w głowie na lata. Jeśli pogoda dopisze, zjedź na plażę Cordoama - dziką, szeroką i prawie pustą nawet w sezonie. Trzeciego dnia zmień klimat i pojedź do Ria Formosa. To nie są plaże, tylko labirynt kanałów, lagun i wysepek. Wsiądź na prom z Faro na wyspę Deserta albo wybierz się do Taviry - miasteczka z mostem rzymskim i dachami w kolorze ochry, które wygląda jak pocztówka z lat 50. Wieczorem wróć do Albufeiry, ale nie na główną promenadę, tylko do Starego Miasta - wąskie uliczki, zapach grillowanych sardyn i gwar rozmów przy stolikach.
Czwarty dzień to klasyka: Praia da Marinha i okolice. Ta plaża jest na okładkach przewodników nie bez powodu - skalne łuki i turkusowa woda, ale idź tam wcześnie rano, zanim przyjadą autokary. Potem przejedź kawałek do Benagil jeszcze raz, tym razem od strony klifów, żeby zobaczyć jaskinię z góry. Na piąty dzień zostaw sobie luz - wróć do ulubionej zatoki, zjedz lunch w Portimão przy marinie albo po prostu posiedź na plaży w Lagos. Samochód jest tu kluczowy, bo autobusy jeżdżą rzadko, a taksówki szybko zjedzą budżet na lody. Wynajmij auto z wyprzedzeniem, najlepiej z pick-upem na lotnisku w Faro, i nie martw się o miejsca parkingowe - poza lipcem i sierpniem znajdziesz je bez problemu nawet pod samymi klifami.